czwartek, 28 maja 2009

Żona kuchennego boga

Żył sobie pewien człowiek w średnim wieku, Jan Bartnik, w małym domku w górach. Całe życie ciężko pracował ze swoim ojcem, wypasając owce na hali, nie miała czasu na wiejskie zabawy, potańcówki, ani w głowie mu było dziewczynę zaczepić. Jednak kiedy ojciec w końcu zmarł ze starości, Jan został sam i postanowił znaleźć sobie żonę. Pojechał więc do miasta, do swoich krewnych. Tam zobaczył swoich młodych siostrzeńców, którzy surfowali po internecie, na stronie allegro. Zobaczył napis: "Szukajcie, a znajdziecie" i to nie dało mu spokoju. Jak tylko komputer pozostał wolny, Jan zaczął przeszukiwać strony allegro...
Hurra, znalazł to, co szukał! Cała strona z żonami! :D

[otwórzcie w nowej karcie, żeby zobaczyć, o co chodzi, a potem powróćcie do historii]
http://allegro.pl/search.php?sg=0&string=zona

Ze wszystkich ofert: Żona dla Australijczyka, żona rzeźnika, żona astronauty itd. zainteresowała go najbardziej żona kuchennego boga.

http://allegro.pl/item637335921_amy_tan_zona_kuchennego_boga.html


Był tak tym zaaferowany, że postanowił napisać list do sprzedającego.

Szanowny Panie,

nazywam się Jan Bartnik i szukam żony. Znalazłem Pańską ofertę na allegro i wydała mi się najodpowiedniejsza.
Proszę podać mi wymiary, bo chyba pan zapomniał
umieścić to w informacjach.
I proszę o informacje o wcześniejszych właścicielach. Czy mogę dostać do
nich kontakt?
Proszę o pilną odpowiedź, bo pilnie potrzebuję żony.
Tylko proszę o rzetelne informacje, bo ja mam zasady i chcę być z
jedną żoną na całe życie.
Dziwi mnie, ze posługuje się pan listem ekonomicznym poleconym. Czy
odbiór osobisty nie byłby lepszy?
Myślę, że wie pan o którą aukcję chodzi, nie chcę pisać numerów, żeby
żona nie czuła się przedmiotem.
ZAŚWIADCZAM, ŻE BĘDĘ JĄ KOCHAŁ W BOGACTWIE I W BIEDZIE, DOPÓKI ŚMIERĆ
NAS NIE ROZŁĄCZY.
I jeszcze jedno: czy żona dostała już rozwód z Bogiem kuchennym? Bardzo
proszę o odpowiedź, nie chciałbym się wiązać z mężatką. Czy nazwa
oznacza, że dobrze gotuje?
Z poważaniem
Jan Bartnik


:D :D :D

Pomysł: Ola :D
Opracowanie: Kika :D

PS: Ja w pierwszej chwili, jak Ola czytała te oferty na allegro, naprawdę myślałam, że to żony :P wiecie, takie najbardziej przegięte aukcje allegro :P dopiero jak przyjrzałam się dokładnie, to zczaiłam, o co chodzi :P

środa, 20 maja 2009

Die Blechtrommel



A jednak będzie recenzja "Blaszanego bębenka". Dzisiaj obejrzałam film i zrobił na mnie wrażenie. Przyznam, że trochę się obawiałam zwizualizowania brutalnych scen z książki, ale jednak nie było aż tak dosadnie. Film był dla mnie odarty z surrealizmu i alegoryczności powieści, był tak namacalnie rzeczywisty, że aż czegoś w nim brakowało. Był jednak idealnym dopełnieniem wizji autora. Teraz już chyba wiem, co wyróżnia tę książkę od innych. Trudno mi to jednak sprecyzować. Próbowałam to zrobić w drodze do mieszkania, rozmawiając z koleżanką, ale chyba mi się nie do końca udało. Może niech to pozostanie w sferze przemyśleń. I niech każdy sam dla siebie zinterpretuje to dzieło.

