niedziela, 21 grudnia 2008

Zima w Bajkówce

Jesteśmy w domu i odpoczywamy od szkół :) wczoraj postanowiłam zrobić jakieś zdjęcia. To nic, że aparat nieczynny. Od czego są komórki? ;) jakość nierewelacyjna, ale zdjęcia są. No i jest - zimowo, pogodnie, spokojnie. Dobrze być w domu. Tutaj czas płynie wolniej...

Spoglądamy na nasze morgi...
Ta mała szara bryła pod lasem to nasz dom :)
Wielkie mamy obszary, co? ;)


Królewna Śnieżka :)

A masz!
Ola zdeterminowana
Nie poddam się bez walki :P

"W Rosji ciągle wojna trwa..."
Ballada o kobiecie żołnierza
Bertolt Brecht

Trochę tak... na wspak ;)
Czy te oczy mogą kłamać? ;)



Między ciszą a ciszą...

A ja czekam i czekam i czekam,

i tylko Ciebie wciąż wołam,
Ciebie wzywam z daleka...


Zima jest piękna :)

piątek, 19 grudnia 2008

Snow is all around ;D ---> nach Hause

Posprzątałam mieszkanie, spakowałam rzeczy do prania, jakieś produkty spożywcze, które zostały w lodówce i za kilka godzin jadę do domu na święta ;) Sama zostałam w pustym mieszkaniu. Wszyscy już pojechali... Jeszcze tylko ja podążam na 2 godziny do muzyka po jakieś nuty...
Tydzień odpoczynku od chodzenia na zajęcia, z dala od cywilizacji (net wprawdzie jest, ale dostęp do miasta ograniczony ;) robię małe ograniczenie kontaktów wirtualnych ;) trzeba pobyć z rodziną :)
Wzięłam kilkanaście filmów, w tym sporo animowanych dla Roni. I "Potop", czyli mikołajowy prezent od Błażeja :) Już Ci dziękowałam, prawda? A wiesz, kto ptasie mleczko w większości zmłócił? Filip ;P ten, którego miało to ominąć, bo faceci przeważnie nie wierzą w Mikołaja :P

A korzystając z okazji, chciałam pozdrowić serdecznie Miłosza (choć i tak wiem, że tu nie zajrzy), najlepszego skrzypka z naszego muzyka, z którym miałam przyjemność akompaniować na fortepianie moim kochanym wokalistkom, Natalce i Beatce, na wczorajszym koncercie kolęd :) Dziewczyny, dla was buźki :* :*
A dla Miłosza specjalne pozdrowienia:
Wielkie dzięki za koncert, panie Wieliński ;) Grać z Panem to był prawdziwy zaszczyt :) Pozdrawiam serdecznie i radosnych ferii świątecznych życzę (piękny śnieg właśnie za oknem pada ;)

Ta od germanistyki, Fis-durów, Des-durów i poniekąd od fortepianu;)


Naprawdę śnieg pada :) a już wątpiłam w zimę... Rozum twierdzi, że do Sylwestra się nie utrzyma. A jak on coś mówi, to tak będzie, niestety... A tak liczyłam na kulig w Pszczynie... Zapowiadają co roku, że będzie i ciągle nic...
No nic. Koniec tego ględzenia. Zamykamy neta na kochanym komputerku laptopopodobnym, aczkolwiek stacjonarnym i wybywamy (ja i moja prawdziwa tożsamość :P) do zaśnieżonej krainy, nazywanej przez Ronię Bajkówką ;)
Jeślibym nie pojawiła się do Nowego Roku (co jest wielce prawdopodobne), to składam wam wszystkim czytającym serdeczne życzenia świąteczno-noworoczne i wszystkiego, co piękne i o czym marzycie :) bawcie się dobrze w Sylwestra, tak jak ja w Pszczynie ( I hope ;)
Ściskam, całuję, pozdrawiam :* :* :*
Do zobaczenia za rok ;)

środa, 17 grudnia 2008

Piękno rodzi się w uśmiechu oczu jasnych i serca pogodnego :)


♫ Między ciszą a ciszą ♫
Grzegorz Turnau

Między ciszą a ciszą sprawy się kołyszą
i idą i płyną póki nie przeminą
każdy swoje sprawy trochę dla zabawy
popycha przed siebie po zielonym niebie

a ja leżę i leżę i leżę
i nikomu nie ufam i nikomu nie wierzę
a ja czekam i czekam i czekam
ciszę wplatam we włosy i na palce nawlekam
na palce nawlekam

między ciszą a ciszą sprawy się kołyszą
czasem trwają bez ruchu klepią się po brzuchu
ale czasem i one lecą jak szalone
wystrzelają w przestworza
i spadają do morza

a ja leżę i leżę i leżę ...

między ciszą a ciszą sprawy się kołyszą
sprawy martwe i żywe
nie do końca prawdziwe
między ciszą a ciszą sprawy się kołyszą
i idą i płyną
póki nie przeminą
póki nie przeminą
póki nie przeminą

a ja czekam i czekam i czekam
i tylko ciebie wciąż wołam
Ciebie wzywam z daleka
więc ja leżę i leżę i leżę
bo tylko Tobie zaufam

więc ja czekam i czekam i czekam
i tylko ciebie wciąż wołam
Ciebie wzywam z daleka
więc ja leżę i leżę i leżę
bo tylko Tobie zaufam
tylko tobie uwierzę
tylko tobie uwierzę
***

Od dzisiaj wierzymy w mieszkaniu w Mikołaja ;) dwie paczki jednego dnia :) dziękujemy :*

Dowiedzialam się, jak brzmi moje imię po japońsku:

Arisa Karamorita
Też chcecie sprawdzić? Zajrzyjcie na stronę:
http://rumandmonkey.com/widgets/toys/namegen/721

I uważajcie: *Bishoujo to dziewczynka, a *Bishounen - chlopczyk ;P

A w ogóle to rozpływam się dzisiaj radością z życia. Bo dzień był piękny, nieskończenie radosny, wypełniony przyjaznymi ludźmi i doskonałą muzyką :)
Wy wszyscy, którzy byliście ze mną w tych radosnych momentach dnia, jesteście dla mnie szczególni :)
Tak cieszyć się i nie przestawać :)

poniedziałek, 15 grudnia 2008

Dziewczyna z dziennikiem pokładowym



♫ On my shoulders

The Do

Why would I carry such a weight on my shoulders
Why do I always help you carry your boulders
And wonder why I carry such a weight on my shoulders
And why would I a t t ts such a load

But someday you'll see
Next time I'll try it another way

Why would you try to make me friends with them soldiers
When you know that I've never been familiar with orders
When you know that my heart is in a *pretty* disorder
And you should know that in my heart you fill every corner

And someday you'll see that all I want is to please
Oh, next time I'll try it another way
How long will I sit and wait like a soldier-her

How many summers will it take
How many summers will I wait
How many shoulders will I break
(*= chorus 1*)

Why would I carry such a weight on my shoulders
Why am I always by your side when you're down
And why did I help you build a beautiful house
And why did I break my back for you in the cold

Find More lyrics at www.sweetslyrics.com
And someday you'll see
Next time I'll try it another way

Why would I have to quit if time makes me older
Why do they wonder why I never get bored?
And wow could I tell them that I'll never let go
But hey you're my man and they just don't understand

