Przejdź do głównej zawartości

Posty

Jordania - Eilat, Izrael. Pożegnanie

Przekraczamy granicę z Izraelem w poniedziałek 1 stycznia po południu. Po stronie jordańskiej nie robią żadnych trudności. Musimy tylko zdać naszą kartkę z wizą, którą wypełnialiśmy na samym początku i dostajemy stempel do paszportu. Trzech kierowców pojechało zdać samochody do wypożyczalni. Informujemy urzędników na granicy które nazwiska z listy jeszcze się nie wymeldowały i że pojawią się z powrotem w ciągu godziny. Wejście do Izraela to już bardziej szczegółowa kontrola. Panie zadają pytania, dokładnie prześwietlają bagaż. Niektórzy muszą otworzyć walizki. Przy mnie pojawia się pytanie o moje nazwisko: jak się je wymawia i czy jest polskie.  Po przekroczeniu granicy czekamy w zadaszonym miejscu z mnóstwem gniazdek elektrycznych do ładowania telefonu i dobrym wi-fi. Ponieważ na pustyni nie było ani śladu zasięgu, dopiero teraz odbieramy wszystkie wysłane życzenia noworoczne.  Jedziemy taksówkami do centrum Eilatu, gdzie jest dworzec autobusowy. Ustalamy cenę 10 dolarów za kurs. Ma…

Jordania - Wadi Rum. Wielbłądy i źródła

6 rano. Pobudka, idziemy oglądać wschód słońca! Ale mi się nie chce wstać. Zmęczenie z kilku dni i zimno zatrzymują mnie w łóżku dłużej niż pozostałych. Potem nie pozostaje już wiele czasu na wejście na skałę.  Słońce zaczyna wschodzić o 6.30. Staramy się niezbyt głośno śpiewać "Kiedy ranne wstają zorze". Podziwiamy rozzłacającą się pustynię i tak rozpoczyna się pierwszy poranek nowego roku. Niedługo później jemy śniadanie w dużym namiocie i szykujemy się do wyjazdu. Pakujemy się w terenówki, jedna odjeżdża z naszym bagażem już do biura. Jest przenikliwie zimno. Zawijamy się w szaliki, chusty, przykrywamy nogi śpiworem, jadąc w świszczącym wietrze na pace.  Dojeżdżamy do miejsca, skąd będziemy jechać na wielbłądach. Mam obawy na początku, jak to będzie z momentem, kiedy zwierzak się podniesie, ale nie jest to aż takie straszne. Potem jedzie się już całkiem wygodnie. 

Wszyscy są zachwyceni mordkami wielbłądów i polują na najlepsze selfie z wielbłądem.


Przypomina mi się piose…

Jordania - pustynia Wadi Rum. Sylwester 2017

Nie ma czasu na spanie, jedziemy na najpiękniejszą pustynię świata! Z Akaby do wioski Wadi Rum jedziemy jakąś godzinę lub chwilę dłużej. Znowu usiłują nas naciągnąć na 10 dinarów na stacji benzynowej. Szczerze radzę zrobienie zdjęcia czytnika po tankowaniu i twarde obstawianie przy cenie, która rzeczywiście wyszła za paliwo.  Za wjazd na pustynię płacimy 5 dinarów. Potem w wiosce jesteśmy już umówieni z lokalnymi beduińskimi przewodnikami na 3 terenówki. Pod siedzenia na pace z tyłu ładujemy nasze bagaże, samochody osobowe zostają na parkingu przed biurem. Rozpoczyna się nasza czterogodzinna przejażdżka.

Beduini z Wadi Rum są bardziej rasowi: w długich szatach lub wielbłądzich płaszczach, żadnego malowania oczu na czarno i dreadów. Mają konkretny plan i prowadzą nas po głównych atrakcjach pustyni.

Kolory piasku i skał zmieniają się wraz z oświetleniem. Są fragmenty z żółtym piaskiem, ale spora część to intensywna pomarańczowa barwa, która kontrastuje z bezchmurnym, błękitnym niebem. 

Jordania - Akaba i Morze Czerwone

Do Akaby docieramy w piątek wieczorem. Nasz hotel znajduje się poza miastem, zaledwie 200 od plaży. I chociaż mają tu najwolniejsze wi-fi w całej Jordanii, a wieczorem grasują komary, których nie spotkaliśmy przez cały pustynny kraj, to i tak wsiąkamy całkowicie w klimat miejsca.




Aneta, Aga i ja, czyli nasz stały skład od początku podróży jesteśmy ulokowane w pokoju rodzinnym, gdzie są dwa wielkie podwójne łóżka. Pokoje są właściwie częściami niewielkich domków, które tworzą mini osiedle. Przed domkami są tarasy z fotelami, można tam posiedzieć wieczorem lub rano. Niestety zasięg wi-fi jest tylko przy jednej z altan koło recepcji i tam udajemy się na wieczorne spotkanie.

Gospodarze tego miejsca są bardzo mili. Niedługo później przychodzi pan z herbatą dla całej naszej grupy, a dziewczyny dostają wisiorki. Pomimo późnej godziny czujemy się jak w lecie. Siedzimy z bosymi stopami i chłoniemy przyjemne ciepło po rozgrzanym słońcem dniu. 

Sobota jest dniem odpoczynku po wycieczkach górski…

Jordania - Petra dzień 2

Niewiele pospaliśmy. Pobudka przed 6, bo dzisiaj czeka nas wspinaczka na górę Hor.
Niestety nie cała nasza grupa się zdecydowała na kolejną wspinaczkę. Część osób była wymęczona po wczorajszym dniu i wybrali inną, mniej intensywną trasę.


Poprzedniego dnia zwerbowaliśmy beduińskiego przewodnika, Samiego i jego osiołka Jacka. Zobaczcie sami, czy to nie Jack Sparrow?

Niestety na miejscu naszego spotkania pod Skarbcem okazuje się, że inny przewodnik, z którym Marek rozmawiał, ale niczego nie potwierdzał, nastawił się na wyprawę i był bardzo rozczarowany, że wybraliśmy Samiego. Z tej całej złości życzył nam wszystkiego najgorszego. Dzięki Bogu jego przekleństwo się nie spełniło. Nasza droga biegła od Skarbca do ruin świątyni, a potem skręcała w lewo. Idąc jeszcze ciągle po prostym mijaliśmy osiedla Beduinów. Zaskoczyło nas, że chociaż były to jaskinie, przypominało to prawdziwe domy. Mieli dociągniętą wodę, baterie słoneczne, butle gazowe, a nawet widziałam w jednym miejscu antenę satelit…