Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z listopad, 2009

All forgot, czyli po próbie w Pszczynie :D

Odliczanie zostało zakończone :D odbyła się pierwsza w historii próba zespołu All4God w Pszczynie :) jeszcze nigdy się tak porządnie nie naśpiewałam ;) dziękuję wam wszystkim za przyjazd, za entuzjazm, za radość, za wszystkie wasze uwagi, bo to znaczy, że chcecie współtworzyć ten musical :) no i dziękuję Bogu, że wybrał do tego właśnie was :D

Zebrało się trochę hitów próby...

Piątek

*wsiąść do pociągu byle jakiego... czyli szalone podróże "chłopaka z gitarą", Filipa walka o przetrwanie na Dworcu Centralnym i Tomka do Pszczyny przez Bielsko (podobno zaplanowana ;)

Konrad - chłopak z gitarą.


* budzący powszechne zainteresowanie kalecy: Tomek i Ola - oczywiście łączymy się z wami w bólu ;)

Dr House ;)


* spontaniczny pomysł Oli na aranżację gospel popularnego adwentowego szlagieru "Gdy Jezus jest w rodzinie tej" ;)

Sobota

* burzliwa dyskusja na lekcji szkoły sobotniej ;)
* "To nie Dawid, to każdy z nas."

Kierownik (albo kierownica, jak kto woli;) wokalny i kierownik in…

Na szczycie fali.

Kolejne wydarzenie artystyczne, w jakim brałam udział, to popis rytmiczek z naszej szkoły. Jest to zawsze wydarzenie, bo rytmiczki występują ze dwa razy w roku.
Wystąpiły dziewczyny z IV klasy w choreografiach grupowych i pojedynczych oraz dziewczyny z klasy VI, prezentując swoje solówki.
Nie jestem w stanie opisać wszystkiego, bo nawet nie zdążyłam zanotować pełnych tytułów utworów, jak cały czas gasili mi światło.
Najbardziej podobało mi się:

-> Iza Adamiec w wzorzystych pasiastych getrach i błękitnej bluzce wykonała szalony układ do muzyki z filmu animowanego. Genialnym momentem był jej śmiech na początku i na końcu. Środek też był świetny, ale nie mogę sobie przypomnieć szczegółów ;)

-> Kasia Nowińska do dźwięków saksofonu Jamesa Cartera omiotła salę ognistym spojrzeniem i wichurą włosów. A swoją drogą zainteresował mnie ten Carter i jego saksofon, więc osłuchuję jego nagrania na youtube ;) nie mogę znaleźć nagrania z "Layin' in the cut", ale macie inne.




-> Ni…

Operowo w baroku.

Dzisiaj mała powtórka z historii muzyki, tym razem opera w baroku.

***
Główne ośrodki rozwoju opery we Włoszech


* CAMERATA FLORENCKA - schyłek XVI w. patronował jej hrabia Giovanni Bardi, później Jacopo Corsi.

Kompozytorzy:
-Jacopo Peri -> "Dafne", "Euridice" (1600) *recytatyw
-Giulio Caccini-> "Euridice" *odcinki kantylenowe
-Vincenzo Galilei
-Emilio de Cavalieri

Założenia:
->dążenie do odrodzenia idei antycznego dramatu greckiego
->prymat słowa nad muzyką - recytatyw (sylabiczny typ melodyki o niewielkim ambitus i motywami repetycyjnymi)

Cechy:
-tematyka mitologiczna
-dominacja recytatywów eksponujących tekst
-niewielki udział partii instrumentalnych



Tutaj można usłyszeć wszystkie cechy: niewielki zespół instrumentalny i recytatywne partie wokalne.

* MANTUA

Przedstawiciel: Claudio Monteverdi "Orfeusz"

Cechy:
-wprowadzenie dokładnie określonego zespołu wykonawczego
-partie koncertujące i ilustracyjne
-wstęp "toccata" oraz sinfonie i ritornele
-…

Mężczyźni są jak sprężyny, a kobiety są jak fale.

No, to wreszcie rozumiem, skąd mam okresowe doły... I że nie da się być wiecznie zadowolonym ani nie ma sensu się do tego zmuszać ;)


Nawet bardzo zakochany mężczyzna czasami musi na krótko odsunąć się od partnerki, nim znów się do niej zbliży.

