sobota, 30 października 2010

Lord, I'm coming home to you.



Cześć, nazywam się Kika, mam 24 lata, oficjalnie od dzisiaj. Co, nie wierzycie mi? A nie wyglądam? ;) w każdym razie wcale się nie czuję na swoje lata ;)



Sweet home Alabama
Lynyrd Skynyrd

Big wheels keep on turning
Carry me home to see my kin.
Singing songs about the southland
I miss'ole' 'bamy once again (and I think it's a sin)

Well, I heard Mister Young sing about her
Well, I heard ole Neil put her down.
Well, I hope Neil Young will remember,
A southern man don't need him around anyhow

Sweet home Alabama,
Where the skies are so blue,
Sweet homa Alabama
Lord, I'm coming home to you.


In Birmingham they love the Gov'nor Boo hoo hoo !
Now we all did what we could do.
Now Watergate does not bother me.
Does your conscience bother you? (tell the truth)

Sweet home..

Now Muscle Shoals has got the Swampers
And they've been known to pick a tune or two
Lord they get me off so much
They pick me up when I'm feeling blue
Now how about you?

Sweet home...

***

W zeszłym tygodniu powzięłam poważne postanowienie, że pojadę na weekend do domu. Wyjechałam do Warszawy w sierpniu i od tego czasu ani razu nie byłam... Zawsze jakoś brakowało kasy. Ale tym razem wpisałam tę sprawę na moją listę modlitewną, żeby znalazły się pieniądze na bilet. Czekałam niemal do ostatniego dnia. Sprawdzam we czwartek po południu konto... jest przelew:) pobiegłam do kasy i kupiłam bilet na następny dzień. W piątki na Centralnym dzieją się dantejskie sceny :P

Następny dzień był jednym wielkim stresem... Krótka modlitwa rano: "Panie, prowadź ten dzień, mam tyle spraw, a tak mało czasu. Ale skoro dałeś pieniądze na bilet, to i do domu dojadę".
Zaczęło się od tego, że jadąc na rozmowę kwalifikacyjną znalazłam w autobusie telefon. Nie miała Kika kłopotu... :P było sporo biegania, załatwiania, żeby właścicielka mogła ten telefon odebrać, nerwy, czy na pociąg zdążę... I ciągła modlitwa: "Panie, jeśli mam dojechać, to dojadę. Pomóż mi tylko przetrwać w tym trudnym dla mnie momencie." Dzięki Bogu wszystko się udało, wsiadłam do pociągu, o dziwo, w tym weekendowym tłoku do granic możliwości miałam aż do Krakowa miejsce siedzące :)
W Krakowie pociąg do Rzeszowa miał opóźnienie, ale może dzięki temu na niego zdążyłam ;) kolejny moment wahania, czy w tym równie zatłoczonym pociągu będą jakiekolwiek miejsca, by chociaż na walizce w korytarzu usiąść... I niespodziewane spotkanie przy wejściu: Marysia i Debora :) jechałyśmy siedząc w przedziale do samego Rzeszowa, rozmawiając po polsku i po niemiecku, opowiadając sobie o wszystkim, co tylko się dało :) tak mnie to ucieszyło, że nie wiem :)dodatkowo telefon od właścicielki zagubionego telefonu: "Strasznie pani dziękuję, odebrałam mój telefon, to niesamowite, że są jeszcze uczciwi ludzie, chciałabym się jakoś odwdzięczyć."
Pozostał ostatni etap podróży, autobus do Wojaszówki. Miałam prawie godzinę oczekiwania, trochę zatem powłóczyłam się ulicami miasta. Rzeszów w porównaniu z Warszawą wydał mi się taki cudownie spokojny... Zastanawiałam się, czy też spotkam kogoś znajomego. Chciałam spokojnie poczytać Biblię w autobusie, przestawić się na czas sabatu. Ale jednak miało być inaczej... Spotkałam znajomego kolegę, jeszcze z gimnazjum, którego nie widziałam ładnych parę lat. Jakieś kilka dni temu myślałam o nim, bo pojawił mi się jego profil na fb w proponowanych znajomych i akurat wczoraj go spotkałam :) pogadaliśmy o życiu i pokrętnych sprawach jego, a także jakoś w międzyczasie mogłam pogadać na bardziej poważne tematy, jak wpływ muzyki na podświadomość... Rozstaliśmy się w połowie drogi, bo wcześniej wysiadał i resztę podróży odbyłam sama, ale w pogodnym nastroju :) kiedy szłam w Wojaszówce drogą w kierunku samochodu taty, chciało mi się śpiewać z radości, że tak wszystko się tego dnia szczęśliwie udało :)
I co, przypadek, zbieg okoliczności? Czy Boże prowadzenie każdej minuty? Ja nie wierzę w przypadki, inaczej nie przeżyłabym tych 24 lat. Każdy dzień jest cudem, tylko nie zawsze mamy otwarte oczy, by to zauważyć... Dziękuję za te wszystkie dni z 24 lat mojego życia :) i wszystkim ludziom, którzy byli w nich obecni :)
Moja kochana rodzino, jak dobrze być z wami dzisiaj w domu :)

