Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z marzec, 2015

Toż to jeszcze nie maj.

Toż to jeszcze nie maj.
Czas mamy letni, ale pogodę zimową. Taka sytuacja. Czapka i rękawiczki wciąż niezbędne. Czuję się, jakby ktoś ukradł mi godzinę snu. Budzę się rano i zwlekam z łóżka przez 20 minut. A przecież kładę się wcześniej, niż przed zmianą czasu!
Nie ma to jak przesyłki spersonalizowane ;)
Zamówiona sokowirówka dotarła do mnie cała i zdrowa. Paczkę odebrałam z paczkomatu InPost. Zrobiłam już sok dwa razy. Z jednej dużej marchewki i jednego jabłka wychodzi szklanka soku. Naprawdę mi smakuje! Mama byłaby ze mnie dumna.  

Już był w ogródku, już witał się z gąską...
Ostatnio w Łodzi będąc zrobiłam drugie podejście do PTNS. Zdążyłam dotrzeć przed zamknięciem (wydłużyli pory do 19), ale akurat tym razem odbywał się tam o 18 wykład i sklep jako sklep już nie funkcjonował. Nic to. Odbiłam to sobie w warszawskim sklepie na Koszykowej. Kupiłam dwie koszulki: Miss turnusu i koszulkę z Ambrożym Kleksem w wersji białej. Trzeba kupować dobre wzory, póki są dostępne, bo szybko odchodzą …

Gofery z dżemorem.

Lubię swoją konkretność i zdecydowanie. Sporządziłam dzisiaj w kalendarzu listę sprzętu agd, który zamierzam kupić, tj. parowar, sokowirówkę i wyciskacz do cytrusów, po czym wchodzę do Biedronki i kupuję... gofrownicę. Oczywiście gofrownica też w była w planach nieco bardziej odległych, a powyższych sprzętów na stanie nie było, nawet głupiego ręcznego wyciskacza do cytrusów. Nie chciałam wyjść nieusatysfakcjonowana, więc gofrownica uratowała mój dzień.  Od razu po powrocie do domu wypróbowałam nowy nabytek. Gofry piekły się ładnie 7 minut według instrukcji, ale po skosztowaniu uzmysłowiłam sobie, że muszę dopracować przepis na ciasto. Wyszły trochę bułkowate i gumowate, daleko im było do chrupiących tworów cukierniczych z knajpek na Starym Mieście. Miałam za to własne ciasto ze sprawdzonymi składnikami, czyli bez jajek i ze zmniejszoną ilością cukru. Koniec kupowania gotowców z supermarketu. Niech żyje homemade :) A jakie nadzienie? Najlepsze są świeże owoce. Uwielbiam borówki ameryk…

Szwarc, mydło i powidło.

Wspomnień ciąg dalszy. Gra ekipa z mojego muzyka z Rzeszowa, utwór to jazzowe opracowanie "Czerwonego jabłuszka". Ach, te zwariowane czasy szkoły... Popisy, koncerty w filharmonii, dyplomy, było czego słuchać... 
Mało odporna jestem na medialną perswazję. W drodze do pracy ciągle patrzyłam na bilboard i uległam reklamie. Kupiłam suchy szampon do włosów "Batiste". W Rossmanie na półce zostały jedynie dwie sztuki z jednego rodzaju "XXL volume", więc nie miałam wyboru. Szampon działa jak trzeba, łatwo się rozprowadza i ratuje z opresji. Polecam, do wyboru, do koloru.


Tytułowego powidła nie ma, bo ograniczyłam słodycze ostatnio. Ale byłam dzisiaj w North Fish na Nowym Świecie i zrobili jakąś małą rewolucję w dodatkach. Pojawiły się nowe warzywa: marchewka i brukselka, sałatkę można sobie wymieszać samemu, polać oliwą lub sosem i są do tego pestki dyni :) informacja dla ścisłych wegetarian: w North Fish można zjeść nie tylko rybę. Można zamówić miseczkę dodat…

