piątek, 28 maja 2010

Ludzie mówią...



Nie uwierzycie: wyszło słońce :D i to nie takie nieśmiałe, ale dumne, patrzące hardym wzrokiem na pozalewane pola, rozpościerające się w całej okazałości, jakby chciało powiedzieć: "patrzcie, to ja tu rządzę. To mój czas. Nie myślcie, że się gdzieś zawieruszyłem." Lubię takie słońce - konkretne i zdecydowane, takie, które wie, czego chce.

***
Ostatnio doświadczyłam, że wszystko, co o sobie wiem, dowiedziałam się od innych. I pewnie wielu rzeczy bym od razu nie zauważyła i nie odkryła, gdyby ktoś mi o tym nie powiedział, jak np. to, że z wyglądu jestem podobna do mamy, a z charakteru do taty. Potem ktoś mi mówił, że jestem zdolna i inteligentna, mam chęć i zapał do nauki i też to zaakceptowałam. Kiedyś swego czasu ludzie różnie komentowali moją figurę: a to, że za gruba, a potem, że za chuda. I właściwie też sama nie wiem, wiem tylko, że kiedyś kupowałam większe rozmiary, a teraz wchodzę w XS. Ale jakie to właściwie ma znaczenie?

Ludzie mówią dobrze, ludzie mówią źle. Ludzie mówią z różnych powodów. Jedni mówią, bo cię kochają, bo w ciebie wierzą i widzą w tobie kogoś dobrego, w kogo warto inwestować. Więc cię chwalą, wspierają i zachęcają. Inni mówią, bo widzą w tobie coś, co kłuje ich w oczy, a nie potrafią być cicho, kiedy coś im się nie podoba. Inni mówią, bo są zazdrośni o różne rzeczy. Jeszcze inni mówią za plecami, bo nie mają odwagi powiedzieć tego wprost, ale po prostu chcą cię oczernić.
Ludzie mówią, bo wydanie sądu czyni ich kompetentnymi. Potrafili coś zauważyć, a więc są spostrzegawczy, nie są obojętni wobec rzeczywistości, potrafią wyrazić własne zdanie. To czyni ich w ich oczach kimś osadzonym w miejscu. Człowieka bez własnego zdania można przesuwać i ustawiać tak, jak się chce. Nie z nimi takie numery. Oni mają swój osąd, swoje opinie, swoje idee, swoje zasady, swoje racje. Takie swoje kotwice, które trzymają ich w gruncie. Czasem nie zwracają uwagi, że osadzili kotwice w mule i grzęzną. Przecież głupio się przyznać, że się pomylili.
Trzeba wiedzieć, kogo warto słuchać, bo można się dowiedzieć czegoś ważnego. Ale czasem trzeba zatkać uszy tak, żeby nie widzieli i nadal robić swoje. Bo przecież nie można chwytać wszystkich wiatrów w żagle, ale tylko te, które nadają właściwy kierunek.

Nie oceniaj mnie, ani dobrze, ani źle,
po prostu bądź,
po prostu bądź
i patrz.

czwartek, 27 maja 2010

The Pursuit.



I'm all over it
Jamie Cullum


Hello Innocence
Though it seems like we've been friends for years
I'm finishing
How I wish I had never begun
Though it should be the last one
And it's dragging me down to my knees
Where I'm begging you please

Let me go
Don't you know

I'm all over it now
And I can't say how glad I am about that
I'm all over it now
Cause I worked and I cursed and I tried
And I said I could change and I lied
Well there's something still moves me inside

She's a melody
That I've tried to forget but I can't
It still follows me
When I wake in the dead of the night
And I know that I can't find
That song going round in my head
Like the last things you said

Please don't go
You think I know

I'm all over it now
And I can't say how glad I am about that
I'm all over it now
Cause I worked and I cursed and I cried
And I said I could change but I lied
Well there's something still moves me inside

