wtorek, 22 grudnia 2009

Tak już jest, czasem sweet, czasem jazz.



Wymyśliłem Ciebie
Grzegorz Markowski&Mika Urbaniak

Dzisiaj nagle wymyśliłem Ciebie
Twoje imię zadźwięczało we mnie
Choć tyle innych jest
Wciąż słyszę jego dźwięk

Do mnie mów najłagodniej
Jak tylko Ty potrafisz
I podaj rękę spłoszoną
Szczęściem nagłym

Dla Ciebie usta moje
I ciepło moich dłoni
A potem przyjdą noce
Jak psy wierne pod nasz dom

Jaką drogę, wybierzemy razem
Spłoną wieczór,
W horyzoncie gwiazdom
Ta gwiazda świeci znów
Na jedną z naszych dróg

W oczy patrz najłagodniej
Jak tylko Ty potrafisz
I całuj wargi
Spłoszone szczęściem nagłym

Dla Ciebie usta moje
I ciepło moich dłoni
A potem przyjdą noce
Jak psy wierne pod nasz dom.

***
To jest w wersji Grzegorza Markowskiego i Miki Urbaniak (rap), momentami Markowski brzmi jak Niemen ;)
Oryginalne wykonanie Andrzeja Zauchy jest ciekawsze instrumentalnie, zwłaszcza solówka fortepianowa. Markowski jednak zubożył i tylko głos ciekawi. W tym za to jest jakaś magia.



***
Zamieniłam siedzenie i nudzenie się w domu na siedzenie i nudzenie się w pracy. I tylko czasami przerywa mi to jakiś klient, który przyniósł tłumaczenie albo tłumacz.Czuję, że następnym razem przyniosę pliki i będę pisać magisterkę, co by zająć się czymś pożytecznym.
A tak to cicho i spokojnie.Czuję, że pogrążam się w letarg. I tylko muza snuje się z głośników. Odkrywam nieznane polskie piosenki. Prońko, Zaucha i inni. To niewiarygodne, że młode pokolenie tego nie zna i zasłuchują się w jakichś Feelach czy innych Brodkach.

To jeszcze Prońko wrzucę.



Modlitwa o miłość prawdziwą
Krystyna Prońko

Każdy ma to, co życie mu da
Tani fart, albo dwa
Jakiś zamek ze szkła
każdy ma, każdy ma, każdy ma...
Życie drwi, głupim w nogach gdzieś śpi,
miesza cukier i łzy, bredzi co mu się śni
tak jak my, tak jak my, tak jak my.

Kiedy ja siedzę w kinie
a on na tym filmie
dotyka jej ust - cała drżę, cała drżę...

Ref.
Bierz, co chcesz - lata bierz
diable mój, dam ci wiersz
tylko daj, daj, daj chociaż raz
wielka miłość, tak prawdziwą.
Bierz, co chcesz - lata bierz
diable mój, dam ci wiersz
tylko daj, daj, daj chociaż raz
wielka miłość, tak prawdziwą...

Tak już jest, czasem sweet, czasem jazz
Pełen dzban, pusty śmiech
miałam dwóch, może trzech
wielki grzech, wielki grzech, wielki grzech...
Każdy ma to, co życie mu da
tani fart albo dwa
jakiś zamek ze szkła
każdy ma, każdy ma, każdy ma...

Kiedy ja siedzę w kinie
a on na tym filmie
dotyka jej ust - cała drżę, cała drżę...

Ref.
Bierz, co chcesz - lata bierz
diable mój, dam ci wiersz
tylko daj, daj, daj chociaż raz
wielka miłość, tak prawdziwą.
Bierz, co chcesz - lata bierz
diable mój, dam ci wiersz
tylko daj, daj, daj chociaż raz
wielka miłość, tak prawdziwą...

***

Ale się nie rozklejam, żeby nie było. Daleko mi do tego. Za godzinę kończę pracę, wracam do mieszkania i kontynuuję samotną wegetację. Pewnie znowu net będzie zamrożony, więc skończy się na House i serialach w telewizji.
No to see ya.

niedziela, 20 grudnia 2009

Closer.



In my dreams
Mika Urbaniak

Ref:
In my dreams I fly,
In my dreams you are mine,
Come with me trough open doors.
Like the sun and moon
We can dance 'till noon,
Hold my hand - I'm yours!

