czwartek, 23 stycznia 2014

Frozen




Mam tę moc
Katarzyna Łaska

Na zboczach gór biały śnieg nocą lśni
i nietknięty stopą trwa.
Królestwo samotnej duszy,
a królową jestem ja.
Posępny wiatr na strunach burzy w sercu gra.
Choć opieram się, to się na nic niezda.

Niech nie wie nikt,
nie zdradzaj nic,
żadnych uczuć,
od teraz tak masz żyć.
Bez słów,
bez snów,
łzom nie dać się,
lecz świat już wie.

Mam tę moc!
Mam tę moc!
Rozpalę to co się tli.
Mam tę moc!
Mam tę moc!
Wyjdę i zatrzasnę drzwi!

Wszystkim wbrew,
na ten gest mnie stać!
Co tam burzy gniew?
Od lat coś w objęcia chłodu mnie pcha.

Z oddali to co wielkie,
swój ogrom traci w mig.
Dawny strach co ściskał gardło,
na zawsze wreszcie znikł!

Zobaczę dziś czy sił mam dość,
by wejść na szczyt, odmienić los.
I wyjść zza krat, jak wolny ptak.
O tak!

Mam tę moc!
Mam tę moc!
Mój jest wiatr,
okiełznam śnieg.
Mam tę moc!
Mam tę moc!
I zamiast łez, jest śmiech!

Wreszcie ja,
zostawię ślad!
Co tam burzy gniew?

Moc mojej władzy lodem spada dziś na świat.
A duszę moją w mroźnych skrach ku górze niesie wiatr.
I myśl powietrze tnie jak kryształowy mecz.
Nie zrobię kroku w tył,
nie spojrzę nigdy wstecz.

Mam tę moc!
Mam tę moc!
Z nową zorzą zbudzę się.
Mam tę moc!
Mam tę moc!
Już nie ma tamtej mnie.

Oto ja!
Stanę w słońcu dnia.
Co tam burzy gniew?!
Od lat coś w objęcia chłodu mnie pcha.

***

No i mamy mrozy. A w butach... relaks :) ciepło, miło, w połączeniu ze skarpetkami wełnianymi od Wojasa żadne mrozy mi niestraszne :) 
A dzisiaj kinowo... z Domi na "Krainie lodu" w Cinema City Sadyba :) bo bliżej centrum nie puszczają tego o porze, kiedy dorośli wychodzą z pracy... A szkoda, bo film rodzinny akurat się nadaje na wyjście z dziećmi. Kilkoro takich rodziców na sali mieliśmy, ale ogólnie pusto. Nie będę opowiadać, o czym było, bo nie będzie niespodzianki. Ale warto zobaczyć, żeby popatrzeć na bajkę z innej strony :) no i w końcu powiem moim dzieciom (uczniom, żeby nie było :P) że byłam i widziałam... I polecam :)
Wracając autobusem do domu rozmawiałyśmy jeszcze o tematyce warsztatów weekendowych i kiedy zaczęłam cytować myśli o tym, że warto się w małżeństwie wspólnie dorabiać, a nie przychodzić na gotowe, aż się pani przed nami odwróciła i powiedziała, że dawno nie słyszała tak mądrych słów i bardzo się cieszy, bo poprawiłam jej humor i przywróciłam wiarę w ludzi. Dodała jeszcze, że jak ludzie wchodzą z majątkami w małżeństwo, to nie mają już do czego dążyć i wkrada się nuda, co prowadzi często do rozwodów. Moi rodzice mówili to samo i właściwie ciągle dążą do czegoś, przez to chyba nigdy się nie znudzą :) cóż, fajnie uchodzić za mądrą, szkoda, że tylko teoretycznie :P
Życzę wam pięknej, mroźnej zimy, bo co to za zima bez śniegu i mrozu? 




środa, 22 stycznia 2014

Zima, a my... Relaks.

Mam niesamowitą zdolność zużywania miesięcznego transferu internetowego na 10 dni przed końcem miesiąca. Teraz chodzi niezwykle ospale, a ja godząc się z tym faktem, zarządziłam sobie odwyk i nie siedzę całymi godzinami na fejsie, czekając na newsy. Sytuacja ta powinna skłonić mnie do porzucenia swojej izolacji społecznej, ale warunki atmosferyczne są niesprzyjające: mamy już oczekiwany śnieg i mróz, wychodzę z domu niechętnie, opatulona niczym bałwanek Buli do pracy i z powrotem, nawet promocje w galeriach mnie nie nęcą. Chociaż... Niezupełnie. Po przetestowaniu trzech par kozaków z poprzednich lat musiałam z ubolewaniem stwierdzić, że mrozów, które zapowiadają, to one nie wytrzymają. Już jest niepewnie, jak zakładam podwójne skarpety. A ponieważ śniegowce chodzą za mną jak kot za szpyrką, więc w głowie pojawił się tęskny głos: relaksy... I faktycznie, w Wojasie były przecenione relaksy za 199 zł, niestety nie te z nowej kolekcji, ale też ładne (na swój sposób ;) nie namyślałam się długo, zaledwie pół godziny, kupiłam je razem z wełnianymi skarpetami za złotówkę. Mając ogromny dylemat między szarymi, kawowymi a miodowymi, wybrałam pasujące i do szarej, i brązowej kurtki, którymi tej zimy dysponuję, czyli szare. Pozostaje tylko kupić impregnat do zamszu i gotowe :)
Jutro testujemy buty przy -20 ;)

