poniedziałek, 28 listopada 2016

Świetliki. Poezja śpiewana Marcina Świetlickiego



Jadąc ostatnio do Pszczyny słuchałam całą drogę utworów zespołu "Świetliki", czyli poezji śpiewanej Marcina Świetlickiego, wykonywanych przez Bogusława Lindę. Dawno nie słuchałam alternatywy, a tym razem byłam na nią "skazana" przez całą drogę. Ciekawa muzyka, momentami bardzo przytłaczająca, ale niektóre piosenki dosyć melancholijne. 



niedziela, 27 listopada 2016

Nagrania "Przyjdź jak deszcz" All4Him

W telegraficznym skrócie, bo właśnie wróciłam do domu i padam dalej, niż patrzę: nagraliśmy nasz trzeci program "Przyjdź jak deszcz". W sobotę 26 listopada zagraliśmy koncert na nabożeństwie w Pszczynie, potem próba i nagrania. Było długo, żmudnie i bardzo intensywnie. Śpiewaliśmy tego dnia ponad 12 godzin, a nagrania zakończyliśmy o 23. Im dalej, tym było trudniej, ale dobry humor nas nie opuszczał i wytrwaliśmy do końca. 


Dzisiaj minęło dokładnie 7 lat od pierwszej próby zespołu. Mówi się, że 7 lat w życiu człowieka to okres, w którym zmienia się jego życie. A jak to jest w życiu zespołu? Też dużo zmian. Nowi ludzie, nowy program, nowe wyzwania - ale wciąż ten sam Bóg. Właśnie tego dnia chcemy Mu podziękować za te 7 obfitych lat. 
Wszystko dla Niego, wszystko przez Niego. 










sobota, 19 listopada 2016

Snycerstwo z Roversami



Spokojny weekend bez wyjazdów w Warszawie - już dawno nie było takiego. Wybrałam się w piątek na spotkanie na Mokotów, wstałam bez spiny o 7 rano w sobotę na nabożeństwo, odwiedziłam Anię i Dimę na obiedzie po południu i jeszcze trafiłam na zbiórkę pathfinder. Wydaje się to być szaleństwem po brzegi, ale kiedy się tygodniami nie widzi z niektórymi ludźmi, to jest to potrzebne :)
Na zbiórce Rovers rozpoczęliśmy ciekawą sprawność ze snycerstwa, czyli robótek w drewnie. Mateusz, z zawodu jubiler, pokazał nam jak prawidłowo ostrzyć dłuta na papierze ściernym, potem pocięliśmy brzozowe drewienka na plastry i zaczęliśmy dłubać. Łoskot i hałas był niesamowity, ale ileż dobrej zabawy przy tym :) 


Narzędzia wypożyczone od krajowego kwatermistrza z Poznania. 


Chłopaki okorowują brzozę.


Zamiast imadła




I na zakończenie dnia piosenka przy świeczce.

niedziela, 13 listopada 2016

Mam wolne i będę go bronić jak niepodległości!



Czekałam z utęsknieniem na piątek, kiedy będę mogła się obudzić bez budzika o niecodziennej godzinie (czyli 8 rano) i zapełnić przedpołudnie zajęciami, na które brakowało mi ostatnio czasu (trening, sprzątanie i pranie). Reszta długiego weekendu była wypełniona przez spotkanie liderów w Podkowie, ale nie była przeładowana. Spędziliśmy spokojną, duchową sobotę, która dała dobry odpoczynek. Spadł śnieg i w Podkowie było ładnie :) 
Mam nową koszulkę w formie munduru amerykańskiego i teraz jestem już prawie jak Doss.
Wydarzenia na przyszły rok zaplanowane. Wróciłam do domu całkiem wcześnie i nagrałam kolejną piosenkę dla dzieci, o którą prosiła Mirka. 
Popracowane, ale i odpoczęte :) 

czwartek, 10 listopada 2016

Co mnie cieszy, a co smuci wokół akcji "Szeregowiec Doss"

W związku z poruszeniem w naszym kraju, jakie powstało wokół filmu "Przełęcz ocalonych", chciałabym i ja napisać kilka słów komentarza, co mnie cieszy, a co smuci.

