środa, 30 listopada 2011

Becoming Jane


Serce: I jak, obejrzałeś tego Dark Knighta?
Rozum: Tak. Średnio... To jest, efekty całkiem niezłe, ale film tchnął taką beznadzieją i jakoś mnie przygnębił. Nie lubię takich filmów...
Serce: No, film nie jest łatwy...
Rozum: A jak tam twój babski wieczór i tandetna "Elisabeth"?:P
Serce: Nie było "Elisabeth".
Rozum: No i dobrze :P
Serce: Był inny film, który wybrały dziewczyny, licząc na romantyczną opowieść z happy endem. Ale niestety się rozczarowały... Ja znałam historię, więc się nie nastawiałam...
Rozum: A o czym był?
Serce: A to sam sobie przeczytaj...

Anglia, schyłek XVIII wieku. Młoda Jane Austen (Anne Hathaway) ma literackie ambicje i wierzy w miłość. Jej rodzice (Julie Walters i James Cromwell) oczekują jednak od niej, żeby wyszła za mąż za kogoś, kto zapewni jej i rodzinie godziwy byt. Kiedy Jane spotyka młodego, pewnego siebie Irlandczyka, Toma Lefroy'a (James McAvoy), jego intelekt i arogancki styl bycia wzbudzają w niej wielką ciekawość, która stopniowo przeradza się w uczucie. Panna Austen wstępuje dopiero na drogę literackiej kariery, a ryzykowny romans ukształtuje całe jej późniejsze życie. Historia najważniejszego związku młodej Jane Austen, późniejszej autorki znanych na całym świecie romantycznych powieści jak "Duma i uprzedzenie" czy "Rozważna i romantyczna".


Oczywiście nie należy "Zakochanej Jane" traktować jako filmu biograficznego. Twórcy bardzo swobodnie traktują biografię pisarki, opierając całą historię na jednym tylko wątku, który rozwijają, tak jak im wyobraźnia dyktuje. Jednak film dość wiarygodnie pokazuje proces stawania się pisarką, a i ogląda się go bardzo przyjemnie.
Rok produkcji: 2007

Rozum: O rany, straszne :P właściwie po co mi to opowiadasz, i tak tego nie obejrzę :P
Serce: A nie wiem. Po prostu zawsze traktowałam Austen osobiście, podobnie jak jej książki. Kobieta dumna, niezależna, która nie może znieść głupoty, ciasnoty umysłowej, nie potrafi wyjść za mąż z rozsądku, z miłości też jej nie wyszło... Dobrze, że w dzisiejszych czasach jest takim łatwiej, dla mnie jest jakaś szansa :P
Rozum: A ty znowu swoje? Co ja ci ciągle powtarzam?
Serce: Że wyjdę za mąż i będę miała siódemkę dzieci, a każdy rok zwlekania to kolejne dziecko więcej. Znam to na pamięć... Ale tym razem się mylisz, Rozum. Ja nie wyjdę za mąż.
Rozum: Jeszcze zobaczymy, kto powie: a nie mówiłem :P
Serce: Ano zobaczymy...

wtorek, 29 listopada 2011

Batman Begins


Rozum: Hej Serce, jak się masz?
Serce: Chora jestem. Nie wiem, jak to dzisiaj będzie z moją aktywnością, bo najchętniej zostałabym w domu.
Rozum: Ale nie możesz, bo musisz iść do pracy?
Serce: No, niestety... zobaczę, jak długo wytrzymam. Być może będę musiała odwołać ostatnie zajęcia.
Rozum: I co będziesz robić?
Serce: Nie wiem, poleżę, poczytam, obejrzę jakiś film...
Rozum: To ściągnij "Batman Begins", zrobimy sobie wirtualny wieczór filmowy ;) o której będziesz?
Serce:Jeszcze nie wiem, dam Ci znać, dobra?
Rozum: No dobra, to jak będziesz gotowa, to zaczniemy.

