Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z maj, 2014

The killing weekend.

Uff, jestem po pierwszym dniu z Mel B. Czuję każdy mięsień mojego brzucha, nóg i pośladków. Ale ćwiczy się fantastycznie. Kiedy ona to prowadzi, to robi to tak po prostu, bez tworzenia magicznej filozofii, jak to twój tłuszcz zamienia się w mięśnie dzięki tym wyjątkowym ćwiczeniom. Mel krzyczy, cieszy się, poci się i ma masę energii, co daje wrażenie, jakby była zwyczajną dziewczyną ćwiczącą jak ja. Robi przerwy na wypicie wody, co podczas takich ćwiczeń jest szalenie ważne. No i nie ma nudnego powtarzania tych sekwencji po kilka razy, co mnie strasznie zniechęcało w zestawach Chodakowskiej. Przez 10 minut ćwiczenia są tak urozmaicone, że nie wiadomo kiedy ten czas upływa. Tak jak mówiłam, nie obiecuję, że będę ćwiczyć codziennie, ale postaram się to robić 3 razy w tygodniu.  Znalazłam też sposób na niejedzenie po 18 :) trzeba zjeść kolację przed 18. I potem jak dobrze się zagospodaruje czas, wcale się nie chce jeść :) A przede mną morderczy weekend. Jutro zjazd dzieci w Podkowie, gd…

30 dni do lata - ogarniamy się!

Na fb krąży wydarzenie w kilkunastu wersjach, ale dotyczy jednego: 30-dniowego treningu z Mel B. Cel? Zrzucić kilogramy i wysmuklić dolne partie ciała, bo do lata zostało 30 dni. Brzmi kosmicznie, zwłaszcza, że całość trwa 40 minut. Kiedy znaleźć na to czas?
Pracując przez ostatni miesiąc po 10 godzin dziennie strasznie się zaniedbałam. Przestałam robić poranną rozgrzewkę, bo wolałam dłużej pospać, niż rozciągać się 15 minut. Jedyny sport, jaki uprawiałam, to chodzenie po galeriach. I jak miesiąc temu mogłam się pochwalić zrzuceniem 3 kilogramów dzięki regularnym ćwiczeniom, tak teraz odzyskałam je z powrotem. Wczoraj nawet koleżanka z pracy zauważyła, że mi się utyło. Smutne to i demotywujące zwłaszcza przy kupowaniu ubrań. Jaki sens kupować kolejne w rozmiarze 40 i więcej? Nie ma rady, trzeba się za siebie wziąć. Opracowałam sobie roboczy plan.
1. Trening. Podejmowałam kiedyś trening z Chodakowską, ale zniechęciłam się po jakimś czasie. Ola mówi, że najlepszym sposobem jest zasada 3…

Będę robić nic.

Niespodziewanie zrobiło mi się wolne czwartkowe popołudnie, więc postanowiłam rozłożyć się na kocu w ogrodzie. Nigdy tego nie robię tu w Michałowicach, bo jakoś nie do końca czuję się u siebie, ale tym razem marzyło mi się przez godzinę lub dwie poleżeć i nic nie robić. Tak też zrobiłam, chociaż pracoholizm nakazał mi jeszcze spakować komputer i notatnik oraz kalendarz, żeby nadrobić różne zaległości :P i było pięknie, słoneczko, wiaterek, komputerek, trawka, mróweczki i jogurcik... I tę sielankę zakłócała tylko kosiarka sąsiada :P cóż, Michałowice to nie Wojkówka, gdzie potrafi panować absolutna cisza. Ale miło od czasu do czasu poczuć się panem swojego czasu wolnego ;) Kasia Klich - Będę robić nic

Przyszła góra do Mahometa.

