Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z listopad, 2012

Chopin - Polonezy dziecięce

Już niedługo będę musiała ułożyć mojej uczennicy nowy program do grania, więc zaczęłam szukać utworów. Dostałam od Asi Micyk sporo nut (no i pianino :) i pośród nich znajdowało się kilka polonezów Chopina. Jak się dowiedziałam z jednego portalu, spośród szesnastu fortepianowych polonezów Chopina tylko siedem zostało opatrzonych opusem i uznanych przez kompozytora za godne wydania. Pozostałe dziewięć polonezów pochodzi z wczesnych lat twórczości Chopina i nie zostały wydane za jego życia. Należą do nich trzy pierwsze polonezy dziecięce: B-dur, g-moll i As-dur, skomponowane w latach 1817-21.
Bardzo spodobały mi się te utwory i postanowiłam się ich nauczyć, bo Chopina grałam bardzo mało. Muszę tylko kupić metronom i zebrać się do regularnego ćwiczenia. A także nastroić pianino.
Polonez g-moll


Polonez B-dur


Bardzo odprężająca jest muzyka Chopina. Dzisiaj położyłam się na chwilę po całym tygodniu, słuchając mazurków, walców, nokturnów, polonezów i preludiów - tych spokojniejszych. Brakował…

Gimnazja to zuo.

Rozum: Cześć Serce, a co Ty dzisiaj takie luzy masz? Serce: Moi studenci piszą właśnie test. Rozum: Sadystka :P Serce: Ee, i tak to nie na oceny ;)
Rozum: To po co ich stresujesz i to bez oceny?
Serce: Żeby ich przygotować na stresy życia.Wczoraj miałam taką dyskusję z sekretarką u nas w szkole o tych wszystkich egzaminach w szkołach. Egzaminują dzieci już od 3 klasy podstawówki, ale z drugiej strony przez te testy dzieci już nie traktują egzaminów jak coś okropnie stresującego, tak jak przed reformą, kiedy pierwszym poważnym egzaminem była matura. Ponadto chętniej startują w różnych konkursach, bo są już odpowiednio zaprawione i w rezultacie są bardziej przygotowane do stresującego życia dorosłego. Ale i tak ostatecznie doszłyśmy do wniosku, że gimnazja to zło :P na dodatek  dzisiaj w Metrze był artykuł "Zero gimnazjów, zero problemu".
Rozum: Gimnazjum to sztuczny twór, bez niego też szkolnictwo istniało.
Serce: W ty artykule są wypowiedzi o tym, że  jest taki projekt, żeby zlik…

Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść...

Serce: Hej, jesteś?  Rozum: Jestem, co tam? Serce: Chciałam ci opowiedzieć, jak się to wszystko potoczyło... Rozum: A z czym? Serce: No, z drużyną. Pamiętasz, mówiłam ci, że zrezygnowałam z funkcji drużynowego.  Rozum: No tak, pisałaś, że miałaś za dużo obowiązków jako zastępca komendanta, no i zespół zaczął być bardziej absorbujący.  Serce: Tak właśnie. Moja prośba została rozpatrzona błyskawicznie, bo tego samego dnia na zebraniu i wybrano nową drużynową, Dominikę, moją dotychczasową przyboczną. Dzisiaj mieliśmy zbiórkę i po raz ostatni poprowadziłam ją jako drużynowa drużyny warszawskiej. Na końcowym apelu przekazałam Dominice insygnia: granatowy sznur drużynowego, naszywkę i gwizdek. Trochę szkoda mi tego zostawiać, ale widzę, że mój plan przekazywania od początku innym odpowiedzialności powiódł się znakomicie i ludzie radzą sobie dobrze, więc jestem spokojna o przyszłość drużyny :) Rozum: No to fajnie :) Serce: Ech, jakoś tak dziwnie, jeszcze to do mnie nie dociera, ze się tak skończy…

Joanna Reflex Blond

Czy znacie ten preparat do rozjaśniania włosów? Trudno jest go znaleźć, nie ma go w Rossmannie na półce z farbami do włosów, pierwszą butelkę kupiłam jeszcze jak mieszkałam w Rzeszowie, w drogerii Wispol w galerii Europa. Potem kiedy przeprowadziłam się do Warszawy, znalazłam w internecie informację od użytkowniczek, że produkt jest dostępny w sieci Superpharm, wprawdzie w skąpych ilościach, ale jeszcze go nie wycofali. Pytanie jednak brzmi: po co mi takie coś? Muszę się wam przyznać do pewnego szaleństwa. Przed obroną mojej magisterki przyszła do nas Sylwia, koleżanka Oli ze studiów w nowym, rewelacyjnym odcieniu blond. Pamiętałam ją z ciemnymi blond włosami, a tu taka odmiana. Powiedziała nam wtedy, że znalazła taki spray do rozjaśniania włosów, który robi to stopniowo, w zależności, ile się go na włosy pryska. Ona użyła go, jak było widać, bardzo dużo. Zapewniała, że nie zawiera amoniaku, jest bezpieczny dla włosów i bardzo łatwo się go używa. Nie wiem, jaki miałam wtedy obraz sie…