Dzieje głównego bohatera, Oskara rozpoczynają się na kaszubskim kartoflisku, pod czterema spódnicami babki Anny. Tam właśnie Józef Koljaczek znajduje schronienie i poczyna matkę Oskara. Sam Oskar przychodzi na świat w 1923 roku w Gdańsku. Nie dowiemy się kto był jego ojcem - czy mąż Agnieszki, niemiecki mieszczanin Alfred Matzerath, czy przyjaciel domu, Kaszub Jan Broński. Oskar używał będzie obu nazwisk. Ćma wybijająca intensywny rytm na szkle żarówki, którą Oskar dostrzega zaraz po urodzeniu, określa jego los: dobosza i człowieka, którego głos ma władzę nad szkłem. Matzerath cieszy się, że rodzi mu się syn - przyszły sklepikarz. Jednakże w swoje trzecie urodziny, kiedy otrzymuje pierwszy blaszany bębenek, Oskar postanawia, że nie będzie dalej rósł. "Przypadkowo" spada ze schodów tak, by zatrzymanie wzrostu wydało się dorosłym najzupełniej naturalne. Nie przestaje jednak rozumieć... Tak zaczynają się niezwykłe dzieje Oskara, jednego z najniezwyklejszych bohaterów prozy europejskiej. Film Schlöndorffa jest bowiem ekranizacją powieści Güntera Grassa. Krytycy zarzucali reżyserowi, że zagubił wieloznaczność epiki Grassa, jej alegoryczność i nowatorstwo w konstrukcji narratora. Najczęściej zastanawiano się: kim jest Oskar?; jak nazwać jego status ontologiczny?; czy jest człowiekiem? Sam Schlöndorff chciał, by w jego filmie rolę Oskara grało dziecko, nie karzeł. I znalazł do tej roli dziecko genialne: Davida Bennenta. Podstawowe sposoby egzystencji Oskara, jak pisze Maria Janion, to:

*dziecko (ale dziecko dziwne: trojga rodziców, żyjące w dzieciństwie i w późniejszym życiu jako "obce", na wygnaniu)
*karzeł (ze świadomego wyboru)
*Puer Senex (Dziecko-Chłopiec-Starzec)
*Genius loci (Geniusz miejsca i legenda Gdańska)

Oskar jest przede wszystkim wcieleniem destrukcji. Najważniejsze rzeczy wypowiada na dwa sposoby: albo na blaszanym bębenku, albo rozśpiewując szkło. Oskar tworzy i niszczy, jest transgresywny jak każdy artysta, z tym, że mówi językiem nie-ludzkim. Jest o tyle demoniczny, o ile każdy artysta jest "inny", "obcy", "medialny". Autor "Blaszanego bębenka" ideologii, która prowadzi do zbrodni przeciwstawia sztukę. Oskar żyje w świecie, w którym zalęgał się, rodził i rozkwitał faszyzm. Wycofał się więc z historii i ludzkiej egzystencji, osądził świat jako nieludzki artysta. W kondycji karła Europa widziała nie tylko curiosum natury, lecz uniwersalną figurę obcości. M. Turnier powiedział: "Kondycja karła może stać się środkiem ucieczki od świata i narzędziem hiperpoznania."


***

Dzisiaj na jednych z zajęć gościliśmy niezwykle przystojnego Niemca z Uniwersytetu Humboldta w Berlinie, który analizował z nami fragmenty powieści "Kaltenburg". Zmagnetyzował mnie już w pierwszym momencie, kiedy zaczął mówić. Taki głos, głęboki, niegłośny, wywołujący ciary na plecach :) Nieważne, że przejrzałam fragmenty zaledwie pobieżnie, że niewiele byłam w stanie powiedzieć na temat treści, rzucałam tylko rzadko ogólne filozoficzne uwagi, ale napatrzyłam się i nasłuchałam faceta za wszystkie czasy ;) nie mogłam uwierzyć, że ma 40 lat, z wyglądu dawałam mu nie więcej, niż 30. Podobno Niemcy tak mają, że długo trzymają się młodo. To dobrze warunkuje ;) może nie będę podtrzymywać tradycji Wandy, co nie chciała Niemca? ;)
Dobra, więcej nic nie powiem ;) śmieszny dzień był :P
Pozdrawiam germanistykę i najwytrwalsze dziewczyny, które zostały na filmie do końca :D

