Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z sierpień, 2015

Warszawa Singera

Mieszkam tutaj już 5 lat, a jeszcze ani razu nie byłam na Festiwalu Kultury Żydowskiej Warszawa Singera. W tym roku odbył się po raz dwunasty. Trwa cały tydzień, a wydarzenia odbywają się w różnych punktach miasta, związanych z judaizmem. Niedziela była zwieńczeniem festiwalu i tego dnia działo się naprawdę dużo. Ponieważ to także ostatni weekend sierpnia, czyli pożegnanie lata, imprezy spiętrzyły się w Warszawie do potęgi ;) Rano pobiegła masa ludzi w Półmaratonie Praskim, potem ulicą przeszedł pochód związany z wielokulturowym street party.

Były orkiestry, flagi, stroje narodowe, a nawet chiński smok ;)



Naszym celem (moim i Oli) był jednak festiwal, więc podążyłyśmy na ulicę Próżną, przylegającą do Placu Grzybowskiego, żeby zanurzyć się w klimacie jarmarku.



Co kryje taka stara, niezachęcająca kamienica? Całkiem sporo...

Pamiątki, rękodzieło, podkowy na szczęście, ręcznie robione zabawki i malutką knajpkę. 

Stare, ale piękne ściany, kiedy się je przystroi.


Krążąc po placu Grzybowskim spotk…

Você fala português?

Jestem filologiem, czyli z definicji miłośnikiem języków. Różnie z tą miłością bywa, ale pomimo wszystko wciąż lubię języki obce. Mentalnie wciąż jestem studentem, więc musiałam wymyślić sobie jakiś kolejny język obcy do nauczenia. Próbowałam uczyć się francuskiego (tutaj), ale zapał pochłonęła praca i aktualnie trwające studia teologiczne. Studia zakończyłam dwa lata temu i odczuwam ponownie potrzebę czerpania z krynicy wiedzy. Może powrócić do francuskiego? Ee, zgubiłam gdzieś mój fajny programik i swoje notatki. Poza tym straszne jest to czytanie. Muszę znaleźć coś prostszego, ale ładnego w brzmieniu.
Jakiś czas temu rozmawiając z Diego*, znajomym pathfindersem z Brazylii i kolekcjonerem naszywek, zerknęłam na stronę jego uczelni. Tekst był napisany oczywiście po portugalsku, ale przeczytałam go i ze zdumieniem stwierdziłam: rozumiem! Dużo wyrazów było internacjonalnych, s może nie każde słowo było dla mnie zrozumiałe, ale sens był jasny. Zaświeciła mi się w głowie lampka: a może po…

L.A. Confidential. Opowieść o mężczyznach

"Tajemnice Los Angeles" to mocna historia z lat 50., pokazująca blaski i cienie policji. Bohaterowie są prawdziwi, nie czarno-biali. Warto zwrócić uwagę na motywację, która ich popchnęła do pracy w policji. 



Kevin Spacey (Jack Vincennes) Gwiazda ekranu. Nie pakuje się na siłę w bijatyki, woli dorabiać się innymi sposobami. Wie, jak się zakręcić wokół odpowiednich ludzi, żeby dobrze sprzedać informacje. Zapytany, dlaczego zdecydował się pracować w policji, mówi: "Nie wiem". Moment na zdjęciu, w którym wypowiada hasło: "Rollo Tomassi", jest zaszyfrowaną wiadomością dla Exleya, aby zdemaskował prawdziwego mordercę i ostatnim, w którym zyskuje prawdziwość.  

Russel Crowe (Bud White) W filmie gra nieokrzesanego twardziela, wykorzystywanego do "zmiękczania podejrzanych". Jest pogromcą damskich bokserów, ale pod skorupą kryje się wrażliwy człowiek z oddanym sercem. Jak to określił ktoś na Filmwebie: "Russel nie grał. On był sobą." Mój ulubiony …

Let down your guard.