Ostatni tydzień upływa pod znakiem szału zakupowego, więc kilka nowości.
Ołówkowa spódnica mundurowa Kupiłam dzisiaj idealną spódnicę mundurową w Orsayu. I pomyśleć, że gdybym się nie zastanawiała tak długo w niedzielę, mogłabym ją mieć jeszcze o 20% taniej. Marzy mi się jeszcze idealna biała spódnica, ale uparcie nie chce stanieć :(
PTNS w stolycy soon Zaplanowałam kolejną wyprawę do Łodzi na Piotrkowską na przyszły tydzień, a tu się okazuje, że... otwierają warszawski oddział PTNS! Sklep rusza na przełomie maja i czerwca na Koszykowej 34/50. Nie mógł Mahomet przyjść do góry... To góra przyszła do Mahometa :P

Skarpety i sandały noszę przez tydzień cały Lato się zrobiło w maju, mili państwo. I co tu nosić, kiedy w zabudowanych butach gotują się stopy? Sandały, proszę państwa. Na gołe stopy li i jedynie. Ładne i niedrogie sandały kupiłam tydzień temu w TKMaxx. Nawet nie przypuszczałam, że tak szybko je przetestuję :) aj, jakie wygodne :)
Na piękne oczy Czekam niecierpliwie na rozstrzygnię…

Staromiejskie piwnice i Teatr Wielki - noc muzeów 2014

Strasznie trudno jest sprawozdawać wrażenia. Kiedy ktoś zadaje mi pytanie: "no i jak było?", a ja zaczynam mu opowiadać, to widzę tylko kiwanie "aha, aha", ale nie udaje mi się nigdy w krótkim czasie wyrazić tego, co przeżyłam i zobaczyłam, dlatego nie jest to nigdy tak satysfakcjonujące. Więc wybaczcie, ale relacja z tegorocznej nocy muzeów będzie hasłowa, subiektywna i przedstawi moje wrażenia w sposób dla mnie jak najbardziej zrozumiały, a dla was, mam nadzieję, przynajmniej odrobinę zachęcający :) 
Sobota, 17 maja 2014 r.
Stan atmosferyczny: niesprzyjający. Zimny, pochmurny deszczowy dzień. Włosy zmokły mi tego dnia co najmniej kilkakrotnie. Nie noszę parasola, bo nie lubię swojego wielkiego parasola, a nie zmobilizowałam się do tej pory do kupna nowego, małego i zgrabnego. Zresztą jeżdżąc na rowerze z parasolem wyglądałabym jeszcze dziwniej, niż jeżdżąc na rowerze w spódnicy w każdy sobotni poranek :P
Towarzystwo: wyśmienite. Domi, ja i Ania. Nasz prywatny babsk…

Garage Band i kabel MIDI USB

Wolny piątek okazał się niezwykle pracowitym dniem. Zaczął się od sprzątania całego mieszkania łącznie z klatką schodową, która pamiętała jeszcze gruntowne sprzątanie przed wizytą komisji w listopadzie, a następnie utworzyła się szybko cała lista spraw do załatwienia poza domem. Jedną z nich był zakup kabla midi usb do podłączenia keyboardu z komputerem. Zbierałam się do tego wiele miesięcy, słuchając opowieści Rozumu o zaletach tego kabla, który podłączał swoje pianino do Maca jeszcze od czasów nagrywania płyty i w Garage Band ustawiał sobie różne brzmienia, potem obserwując fascynujące aranżacje Maćka też za pomocą Maca i Garage Band, klawiaturę sterującą Maykiego podpinającego ją do kompa Maćka i ostatnio słuchając namów Tomka, który też zachęcał do aranżowania w Garage Band. Kurczę, skoro wszyscy moi znajomi muzycy tego używają, to musi być dobre. Brakuje tylko kabla. W końcu największym motywatorem okazała się Asia, która poprosiła o nagranie podkładu do piosenki dla rodziców. N…

Kino brytyjskie na wietrzny wieczór.

Tak dawno nie oglądałam niczego, że jak tylko wczoraj nie musiałam wstawać wcześnie do pracy, obejrzałam dwa filmy, a dzisiaj kolejny. Wczoraj padło na filmy akcji z Jamesem Stathamem, czyli "Transporter 2" i "Angielska robota", a dzisiaj na film kostiumowy z Keirą Knightley "Księżna".  Lubię filmy z brytyjskimi aktorami. Przyjemnie się słucha tego dostojnego akcentu. Jest też o wiele większy dramatyzm w ukazywaniu postaci, bez przesadnego hollywoodzkiego tragizowania. "Angielska robota", film oparty na prawdziwej historii, był naprawdę przejmujący i nie pokazywał tradycyjnych cwaniaków okradających bank i uchodzących bez szwanku, ale przedstawiał ponure okoliczności, skłaniające ludzi do podejmowania tak ryzykownych decyzji: bieda, chęć odmiany w szarym życiu, chęć zaimponowania innym, a także obnażał sieć powiązań między wpływowymi ludźmi i ich słabostki, które usiłowali zatuszować.  "Księżna" to również prawdziwa historia kobiety w…

Nie ma tego złego.