1.
The boy they talked about,
I knew him, I knew his heart.
They liked to laugh at him,
But I felt this like right from the start.
When the boy walked,
He always walked alone.
Not a school yard or classroom,
No one was never home.

I had a love for him
And never said a thing.
How would it happen
If I had told him…

Ref: (x2)
In my dreams I fly,
In my dreams you are mine,
Come with me trough open doors.
Like the sun and moon
We can dance 'till noon,
Hold my hand - I'm yours!

2.
He had shining eyes
Nobody ever saw,
When we would fight with him
He always fought so smart.
He gave his gifts
How could we not see
He had the kind of love
That gives itself eternally…

I had a love for him
And never said a thing.
How would it happen
If I had told him…

Ref:
In my dreams I fly,
In my dreams you are mine,
Come with me trough open doors.
Like the sun and moon
We can dance 'till noon,
Hold my hand - I'm yours!

Bridge:
How could people treat a boy
Like he was invisible?
How could they not know
That life and love are indivisible?

Ref: (x2)
In my dreams I fly,
In my dreams you are mine,
Come with me trough open doors.
Like the sun and moon
We can dance 'till noon,
Hold my hand - I'm yours!

***
Oglądałam dzisiaj "Jaka to melodia" i wpadł mi ten kawałek w ucho, toteż poszukałam całej płyty. Przyjemna, lekka muzyka, takie klimaty ze sklepów Orsay'a i inne galeriowe ;)

Krótka recenzja płyty w takim razie.

Opis albumu: Closer

„Closer” Miki Urbaniak to album, na który długo czekała cała Polska. Z utęsknieniem wyglądali go nawet ci, którzy o tym nie wiedzieli… za to chętnie posłuchaliby czegoś więcej z udziałem tej świetnej wokalistki, której głos znali doskonale z płyt Andrzeja Smolika oraz wspólnych nagrań i koncertów z Grzegorzem Markowskim, Mieczem Szcześniakiem, O.S.T.R.-ym, Liroy’em i wieloma innymi. Oto wreszcie nadszedł czas, by Mika wyszła z cienia i przemówiła – a raczej pięknie zaśpiewała – własnym głosem i na własny rachunek.

„Closer” rodził się w bólach. Artystka podpisała kontrakt płytowy w wieku 19 lat i niemal natychmiast zabrała się do pracy, ale… Zmieniali się jej współpracownicy, zmieniały studia nagraniowe, artystyczne wizje przychodziły i odchodziły. Raz miał to być jazz, to znów okolice hip-hopu, albo mroczna, transowa elektronika. Na czym stanęło? Trudno powiedzieć. „Closer” to po prostu dojrzała płyta dojrzałej wokalistki. Artystki i kobiety, która wie, czego chce i wie, jak swój cel osiągnąć. To szlachetny pop, o światowym brzmieniu i indywidualnym charakterze. W czasach, kiedy byle kto nagrywa płyty byle szybciej i z byle kim, debiut na takim poziomie jest wydarzeniem niezwykłym. Ale też Mika zwykła nie jest… Czego nie nauczyła się w swym rodzimym Nowym Jorku i wśród przyjaciół w Warszawie, to odziedziczyła po rodzicach, czyli jednej z najznakomitszych i najbardziej oryginalnych par w historii polskiej muzyki rozrywkowej – Urszuli Dudziak i Michale Urbaniaku.

Producentem płyty jest Troy Miller, który akompaniował na trasie Michałowi Urbaniakowi, znany również ze współpracy m.in. z Amy Winehouse, Markiem Ronsonem i Ronem Ayersem. Choć Troy znany jest głównie jako wyśmienity perkusista, na „Closer” zagrał niemal wszystkich instrumentach, a nawet zaśpiewał chórki w dwóch utworach. On również zaprosił do swojego domowego studia – Sand House w Londynie - zaprzyjaźnionych muzyków, którzy nadali płycie charakteru i światowego szlifu. Na gitarze zagrał Femi Temowo (m.in. The Roots, Amy Winehouse, Urbanator), na basie Carl Stanbridge (m.in. Ms Dynamite, Joss Stone, Jason Donovan), a programowaniem zajął się Tim Oliver. Nad aranżacją instrumentów smyczkowych czuwał Krzysztof Herdzin. Mika mogła również liczyć na pomoc rodziny – w jednym z utworów solo na skrzypcach zagrał Michał, a w innym gościnnie zaśpiewała siostra wokalistki, Kasia.