Nastrój kobiety wznosi się i opada jak fala. Kiedy osiągnie dno - nadchodzi czas uczuciowych obrachunków.

Mężczyzna wciąż oscyluje między potrzebą bliskości i tęsknotą do niezależności.

Mężczyźni w swoich związkach wciąż się oddalają i zbliżają, a kobiety odczuwają na przemian wzrost i opadanie gotowości kochania siebie i innych.

Będąc przez dłuższy czas blisko partnerki, mężczyzna do pewnego stopnia zatraca swoją tożsamość.

Nawet wtedy, gdy mężczyzna znakomicie "podbudowuje" partnerkę, może się ona z początku wydać jeszcze bardziej zdenerwowana.

Mężczyzna, który rozumie swój cykl uczuciowy, odchodząc, uspokaja partnerkę zapewnieniem, że "niedługo wróci".

Kiedy tłumimy swoje negatywne uczucia, gasną również uczucia pozytywne - i…

Gregorian.

Wish you were here
Pink Floyd


So, so you think you can tell
Heaven from Hell, blue skies from pain?
Can you tell a green field
from a cold steel rail?
A smile from a veil?
Do you think you can tell?

And did they get you to trade
your heroes for ghosts?
Hot ashes for trees?
Hot air for a cool breeze?
Cold comfort for change?
And did you exchange a walk-on part
in the war for a lead-role in a cage?

How I wish, how I wish you were here.
We're just two lost souls
swimming in a fish bowl, year after year.
Running over the same old ground.
What have we found? The same old fears.
Wish you were here.

***

Dzisiejszy dzień upływa pod znakiem chorału gregoriańskiego i wszystkiego, co z nim związane, czyli msza i jej części, tropy, sekwencje i inne takie szalone rzeczy. No, tak wyszło, że muszę jutro zaliczyć muzykę średniowieczną. A w ramach odmóżdżania włączyłam youtube i obadywałam kawałki Gregorian. Niektóre propozycje mnie zupełnie rozwaliły: "Boulevard of Broken Dreams" Green Day, "I still hav…

Bel canto.

Trzy dni czystej klasyki, czyli III Ogólnopolski Konkurs Wokalny im. Barbary Kostrzewskiej w Rzeszowie, 19-21 listopada 2009r.

Muszę powiedzieć, że było to dla mnie jedno z ważniejszych wydarzeń muzycznych, w jakich uczestniczyłam. Nie mam zwyczaju segregować koncertów na bardziej lub mniej prestiżowe, bo tak naprawdę muzyka jest dla mnie wyjątkowym przeżyciem, czy jest to koncert uczniów ze szkoły, czy koncert w filharmonii. Ale tym razem przeżyłam cały konkurs bardzo mocno, bo chociaż nie uczestniczyłam w nim w sensie rywalizacji, to byłam dość zaangażowana w jego przebieg.
Konkurs rozpoczął się we czwartek, tego dnia były pierwsze przesłuchania i tego dnia wybrałam się kibicować Oli oraz dziewczynom z naszej szkoły, Reni i Pauli. Miałam ze sobą nieodłączny dziennik pokładowy, żeby notować uwagi techniczne o śpiewie wykonawców i wszystko, co przeżywałam podczas ich występów. Po dwóch pierwszych umiarkowanie spokojnych występach panów (z pewnością zestresowanych rozpoczynaniem konkurs…

Z nadmiaru siedzenia.

Dzisiaj było kolejne podejście do książki "Mężczyźni są z Marsa...". Krótkie streszczenie poprzednich rozdziałów:

Rozdział II
PAN ZAŁATWIACZ I DOMOWY KOMITET ULEPSZEŃ


Udzielając mężczyźnie rad, kobieta sugeruje, że on sam nie wie, co robić, lub że nie potrafi tego zrobić samodzielnie.
Samopoczucie kobiety jest uzależnione od stanu jej uczuć i jakości jej związku.
Kiedy kobieta spontanicznie doradza i próbuje "pomóc" mężczyźnie, nawet sobie nie wyobraża, jak krytycznie i "niemiłośnie" brzmi to w jego uszach.
Kobieta próbuje po prostu podzielić się uczuciami, a mąż, sądząc, że pomaga,
przerywa jej, proponując, według siebie, znakomite rozwiązanie.
Jeśli partner odrzuca naszą pomoc, to najprawdopodobniej dlatego, że źle wybraliśmy czas i okazję do jej okazania.
Mężczyzna potraktowany nie jako problem, lecz jako rozwiązanie problemów, chętnie dokona ulepszeń.