Someday you'll see that all I want is to please hold
Next time I'll try it another way

How will I sit and wait like a soldier-her
(chorus 1)

Why would I carry such a weight on my shoulders
Why do I always help you carry your boulder?
You wonder why I carry such a weight on my shoulder
And why would I a t t ts such a load

Someday you'll see that all I want is to please hold
Next time I'll try it another way

How long will I sit and wait like a soldier
How many summers will it take
How many summers will I wait (x2)

***
Wreszcie to znalazłam. Zobaczcie link w tytule piosenki. Wspomnienie z Warszawy, słynna reklama zeszytów Oxfordu.
Piosenka jest psychodeliczna, słuchałam. Ale w tej reklamie jest genialna.
Dziewczyna z dziennikiem pokładowym - kiedy go otwiera, świat staje się inny, taki, jak go sobie wyobraża...
To zupełnie o mnie.
"Zabawne, jakie rzeczy potrafią czasem do głowy przyjść..."


czwartek, 11 grudnia 2008

Dzwonek mnie obudził rano ...

Wiem, że to jeszcze trochę trzeba poczekać. Ale dzisiaj ta piosenka jest dla mnie adekwatna.

♫ Ja jestem Nowy Rok
Elektryczne Gitary

Dzwonek mnie obudził rano
wyglądam przez drzwi
nagle nogi mam jak z waty
czy to jeszcze mi się śni
jednak się zebrałem w sobie
o co chodzi pytam marszcząc groźnie brwi
i słyszę : ja jestem nowy rok
przynoszę nowe dobre dni

znowu mnie obudził hałas
obróciłem na bok się
na ulicy pełno ludzi
słońce grzeje w rowie mnie
ktoś podaje mi rękę
myśmy już się gdzieś widzieli świta mi
tak bo
ja jestem nowy rok
przynoszę nowe dobre dni
on jeszcze raz mi mówi
ja jestem nowy rok
przynoszę nowe dobre dni

dozorczyni do mnie rzekła
że zamierza uciec z piekła
w nic nie wierzy robi co do niej należy
młoda przedszkolanka mówi
że się już w tym wszystkim gubi
straszy niczym teraz wszystkich nas policzy

znowu mnie obudził hałas
ktoś dobija się do drzwi
wydostałem się spod stołu
czy to jeszcze mi się śni
jednak ktoś za progiem czeka
to pomyłka mówię zatrzaskując drzwi
a on tam woła:

ja jestem nowy rok przynoszę nowe dobre dni
i jeszcze raz go słyszę
ja jestem nowy rok przynoszę nowe dobre dni
on wcale nie przestaje
ja jestem nowy rok przynoszę same nowe dobre

***

Dzisiaj o godzinie 6.30, kiedy ledwo otrząsnęłam się z sennej nieświadomości, zadzwoniła do drzwi jakaś kobieta z ankietami. Nie miałam siły ani ją ochrzanić, co za porę sobie wybrała, ani zaprotestować. Ludzie mogą ze mną zrobić, co chcą.
No, prawie. Nie znoszę rad, kiedy o nie nie pytam. A najbardziej tych od facetów, co powinnam ubierać, żeby się im podobać. Oni myślą, że jak mnie lepiej znają (np. brat, znajomy, przyjaciel), to mogą mi wmówić wszystko :P
Idę na uczelnię. Śpiewamy dzisiaj kolędy. Przyniosę mój pseudoinstrument klawiszowy i będzie radocha. Trzeba mieć coś z życia, jak wszystko naokoło dołuje skutecznie.
Ade.

sobota, 6 grudnia 2008

A Słowo ciałem się stało i zamieszkało wśród nas, pełne łaski i prawdy...


Dzisiaj usłyszałam na nabożeństwie taką myśl:

"Każdy czyn i każde słowo Jezusa nie były wypowiedziane tak sobie, ale miały moc, swoje znaczenie i konkretne zadanie do wykonania."

A my, pokolenie neostrady i pseudohumanistów, wyrzucamy z siebie tysiące słów, ot tak sobie, bez zastanowienia, bo ciekawie brzmią zestawione razem. Że niby wyrażamy nasze chaotyczne myśli i kłębiące się w nas uczucia. Bzdura. Nie jest to warte ani złamanego grosza. Może jednak wy niektórzy macie rację, po co ja wypisuję te wszystkie wynurzenia?... Żeby się oczyścić, być oryginalna?...
Nie, jednak są osoby, którym to jest potrzebne. Piszcie o tym. W komentarzach, jako n-ty anonim, na gg, przez sms. Jeśli będę mogła, to wysłucham.
*
Ale nie o tym chciałam mówić. Nie o sobie. Dzisiaj chciałam mówić o Jezusie. Bo odkryłam Go kolejny raz na nowo.
Dzisiaj na lekcji szkoły sobotniej usłyszałam i zrozumiałam taką kwestię: Jezus przyszedł na ziemię całkowicie jako człowiek. Był w pełni człowiekiem.
Nawet sam się nie zjawił, tylko został poczęty z Ducha Świętego.
Dorastał, kształcił się, poznawał Pismo Święte tak, jak my. Nie sfrunął z nieba z głową nabitą tekstami biblijnymi.
Jak pisała E. White, "nie korzystał z żadnej mocy, która nam nie byłaby dostępna." Czerpał całkowicie z mocy Ojca.
W Getsemane przed straszliwą walką z własnym strachem potrzebował wsparcia, nie otrzymał go od uczniów, więc Bog posłał anioła, żeby Go wzmocnił.
W momencie śmierci, gdy spadły na niego grzechy całego świata, nie widział tego, co jest za tą pustką, którą odczuwał, gdy doświadczył rozłąki z Ojcem: "Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?" Oczywiście znał obietnice, nawet sam je cytował, że po 3 dniach zmartwychwstanie, tylko w tym najcięższym momencie nie mógł tego widzieć.
Ale zaufał w pełni Ojcu i wypełnił Jego wolę, dlatego zwyciężył.
Kiedy to do mnie dotarło, Jezus stał się dla mnie tak realny, tak bliski, bo przecież On przeżywał wszystko tak samo, jak my. Też odczuwał strach przed nieznanym, przecież nigdy wcześniej nie doświadczył niesienia grzechu całego świata.
A z drugiej strony nie można zapominać o Jego boskości. I o tym, że w tym całym człowieczeństwie był i pozostał bezgrzeszny, bo taki był warunek, aby wypełnić misję.