Jest jeszcze tytuł płyty, czyli „Bliżej”. Jakkolwiek artystka nie będzie go objaśniała w wywiadach, każdemu wielbicielowi dobrej muzyki musi się on skojarzyć z jednym – Mika Urbaniak nigdy nie była bliżej wielkiej, światowej kariery. Trzymamy kciuki.


Osobiście płyta mi się podoba, przyjemnie się słucha i można odnaleźć tam sporo smaczków :)
Polecam, miłego wieczoru :)

Aslan.



Obejrzałam wczoraj "Opowieści z Narnii. Lew, czarownica i stara szafa", bo akurat leciało w telewizji. Trafiłam na to niestety po godzinie, jak już się rozpoczęło. Nie jestem przekonana do filmów fantasy, ponadto znajomi opowiadali, że są tam analogie biblijne, a takich mieszanek nie za bardzo lubię, ale zobaczyłam tę głębię obrazu i mnie wciągnęło. Przyznaję, film jest naprawdę dobry.
Najbardziej spodobał mi się cytat z zakończenia filmu.

Łucja wyszła na balkon i zobaczyła w oddali odchodzącego Aslana. Wtedy podszedł do niej satyr i powiedział:
-Nie smuć się. Wróci w swoim czasie. Nie można go zatrzymywać, w końcu nie jest całkiem oswojony.
-Nie, ale jest dobry.


I to było dla mnie szczególne zakończenie wieczoru, w którym było na początku smutno i nieprzyjemnie przez pewnego nieznajomego człowieka, ale zakończyło się sympatycznie i miło dzięki komuś dobremu i nie do końca oswojonemu ;)

PS: Mróz ścisnął na dobre, warzywa na balkonie zamarzły na kość. Nie wiem, czy teraz wnieść je do mieszkania, czy postępować z nimi jak z mrożonkami, że "po rozmrożeniu nie można ich ponownie zamrażać" ? :P ach, te życiowe dylematy... :P

piątek, 18 grudnia 2009

Początek końca ;P



"Nie mamy czego się obawiać w przyszłości, chyba, że zapomnimy drogę, którą Pan nas prowadził, i to, czego nauczył nas w naszej dotychczasowej historii."
E. White "Life sketches", s.196


Przekonałam się o prawdziwości tego cytatu, oj przekonałam...