wtorek, 26 października 2010

Trzeba żyć, a nie życie grać.



Jeśli nie musisz siedzieć - stój.
Jeśli nie musisz stać - idź.
Jeśli nie musisz iść - biegnij.
A jak się zmęczysz - padnij.
I tak od nowa...


Nie odkryłam chyba niczego nowego twierdząc, że życie jest powtarzalne. Każdy dzień jest do siebie podobny, te same rutynowe czynności, ta sama walka o przetrwanie, te same zmagania ze swoim egoizmem, słabościami i denerwującymi przyzwyczajeniami. Codzienne lawirowanie między tym, jak być sobą, a jednocześnie tym byciem nie naruszać wolności innych. Nudna, mozolna rzeczywistość. Aby to urozmaicić, człowiek robi jakieś niecodzienne wybryki - a to głupie i szalone, a to pozytywno-spontaniczne. Ale po tej chwili skoku adrenaliny lub euforii - w zależności od sytuacji - emocje opadają i następuje powrót do szarego życia, gdzie trzeba być znów poukładanym, ogarniętym, zdyscyplinowanym, sztywnym dorosłym. I buntować się przeciwko szarości od nowa...



Jestem artystą, jak twierdzą niektórzy; albo raczej pewna część mnie nosi taką nazwę. Ta część bardzo lubi karmić się wrażeniami i emocjami. Ta część mnie ma ściśnięte z wrażenia gardło i przyspieszony oddech, gdy chór zaśpiewa partię o oszałamiającej harmonii, lub gdy solista zrobi karkołomny popis wokalny. Ta część mnie płacze, gdy na filmie bohaterowie przeżywają bolesne historie, lub gdy bohater książki jest samotny i nikt go nie rozumie. Ta część mnie wzrusza się także, gdy słyszy poruszające historie nawróceń innych ludzi lub przeczyta głęboką myśl w książce religijnej bądź Biblii.
Artysta we mnie jest także aktywny: tworzy kolejne melodie i ich wariacje, wymyśla w głowie nieprawdopodobne historie z cyklu "Co by to było gdyby" i rozważa niemal wszystkie dylematy psychologiczne i teologiczne ludzkości. Artysta buntuje się przeciwko rutynie życia, przeciwko powtarzalności i przewidywalności. Ciągle go gdzieś gna, nie umie usiedzieć tygodnia w jednym miejscu, ciągle musi być czymś zajęty, a to coś robić, a to przeżywać, a to myśleć. Ogólnie ciekawa postać, ale trudna w pożyciu, szczerze mówiąc.