Pomme delice z Yves Rocher i inne zapachy kąpielowe

Zapomniałam się pochwalić prezentem od siostry z okazji urodzin (dostałam go pół miesiąca później, bo jakoś dziwnie długo przesyłka szła, a zamawiała przez internet). Nowy aromat jabłka w karmelu oczarował mnie zupełnie.  Przestawiły mi się ostatnio preferencje: polubiłam intensywne zapachy do kąpieli, najlepiej apetycznie pachnące, które rozgrzewają. Długo trzymał mnie żel Radox z żeń-szeniem i czarnym pieprzem; podobno pobudzający, ale ja używałam go wieczorem i uwielbiałam ten zapach.
Z jeszcze wcześniejszych akcesoriów kąpielowych: Luksja płyn do kąpieli o zapachu czekolady i pomarańczy. Z trudem można się powstrzymać przed spożyciem. Pachnie jak delicje pomarańczowe :)  dzisiaj w Rossmanie widziałam w promocji, ale uznałam, że posiadanie czwartego żelu pod prysznic to byłoby już grzechem rozrzutności.

Ps. Nie pretenduję absolutnie do jakiegoś publicznego głosu doradczego w zakresie kosmetyków i mody czy urody; blog jest kolażem moich rozmaitych prywatnych zainteresowań i ma ka…

A walk to remember

Moja siostra poleciła mi książki Nicholasa Sparksa jako "pogodne, ciepłe książki z chrześcijańskim przesłaniem", więc postanowiłam zacząć od bestsellera. Zarzekałam się, że nie obejrzę filmu, że to ckliwe romansidło, ale książka to co innego. 
Jest rok 1958. Beztroski siedemnastolatek, Landon Carter, rozpoczyna naukę w ostatniej klasie szkoły średniej w Beaufort w Karolinie Północnej. Jego ojciec kongresman pragnie, by syn zrobił karierę - tymczasem Landon, podobnie jak reszta klasy, nie zaczął jeszcze zastanawiać się, co zrobić z dorosłym życiem. Jedynie Jamie Sullivan, cicha, spokojna dziewczyna, opiekująca się owdowiałym ojcem, pastorem, jest inna. Nie rozstaje się z Biblią, nie chodzi na prywatki, a dzień bez dobrego uczynku uważa za stracony. Tymczasem zbliża się doroczny bal. Nie mając akurat dziewczyny, Landon w odruchu desperacji zaprasza Jamie, na którą nikt dotąd nie zwrócił uwagi. Znajomość nie kończy się na balu. Wykpiwany przez kolegów chłopak początk…

Lektor-K

Postanowiłam trochę opowiedzieć o mojej pracy, żeby czasem ktoś nie pomyślał, że skoro nie mówię, to nie robię nic ważnego. Tak więc, rozwiewając wszelkie wątpliwości, JESTEM NAUCZYCIELEM. Mam dyplom ukończenia studiów, czyli prawo do wykonywania zawodu nauczyciela języka niemieckiego. Znam na pamięć rozmaite reakcje na te informację, przeważa następująca: "niemiecki, ech, uczyłem się tego w szkole, ale niczego się nie nauczyłem, a w ogóle to mieliśmy beznadziejną nauczycielkę." Uwierzcie mi, że nie zapunktujecie u mnie ani nie stracicie niczego, jeśli uwielbiacie niemiecki lub go nienawidzicie. To wasza prywatna sprawa.  Powracając do pracy, uczę już trzeci rok jako lektor języka niemieckiego w szkole języków w Michałowicach. Moi uczniowie są w różnym wieku, głównie są to dzieci, ale od zeszłego roku uczę także dorosłych studentów w WSTH w Podkowie. Rok temu zaczęłam też uczyć gry na pianinie, a w tym roku dzięki ogłoszeniu na portalu o korepetycjach rozwinęło się to na ty…

Sandwich. Jest pysznie

W piątek przed wyjazdem do Łodzi wstąpiłam na zakupy do Biedronki i wśród wielu produktów wypatrzyłam to: opiekacz, zwany inaczej sandwichem, do robienia tostów. Marzył mi się od jakiegoś czasu taki z wymiennymi wkładami do gofrów, ale zawsze było mi żal te 60 czy 80 zł wydać i się nie zdarzyło. Ten z Biedronki wydawał się fajny, ale nie było sensu kupować maszyny i wieźć jej do Łodzi i z powrotem, więc się wstrzymałam z kupnem.  Podczas szalonego weekendu z najlepszym zespołem na świecie gościliśmy, a w sumie biesiadowaliśmy u Asi i Marka, wspólnie dorzucając się do obfitego szwedzkiego stołu i tam się okazało, że oni kupili właśnie tego sandwicha, bo campowy się już doszczętnie rozpadał. Więc powzięłam postanowienie, że po powrocie do domu też sobie kupię. No i kupiłam. Kosztował tylko 35 zł. Działa, aż miło, tosty sobie robię z chleba tostowego graham z serem żółtym lub camembert i jest pysznie :) Kilka zdjęć z ostatniej próby.
Poniżej prezentuję profesjonalnego koka, czyli najład…