Dzisiaj dla mnie najważniejsze było Jego człowieczeństwo i to, że On naprawdę czuł to, co ja.
I On odczuwał to, co Ty.
Mówisz: to niemożliwe, On nie zrobił takich rzeczy, jak ja. On nie wie, jaki ja jestem. Jestem powykręcanym na wszystkie strony spróchniałym korzeniem. Mam siebie za nic.
Ale On dźwigał na sobie Twoje słowa o spróchniałym korzeniu. On to ODCZUWAŁ. Kiedy się bałeś, kiedy nie wiedziałeś, co masz robić, kiedy byłeś uzależniony i nie miałeś siły walczyć. To niewyobrażalne, ale tak jest.
Wiesz, co musisz tylko z tym zrobić? Przyjąć to. I powierzyć się całkowicie mocy Ojca.
Możesz być wolny i możesz zwyciężyć.
W Nim jesteś wolny.

piątek, 5 grudnia 2008

Mała reklama ;) Z dedykacją dla Taty ;)

Podobno mój blog jest dość popularny, odwiedzany przez wielu znajomych i w ogóle niektórzy są zszokowani, że mam odwagę pisać to wszystko. Ludzie, a co mi zależy. Ci, którzy nie wiedzą, o kim piszę, i tak nie będą mieli okazji go poznać osobiście. A ci, którzy wiedzą, o co chodzi, tak naprawdę i tak go nie znają. A poza tym, nie piszę niczego, o czym on nie powinien wiedzieć. Na tyle mamy do siebie zaufania. Nie zdradzam prywatnych tajemnic ani nazwisk. Piszę to, co czuję i myślę, jestem w tym uczciwa. Jeśli ktoś tu wchodzi i to czyta, to na własną odpowiedzialność...
*
A skoro mam aż takie przebicie w mediach, to skorzystam z tego i zrobię reklamę nowej książki wydawnictwa Znaki Czasu , którą właśnie w ciągu ostatnich godzin prawie przeczytałam (zostało mi jeszcze 20 stron ;)



Curt DeWitt, autor niniejszej książki, twierdził, że nigdy nie zostanie duchownym. Oświadczył również, że z całą pewnością nie będzie prowadził działalności misyjnej. Był też zupełnie pewien, że nigdy nie będzie pracował z nastolatkami.
Jednak Bóg miał dla niego inny plan, a jednocześnie pokazał, że ma spore poczucie humoru. Wyprawił DeWitta w zaskakującą, niesamowitą podróż, która doprowadziła do tego, że został... pastorem i misjonarzem pracującym z młodzieżą w Kenii!
Gdy DeWitt wyjechał do Afryki jako misjonarz, musiał stawić czoło plującym kobrom, przebywać w miejscach, gdzie grasowały lwy ludojady, uczestniczyć w chwytaniu kryminalistów... i toczyć duchowe zmagania z siłami ciemności.
W zaprawionym humorem sprawozdaniu z afrykańskich przygód DeWitt dowodzi, że znalezienie się tam, gdzie się tego najmniej spodziewasz, może być bardziej zabawne, ekscytujące i satysfakcjonujące, niż mógłbyś to sobie wyobrazić.
A dla wstępnie zainteresowanych podrzucam garść cennych cytatów, które mnie zbudowały tego wieczoru:

"Gdy powierzasz swoje życie Zbawicielowi, to lepiej zapnij pas bezpieczeństwa i trzymaj się mocno. Nigdy nie wiesz, gdzie Pan cię zabierze i jak tam dotrzesz. Jednak w końcu, jeśli ufasz swojemu Ojcu, On przeprowadzi cię przez wszystko." s.9

"Zaufaj Bogu we wszystkim, zwłaszcza gdy masz podjąć decyzję zmieniającą twoje życie! Nie pokładaj ufności w sobie czy swoim sposobie myślenia. Niech Pan będzie najważniejszy w twoim życiu i niech tobą kieruje. Wtedy zobaczysz, jak usuwa przeszkody stojące na twojej drodze." (Przyp.3,5-6, parafraza DeWitta)

"Pamiętam, jak przygotowywałem się do swojego pierwszego publicznego wystąpienia przed zborem. Więcej czasu spędziłem na modlitwie niż na robieniu notatek do kazania. Później przekonałem się, że to najlepsza metoda. (...) To właśnie modlitwa jest najważniejszym przygotowaniem do kazania. Pamiętam, że tamtej soboty, siedząc w oczekiwaniu na moje wystąpienie za kazalnicą, błagałem Boga, by mnie zamienił w małą kałużę i pozwolił wsiąknąć w podłogę. " s.28

"Gdy masz do czynienia z nastolatkami, bądź sobą. Nie próbuj być kimś lub czymś, czym nie jesteś. Dorośli muszą sobie uświadomić, że nie są już chłopcami i dziewczynami z ferajny. Bądź dorosły, a bycie nastolatkiem zostaw młodzieży. Będąc sobą, zyskasz znacznie więcej szacunku." s.33

"Bóg jest taki cierpliwy wobec nas, gdy nie ufamy Mu, i gorliwy w przebaczaniu, iż da nam siłę do podjęcia właściwych decyzji." s. 35

Sytuacja przy nieco odmiennym lądowaniu samolotu: "Szczerze przyznam, że byłem dość zdenerwowany. A gdyby nie to, ze jestem mężczyzną, powiedziałbym nawet, że się bałem. Ale oczywiście mężczyźnie nie wypada się bać, więc powiedzmy, że było to dla mnie znaczne wyzwanie umysłowe i emocjonalne ;) " s.37

"Pan chce, żebyśmy porzucili wygodę i bezpieczeństwo drogi, do której przywykliśmy i przybliżyli się do Niego." s.52

"Jeśli kiedykolwiek znajdziesz się w ciemności i wyda ci się, że nie potrafisz iść dalej, zatrzymaj się tam, gdzie jesteś, módl się i studiuj Słowo Boże, aż otrzymasz światło z góry. Ono zaprowadzi cię do Jezusa, bez względu na to, jak dotkliwie smagają cię lodowate wichry pokus." s.106

"Nigdy nie trać nadziei i nie sądź, ze ktoś, kogo kochasz, nigdy więcej nie powierzy siebie Chrystusowi. Póki się modlisz, zawsze jest nadzieja, nawet jeśli ten, za kogo się modlisz, dobrowolnie służy szatanowi." s.118

Gorąco polecam, miłego czytania :)

środa, 3 grudnia 2008

Znajdź osobę podobną do ciebie

Jakiś czas temu zabrałam się za streszczanie książki Neila Clarka Warrena "Jak poślubić właściwą osobę". Zastanowił mnie rozdział "Znajdź osobę podobną do ciebie." Zresztą sami zobaczcie ten fragment (listy 50 podobieństw korzystnych dla związku nie będę wklejać, bo zajęłaby zbyt dużo miejsca :P):

Małżeństwa cechujące się największą stabilnością to małżeństwa ludzi, których łączy wiele podobieństw.
Dla małżeństwa podobieństwa są jak pieniądze złożone w banku, różnice zaś – jak długi do płacenia. Wspólne cechy stają się silą małżeństwa; źródłem, z którego można czerpać w chwilach kryzysu.
Każda różnica będzie wymagała negocjacji i przygotowania. Jedno z dwojga będzie musiało poświęcić bardzo wiele lub oboje trochę. Jeśli partnerzy nie zechcą nagiąć się i przystosować, będą doświadczać ustawicznych wybuchów gniewu i frustracji. Pojawia się również stres, który zawsze towarzyszy poważnym zmianom.

Najbardziej korzystne podobieństwa:

- inteligencja (ten sam poziom intelektualny)

- wartości

- intymność – werbalny, nieseksualny rodzaj intymności, gdy obie osoby cieszą się byciem ze sobą i chętnie dzielą się swym życiem

- zainteresowania – kilka różnych rzeczy, które małżonkowie lubią robić razem

- oczekiwania dotyczące ról małżeńskich – podział obowiązków i odpowiedzialności w małżeństwie i utrzymania domu

Różnice, które zapowiadają kłopoty:

- poziom energii – na gruncie towarzyskim, spraw związanych z domem lub w sypialni ;)

- indywidualne zwyczaje – np. punktualność, czystość, systematyczność, odpowiedzialność, niezależność itp.