***
Rozum: Ja już jestem, a ty?
Serce: Ja też.
Rozum: No to startujemy.



***

Rozum: No i jak oceniasz film?
Serce: Eee... strasznie wolno się rozkręcał :P
Rozum: Delikatna jesteś. Kiepski był, akcja przeciętna i przewidywalna, efekty specjalne co najwyżej średnie.
Serce: Nie zniechęcaj się, obejrzyj "The Dark Knight". To zupełnie inny film, chociaż niby kontynuacja.
Rozum: No, może... Ale mnie rozczarował. Spodziewałem się czegoś lepszego.
Serce: A mi się podobały cytaty o strachu. To ostatnio prześladujący mnie leitmotiv...

You traveled the world to understand the criminal mind and conquer your fears. But a criminal is not complicated. And what you really fear isinside yourself. You fear your own power, the drive to do great or terrible things. Now you must journey inwards. You are ready.
[Przemierzyłeś świat, by zrozumieć umysł przestępny i pokonać swoje lęki. Ale przestępca nie jest skomplikowany. A to, czego naprawdę się boisz, znajduje się w tobie. Boisz się swojej własnej mocy. Boisz się swojej złości, tego, co cię popycha do czynienia dobrych lub strasznych rzeczy. Teraz musisz odbyć podróż wewnątrz siebie. Jesteś gotów.]

Rozum: Mi bardziej pokazanie, jak wykorzystanie tej samej teorii może służyć złu, jak i dobru.
Serce: No i jeszcze muzyka Zimmera. Słyszałam motywy z "Gladiatora" i czułam, że to musi być Zimmer.
Rozum: Czułaś... Ech, Serce, ty znowu po swojemu :P
Serce: No co :P chociaż raz byś mnie zrozumiał :P
Rozum: Staram się, Serce. Jestem cierpliwy i wyrozumiały jak mało kto. Ale Ty przechodzisz wszelkie pojęcie.
Serce: Przesadzasz, jak zwykle :P
Rozum: Tak, to ja przesadzam. A Ty jesteś w porządku. Niech tak będzie. Znikam do spania, ja jutro muszę wstać do pracy.
Serce: A ja nie :P dobrej nocy :)

środa, 23 listopada 2011

Biosilk - szampon z jedwabiem


Tym razem reklamuję odkrycie mojej siostry, ale testowane na moich włosach - no i muszę przyznać, że jestem bardzo zadowolona z efektu. Włosy gładkie, błyszczące, miękkie, a co najważniejsze - lekkie i łatwe do ułożenia!
Nie wiem, w jakiej promocji ona go kupiła - ja ciągle nie mogę się przełamać, żeby wydać 30 zł na butelkę szamponu. No, chyba, że sobie postanowię, że będę nim myła włosy tylko raz w tygodniu, żeby na dłużej starczyło.
Ażeby rozwiać wasze obawy, iż mój artystyczny blog nie stał się jakimś banalnym poradnikiem mody i urody, zamieszczam coś z zamierzchłej przeszłości, ale mi oczywiście nieznanej.



If I were a boy
Beyonce

-Proximity
-Honesty
-Commitment
-You
-Me
-Us

If I were a boy
Even just for a day
I’d roll outta bed in the morning
And throw on what I wanted then go
Drink beer with the guys
And chase after girls
I’d kick it with who I wated
And I’d never get confronted for it.
Cause they’d stick up for me.

[Chorus]
If I were a boy
I think I could understand
How it feels to love a girl
I swear I’d be a better man.
I’d listen to her
Cause I know how it hurts
When you lose the one you wanted
Cause he’s taken you for granted
And everything you had got destroyed

If I were a boy
I could turn off my phone
Tell evveryone it’s broken
So they’d think that I was sleepin’ alone
I’d put myself first
And make the rules as I go
Cause I know that she’d be faithful
Waitin’ for me to come home (to come home)

[Chorus]
If I were a boy
I think I could understand
How it feels to love a girl
I swear I’d be a better man.
I’d listen to her
Cause I know how it hurts
When you lose the one you wanted
Cause he’s taken you for granted
And everything you had got destroyed

It’s a little too late for you to come back
Say its just a mistake
Think I’d forgive you like that
If you thought I would wait for you
You thought wrong