No I won't come back
No I won't come back
No I won't come back
No I won't come back

One dark morning
She left without a warning
And took the red-eye back to London town

I'm all over it now
I'm all over it now
I'm all over it now
I'm all over it now

I'm all over it now
And I can't say how glad I am about that
I'm all over it now
Cause I worked and I cursed and I cried
And I said I would change but I lied
Yeah there's something still moves me inside

***
Znowu wyczaiłam kolejną genialną piosenkę tego uroczego młodzieńca. Link w tytule, nie pozwoliło mi wstawić filmiku. Pochodzi z najnowszego albumu "The Pursuit" (2009).

Poniżej recenzja z chillizet.pl i audio.com.pl.

Kto miał najlepiej sprzedający się jazzowy album w historii rynku brytyjskiego? A który jazzowy artysta sprzedał tam największą liczbę płyt? Odpowiedź jest jedna - pianista, wokalista Jamie Cullum.

Bywalcy Warsaw Summer Jazz Days powinni pamiętać jego koncert na Torwarze, kiedy śpiewał stojąc na fortepianie, a wskoczył na niego rozpędzając się z połowy hali. Niewątpliwie jest jednym z najoryginalniejszych wokalistów młodego pokolenia. W jazzowe standardy wskoczył jak we własne buty, dodając im rockowej ekspresji, ale sam też pisze dobre piosenki. Potwierdza to jego piąty studyjny album "The Pursuit", choć otwiera go temat "Just One of Those Things" Cole Portera. O zawartości płyty najlepiej mówi okładka z wybuchającym fortepianem. Posłuchajcie "You And Me Are Gone" z elektryzującą solówką pianisty - aż nogi rwą się do podskoków. Po chwili potrafi być liryczny w "Love…" i dynamiczny w świetnie zaaranżowanym "Don`t Stop the Music". W "Mixtape" wspiera go narzeczona, modelka Sophie Dahl. Świetny, zróżnicowany i przebojowy album. Pierwszy album solowy od czterech lat, będący wyrazem eklektycznych gustów muzycznych Jamiego oraz trwałej miłości do jazzu i ponadczasowych standardów.

Wszystkie kompozycje zamieszczone na 'The Pursuit' narodziły się w Terrified Studios oraz w... kuchni Jamie`go. Podczas pracy z producentem Gregiem Wells okazało się, że kuchnia oferuje znakomite warunki do nagrania. Po dziecięciu latach od jego pierwszego własnego albumu 'Heard It All Before', Jamie nadal odnajduje nowe brzmienia i nowe pomysły.

Pomimo ogromnego wokalnego talentu, jaki posiada i jaki umożliwił mu współpracę z takimi postaciami jak Carole King, Burt Baccarach, Clint Eastwood, Killa Kella czy Pharrell, Jamie nadal jest bardziej zainteresowany pisaniem muzyki niż byciem oklaskiwanym na scenie.
'The Pursuit' jest plyta z jakiej artysta może być dumny. Inteligentny pop dla wymagających w najlepszym wykonaniu.


Dawno temu zakochałam się w piosence "I'm a twenty something" i dopóki będę w tym przedziale wiekowym, to będzie moje motto ;] zwłaszcza, że już niedługo podobnie jak bohater piosenki będę po studiach filologicznych i będę się zastanawiać, co zrobić z życiem ;P
Jeszcze mi zalega album Hanka Jonesa. Już znalazł się na odtwarzaczu, niebawem odsłucham w któryś miły, spokojny wieczór. Moje komputerowe głośniki są nieco za słabe i nie wychwytują drobnych niuansów.

I miałam się uczyć do egzaminu dyplomowego. I czuję niechęć do zagłębiania się w językoznawcze zagadnienia :P jazz zwyciężył.
Kończę, przydługo się zrobiło.
Byle do czerwca ;)

wtorek, 25 maja 2010

W (prawie) sentymentalnym nastroju.