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Blue Monday



Miniony weekend upłynął na szkoleniu liderów młodzieży diecezji wschodniej "Niepokonani". Tematyka była ciężka: depresja, samobójstwa, uzależnienia, seksualność. Po sobotnim wykładzie na temat depresji wyszłam z potwornym bólem głowy i w totalnie zjechanym humorze, wróciłam do domu, wzięłam długą gorącą kąpiel na odprężenie i poszłam spać o 21. Można się lekko podłamać, zwłaszcza kiedy przypominają się niektóre sytuacje, w których sama popadałam w stan otępienia na miesiąc albo jak otrzymywałam smsy od kolegi, że myśli o śmierci. Niektórzy ludzie są bardziej podatni na tego typu stany. Jednak tematyka jest niezwykle aktualna, zwłaszcza, że dzisiaj mamy Blue Monday, dzień określany jako najbardziej depresyjny w roku. 
Na wykładzie dotyczącym depresji mówca korzystał z książki "Pokonaj depresję. Program 6 kroków bez leków" Stephena S. Ilardi (dostępna tutaj). 


Ludzie nie zostali stworzeni do obecnego stylu życia, na który składają się niedobory żywnościowe, mała aktywność fizyczna, niedospanie, izolacja społeczna i szaleńcze tempo. Jego skutkiem mogą być przygnębienie albo depresja. Ale ty wcale nie musisz chorować! Poddaj się zaleceniom terapii Stephena S. Ilardiego. Program Terapeutycznej Zmiany Stylu Życia jest znacznie bardziej skuteczny niż leczenie depresji w sposób tradycyjny, głównie farmakologicznie.
* Jedz produkty bogate w kwasy tłuszczowe omega-3.
* Ruszaj się, uprawiaj sport, wykonuj ćwiczenia fizyczne.
* Przebywaj jak najwięcej czasu na słońcu.
* Zaangażuj się w jakąś działalność.
* Wysypiaj się.
* Udzielaj się towarzysko.


Myślę, że te proste rady warto zastosować profilaktycznie, zwłaszcza w okresie zimowym, gdzie bardzo łatwo jest popaść w przygnębienie. A zatem... dobrego poniedziałku :)

czwartek, 16 stycznia 2014

3...2...1... posty o śniegu START!

No co tu dużo mówić: spadł. Cieszę się jak dziecko z tej bajkowej pogody, chociaż mój rower mniej, bo wczoraj wywaliłam się przed samym domem, nieroztropnie hamując przednim hamulcem. Zresztą, kto wie, jak długo się toto utrzyma, ale póki co, nie ma co marudzić, tylko CIESZYMY SIĘ :D
Z tej okazji kupiłam sobie kurtkę w kolorze szarym na wyprzedażach w Reserved. Mam chyba jakiś kompleks kurtek, bo to już druga tej zimy, a wszystko przez to, że Ola zrobiła mi analizę kolorystyczną i potwierdziła zdecydowanie, że jestem Latem. A to oznacza, że mój hołubiony kolor brązowy jest dla mnie zakazany :/ w swoim arsenale mam co najmniej trzy brązowe kurtki, w tym jedna w kroju płaszcza, długa do kolan, z wielkim futrzanym kapturem, w której wyglądam jak rosyjska celebrytka :P  jest nieodzowna na mrozy, bo fantastycznie chroni aż do kolan, ale nie mamy jeszcze takich mrozów i nie mam jeszcze trzydziestu lat, żeby wyglądać aż tak poważnie :P no więc po kilkakrotnym schodzeniu galerii wybrałam w końcu lekką, zgrabną kurtkę w Reserved w przyjaznych dla mnie kolorach i chociaż nie jest w niej tak ciepło, jak w tamtej, to pocieszam się myślą, że wyglądam ekstra ;)


Moje ulubione czarne botki "do spódnicy" wzięły i się pękły (a tak się cieszyłam, jak mi szewc naprawił obcasy) i teraz moim kolejnym celem są podobne. Kasia Tusk inspiruje


sobota, 11 stycznia 2014

Aż się odmienią dni.



