wtorek, 28 kwietnia 2015

Praga w 2 dni.

Przed nami długi weekend majowy. Znajomi zaproponowali, że jedziemy do Pragi, bo jest tam jakieś wydarzenie w rosyjskojęzycznym zborze, a przy okazji pozwiedzamy sobie miasto :) słyszałam już wiele o atrakcjach Pragi i już śledzę różne przewodniki, żeby wybrać najciekawsze miejsca do odwiedzenia. 
Pomocny artykuł znalazłam na stronie gdziewyjechac.pl i  jest tam ręcznie rysowana mapka połączeń metra oraz zlokalizowanych przy nim atrakcji turystycznych. 



Nie wiem jeszcze, co będzie interesowało moich znajomych, ale jest kilka miejsc, które chciałabym zobaczyć: Złota Uliczka, Hradczany, dzielnica żydowska Josefov, most Karola i Trakt Królewski. Ciekawe, co mnie zaskoczy :)
A do posłuchania piosenka o Pradze z albumu "0" Damiena Rice. Nie mogę skojarzyć innych piosenek, gdzie występuje Praga, więc musi być ta. 


Update:
Dziękuję za piosenkę z komentarza :) oczywiście, że znam polską wersję :) 


A poniżej wersja oryginalna, chociaż po oryginale było mi ciężko rozpoznać, że tę piosenkę znam :)

11:11



Przyłapana chyba z 5 razy w ciągu tygodnia. Przypadek? Nie sądzę.

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Nextbike next to me.



Mam wolne popołudnie, Ola też. Idziemy do kina? Ee, nic ciekawego nie leci, lepiej pójść na rowery. Mała konsternacja przy Veturilo, bo obie mamy nieaktywne konta. Udało się doładować, bierzemy rowery. Przez 20 minut narzekam na niedopasowane siodełko i za szeroki rozstaw kierownicy (inna opcja, że mam za krótkie ręce). 
Startujemy na Pradze, koło dworca Wileńskiego. Nucimy "Next to me" Emeli Sande, bo prześladuje nas obie ta piosenka przez ostatni tydzień. Okrążamy park Praski i przejeżdżamy obok katedry w kierunku Wybrzeża Szczecińskiego. Jeszcze same nie wiemy, dokąd jedziemy, na każdym skrzyżowaniu spontanicznie podejmujemy decyzję. Przejeżdżamy przez most Świętokrzyski na drugą stronę Wisły, bo ładnie wygląda i dalej na południe ścieżkami rowerowymi. 
Dochodzi dziewiętnasta, ale jest ciepło. Mam koszulę z długim rękawem i nie jestem ani zgrzana, ani zmarznięta. Mamy wrażenie, że jest końcówka letniego dnia.

Powiśle, Wola i Mokotów, ulica każda, każdy dom.

Trochę bulwarami, trochę wzdłuż drogi - trasa opracowuje się na bieżąco. Gdzieś w okolicach ulicy Wilanowskiej znajdujemy taki oto mural. Chwilę później nucimy "Warszawskie dzieci". Krótki odcinek zieleni prowadzi nas do Pomnika Sapera. 


Pod nieczynnym Mostem Łazienkowskim przejeżdżamy roboczo wytyczonymi chodnikami, nisko schylając głowę. Już blisko Agrykola, robi się parkowo, ładnie. Nagle zatrzymujemy się, bo zobaczyłyśmy Pałac Ujazdowski w blasku powoli zachodzącego słońca, odbijającego się w kanale. Ostał się jako widok na pocztówki, Belweder niestety dostał garba w postaci biurowca ING. Jest pięknie, it's beautiful. Nie da się ukryć.


Staramy się unikać hałaśliwej ulicy, ale nie ma innej drogi, jak wzdłuż Czerniakowskiej. Odbijamy w prawo na Gagarina i kierujemy się w stronę Łazienek. Pokonujemy górę na Belwederskiej na najlżejszej przerzutce. Uff, uff, uff. Dzisiejsza porcja wysiłku aerobowego zaliczona.
Dalej już bez odkryć, bo trasę znamy na wylot. Fajnie widzieć masę ludzi na rowerach i rolkach. Wszyscy korzystają z pogody. 
Pozostawiamy rowery na Placu Trzech Krzyży i idziemy do Subwaya na Nowym Świecie odzyskać energię. To był dobry dzień i dobra wyprawa, ponad godzina jeżdżenia. Trzeba to powtórzyć.

