piątek, 30 września 2011

Wszyscy mają w... nosie, mam i ja.



Boso
Zakopower

Nieużyty frak,
dziurawy płaszcz,
znoszony but.

Zapomniany szal
zaszył się w kąt
niemodny już.

Każda rzecz
o czymś śni
odstawiona.
Jeszcze chce
modna być
zanim cicho skona.

I dopiero gdy
zawoła Bóg
to pożegnam wszystkie te
rzeczy i znów:
pójdę boso,
pójdę boso,
pójdę boso,
pójdę boso.

I dopiero gdy
zawoła Bóg
to pożegnam wszystkie te
rzeczy i znów:
pójdę boso,
pójdę boso,
pójdę boso,
pójdę boso.

Zagubiony gdzieś
parasol, z nim
czekam na deszcz.

Zegar nie wie jak
bez moich rąk
ma życie wieść.

W wielki stos
piętrzą się
odłożone,
każda chce
żeby ją
wziąć na drugą stronę.

I dopiero gdy
zawoła Bóg
to pożegnam wszystkie te
rzeczy i znów:
pójdę boso
pójdę boso
pójdę boso
pójdę boso

I dopiero gdy
zawoła Bóg
to pożegnam wszystkie te
rzeczy i znów:
pójdę boso
pójdę boso
pójdę boso
pójdę boso.

Zamkną za mną drzwi.
Pójdę boso, (boso).
Nie zabiorę nic.
Pójdę boso (boso).

Zamkną za mną drzwi.
Pójdę boso, (boso).
Nie zabiorę nic.

I dopiero gdy
zawoła Bóg
to pożegnam wszystkie te
rzeczy i znów:
pójdę boso
pójdę boso
pójdę boso
pójdę boso.

I dopiero gdy
zawoła Bóg
to pożegnam wszystkie te
rzeczy i znów:
pójdę boso
pójdę boso
pójdę boso
pójdę boso.

***

Październik - miesiąc wędrówek i migracji. Bociany i inne ptaki odlatują do ciepłych krajów, studenci przeprowadzają się do mieszkań tudzież akademików; każdy szuka ciepłego kąta przed zimą.
Moi rodzice powrócili do domu w Wojkówce, brat wyjechał do Lublina na swoją nowo wynajętą kwaterę, a ja... też się przeprowadzam. Niedaleko od Warszawy, do Michałowic, ale do większego lokum, niż nasz "apartament" na Tureckiej, zapewne z bandą współlokatorów, o ile znajdzie się komplet. Jak już się w końcu zdecydowałam na to mieszkanie, to tamci się wykruszają...
A na razie tylko taka mała migracja do Poznania z All4Him. Cygańskie życie...
Się miejcie.

środa, 28 września 2011

Hulali po polu i pili kakao.




Najpiękniejsza w klasie
Majka Jeżowska
Śpiewa: Kuba Badach i Mateusz Wiśniewski

Hulali po polu i pili kakao
Hulali po polu i pili kakao

Hulali po polu i pili kakao
Hulali po polu i pili kakao...

Czy pamiętasz jeszcze
tę wycieczkę pierwszą,
tę sprzed lat.
Z placu tuż za szkołą
zabrał was autokar
prosto w maj.

Dłonie miałeś mokre,
w gardle lęk,
nogi z waty
na głosu jej dźwięk
Gdy była tuż tuż
Gdy była tuż tuż
Brakło słów i brakło tchu!

ref.
Najpiękniejsza w klasie
bez dwóch zdań,
na przerwach biłeś o nią
się nie raz.
Jej obraz, choć zamglony,
w sercu masz
i nie zapomnisz...
nie! nie! nie! nie! nie!


Hulali po polu i pili kakao
Hulali po polu i pili kakao

Mlecze tak pachniały,
pola rozkwitały
wokół was.
Trzy dni najwspanialsze
spośród życia twego
przyznaj sam!

Zdjęcia jej robiłeś
pośród bzu
aparatem słynnej
marki "Druh"
Gdy była tuż tuż
Gdy była tuż tuż
Brakło słów i brakło tchu!

ref.
Najpiękniejsza w klasie
bez dwóch zdań,
na przerwach biłeś o nią
się nie raz.
Jej obraz, choć zamglony,
w sercu masz
i nie zapomnisz...
nie! nie! nie! nie! nie!