A ja tęsknię za życiem prostym, spokojnym, ale szczęśliwym. Za stanem, kiedy serce nie będzie na przemian walić jak oszalałe, a potem zastygać z rozpaczy. Za trybem życia, gdzie nie trzeba będzie się przemieszczać z miejsca na miejsce, żeby się coś nowego działo, ale samo życie będzie satysfakcjonować i cieszyć. Tęsknię za nieskomplikowaną wiarą i pogodną nadzieją oraz za naturalną miłością.
Tak, artysto, wiem, co mówię. Sztuka to nie wszystko. Trzeba żyć, a nie życie grać.
Wierzę, że tak będzie.

niedziela, 24 października 2010

Ignorance is bliss.



Ignorance is bliss
Fletcher

You know the score,
So make this change.
Drop dead inside my head,
And see the end.
You had your chance,
There's nothing left.

Ignorance is bliss,
You put your foot in it.
One step forward,
And one step back.
There is nothing new,
And nothing you can do.
Guess I'm going home,
Guess I'm going home.

It's been a week,
And I can see.
Emotion overload,
I need, some time.
So think things through,
What can I do?

Ignorance is bliss,
You put your foot in it.
One step forward,
And one step back.
There is nothing new,
And nothing you can do.
Guess I'm going home,

Throw up your hearts,
And then it'll start.
There's no one you can trust,
With all your loss <---- (not sure about this bit)
Become on of us.

Ignorance is bliss,
You put your foot in it.
One step forward,
And one step back.
There is nothing new,
And nothing you can do.
Guess I'm going home.

Ignorance,
Drop dead inside my head,
And see, the end.
Igno- Ignorance
Drop dead inside my head
And see, the end.

***

Rozum: Hej, Serce:) co ty dzisiaj tak cicho siedzisz? Nic nie mówisz... To co najmniej podejrzane;)
Serce:Myślę...
Rozum:Myślisz? Nie żartuj... Od myślenia jestem ja. Ty masz czuć. A w obecnej sytuacji chyba masz wystarczająco powodów do czucia...
Serce: Eetam. Właśnie, że ja zwykle odczuwałam za dużo. I to tylko przysparzało mi kłopotów. Dlatego choć raz postanowiłam być rozsądna i myśleć.
Rozum:Poczekaj, mylisz dwie różne sprawy. Odrobina rozsądku to jedno, a racjonalizowanie to drugie. Ty chciałabyś wszystko przewidzieć, przeanalizować i poukładać według Twojego punktu widzenia. Chciałabyś uczucie sprowadzić do wzoru matematycznego. Zaryzykowałaś, a teraz chciałabyś obliczyć współczynnik ryzyka. Tak się nie da. Gdyby podczas słuchania muzyki myśleć tylko o wartościach rytmicznych i interwałach, ciągle się zastanawiając, czy muzyk zagra dźwięk czysto, słuchanie przestałoby być przyjemnością i przeżyciem emocjonalnym, a sprowadziłoby się do suchej analizy. Zapomnij. Im mniej wiesz, tym jesteś szczęśliwsza.
Serce:Ale ja jestem naiwna, łatwowierna, można mnie wkręcić we wszystko i wprowadzić w błąd. Nie mogę tak po prostu zamknąć oczu i zaryzykować bez sprawdzania, co się wokół dzieje. Wpadnę na niespodziewaną przeszkodę i mocno się poobijam.
Rozum: Zapominasz, do kogo należy rola pesymisty? Nie wchodź w moje kompetencje;) Czy myślisz, że jeśli teraz przewidzisz niepowodzenie i będziesz się nim zamartwiać, później będzie mniej bolało? Nie da się przeżyć jutra dzisiaj. Nie da się odchorować grypy, która będzie za miesiąc. Unikanie sytuacji, w której istnieje potencjalna możliwość popełniania nadużyć lub błędu, nie jest wyjściem z podstawowego problemu. Jeśli nie zrobisz nic, niczego się nie nauczysz, niczego nie przeżyjesz. A potem będziesz tylko żałować, że nie spróbowałaś...
Serce:Eech... Gadać z tobą:P zawsze musisz mieć rację:P
Rozum:Oczywiście:P a teraz koniec tego zamartwiania się, przestajesz myśleć i cieszysz się ze swojego szczęścia:) jesteś specjalistką od wyszukiwania sobie problemów. Czas z tym zerwać:P
Serce: No dobra... Kończę, telefon mam;)
Rozum: :) to do jutra:)
Serce: No pa:)