Witajcie po przerwie. Wybaczcie, jestem ostatnio bardzo zapracowanym człowiekiem i znaleźć czas na napisanie twórczego posta jest wysiłkiem przekraczającym moje zdolności intelektualne w porze, kiedy wracam do domu.  Zapytacie pewnie, co z wyprawą do Łodzi? Ano się odbyła, ale cel nie został osiągnięty :( w piątek jechałam prawie 5 godzin z domu, a w tym 3 zajęło mi w samej Warszawie. Kierowca, z którym się umówiłam, spóźnił się półtorej godziny i musiałam na szybko szukać innego transportu. Dojechałam do miasta przed 18, ale zanim tramwaj przejechał do rozkopanego centrum, minęła godzina zamknięcia sklepu. Poszłam tam,  żeby chociaż zobaczyć, gdzie ten sklep jest, nawet zapukałam i rozmawiałam z właścicielem, żeby chociaż pozwolił przymierzyć, ale nawet najsympatyczniejszy człowiek w piątek wieczór marzy jedynie o kolacji, a nie o nadgodzinach. W sobotę nie poszłam z wiadomych względów, więc ostatecznie nic nie załatwiłam.  Trudno, czeka mnie kolejna wyprawa do Łodzi. Tym razem wyja…

Dla zdrowych i chorych.

Łódzką markę odzieżową "Pan tu nie stał" zobaczyłam nieświadomie na filmie "Facet (nie)potrzebny od zaraz", potem u Asi, a potem postanowiłam sama poszperać i znalazłam stronę sklepu. Zobaczyłam kilka koszulek i zostałam złowiona. No bo jak tu nie polubić np. koszulki z napisem "Działka moje hobby"? Książka ta była ogrodniczą Biblią mojej mamy i z niej uczyła się uprawy, a ja jako dziecko i urodzony mól książkowy oczywiście oglądałam ją namiętnie ze względu na kolorowe obrazki. Dzięki nim wiem, czym jest endywia ;)

Inne wzory i kolory, które mi się spodobały:


Myślę jeszcze o torbie podróżnej i pościeli:


Przez internet nie odważę się zamówić, zanim nie zmierzę, jak na mnie leży. Sklep, niestety, znajduje się tylko w Łodzi. Ale zaplanowałam już wyprawę na weekend :) pojadę w piątek, przejadę się na Piotrkowską i pomierzę wszystko, co mnie interesuje, a wtedy będę mogła zamawiać kolejne przez internet :) a potem zostanę do soboty do koncertu "Spacer w …

Pojedynczo i grupkami.

Zdjęcia zestawiłam nieprzypadkowo, gdyż znalazłam na blogu u Sztywniary informację o okularowym konkursie. Nie noszę na co dzień okularów, tych przeciwsłonecznych też się jeszcze nie dorobiłam, ale okulary to element mojego image'u scenicznego, więc wykorzystałam zdjęcia z moimi znajomymi i tak oto powstał ten malowniczy kolaż.
Wstawiam też piosenkę tematyczną Agnieszki Osieckiej, w interpretacji Anny Marii Jopek, śpiewaną wcześniej przez Sławę Przybylską i Magdę Umer, a także Czesława Mozila ;)
Anna Maria Jopek - Okularnicy

P-Łańcut.

Ostatnia wyprawa tego weekendu to wyjazd do Łańcuta. Tata miał kazanie w zborze rano, zostaliśmy potem na obiedzie u jednej rodziny, a po obiedzie poszliśmy na spacer do pałacowego parku. Byliśmy tam już wiele razy, ale dawno temu. Rodzice nie mogliby odpuścić  okazji, żeby nie obejrzeć roślinek ;)

Pogoda nie nadawała się na długie spacery czy malownicze zdjęcia. Było po deszczu, znacznie się ochłodziło, czego nie przewidziałam i zabrałam lekki strój i nowe zielone buty. Ronia dała się namówić na spacer tylko pod warunkiem robienia zdjęć z figurami. 

