niedziela, 21 grudnia 2008

Zima w Bajkówce

Jesteśmy w domu i odpoczywamy od szkół :) wczoraj postanowiłam zrobić jakieś zdjęcia. To nic, że aparat nieczynny. Od czego są komórki? ;) jakość nierewelacyjna, ale zdjęcia są. No i jest - zimowo, pogodnie, spokojnie. Dobrze być w domu. Tutaj czas płynie wolniej...

Spoglądamy na nasze morgi...
Ta mała szara bryła pod lasem to nasz dom :)
Wielkie mamy obszary, co? ;)


Królewna Śnieżka :)

A masz!
Ola zdeterminowana
Nie poddam się bez walki :P

"W Rosji ciągle wojna trwa..."
Ballada o kobiecie żołnierza
Bertolt Brecht

Trochę tak... na wspak ;)
Czy te oczy mogą kłamać? ;)



Między ciszą a ciszą...

A ja czekam i czekam i czekam,

i tylko Ciebie wciąż wołam,
Ciebie wzywam z daleka...


Zima jest piękna :)

piątek, 19 grudnia 2008

Snow is all around ;D ---> nach Hause

Posprzątałam mieszkanie, spakowałam rzeczy do prania, jakieś produkty spożywcze, które zostały w lodówce i za kilka godzin jadę do domu na święta ;) Sama zostałam w pustym mieszkaniu. Wszyscy już pojechali... Jeszcze tylko ja podążam na 2 godziny do muzyka po jakieś nuty...
Tydzień odpoczynku od chodzenia na zajęcia, z dala od cywilizacji (net wprawdzie jest, ale dostęp do miasta ograniczony ;) robię małe ograniczenie kontaktów wirtualnych ;) trzeba pobyć z rodziną :)
Wzięłam kilkanaście filmów, w tym sporo animowanych dla Roni. I "Potop", czyli mikołajowy prezent od Błażeja :) Już Ci dziękowałam, prawda? A wiesz, kto ptasie mleczko w większości zmłócił? Filip ;P ten, którego miało to ominąć, bo faceci przeważnie nie wierzą w Mikołaja :P

A korzystając z okazji, chciałam pozdrowić serdecznie Miłosza (choć i tak wiem, że tu nie zajrzy), najlepszego skrzypka z naszego muzyka, z którym miałam przyjemność akompaniować na fortepianie moim kochanym wokalistkom, Natalce i Beatce, na wczorajszym koncercie kolęd :) Dziewczyny, dla was buźki :* :*
A dla Miłosza specjalne pozdrowienia:
Wielkie dzięki za koncert, panie Wieliński ;) Grać z Panem to był prawdziwy zaszczyt :) Pozdrawiam serdecznie i radosnych ferii świątecznych życzę (piękny śnieg właśnie za oknem pada ;)

Ta od germanistyki, Fis-durów, Des-durów i poniekąd od fortepianu;)


Naprawdę śnieg pada :) a już wątpiłam w zimę... Rozum twierdzi, że do Sylwestra się nie utrzyma. A jak on coś mówi, to tak będzie, niestety... A tak liczyłam na kulig w Pszczynie... Zapowiadają co roku, że będzie i ciągle nic...
No nic. Koniec tego ględzenia. Zamykamy neta na kochanym komputerku laptopopodobnym, aczkolwiek stacjonarnym i wybywamy (ja i moja prawdziwa tożsamość :P) do zaśnieżonej krainy, nazywanej przez Ronię Bajkówką ;)
Jeślibym nie pojawiła się do Nowego Roku (co jest wielce prawdopodobne), to składam wam wszystkim czytającym serdeczne życzenia świąteczno-noworoczne i wszystkiego, co piękne i o czym marzycie :) bawcie się dobrze w Sylwestra, tak jak ja w Pszczynie ( I hope ;)
Ściskam, całuję, pozdrawiam :* :* :*
Do zobaczenia za rok ;)

środa, 17 grudnia 2008

Piękno rodzi się w uśmiechu oczu jasnych i serca pogodnego :)


♫ Między ciszą a ciszą ♫
Grzegorz Turnau

Między ciszą a ciszą sprawy się kołyszą
i idą i płyną póki nie przeminą
każdy swoje sprawy trochę dla zabawy
popycha przed siebie po zielonym niebie

a ja leżę i leżę i leżę
i nikomu nie ufam i nikomu nie wierzę
a ja czekam i czekam i czekam
ciszę wplatam we włosy i na palce nawlekam
na palce nawlekam

między ciszą a ciszą sprawy się kołyszą
czasem trwają bez ruchu klepią się po brzuchu
ale czasem i one lecą jak szalone
wystrzelają w przestworza
i spadają do morza

a ja leżę i leżę i leżę ...