Dzisiaj mogę opisać mój pierwszy dzień w pracy bo czuję, że muszę to jakoś uzewnętrznić ;)
Historia tej pracy była zadziwiająca mnie samą, bo właściwie wcale jej nie szukałam, tj. szukałam wcześniej, ale nie było niczego odpowiedniego, wiec zrezygnowałam i siedziałam w domu. Męczyło mnie to, bo strasznie nie lubię takiej bezczynności. Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że bez konkretnego zajęcia mi odbija. Nawet mi się już pracy mgr nie chciało pisać, no bo przecież jest tyle wolnego czasu... No i robiło się różne głupoty na necie i nie tylko :P
Przedwczoraj wieczorem wybrałam się na polowanie (Rozum tak nazywa zakupy wszelakiego rodzaju w moim wykonaniu:P). Po przeczesywaniu galerii w poszukiwaniu swetra i obczajaniu szalonych przedświątecznych promocji zmierzałam już ku wyjściu, wtedy niespodziewanie zadzwoniła koleżanka z klasy z muzyka, że potrzebują kogoś do biura tłumaczeniowego,i że pamiętała, że ja szukałam pracy i czy miałabym czas pracować na pół etatu. Lekka konsternacja, powiedziałam, ze pomyślę. Następnego dnia zagadałam do niej na gadu, zapytałam co i jak, no bo byłam zainteresowana, co tam miałabym robić, wysłałam CV, zostałam uprzedzona, że rozpatrzą, ale nic na pewno i takie tam. Pogadałyśmy, potem wróciłam do swoich zajęć. To było wczoraj. No i potem, parę godzin później ona do mnie dzwoni, czy nie przyszłabym do biura koło 15. "Oho" - pomyślałam - "czeka mnie jakaś rozmowa kwalifikacyjna..." Przyszłam cala zdygana, co to będzie, ale modliłam się w drodze, żeby Pan Bóg tym pokierował według swojej woli i bardziej już byłam ciekawa, co nastąpi, niż zestresowana.
Przyszedł szef, pogadaliśmy o warunkach, zaskoczył mnie propozycją pracy na cały etat, ale wstępnie umówiłam się na pół.
Powiedział, ze będę potrzebna już od następnego dnia, żeby się przyuczyć, więc już dzisiaj byłam. Od wieków nie wstawałam o 6, ponadto z wrażenia nie mogłam wczoraj zasnąć (no wiem, że jestem dziwna, ale zwykle tak przeżywam :P), więc pobudka dzisiaj była ekstremalnym przeżyciem i przez pół godziny chodziłam obijając się o meble :P no ale udało się zdążyć z porannymi czynnościami i pełna entuzjazmu wyszłam z domu, kierując się nową trasą w kierunku pracy. Przyszłam za dwadzieścia ósma, stanęłam przed zamkniętą bramą, nikogo nie było:P no nic, czekam. W międzyczasie mój entuzjazm lekko opadł, a zaczęło dominować przejmujące zimno w stopy. Podobno dzisiaj było -10, na szczęście tego nie wiedziałam, bo zmarzłabym 3 razy mocniej, a tak to tak w miarę :P potem dopiero koleżanka przyszła po 8 i otworzyła. Przekonałam się niniejszym o prawdziwości porzekadła: "Nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu" i postanowiłam solennie przychodzić do pracy punktualnie.
Po odtajaniu w płaszczu i nad kubkiem herbaty Beatka zrobiła mi ponad półtoragodzinne szkolenie teoretyczne, a ja zaspana, półprzytomna, niewiele z tego czaiłam i kiwałam tylko odruchowo głową, powtarzając sobie w duchu: "Podobno mam w głowie dyktafon, później to sobie odtworzę:P" Pocieszyła mnie, że jak ona przyszła do pracy 2 lata temu, to musiała wszystkiego nauczyć się sama, ale że sobie poradzę.
Potem pojawiło się 3 klientów w ciągu dnia, dwóch zostawiło dokumenty do tłumaczenia, to ich wpisałam w bazę, zeskanowałam dokumenty, wysłałam skany do tłumaczy i to było moje przeszkolenie praktyczne ;)
W międzyczasie wpadł jeszcze kolega z drugiego biura, słynny Adaś (drugi po jej współlokatorze najmądrzejszy facet, jakiego zna Beatka ;) zrobiliśmy przemeblowanie w biurze i teraz mam wszystko fajnie poustawiane, tylko czekam na swojego laptopa :) przekonałam się też o jeszcze jednej prawdzie: ludzie z rocznika '86 są pozytywnie zakręceni :D
No i po dzisiejszym dniu powtarzam komu tylko mogę, że mnie to cieszy :) tak jakoś od środka to we mnie siedzi. A przeciez nic wielkiego nie robię ani nie zarabiam wielkich pieniędzy, ale dzieje się coś nowego i to mnie cieszy :)
Praca sama mnie znalazła, i to właśnie taka, jaką potrzebowałam :)
Bogu niech będą dzięki :)
No i kochanej Beatce, oczywiście :) to teraz wypada, żebym mówiła Ci "szefowo"... :P
Życzę wszystkim dobrego odpoczynku :)

czwartek, 17 grudnia 2009

Epoka lodowcowa.



No i mamy zimę długo wyczekiwaną: ze śniegiem, z mrozem, z zablokowanymi drogami i zaskoczonymi drogowcami. Wszystko znów w normie. Wymrozi zarazki, potem znowu stopnieje i będzie jak było, ale przynajmniej mieliśmy akcent zimowy. Bo jednak śnieg to jest to. I jaśniej, i mniej zimowej deprechy, no i w ogóle zasypuje szarość i ponurość.
Coraz bliżej szalony okres zwany świętami BN, w którym właściwie ludzie wcale nie odpoczywają, ale świętują do upadłego. Ale niech im będzie. Ja w sumie też posiedzę w domu, pooglądam zaległe filmy i odpocznę od komputera. A potem w drugim tygodniu pojadę na sylwestrowy tydzień w Pszczynie. Już przygotowałam piosenki do karaoke i do "Jaka to melodia". A to zaledwie zajawka atrakcji... ;)
Po Nowym Roku zmieni mi się tryb życia i plan dnia, bo pójdę do pracy... W końcu, bo już mnie samą zaczynało przerażać moje nieróbstwo :P zacznie się wstawanie o 6 :P nie będzie wysypiania do nieprzyzwoitych godzin :P i jak mi się dzień skurczy, to wreszcie się zmobilizuję do pisania pracy :P ależ to będzie szalony okres:P zaczynam od jutra. Chyba nie zasnę dzisiaj z wrażenia... :P
Chyba zaczyna się coś nowego i ciekawego... Może wreszcie się usamodzielnię ;)