***

Serce: Hej Rozum, co u Ciebie?
Rozum: A w porządku... Przepraszam, nie mam za bardzo czasu gadać, bo niedługo wychodzę.
Serce: Wychodzisz? To już drugi raz w tym tygodniu. Od kiedy się zrobiłeś taki towarzyski?
Rozum: A co, nie wolno?
Serce: Nie no, ja nic nie mówię... Zastanawiam się tylko, czy ma z tym związek taka jedna wysoka blondynka z długimi, prostymi włosami...
Rozum: Może i ma, a może nie...
Serce: A swoją drogą, od kiedy podobają ci się blondynki? Zawsze powtarzałeś, że preferujesz niskie brunetki w typie Azjatek, a teraz co? Kolejna blondynka? Odwidziało ci się?
Rozum: A co ty tak drążysz? Zazdrosna jesteś, czy co?
Serce: Ja? Zazdrosna o ciebie? Też coś... Za dobrze cię znam. Musiałabym być zdesperowana, żeby się za tobą oglądać.
Rozum: Pfff, po prostu nie doceniasz mojego uroku osobistego :P
Serce: No jasne, jest tak głęboki, że niezwykle trudno go dostrzec. No a tamta dziewczyna nie jest dla ciebie za młoda? Zdaje się, że jeszcze nie skończyła osiemnastki...
Rozum: No to co? Jest inteligentna i ma właściwe podejście do spraw życiowych jak mało kto.
Serce: No dobra... Widzę, że uaktywnił się wobec niej twój instynkt ojcowski. Troszcz się zatem, skoro ci na to pozwala...
Rozum:Nie wiem, do czego zmierzasz, ale nie chce mi się tego dociekać. Muszę się zbierać.
Serce: A juści... Nie zatrzymuję cię dłużej. Leć do swojej wybranki i może chociaż tobie się uda...
Rozum: Wątpisz we mnie?
Serce: Bynajmniej... Przecież widać jak na dłoni, że dziewczyna jest tobą zafascynowana. Jak mawia pewien mało inteligentny cytat: "Podobasz mi się. Nie zepsuj tego."
Rozum: Taa... Łatwo jest doradzać drugiemu, prawda? Dobrego wieczoru, Serce!
Serce: Wzajemnie. Powodzenia!

poniedziałek, 26 września 2011

Dr Holmes


W końcu się udało - w ten weekend obejrzałam "Sherlocka Holmesa" i muszę przyznać, że film mnie totalnie zaskoczył, oczywiście na plus.

Po stu latach od pojawienia się Sherlocka Holmesa mało kto już pamięta, kim on był. W popkulturowej zbiorowej świadomości utrwalił się jego ułagodzony wizerunek: flegmatycznego dżentelmena, dystyngowanego, grającego na skrzypcach, powtarzającego "to elementarne, drogi Watsonie" i z rzadka rzucającego ciętą ripostę. Na szczęście pojawił się Guy Ritchie, który odstawił to stare truchło do mauzoleum, gdzie jego miejsce, i niczym najlepszy z okultystów sięgnął do świata zmarłych i wskrzesił Holmesa takim, jakim go uczynił stwórca, sir Arthur Conan Doyle. I okazało się, że jest to idealny bohater XXI wieku, który doskonale wypełni pustkę pozostawioną po herosach kina nowej przygody z emerytowanym Indianą Jonesem na czele.

Jak u Doyle'a tak i u Ritchiego Holmes jest postacią niezwykle barwną, ekscentryczną i nieprzewidywalną. Wokół niego panuje totalny chaos i nieopisany bałagan, ale właśnie w nim czuje się najlepiej. Jego nieprzeciętny umysł niestety rodzi dystans między nim a światem, czego doskonale jest świadomy. To sprawia, że w jego duszy jest sporo mroku, który rozprasza morfiną (to akurat w filmie zostało ledwie zasugerowane), bijatykami, a przede wszystkim intelektualnymi potyczkami z równymi sobie. W osobie Roberta Downeya Jr. duch Holmesa w końcu odnalazł dom, w którym – mam nadzieję – zamieszka na dłużej. Aktor brawurowo odegrał wszystkie niuanse charakteru słynnego detektywa. Nie wyobrażam sobie, by ktokolwiek inny mógł go w najbliższym czasie zastąpić.

Złośliwy, niezwykle inteligentny, lubiący nielegalne walki na pięści i używki Holmes oraz racjonalny, ale nie pozbawiony dobrego humoru i odrobiny szaleństwa Watson niepokojąco kojarzą się z bohaterami popularnego serialu "Dr House". To niewątpliwie ciekawe źródło inspiracji, podobnie jak dla twórców House'a źródłem były teksty Arthura Conan Doyle'a o słynnym detektywie. Guy Ritchie skoncentrował się chyba za bardzo na samym czerpaniu, zamiast dorzucić postaciom coś od siebie. Owszem, widzimy całkiem nowy, intrygujący i bardzo różnorodny wizerunek Holmesa, jednak każdy fan serialu o kontrowersyjnym i genialnym lekarzu odniesie wrażenie, że skądś już to zna. Sytuację ratuje Robert Downey Jr, który wprowadza w postać Sherlocka świeżość i kreuje ją na własny sposób. Podobnie Jude Law, który rolę dr Watsona bez wątpienia może zaliczyć do grona zawodowych sukcesów. Nie sposób też pominąć zwracającej uwagę swoją kreacją Rachel McAdams oraz Marka Stronga w roli lorda Darkwooda.