Tancerze

Mój ambitny plan oglądania seriali podczas chorowania w domu ziścił się w pełni. Obejrzałam cały III sezon "Tancerzy", polskiego serialu tanecznego z 2009 roku (tutaj). Kiedy jeszcze w telewizji leciał ten serial 6 lat temu, umknęło mi kilka ostatnich odcinków, niestety nie pamiętałam, których. Produkcję zakończono na III sezonie z powodu zbyt niskiej oglądalności. Szkoda, bo ostatni odcinek niby pewne wątki zamyka, ale inne zostawia z poczuciem niedosytu. Ale epoka fascynacji tańcem w telewizji trochę się wyczerpała, odkąd zniknął "You can dance". Pojawiły się teraz inne programy, jak "Celebrity splash" czy jakieś "Nagie randki". Rozrywka telewizyjna schodzi na psy i cieszę się, że kilka lat temu przestałam ją oglądać.  Przy okazji "Tancerzy" przypomniał mi się z sentymentem nasz rodzimy film "Kochaj i tańcz" (wpis tutaj). Fajne to były czasy: chłopaki zrobili nam niespodziankę i zaprosili nas na dzień kobiet do kina. Potem…

Słońca zaćmienie.

Dzisiaj pierwszy dzień wiosny. Pogoda idealna - słonecznie, ciepło, nic, tylko wyjść na spacer do parku albo nad rzekę, żeby uczcić ten wyjątkowy dzień. Eech, niestety nic z tego. Po powrocie z Niemiec dopadło mnie męczące choróbsko i utknęłam na kilka dni w domu. Myślałam, że chociaż zaległości w filmach sobie nadrobię, ale jak na złość skończył mi się transfer internetowy na dwa dni przed nowym doładowaniem.  Z tego wszystkiego przegapiłam też wielkie astronomiczne zjawisko, jakim było częściowe zaćmienie słońca. Jednych to jara, innych nie, ale i tak nie miałam na tyle dobrego przyciemnianego szkła, żeby sobie słońce poobserwować. Zrobiło to wiele innych osób, umieszczając zdjęcia i filmiki na fb, więc sobie pooglądałam i prawie jakbym widziała. Jednym z takich filmików jest Kilka Minut Dobrych Wiadomości od Marka i tym się dzielę. Bo jak dzisiaj usłyszałam w kazaniu (oglądanym niestety przez internet, nie na żywo), wiele osób wpatrywało się wczoraj w niebo na słońce, nie zastanaw…

All4Him za granicą :)

Niemcy, Niemcy i po Niemczech... ten weekend był strasznie krótki i mignął bardzo szybko, choć działo się dużo. Wyjechaliśmy z Pszczyny w piątek o 6 rano i jechaliśmy szybko i sprawnie do granicy, śpiewając cała drogę. Mieliśmy tylko jedną komplikację na niemieckiej autostradzie - na godzinę przed planowanym przyjazdem utknęliśmy w korku. Najprawdopodobniej był tam jakis wypadek. Znaleźliśmy jakis objazd boczną drogą i ominęliśmy długą kolumnę samochodów. Zobaczyliśmy, że Pan Bog czuwa, bo gdybyśmy w odpowiednim czasie nie skręcili na parking, z którego odchodził objazd, to stalibyśmy w korku jeszcze przez kilka godzin.  Dojechaliśmy do Meine, to malutkie miasteczko niedaleko Wolfsburga, gdzie mieszkają Polacy ze Śląska, większość tej niemieckiej grupy, którzy przyjeżdzają co roku na camp. Mają domy szeregowe i mieszkają obok siebie na jednej ulicy. Tam byliśmy zakwaterowani po dwie, trzy osoby w każdym domu i jedliśmy tam tak wypasione kolacje i śniadania, jakich jeszcze nigdy w histo…

II linia metra ruszyła na Dzień Kobiet :)

Miła niespodzianka z okazji Dnia Kobiet: od wczoraj działa II linia metra :) Nie było mnie wczoraj w Warszawie, więc nie uczestniczyłam w tłumnym objeżdżaniu metra, ale dzisiaj miałam okazję, jadąc na zajęcia na Pragę. Tłumów nie było, pomimo godzin szczytu. Ludzie po wyjściu z metra krążyli bezradnie w poszukiwaniu wyjść na poszczególne ulice. Jeszcze trudno jest się zorientować, którędy się dostać na powierzchnię, bo wyjść jest nieraz kilka. 
Prezentowana na zdjęciu stacja "Nowy Świat-Uniwersytet" to najgłębsza stacja II linii. Ma cztery kondygnacje, a peron znajduje się 23 m pod ziemią. Wynika to z geologii Warszawy - konieczne było poprowadzenie tuneli II linii metra osiem metrów pod dnem Wisły. Na stacji będzie aż 17 schodów ruchomych. Pasażerowie, by dostać się na peron, będą musieli pokonać trzy poziomy schodów.
Przeglądam artykuły w necie o II linii i doczytuję do momentu komentarzy. Nie lubię hejterów, którzy pomimo faktu, że metro w końcu jeździ, jest jasne, kolorow…