- wydawanie pieniędzy

- rozmowność

Zaleta, która równoważy wiele różnic: giętkość, elastyczność, zdolność przystosowania się, ustępliwość.

czwartek, 27 listopada 2008

Dziwna...?


Wyrównaj do środka♫ Gdy wszystko się zdarzy ♫
Grzegorz Turnau

Gdy wszystko się zdarzy co stać się nie może
i wszystko się świetniej niż w książkach ułoży
najgłupszy bakałarz w tym ujrzy znak
a my w wir w krąg wokoło o tak
że można z niczego coś stworzyć

to coś jest jednością bez celów i przyczyn
kwiat powie to lepiej niż książka przemilczy
jednością tak dawną że nową już
a my wszerz w dal wokoło i wzdłuż
jest wszystkim czymkolwiek i niczym

więc kocham cię
kochasz mnie

chwyć mnie za rękę

jest w książkach coś szczelniej niż książka zamknięte

a w głębi tych wyżyn co chylą się w nas

ktoś znaczy nas pięknem jak piętnem

coś w nas świeci jaśniej niż słońca i zorze
coś w nas znaczy więcej niż książka rzec może
coś w nas jest wspanialsze niż pojąć się da
a my w krzyk w skok żyjemy o tak
w nas jedność przez jedność się mnoży

więc kocham cię
kochasz mnie

chwyć mnie za rękę

jest w książkach coś szczelniej niż książka zamknięte
a w głębi tych wyżyn co chylą się w nas

a my w śpiew w tan wokoło przez czas

ktoś znaczy nas pięknem jak piętnem


więc kocham cię kochasz mnie
chwyć mnie za rękę
jest w książkach coś szczelniej niż książka zamknięte
coś w nas jest wspanialsze niż pojąć się da
kocham cię kochasz mnie
chwyć mnie za rękę
jest w książkach coś szczelniej niż książka zamknięte
coś w nas jest wspanialsze niż pojąć się da
a nigdy jest zawsze
nigdy jest zawsze

a nigdy jest zawsze od teraz

***

Posłuchajcie sobie koniecznie. To jedna z tych piosenek z ukrytą energią. A jednak jazz. Bo to jest właśnie muzyka, która najlepiej mnie wyraża. Słuchałam już dzisiaj tego chyba z 10 razy. To zdecydowanie dzień Turnaua.

Usłyszałam dzisiaj o sobie, że lubię komplikować sobie życie. Uwielbiam wszelkie udziwnienia typu wymyślanie niezwyklych nazw dla zwykłych rzeczy albo szukam skomplikowanej harmonii.
Nie wiedzieć czemu zrobiło mi się przykro. Poczułam się, jakbym była dziwna i nie do zaakceptowania.
A przecież to ja właśnie. Dla siebie wcale nie jestem skomplikowana. Skomplikowane jest tylko dla ludzi z zewnątrz. Dla mnie to wlaśnie jest porządek, kiedy każde miejsce ma swoja nazwę, a każda tonacja swój kolor i nastrój. Nabrałam sympatii do sąsiadów z Wojkówki, którzy nazwali swój dom Uroczyskiem, a sąsiad gra na akordeonie w Fis-durze, bo jego pierwszy akordeon mial tylko czarne klawisze. Bo ja też lubię Fis-dur... Mój utwór cykliczny, który ciągle tworzę z natchnienia chwili, zaczyna się w Fis-dur i właśnie taki jest, jak ta tonacja: tęskny i fioletowy...
Jak to mówi Rozum o moim podejściu: "Dlaczego coś ma być proste, skoro może być skomplikowane?"
Bo tak jest ciekawiej :)
I już.

środa, 26 listopada 2008

Tak mi dobrze, tak mojo, aż rechoce się serce.


♫ Bohema
Wilki

Od tego trzeba zacząć rzecz
Lecę bo zgubiłem się
Niewiele pamiętam
Tarariruriraj
Czuję w sobie chuć i wiatr
Dobrze jest bawimy się
Myślom nie ma końca
Śnieg, zawierucha w nas

Lecę, bo chcę
Lecę, bo życie jest złe
Czy są pieniądze czy nie
Lecę, bo wolność to zew
Lecę, bo wciąż kocham ciebie
Kocham cię

Bohema ostro bawi się
Płyną noce przemijają dnie
Niewiele pamiętam
Upadam byle gdzie
Boisz się, więc będzie tak
Słabe życie słaba śmierć
Wszystko w twoich rękach
Obudź się

Lecę, bo chcę
Lecę, bo życie jest złe
Czy są pieniądze czy nie

Lecę, bo wolność to zew

Lecę, bo wciąż kocham ciebie

kocham cię

***
Poczułam dzisiaj w sobie coś z wilka. Stan trudny do wytłumaczenia, ale jeśli kiedykolwiek przeczytacie "Wilka stepowego" Hessego, to zrozumiecie. Szłam ulicami pod wiatr i było mi szalenie dobrze, tak iść przed siebie. Gdyby nie moje niezbyt wygodne buty na obcasie, szłabym tak długo. Mróz, śnieg i zimna, uwięziona w sobie satysfakcja. Hu-hu!
A tak btw, uwielbiam chodzić ulicami nocą. Czuję wtedy, że należą tylko do mnie. Nie ma pędzących dokądś ludzi, w powietrzu wiszą tylko świetlne kręgi latarni i mgła zasłania wszelkie ostrości. Jak na obrazie "Chochoły" Wyspiańskiego. Niezapomniane wrażenia z parku w Pszczynie miesiąc temu.

Wiem, że kiedyś na blogu to było. Ale tak mi dzisiaj to pasuje.
Tak mi się wściekle chce żyć...

But w butonierce
Bruno Jasieński

Zmarnowałem podeszwy w całodziennych spieszeniach,
Teraz jestem słoneczny, siebie pewny i rad.
Idę młody, genialny, trzymam ręce w kieszeniach,
Stawiam kroki milowe, zamaszyste, jak świat.

Nie zatrzymam się nigdzie na rozstajach, na wiorstach,
Bo mnie niesie coś wiecznie, motorycznie i przed.
Mijam strachy na wróble w eleganckich windhorstach,
Wszystkim kłaniam się grzecznie i poprawiam im pled.

(...)

Przeleciało gdzieś auto w białych kłębach benzyny,
Zafurkotał na wietrze trzepocący się szal.
Pojechała mi bajka poza góry doliny
nic jakoś mi nie żal, a powinno być żal...