między ciszą a ciszą sprawy się kołyszą
sprawy martwe i żywe
nie do końca prawdziwe
między ciszą a ciszą sprawy się kołyszą
i idą i płyną
póki nie przeminą
póki nie przeminą
póki nie przeminą

a ja czekam i czekam i czekam
i tylko ciebie wciąż wołam
Ciebie wzywam z daleka
więc ja leżę i leżę i leżę
bo tylko Tobie zaufam

więc ja czekam i czekam i czekam
i tylko ciebie wciąż wołam
Ciebie wzywam z daleka
więc ja leżę i leżę i leżę
bo tylko Tobie zaufam
tylko tobie uwierzę
tylko tobie uwierzę
***

Od dzisiaj wierzymy w mieszkaniu w Mikołaja ;) dwie paczki jednego dnia :) dziękujemy :*

Dowiedzialam się, jak brzmi moje imię po japońsku:

Arisa Karamorita
Też chcecie sprawdzić? Zajrzyjcie na stronę:
http://rumandmonkey.com/widgets/toys/namegen/721

I uważajcie: *Bishoujo to dziewczynka, a *Bishounen - chlopczyk ;P

A w ogóle to rozpływam się dzisiaj radością z życia. Bo dzień był piękny, nieskończenie radosny, wypełniony przyjaznymi ludźmi i doskonałą muzyką :)
Wy wszyscy, którzy byliście ze mną w tych radosnych momentach dnia, jesteście dla mnie szczególni :)
Tak cieszyć się i nie przestawać :)

poniedziałek, 15 grudnia 2008

Dziewczyna z dziennikiem pokładowym



♫ On my shoulders

The Do

Why would I carry such a weight on my shoulders
Why do I always help you carry your boulders
And wonder why I carry such a weight on my shoulders
And why would I a t t ts such a load

But someday you'll see
Next time I'll try it another way

Why would you try to make me friends with them soldiers
When you know that I've never been familiar with orders
When you know that my heart is in a *pretty* disorder
And you should know that in my heart you fill every corner

And someday you'll see that all I want is to please
Oh, next time I'll try it another way
How long will I sit and wait like a soldier-her

How many summers will it take
How many summers will I wait
How many shoulders will I break
(*= chorus 1*)

Why would I carry such a weight on my shoulders
Why am I always by your side when you're down
And why did I help you build a beautiful house
And why did I break my back for you in the cold

Find More lyrics at www.sweetslyrics.com
And someday you'll see
Next time I'll try it another way

Why would I have to quit if time makes me older
Why do they wonder why I never get bored?
And wow could I tell them that I'll never let go
But hey you're my man and they just don't understand

Someday you'll see that all I want is to please hold
Next time I'll try it another way

How will I sit and wait like a soldier-her
(chorus 1)

Why would I carry such a weight on my shoulders
Why do I always help you carry your boulder?
You wonder why I carry such a weight on my shoulder
And why would I a t t ts such a load

Someday you'll see that all I want is to please hold
Next time I'll try it another way

How long will I sit and wait like a soldier
How many summers will it take
How many summers will I wait (x2)

***
Wreszcie to znalazłam. Zobaczcie link w tytule piosenki. Wspomnienie z Warszawy, słynna reklama zeszytów Oxfordu.
Piosenka jest psychodeliczna, słuchałam. Ale w tej reklamie jest genialna.
Dziewczyna z dziennikiem pokładowym - kiedy go otwiera, świat staje się inny, taki, jak go sobie wyobraża...
To zupełnie o mnie.
"Zabawne, jakie rzeczy potrafią czasem do głowy przyjść..."


czwartek, 11 grudnia 2008

Dzwonek mnie obudził rano ...

Wiem, że to jeszcze trochę trzeba poczekać. Ale dzisiaj ta piosenka jest dla mnie adekwatna.