Tysiąc darów


Życie się zmienia, gdy zaczynamy je przyjmować z wdzięcznością 
i przestajemy prosić, żeby się zmieniło.


"Tysiąc darów. O sztuce codziennego szczęścia" - książka, którą tata kupił mamie w Empiku za jakąś śmieszną cenę. Trafiła do mojej kolekcji także dzięki mamie, która kazała tacie kupić dla mnie i dla Oli. 

Przeżyć dobrze swoje życie – co to właściwie oznacza? Zastanawiając się nad tym, Ann Voskamp zachęca, by nauczyć się sztuki codziennego odkrywania Bożych darów. Autorka przekonuje, że w monotonii codziennych obowiązków, stresu związanego z tempem uciekającego czasu, natłokiem problemów finansowych i rodzinnych, można odnaleźć smak prawdziwego szczęścia.
Czy to w ogóle możliwe?Czy da się odczuwać wdzięczność za życie, które wydaje się tak niedoskonałe, a momentami nawet mroczne?
Zamiast dopisywać kolejne niespełnione marzenia do listy rzeczy, które chciałabyś zrobić przed śmiercią, 
otwórz oczy na dary, które otrzymujesz nieustannie, i naucz się za nie dziękować. 

Poznaj przemyślenia autorki na temat pracy, rodzicielstwa i zacznij tworzyć własną „kronikę wdzięczności”, która oddali wszelkie lęki i przybliży Cię do Boga, dawcy głębokiego i trwałego szczęścia.

Wyciągnęłam zapomniany zeszyt z malinami i wracam do zapisywania kolejnych wdzięczności z danego dnia. 


niedziela, 26 kwietnia 2015

Mów mi Elvis.


Dokonałam tego. Jak widać na załączonym obrazku, mamy sobie wersję 10.9.5, co oznacza Mavericsa, a pamięć wzrosła do 3 GB. Zestaw śrubokrętów z odpowiednią końcówką kupiłam w Leroy Merlin, a pamięć RAM na allegro. Wymiana ramu nie była trudna, chociaż trochę się nagłowiłam, jak ją bezpiecznie wcisnąć w te sloty. 
Cudnie było wczoraj po południu w parku Skaryszewskim. Posiedzieliśmy nad stawem, wylegując się na słońcu i piknikując. Dawno nie było takiej spokojnej soboty. 

czwartek, 23 kwietnia 2015

OS Mavericks i wkrętak krzyżowy ph00, czyli typowe kobiece zajęcia


Lubię mój komputer i nie zamieniłabym go na żaden inny (no, może na nowszy, ale na razie oszczędzam na coś innego). Ma już jednak z 6 lat i od tego czasu zdążono naprodukować wiele nowszych modeli oraz aktualizacji programów i systemu. Mój komputer dzielnie starał się nadążać za technologiami i aktualizował programy, ale doszedł do momentu, kiedy zadanie go przerosło i zaczął zamulać. Postanowiłam zwrócić się do specjalisty, który już na przełomie roku naprawiał komputery mamy i Oli - Tygrysa. Nie było łatwo, bo przez różnicę czasową niemal zawsze się rozmijaliśmy. Kiedy wreszcie udało się zgrać w czasie, ja zaprzepaściłam mój transfer internetowy i naprawa musiała poczekać. W końcu był czas i internet i Tygrys przez TeamViewera zdiagnozował mój komputer. Orzekł, że koniecznie trzeba zdobyć dla niego więcej RAMu oraz zaktualizować system do wersji Mavericks. Mavericks z wyglądu jest takim systemem pod iPady, ma dużo funkcji, które mają iPhone i przez to jest bardziej kolorowy, ale na razie nie odczułam większego obciążenia. Ponadto Tygrys zmienił przeglądarkę z Safari na Operę i nagle wszystko zaczęło chodzić bez zarzutów. Zniknęły problemy z facebookiem, jak niewyświetlanie górnego paska na stronie głównej, strony zaczęły się szybciej otwierać i odświeżać.
Problem okazał się z RAMem. Mój MacBook jest w stanie udźwignąć nawet 6 GB RAMu, ale żeby tyle uzyskać, trzeba wstawić kość 2 GB i 4 GB. Najczęściej sprzedawane są kości parami, czyli 2 x 2 GB, pojedyncza kość 4 GB jest droga. Trudno, na razie musi mu wystarczyć 4 GB, i tak pamięć zwiększy się dwukrotnie. Tygrys podesłał mi tutorial, jak samodzielnie wymienić pamięć. Okazuje się to banalnie proste: odkręcamy klapkę i wymieniamy kości.