A wy trzymajcie się wszyscy ciepło i nie dajcie się grypie. Mi na razie się nie udało, to jest szansa, że przetrwam ;) Życzę wam "einen guen Rutsch ins Neujahr" ;) tak, to jest fajny zwrot, a oznacza "dobrego wjazdu w Nowy Rok" :) no to jazdaaaaa!!!

wtorek, 8 grudnia 2009

Wszystko w adagio :P

Ludzie, dobrze, że jest ten muzyk, bo inaczej chyba bym oszalała. Wychodzi człowiek na 3 godziny i jest w innym świecie, gdzie ludzie ubierają się dziwniej od niego, są bardziej zeschizowani i mają jeszcze bardziej odrealnione światy, niż on sam i to wcale nie jest jakieś niezwykłe ;)
A dzisiaj był popis dęciaków i grały klarnety, oboje i saksofony :) to w ogóle był niezwykły przypadek, że na niego trafiłyśmy, bo początkowo wybrałyśmy się utartym szlakiem do auli, po jakichś 15 minutach zamieszania zorientowałyśmy się, że trwają tam warsztaty dla trębaczy, a popis jest w kameralnej :P brawo, niech żyje spostrzegawczość :P niestety jakieś ogólne zmęczenie i stres przedsesyjny ogarnął wykonawców, bo mylili się ile wlezie... Ale było parę magicznych kawałków i postanowiłam się tym podzielić ;)

Weszłyśmy z Madzią na występ Anki Lewandy, która grała na saksofonie utwór Amy Quate "Light of Sothis". Miał magiczny akompaniament... Oj, nawet pomimo niedoskonałego wykonania był piękny...

(przepraszam, nie ma tu filmiku, ale jakość nagrania jest dobra, dlatego zdecydowałam się na ten)


Później grała Paulina Materna , która z ruchów przypominała mi śpiewaczkę operową i przedęcia miała ;) grała "Koncert na oboju" Marcello. Tak mi jakoś nie utkwił w głowie, ale był całkiem przyjemny.

Uśmiech wywołał u mnie "Ragtime" Scotta Joplina, wykonywany przez jednego chłopaka (nazwiska nie zdążyłam zanotować i nie pamiętam). Ale akompaniatora dobrze zapamiętałam, bo cały czas na niego ( a właściwie na nią) patrzyłam, tj. na p. Żannę Parchomowską, która grała tak sobie, od niechcenia, ale to ona właściwie nadawała muzyki temu utworowi ;) genialnie wyważony akompaniament, sama przyjemność słuchać takiego muzyka.

Ostatnią osobą, którą usłyszałyśmy, była Karolina Pieczonka, jak dla mnie najlepiej wypadła. Zagrała "Fantazję J. Demerssemana i dzielnie sobie poradziła. I znowu muszę zrobić ukłon dla akompaniatora, tym razem pana, który akompaniował też Ance :) a porozumiewawczy uśmiech w trakcie był po prostu rozbrajający ;)

Na podsumowanie tego dnia zacytuję wyznanie pani profesor dyrektor Martowicz:
"Co za smętny dzień, akompaniuję dzisiaj pięciu uczniom i wszystko w adagio :P"
I wniosek końcowy z lekcji Hzl: kobiety wolą zbójników.
Au revoir.

poniedziałek, 7 grudnia 2009

Hippy hippy shake ;P



Feel
Robbie Williams

Come and hold my hand
I wanna contact the living
Not sure I understand
This role I've been given

I sit and talk to God
And he just laughs at my plans
My head speaks a language
I don't understand

I just want to feel real love
Feel the home that I live in
'Cause I got too much life
Running through my veins
Going to waste

I don't want to die
But I ain't keen on living either
Before I fall in love
I'm preparing to leave her
I scare myself to death
That's why I keep on running
Before I've arrived
I can see myself coming

I just want to feel real love
Feel the home that I live in
'Cause I got too much life
Running through my veins
Going to waste
And I need to feel real love
And a life ever after
I cannot give it up

I just want to feel real love
Feel the home that I live in
I got too much love
Running through my veins
To go to waste

I just wanna feel real love
In a life ever after
There's a hole in my soul
You can see it in my face
It's a real big place

Come and hold my hand
I want to contact the living
Not sure I understand
This role I've been given
Not sure I understand
Not sure I understand
Not sure I understand
Not sure I understand

***
Znowu przypadkowe odkrycie na mojej playliście. Po uważnym przyjrzeniu się słowom znowu stwierdzam, że są adekwatne...