Tak mi dobrze, tak mojo, aż rechoce się serce.
Same nogi mnie niosą gdzieś - i po co mi, gdzie?
Idę młody, genialny, niosę BUT W BUTONIERCE,
Tym co za mną nie zdążą echopowiem: - Adieu! -

poniedziałek, 24 listopada 2008

As long as there is Love, we will stand!... - po koncercie Chofesh&Daniel Klluska

I po koncercie... Było sporo przeszkód i wiele niesamowitych doświadczeń, jak te sprzed tygodnia:

"Wczorajszy wieczór... Dzwoni do mnie wujek Andrzej Sieja... Jest problem... Duży problem... Okazuje się, że mimo wcześniejszych ustaleń z dyrektorem WOKU, mimo iż od tygodnia wiszą plakaty reklamujące nasz koncert, mimo że wszyscy włożyliśmy w jego organizację tyle sił - koncert się nie odbędzie...
Szatan jest bardzo cwany (bo nie wierzę że to był przypadek). Nie wystąpimy we Wrześni bo 22 listopada o godzinie 19 koncert zagra... Doda. Nic nie da się zrobić, dyrektor nie chce iść na żadne ustępstwa (bo zapewne dostanie niemałe pieniądze). Gdy to wszystko usłyszałem byłem zszokowany, zdruzgotany, załamany - podobnie jak wujek Andrzej. Pomyślałem o tym, dlaczego ktoś tak bardzo chce nam uniemożliwić występ we Wrześni?, dlaczego na każdym kroku wszystko jest przeciwko nam...? Teraz już znam odpowiedź na te pytania, ale po kolei...

Co mogliśmy zrobić - padłem na kolana i w krótkiej gorącej modlitwie poprosiłem Boga o cud. Nie czekałem długo na odpowiedź... Po godzinie dzwoni wujek Andrzej - może coś da się zrobić. Nie wiem dokładnie co i jak się stało, ale Doda nie występuje w WOKU, tylko w innym miejscu - sala jest nasza... ale bez akustyków - oni będą nagłaśniać Dodę... Cóż nam po sali bez akustyków? Koncert nadal stoi pod ogromnym znakiem zapytania... Ale cuda chodzą parami. Do pomocy w modlitwach i nie tylko, włączają się Żaneta i Karina. Za pół godziny kolejny telefon... Jest akustyk - profesjonalista, który nagłośni nas... za darmo... Nadal jednak, mnóstwo znaków zapytania. Zasnąłem jednak z wiarą, że Bóg do końca doprowadzi tą sprawę...

Dziś wieczorem otrzymałem wiadomość od Żanety - wszystko jest na najlepszej drodze, mamy akustyków którzy na tygodniu przed koncertem zapoznają się ze sprzętem we Wrześni. Mamy sale - Doda jej nam nie zabrała :) Będziemy mieli normalną próbę, zaraz po nabożeństwie... W sobotę o 17.00 zagramy koncert, ale nie będzie to zwykły koncert....

Będzie to koncert o który szatan toczy niesamowitą walkę, ale nie bójcie się nie toczy jej z nami, ale z samym Bogiem. A jeśli szatanowi tak bardzo zależy mu na tym, aby nasz koncert się nie odbył - to coś jest na rzeczy. To znaczy, że ten koncert może być niezwykłym wydarzeniem, nie tylko dla nas, ale przede wszystkim dla mieszkańców Wrześni, którzy usłyszą o naszym największym Przyjacielu - Bogu. O Jego wielkości, o Jego sile... o jego cudach!

Kochani proszę was o codzienną wieczorną modlitwę w intencji tego koncertu. Postarajcie się również przyjechać do Poznania z jak największą motywacją i jak najlepszy nastawieniem. Są jeszcze 4 dni - przygotujmy się jak najlepiej potrafimy, ćwiczcie głosy, teksty, aranżacje - zróbmy wszystko co w naszej mocy, a będzie dobrze.

Ktoś kiedyś powiedział, że sukces do 1% talentu i 99% pracy... Nasza misja to 1% nas i 99% Boga... Jednak musimy wykonać ten 1%... "
Mayki
A także doświadczenia osób z sali: chłopak, który jest ateistą, nie chciał mieć nic wspólnego z religią, uwielbieniem Boga, wzbraniał się przed klaskaniem, słuchaniem, wyczuwał atmosferę ludzi miłujących Boga i siebie nawzajem... W trakcie koncertu rozpłakał się i poddał się... Klaskał, uczestniczył w śpiewie, przeżywał...
Pan Roman Lipigórski, fotograf, który był na naszym koncercie już drugi raz. Kiedy robił zdjęcia, próbował wczuć się i zrozumieć naszą wiarę, chciał uchwycić nasze wyrażanie uwielbienia dla Boga.
Przed koncertem myślałam sobie, że jeśli na sali będzie chociaż jedna osoba, która przez nasz koncert poczuje Boga osobiście, to warto było to robić. A to były 2 osoby, a może było ich więcej...
Każdy z nas przeżywał ten koncert inaczej. Ja tym razem może mało emocjonalnie, bez tremy, skupiona bardziej na odpowiednim wykonaniu, gestach i ruchu scenicznym, ale ze świadomością, że naszym zadaniem jest przybliżać ludziom Boga.
Pojawiły się już pierwsze galerie ze zdjęciami. Te poniżej pochodzą z galerii Agnieszki Kluski i Maykiego.
Więcej zdjęć z koncertu w galerii Agnieszki:
http://picasaweb.google.com/aginia.kluska/WrzeNiaChofeshDanielKluska#
Oraz Marty:
http://picasaweb.google.pl/martka.km/WrzeNia2008?pli=1#

Czekam na galerię od pana Romana. Tam to będą zdjęcia :)
A teraz oglądajcie sobie :)














sobota, 15 listopada 2008

Wierzyć - to znaczy chodzić po wodzie...



♫ Waterwalker ♫
TGD

Był pewien człowiek
Co zbudował wielką łódź
Bo tak bardzo wierzył w to, co mówi mu Bóg
Że nastąpi potop straszny w sile swej
I nie będzie miejsca ani czasu
By zmienić światopogląd

Był pewien człowiek, który z Bogiem żył
Sto lat miał gdy urodził się syn
Przeszedł do historii
Jako symbol wiary nieugiętej

Ref.: Wierzyć to znaczy
Chodzić po wodzie
Chodzić za Jezusem
Kiedy lepiej jest lub kiedy gorzej
Wierzyć to znaczy
Spoglądać w niebo
Kochać bliźniego
Umieć żyć z nim na co dzień.

2. Słuchaj przyjacielu dobrej rady mej
Możesz przeżyć życie które może mieć sens
Jezus jest mym Panem - lepszym jutrem mym
Jemu zaufałem - nie żałuję tego wcale...

Ref.: Wierzyć to znaczy
Chodzić po wodzie
Chodzić za Jezusem
Kiedy lepiej jest lub kiedy gorzej
Wierzyć to znaczy
Spoglądać w niebo
Kochać bliźniego
Umieć żyć z nim na co dzień.

***

Historia, która dzisiaj mnie szczególnie zastanowiła i która zachęciła mnie do głębszego studiowania, jest historią przejścia Izraelitów przez Morze Czerwone. Dzisiaj trafiłam na nią 2 razy: rano, podczas porannego studium Ducha Proroctwa i podczas słuchania kazania. Dlatego postanowiłam się jej lepiej przyjrzeć.