Homo Faber



Nie może zabraknąć recenzji. W pociągu do Warszawy nadrobiłam 2 zaległe lektury: "Blaszany bębenek" Guntera Grassa i "Homo Faber" Maxa Frischa. O "Blaszanym bębenku" nawet mi się nie chce pisać. Poziom absurdu sięgnął w tej książce zenitu. Dobra, niech będzie, że Grass noblista, tego nie zmienię. Świat jest powywracany do góry nogami, ot, cała prawda. I jeszcze nam kazali napisać, co wyróżnia tę książkę od pozostałych. Przeczytałam kilkanaście recenzji, w każdej znalazłam co innego i żadnej jedności poglądów. Więc niby dlaczego ja miałabym mieć wyrobione zdanie na ten temat?
Wolę "Homo Fabera" skomentować.
Poniżej recenzja.

Inżynier Faber kieruje się w życiu żelazną wolą i logiką równie stalową jak doglądane przez niego maszyny. Nie pozwala sobie na sentymenty, nie rozpamiętuje przeszłości i pod każdym względem jest człowiekiem epoki postępu. Jednak pewnego dnia świat postanawia podważyć wszystko, czym do tej pory kierował się Faber. Zaczyna się od awarii samolotu i przymusowego postoju na pustyni. Do buntu przyłącza się też najdoskonalsza z maszyn Fabera, jego ciało. Potem do jego życia zaczyna się wdzierać przeszłość, a wreszcie - nadchodzi miłość.

To piękna i bardzo wrażliwa powieść o przemianie inżyniera z żelaza, który zbyt późno odkrywa swoje człowieczeństwo, a także antyczna w duchu przypowieść o losie, Fatum, które wydrwiwa wszelką logikę i gra Faberem jak niegdyś Edypem, wystawiając gorzki rachunek za niegdysiejsze winy.


W środku książki znalazłam ciekawe cytaty.

"Zdenerwowało mnie jej przypuszczenie, że jestem smutny, bo samotny. Jestem przyzwyczajony do samotnych podróży. Żyję, jak każdy prawdziwy mężczyzna, swoją pracą. Przeciwnie, nie mam zamiaru tego zmieniać i uważam się za szczęśliwego mogąc mieszkać sam, moim zdaniem to jedyna możliwa sytuacja dla mężczyzny; lubię się sam budzić i móc nie mówić ani słowa. Gdzie jest kobieta zdolna to zrozumieć? (...)

Nie jestem cyniczny. Jestem tylko - czego kobiety nie znoszą - bardzo rzeczowy. Nie jestem wcale nieludzki, jak uważa Ivy, i nic nie mam przeciwko małżeństwu; najczęściej kobiety same uważają, że się do niego nie nadaję. Nie mogę cały czas doznawać uczuć. Samotność jest jedynym możliwym dla mnie stanem, bo nie chcę unieszczęśliwiać kobiet, a kobiety mają skłonność do tego, żeby czuć się nieszczęśliwe. Przyznaję: być samemu nie zawsze jest wesoło, nie zawsze jest się w formie. Co prawda przekonałem się, że kobiety, kiedy któryś z nas nie jest w formie, też nie pozostają w formie; zaczynają się nudzić, a wtedy wymówki, że się jest nieczułym. Tak że, otwarcie mówiąc, wolę się nudzić sam. (...)

Co się tyczy nastrojów, to nie poddaję się im, jak powiedziałem. Czasem człowiek się rozkleja, ale potem z powrotem zbiera się do kupy. Objawy zmęczenia! Podobnie jak ze stalą. Uczucia, stwierdziłem, są tylko objawami zmęczenia, nic więcej, w każdym razie u mnie."