Let down your guard
JJ Heller

I can see it in your face
More somewhere below the surface So you hide yourself away A masterpiece behind the curtain Let down your guard I will never hurt you Let down your guard No matter what you've been through I will always love you Let down your guard Even though you've been afraid I believe you can be bolder I can teach you to be brave When you climb upon my shoulders Let down your guard I will never hurt you Let down your guard No matter what you've been through I will always love you Let down your guard You don't have to hide, you can be alive So, let down your guard I will never hurt you Let down your guard No matter what you've been through I will always love you Let down your guard I will never hurt you Let down your guard No matter what you've been through I will always love you Let down your guard You can be alive

Jestem Kiksterem i jeżdzę rowerem!

Wspominam co i rusz o rowerze, a przecież nie powiedziałam, co się właściwie z nim stało. Rower jest, cały czas ten sam. Ponieważ cały czas stoi na dworze, a w ciągu dnia pod gołym niebem na stojaku przy kolejce, trochę mu się pordzewiało. Nie przejmowałam się tym zbytnio, dopóki nie spędziłam kilku dłuższych chwil z tylnym kołem. Jakieś dwa tygodnie temu złapał gumę, a ponieważ było upalnie, nie miałam spokojnej chwili, żeby mu zmienić dętkę, pożyczałam rower Magdy, żeby jeździć do pracy. Któregoś dnia po powrocie z pracy zauważyłam, że rower ma stłuczone tylne światło i scentrowane koło. Ktoś wjechał w nie, jak stał na stojaku. Miałam więc uziemione dwa rowery. Następnego dnia jechałam do Wojkówki, więc nie miałam jak żadnego naprawić i zajęłam się moim biedakiem po powrocie. Mój sąsiad Piotr, mąż Magdy, jest fanem rowerów i zazwyczaj to on zmieniał mi dętkę, ale ostatnio wraca późno i jest tak zmęczony pracą i dziećmi, że nie chciałam mu zawracać głowy i zabrałam się sama za koło.…

Szlakiem nadwiślańskich mostów i burgerów

Niedziela wolna od zajęć, więc trzeba ją czymś zająć. Umówiłyśmy się z dziewczynami na wyprawę rowerową po mieście. Estera znalazła trasę na MojRower.pl z Grochowa do Tarchomina. Trasa wiodła wzdłuż Wisły pod większością warszawskich mostów. Prawy brzeg Wisły jest naprawdę dziki :) drzewa, chaszcze rosną tam swobodnie, nie regulowane przez nikogo. Można jeździć na rowerze po górkach i dołkach :)  Kiedy dojechałyśmy do naszego celu, przejechałyśmy na drugą stronę po moście Marii Skłodowskiej-Curie i stamtąd pojechałyśmy w stronę centrum. Zobaczyłyśmy Lasek Bielański, obszary AWF, gdzie studiowała Ola, przedostałyśmy się do nowo wybudowanych Bulwarów wiślańskich i wtedy przebiła mi się dętka :( dopiero co ją zakładałam kilka dni temu. Ciągnąc flaka dotarłyśmy do metra i pojechałyśmy metrem do Marszałkowskiej, żeby coś zjeść. Wyszło pewnie ponad 35 km. To się czuje ;)

Już od jakiegoś czasu chciałam znaleźć w Warszawie miejsce, gdzie można zjeść dobre burgery wegetariańskie. Poprzedniego…

Stepy józefowskie nad Wisłą

Sobotnie popołudnia z młodzieżą Foksal spędzamy w lecie na świeżym powietrzu. Tym razem pojechaliśmy za miasto do Józefowa, nad Wisłę. Niby ta sama rzeka, ale jakaś bardziej okazała. Krajobrazy niczym na stepach :) 


Razem z naszą grupą studiowaliśmy kolejny fragment księgi Objawienia. Piknik, nawet skromny, to też element naszych spotkań. Julia jak zwykle niezawodna :)


 W oddali widać dziwny kształt... Czyżby to Nessie? ;)

Chmury tylko postraszyły, deszczu nie było. A szkoda, bo jest susza...