Rozdział III
MĘŻCZYŹNI ZASZYWAJĄ SIĘ W SWOICH JASKINIACH, A KOBIETY MÓWIĄ

Żeby się odprężyć, Marsjanie udają…

Trzy ekrany.

Wieczór przed trzema ekranami: "Mam talent" w TV, kopiowanie zdjęć z komputera i film z laptopa. Ale z tego wszystkiego najbardziej wkręcił mnie był film, oglądany w przerwach na reklamy i po "Mam talent" już nieprzerwanie do końca. No, może z przerwami na przerzucenie zdjęć. Wprawdzie miałam do wyboru jeszcze dwa sezony House'a i "Króla Artura" oraz kilkanaście innych sensacyjnych, sci-fi i w ogóle hitów kinowych ostatniego roku, ale obejrzałam cukierkową, nierealistyczną francuską komedię romantyczną o samo-za-siebie-mówiącym tytule "Miłość. Nie przeszkadzać!".

Irene (Audrey Tautou) zajmuje się uwodzeniem bogatych mężczyzn. Pewnego dnia myli nieśmiałego i biednego jak mysz kościelna kelnera z Grand Hotelu Jeana (Gad Elmaleh) ze znanym milionerem. Gdy okazuje się, że portfel mężczyzny świeci pustkami, piękna Irene odchodzi. Niezrażony i zakochany w niej Jean podąża jednak jej śladami.
Kobieta uczy go jak zdobywać serca zamożnych dam. Jednak …

Dwa tygodnie i "Będę śpiewać..." :D

ZA DWA TYGODNIE PRÓBA MUSICALU!!!

Uświadomilam to sobie we czwartek wieczorem, kiedy Dawid przeslal mi nuty do "Kolysanki", tak jak obiecywal, dwa tygodnie przed próbą. I wtedy dotarlo to do mnie, że to już niedlugo :) to byl taki pierwszy radosny impuls :D
Drugiego doświadczylam wczoraj, kiedy dostalam kolejne nuty i zaczęlam je przesluchiwać w Finale Note Pad. Nie wiem, czy odczuwaliście kiedyś coś takiego, że sluchacie utworu, który sami skomponowaliście, każdą nutę, każdą wartość rytmiczną, każdy pion harmoniczny i widzicie to zapisane przez kogoś innego, niemal dokladnie tak, jak slyszycie to w swojej glowie? I uświadamiacie sobie, że ktoś to uznal za warte opracowania i wykonania, że podjąl się wspólpracować? A potem myślicie, że już za dwa tygodnie to uslyszycie na żywo? Nie jestem w stanie zwerbalizować tego uczucia, które mi wtedy towarzyszylo. Taka osobliwa radość i glębia satysfakcji z tworzenia. Przyszlo mi wtedy na myśl urodzenie dziecka. Może to niezbyt dobre por…

Independence Day.

Nie będę wcale oryginalna, jeśli powiem, że w święto niepodległości obejrzałam "Independence Day", przekonana, że to taki hit, a ja go jeszcze nie widziałam. Pod koniec filmu zorientowałam się, że już go kiedyś oglądałam :P ale co tam, były dekoracje z tektury, plastikowi obcy i sztuczne wybuchy. God bless America.

***
Z tego dnia wolnego pożytek niewątpliwy był taki, że skończyłam pisać pierwszy rozdział pracy mgr i wysłałam go promotorowi. Czuję taką swoistą satysfakcję, chociaż pewnie będzie tam masę rzeczy do poprawy. Ale niech nie mówią, że się obijam albo siedzę pół dnia na necie (chociaż siedzę ;) i gadam przez pół dnia ze znajomymi (chociaż gadam :P), bo napisałam. I już.

***
Czytam nadal po fragmenciku "Mężczyźni są z Marsa..." i ogrom nowych nabytych wiadomości mnie tak przepełnia, że najchętniej opowiadałabym o tym wszystkim, ale osoby, na które liczyłam, nie mają ochoty, a ci bardziej entuzjastyczni już to czytali :P i co ja mam z tym zrobić? :/

A, i jesz…

I want perfection.