***

Zmęczenie materiału nastąpiło też i u mnie. Przede mną sesja, ostatnia na tych studiach. Całe szczęście, że promotor się ulitował i przełożył mi oddanie pierwszego rozdziału pracy magisterskiej do końca października. Wczoraj próbowałam zacząć pisać, tj. tłumaczyć rozdział z polskiej książki o Qumran, nawet prawie jeden akapit zrobiłam ;) więc nie mogę powiedzieć, że nic nie ruszyłam ;) myślę, że jak będzie więcej wolnego, o np. na wakacjach, to sobie spokojnie to wszystko zrobię.
Pojawiła się też taka malutka możliwość pojechania do biblioteki w Friedensau po książki. Nie wiem, jak to się poukłada, bo to byłoby w trakcie sesji, ale jak się terminy fajnie poskładają, to pojechałabym na parę dni do Niemiec :) a jak nie, to będę znowu kombinować z Podkową i sprowadzać książki tutaj.

Jednym słowem: siedzę całymi dniami w książkach i nie mam czasu rozejrzeć się między ludźmi. Ale co tam. Coś trzeba robić.
Pozdrawiam wszystkich przytłoczonych sesją.

wtorek, 19 maja 2009

Po dłuuugim weekendzie :D

Hohoho, to już tydzień minął, jak ostatni raz coś napisałam ;)
To nadrabiam. We środę tydzień temu pojechałam do Warszawy, żeby następnego dnia wybrać się do Podkowy w poszukiwaniu materiałów do pracy. Szybko mi poszło z tym i spędziłam drugie pół dnia w stolicy :) zdrzemnęłam się po dobrym obiedzie w Green Way'u i wieczorem zaczęło mnie znów nosić. Wybrałam na towarzysza włóczęgi po mieście mojego anioła stróża z poprzedniego dnia (eskortował mnie z dworca do mieszkania na Mokotowie ;) były lody z Grycana, spacer po Starówce, gadanie o wszystkim, co nam przyszło do głowy, oglądanie wszystkich pomników, tablic pamiątkowych, zasłuchiwanie się w jazzującą kobietę z głosem podobnym do Nory Jones, śpiewającą w knajpie w Rynku, spławianie dziadka, rzekomego członka zespołu T-Love i inne ;) mówiłam już, że lubię to miasto? I nadal to podtrzymuję :)

Tzw. weekend spędziłam w towarzystwie najfajniejszych ziomów, jakich znam :D

Piątek

* pasażer w pociągu do Lublina, który "sieje zgorszenie", a właściwie to się nie mył :P i grzebień McGyvera do zablokowania okna :P

* Kika vel Sara ;)



* plakat z Brucem Lee na ścianie u Sylwka: "Daj mi siłę smoka!" :P

* Magiczny Sylwester i telezakupy :P

* "Jaka to Melodia" w piątkowy wieczór

Sobota

* dwa skuteczne budziki o 5 rano: kaszel Pawła i telefon Ernesta :P



* tradycyjnie Paweł hitem próby - świńska grypa ;) oczywiście życzymy powrotu do zdrowia :)



* kazanie pastora dla wyjeżdżających za granicę :)

* przykład wzorowej dyscypliny na próbach: od dzisiaj wszyscy wieszamy sobie nad łóżkiem portret Dawida i powtarzamy: "Chcę być jak Dawid" :D

Sobota wieczór

* kawal o Moshe i Saraj :P (ale ja się wstydzę :D)

* opowiadanie Esterce historii o dziurze w brzuchu i jej reakcje;)

* wizyta w Pizzerii bez światła i z "sympatycznymi kelnerkami"

* Ernest najarany na kibiców Motoru Lublin :P



* Zamulaszcze filmy o tańcu cieszące się niezwykła popularnością wśród Chofeshowej gawiedzi - komentarz Maykiego :p




* Sobotni "Fight Club" z przodującą rolą Ernesta i Marcina & walka na krocza Magierskiego i Feelipa



* "jea wygrałem - byłem Marcinem" - w wykonaniu Maykiego i jego pada :P

* "Ja nie jestem Różowa Dupa" xD xD xD - jutubowy hit Ernesta

* kultowy filmik "Naszym klubem RTS" :D

* "To oni są z Cypru?" by Kikah


Niedziela



* trening FC Chofesh - Karina 2. Boruc Rzeczpospolitej :D

* papka Jonasza na obiad w niedziele, bleee:P

Za dwa tygodnie wyjazd do Bydgoszczy na koncert. Po drodze zgarniamy Magde, Maykiego i Esterę :) to będzie wesoły pociąg :D

Zapraszam przy tej okazji na oficjalną stronę naszego zespołu, gdzie jest mapka, jak dojechać na nasz koncert:

http://chofesh.pl/

Pozdrowienia dla wszystkich :D

piątek, 8 maja 2009

W poszukiwaniu spokoju.