Wczoraj wieczorem trafiłam na Dwójce na audycję o jazzie. Wspomniana była postać Hanka Jonesa, legendarnego pianisty jazzowego, który zmarł całkiem niedawno, bo 16 maja tego roku. Wysłuchałam dwóch utworów z płyty "Steal away", nagranej wspólnie z Charlie'm Haden, która zawiera utwory gospel, negro spiritual w oryginalnych jazzowych aranżacjach i zaintrygowało mnie to, aby poszukać dalej.
Powyżej utwór "In a sentimental mood" - zdecydowałam się go wstawić, bo w tym roku grałam go w wersji dość podstawowej na fortepianie dodatkowym ;)

Dzisiejszy dzień to prawdziwa skarbnica mądrości.
"Trzeba być dobrej myśli" - uniwersalna odpowiedź promotora na wszystkie życiowe dylematy ;)
A gdyby tak zamiast walczyć na belki w oku, wybudować z nich most...? - moje, w kontekście rozważania nad ludzką skłonnością do poprawiania innych, zwłaszcza wtedy, gdy sami mamy z czymś problem i chcemy zachęcić innych, by także się z nim uporali;
Mowa jest źródłem nieporozumień - Antoine de Saint Exupery, niezwykle trafne, niemal w każdej sytuacji, kiedy próbujesz coś wytłumaczyć i wszystko jeszcze bardziej zapętlasz :P uch, I hate it :P
Die Gedanken sind frei - z jakiejś opozycyjnej piosenki niemieckiej. Bo tylko myśli są wolne. I całe szczęście...

I jeszcze coś z serwisu informacyjnego: termin obrony przesunięty na 23 czerwca. Co oznacza, że po premierze będę mogła się spokojnie wyspać, a nie lecieć na uczelnię z językiem na brodzie ;) i w zasadzie pozostały mi tylko poprawki (czekam cierpliwie na materiały od promotora). A potem wakacje...
Kika, nie myśl. Będzie łatwiej...

niedziela, 23 maja 2010

On the radio.



Bez udziału gwiazd
Agnieszka Chrzanowska

Cała nasza moc nie pochodzi od Słońca
nawet złoty glob też nie świeci bez końca
w ciemną noc nie ma go
Cały świata czar nie przybywa z Księżyca
nawet w świetle dnia także sobą zachwyca
z wielu stron nieba skłon

Ty na pewno też nie pochodzisz od Marsa
a domysły te to komedia i farsa
przyznaj że śmiać się chce
Mnie na pewno też nie zesłali tu z Wenus
na planecie tej nie ma wody i tlenu
Nie dziw się wcale że

Próbujemy żyć bez udziału gwiazd
właśnie tak jakby świat kończył się za sto lat
jakby krąg naszych dni nie obracał się dookoła jednej z nich
jakby sens naszych klęsk miał pozostać tajemnicą aż po kres
Oswajamy grozę świata cały czas
oswajamy grozę świata....

Gwiazd odmienia los jakaś siła nieznana
która szkodzi im a przyjazna jest dla nas
przypatrz się czy to źle
Przecież każda z nich zawsze chora i blada
świeci parę lat potem gaśnie i spada
ciągnąc w dół nieba pół
Chociaż jeszcze dziś wyglądają na zdrowe
wiosną zginą znów gwiazdozbiory zimowe
stopią się niby śnieg
I musimy dać sobie radę już sami
odkąd żadna z nich nie zajmuje się nami
ja to wiem...
z każdym dniem
próbujemy żyć bez udziału gwiazd

Właśnie tak jakby świat kończył się za sto lat
jakby krąg naszych dni nie obracał się dookoła jednej z nich
jakby sens naszych klęsk miał pozostać tajemnicą aż po kres.
oswajamy grozę świata cały czas
oswajamy grozę świata...x2