Cieszy mnie to, że powstał ten film. Kiedy przeczytałam historię, jak do tego doszło (http://adwent.pl/desmond-doss-czyli-jak-doszlo-do-nakrecenia-przeleczy-ocalonych/ ), przywróciło mi to wiarę, że są ludzie, którym zależy na promowaniu wysokich wartości moralnych i pokazywaniu prawdziwych bohaterów. 

Cieszę się, że ten film obejrzałam. Kiedy szłam na pokaz przedpremierowy, miałam obawy, czy warto poświęcać czas na film fabularny, ponieważ zrezygnowałam rok temu z oglądania filmów i ze dwa razy mi się zdarzyło od tego odstąpić. Po obejrzeniu jednak uznałam, że było warto (http://kikah868.blogspot.com/2016/10/przeecz-ocalonych-prapremiera-belikedoss.html?m=1 )

Cieszy mnie przesłanie filmu. Bohater się modli, czyta Biblię, jest życzliwy, wierny swoim zasadom, ufa Bogu i prosi Go o pomoc w trudnościach. Zupełnie inny obraz od samowystarczalnych bohaterów filmów Hollywood, którzy imienia Boga używają jako przerywnika w zdaniu. 

Cieszy mnie, że powstał z takim rozmachem film o adwentyście dnia siódmego. Uważam to za niezrozumiały precedens w filmowym biznesie, ale jednocześnie dowód, że to Bóg kieruje historią tego świata i w Jego ręku są środki i sposoby, aby ogłosić swoje poselstwo. Zrobić film, gdzie powie się o sabacie, o wierze, kościele i który będą oglądać ludzie na całym świecie? Jak widać, dla Niego to nie problem.

Cieszą mnie akcje wokół tego filmu w naszym kościele, które podjęły różne zbory w Polsce. Wolontariusze w mundurach na targach książki w Krakowie zapraszający do stoiska Znaków Czasu, grupa rekonstrukcyjna w Lublinie, wykłady "W co wierzył Doss" w Gdyni, cykl wykładów o zasadach ponownie w Krakowie, projekcja filmu dokumentalnego "Szeregowiec Doss" w Warszawie - to tylko początek dobrej pracy, która się rozpoczęła. I wbrew pozorom to nie promocja filmu Gibsona, ale promocja wiary, bohaterstwa, posłuszeństwa Bogu i innych wartości, które wyznawał Doss.
Cieszą mnie wszystkie pozytywne recenzje filmu, w których wspomina się o kościele ADS. Mieć darmową reklamę w najbardziej poczytnych portalach informacyjnych - to się nawet nam nie śniło. Oto kilka przykładów:




Cieszą mnie wszelkie udostępniane strony, zdjęcia, materiały, zdjęcia w tle nawiązujące do filmu. Chociaż sama nie udostępniam ich w takiej ilości, to klikam "lubię to" na wszystko, co się ukazuje. Promocja dobrych rzeczy jest cenna.

Ogółem: cieszy mnie to całe zamieszanie wokół Dossa, chociaż czasem informacje docierające z rożnych stron mnie przytłaczają. Mam jednak świadomość, że szał nowości minie niedługo. 


Jest jednak kilka rzeczy, które mnie smuci. Odrobinę przykre w tym wszystkim jest, że aby dobra nowina o Bogu mogła pójść na cały świat, trzeba było użyć filmu fabularnego wyprodukowanego przez kontrowersyjnego reżysera. Wydaje się to trochę pokrętna droga, że aby opowiedzieć o Bogu trzeba było pokazać ludzkiego bohatera, ale w dzisiejszym świecie to nie mówienie, ale przykłady pociągają i chwała Bogu za ludzi, który nimi są. Co do użycia filmu fabularnego: "Cóż tedy powiem? Byle tylko wszelkimi sposobami Chrystus był zwiastowany, z tego się raduję i radować będę." I jak mówiłam wcześniej, Bóg może głosić nawet przez film Gibsona. 

Smuci mnie to, że chociaż dostaliśmy do rąk potężne narzędzie, aby przybliżyć ludziom naszą wiarę, takie małe jest zaangażowanie w naszym zborze, by z tego narzędzia skorzystać. Nie zdobyliśmy pozwoleń na rozpowszechnianie Znaków Czasu w kinie, a bez tego nie da się niczego rozdać. To zamyka nam dostęp do ludzi bezpośrednio przed seansem. W innych miastach się udało.
Do rozdawania zaproszeń na film dokumentalny wybrałam się wczoraj tylko z jednym kolegą. Poprzedniego dnia był sam. A jednak ludzie przychodzą, oglądają film i dyskutują. Choćby było ich trzech (a przychodzi kilkanaście), to warto pójść z zaproszeniami czy Znakami Czasu i coś zrobić. 