Fantastyczny czas, kiedy wszystko kwitnie. Zobaczyliśmy tyle odmian i kolorów tulipanów, jak nigdzie :)

Nie ma słońca i pogodnego nieba, ale można sobie też sesję w parku machnąć ;)




Niestety zbyt lekki strój i rozregulowane ogrzewanie w samochodzie doprowadziły do tego, że się rozłożyłam. Ostatni dzień pobytu w domu spędzę w łóżku...

Beatlesi i czekolada Studentska, czyli majowa wyprawa zagraniczna

Bardzo wycieczkowy ten weekend majowy :) Dzisiaj rano wyruszyliśmy na wycieczkę do Słowacji. Do granicy mamy całkiem niedaleko. Obraliśmy kierunek na Bardejov i jechaliśmy trasą przez Duklę, Krempną, przejście graniczne przez przełęcz Beskid i dalej drogą przez Zborov do Bardejova.  Już sama droga do granicy przez lasy była malownicza. Wjechaliśmy w Beskid Niski, w obszar Magurskiego Parku Narodowego, tereny niemal wyludnione, gdzie można jeszcze spotkać pasące się owce i krowy na wielkich halach. Coś pięknego :)


Przejeżdżając zaledwie kilka kilometrów od granicy trudno było uwierzyć, że jesteśmy w innym kraju, ponieważ krajobraz niewiele się zmienił. Ale im dalej, tym bardziej widziało się, że Słowacy inaczej gospodarują. Widzieliśmy podobnej wielkości domy usytuowane w jednolitym porządku, różniące się co najwyżej kolorami. Nie było konkurencji w wielkości i bogactwie, jak to widać na wsiach w Polsce.

Bardejov to miasteczko ze średniowiecznym rynkiem, do którego wyprawia się sporo …

Pan tu nie stał!

Przed wyjazdem do domu kupiłam nową grę, bo gry planszowe to jest coś, w co u nas w domu chętnie się gra :) nauczyłyśmy się szybko z mamą i Ronią i bardzo się nam spodobała. Trzeba myśleć, kombinować, planować... Aż się mamie przypomniały tamte czasy. Nie były to niestety dobre wspomnienia, kiedy mówiła, jak żyli w strachu przez władzą i innymi ludźmi. Jak dobrze jest żyć w innych czasach. Jak dobrze jest doceniać to, co się ma. Jeśli się nie umie cieszyć z tego, co się ma, prawdopodobnie człowiek nie będzie umiał cieszyć się z tego, o czym marzył.  Uciekam do spania, bo jutro kolejna wyprawa :)

99 Luftballons.

Jestem w domu. Przyjechałam blablacarem późno po północy i runęłam ze zmęczenia. Dawno nie kładłam się tak późno, więc spałam jak zabita do rana, kiedy obudziła mnie mama i Ronia, wołające: Kika, wstawaj, balony! Byłam tak markotna i sceptyczna, jak tylko można być zaraz po przebudzeniu, ale kiedy wyjrzałam przez okno, przestałam żałować, że się obudziłam. Górskie Zawody Balonowe na majówkę to wydarzenie w Krośnie, które jest tak wyjątkowe, że mama nastawia budzik, żeby nie przegapić, jak będą przelatywały nad naszym domem. Żałuję, że nie udało się zrobić lepszego zdjęcia, bo widok był niesamowity. Ale za to nadrobiłam po południu, bo balony startowały niedaleko naszego domu :)




I muzyczne skojarzenie :)



Wybraliśmy się też tego dnia na krośnieńskie lotnisko, gdzie odbywały się pokazy lotnicze, spadochronowe i kręciło się wesołe miasteczko, na którym Ronia mogła sobie poszaleć, ale nie tylko ona ;)


Nie spodziewałam się takich atrakcji, ale kolejne dni też mają być fajne :) Pogoda jest …