Henna u Oli

Ola skończyła studia w tym roku, ale postanowiła uczyć się dalej i zaczęła policealną szkołę kosmetyczną. Zajęcia praktyczne bardzo jej się podobają, ale na teorii straszliwie się nudzi, bo ma powtórkę z anatomii w okrojonym wymiarze, a przepisać jej ze studiów nie chcą, bo przedmiot nazywa się "anatomia z dermatologią". Ostatnio uczyli się nakładania henny na brwi i rzęsy, zdała na 5, więc namówiła mnie, żeby sobie na mnie popraktykować. A że ufam jej bezgranicznie (od dwóch lat rozjaśnia mi włosy i wychodzi jej to rewelacyjnie), więc wybrałam się wczoraj do niej na zabieg. W salonie w Warszawie kosztuje to 35 zł, mnie wyniosło to tylko koszt materiału, a wyszło tego tyle, że starczyłoby jeszcze na 5 osób.
Co kupiłam? -2 opakowania henny proszkowanej Delia z Rossmanna (grafitowa i brązowa) - 2 x 2,50 zł -wykałaczki do brwi- 1,99 zł
Potrzeba jeszcze: -patyczek drewniany do rzęs (najlepiej do skórek z Rossmanna) -woda utleniona -płatki kosmetyczne -oliwka lub tłusty krem.

Ch…

WTW

Weszłam dzisiaj na wyższy poziom wtajemniczenia: znalazłam pliki w rejestrze systemowym i usunęłam część wpisów, które nie były mi potrzebne. Ciąg dalszy reformy komputera przebiegł torem następującym: zaczęłam poszukiwać multikomunikatora, który będzie mniej obciążający pracę systemu, niż Skype, na którym miałam także kontakty z facebooka. Znalazłam taki:

Nazywa się WTW. Jak Rozum to usłyszał, aż zapiał ze śmiechu: "Coo? A może wtf? :P" A niech sobie gada. Program, jak widzicie, nie jest zbytnio wybajerowany graficznie, jak gg10 czy inne, ale dzięki temu nie pobiera wiele RAMu i nie spowalnia komputera. Kiedy korzystałam ze Skype, wiele razy mogłam się przekonać o prawdziwości zasady, że światło jest szybsze, niż dźwięk: kiedy komp zamulił na maksa, w momencie przyjścia nowej wiadomości na skype najpierw pojawiał się obrazek z jedynką na ikonce w dolnym pasku, potem okno rozmowy zaczynało migać, a dźwięk rozlegał się kilkanaście sekund później :P Muszę tylko ogarnąć różne…

iStockphoto

Zdjęcie z iStockphoto
Na szkoleniu liderów we wrześniu dowiedziałam się o bogatym, legalnym źródle obrazów do prezentacji. Jest to portal iStockphoto, gdzie znajduje się wiele zdjęć, obrazów wektorowych, filmików i podkładów muzycznych do zrobienia profesjonalnej prezentacji multimedialnej. Ja takowych nie robię, a jeśli już, to niekomercyjnie, ale okazuje się, że nawet używając zdjęć niekomercyjnie trzeba mieć do nich prawo, nie można ich sobie kopiować z grafiki Google, nawet podając link, skąd pochodzą, bo jest to nieprawne przywłaszczanie sobie cudzej własności. Na iStockphoto można kupić zdjęcia w najlepszej rozdzielczości, jak choćby tutaj . Ale jest jeszcze bardzo przydatna opcja Free Photo of the Week, gdzie co tydzień można za darmo pobrać zdjęcie. Równocześnie wyświetlane są cztery ostatnie darmowe zdjęcia. Powyższe zdjęcie pochodzi właśnie stamtąd i mam prawo do jego użytkowania, na zasadzie licencji royalty free. Royalty free (wolne od tantiem) − model licencjonowania różny…

The movie weekend

 Fot. z iStockphoto
Wstyd mi się przyznać, ale powiem, skoro już zaczęłam, o tym, jak spędziłam długi weekend. Od czwartku miałam wolne, nie licząc jednej godziny zajęć z keyboardu w piątek, więc zaprosiłam do siebie Olę, zrobiłam wielkie zakupy i cały czwartek spędziłyśmy na jedzeniu i oglądaniu filmów. Obejrzałyśmy łącznie 5 filmów: "007 Quantum of solace", "Królewna Śnieżka i łowca", "Memento", "Nigdy nie mów nigdy" i "Rozważni i romantyczni - Klub miłośników Jane Austen" - każde z innego gatunku i klasy.
"Quantum" obejrzałyśmy będąc w klimacie Bonda od kilku dni. Największą zagwozdkę miałyśmy oczywiście po "Memento" - znalezienie wytłumaczenia tej skomplikowanej fabuły zajęło nam trochę czasu. Śnieżka była gotycka - tak w klimacie minionego Halloween (grała aktorka ze "Zmierzchu", więc się zgadzało), "Nigdy nie mów nigdy" - jak to polskie filmy, o życiu, ale zero romantyzmu, jak uznała Ola. D…