♫ Crazy ♫
AudioFeels feat. K8
Orig.by Gnarls Barkley


I remember when,
I remember, I remember
when I lost my mind
There was something so pleasant about that place.
Even your emotions had an echo
In so much space

And when you're out there
Without care,
Yeah, I was out of touch
But it wasn't because I didn't know enough
I just knew too much

Does that make me crazy?
Does that make me crazy?
Does that make me crazy?
Possibly [radio version]
probably [album version]

And I hope that you are having the time of your life
But think twice, that's my only advice

Come on now, who do you,
who do you, who do you, who do you think you are,
Ha ha ha bless your soul
You really think you're in control

Well, I think you're crazy
I think you're crazy
I think you're crazy
Just like me

My heroes had the heart
to lose their lives out on a limb
And all I remember is thinking,
I want to be like them
Ever since I was little,
ever since I was little it looked like fun
And it's no coincidence I've come
And I can die when I'm done

Maybe I'm crazy
Maybe you're crazy
Maybe we're crazy
Probably

Uh, uh

***

Przypadkowe odkrycie brata podczas wyluzowywania się przed maturą ustną z polskiego (którą zdał na 100 % i podtrzymał rodzinną tradycję :D) wsłuchajcie się w powyższe nagranie. Wprawdzie trochę skrzyczane, ale w tym stylu to dozwolone ;) Ma dziewczyna power i plastyczny, czarny głos. Ciekawe odkrycie.

Tak sobie ostatnio myślałam nad tym moim podejściem do różnych spraw. Chyba tak to jest, że każdy przechodzi taki okres w życiu, kiedy szuka własnej tożsamości i koncentruje się nadmiernie na sobie. U mnie objawia się to tym, że:
-słucham różnych specyficznych rodzajów muzyki, wstawiam na blogu teksty i nagrania, trochę, żeby odnaleźć motto na kolejne dni, trochę, żeby pokazać kawałek swojego świata;
- czytam różne książki, akurat lektury, ale nie takie typowe,
- oglądam filmy o specyficznej fabule i portretach psychologicznych,
- prowadzę liczne przemyślenia i dzielę się nimi w rozmowach albo je opisuję,
- szukam intensywnych wrażeń w różnych dziedzinach.

Wszystko po to, żeby jakoś ustalić swoje miejsce w życiu. Dlatego przechodzę różne huśtawki nastrojów, jednego dnia pełna euforia, kolejnego kompletny dół. To bywa męczące, chociaż sobie powtarzam, że przynajmniej coś się dzieje.
Ale w końcu czeka mnie życie dorosłego, poważnego człowieka, który będzie musiał mieć poukładany światopogląd, ustalić swoje miejsce, gdzie i z kim chce żyć, co ma w życiu robić, jaką ma misję do zrealizowania. Nie będzie czasu na szaleństwa umysłu i wahania.
Nie, na pewno nie stanę się nudnym, sztywnym i niewrażliwym zgredem, który chodzi na 8 godzin odrobić normę w biurze, a potem po pracy siedzi w małym mieszkaniu i rozmyśla godzinami, jakie to byłoby piękne, gdyby się gdzieś ruszyć... ale strasznie mu się nie chce. Przynajmniej nie wyobrażam sobie siebie jako człowieka statycznego, pomimo tendencji do zasiedzenia. Nadal będę kochać muzykę i w miarę możliwości będę ją tworzyć z ludźmi, którzy będą chcieli to robić razem ze mną. Nadal będzie we mnie ciekawość świata, żeby dowiadywać się czegoś nowego, zobaczyć nowe miejsca, poznać nowych ludzi...
Chciałabym być spokojna, nie emocjonować się byle czym, nabrać dystansu do siebie i otaczającego mnie świata.