-You know, when you act like that
I don't think you realize
How it makes me look
or feel
-Act like what?
Why you' re so jealous?
It's not like I'm sleeping with the guy?
-What?
-What?
-I said why are you so jealous?
It's not like I'm sleeping with the girl

[Chorus]
If I were a boy
I think I could understand
How it feels to love a girl
I swear I’d be a better man.
I’d listen to her
Cause I know how it hurts
When you lose the one you wanted
Cause he’s taken you for granted
And everything you had got destroyed

But you’re just a boy
You don’t understand
Yeah you don’t understand
How it feels to love a girl someday
You wish you were a better man
You don’t listen to her
You don’t care how it hurts
Until you lose the one you wanted
Cause you’ve taken her for granted
And everything you have got destroyed
But you’re just a boy

So Elixir


So Elixir, kwintesencja kobiecości

Zmysłowy i subtelny zapach dla kobiet, które pragną przyciągać wszystkie spojrzenia, czuć się atrakcyjnie i niezwykle kobieco...
Zapach promienny i zmysłowy, który pozostawia niezapomniane wrażenie.

Rodziny zapachów: drzewne, kwiatowe i owocowe

Woda perfumowana So Elixir niezwykła kompozycja naturalnych składników: absolut z jaśminu, absolut z bobu tonka, olejki eteryczne z bergamotki, róży damasceńskiej i paczuli, wyciąg z kadzidła.

Plusy produktu: Zapach, któremu trudno się oprzeć. So Elixir.
Zapach otwiera porywająca świeżość bergamotki, która przechodzi w czarującą nutę kwiatową róży i jaśminu. Doskonałym dopełnieniem, podkreślającym kobiecość zapachu, są wibrujące akordy paczuli, bobu tonka oraz kadzidła.

Buteleczkę 15 ml otrzymałam przy zakupie perfum "Moment de Bonheur" jako gadżet do torebki. Nie byłam przekonana na początku do tego zapachu, bo wydawał się mi za mocny, a zwykle używałam owocowych lub kwiatowych, bardzo delikatnych zapachów. Z tego powodu kupiłam różany "Moment de Bonheur". Ale "So Elixir" zaintrygował mnie i rozpyliłam go któregoś dnia, kiedy byłam ubrana w coś ciemnego i eleganckiego. I to było właśnie to - zapach na specjalną okazję. Niezwykle trwały, utrzymujący się niezmiennie przez cały dzień, chociaż to było zaledwie kilka kropel. Naprawdę kobiecy.

Dodatkowe zastosowanie odkryłam podczas naprawiania telefonu: perfumy, jako że zawierają alkohol, świetnie nadają się do czyszczenia klawiatury z resztek kleju. A przy tym telefon pachnie nie rozpuszczalnikiem, lecz jaśminem ;) Radzę sobie, jak zwykle;)

PS. Gdyby ktoś się pytał, co robię w najbliższy weekend, to jestem na Dolnym Śląsku i gram koncerty z All4Him.

piątek, 18 listopada 2011

Nudeln mit Brokkoli

Czasem pyszne przepisy można znaleźć w zupełnie niezwykłym miejscu, takim, jak... książka do niemieckiego ;) prowadziłam ostatnio lekcję z dziećmi i zajmowaliśmy się tekstem o hobby. Tam tłumaczyliśmy przepis na "Nudeln mit Brokkoli", czyli makaron z brokułami w sosie śmietanowym. Zrealizowałam ten przepis dzisiaj w przerwach między pisaniem planu pracy dla pathfindersów ;)


Makaron z brokułami

Składniki:
-makaron (rurki lub inne kształty)
-brokuły, ok. 0,5 kg
-śmietana (1 kubek)
-cebula
-3 ząbki czosnku
-sól, pieprz
-2 łyżki masła lub oleju
-ser żółty (opcjonalnie)


Gotujemy makaron według przepisu na opakowaniu. Osobno gotujemy brokuły w osolonej wodzie (nie za długo, żeby nie były za miękkie). Przygotowujemy sos: smażymy pokrojoną cebulę i czosnek na maśle bądź oleju, do tego dodajemy śmietanę oraz przyprawy.
Mieszamy makaron, brokuły i sos, wykładamy na posmarowaną olejem blachę, posypujemy utartym serem (ja zrobiłam to bez sera, bo staram się go nie używać, ale jeśli ktoś lubi, to śmiało) i zapiekamy w piekarniku przez 30 minut w temperaturze 180 stopni.