Zapaliłam się bardzo do tej wymiany, bo rozkręcanie sprzętów to najlepsza zabawa. Nie zawsze wychodzi to, jak trzeba (patrz historia o wyświetlaczu), ale jeśli się uda i wszystko działa, to mam szaloną satysfakcję, że zrobiłam to sama :) na przeszkodzie do tego dzieła stoi mi brak odpowiedniego śrubokrętu. Potrzebny jest wkrętak krzyżowy phillips00. Kupiłam zestaw małych wkrętaków, ale nie było tam 00. Trzeba poszukać w Leroy Merlin albo Obi.

Wkrętak krzyżowy ph00

Wszystkie te uaktualnienia oraz zrealizowane i planowane zakupy nastroiły mnie wyjątkowo radośnie dzisiejszego dnia. Komputer zyskał drugą młodość, a jak kupię ten ph00 i dotrze zamówiony RAM, to nic go nie zatrzyma :) zestaw małych śrubokrętów też się przyda, bo są tam aż dwa rodzaje krzyżykowych.
Zaryzykuję dziwne stwierdzenie: mam większą frajdę z kupna urządzeń niż z kupna ciuchów ;) niezbyt kobieca pasja, ale cóż, tak mam. Może dlatego, że ubrania się kupuje i potem po prostu nosi, co jest mało pasjonujące, a za pomocą sprzętów można różne rzeczy zrobić. Gofrownica sprawuje się świetnie, podobnie sokowirówka, no i odebrałam dzisiaj parowar, już ugotowałam kilka rzeczy i jestem zadowolona z tej maszyny :)

wtorek, 21 kwietnia 2015

Reaguj!