♫ Ja jestem Nowy Rok
Elektryczne Gitary

Dzwonek mnie obudził rano
wyglądam przez drzwi
nagle nogi mam jak z waty
czy to jeszcze mi się śni
jednak się zebrałem w sobie
o co chodzi pytam marszcząc groźnie brwi
i słyszę : ja jestem nowy rok
przynoszę nowe dobre dni

znowu mnie obudził hałas
obróciłem na bok się
na ulicy pełno ludzi
słońce grzeje w rowie mnie
ktoś podaje mi rękę
myśmy już się gdzieś widzieli świta mi
tak bo
ja jestem nowy rok
przynoszę nowe dobre dni
on jeszcze raz mi mówi
ja jestem nowy rok
przynoszę nowe dobre dni

dozorczyni do mnie rzekła
że zamierza uciec z piekła
w nic nie wierzy robi co do niej należy
młoda przedszkolanka mówi
że się już w tym wszystkim gubi
straszy niczym teraz wszystkich nas policzy

znowu mnie obudził hałas
ktoś dobija się do drzwi
wydostałem się spod stołu
czy to jeszcze mi się śni
jednak ktoś za progiem czeka
to pomyłka mówię zatrzaskując drzwi
a on tam woła:

ja jestem nowy rok przynoszę nowe dobre dni
i jeszcze raz go słyszę
ja jestem nowy rok przynoszę nowe dobre dni
on wcale nie przestaje
ja jestem nowy rok przynoszę same nowe dobre

***

Dzisiaj o godzinie 6.30, kiedy ledwo otrząsnęłam się z sennej nieświadomości, zadzwoniła do drzwi jakaś kobieta z ankietami. Nie miałam siły ani ją ochrzanić, co za porę sobie wybrała, ani zaprotestować. Ludzie mogą ze mną zrobić, co chcą.
No, prawie. Nie znoszę rad, kiedy o nie nie pytam. A najbardziej tych od facetów, co powinnam ubierać, żeby się im podobać. Oni myślą, że jak mnie lepiej znają (np. brat, znajomy, przyjaciel), to mogą mi wmówić wszystko :P
Idę na uczelnię. Śpiewamy dzisiaj kolędy. Przyniosę mój pseudoinstrument klawiszowy i będzie radocha. Trzeba mieć coś z życia, jak wszystko naokoło dołuje skutecznie.
Ade.

sobota, 6 grudnia 2008

A Słowo ciałem się stało i zamieszkało wśród nas, pełne łaski i prawdy...


Dzisiaj usłyszałam na nabożeństwie taką myśl:

"Każdy czyn i każde słowo Jezusa nie były wypowiedziane tak sobie, ale miały moc, swoje znaczenie i konkretne zadanie do wykonania."

A my, pokolenie neostrady i pseudohumanistów, wyrzucamy z siebie tysiące słów, ot tak sobie, bez zastanowienia, bo ciekawie brzmią zestawione razem. Że niby wyrażamy nasze chaotyczne myśli i kłębiące się w nas uczucia. Bzdura. Nie jest to warte ani złamanego grosza. Może jednak wy niektórzy macie rację, po co ja wypisuję te wszystkie wynurzenia?... Żeby się oczyścić, być oryginalna?...
Nie, jednak są osoby, którym to jest potrzebne. Piszcie o tym. W komentarzach, jako n-ty anonim, na gg, przez sms. Jeśli będę mogła, to wysłucham.
*
Ale nie o tym chciałam mówić. Nie o sobie. Dzisiaj chciałam mówić o Jezusie. Bo odkryłam Go kolejny raz na nowo.
Dzisiaj na lekcji szkoły sobotniej usłyszałam i zrozumiałam taką kwestię: Jezus przyszedł na ziemię całkowicie jako człowiek. Był w pełni człowiekiem.
Nawet sam się nie zjawił, tylko został poczęty z Ducha Świętego.
Dorastał, kształcił się, poznawał Pismo Święte tak, jak my. Nie sfrunął z nieba z głową nabitą tekstami biblijnymi.
Jak pisała E. White, "nie korzystał z żadnej mocy, która nam nie byłaby dostępna." Czerpał całkowicie z mocy Ojca.
W Getsemane przed straszliwą walką z własnym strachem potrzebował wsparcia, nie otrzymał go od uczniów, więc Bog posłał anioła, żeby Go wzmocnił.
W momencie śmierci, gdy spadły na niego grzechy całego świata, nie widział tego, co jest za tą pustką, którą odczuwał, gdy doświadczył rozłąki z Ojcem: "Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?" Oczywiście znał obietnice, nawet sam je cytował, że po 3 dniach zmartwychwstanie, tylko w tym najcięższym momencie nie mógł tego widzieć.
Ale zaufał w pełni Ojcu i wypełnił Jego wolę, dlatego zwyciężył.
Kiedy to do mnie dotarło, Jezus stał się dla mnie tak realny, tak bliski, bo przecież On przeżywał wszystko tak samo, jak my. Też odczuwał strach przed nieznanym, przecież nigdy wcześniej nie doświadczył niesienia grzechu całego świata.
A z drugiej strony nie można zapominać o Jego boskości. I o tym, że w tym całym człowieczeństwie był i pozostał bezgrzeszny, bo taki był warunek, aby wypełnić misję.