***
Dzisiaj był taki wyjątkowo spokojny dzień, kiedy stałam obok siebie i widziałam, że nie wczuwam się we wszystko, jak kiedyś. Tak spokojnie sobie obserwowałam innych, jak zachwycają się II częścią Symfonii g-moll Mozarta, jak analizują z pasją każdą trzydziestodwójkę i modulację chromatyczną i po raz pierwszy w życiu poczułam taką radosną niezależność: kiedyś nie będę musiała tego robić :P Przy Beethovenie trudno było pozostać takim całkiem neutralnym, bo jednak to kompozytor, który porusza najbardziej opornego, ale bez emocjonowania się.
Dobrze poszła mi lekcja śpiewu - tu jednak oprócz uczenia się techniki jest potrzeba użycia wyobraźni, żeby zamienić głos w prawdziwy instrument. I śpiew to jednak sposób na wyrażanie siebie, nawet ten klasyczny. Tak samo fortepian - czytałyśmy z panią Nokturn c-moll Chopina (kiedyś dawno męczyłam go, ale za chiny nie mogłam go wyczuć) i poczułam taki luz w prowadzeniu frazy, jak nigdy. Sama przyjemność grania.
I tak jakoś myśli też miałam spokojne, żadnych szarpanek emocji, burzy, porównywania, zamartwiania się itd.

Dobry czas się zaczął, dzięki Bogu. Oby tak pozostało.

czwartek, 7 maja 2009

Czekam chwili, kiedy we mnie będzie więcej Ciebie, niż mnie...

„Takiego bądźcie względem siebie usposobienia, jakie było w Chrystusie Jezusie, który chociaż był w postaci Bożej, nie upierał się zachłannie przy tym, aby być równym Bogu, lecz wyparł się samego siebie, przyjął postać sługi i stał się podobny ludziom; a okazawszy się z postawy człowiekiem, uniżył samego siebie i był posłuszny aż do śmierci, i to do śmierci krzyżowej. Dlatego też Bóg wielce go wywyższył i obdarzył go imieniem, które jest ponad wszelkie imię.”
Fil.2,5-9

Jedyny standard, jaki Bóg nam wyznacza. W życiu wcale nie chodzi o to, żeby być lepszymi od innych. Chodzi o to, żeby być jak Jezus.

Jezus nie był idolem urody.
„Nie miał postawy ani urody, które by pociągały nasze oczy i nie był to wygląd, który mógłby się nam podobać.”
Izaj.53,2

Jezus nie szukał sławy ani sensacji.
„ Wtedy wziął go diabeł do miasta świętego i postawił go na szczycie świątyni. I rzekł mu: Jeżeli jesteś Synem Bożym, rzuć się w dół, napisano bowiem: Aniołom swoim przykaże o tobie, abyś nie zranił o kamień nogi swojej. Jezus mu rzekł: Napisane jest również: Nie będziesz kusił Pana, Boga swego.”
Mat.4, 5-7

Jezus nie był uznawany przez wszystkich.
„Nigdzie prorok nie jest pozbawiony czci, chyba tylko w ojczyźnie i w swoim domu.”
Mat.13,57

Jezus nie zawsze mówił to, co ludziom sprawiało przyjemność i co chcieli usłyszeć.
„Biada wam, uczeni w piśmie i faryzeusze, obłudnicy…”
„Węże! Plemię żmijowe!...”

Mat.23, 23.33

Jezus nie zabiegał o wygody.
„Lisy mają jamy i ptaki niebieskie gniazda, ale Syn Człowieczy nie ma, gdzie by głowę skłonił.”
Mat.8,20

Jezus nie myślał o sobie i swoim cierpieniu.
„A gdy Jezus ujrzał matkę i ucznia, którego miłował, stojącego przy niej, rzekł do matki: Niewiasto, oto syn twój!”
Jan 19,26

Jezus nie był ani prestiżowo wykształcony (uczyła go matka), ani superpopularny (ludzie woleli zbrodniarza Barabasza, niż jego).
Ale i tak był największym z tych, którzy stąpali po ziemi.
Jezus nie był lepszy ani gorszy od nikogo i nie miał zamiaru nawet tego udowadniać.
Jezus był taki, jak Ojciec.