Można ją przeczytać w 14 rozdziale II Księgi Mojżeszowej. Ale właściwie ta historia zaczyna się już wcześniej, bo w rozdziale 13. Właśnie w wersetach 17-22 tegoż rozdziału znajduje się wprowadzenie do tej manifestacji Bożej mocy, która została opisana w rozdziale 14.
Plan Boży został dokładnie wyjaśniony. Bóg prowadził naród droga okrężną przez pustynię ku Morzu Czerwonemu, omijając ziemię Filistynów. Przewidział, że naród nie będzie jeszcze gotowy do walki i może zawrócić do Egiptu. Ponadto wprowadził symbol stałej swojej obecności w postaci słupa obłoku w dzień i słupa ognia w nocy, „żeby mogli iść dniem i nocą.” (w. 21).

Ellen White pisze w I tomie „Ze skarbnicy świadectw” :

„Bóg w swej Opatrzności przywiódł dzieci Izraela na górę warowną – przed nimi Morze Czerwone – ażeby ich wyswobodzić i na zawsze uwolnić od nieprzyjaciół. Mógł uratować ich w inny sposób, ale wybrał tę drogę, by wypróbować ich wiarę i wzmocnić zaufanie, jakie byli Mu winni.”

I teraz, z początkiem rozdziału 14, rozpoczyna się właściwa akcja. Pan nastraja faraona i Egipcjan, żeby wykonali Jego plan.

„Wtedy Ja uczynię jak głaz serce faraona i sprawię, że ruszy on w pościg (za wami). A wówczas Ja z całą moją potęgą przeciwstawię się siłom faraona i będą zmuszeni Egipcjanie uznać, że Ja jestem Jahwe. I tak Izraelici uczynili.” (w.4, BWP)

Egipcjanie zaczęli ścigać Izraelitów, aż ci znaleźli się nad brzegiem Morza Czerwonego, w pułapce bez wyjścia. Ale jak się okazało, to nie morze było najtrudniejszą przeszkodą, ani nawet Egipcjanie. Największą przeszkodą stał się strach i narzekanie. I omal nie zablokowało to Bożego ratunku dla Izraela.

W tym miejscu chciałabym się zatrzymać, zanim dojdę do finału historii. Jak myślisz, co by się stało, gdyby naród izraelski pozostał w swoim strachu, nadal stałby nad morzem i narzekał na Mojżesza, że przywiódłby ich na pewną śmierć? Tak. Nic by się nie wydarzyło. Egipcjanie dopędziliby ich i zabili co do jednego. Nie byłoby żadnej manifestacji, żadnego rozdzielenia morza. Po co, skoro woleli umrzeć. Przecież Bóg nie zmusiłby ich do przejścia przez rozdzielone morze.
Ratunek pojawił się, gdy Izraelici okazali wiarę i posłuszeństwo Bogu. Najpierw Bóg w cudowny sposób oddzielił ich obłokiem od Egipcjan, a potem przygotował dla nich drogę przez morze.

„Gdyby zawrócili, kiedy Mojżesz nakazał iść naprzód, gdyby nie ciągnęli w kierunku Morza Czerwonego, Bóg nigdy by nie utorował im drogi. Wędrując prosto ku wodzie wykazali wiarę w Słowo Boże głoszone przez Mojżesza. Robili wszystko, co leżało w ich mocy, a potem Wszechpotężny Izraela wykonał Swoją część pracy: rozdzielił wody, żeby stworzyć przejście dla nich.”

***
Tak, zrozumiałam to. Największą przeszkodą dla Boga nie są okoliczności, ale my sami. Kiedy nie chcemy Mu wierzyć, a raczej wolimy się bać i narzekać, Bóg nie może wykonać swojego planu.

„Głos Pański, nakazujący Jego wiernym iść naprzód, często do ostateczności poddaje próbie ich wiarę. Jeżeli z posłuszeństwem Bogu zwlekali tak długo, czekając aż wszystkie niepewności i ciernie zostaną z ich świadomości usunięte i nie będzie już więcej ryzyka, pomyłki czy porażki, to nigdy nie pójdą naprzód. Ten kto myśli, że dla niego nie jest możliwe zaufać woli Bożej i nie zawierzyć Jego obietnicom, zanim wszystko co przed nim leży nie stanie się jasne i wyrównane, nigdy nie złoży swego życia w ręce Boga. Wiara – to nie pewność wiedzy: wiara jest „podstawą tego, czego dopiero oczekujemy, jest silnym dowodem na to, czego nie widzimy.” (Hebr.11, 1).” (s.316)

I jeszcze jeden cytat uzupełniający z I tomu „Ze skarbnicy świadectw”:

„Są czasy, w których życie chrześcijanina wydaje się pełne niebezpieczeństwa, obowiązki zaś jego trudne do wypełnienia. Wyobraźnia rysuje obraz nadciągającej zagłady, niewolę lub śmierć widzi za sobą, a jednak głos Boży, słyszany ponad wszystkie głosy zniechęcenia, wyraźnie mówi: „Idź naprzód!” Powinniśmy usłuchać tego rozkazu bez względu na to, jak się wydarzenia układają. Nawet i wtedy, kiedy nie jesteśmy w stanie przeniknąć ciemności, mamy iść za Nim, choćbyśmy czuli chłód fal pod stopami.” (s.315)

*
Znalazłam dzisiaj na kazaniu jeszcze jedną wspaniałą obietnicę:

„Jeśli we mnie trwać będziecie i słowa moje w was trwać będą,
proście o cokolwiek byście chcieli, stanie się wam.” (Jan 15, 7).

To niesamowite. Wszystko, o co poprosimy, jest dostępne dla nas, jeśli trwamy w Nim, a On w nas.
*
Ale zastanowił mnie jeden tekst, który pokazała mi Ola, z 14 rozdziału Księgi Ezechiela, w którym Bóg zapowiada karę dla tych, którzy przychodzą do Niego po radę, a oddają się bałwochwalstwu. Czy czasem ze mną nie jest tak, że przychodzę pytać Pana o radę, a tkwię w jakiejś rzeczy, która jest bałwochwalstwem, czy coś nie jest dla mnie ważniejsze od Boga? Co jeszcze muszę w sobie oczyścić, żeby stanąć przed Nim i prosić o Jego wyrocznię?
*
Może właśnie teraz, tak jak Izrael, stoję przed wodami Morza Czerwonego. Czy mam na tyle odwagi, by blokować Boga moim strachem i sama się ratować? Może teraz jest czas utopić strach w wodach i iść naprzód w nieznane ...

poniedziałek, 20 października 2008

I have a dream...


ABBA

I have a dream, a song to sing
To help me cope with anything
If you see the wonder of a fairy tale
You can take the future even if you fail
I believe in angels
Something good in everything I see
I believe in angels
When I know the time is right for me
Ill cross the stream - I have a dream


I have a dream, a fantasy
To help me through reality
And my destination makes it worth the while
Pushing through the darkness still another mile
I believe in angels
Something good in everything I see
I believe in angels
When I know the time is right for me
Ill cross the stream - I have a dream
Ill cross the stream - I have a dream


I have a dream, a song to sing
To help me cope with anything
If you see the wonder of a fairy tale
You can take the future even if you fail
I believe in angels
Something good in everything I see
I believe in angels
When I know the time is right for me
Ill cross the stream - I have a dream
Ill cross the stream - I have a dream

Herminy wspomnienie o Wilku Stepowym. Z Hessego




Ale myśmy odnaleźli siebie,
W sferze lodu prześwietlonym gwiezdnie,
Obce są nam lata, dni, godziny,
Obca młodość, starość i różnica płci...
Chłodny, nieruchomy jest nasz wieczny byt,
Chłodny i promienny jest nasz wieczny śmiech.