Smuci mnie wszelkie podcinanie gałęzi, na której sami siedzimy. Jeśli nie podoba się nam akurat taka akcja ewangelizacyjna, zróbmy inną, lepszą, na czasie. Ale działajmy, a nie zniechęcajmy innych, którzy się zaangażowali, bo może się okazać, że to oni zrobią więcej, niż my. Kiedy słyszę tylko: "Chce się zaangażować misyjnie, ale musi być to coś pożytecznego, a nie tylko te ulotki", a potem nie widzę żadnych konkretnych działań - brak słów.
Smuci mnie podejście, że jeśli coś nie jest naszym pomysłem albo działaniem, nie zgadza się z naszym obecnym przekonaniem, to najlepiej to skrytykować. Film jest zły, bo powstał w Hollywood i nakręcił go kontrowersyjny reżyser. Oczywiście nie twierdzę, że teraz Hollywood i Gibson są super, bo wypuścili film o adwentyście, ale takie uwagi niczego nie zmienią. Ludzie do kina i tak pójdą, będą oglądać filmy o superbohaterach z komiksu, "Gwiezdne wojny", "Inferno" i inne pożeracze czasu, które nie wnoszą niczego dobrego do życia. Jeśli w tym zalewie filmów niemoralnych powstał chociaż jeden wartościowy, to warto zwrócić na niego uwagę ludzi.

W tym wszystkim myślę jednak optymistycznie. Wierzę, że cenne informacje, które są zawarte w filmie, książce, Znakach Czasu i filmie dokumentalnym trafią do ludzi, a jeśli nie zareagują na nie od razu, to przynajmniej mieli okazję się z nimi zapoznać. Róbmy, co możemy, wykorzystujmy czas i możliwości, bądźmy otwarci na rozmowy, działania. Niech Boże imię będzie wywyższone.

niedziela, 6 listopada 2016

Bytom - koncert All4Him. Zaczynamy nagrania!

Ten weekend znowu był wyjazdowy. Tym razem pojechałam na Śląsk, gdzie mieliśmy zgrupowanie zespołu. W sobotę zagraliśmy koncert w zborze w Bytomiu podczas nabożeństwa. Resztę czasu spędziliśmy w Pszczynie. Kiedy w sobotę po południu zaczęliśmy ćwiczyć, byliśmy zaskoczeni formą głosu i spontanicznie zdecydowaliśmy, że zaczynamy nagrania płyty, które planowaliśmy dopiero na za 3 tygodnie. Dzięki Bogu nagraliśmy w ten weekend 3 najtrudniejsze piosenki :)














czwartek, 3 listopada 2016

Goplana



Bardzo ciekawa inicjatywa Opery Narodowej, czyli transmisja opery "Goplana". Chociaż nie miałam komfortu oglądania w spokoju, tylko krzątałam się między kuchnią i łazienką, gotując, sprzątając i pakując się do wyjazdu, to jednak skorzystałam z tego niezwykłego wydarzenia kulturalnego. Wielkim plusem były angielskie napisy. Po zakończeniu transmisji spektakl był dostępny pod tym adresem: http://vod.teatrwielki.pl/stream/vod/goplana/
Kilka słów komentarza i wrażenia można też przeczytać u Honoraty ze Spacerkiem po klawiszach.
Czekam na kolejne takie wydarzenia!

środa, 2 listopada 2016

Urodzinowy piernik staropolski



Piernik staropolski, podejście 4. Ciasto za każdym razem udane. Tym razem piekąc go z przepisu z Moje wypieki dokładnie według podanych proporcji wyszło tyle ciasta, że obdarowałam sąsiadów, kolegów z pracy jako urodzinową wałówkę (zniknęło przed końcem dnia z wielkim zadowoleniem), zaniosłam na spotkanie młodzieżowe i zawiozłam do Pszczyny na próbę A4H. Jeszcze w lodówce mi sporo zostało, bo dla mnie też musi być ;) piernik warty zachodu, wszyscy są oszołomieni smakiem.