"Zaplątani" byli dawno, ale piosenka jest wciąż aktualna, ponieważ w tym roku minie trzy lata, jak mieszkam w Michałowicach w pokoju na poddaszu. Wszelkie bajki o księżniczkach na wieży są moją dewizą. Też robię w kółko te same rzeczy: gram w te same gry, czytam te same książki i marzę o wielkiej odmianie...
Po dłuższej niebytności pojawiłam się w zborze na Foksal i zaskoczyło mnie trochę zmian. Na liście nauczycieli, diakonów i komitetu ds komunikacji wewnętrznej (cokolwiek to znaczy) zobaczyłam jedno wspólne nazwisko człowieka, który do tej pory tylko przychodził i słuchał... Sama ze zdumieniem przyjęłam fakt, że zostałam na dzień dobry poproszona do prowadzenia lekcji z dorosłymi.  Młodzież przejmuje inicjatywę i to jest raczej pozytywne :) ale co z tego wyjdzie, zobaczymy...


wtorek, 7 stycznia 2014

Hobbit. Back to work




Święta i po świętach... Tydzień nauki i pracy rozpoczęty. Ciężko powrócić do normalnego trybu, ale trzeba zarabiać na chleb...
Ola wyciągnęła mnie dzisiaj po pracy do kina. Nastawiałam się właściwie na jakieś drobne zakupy i powrót do domu przed 21, ale Ola miała szaloną chęć coś obejrzeć, więc zdecydowałyśmy się na drugą część "Hobbita". To nic, że nie widziałyśmy pierwszej, kiedy indziej to nadrobimy:P było jeszcze do wyboru "Wilk z Wall Street" z moim ulubionym Leosiem, ale moralność filmu pozostawiała wiele do życzenia, więc odpuściłyśmy. 
Film nakręcony jest z rozmachem i wszystkie krajobrazy ogląda się z zachwytem. Fabuła mnie nie porwała, bo nie jestem fanem fantasy, ale całość tworzy barwną, baśniową opowieść :) powyżej jedno z niesamowitych zdjęć. Aż by się chciało pojechać do Nowej Zelandii i zobaczyć to na własne oczy... Jeśli chcecie przeczytać recenzję o chwytliwym tytule, zapraszam tutaj.

Ps. W ciągu ostatnich kilku tygodni 4 razy podróżowałam z blablacar, za każdym razem z ciekawymi i sympatycznymi ludźmi. Okazuje się, że nie trzeba się bać, warto się odezwać, a interesującą rozmowę można przeprowadzić z każdym, niezależnie od wieku, płci i wykształcenia. Wprawdzie kiedy jeżdżę z Olą, to częściej ona zagaduje, a ja korzystam z bezpiecznego azylu milczenia, ale powoli się przełamuję i w tej kwestii. 



środa, 1 stycznia 2014

Girl talk



Włączyłam próbną wersję testową Premium na Spotify (głównie ze względu na sylwestra, żeby w trakcie odtwarzania nie włączały się denerwujące reklamy) i będąc w domu, założyłam konto mamie. Ola założyła sobie sama i dzisiaj poleciła mi Monikę Borzym. Znalazłam jej albumy i spędzam miły wieczór na słuchaniu :) przyjemnie dziewczyna śpiewa, a akompaniament ma bardzo stonowany. Ma odrobinę głos podobny do Nory Jones.
Szukam połączeń do Pszczyny na weekend i marnie to wygląda... Wycofali dobre pociągi, na blabla nie ma na razie nic, a Polski Bus tradycyjnie za 40 zł do Katowic na styk...



I do południa budzikom śmierć. NY 2014

Jajeczka szczęścia, jajeczka szczęścia :)

Ostatni tydzień starego roku był dla mnie mocno roztętnionym okresem, ze względu na dwie imprezy w przeciągu trzech dni. Pierwsza to ślub Dawida i Judyty, a druga to sylwester. Na ślubie tym razem nie byłam obarczona żadnym zajęciem, a mimo to denerwowałam się, jak to wszystko wyjdzie, bo całe wydarzenie przyspieszyło się. Ale przysięga została złożona, para młoda się pocałowała, było wesele do północy, a nasze zacięte walki w konkursach były nagradzane Kinder niespodziankami ;) Nie zapomnę konkurencji "świstak", gdzie razem z Olą, Luizą i Anią miałyśmy zjeść ciasto bez używania rąk, zjeść dwa płaty wafli bez popijania, nadmuchać balon aż do pęknięcia i zjeść pół szklanki bułki tartej, a następnie zagwizdać :P I chociaż balon strzelił mi w rękę, a potem wyrżnęłam o podłogę po kręceniu się wokół talerzyka i biegu do krzesła, fundując sobie otarty łokieć, to jednak zabawa całego wieczoru była przednia :) no i oczywiście fantastyczne jedzenie, którego skromny fragment możecie podziwiać powyżej :)
Sylwestrowy suchar nie był tak spektakularny, jak w zeszłym roku, ale nagraliśmy filmik, zrobiliśmy zumbę, Mateusz przyniósł tort z noworocznymi życzeniami, oglądaliśmy pokaz fajerwerków ze Stadionu Narodowego i do szóstej rano graliśmy w psychologa :P


Pozostaje mi tylko podzielić się hitem z czwartej nad ranem, który zdobył rekordową ilość wyświetleń, a ja nie obejrzałam go do tej pory ani razu :P


Ps. Wstałam 2 godziny temu, a za kilka godzin trzeba będzie znowu pójść spać :P co za obłęd...