Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z lipiec, 2013

Polish Barbados i Galapagos, Chałupy welcome too.

Termometr wskazywał dzisiaj 42 stopnie w słońcu. Wyjście z domu graniczy z udarem słonecznym. Na szczęście w domu jest do wytrzymania. Nie chcę myśleć, jak musi być w Michałowicach przy takiej pogodzie. Moja mama dla ochłody moczy chustkę w zimnej wodzie i kładzie sobie na karku. Nawet internet się "zgrzał" i przez parę godzin nie chciał chodzić.  Prognozy pogody zapowiadają podobne upały w następnych dniach. Chyba Afryka przenosi się do Polski...

Hakuna matata ;)

Pokazałam mojej siostrze legendarną grę "Król lew". Graliśmy w nią, mając może tyle lat, co teraz ona.   Pamiętam tę świetną muzykę i całkiem przyzwoitą grafikę, a także adrenalinę, kiedy mozoliliśmy się z kolejnymi planszami, do momentu, w którym odkryliśmy kody do przechodzenia :)  Teraz są tutoriale, które pokazują, jak przejść, a kiedyś musieliśmy polegać na doświadczonych kolegach. Nie pamiętam, czy znaliśmy wtedy magiczne klawisze F2 i F4 do zapisywania i ładowania ;) teraz bardzo się przydają do przechodzenia trudniejszych momentów ;) Co mnie najbardziej ucieszyło, istnieją wersje SNES, czyli platformy do gier, na mojego MacOS ;)  Niestety, hasło hakuna matata (nie martw się), jak powiedziała Ronia, w przypadku tej rundy zupełnie się nie sprawdza :P

Na krośnieńskim Rynku

Nasz dom jest położony około 12 km od Krosna, niewielkiego miasta, które kiedyś było miastem wojewódzkim, a dzisiaj tylko powiatowym. Krosno ma kilka ładnych miejsc, a szczególnie rynek. Na Rynku znajduje się nasz dom modlitwy, gdzie dzisiaj razem z mamą i Ronią byłyśmy na nabożeństwie. 

Widok na odnowione kamienice po sąsiedzku. Pamiętam, jak może rok temu je remontowano, a dzisiaj jak pięknie wyglądają :)


Na Rynku ustawiono piaskownicę na czas letni dla dzieci, a kilka tygodni temu zrobiono też boisko do siatkówki plażowej, bo odbywał się turniej. Przypomniało mi to łódzką Manufakturę i próbę z Chofeszem "nad morzem" ;)

Fontanna to zawsze największa atrakcja i tutaj też musiała się taka znaleźć.


Też odnowiony budynek, zajęty przez Państwową Wyższą Szkołę Zawodową w Krośnie.


I atrakcja z ostatniego roku: Centrum Dziedzictwa Szkła, czyli wystawa, sklep i muzeum Krośnieńskiej Huty Szkła. W środku wysokie ruchome schody, które musieliśmy zaliczyć ze względu na Ronię ;)

Popołu…

Gdy ścichnie łoskot młyna... - kulinarnie i egzystencjonalnie

Są takie dni, o których powiesz niczym Kohelet: "Nie podobają mi się." Dzisiaj o szóstej rano obudziły mnie muchy. Walka z nimi okazała się bezcelowa, więc zrezygnowana postanowiłam wstać i zrobić coś dobrego. A ponieważ na Jadłonomii ukazał się przepis na racuchy z malinami, więc miałam już pomysł na pyszne śniadanie. Kiedy wyszłam na zewnątrz pozbierać maliny, było pochmurno, taka odmiana po ostatnich dniach upałów. Racuchy zrobiłam nie do końca według przepisu, bo z jednym jajkiem, ale weganami nie jesteśmy, więc nie było to zbrodnią. Mama i Ronia wstały dużo później, pomimo łoskotu młynka na zboże, rozlegającego się na cały dom, więc racuchy dla nich zdążyły już wystygnąć, ale i tak im smakowały :) Dalszy ciąg dnia upływa w bólu brzucha, na który niewiele mogą pomóc medykamenty. Ale tak poza tym czuję, że skoro znów zachciało mi się piec, to dobry znak w tym niepogodnym dniu. 
Oto zbliżenie na dzisiejsze wytwory.  Chyba pierwszy raz robiłam sama racuchy, więc zrozumcie ni…