Powiedzcie mi, o co chodzi z tą kwietniową pogodą? Świeci słońce, ale zaraz potem nadciągają chmury, sypnie gradem i robi się potwornie zimno. Nadal chodzę w czapce i kurtce z kożuchem, bo przecież inaczej nie da się wytrzymać. Przez te zawirowania dzisiaj obudziłam się z bolącym gardłem i ledwo miałam siłę się podnieść z łóżka. Dobrze, że najbliższy koncert dopiero za miesiąc... Wybaczcie to marudzenie, jak człowiek chory, to sobie folguje. Ale dobra nowina z dzisiaj jest następująca: wrócił internet :) mogę zatem zrealizować masę zaległych postów i spraw, a do tego nareszcie dotarł mój zamówiony parowar :)
Czytam sobie ostatnio książkę Elliota Aronsona "Człowiek - istota społeczna". Miałam z nią do czynienia na studiach, ale nie było wtedy czasu, żeby bardziej się w nią zagłębić. Teraz wiele więcej czasu nie mam, ale brakuje mi mądrej fachowej literatury, więc sobie wyszukuję takowe i nadrabiam. W pierwszym rozdziale dotyczącym konformizmu natrafiłam na temat "nie zainteresowanego" świadka. Chodzi o sytuację np. na ulicy leży poszkodowany człowiek, ludzie go mijają i nikt nie udziela mu pomocy. Psychologowie zbadali ten fenomen i okazało się, że im większa grupa, tym bardziej nabieramy przekonania, że zareaguje ktoś inny. W dodatku jeśli widzimy, że nikt nie reaguje, więc my też nie reagujemy, ponieważ tak działa wpływ informacyjny. Zastanowiło mnie to i postanowiłam na przekór temu reagować. Nie musiałam długo czekać na okazję. 
W niedzielę pojechałam sobie do pracy kolejką. Miałam jakiegoś wybitnego pecha, bo była zupełnie zapchana, a kiedy chciałam się przesiąść do drugiego wagonu, żeby znaleźć jakieś siedzące miejsce, drzwi się już nie otworzyły i kolejka odjechała mi sprzed nosa. Aż mną zatrzęsło z rozczarowania, bo spieszyłam się na zajęcia. Spędziłam więc pół godziny na przystanku, czekając na następną. Niedługo potem na przystanku pojawił się bardzo ruchliwy gość w dresie, który kurzył papierosa, snując się po całym peronie, nie było miejsca, gdzie nie byłoby czuć dymu. Nie miałam odwagi zwrócić mu uwagi, bo był lekko wstawiony i sprawiał wrażenie nerwowego, poza tym byłam tam sama. Wytrzymałam te bolesne dla płuc minuty i wsiadłam do następnej kolejki. Kiedy już zajęłam miejsce, okazało się, że obok mnie siedzi jakiś młody człowiek przypominający Laskę z "Chłopaki nie płaczą" i bezceremonialnie kurzy e-papierosa, dmuchając przy tym także na mnie. Popatrzyłam na obojętnych ludzi, książkowe potwierdzenia teorii Aronsona i miarka się przebrała. Po kilku stacjach zebrałam się na odwagę i spokojnie zwróciłam mu uwagę, że palenie w miejscu publicznym jest nie na miejscu. Przeprosił, schował faję do kieszeni i zamknął się w sobie. W kapturze naciągniętym na głowę przejechał aż do Podkowy, gdzie wysiadałam. 
Sytuacja mnie oburzyła na tyle, że opisałam ją na facebooku i wywiązała się dyskusja ideowo-zdrowotna. Dowiedziałam się przy tym, na czym polega szkodliwość e-papierosów, jakie są wobec nich restrykcje, a jakie jeszcze nie i że ogólnie ubolewamy nad takim stanem rzeczy, ale niewielu z nas odważyłoby się zwrócić komuś uwagę. Dlaczego, ja się pytam? Przecież to, co zrobił ten młodziak, to brak kultury i czysta bezczelność. Dymi na mnie i ja mam siedzieć cicho? 
Mogłabym jeszcze się rozpisać o innych irytujących sytuacjach z komunikacji miejskiej, jak słuchanie muzyki z telefonu bez słuchawek, głośne rozmowy przez telefon czy publiczne obściskiwanie się, gdzie popadnie, ale nie chcę wychodzić na jakąś zrzędliwą babę. Sami oceńcie, jak można reagować, żeby to zmienić. 

sobota, 18 kwietnia 2015

KOM na Podlasiu

Uff, maraton koncertowy za mną :) tym razem zagraliśmy z Olą i Maćkiem na zjeździe okręgowym w Bielsku Podlaskim.
Pierwszy raz byłam na zjeździe okręgowym na Podlasiu i jest to egzotyczne wydarzenie :) dużo śpiewu, wszystko po rosyjsku lub ukraińsku, i to Polacy tak śpiewają, młodzi ludzie ;) graliśmy koncert w części popołudniowej. Jakoś tak się złożyło, że tematyka zjazdu i koncertu były niesamowicie spójne. Tym razem mieliśmy wszystkie autorskie piosenki, właściwie składankę z dwóch festiwali. Ale przed festiwalem powstała krótka pieśń, taki bardziej motyw przewodni "Oto ja, poślij mnie" i kiedy rozmawiałam z Adamem w tygodniu przed zjazdem, powiedział, że właśnie taki mają temat zjazdu. Koncert poprzedził filmik "Tysiąc pytań", gdzie na końcu pada właśnie mocno "Oto jestem, poślij mnie" i potem od razu zagraliśmy my. Była też inna nowa pieśń apelująca, "Wstań i chodź", gdzie słowa refrenu pochodzą z Ks. Przysłów "Ratuj wydanych na śmierć". Maciek przeszedł samego siebie, na festiwalu był zajechany graniem z NH i aż tak się nie rozwinął, jak w Bielsku. 



Wracając ze zjazdu zrobiliśmy sobie wycieczkę na świętą górę Grabarkę - miejsce pielgrzymkowe prawosławnych. Nie jest tak imponujące, jak Jasna Góra w Częstochowie, ale na szczycie jest cerkiew, klasztor, a wokół góry powbijane są krzyże: małe, duże, stare, nowe, kamienne, drewniane, jako oznaka intencji modlitewnych. 


