Przejdź do głównej zawartości

Limitless


Wybaczcie tę odrobinę samochwalstwa, ale po raz pierwszy podoba mi się moje wykonanie, no, może poza wizją, bo robię okrutne miny :P natomiast wokal jest ustabilizowany i wyrównany. Nareszcie, po tylu latach :) Rozum spisał się z akompaniamentem, chociaż machnął go od niechcenia. Nie wierzę, że jazzuje. Tak długo nie można było się go o to doprosić i w końcu się nauczył... Wszyscy się zmieniamy na  lepsze :)
Przyznam się, że obejrzałam dzisiaj niecny film pod tytułem "Jestem bogiem" (ang. Limitless). Nie rozwalił mnie zbytnio ani nie wywołał emocjonalnego wstrząsu, a pozytywne zaskoczenie wręcz rozczarowało. Czemu nie skończył marnie? Przynajmniej byłoby ostrzeżenie dla innych, żeby nie brać tego świństwa. No ale nic, trudno. 
A film nie jest taki sci-fi, na jaki wygląda. Kiedyś, gdy Bóg nas odnowi, odzyskamy pełną powierzchnię mózgu i wtedy to będziemy poznawać wiedzę. Ale w bezpieczny i prowadzący do szczęścia sposób. Może wtedy nauczę się liczyć w pamięci i będę umiała błyskawicznie czytać nuty tak, że będę mogła rozpisywać partytury na orkiestrę. To byłoby niesamowite...

Wyeksperymentowałam także przepyszny sposób na cukinię. Dusimy na patelni razem z cebulą i pomidorami, zasypujemy słodką papryką i zalewamy octem balsamicznym. Można użyć do makaronu, kaszy, posypać tartą mozarellą. Pycha :) nie mam zbyt wysublimowanego smaku, jeśli o to idzie. Ale coś tam umiem przyrządzić.
Na razie mam otępiały umysł przez katar i chropowate gardło. Muszę się wziąć w garść do soboty, żeby zaśpiewać na nabożeństwie.

Komentarze