Dzisiaj dla mnie najważniejsze było Jego człowieczeństwo i to, że On naprawdę czuł to, co ja.
I On odczuwał to, co Ty.
Mówisz: to niemożliwe, On nie zrobił takich rzeczy, jak ja. On nie wie, jaki ja jestem. Jestem powykręcanym na wszystkie strony spróchniałym korzeniem. Mam siebie za nic.
Ale On dźwigał na sobie Twoje słowa o spróchniałym korzeniu. On to ODCZUWAŁ. Kiedy się bałeś, kiedy nie wiedziałeś, co masz robić, kiedy byłeś uzależniony i nie miałeś siły walczyć. To niewyobrażalne, ale tak jest.
Wiesz, co musisz tylko z tym zrobić? Przyjąć to. I powierzyć się całkowicie mocy Ojca.
Możesz być wolny i możesz zwyciężyć.
W Nim jesteś wolny.

piątek, 5 grudnia 2008

Mała reklama ;) Z dedykacją dla Taty ;)

Podobno mój blog jest dość popularny, odwiedzany przez wielu znajomych i w ogóle niektórzy są zszokowani, że mam odwagę pisać to wszystko. Ludzie, a co mi zależy. Ci, którzy nie wiedzą, o kim piszę, i tak nie będą mieli okazji go poznać osobiście. A ci, którzy wiedzą, o co chodzi, tak naprawdę i tak go nie znają. A poza tym, nie piszę niczego, o czym on nie powinien wiedzieć. Na tyle mamy do siebie zaufania. Nie zdradzam prywatnych tajemnic ani nazwisk. Piszę to, co czuję i myślę, jestem w tym uczciwa. Jeśli ktoś tu wchodzi i to czyta, to na własną odpowiedzialność...
*
A skoro mam aż takie przebicie w mediach, to skorzystam z tego i zrobię reklamę nowej książki wydawnictwa Znaki Czasu , którą właśnie w ciągu ostatnich godzin prawie przeczytałam (zostało mi jeszcze 20 stron ;)



Curt DeWitt, autor niniejszej książki, twierdził, że nigdy nie zostanie duchownym. Oświadczył również, że z całą pewnością nie będzie prowadził działalności misyjnej. Był też zupełnie pewien, że nigdy nie będzie pracował z nastolatkami.
Jednak Bóg miał dla niego inny plan, a jednocześnie pokazał, że ma spore poczucie humoru. Wyprawił DeWitta w zaskakującą, niesamowitą podróż, która doprowadziła do tego, że został... pastorem i misjonarzem pracującym z młodzieżą w Kenii!
Gdy DeWitt wyjechał do Afryki jako misjonarz, musiał stawić czoło plującym kobrom, przebywać w miejscach, gdzie grasowały lwy ludojady, uczestniczyć w chwytaniu kryminalistów... i toczyć duchowe zmagania z siłami ciemności.
W zaprawionym humorem sprawozdaniu z afrykańskich przygód DeWitt dowodzi, że znalezienie się tam, gdzie się tego najmniej spodziewasz, może być bardziej zabawne, ekscytujące i satysfakcjonujące, niż mógłbyś to sobie wyobrazić.
A dla wstępnie zainteresowanych podrzucam garść cennych cytatów, które mnie zbudowały tego wieczoru:

"Gdy powierzasz swoje życie Zbawicielowi, to lepiej zapnij pas bezpieczeństwa i trzymaj się mocno. Nigdy nie wiesz, gdzie Pan cię zabierze i jak tam dotrzesz. Jednak w końcu, jeśli ufasz swojemu Ojcu, On przeprowadzi cię przez wszystko." s.9

"Zaufaj Bogu we wszystkim, zwłaszcza gdy masz podjąć decyzję zmieniającą twoje życie! Nie pokładaj ufności w sobie czy swoim sposobie myślenia. Niech Pan będzie najważniejszy w twoim życiu i niech tobą kieruje. Wtedy zobaczysz, jak usuwa przeszkody stojące na twojej drodze." (Przyp.3,5-6, parafraza DeWitta)