Nazywam się Hermina, jestem dwudziestodwuletnią dziewczyną z chłopięcym pierwiastkiem w duszy. Do dwudziestego roku życia prowadziłam wewnętrznie samotną, choć pozornie wśród ludzi, ale jednak wyobcowaną od rzeczywistości egzystencję. Z uporem maniaka budowałam moje misterne zamki na lodzie i chwytałam łakomie drobne okruchy życia. Mój starannie budowany świat zawalił się jednak któregoś dnia przez splot niezrozumiałych i zagmatwanych wobec siebie wydarzeń. Wylądowałam w twardej rzeczywistości, w zbieraninie ludzi mniej lub bardziej znanych i nieznanych, z ruinami zamków i kawałkami potłuczonego lodu w środku mnie.
Wtedy odnalazłam Wilka Stepowego, właśnie w tym chaosie ludzkim, w tej plątaninie historii pseudomiłosnych, które mnie częściowo też dotyczyły. Poczułam wtedy, jakby zapaliło się nade mną światło: w stadzie ludzi, zachowujących się jak zwierzęta, ulegające swoim fizycznym instynktom, odnalazłam człowieka.

Wilk Stepowy był człowiekiem samotnym. Przez kilka lat starannie unikał ludzi i zamykał się w swoim świecie. To jednak nie do końca prawda, że ludzie byli dla niego nieważni.

Był bowiem mimo wszystko na wskroś chrześcijaninem i męczennikiem w tym, że
każde ostrze, każdą krytykę, każdą złośliwość, każdą nienawiść, do jakiej był zdolny, kierował przede wszystkim przeciw sobie. W odniesieniu do bliźnich, do otoczenia, podejmował stale bohaterskie i poważne wysiłki, by ich kochać, by oddać im sprawiedliwość, nie sprawiać bólu; zasadę miłości bliźniego wpojono mu bowiem równie głęboko jak nienawiść do samego siebie i w ten sposób całe jego życie stało się przykładem, że bez miłości własnej niemożliwa jest też miłość bliźniego, że nienawiść do samego siebie jest tym samym co skrajny egoizm i płodzi w końcu tę samą okrutną samotność i rozpacz.


Postanowił, że zostaniemy przyjaciółmi.

Czy nie pojmujesz tego, mój uczony panie, że dlatego ci się podobam i dlatego jestem dla ciebie ważna, bo przedstawiam coś w rodzaju zwierciadła, bo w moim wnętrzu jest coś, co daje ci odpowiedź i co ciebie rozumie?
Właściwie wszyscy ludzie powinni być dla siebie takimi zwierciadłami i wzajemnie sobie służyć odpowiedzią i oddźwiękiem, ale tacy dziwacy jak ty są właściwie cudaczni, łatwo wpadają w omamienie i już niczego nie umieją dojrzeć i odczytać w oczach innych ludzi, bo to ich już nic nie obchodzi. A gdy taki dziwak znajdzie jakąś
twarz, która naprawdę spojrzy na niego, w której wyczuje coś jakby odpowiedź i
powinowactwo, wówczas - rzecz jasna - cieszy się.


Nigdy nie był we mnie zakochany. Moja kobieca duma i chęć zdobywania musiała przejść twardą szkołę. Jestem dla niego jak siostra, powierniczka, przyjaciółka, nigdy nie będzie inaczej.

Kiedy już będziesz we mnie zakochany, dam ci mój ostatni rozkaz. I ty go spełnisz, a to będzie dobre dla ciebie i dla mnie. Nie przyjdzie ci to łatwo, ale to zrobisz. Wykonasz mój rozkaz i zabijesz mnie. O to chodzi. O nic więcej nie pytaj.

Chociaż...

Niech sobie to będzie wyższą mądrością albo najprostszą naiwnością: ale kto tak umie żyć bieżącą chwilą i kto tak przyjaźnie i troskliwie potrafi doceniać każdy przydrożny kwiatek, każdy - choćby najdrobniejszy - zabawny moment, temu życie już nic złego zrobić nie może.


***
Ja, Hermina, nadal żyję swoim samotnym, dwudziestodwuletnim życiem, w epoce komputerów, muzyki z iPodów i wojen, które raz po raz wybuchają. Ale we mnie też jest coś z Wilka Stepowego, tego od Hessego. Wielbię doskonałą muzykę Mozarta i Beethovena, przyzwyczaiłam uszy do nabytku współczesnego świata – jazzu i odkrywam w nim rodzaj dwudziestowiecznej sztuki muzycznej.

Dlaczego potrafiłam się wówczas poznać na tobie i zrozumieć cię?
Ponieważ jestem taka jak ty. Ponieważ jestem, tak samo jak ty, samotna, i nie mogę, podobnie jak ty, kochać życia, ludzi i siebie i traktować tego wszystkiego serio. Zawsze przecież istnieje trochę takich ludzi, którzy wymagają od życia tego, co najlepsze, i nie mogą pogodzić się z głupotą i brutalnością.



Tymczasem jesteśmy kolegami, jesteśmy ludźmi, którzy mają nadzieję zostać przyjaciółmi, ponieważ poznali się na sobie.

Teraz będziemy się wzajemnie uczyć i bawić się razem. Ja pokażę ci mój mały
teatr, nauczę cię tańczyć i jak być trochę wesołym i głupim, a ty pokażesz mi
swoje myśli i swoją wiedzę.

Innego życia bardziej na serio sobie nie wyobrażam.

poniedziałek, 13 października 2008

Bogini-Moda Zjazd młodzieży w Rzeszowie - 27 września 2008r.

Wiecej zdjęć ze zjazdu na stronie:


„Otwórz me oczy, chcę widzieć Jezusa
I być bliżej Niego, i kochać goręcej!
Otwórz me uszy i naucz mnie słuchać!
Otwórz me oczy, chcę widzieć Jezusa!”


Słowami tej głębokiej pieśni, przy akompaniamencie skrzypiec, rozpoczął się podkarpacki okręgowy zjazd młodzieżowy.



Uczestnicy zjazdu zjechali się niemal ze wszystkich obszarów okręgu i zgromadzili w sali na piętrze w Środowiskowym Klubie „Akwarium” przy ul. Pułaskiego w Rzeszowie. Serdecznymi słowami przywitał również gości z Tarnowa oraz Śląska koordynator młodzieży podkarpackiej, pastor Krzysztof Szema.

Pierwsza część przebiegła w tradycyjnej formie, ubogacona poezją Zbyszka Rutkowskiego oraz pieśniami zespołu Kanaan, który prowadził śpiew zgromadzenia oraz wykonywał własne utwory.

Lekcja szkoły sobotniej, zdominowana postacią proroka Izajasza, poruszyła wiele ciekawych myśli oraz pozostawiła w umysłach uczestników pytania do przemyślenia: Kim jest Bóg? Kim ja jestem? Czego Pan ode mnie oczekuje?