Trawnik, peeling i morele

Kolejny dzień urlopowania na wsi, prezentuję kolejne atrakcje.  W tym roku zabrałam się znów za moje odkryte w zeszłym roku pasjonujące zajęcie, czyli koszenie trawnika. Tym razem przezornie zabrałam ze sobą emulsję do opalania, wyjeżdżając do rodziców, dlatego nie cierpiałam jak rok temu, a opalanie się przy pracy to najlepsze zajęcie pod słońcem (dosłownie;). Dzisiaj był level up, czyli koszenie nierówności w towarzystwie gzów. Namozoliłam się z dźwiganiem kosiarki w trudno dostępnych miejscach, odganiając się od natrętów, ale podołałam wyzwaniu. Kosiarka spalinowa to rewelacyjny wynalazek i nawet taka niewytrenowana kobieta, jak ja, potrafi obsługiwać urządzenie z tylnym napędem.  Odszorowywanie się po koszeniu to już inna historia. Moi rodzice nie preferują opalania podczas pracy, więc nie mają problemu zielonych stóp. Ale tym razem wykorzystałam campowe spa by Asia, czyli zrobiłam sobie porządne szorowanie stóp pumeksem oraz peeling z brązowego cukru i oleju na stopy (oliwa była…

Simplicity.

"Your heart is free. Have the courage to follow it." Braveheart 

Rozum kończy dzisiaj 27 lat. To chyba pierwsze urodziny od 7 lat, których nie obchodzi na campie. Ale to tak tylko przy okazji.
Mieszkanie na wsi obfituje w różne ciekawe zajęcia. Dla postronnych może to wydawać się zwyczajne. Ale jak zareagowalibyście na wiadomość, że w pobliżu domu mama odkryła żmije? Dzisiaj wysłała mnie w tamto miejsce za ogrodzeniem, żeby wykopać chrzan do kiszenia ogórków. Poinstruowała mnie, żeby założyć kalosze i nie bać się, bo żmija będzie się bała bardziej, niż ja. Na szczęście nie spotkałam żadnej. Mama jest hardcorem, nie boi się chyba żadnych stworzeń. Nie można się bać, jeśli się obok nich mieszka. Prace polowe od kilku lat nie są takie uciążliwe, jak wtedy, gdy byliśmy mali i mama musiała nasadzić tyle jedzenia, żeby wykarmić pięcioosobową rodzinę. Teraz grządki są niewielkie, a jeśli mama sadzi czegoś więcej, to tylko wtedy, kiedy umówi się z babcią, że ta przyjedzie i jej pom…

I see you.

Zastrzegałam się wielokrotnie, że nie obejrzę Avatara. Powtarzałam, że to komercyjny film, pozbawiony sensownej fabuły, przesycony efektami specjalnymi. Ostatnio znajoma zachęciła mnie mówiąc, że warto obejrzeć dla niesamowitych krajobrazów. Ponieważ to poważna osoba, więc zawierzyłam jej opinii i tak oto razem z mamą i Ronią oglądamy Avatara w 2D. No i cóż... nie mam żadnych głębokich przemyśleń na temat filmu, zresztą w klimacie wakacyjnym głębokie przemyślenia nie są moją mocną stroną. Nie dziwię się jednak, że ludzie chodzili na to do kina po kilka razy, bo nawet na małym ekranie przyroda olśniewa.


W dzień gorącego lata.

Ponieważ nie wymyśliłam mądrego posta pod zdjęciem, więc wstawiam letnią sesję w fioletowej sukience. Nakłoniłam Ronię, aby pobawiła się aparacikiem w telefonie i jakoś się udało.

"Piękno jest w tym, że naprawdę nie wiemy niczego." B. Bednarz


Ronia elf







"Your heart is free. Have the courage to follow it." Braveheart

Sanok i okolice

Uff, wczorajszy dzień był straszny - 8 godzin przed komputerem, wysyłając maile z dokumentami do wychowawców na obóz. Nie mogłam już patrzeć na ekran, a otwarcie poczty przyprawiało mnie o rozstrój żołądka. Dobrze, że jest sobota i można wszystko odstawić! Żadnych maili ani telefonów. Żadnej pracy przez 24 godziny.  Rozgadałam się wczoraj turystycznie z Areczkiem i zaczęliśmy opowiadać o miejscach, gdzie byliśmy. Zaczęło się od mojego rodzinnego regionu, czyli Bieszczad. To niewiarygodne, że mieszkałam większość życia w pobliżu tych gór i nigdy w nich nie byłam. Rodzice wybrali się tydzień temu na wycieczkę pętlą bieszczadzką i żałowałam, że nie było mnie wtedy razem z nimi. Może trafi się jeszcze kiedyś okazja wyjechać w te dzikie rejony. Dzisiaj przydarzyło się nam odwiedzić miasto u wrót Bieszczad. Byliśmy na nabożeństwie w Sanoku, po obiedzie przeszliśmy się po odnowionych sanockich placach i zrobiliśmy kilka pamiątkowych zdjęć.
Zamek - Muzeum Historyczne. 
 Pamiątkowe Gruppenfoto…