"Pamiętam, jak przygotowywałem się do swojego pierwszego publicznego wystąpienia przed zborem. Więcej czasu spędziłem na modlitwie niż na robieniu notatek do kazania. Później przekonałem się, że to najlepsza metoda. (...) To właśnie modlitwa jest najważniejszym przygotowaniem do kazania. Pamiętam, że tamtej soboty, siedząc w oczekiwaniu na moje wystąpienie za kazalnicą, błagałem Boga, by mnie zamienił w małą kałużę i pozwolił wsiąknąć w podłogę. " s.28

"Gdy masz do czynienia z nastolatkami, bądź sobą. Nie próbuj być kimś lub czymś, czym nie jesteś. Dorośli muszą sobie uświadomić, że nie są już chłopcami i dziewczynami z ferajny. Bądź dorosły, a bycie nastolatkiem zostaw młodzieży. Będąc sobą, zyskasz znacznie więcej szacunku." s.33

"Bóg jest taki cierpliwy wobec nas, gdy nie ufamy Mu, i gorliwy w przebaczaniu, iż da nam siłę do podjęcia właściwych decyzji." s. 35

Sytuacja przy nieco odmiennym lądowaniu samolotu: "Szczerze przyznam, że byłem dość zdenerwowany. A gdyby nie to, ze jestem mężczyzną, powiedziałbym nawet, że się bałem. Ale oczywiście mężczyźnie nie wypada się bać, więc powiedzmy, że było to dla mnie znaczne wyzwanie umysłowe i emocjonalne ;) " s.37

"Pan chce, żebyśmy porzucili wygodę i bezpieczeństwo drogi, do której przywykliśmy i przybliżyli się do Niego." s.52

"Jeśli kiedykolwiek znajdziesz się w ciemności i wyda ci się, że nie potrafisz iść dalej, zatrzymaj się tam, gdzie jesteś, módl się i studiuj Słowo Boże, aż otrzymasz światło z góry. Ono zaprowadzi cię do Jezusa, bez względu na to, jak dotkliwie smagają cię lodowate wichry pokus." s.106

"Nigdy nie trać nadziei i nie sądź, ze ktoś, kogo kochasz, nigdy więcej nie powierzy siebie Chrystusowi. Póki się modlisz, zawsze jest nadzieja, nawet jeśli ten, za kogo się modlisz, dobrowolnie służy szatanowi." s.118

Gorąco polecam, miłego czytania :)

środa, 3 grudnia 2008

Znajdź osobę podobną do ciebie

Jakiś czas temu zabrałam się za streszczanie książki Neila Clarka Warrena "Jak poślubić właściwą osobę". Zastanowił mnie rozdział "Znajdź osobę podobną do ciebie." Zresztą sami zobaczcie ten fragment (listy 50 podobieństw korzystnych dla związku nie będę wklejać, bo zajęłaby zbyt dużo miejsca :P):

Małżeństwa cechujące się największą stabilnością to małżeństwa ludzi, których łączy wiele podobieństw.
Dla małżeństwa podobieństwa są jak pieniądze złożone w banku, różnice zaś – jak długi do płacenia. Wspólne cechy stają się silą małżeństwa; źródłem, z którego można czerpać w chwilach kryzysu.
Każda różnica będzie wymagała negocjacji i przygotowania. Jedno z dwojga będzie musiało poświęcić bardzo wiele lub oboje trochę. Jeśli partnerzy nie zechcą nagiąć się i przystosować, będą doświadczać ustawicznych wybuchów gniewu i frustracji. Pojawia się również stres, który zawsze towarzyszy poważnym zmianom.

Najbardziej korzystne podobieństwa:

- inteligencja (ten sam poziom intelektualny)

- wartości

- intymność – werbalny, nieseksualny rodzaj intymności, gdy obie osoby cieszą się byciem ze sobą i chętnie dzielą się swym życiem

- zainteresowania – kilka różnych rzeczy, które małżonkowie lubią robić razem

- oczekiwania dotyczące ról małżeńskich – podział obowiązków i odpowiedzialności w małżeństwie i utrzymania domu

Różnice, które zapowiadają kłopoty:

- poziom energii – na gruncie towarzyskim, spraw związanych z domem lub w sypialni ;)

- indywidualne zwyczaje – np. punktualność, czystość, systematyczność, odpowiedzialność, niezależność itp.

- wydawanie pieniędzy

- rozmowność

Zaleta, która równoważy wiele różnic: giętkość, elastyczność, zdolność przystosowania się, ustępliwość.