Żywiec Zdrój z korkiem i nasze reakcje

To nie będzie post o piciu wody w upały, choć zawiera lokowanie produktu. Picie wody jest ważne, ale tym razem to ma być tylko pretekst do czegoś ważniejszego. Ludzie dzielą się na normalnych, takich zwyczajnych i zasadniczych. Ja należę do tych drugich. Zasady, idee, zadania są dla mnie nieraz ważniejsze niż ludzie. Ponieważ od kilku lat mieszkam sama, wypracowałam szereg schematów, według których żyję, a naruszenie ich powoduje wytrącenie z równowagi. Trzymam wszystko w ustalonych miejscach i porządku. Kupuję określone produkty, nie kupuję innych według zasad, które stale udoskonalam. Nie kupuję masła, majonezu, gazowanych napojów, sera żółtego (okresowo), niegazowanej wody mineralnej i innych. Staram się kupować skórzane obuwie, książki, które mają wartość i masło orzechowe z Primaviki. Noszę plecak zamiast torebki, żeby nie obciążać kręgosłupa. Słucham muzyki głównie online i mam płatny pakiet Spotify Premium. Lista mogłaby być długa, ale do rzeczy. O co chodzi z tym Żywcem? Otóż…

Wisłok i Wisłoczek

Wychowałam się na południowym wschodzie Polski i z dumą mogę powiedzieć, że to jeden z piękniejszych regionów kraju, głównie dlatego, że jest dosyć dziki. Lubię tu wracać i odkrywać miejsca, w których jeszcze nie byłam. Tym razem była to Rudawka Rymanowska koło Rymanowa, nieopodal Krosna, a właściwie obszary rzeczne. Na Podkarpaciu płyną dwie główne rzeki: Wisłok i San. Wisłok wpada do Sanu, a San do Wisły. San ma swoje źródła na Ukrainie, a Wisłok raczej w Polsce, ale tuż przy granicy ze Słowacją. Przez 14 lat mieszkałam w Zaborowie, wiosce położonej w dolinie Wisłoka w środkowym jego odcinku, obecnie rodzice mieszkają też nad Wisłokiem, w Wojkówce koło Krosna, czyli trochę wyżej, a tym razem zobaczyłam górski odcinek, ze skalistymi wąwozami, dopływami, na których są całkiem niezłe wodospady (rzeka Wisłoczek). Po sobotnim nabożeństwie pojechaliśmy tam na piknik, żeby się schłodzić, bo ciągle mamy niemiłosierny upał. Poszliśmy sobie na spacer korytem rzeki, strasznie ciekawi, co kryje…

Letnie przeboje z Moczydła

Afrykańskie upały zapanowały nad Polską. Kolejna niedziela spędzona nad wodą, znowu na Moczydle. Eska jednak nie zmienia repertuaru i przeboje sprzed tygodnia znowu zabrzmiały w ciągu dnia, niektóre nawet po kilka razy ;)


Takie śmieszne, dyskotekowe, o niczym, ale jak tylko zaczyna grać, to się wkręca. Obowiązkowo 4 razy w ciągu dnia, w tym na aqua zumbie.



Dobre, bo polskie. A i mądre.



Takie dziwne dźwięki, jakby na rurach grał. No i teledysk intrygujący.



Zwycięzca tegorocznej Eurowizji. Bardzo, bardzo dobre.

Schładzając się wypróbowuję wszystko: moczenie się w basenie, grejpfrut z lodówki, nogi w misce z wodą, wiatrak od Dominiki (chciałam kupić swój, ale znikają momentalnie w sklepach, jak tylko je wystawią), lemoniada pokrzywowa na Targach Śniadaniowych...

Dzisiaj po opalaniu musiałam użyć Panthenolu. Jestem spieczona jak rak ;(

#postanowiłam zostać na After Camp

Camp bis to nowe wydarzenie w letnim kalendarzu. Odbył się jako przedłużenie krótszego w tym roku campu właściwego i był dedykowany głównie dla młodzieży, jednak grupa, która pozostała, była raczej przekrojowa. 
Program campu bis był luźniejszy, ale główna forma została zachowana: pobudka nieco później, poranne nabożeństwo i wykład o 10.00 w dużym namiocie. Zaraz po wykładzie był blok warsztatowy, a potem przerwa na rekreację aż do wykładu wieczornego o 19.00. Taki układ sprawiał, że można było odpocząć i zaplanować różne wyjazdy w ciekawe miejsca, nie tracąc nic z programu. Wykładowcą na Camp Bis był pastor Andrew Davis, który miał świetny kontakt z młodzieżą. Jego kazania były pełne ciekawych, a niekiedy dramatycznych historii z jego życia. W każdym wykładzie nawoływał do decyzji w różnych dziedzinach życia. Zachęcał do modlitw o rzeczy wielkie, powołując się na moc i potęgę Bożą. Wiele z jego myśli było potem cytowanych w zwykłych rozmowach, co świadczy, że jego przekaz był skuteczny…