Bodies
Robbie Williams

God gave me the sunshine,
Then showed me my lifeline
I was told it was all mine,
Then I got laid on a ley line
What a day, what a day,
And your Jesus really died for me
Then Jesus really tried for me

UK and entropy,
I feel like its ****in’ me
Wanna feed off the energy,
Love living like a deity
What a day, one day,
And your Jesus really died for me
I guess Jesus really tried for me

Bodies in the Bodhi tree,
Bodies making chemistry
Bodies on my family,
Bodies in the way of me
Bodies in the cemetery,
And that’s the way it’s gonna be

All we’ve ever wanted
Is to look good naked
Hope that someone can take it
God save me rejection
From my reflection,
I want perfection

Praying for the rapture,
‘Cause it’s stranger getting stranger
And everything’s contagious
It’s the modern middle ages
All day every day
And if Jesus really died for me
Then Jesus really tried for me

Bodies in the Bodhi tree,
Bodies making chemistry
Bodies on my family,
Bodies in the way of me
Bodies in the cemetery,
And that’s the way it’s gon…

Mężczyźni są z Marsa.

Przemogłam dzisiaj swoją niechęć do czytania z ekranu i sięgnęłam do dawno polecanej mi książki "Mężczyźni są z Marsa, a kobiety z Wenus". Ciekawe myśli znalazłam już we wstępie... Wysyłam zatem ten fragment, może was trochę zaciekawi ;) dysponuję wersją do wysłania :)


PRZEGLĄD DZIELĄCYCH NAS RÓŻNIC

W poszczególnych rozdziałach książki będę szczegółowo omawiał dzielące nas różnice. Kolejno uzyskamy wgląd w nowe i rozstrzygające sprawy. Oto główne odmienności, jakie zgłębimy:

W rozdziale drugim przeanalizujemy, czym różni się męska skala wartości od kobiecej. Spróbujemy też zrozumieć dwa największe błędy, jakie popełniamy w kontaktach z płcią przeciwną: mężczyźni błędnie ofiarowują rozwiązania i dezawuują uczucia, a kobiety dają rady i instruują. Dla tych, którzy zrozumieją nasze marsjańsko-wenusjańskie pochodzenie, stanie się jasne, dlaczego mężczyźni i kobiety nieświadomie robią pewne błędy. Pamięć o dzielących nas różnicach umożliwi nam uniknięcie tych błędów i reago…

Przyjdzie, nie przyjdzie...? - zjazd w Krakowie

Uwaga, uwaga, nadchodzi...



Niezapomniane wrażenia i przemyślenia :) gratulacje dla krakowskiej ekipy i nowego reżysera :D

***

Weekend spędziłam w Krakowie. Totalny spontan, choć planowany. To jest w sensie, że rozmyślałam o tym: "Ale fajnie byłoby pojechać na zjazd do Krakowa..." i "Ale nie bardzo opłaca mi się jechać na jeden dzień..." A jednak rodzice mieli trochę zajęć do zrealizowania w Krakowie-Nowej Hucie, więc udało mi się pojechać z nimi. Tacie aż wszystko w środku chodziło, jak wjechał do Huty, w końcu jego rodzinne strony... Jednak na samotny wieczorny spacer ulicami mama nie chciała się zgodzić. Huta to Huta... Przemęczył się potem, a ja wraz z nim, śpiąc na krzesłach w kaplicy.

Sobota była niezwykle bogata w treść. Ciekawsze myśli z kazania opiszę w Homo viatorze. Oprócz tego było sporo muzyki i doświadczeń. Chłonęłam wszystko i zapisywałam, co się dało, bo byłam wygłodniała. Ale nie tylko treści, muzyki i doświadczeń, ale i rozmów z ludźmi. I na szczęści…

Es schwindelt mir, es brennt mein Eingeweide...

Lied der Mignon
Text: Johann Wolfgang von Goethe
Musik: Franz Schubert

Nur wer die Sehnsucht kennt
Weiß, was ich leide!
Allein und abgetrennt
Von aller Freude,
Seh ich ans Firmament
Nach jener Seite.

Ach! der mich liebt und kennt,
Ist in der Weite.
Es schwindelt mir, es brennt
Mein Eingeweide.
Nur wer die Sehnsucht kennt
Weiß, was ich leide!