Nie mam jeszcze dobrego pomysłu na surówkę do tego, zrobiłam sałatkę z pomidorami, groszkiem, kukurydzą, kapustą pekińską i serem feta, ale jeśli ktoś wie, z czym by to lepiej smakowało, niech mi napisze :)
Ale zapiekanka wyszła przepyszna :)

Listy do M


Serce: Babski wieczór miałyśmy wczoraj, czujecie? Byłyśmy na tym nowym polskim hicie a la "Love actually". Ale wcale nie było takie samo, jak to się inni wymądrzają. Inne. Takie swojskie i ciepłe. I znowu Maciej S. był taki faaajny... Wiem, jestem naiwna, przecież to wymyślona postać. Tylko nie mówcie nic Rozumowi, bo mnie wyśmieje... Poczytajcie sobie o filmie, o tu.Recenzja z Stopklatka.pl Miło facet pisze i nie obraża nikogo. Kultura musi być. I co, zachęceni? :)

Małe zbrodnie małżeńskie


Rozum: Hej, Serce, co robisz?
Serce: Czytam. Eric-Emannuel Schmitt "Małe zbrodnie małżeńskie". Chcesz cytat jako próbę?
Rozum: No dawaj.
Serce: "Kiedy widzicie kobietę i mężczyznę w urzędzie stanu cywilnego, zastanówcie się, które z nich stanie się mordercą."
Rozum: Dobre... Masz coś jeszcze?
Serce: A mam. Tylko to będzie dłuższe.
Rozum: Niech będzie. Zapowiada się nieźle.
Serce: No to masz.

GILLES Może stworzona jesteś do krótkotrwałych związków, takich, które się dopiero zaczynają.
LISA (protestuje) Nie.
GILLES Jest w tobie ktoś, kto nie chce starzeć się razem ze mną. jest w tobie ktoś, kto chce, żebyśmy ze sobą skończyli.
LISA Nie.
GILLES Tak, tak. Wolisz historie, które można kontrolować: nie możesz ścierpieć swobody.
LISA Swobody?
GILLES Tego, że sprawy wymykają ci się z rąk.Że sytuacje cię przerastają. Że uczucia są dla ciebie zbyt silne. Jeśli chce się być pewnym wszystkiego, trzeba się zadowolić krótkimi historiami. Związkami, w których wszystko jest dokładnie wytyczone, które są jasne, przejrzyste, mają początek, środek i koniec, których przebieg znaczą konkretne etapy: pierwszy uśmiech, pierwszy napad szalonego śmiechu, pierwsza noc, pierwsza kłótnia, pierwsze pojednanie, pierwsza nuda, pierwsze nieporozumienie, pierwsze nieudane wakacje, pierwsze rozstanie, drugie, trzecie i w końcu to prawdziwe. Potem wszystko od niwa. Tak samo, tyle że z kim innym. Nazywa się to życiem pełnym przygód, a jest życiem bez przygód, życiem w odcinkach. Nie jest rozsądne długo kochać, kochać bez przerwy to czyste szaleństwo. Rozum nakazuje kochać tak długo, jak jest to przyjemne. Oto miłosny racjonalizm: kochajmy się, dopóki mamy złudzenia, kiedy je stracimy,lepiej się rozstańmy.Gdy tylko ujrzymy przed sobą kogoś rzeczywistego, a nie kogoś, kogo sobie wyobrażamy, rozejdźmy się.
LISA Nie, nie, tego nie chcę.
GILLES Kochać długo, kochać zawsze to wbrew naturze.
LISA Nie.
GILLES Więc żeby uczucie trwało, trzeba zgodzić się na niepewność, wypłynąć na niebezpieczne wody, tam gdzie posuwa się do przodu tylko ten, kto ufa, odpoczywać, unosząc się na zmiennych falach zwątpienia, znużenia,spokoju, ale nigdy nie zbaczać z kursu.
LISA Nigdy się nie zniechęcasz?
GILLES Owszem.
LISA I co wtedy?
GILLES Patrzę na ciebie i myślę: czy mimo moich wątpliwości, podejrzeń, niepokoju, znużenia,chciałbym ją stracić? I zaraz nadchodzi odpowiedź. Zawsze ta sama. A z nią odwaga. Kochać to coś irracjonalnego, to niedzisiejsza fantazja, coś, czego nie da się wytłumaczyć, coś, co nie jest praktyczne, coś, co samo w sobie jest swoim jedynym usprawiedliwieniem.
LISA Gdyby udało mi się mieć do ciebie zaufanie, straciłabym je do siebie. Niełatwo jest mieć zaufanie.
GILLES "Mieć" zaufanie. Nigdy się nie "ma" zaufania. Zaufanie to nie jest coś, co się posiada. To coś, czym się obdarza. "Darzy się" zaufaniem.
LISA Właśnie z tym mam kłopoty.
GILLES Bo stawiasz się w pozycji widza, sędziego. Oczekujesz czegoś od miłości.
LISA Tak.
GILLES Tymczasem to ona czegoś od ciebie oczekuje. Chciałabyś, żeby miłość dowiodła ci, że istnieje. Nie tędy droga. To ty masz dowieść, że istnieje.
LISA W jaki sposób?
GILLES Zaufać.