Na brawa zasługuje też szeroko pojęty klimat filmu. Szczególnie muzyka, która wręcz przenosi widza na ulice Londynu z końca XIX wieku. Kompozycje jak zawsze niezawodnego Hansa Zimmera, znanego ze stworzenia genialnej ścieżki dźwiękowej między innymi do "Gladiatora", stanowią element scalający tę produkcję. Ważne jest także dość mroczne, ale nastrojowe światło i imponująco zrealizowane efekty specjalne. Turpistyczny, utrzymany w odcieniach ochry, brązów i szarości obraz Londynu pełnego ponurych hal fabrycznych i mętnych typów intryguje. Wszystko to tworzy pewną całość, niezwykle plastyczne tło dla niezwykle wciągającej i szybko prowadzonej akcji oraz wielokrotnie wspomnianego już aktorstwa, które stanowi fundament całego obrazu.

Ktoś mógłby powiedzieć, że owszem aktorzy zagrali dobrze, za to fabuła jest grubymi nićmi szyta. Ten ktoś jednak powinien sobie odświeżyć historię kina. "Sherlock Holmes" ma klasyczną fabułę kina awanturniczego, wystarczy przypomnieć sobie chociażby "Indianę Jonesa i Świątynię Zagłady". Pomysł z połączeniem wątku ezoterycznego z rozwojem technologicznym jest genialny w swej prostocie i trafia w dziesiątkę, jeśli chodzi o odzwierciedlenie epoki. Należy bowiem pamiętać, że przełom XIX i XX wieku to czas gwałtownego rozwoju okultyzmu, narodziny współczesnego satanizmu, zainteresowania na Zachodzie filozofią Indii i Chin, i to wtedy powstała jedna z najpopularniejszych talii Tarota. Okres ten to również niezwykły czas dla nauki: Tesla, Edison, bracia Lumière, bracia Wright, Curie-Skłodowska, Einstein. I echa tego chaosu odnajdziemy właśnie w "Sherlocku Holmesie".

Jednak jak w kuchni tak i w filmie nie wystarczą składniki najwyższej jakości, by osiągnąć sukces. Potrzebny jest jeszcze mistrz, który połączy je w jedną olśniewającą całość. I takim mistrzem okazał się Guy Ritchie. Ci, którzy znają jego poprzednie filmy jak "Porachunki", "Przekręt", "Rock'N'Rollę", doskonale wiedzą, czego się spodziewać. Mimo że "Sherlock Holmes" to największe komercyjne przedsięwzięcie reżysera, Ritchie pozostał wierny swojemu stylowi. Dzięki temu uzyskaliśmy dynamiczne widowisko, z będącymi już znakiem firmowym Ritchiego scenami ostrego montażu, z uroczymi i barwnymi draniami w rolach głównych okraszonych obfitą dawką ciętego humoru. "Sherlock Holmes" to rozrywka najwyższego sortu. Film po prostu trzeba zobaczyć.

Recenzja z filmweb.pl

środa, 7 września 2011

Adele na serce wyrywne.



Crazy for you
Adele

Found myself today
Singing out your name
You said I'm crazy
If I am
I'm crazy for you

Sometimes
Sitting in the dark
Wishing you were here
Turns me crazy
But it's you
Who makes me
Lose my head

And every time
I'm meant to be
Acting sensible
You drift into my head
And turn me
Into a crumbling fool

Tell me to run
And I'll race
If you want me
To stop I'll freeze
And if you are me
Gonna leave
Just hold me
Closer, baby
And make me
Crazy for you
Crazy for you

Lately with this state
I'm in I can't help
Myself but spin
I wish you'd come over
Send me spinning
Closer to you

My oh, my
How my blood boils
It's sweet taste for you
Strips me down bare
And gets me
Into my favourite mood

I keep on trying
Fighting
These feelings away
But the more I do
The crazier I turn into

Pacing floors
And opening doors
Hoping
You'll walk through
And save me boy
Because I'm too
Crazy for you
Crazy for you