Czy wiecie, że nie będziemy wpuszczeni do Królestwa Bożego ze względu na to, jakie mieliśmy wykształcenie, jakie posiadaliśmy talenty, czy je realizowaliśmy, czy prowadziliśmy teologiczne dysputy i każdego dnia rozmyślaliśmy nad zasadami wiary? Znajdziemy się tam tylko i wyłącznie na podstawie tego, czy zdecydowaliśmy być tacy, jak Jezus: czy poddaliśmy się Jego przemieniającej mocy, czy też zdecydowaliśmy pozostać sobą i sami kreować swój obraz.
Nie mamy swojej sprawiedliwości. Nie ma w nas nic, co mogłoby być uznane za na tyle wartościowe, by mogło nas usprawiedliwić w oczach Boga.
Jesteśmy cenni, bo On nas stworzył i umiłował. Bo jesteśmy Jego dziełem, chociaż tak bardzo usiłujemy sami siebie tworzyć, jak glina obrażająca się na garncarza.Ale to On wie najlepiej, kim mamy być.

Czy jesteś gotowy poddać Mu swoje życie, aby ukształtował je na swój obraz?

środa, 6 maja 2009

I hate Wednesdays.



Wszystko bez sensu
Doman Nowakowski
Tomasz Karolak "39 i pół"


Zęby w zupie (malowany gaz)
Wiersze głupie ( na banana czas)
Babki chrypka (wypasiony jazz)
Zdechła rybka (wyczesany pies)
Rabarbaru (dla Barbary gar)
Rura z baru (dla różowych par)
Robię głupa (ze łba wali dym)
Ząb biskupa (da ostatni rym)


Ura ura bara bara
stara góra,młoda para
tiki tiki riki tiki
Wypier papier do Afryki
Ura ura bara bara
tiki tiki riki tiki
wypier papier do Afryki

Wszystko bez sensu x6
Małpa z kredensu
Wszystko bez sensu


Rabarbaru,dla Barbary gar
Rura z baru,dla różowych par
Robię głupa,ze łba wali dym
Ząb biskupa ,to ostatni rym

Ura ura bara bara
stara góra,młoda para
tiki tiki riki tiki
Wypier papier do Afryki
Ura ura bara bara
tiki tiki riki tiki
wypier papier do Afryki

Wszystko bez sensu x6
Małpa z kredensu
Wszystko bez sensu ...


***

Środa jest takim wyjątkowym dniem tygodnia, że kiedy się budzę i uświadamiam sobie, że to środa, to już jestem zmęczona. W środę mam najwięcej zajęć, biegam po 3 szkołach i przeważnie przytrafia się na dobitkę coś dobijającego. Nawet nie chce mi się tłumaczyć, o co chodzi tym razem. Ale wytrzymam, będę chodzić zgięta wpół, ale wytrzymam.
A łobuz oberwie, jak wróci. Coś namotał, zaczął coś mówić, nie skończył, tylko się urwał na samolot. Ja się będę teraz przez tydzień zastanawiać, o co mu chodziło, a on potem o tym zapomni. Tak to jest. Trudno, przeżyję.
Dobra, Kika, koniec użalania. Zbieramy się na praktyki, zajęcia na uczelni, lekcje w muzyku i zaś uczelnia. I pamiętaj: wszystko bez sensu, więc nie warto się niczym przejmować. I wy też pamiętajcie: ząb biskupa ,to ostatni rym.
Ade.

niedziela, 3 maja 2009

With a few good friends :)



With a few good friends
Carly Simon


With a few good friends
And a stick or two
A house is built at a corner called Pooh
With a friend and a stick
Or three or four
A house is built where it wasn't before
With a window here
And there a door
And a nail and peg
For the coat of Eeyore

With a few good friends
And a stick or two
A house is built at a corner called Pooh
With a friend and a stick
Or three or four
A house is built where it wasn't before

Dress it down
Or dress it up
Invite Tigger for tea
And Owl for supper

With a few good friends
And a stick or two
A house is built at a corner called Pooh
With a friend and a stick
Or three or four
A house is built where it wasn't before

With a few good friends...