***

Dzisiaj doceniłam rolę radia. Wracając pociągiem z próby w Pszczynie, włączyłam sobie radio w telefonie zamiast osłuchanych, standardowych mp3. Posłuchałam sobie trochę klasyki na Dwójce i w Radio Rzeszów, programu "Pienia i jęki" kabaretu "Hrabi" na Trójce i koncertu Agnieszki Chrzanowskiej w Radio Kraków. Klasyka jest dobra na wszystko, to wiadomo, kabaret "Hrabi" też mnie miło zaskoczył, zwłaszcza głos Joanny Kołaczkowskiej, ale wysłuchałam z wytężoną uwagą koncertu Chrzanowskiej. Nie znałam jej wcześniej, zaintrygowały mnie teksty i jej głos, modulowany w mistrzowski sposób. Zmieniła ona moje stereotypowe myślenie o poezji śpiewanej ze smętną gitarą. Powyżej jedna z piosenek z tamtego koncertu.
O próbie na razie nie mam siły cokolwiek pisać, jeszcze nie odespałam ;) nie mam nawet żadnych zdjęć, Tomkowi zepsuł się obiektyw w aparacie i nie było jak uwiecznić wielu momentów. Mieliśmy próby z nagłośnieniem, światłami i nawet prapremierę dla rodziców, którzy z kartkami i długopisami notowali skrupulatnie wszystkie błędy ;) teraz pozostało 20 dni do premiery... I 22 do obrony magisterki :P
Będzie dobrze :)

piątek, 14 maja 2010

The wrong way.



Wyobraź sobie, że postanowiłeś wyruszyć w drogę i dojechać do słusznego celu. Wsiadłeś do swojego pięknego samochodu, zapiąłeś pasy i rozpocząłeś jazdę. W czasie drogi rozglądałeś się uważnie dookoła, patrzyłeś na znaki, kierując się nimi tak, żeby dojechać. W pewnym momencie skręciłeś w jakąś boczną drogę, ponieważ uznałeś, że to może być dobry skrót. Jechałeś długo, ale ulica nie miała końca, stawała się coraz węższa i węższa, coraz bardziej widziałeś, że po obu stronach tworzy się jakiś dziwny mur. Ale postanowiłeś jechać dalej, nie zawracać. I nagle... droga się skończyła. Przed tobą stał tylko wielki mur i nic więcej. Co gorsza, uliczka stała się tak wąska, że samochodem nie było możliwości zawrócić. Co robisz?

Siedzisz jakiś czas, zastanawiając się nad swoją obecną sytuacją. Myślisz: "Przecież nie mogło być żadnej pomyłki. Znaki wskazywały właściwą drogę. Na pewno jadę dobrze. Ten mur tutaj to jakieś nieporozumienie. Nie powinien istnieć. Muszę poczekać, aż zniknie." Czekasz i czekasz, ale mur nadal jest, tam gdzie był.

Wychodzisz z samochodu i oglądasz mur dokładnie. Myślisz: "Hmm, jednak ten mur faktycznie tutaj jest. Ale wcale nie jest taki potężny. Wystarczy włożyć w niego trochę pracy, trochę go rozkuć i sam się rozpadnie." Po czym uderzasz w niego czym popadnie. Trwa to dość długo. Ale poza tym, że jesteś cały poobijany i potwornie zmęczony, mur się nie rozpada.

Mija kilka miesięcy. Nadal tkwisz przy murze. Odbierasz kolejne telefony:
"Synku, gdzie ty utknąłeś? Dlaczego nie wracasz? Nie ma sensu tkwić przed tym murem. Rękami go nie rozwalisz, tym bardziej zderzakiem samochodu. Zostaw to i wracaj do domu. Tęsknimy za tobą."
"Stary, zwariowałeś? Przecież od początku to nie miało przyszłości. Na początku tej ulicy stał znak "Zakaz wjazdu", nie widziałeś? Jak mogłeś się tak głupio wpakować?"
"Zrobiłeś się strasznie obcy i nieprzyjemny, odkąd tam utkwiłeś. Myślisz ciągle o tym murze. Nie chcesz nikogo słuchać. Nie umiem już z tobą rozmawiać jak dawniej. Jeśli coś z tym nie zrobisz, to chyba będzie koniec z nami."