***

Rozum: Serce, ahoj! A co ty się tak nie odzywasz do mnie, hmm? Obraziłaś się, czy co?
Serce: Ee, nieee, tak jakoś wyszło. Nie chciałam ci głowy swoimi sprawami zawracać. Zresztą i tak nic ciekawego się nie działo...
Rozum: Nie musi się przecież dziać, żeby do starego kumpla zagadać, czyż nie? Wyobraź sobie, że się martwiłem o ciebie. Wyjechałaś nie wiadomo gdzie, nie dajesz znaku życia...
Serce: A od kiedy ty się o mnie martwisz? Myślałam, że działam ci na nerwy :P jeszcze parę tygodni temu chciałeś mnie roznieść na szablach :P
Rozum: No no, bez przesady. I świętego by przy tobie poniosło... Ale nudno tu bez ciebie było.
Serce: Ach tak?
Rozum: Tak.
Serce: Mów mi tak jeszcze :P
Rozum: No już, już, nie pochlebiaj sobie. Lepiej opowiedz, co u ciebie.
Serce: Wyjazdy, chorowanie, praca, szkolenia - tak w skrócie ;)
Rozum: Mam rozumieć, że to niebawem rozwiniesz do zdań wielokrotnie złożonych?
Serce: Tym razem nie :P walczę z potrzebą zalewania ciebie potokiem informacji :P żebyś mi nie zarzucał, że się wywnętrzniam :P
Rozum: Nie podpuszczaj mnie...
Serce: Nie, nie powiem ci nic więcej. Muszę okiełznać moją wybujałą wyobraźnię, bo bryka jak młody źrebak. A łudziłam się, że jestem rozsądna...
Rozum: Dobra dobra, Serce, już nic mi nie musisz mówić, czytam w tobie jak w otwartej książce. Kim on jest?
Serce: Oj tam, zaraz on... Nikt konkretny. To wyrywa wciąż do przodu głupie serce...
Rozum: Uwielbiam te twoje mętne tłumaczenia, które i tak niczego nie zakryją przed moim przenikliwym umysłem, ale skoro twierdzisz, że nikt, to nie wnikam. I tak mi sama powiesz niedługo ;P
Serce: Nie, prędzej mi się dziesięć razy odwidzi, jak w ciągu ostatniego miesiąca... Sama za sobą nie nadążam...
Rozum: Boś się na mnie wypięła i nie miał ci kto wyprostować światopoglądu :P Serce, Serce, kiedy ty zrozumiesz, że jesteśmy jednym organizmem? Nie porzuca się rozumu dla nikogo...
Serce: Nie porzuca się rozumu dla nikogo... Kurczę, ty masz rację...
Rozum: I tak jutro nie będziesz o tym pamiętała. Obudzisz się z głową wypełnioną nowymi marzeniami...
Serce: Może i tak, może i nie...
Rozum: Czy ja cię od wczoraj znam? No, idź już spać. Niech ci się rycerz na białym koniu przyśni albo jakiś inny amant w mundurze.
Serce: Pffff :P Dobranoc, Rozum :)

czwartek, 1 września 2011

And so the legend begins.


Rise and rise again until lambs become lions.

Kolejny film z moim ulubionym aktorem - kolejne wielkie przeżycie na miarę Gladiatora.

Zdobywca Nagrody Akademii Russell Crowe i reżyser legendarnego "Gladiatora" Ridley Scott łączą siły w epickiej opowieści o przygodach Robin Hooda. Oto niezwykła historia człowieka, którego losy dały początek nieśmiertelnej legendzie.

Dzielny wojownik Robin zostaje wyjęty spod prawa, gdy wraz z grupą swych wiernych towarzyszy broni opowiada się przeciwko skorumpowanemu królowi Anglii. Zbuntowany bohater udaje się do Nottingham, gdzie poznaje pełną animuszu Lady Marion (nagrodzona przez Akademię Cate Blanchett). Zafascynowany jej osobą zrobi wszystko, by zdobyć serce tej pięknej kobiety i ocalić jej rodzinne ziemie przed zbliżającym się zagrożeniem. W konsekwencji dramatycznych wydarzeń, Robin i jego ludzie zostaną wciągnięci w krwawą wojnę, która zadecyduje o przyszłej chwale Anglii oraz rozsławi legendę szlachetnego banity.

I chociaż zdecydowaną część filmu stanowią zbrojne potyczki, to i tak byłam zachwycona dzielnym rycerzem Robertem i walczącą u jego boku Marion (o tak, dzielna kobieta, trudno o taką!) Też mi się marzy taki rycerz, który mnie uratuje i przy którego boku będę mogła przeżyć przygodę... Taki Boży wojownik, mężczyzna na Jego obraz, dzielny i nieugięty w Jego sprawie. Przecież to nie musi być tylko legenda...