piątek, 22 października 2010

Korale koloru koralowego.




Smak słów
Goya

Mów do mnie tak
Bo lubię słów Twoich smak...mów tak
I chociaż czas
Pewnie odmieni kiedyś nas...mów tak
Mów do mnie tak
Bo lubię słów Twoich smak...mów tak

Zakrywam twarz lecz to nie płacz
Przez jedno słowo zawstydzona tak jak owoc rumienię się
Przez jedno słowo zawstydzona tak jak owoc rumienię się

Mów do mnie tak
Bo lubię słów Twoich smak...mów tak
I chociaż czas
Pewnie odmieni kiedyś nas...mów tak
Mów do mnie tak
Bo lubię słów Twoich smak...mów tak

Nie sądzę by było mi dosyć ich
Bo w takiej chwili Twoje słowo tak jak owoc smakuje mi
Bo w takiej chwili Twoje słowo tak jak owoc smakuje mi

Mów do mnie tak
Bo lubię słów Twoich smak... mów tak
I chociaż czas
Pewnie odmieni kiedyś nas... mów tak
Mów do mnie tak
Bo lubię słów Twoich smak...mów tak

***
Dzisiaj spotkałam niezwykłego człowieka. Pamiętasz, mówiłam już, że lubię słuchać, kiedy ktoś mówi. Ale to było coś zupełnie innego. Kiedy on mówił, miałam takie wrażenie, niemal wzrokowe, że każde słowo, zanim je wypowie, wytacza w takim specjalnym narzędziu, które formuje je w paciorek, a kiedy je wypowiada, ono łączy się z wcześniejszym paciorkiem i tworzy się taki naszyjnik. Czuło się, że żadne słowo nie jest przypadkowe, że każde ma swój kolor, kształt, rozmiar. Byłam jak zaczarowana. Mógłby tak mówić godzinami o czymkolwiek, a ja bym tylko patrzyła na ten naszyjnik. Byłam pod takim wrażeniem, że aż musiałam ci to napisać, choć słowa kuleją, jeśli chodzi o opisywanie wrażeń.
Bo widzisz, mówienie dla przekazywania informacji to tylko jedna strona przekazu słownego. Inną stroną jest wyrażanie uczuć i emocji. I tutaj nie liczy się precyzja. Często wyrzuca się z siebie bezład słów, niepoukładanych w sensowne zdania lub teksty, nie nadążających za myślami. I wtedy bardziej niż barwa czy kształt liczy się melodia i zapach. Tak, emocje są jak zapach. Nie zawsze wiesz, co się na niego składa, jakie substancje go tworzą, ale wywołuje twoją reakcję. Emocje można nazwać, tak jak perfumy mają swoją nazwę, ale gdy je czujesz, nie zastanawiasz się nad ich elementami, czy to zachwyt z nutką zazdrości i szczyptą melancholii. Po prostu czujesz.
Ja nie lubię precyzji w słowach. Jestem humanistką, dla mnie krótkie zdania ze skondensowaną treścią to intelektualne samobójstwo. Kiedy muszę ściśle przekazywać informacje lub powiedzieć coś konkretnego, wtedy cierpię, ale to robię. Ale kiedy próbuję przekazywać myśli i uczucia, wtedy nie dbam o składniki, tylko o kompozycję zapachową i melodię. Melodia to też niby zapis dźwięków. Ale czy słuchając utworu zastanawiam się, czy w tym miejscu użył dominanty w III przewrocie lub akordu zmniejszonego? No, czasami tak, gdy próbuję to potem sama odtworzyć. Ale w danym momencie słuchania liczy się wrażenie, które wywołuje dźwięk: czy otwiera we mnie wewnętrzne przestrzenie potrzeby piękna, czy wyciska łzy z zachwytu i czy wywołuje dreszcz wzdłuż kręgosłupa.