Papierowe miasta

"Zawsze w drodze, zawsze na szlaku".  [Whitman]
Ostatnio w kinie ciężko trafić na coś skłaniającego do głębszych przemyśleń, bo komu też chciałoby się myśleć w taki upał? Ale Ola zaproponowała "Papierowe miasta" i obejrzałyśmy. Jest to kolejna ekranizacja książek Johna Greena, autora "Gwiazd naszych wina", powieści dla nastolatków. Ponieważ nie jestem nastolatką, więc nie jestem na bieżąco w filmach dla nastolatków, z lekką obawą przyjęłam propozycję, ale nie rozczarowałam się. Film miał dobre, nieprzewidywalne zakończenie. Nie był typowym romansidłem ani wyciskaczem łez. Był nieco metafizyczny, zabawny i poruszający zarazem. Polecam. A w dalszej kolejności książkę, żeby przedłużyć wrażenia i dopełnić obrazu. W filmie oczywiście nieco pożonglowano wątkami z książki i zredukowano do minimum całą masę cytatów, co oczywiście jest naturalne dla filmu, który się ogląda, a nie czyta. Zachęcam zatem do książki, żeby nie wyciągać z filmu oczywistych wniosków i rozw…

Fismoll

Odkrycie Daniela zwanego Maykim z ubiegłego roku, a od wczoraj i moje. Płytę "At glade" dostałam od Daniela w podziękowaniu za tworzenie relacji campowych. Bardzo fajny prezent muzyczny. To lubię :) Fismoll jest młodym polskim muzykiem, który tworzy dopracowaną, klimatyczną formę muzyczną na wysokim poziomie. Przyjemnie się go słucha, a powyższy teledysk też tworzy ciepły klimat. Polecam :)

Macbook nie umarł, Macbook żyje!

Stary dobry Macbook żyje :) przejechał na camp i z powrotem. Tygrys wykręcił z niego dysk, przebadał go i okazało się, że dane są nieuszkodzone. Nie mógł jednak odkryć przyczyny, dlaczego się wyłączał i nie miał urządzenia do podłączenia go do komputera. Po powrocie do domu zagadnęłam Piotra i ten następnego dnia przyniósł takie oto pudełko z różnymi kablami, którymi podpiął dysk do mojego nowego komputera i przerzuciłam sobie z niego wszystkie dokumenty. Dzisiaj przyjechał do nas Maciek z Olsztyna. Podpiął dysk, przeczyścił kości RAM, uruchomił kompa i okazało się, że znowu działa. Potrzebuje jednak formatu, żeby odzyskać trzecią młodość i służyć Roni. Trzeba więc zrobić bootowalnego pendrive z systemem, sformatować dysk, zainstalować system, potem go aktualizować do Mavericsa... Te dziwne hasła pewnie niewiele wam mówią, ale ja z radością uczę się tych kolejnych umiejętności :)

Mówili: nie ma Warszawy, a tu jest Warszawa.

1 sierpnia to w stolicy podniosły dzień. O 17 wyje syrena i mieszkańcy wspominają bohaterów powstania. My sobotę spędziliśmy na Górce Szczęśliwickiej, podziwiając panoramę miasta. Żyjąc w naszych w miarę spokojnych czasach aż trudno uwierzyć, że kiedyś to miasto było w ruinie.


Osobiście ubolewam nad śmiercią tysięcy ludzi podczas tego zrywu. Szkoda było życia tylu istnień i zniszczeń tylu budynków. Nie znam się na polityce, nie rozumiem powodu, dla którego ludzie zdecydowali się na taki desperacki czyn. Wojna to dziwny, nielogiczny wynalazek ludzkości i najlepiej byłoby, gdyby nigdy się nie powtórzyło takie wydarzenie, jak to.


Pozostawiam z przebojem z dawnych lat. Taka sentymentalna nuta niech dzisiejszego dnia przygrywa.