U podnóża góry jest ozdobna studnia i strumień, gdzie należy się obmyć. Było też nawet w tym czasie nabożeństwo i chwilę poobserwowaliśmy, jak śpiewały mniszki a capella, pop krążył z kadzidłem, a garstka ludzi stała i się modliła. Oczywiście wszystko w języku starocerkiewnosłowiańskim, więc w większości niezrozumiałe. Przedziwna kraina to Podlasie, ale piękna. Teraz, kiedy robi się wiosna, to jechaliśmy przez pola i lasy i oczy nam odpoczywały. 
Teraz czas nareszcie zabrać się za płytę :)

piątek, 17 kwietnia 2015

Nie święci ciasto pieką: Marchewkowe ciasto rosnąć nie chce, nie.



Są takie dni, kiedy najpierw nie możesz się zwlec z łóżka, potem snujesz się po domu, nie wiedząc, jak się zmusić do roboty, a potem pracujesz, aż furczy i jeszcze pieczesz ciasto. Taki był ten piątek. Zrobiłam placki ziemniaczane, a potem odkryłam, że na stryszku leży zapomniana marchewka i niedługo nie będzie zdatna do użytku, więc trzeba ją uratować i zjeść. 
Ciasto upiekłam z przepisu z Moje Wypieki. Jakimś dziwnym zrządzeniem losu wszystkie składniki miałam w domu. Nie zrobiłam tylko kremu, bo zabrakło mi serka. Ale zrobiłam pomarańczowy lukier, a przynajmniej już któryś raz próbuję go zrobić i zawsze wychodzi za rzadki. Wsiąkł za to w ciasto i dosłodził je porządnie. Użyłam mojej tortownicy ze spodem do babki, żeby sobie ciekawiej wyglądał. Nie wiem, czy to idealna wysokość, mam wrażenie, że trochę sobie siadło, nie był jednak ani trochę zakalcowaty. Smakował i pachniał obłędnie. I kto powiedział, że marchewki nie da się zjeść? Trzeba ją tylko dobrze zakamuflować ;)

czwartek, 9 kwietnia 2015

#postanowilam jeść owoce :)



Zielone koktajle albo zielone szejki to koktajl z owoców z dodatkiem liści zielonych warzyw. Już dawno temu próbowałam tego pysznego połączenia, ale sama nie spróbowałam, dopóki mama mi nie pokazała, jak ona robi własną wersję koktajlu. Nawet w podróży miala ze soba mikser i zwyczajnie mieliła potrzebne owoce w misce, jedynie wyciskała sok z pomarańczy, przez co wychodził z tego gęsty mus owocowy. Ja u siebie w domu wypróbowałam wersję ze zmielonymi owocami w części blenderowej miksera i z dodatkiem soku jabłkowego zrobionego w sokowirówce.

Moje składniki na 2 szklanki koktajlu:
-sok wyciśnięty z jednego jabłka
-kiwi
-pół banana
-pomarańcza 
-garść posiekanego szpinaku

Rozdrabniam wszystko w mikserze i gotowe. 
Nie będę wam robić tutaj wykładu o walorach zdrowotnych takiej mikstury, ja piję ją dlatego, bo dzięki temu zjadam dzienną porcję owoców, nawet tych, których nie lubię, np. kiwi. Warzywa jem chętnie, ale o owocach muszę sobie przypominać. 
Jeśli wypróbujecie ten przepis, to smacznego :)

środa, 8 kwietnia 2015

#postanowilaem Festiwal Hosanna 2015

Z braku czasu i neta relacja bedzie krótka, ale to nie oznacza, że na festiwalu nic się nie działo ;) śpiewałyśmy na wieczornym koncercie razem z Kenem Burtonem i Mario Diaz, a to zacne towarzystwo :) zobaczyłam też ogrom ludzi, przywitałam się z masą z nich, z niektórymi pogadałam chwilę, z innymi dłużej, z innymi posiedziałam cały blok programowy, a z niektórymi z nich zrobiłam sobie pamiątkowe zdjęcia :) oczywiście nocowaliśmy z rodziną. Uczestniczyłam w większości programu, ominął mnie tylko jeden blok, gdzie musiałam się przygotować do koncertu. Było dobrze, bez napięć i całość oceniam pozytywnie :)
Kolejne weekendy też koncertowe. 
Trzymajcie się!