Serce: Nie wierzę, Rozum, przecież to są twoje słowa. Powtarzasz mi to na każdym kroku.
Rozum: A ty nic sobie z tego nie robisz.
Serce: Nieprawda. Myślę nad tym.
Rozum: Tu nie wystarczy myśleć. Tu trzeba coś zrobić.
Serce: Na razie jestem na etapie uświadamiania sobie problemu. Muszę się zebrać w sobie, żeby coś z tym zrobić.
Rozum: To są wymówki, które niczego nie zmieniają, wiesz o tym. Mają ukryć twój strach przed zmianami i w domyśle mówią: "Daj mi święty spokój, i tak nic z tego nie będzie".
Serce: A właściwie co ja mam ci odpowiedzieć?
Rozum: Nic. Ja nie oczekuję od ciebie odpowiedzi. A przynajmniej nie tej słownej.
Serce: Rozumiem. Kiedy coś się wydarzy, to będzie właśnie ta odpowiedź.
Rozum: Dokładnie. Wiesz, co masz zrobić. Teraz poszukaj w sobie tej odwagi. I zapomnij o swoich wydumanych oczekiwaniach. Przestań snuć rozważania w swoim umyśle. Zadziałaj sercem...
Serce: Boję się, ty wiesz.
Rozum: Chcesz być sama do końca życia? Stać się taka, jak inni? Nie do tego Bóg powołał człowieka...
Serce: A ty?
Rozum: Ja?...

niedziela, 13 listopada 2011

W pustyni i w puszczy


Trudno mi odpowiedzieć na pytanie zadawane przez niektórych, jakie są moje ulubione książki. Przeczytałam ich w swoim życiu tyle, że wielu ulubionych albo tych, które wywarły na mnie wrażenie, po prostu nie pamiętam. Zresztą miałam przerwę w literaturze popularnej na czas liceum i studiów, kiedy to lektury pochłaniały przeważającą ilość wolnego czasu i na pewien okres zablokowały zdolność czytania dla przyjemności. Teraz, kiedy nie muszę już się męczyć z lekturami, nadrabiam to sobie, odwiedzając kolejne biblioteki.
Pomyślałam: "będę ambitna. Przeczytam coś poważnego i dorosłego, w końcu mam 25 lat, co sobie pomyślą te bibliotekarki, jak pójdę do czytelni dla dzieci i młodzieży." Spróbowałam się przedrzeć przez te "poważne" książki i po kilku z nich zaczęłam się zastanawiać, czy to ze mną jest coś nie tak, czy z nimi? Jakoś nie czułam się wystarczająco dorosła do nich i tak dziwnie było czytać te trudne sceny. Dobra, koniec udawania. Poszłam nieśmiało do czytelni młodzieżowej i wypożyczyłam kolejno serię Musierowicz, potem Anię z Zielonego Wzgórza, Pana Samochodzika i ostatnio Sherlocka Holmesa. Ubawiłam się, uśmiałam i spłakałam, przypominając sobie stare, dobre czasy, kiedy przepadałam na długie godziny z książką i nic nie było w stanie mnie od nich oderwać.
Ostatnim moim wybrykiem było wypożyczenie w bibliotece w Michałowicach, gdzie także z racji zamieszkania się zapisałam, ukochanej mojej lektury pt."W pustyni i w puszczy". Ach, co to była za książka... Wstrzymywałam oddech mi prawie tak samo , jak przed 13 laty, kiedy czytałam, jak umierali z braku wody na pustyni, kiedy Staś zabił lwa, a potem Sudańczyków, którzy ich porwali, a jak przypominałam sobie sceny z filmu, kiedy Nel - śliczna blondynka woła raz po raz: "Stasiu, Stasiu", a ten uśmiecha się całym garniturem zębów - serce biło niemal tak samo mocno.