Whiplash

Poszłam za filmowym ciosem i obejrzałam "Whiplash". Czytając opis filmu nastawiałam się na emocje, które mnie czekały, ale i tak film mnie absolutnie zmiażdżył. Przesiedziałam jak na szpilkach i chyba nie było momentu, gdzie napięcie odpuszczało. Fakt, film jest świetnie zrobiony i oscar dla Simmonsa jest jak najbardziej zasłużony. Jednak, jak to napisał Mayki, to nie jest film o muzyce. Nie ma tam takiego momentu odpoczynku, cieszenia się muzykowaniem, nawet w najlepszych numerach czuć cały czas tę walkę bohatera o uznanie i lejącą się krew jako rezultat jego wysiłków. Gdzieś w trakcie pojawiła się taka myśl od Fletchera: "Nie przejmuj się tym całym liczeniem, po prostu graj", ale była to tylko prowokacja, bo cały czas chodziło o liczenie i przekraczanie swoich granic, bynajmniej nie o swobodne granie. No i strasznie ciężko się przebywa w otoczeniu człowieka, który nie szanuje nikogo, wrzeszczy, obraża, bije i prowokuje do najgorszych zachowań. Chyba każdy człowie…

You Only Live Once. Birdman

Proszę państwa, w tym roku jestem na bieżąco: obejrzałam zwycięzcę Oscara tydzień po rozdaniu nagród ;) Mam pozytywne wrażenia artystyczne, bo montaż jest perfekcyjny, sceny przechodzą płynnie jedna w drugą praktycznie bez cięć, a ścieżka dźwiękowa, oparta głównie na solo perkusji, jest fenomenem muzycznym. Osobiście jednak nie rozumiem, na jakich zasadach przyznawane są Oscary za najlepszy film, bo jeśli chodzi o treść i jakieś przesłanie, nie zauważyłam żadnego konkretnego, a za elementy techniczne ocenia się osobno. Ale z moich obserwacji wynika, że obecnie nagradzany film nie ma za zadanie poruszać głębokiego problemu i po obejrzeniu podnosić widza na wyższy poziom duchowy, tylko zaintrygować, zbudować napięcie, przykuć uwagę efektami i pozostawić jedynie wrażenia estetyczne. Może się mylę, ale takie są moje wrażenia na świeżo po obejrzeniu filmu.
Jedynym filozoficznym przekazem, jaki odebrałam, jest tytułowe YOLO. To współczesna wersja klasycznego "carpe diem" i motto to…

Move your body na wiosnę

Jednym z moich noworocznych planów było schudnąć 6-7 kg. Jakimś dziwnym zrządzeniem w ostatnim roku przeszłam z rozmiaru 38 na 40. Nie jest to jeszcze wielka tragedia, ale kupowanie spodni w takim stanie nie należy do najprzyjemniejszych czynności.  Plan na taką reformę jest prosty: dieta i ruch. Mówiąc o diecie mam na myśli oczywiście nie jakieś skomplikowane liczenie kalorii, nigdy tego nie robiłam i kompletnie się na tym nie znam. Wystarczy kilka zasad: -proste posiłki (kasze, ryż, warzywa, owoce) najlepiej gotowane na parze; -regularne pory posiłków;  -unikamy późnych i obfitych kolacji; -nie bierzemy dokładek; -unikamy słodyczy i ukrytych cukrów. 
W związku z powyższym kilka ciekawostek. Ukryte cukry znajdują się w popularnych produktach dietetycznych, takich jak płatki, jogurty czy soki. Australijski aktor przeprowadził eksperyment, żywiąc się przez 60 dni tymi produktami i przytył aż 9 kg (artykuł tutaj). Nakręcił o tym dokument, który wchodzi właśnie do kin. Bardzo lubię płat…