Wczoraj wracałyśmy z Olą do Rzeszowa. Rzeszów o 22 w niedzielę wieczorem jest taki pusty ;) zachciało nam się tańczyć rock'n'rolla na kładce nad torami i na chodniku no i zrealizowałyśmy to :P i poleciały hity w rodzaju "Hippy hippy shake" oraz "I get around" ;) a dzisiaj był dalszy ciąg tego szaleństwa podczas gimnastyki ;)

Błagam, niech wróci mi nastrój do pisania pracy, bo utknęłam na pierwszej stronie drugiego rozdziału i nie mogę ruszyć :P a tu święta coraz bliżej i siedzenie tydzień w domu, zapewne oglądając filmy na zmianę z netem :P a potem wyjazd na sylwestra... Wcale nie naukowy nastrój :P

Pozdrawiam wszystkich tych, których zgnębiła pogoda. Nie dajcie się! Wykrzeszcie z siebie odrobinę energii! Zaszalejcie! ;D

środa, 2 grudnia 2009

Każdy powód jest dobry.



A voice within
Christina Aguilera

Young girl don’t cry
I’ll be right here when your world starts to fall
Young girl it’s alright
Your tears will dry, you’ll soon be free to fly

When you’re safe inside your room you tend to dream
Of a place where nothing’s harder than it seems
No one ever wants or bothers to explain
Of the heartache life can bring and what it means

Chorus:
When there’s no one else, look inside yourself
Like your oldest friend just trust the voice within
Then you’ll find the strength that will guide your way
You’ll learn to begin to trust the voice within


Young girl don’t hide
You’ll never change if you just run away
Young girl just hold tight
Soon you’re gonna see your brighter day

Now in a world where innocence is quickly claimed
It’s so hard to stand your ground when you’re so afraid
No one reaches out a hand for you to hold
When you're lost outside look inside to your soul

Chorus

Bridge

Life is a journey
It can take you anywhere you choose to go
As long as you’re learning
You’ll find all you’ll ever need to know
(be strong)
You’ll break it
(hold on)
You’ll make it
Just don’t forsake it because
No one can tell you what you can’t do
No one can stop you, you know that I’m talking to you

Chorus

Young girl don’t cry I’ll be right here when your world starts
to fall

***
Wieczór z House'm i Christiną Aguilerą. Zaczęło się od słynnej "Lady Marmalade", ale raczej się nie nadaje, żeby tutaj umieścić. House'a zaczęłam oglądać od pierwszego sezonu, ale jak na razie nie mogę się wkręcić, bo za wolno idzie. Aguilery trafiłam na ten kawałek i dołącza do mojej listy pozytywnych kawałków Christiny razem z "I turn to you", "Beautiful" i "Hurt".

***
Jeszcze nigdy nie było mi tak trudno wrócić do rzeczywistości po próbie. Najpierw odsypiałam, potem na nowo przeżywałam, co się działo, potem byłam osłabiona, bolał mnie brzuch i siedziałam w domu przez 2 dni, potem układałam plan kolejnej próby, która jest za 2 miesiące, następnie omawiałam plany na sylwestra, a dzisiaj poszłam na zakupy, żeby ruszyć się z domu i trochę mnie zawiało, więc juro pewnie znowu będę siedzieć w domu. Nie wiem, co się ze mną dzieje, nie jestem chora, nie kaszle, nie mam kataru ani gorączki, a tak jakoś dziwnie się czuję. I w ogóle nie mogę się w sobie odnaleźć...
Trzeba powrócić do tradycji pisania magisterki. Utknęłam na pierwszej stronie kolejnego rozdziału i nie mogę ruszyć. I w ogóle ogarnia mnie ostatnio taka niefrasobliwość wobec wszystkiego...
Ech, przydałoby się zabrać za jakąś konkretną robotę, bo mi odwala.
Trzymajcie się ciepło i nie dajcie się grypie. Nie tak jak ja, która szuka legalnego pretekstu, żeby siedzieć w domu.