I znowu pomyślałam, że jeśli będę miała kiedyś synka, to nazwę go Staś. Bo to takie piękne, szlachetne imię, a niespotykane zbyt często ostatnio, chyba, że wśród starszego pokolenia.
Ech, marzenia... Toteż i teraz odkładam książkę na półkę - dobrze jest mieć taką piękną odskocznię, ale życie pozostaje życiem.
Dźwignijmy je znów - jutro poniedziałek...

piątek, 11 listopada 2011

Deja vu


Dziwne rzeczy dzieją się ostatnio wokół mnie i aż trudno mi zrozumieć, dlaczego. Ot, chociażby wystarczy wejść na facebooka. Jakiś gość umieszcza co 5 minut cytaty, pytania, ankiety, linki do nie wiadomo czego, komentarze gdzie się da i toczy dyskusje o przecedzaniu komara. Czytam to i podnosi mi się ciśnienie, nieraz nawet mu za to wygarnę, ale potem sobie myślę: zaraz, zaraz, skądś to znam... Ktoś przecież już tak kiedyś robił... O kurczę, to przecież ja, parę lat temu...
Inni ekscytują się jakimś jazzowym kawałkiem, personifikują instrumenty, wchodzą niemal w inną rzeczywistość w swoich komentarzach, a we mnie znowu zapala się światełko: czy ja nie robiłam tego samego? I widzę niemal własną reakcję, kiedy ktoś próbuje im ten świat odebrać: nie wchodź, nie niszcz, to jest moja przestrzeń, moja prywatna radość...
Inni wstawiają tysiące zdjęć z podpisami: ja i moi ziomale, moja ekipa, itd. I znów widzę siebie, robiącą te wszystkie głupie miny do zdjęć i przegięte sesje i aż trudno mi uwierzyć: to i ja kiedyś taka byłam?
Może się starzeję, skoro takie myśli mi do głowy przychodzą...

wtorek, 8 listopada 2011

Że to nie mój dom...



Blessings
Laura Story

We pray for blessings
We pray for peace
Comfort for family, protection while we sleep
We pray for healing, for prosperity
We pray for Your mighty hand to ease our suffering
All the while, You hear each spoken need
Yet love us way too much to give us lesser things

'Cause what if Your blessings come through raindrops
What if Your healing comes through tears
What if a thousand sleepless nights
Are what it takes to know You’re near
What if trials of this life are Your mercies in disguise

We pray for wisdom
Your voice to hear
And we cry in anger when we cannot feel You near
We doubt Your goodness, we doubt Your love
As if every promise from Your Word is not enough
All the while, You hear each desperate plea
And long that we'd have faith to believe

Courtesy of lyricshall.com
'Cause what if Your blessings come through raindrops
What if Your healing comes through tears
What if a thousand sleepless nights
Are what it takes to know You’re near
And what if trials of this life are Your mercies in disguise

When friends betray us
When darkness seems to win
We know that pain reminds this heart
That this is not, this is not our home
It's not our home