(Ch)ora et labora

Co za wspaniały urlop: -jestem w Wojkówce u rodziców,  -zajadam świeżo zmielone pomidory z innymi warzywami prosto z ogrodu,  -łuskamy z mamą i Ronią zebrany bób, tradycyjnie oglądając filmy familijne,  -mam superszybki internet z wifi od rodziców,  -opalam się drugi dzień, raz na basenie, a drugi podczas koszenia trawnika, -czytam kryminały... I wszystko byłoby super i fantastyczne, gdyby nie... katar!  Po campie dopadło mnie przeziębienie, zresztą nie tylko mnie. Kilka znajomych cierpi podobnie. Właściwie oprócz kataru na szczęście nic więcej nie mam, ale już na campie trzęsłam się wieczorami i zażywałam Febrisan. Ale nawet katar nie przeszkodzi mi w pracy. Gdyż, urlopując radośnie, jestem także w pracy. Obóz sam się nie zrobi! Fantastyczne zdjęcia z koncertu w Białymstoku dostaliśmy od Tomka Omeljaniuka. Zawodowstwo :) ale zamieszczam tylko jedno, reszta publicznych na fb. Enjoy :)

Ps. Rok temu, również będąc w domu, dopiero brzdąkałam melodie na pianinie, a dzisiaj już zagraliśmy…

Kika-Cola&Friends

Czym byłby camp bez znajomych, nowych i starych? Przedstawiam więc kilku, którzy przyczynili się do radosnej atmosfery na Wzgórzu Narad.
Tygrys- mega pozytywny człowiek "z przyszłości", z którym prawie codziennie wymieniałam wrażenia z campu. Kiedy dopadały mnie smutne myśli, pisałam do niego i zawsze otrzymywałam radosną reakcję na wszystkie wiadomości. Szkoda, że go fizycznie nie było.  Tomuś K - szczery, radosny, na maksa uprzejmy, przynosił nam swoje jagodzianki, kiedy był chory, pożyczał pompkę do materaca, zasypiał w ciągu dnia na hamaku, uwielbiany Jacuś z musicalu. Nie zapomnę "chomika" ;) chyba już tak zostanie, że będziemy się witać, wyciągając ręce z rozcapierzonymi palcami ;) Areczek - nasz sąsiad fizjoterapeuta, o nieokreślonym przeze mnie wieku (podejrzewam, że z mojego rocznika, ale pewności nie mam), który przyjechał na camp służbowo i robił badania, nastawiając ludziom kręgosłupy. Przychodził do naszego stolika, żeby zjeść swoje optymalnie zbilansowa…

Święto szałasów - camp 2013

Mija już połowa lipca, a ja nie napisałam ani słowa. Czas nadrobić zaległości, zwłaszcza, że przede mną 5 godzin jazdy Polskim Busem do mojego rodzinnego domu.
Nieoczekiwana zmiana planów
Wczoraj wróciłam z campu w Zatoniu. Okoliczności tak się poukładały, że zamiast jechać tylko na weekend na koncert, zostałam na całym campie, od pierwszego do ostatniego dnia. Nie żałuję, że dałam się namówić. Pogoda była fantastyczna, jakiej dawno na campach nie było, być może pierwsza połowa lipca jest szczęśliwsza pod tym względem. Szkoda tylko, że ten termin nie pasował studentom, którzy jeszcze mieli sesję, a niektórzy wyjeżdżali nawet w trakcie campu do Szczecina na egzamin. Może za rok uda się ustalić termin pasujący wszystkim.
Wzgórze Narad na najdalszej północy
Tradycją campu było, ze zaraz po przyjeździe wyłączało się telefon, bo oprócz podawania godziny na nic więcej się nie przydawał. Jakież było moje zaskoczenie, gdy chodziłam po całym terenie i wszędzie miałam zasięg, łącznie z internete…

Na walizkach

Zostałam fanem Polskich Busów. Mają bardzo dobrą politykę zwrotów biletów. Ponadto są tanie i nawet w ostatniej chwili można kupić bilet o połowę tańszy od pociągu.  Dzisiaj właśnie jadę znów, tym razem do Łodzi. Docelowo oczywiście Zatonie. Takie są uroki podróżowania z Markiem - trzeba być przygotowanym na niespodziewane zwroty akcji ;) do samego końca nie wiedziałam, o której wyruszyć do umówionego miejsca, a ostatecznie się okazało, że nie jadę z Podkowy, tylko wyruszam z  Łodzi ;) na szczęście udało się na 2 godziny przed odjazdem zakupić bilet w przyzwoitej cenie i dotrzeć na miejsce odjazdu. Nie jest to proste, bo w Warszawie od soboty przerwano linię metra i nie funkcjonują stacje Centrum i Świętokrzyska, więc od dworca trzeba się teleportować na Plac Bankowy, co znacznie wydłuża trasę.  W Białymstoku było ciekawie. Przeżyłam dziwne, ale pożyteczne doświadczenie: nauczyłam się, jak rozmawiać z mężczyzną poszukującym żony, którym nie jestem absolutnie zainteresowana, w sposób …