***
U nas w domu jest fanklub Kubusia Puchatka :) Ronia ogląda filmy z Puchatkiem i czyta książki o Puchatku (bo Ronia kończy 12 maja 5 lat i potrafi już czytać :), ma zabawki z filmu, tata naśladuje głosy bohaterów, jak czyta Roni książki i w ogóle Puchatek rządzi :D
Zobaczyłam tę radosną, tańczącą kobietę z gitarą w sadzie i zatęskniłam za latem :) i za grupką kilku dobrych przyjaciół, z którymi mogę razem chodzić wszędzie, śpiewać, grać i przeżywać najzabawniejsze momenty w życiu :) już za 2 tygodnie Back to Downland :D

piątek, 1 maja 2009

Back to paradise




Jestem w domu :)razem z mamą zwozimy drewno, gotujemy same dobre rzeczy, rozmawiamy i oglądamy telewizję. Dzisiaj trafiłam na film "Błękitna laguna" (1980).

BŁĘKITNA LAGUNA to ekranizacja słynnej powieści Henry'ego DeVere'a Stackpoole'a, zrealizowana we wspaniałych plenerach południowego Pacyfiku.
Dwoje małych dzieci i kucharz okrętowy cudem uchodzą z życiem z katastrofy morskiej i bezpiecznie dopływają do brzegów bezludnej tropikalnej wyspy. Kiedy kucharz umiera, chłopiec i dziewczyna muszą sami walczyć o przetrwanie. Mijają lata i Emmeline (Brooke Shields) i Richard (Christopher Atkins) dorastają w otoczeniu dzikiej i egzotycznej przyrody. Uczą się stawiać czoła wyzwaniom, który nie szczędzi im okres dojrzewania, a łącząca ich dziecięca fascynacja przeradza się w głębokie uczucie. Emmeline rodzi dziecko, a Richard otacza ją troskliwą opieką. Ale czy kiedykolwiek uda im się wrócić do cywilizowanego świata?


Obejrzyjcie sobie, jak będziecie mieli okazję. Świetna okazja do rozważań, jak instynkt kieruje zachowaniami człowieka i jak w naturalnych warunkach, bez uświadamiania przez innych ludzi pojawia się pociąg i uczucie. Pomyślałam sobie, że człowiek żył kiedyś w raju w takich naturalnych warunkach, bez trosk o różne gadżety, rachunki, szkoły itd. i to wszystko zepsuł swoją decyzją.
A zastanawialiście się kiedyś, jak to było, że ludzie żyli w raju i nie poczęli dziecka? Wzmianka, że Adam obcował ze swoją żoną pojawia się dopiero po wygnaniu z raju. Wiem, że to kwestie niezbyt istotne i niekoniecznie "do życia i pobożności potrzebne", ale tak jakoś tym torem poszła dyskusja z Rozumem po zrelacjonowaniu filmu :P przeważnie dziwne są przebiegi naszych dyskusji i trudno przewidzieć, do jakich wniosków dojdziemy, ale dlatego za każdym razem jest to ciekawe :) chyba, że mamy siebie dosyć :P no, ale w przyszłą środę wyjeżdża na tydzień na wakacje, to sobie odpoczniemy od siebie. Czasem trzeba.

PS: Znalazłam pod ostatnim postem komentarz od Kai i byłam równie zaskoczona, jak ona :) widzę, że mój blog staje się blogiem opiniotwórczym i publicznym ;)

PS2: Mama powiedziała mi dzisiaj, że dzielenie się swoimi przemyśleniami ma tylko sens, kiedy chce się coś praktycznego ludziom przekazać. Samo wywnętrznianie się, żeby coś z siebie wyrzucić, nie jest zbyt sensowne. Pewnie tak. W każdym razie staram się, żeby było tutaj coś ciekawego do przeczytania, a nie tylko same opisy dnia czy moje użalanie się na świat i ludzi.

PS3: Dzisiaj pozdrawiam Beatkę, która wysyła mi systematycznie komentarze na gg i czekała wczoraj z niecierpliwością na relacje z koncertu :) zapraszam do komentowania tutaj, możesz wybrać sobie dowolny pseudonim ;) wszystkich odwiedzających zapraszam do komentowania :) dostaję powiadomienia o komentarzach na maila i wszystkie czytam :)

Miłego weekendu 4 all :D