Proszę cię, nie kolekcjonuj tylko informacji, gdy mówisz czy słuchasz. Masz przecież 5 różnych zmysłów.
Patrz: słowa mają kolor i kształt. Zobacz, czy ci się podobają.
Słuchaj: słowa szeleszczą, pluszczą, śpiewają i grają.
Smakuj: słowa można wypakować z papierka i skosztować.
Dotykaj: słowa głaszczą, przytulają. Szept łaskocze i ogrzewa.
Wdychaj: słowa pachną słońcem, niebem,ziołami, tobą, mną.

Późno już... Zaśnij, zaśnij. Czujesz...? Pachnie deszczem...

czwartek, 21 października 2010

Jestem kosmitą z planety Ziemia.



Tiny Alien
Katie Melua

Who are you my Tiny Alien?
Why do you love to hide?
Who are you my Tiny Alien?
What can you see inside?

I won't make a sound,
I won't shoot you down
with my science and relience
on everything that I thought I knew.

When you're not of this Earth,
you won't know what you're worth
you've just gotta take the preasure, together,
or you'll never survive in this world, Tiny Alien.

Who are you my Tiny Alien?
What are you hear to do?
Who are you my Tiny Alien?
How can I talk to you?

What's my DNA?
Can you make a change?
So I can gain you inside and take a fly
and never feel any pain.

When you're not of this Earth,
you won't know what you're worth.
You've just gotta take a preasure, together,
or you'll never survive in this world.

Just how far can you fall,
when you still feel so smal.l
Will you love me through the sorrows, tomorrows,
whatever the future will bring, Tiny Alien?

Who are you my Tiny Alien?
We are just skin and bones.
Who are you my Tiny Alien?
Why are we so alone?

When you're not of this Earth,
you won't know what you're worth.
You've just gotta take a preasure, together,
or you'll never survive in this world.

Just how far can you fall,
when you still feel so small.
Will you love me through the sorrows, tomorrows?
Whatever the future will bring, Tiny Alien?

Who are you my Tiny Alien?
Who are you my Tiny Alien?
Who are you my Tiny Alien?
Who are you my Tiny Alien?