Bóg nigdy nie mruga



"Jeśli nie wiesz, co dalej, po prostu zrób następny właściwy krok."

Książka, którą nabyłam drogą kupna i polecam każdemu, niezależnie od wyznania. Jest to zbiór 50 felietonów o życiowej tematyce. Są prawdziwe, ciepłe i mądre. Napisała je kobieta, która wiele w życiu doświadczyła: samotnie wychowywała dziecko, wyleczyła raka. Teraz uczy się cieszyć każdym dniem i mądrze przeżywać życie, by nie stracić niczego ważnego. 
Ja też chyba potrzebuję zwolnić i przestać się martwić o kolejne dni. Wiosna rozkwita, a ja snuję same ponure myśli. Brak mi radości, którą miałam choćby rok temu. A przecież wcale nie wiedzie mi się gorzej. To tylko kwestia odpowiedniego nastawienia.
Kiedy skończę, kupię sobie następną część "Jesteś cudem". Ola ją ma, ale chyba lepiej mieć własny egzemplarz. 


piątek, 3 kwietnia 2015

Odnośnie do.



Gosia, moja koleżanka jeszcze z czasów pracy w call center, jest purystką językową. Rażą ją przecinki wstawiane nie w tych miejscach, gdzie trzeba, poprawia błędy w tekście, który właśnie czyta i poprawia też innych, kiedy używają niewłaściwych zwrotów lub przyimków. Wczoraj kilka razy powtarzała mi, że nie mówi się "odnośnie czegoś", tylko "odnośnie do czegoś". "Odnośnie" to germanizm, dosłowne tłumaczenie wyrażenia "bezüglich", które występuje bez przyimka. Prof. Jan Miodek w swoim artykule podaje także, że jest to rusycyzm i tak się nie powinno mówić. Dla utrwalenia powiedziałam sobie kilka razy: odnośnie do, odnośnie do, odnośnie do. Ale lepiej i tak zastąpić ten wyszukany zwrot czymś prostym, np.: 
zamiast:
W tekście odnośnie do poprawnego pisania

można użyć inne zwroty:
W tekście dotyczącym poprawnego pisania
w tekście o poprawnym pisaniu
w tekście na temat poprawnego pisania

I już, bez zastanawiania się, kombinowania, jak to z tym przyimkiem. Trzeba też przyznać, że zwrot "odnośnie do" jest mocno nadużywany w potocznej polszczyźnie.

Gosia poleciła mi też stronę mistrza ortografii polskiej z 1990 r., Macieja Malinowskiego, który zamieszcza tam różne ciekawe artykuły o językowych zawiłościach.  Dodałam sobie link do listy blogów "Szkoła, Praca, Deutsch", żeby być na bieżąco. Wprawdzie nie mam żadnych problemów z ortografią, jednak w trakcie studiów języka niemieckiego zapomniałam wielu konstrukcji z polskiej składni, a tłumacząc książki trzeba mieć nienaganny język. Pamiętajmy, że uczymy się przez oglądanie. Jeśli każdego dnia przeglądamy setki stron z błędami, a nie otwieramy poprawnie napisanej książki sprzed 50 lat, to nic dziwnego, że zapisują się w naszej świadomości chwasty.

A przy okazji, skoro już poruszyłam temat poprawnej pisowni: mnie także rażą błędy ortograficzne na blogach i stronach internetowych. Oglądam sobie pięknie zaprojektowaną stronę, świetnej jakości zdjęcia, a po oczach biją sztubackie ortografy. Zgroza! I takie blogi wygrywają plebiscyty albo mianują się wzorcowymi blogami designerskimi czy innymi! Tak nie może być, proszę państwa. 
Drogie blogerki, jeśli prowadzicie wasz blog komercyjnie i dostajecie pieniądze za reklamy, zatrudnijcie sobie korektora, który sprawdzi wasz artykuł przed opublikowaniem. Dla niego to chwila roboty, a dla was renoma lepszej marki.

Pozdrawiam i do zobaczenia na festiwalu w Częstochowie :)