'Cause what if Your blessings come through raindrops
What if Your healing comes through tears
And what if a thousand sleepless nights
Are what it takes to know You’re near
What if my greatest disappointments
Or the aching of this life
Is the revealing of a greater thirst this world can’t satisfy
And what if trials of this life
The rain, the storms, the hardest nights
Are Your mercies in disguise

***

Nie, nie wydarzyło się nic złego, może tylko poza tymi tysiącami ludzi, którzy umarli z głodu, zginęli zastrzeleni przez jakichś żołnierzy albo w wypadku samochodowym...
Przecież jest pięknie - na świat przyszło kolejne dziecko moich znajomych, inni z kolei połączyli się w pary (chociaż tak długo i uparcie powtarzali, że to nie dla nich), inni zaczęli nową pracę... A ziemia toczy, toczy swój garb uroczy, toczy, toczy się świat...
Bo co, jeśli w kropli deszczu z nieba błogosławieństwo kryje się...? Co, gdy życia mego trud, to w przebraniu miłość Twa?...
Dzisiaj jakoś melancholijnie, nie może być tak radośnie codziennie. Przecież huk roboty nie zakrzyczy płaczu duszy od czasu do czasu.
Aa, ktoś wrzucił mądrego linka, w sam raz dla mnie. Może kiedyś do tego dojrzeję.


All`s Well That Ends Well.

czwartek, 3 listopada 2011

Kikster, czyli to już pół wieku... :P

Yves Rocher - Moment de Bonheur

Bądź szczęśliwa i wybierz zapach wyrażający twoje szczęście. Zapach kwiatowo-zielono-różany, promienny i optymistyczny, dzięki któremu poczujesz się kobieca, szczęśliwa i pewna siebie.

Kupiłam te perfumy jako prezent z okazji 25. urodzin - swoich własnych. Tak się złożyło, że przedostatniego dnia października obchodziłam ćwierćwiecze swego bytowania na tej planecie. Dzień to był zaiste radosny i obfitujący w zaskakujące sploty zdarzeń :) pierwsza w życiu zbiórka pathfinder w Podkowie, w której uczestniczyłam jako obserwator, pierwsza gra w baseballa... Kolejne trzy dni były kontynuacją tej radosnej uroczystości, dzięki niefrasobliwości moich przyjaciół,dla których, podobnie jak i dla zakochanych, czas się nie liczy ;)
Po długiej absencji na blogu spieszę donieść, że mam się dobrze poza chwilową niedyspozycją gardła. Od 4 października mieszkam w Michałowicach w niemalże zakopiańskiej scenerii, w pokoju na wieży niczym księżniczka, odziedziczonym w spadku po innej Karolinie, też germanistce, dziwnym trafem ;) i podobnie jak ona prezentuję artystyczne podejście do życia... No, może nie do końca, gdyż w ostatnich dniach postawiłam kolejny krok ku samodzielności, zakładając własną działalność gospodarczą o wdzięcznej nazwie Lektor-K. Teraz jestem sama sobie sterem, żeglarzem i okrętem :) czyli Kiksterem, jak to określił jeden znajomy :P
Poza tym nadal uczę niemieckiego małych i dużych, dodatkowo udzielam lekcji fortepianu od tego roku, prowadzę lekcje biblijne i tradycyjnie jestem na maksa aktywna, bo w tym roku zaczęłam organizować drużynę pathfindersów w Warszawie oraz udzielać się w Radzie Drużynowych jako osoba odpowiedzialna za materiały... Do tego zespół, wyjazdy, szkolenia liderów młodzieży i inne atrakcje :P nie narzekam na brak zajęć :P nawet teraz, leżąc w łóżku, uzupełniam jakieś zaległe dokumenty:P

Na koniec tej dłuuugiej listy dokonań chciałabym dodać, że bardzo, ale to bardzo jestem wdzięczna Bogu, że mi daje siły na to wszystko. Jest intensywnie, ale lubię to i nie wyobrażam sobie żyć mniej aktywnie, wręcz przeciwnie - z każdym rokiem dochodzą kolejne wyzwania :) i dlatego ciągle tak chce mi się żyć :)
Pozdrawiam wszystkich, którym brakowało aktualnych wieści.
Bądźcie zdrowi :)