***



Jestem kosmitą, wiesz?
Wiem, że nie widać. Upodobniłam się do ludzi. Mam takie same ręce, jak oni, tylko dłonie odrobinę mniejsze, stopy średniej wielkości, aby dało się kupić odpowiednie buty. Wyglądam jak nastoletnia dziewczyna, choć w rzeczywistości jestem trochę starsza. Taka mała sztuczka, korzystając ze sposobności;) Mówię też ludzkim głosem, tylko mam nieco inną budowę krtani. To utrudnia mówienie, szybko się męczę i dlatego staram się odzywać jak najmniej. Ale nie tylko z tego powodu. Zaraz wyjaśnię, dlaczego.
Mówienie jest dla mnie chyba najtrudniejszą czynnością do opanowania na Ziemi ( nie licząc prowadzenia samochodu;) ale to już chyba wyższe wtajemniczenie, którego rodzaj żeński dostępuje w wybranych przypadkach. Wcześniej byłam przekonana, że najtrudniejszy jest taniec. Ale ostatnimi czasy jakoś poradziłam sobie z rytmicznymi ruchami ciała do muzyki, może dlatego, że regularnie uprawiam gimnastykę przy muzyce. Okazało się, że może to być nowy sposób wyrażania uczuć i emocji. A to niezmiernie lubię :) ). Może nie tyle od strony technicznej, bo to, zdaje się, dość dobrze opanowałam, jeśli chodzi o wymowę, dykcję, intonację, składnię i stylistykę. Nauczyłam się także różnych ziemskich języków. Gorzej z wprowadzaniem tej całej teorii w praktykę…
Z reguły bywam ostrożna, kiedy mam się odezwać w nowym towarzystwie. Wolę najpierw posłuchać, o czym jest mowa i w grupie odnaleźć osobę, z którą znajdę wspólny język. Mam lekkie obawy, że będę źle zrozumiana i ktoś się domyśli, że nie jestem całkiem taka, jak inni. Nie bardzo potrafię prowadzić luźną, niezobowiązującą konwersację z kilkoma osobami naraz, chyba że je dobrze znam. Zazwyczaj nie nadążam za przebiegiem rozmowy, ponieważ mam w zwyczaju analizować wypowiedzi na bieżąco i dać sobie dłuższą chwilę na zastanowienie. Ludzie zazwyczaj przeskakują z tematu do tematu i trudno mi to potem uporządkować. Dlatego kiedy znajdę człowieka, który myśli i mówi w moim tempie, to chętnie nawiązuję z nim kontakt.
Obserwowanie ludzi w środkach transportu to jedno z moich ulubionych zajęć w przedmiocie komunikacji. Ludzie opowiadają niesamowite historie całkiem bez skrępowania, nieraz zupełnie obcym. Pobyt w szpitalu, pogmatwane perypetie kogoś z rodziny - wszystko może być tematem do rozmowy.
Słuchanie jest wciągające. Przybieram wtedy najbardziej obojętną minę, jaką potrafię wydobyć i chłonę każde słowo. Kiedyś przez dłuższy czas słuchałam śpiewającego dziecka. Nie potrafiłam utrzymać kamiennej twarzy; bezwiednie się uśmiechałam. Dzieci są jedyne w swoim rodzaju:)

Muszę uciekać. Nie zdążyłam chyba dokładnie wyjaśnić. Opowiem ci następnym razem, ok? Nie obawiaj się, zdążę. Mamy czas.

wtorek, 19 października 2010

Lajkoniku laj, laj, poprzez cały kraj!...


Fot. Artur Flinta

Ostatni weekend minął pod znakiem obwarzanka i smoka wawelskiego, znaczy w Krakowie ;) naturalnie z grupą musicalową All4Him, która odważnie i dzielnie zagrała i zaśpiewała w kaplicy na Lubelskiej oraz w Nowohuckim Centrum Kultury.

Przygotowania do gardzenia Zacheuszem:P


Finał: Żyje Pan!
Fot. Artur Flinta

Zdjęcie, które ma szansę wylądować na plakacie.


I na dowód, że byliśmy w Krakowie...




Cóż dodać więcej...
Więcej zdjęć w galerii Artura i galerii Tomka.

Następny występ w stolycy:P

PS: Ciągle nie mogę wyzdrowieć. W sumie mogłam nie latać w sobotę wieczorem po Krakowie tudzież w niedzielę rano, mogłam mniej śpiewać i w ogóle się oszczędzać, tylko co wtedy miałabym z tego zjazdu? :P
PS2: Znów mam status studenta:) zaczęłam studia w Podkowie na zaocznej teologii i z niecierpliwością czekam stycznia na ulgi 49% ;)
PS3: Podpisałam umowę w szkole językowej:) jestem zatem lektorem języka niemieckiego:) aa, i odebrałam dyplom magistra. Uni ade:P Świat należy do mnie:P
PS4: Jak widać, jakoś odpaliłam nieszczęsnego neta. Ciekawe, na jak długo:P

Jak mnie natchnie na coś bardziej artystycznego i kreatywnego, nie omieszkam załączyć.
Tymczasem żegnam wylewnie.