Wysłuchujesz tego wszystkiego, ale właściwie to jesteś wściekły. Nikt nie będzie ci mówił, co masz robić. A jak nie chcą z tobą gadać, to nie. Nie potrzebujesz ich.

Mijają już lata. Ludzie śmieją się z ciebie, kiedy nie widzisz, znajomi i bliscy są zmartwieni i smutni, ale nie masz ochoty ich słuchać. "Potrafią tylko narzekać i użalać się. Niechby sami spróbowali kuć ten mur. Przecież musi być jakiś sposób. Może trzeba spróbować nad nim przelecieć. Muszę się mocno skoncentrować i w to uwierzyć. Nie ma rzeczy niemożliwych." Niestety pomimo twoich usiłowań nie możesz wzbić się w powietrze.

I tak wszystko toczy się w tym samym trybie i nic się nie zmienia.

A teraz pomyśl: czy to jest prawdziwe życie?
Czy osiągnąłeś choćby w maleńkim stopniu swój zamierzony cel, poza tym, że się porządnie poobijałeś?
Czy to wzmocniło cię moralnie czy duchowo, czy też stałeś się zgorzkniały, zniechęcony i zgryźliwy?
Czy zyskałeś coś lepszego i szlachetniejszego, czy raczej straciłeś to, co miałeś do tej pory?
Czy zamierzasz tkwić całe życie w ślepej uliczce, tylko dlatego, że boisz się przyznać, że mogłeś się pomylić i że nie jesteś pewny, czy zawrócić i spróbować czegoś nowego?
Wiem, o czym mówię. Ja też tkwiłam kiedyś w ślepej uliczce, waląc głową w mur, i to całkiem niedawno. Ale w końcu oprzytomniałam i zostawiłam to bezsensowne zajęcie. Nie ma sensu ranić siebie i innych naokoło. To nie jest życie, to wegetacja.

Proszę cię, zawróć. Jeśli trzeba, porzuć samochód. Porzuć to wszystko, co masz, swoje poglądy, przekonania, ideały i upór. Te rzeczy nie są wcale ważne ani dobre, jeśli trzymają cię w miejscu i nie pozwalają ruszyć dalej. Wyjedź na prostą, zobacz, że życie wcale nie wygląda tak paskudnie, nie składa się z wąskiej ulicy i muru. Możesz mieć o wiele więcej.
Możesz być wolny.
Czy tego chcesz?

środa, 5 maja 2010

"I can do all things through Christ which strengtheneth me." Phil. 4,13 - > All4Him :D




Próba długoweekondowomajowa zakończona powodzeniem :D dzięki Bogu, który czuwał nad wszystkim, kiedy sprawy zdawały się sprzysięgać przeciwko nam... I dzięki wam wszystkim za to, że byliście, zakatarzeni, zachrypnięci, z gorączką, ze skręconym barkiem, ale wszyscy razem, bo z wami to wszystko ma sens :D

A tak w skrócie...

Było dużo śpiewu...


tańca...


ale i odpoczynku ;)


także tego aktywnego :)


...i niekonwencjalnego ;)


Objawiły się nowe talenty, m.in. do beatbox i baletu ;)


Odkryliśmy także naszą nową wizażystkę, Agę :)


I choć trudno w to uwierzyć... Następna próba już za niecałe 3 tygodnie ;) a premiera za niecałe sześć... :)
(I za tyleż samo obrona magisterki :P która się pisze :P)

Bądźmy dzielni wszyscy i patrzmy z nadzieją w górę, bo wiele dobrego jeszcze przed nami :D