***

Tym razem coś z klasyki, a konkretnie z mojego programu do dyplomu. Dziewczyna, która to wykonuje, ma 18 lat, bardzo jasny sopran, jak dla mnie za mało dramatyczny, jak na taki tekst, ale jednak poprawny. Tutaj wolałabym wykonanie mezzosopranowe w niższej tonacji, żeby zadźwięczało, na przykład wykonanie Krystyny Szostek-Radkowej, które mam na płycie. Albo to poniższe:



Odrobinę zastrzeżeń miałabym do wymowy, ale wykonanie w pełni profesjonalne, a dramatyzm aż przygniatał :) chciałabym to zaśpiewać choćby w jednej czwartej jak ona...

***

Dzisiejszy dzień przesiedziałyśmy z Olą w domu, ona przeziębiona, a ja osłabiona zatruciem i bólami brzucha. Tekst "Es sc…

I'm so scared but I don't show it.

The show
Lenka

I'm just a little bit caught in the middle
Life is a maze and love is a riddle
I don't know where to go I can't do it alone I've tried
And I don't know why

Slow it down
Make it stop
Or else my heart is going to pop
'Cause it's too much
Yeah, it's a lot
To be something I'm not

I'm a fool
Out of love
'Cause I just can't get enough

I'm just a little bit caught in the middle
Life is a maze and love is a riddle
I don't know where to go I can't do it alone I've tried
And I don't know why

I'm just a little girl lost in the moment
I'm so scared but I don't show it
I can't figure it out
It's bringing me down I know
I've got to let it go
And just enjoy the show

The sun is hot
In the sky
Just like a giant spotlight
The people follow the sign
And synchronize in time
It's a joke
Nobody knows
They've got a ticket to that show
Yeah

I'm just a little bit caught in the middle
Life is a maze and love is a riddle
I dont k…

Hitch. Najlepszy doradca przeciętnego faceta

Zauroczyła Cię piękna, niedostępna kobieta? Nie wiesz jak ja zdobyć? Ten film zrealizowano specjalnie dla Ciebie!
Poznajcie Hitcha (Will Smith) najsłynniejszego nowojorskiego swata. Miłość to jego profesja i za opłatą pomaga nieśmiałym mężczyznom zdobyć wymarzone kobiety - w nie więcej niż trzy randki - gwarantowane! Jest doskonały w swoim fachu, ale cały czas stara się zachować anonimowość. Jednym z jego klientów jest Albert (Kevin James), doradca finansowy bogatej dziedziczki fortuny Allegry Cole (Amber Valletta), w której jest szczerze zakochany. Podczas jednego ze spotkań z klientem Hitchowi wpada w oko śliczna Sara Melas (Eva Mendes). Tymczasem Sara jest dziennikarką i za wszelką cenę próbuje zdemaskować sławnego na całym Manhattanie mistrza w rozwiązywaniu kłopotów sercowych śledząc każdy krok Allegry. Miłość spada na Hitcha jak grom z jasnego nieba i w bohaterze zachodzi istna przemiana. Sara natomiast pozostaje nieustępliwa nie zdając sobie sprawy, że ten, którego szuka znajduj…

Pani Dalloway.

Weekend w domu, wieczór filmowy. Nieszczęsne DVD miało zepsutą głowicę, więc nie chciało mi czytać większości płyt. Włączyłam "Pani Dalloway" i odnalazłam film, którego klimat zupełnie mnie wciągnął.

Recenzja z filmweb.pl

Obiecujący początek. Taki jak książki. Świadectwo tamtych czasów. Historia o miłości, przyjaźni, wspomnieniach i tragediach ludzkich. Oraz bezduszności, zimnej obojętności na los weteranów wojennych. Clarissa Dalloway była taka, jak można było ją sobie wyobrażać. Dystyngowana kobieta, żona. Trochę za bardzo przejmująca się swoim przyjęciem, ale w tym wszystkim niezwykle urocza. Z sentymentem, radością i rozrzewnieniem wspomina dawne czasy.

Wszystkie retrospekcje są przywołane jakimś zdarzeniem. Czy to pojawienie się Petera, dawnego przyjaciela, a nawet kogoś więcej, czy też zwykły spacer. To wszystko przenosi Clarisse do świata, którego już dawno dla niej nie ma. Jednak pojawiają się w jej życiu duchy przeszłości. Przyjaciele, muzyka, taniec.
Wątek młodego chł…