Wiele wzruszeń wywołało doświadczenie dwudziestoletniego Krystiana z zespołu Kanaan podczas apelu. Opowiadał on o swojej trudnej drodze do Boga, który wyratował go z nałogów picia, palenia oraz lekomanii, a także powstrzymał go od targnięcia się na swoje życie. Krystian prosił także o modlitwę o wytrwanie w decyzji zawarcia przymierza z Bogiem przez chrzest, którą podjął przed kilkoma tygodniami przed zjazdem.


Najważniejsze myśli tego spotkania padły podczas kazania głównego mówcy, pastora Zdzisława Plesa. Zgodnie z głównym hasłem zjazdu mówił on, jak Bogini Moda zajęła pierwsze miejsce w systemie wartości wielu ludzi, miejsce, które zgodnie z I przykazaniem należy się tylko Bogu. Uczestnicy usłyszeli również zastanawiający cytat z pism Ellen White: „Wasza odzież przemawia albo na korzyść Chrystusa i Jego prawdy, albo na korzyść świata” i dowiedzieli się, że nasz wygląd zewnętrzny, gesty i zachowanie wypowiadają większe kazanie, niż nasze słowa.


Program popołudniowy, który był kontynuowany po przerwie obiadowej, był wypełniony wieloma ciekawymi atrakcjami. Największe emocje wzbudził przygotowany i prowadzony przez Kikę i Olę konkurs biblijny, w którym każdy z uczestników na sali mógł wziąć udział, zapisując odpowiedzi na kartce. Pytania nie były łatwe i niewielu zdecydowało się oddać kartkę z odpowiedziami.

Jury liczące punkty


Etap eliminacji wyłonił 3 najlepszych zawodników, którzy wystąpili w finale, odgadując hasła biblijne po wysłuchaniu odpowiedniej dla nich ilości podpowiedzi.



Najlepszym okazał się Rysiu ze Stalowej Woli, który odgadywał bezbłędnie hasła po najmniejszej ilości podpowiedzi. W finale znaleźli się również Edyta z Leksandrowej i Irek z Tarnowa. Wszyscy otrzymali nagrody książkowe, ufundowane przez wydawnictwo Znaki Czasu.

Pomiędzy obydwoma etapami konkursu miały miejsce warsztaty prowadzone przez pastora Plesa i pastora Szemę. Uczestnicy zjazdu podzielili się na kilkuosobowe grupy, w których udzielali odpowiedzi na pytania: jakie znamy rodzaje mody; moda w kościele; jak my odnosimy się do mody itp. Dyskusje trwały długo i padało wiele ciekawych myśli oraz doświadczeń. Podsumowanie poprowadzili liderzy grup, którzy zaprezentowali wnioski, do jakich doszli w dyskusji.


Ronia i Olgierd - występ dzieci

Był też czas na wspólny śpiew z zespołem akompaniującym w składzie: Kika – pianino i Bogdan – gitara. W trakcie minikoncertu życzeń padały na sali propozycje ulubionych pieśni ze śpiewnika, a następnie były śpiewane przez uczestników. Wszyscy żałowali, ze czas na tę część programu był tak krótki, ponieważ okazało się, że i młodzi, i starsi adwentyści lubią śpiewać oraz znają wiele pięknych pieśni, które nie zawsze znają akompaniujący ;) (tutaj podziękowania dla siostry Marysi z Leksandrowej, która akompaniowała gościnnie do jednej z pieśni).

Część oficjalna zjazdu zakończyła się podsumowaniem pastora Szemy i modlitwą, natomiast dla najwytrwalszych uczestników zjazd wydłużył się o 3 godziny spędzone na sali gimnastycznej, gdzie rozegrano turnieje siatkówki i piłki halowej.
Po zakończonych rozgrywkach wszyscy w radosnych nastrojach i bojowym duchu opuścili halę Politechniki z nadzieją, że taki zjazd, a nawet jeszcze lepszy, powtórzy się za rok. My, organizatorzy, mamy nadzieję, że będzie to już zjazd we własnym budynku. Do zobaczenia za rok w Rzeszowie :)

czwartek, 9 października 2008

Przed wami facet, na którego nie możecie liczyć. O biednym B.B.

Die Kneipe vom armen B.B.
Die Lechklause in Augsburg war eine der Lieblingskneipen,
in denen der junge Bertolt Brecht seine Klampfenlieder vortrug.

***

O biednym B.B.


Bertolt Brecht

1
Ja, Bertolt Brecht, jestem z czarnych lasów.
Gdy w ciele matki tkwiłem jako płód
Przyniosła mnie do miast. Dopóki nie sczeznę
Będzie we mnie czarnych lasów chłód.
2
Od początku na śmierć opatrzony wszelkim
Sakramentem, w asfaltach miasta mam swój świat:
Gazety. I tytoń. I brandy. Jestem
Nieufny, gnuśny, a na koniec rad.
3
Dla ludzi miły jestem. Wkładam
Sztywny kapelusz obyczajem tych
O których mówię: zwierzęta. Dziwnie pachną.
I mówię: nie szkodzi, jestem jednym z nich.
4
Na pustych bujakach w południe
Posadzę sobie czasem kilka pań.
Patrzę na nie beztrosko i mówię:
Macie we mnie faceta, lecz nie liczcie nań.
5
Pod wieczór gromadzę tu mężczyzn
Zwracamy się do siebie słowem "gentleman".
Kładą mi stopy na stołach i mówią:
Będzie lepiej. Nie pytam o miesiąc i dzień.
6
Nad ranem, o szarości, szczają jodły
Zarobaczone ptactwem, co podnosi krzyk.
O tej porze, nim nerwowo zasnę
W mieście ciskam niedopałek i wychylam łyk.
7
Tkwiliśmy, nieważkie pokolenie, w domach
Żadna moc, mówiono, nigdy ich nie zmoże
(Tak stawialiśmy każdy długi kloc na wyspie Manhattan
I cienkie anteny, co bawią Atlantyckie Morze).
8
Z tych miast zostanie: kto przeszedł je skroś, wietrzny gość!
Szczęśliwiec, co dom pustoszy: po nim puste szklanki.
My będziemy tu tylko krótko dość
To wiemy, a po nas: nic godnego wzmianki.
9
Kiedy nadejdą trzęsienia ziemi, obym nie pozwolił
By mi przez gorycz żar virginii zgasł
Ja, Bertolt Brecht, do asfaltowych miast rzucony
Z czarnych lasów w łonie matki w tamten czas.
[1921]


Wczorajszy tekst z ćwiczeń z literatury. Czytałyśmy oczywiście w oryginale. Postanowiłam jednak nie męczyć Was niemiecką poezją i znalazłam całkiem niezły przekład. Mi jednak ciągle tłucze się po głowie nieco inny przekład czwartej zwrotki, który usłyszałam w wersji śpiewanej, wykonanej przez chłopaków ze Strzyżowa na jednym z konkursów poezji niemieckiej w naszym liceum:


Na moich pustych bujanych krzesłach przed obiadem
Czasami sadzam parę kobiet ślicznych
Patrzę na nie beztrosko i tak do nich mówię:
Przed wami facet, na którego nie możecie liczyć.


Genialnie to wykonali. Mieli do tego własną muzykę w klimacie jazzowo-rockowym, z niesamowicie przekombinowanymi przejściami tonacyjnymi i obłędnym akompaniamentem :)
Znalazłam jednego z nich, tj. chłopaków (a właściwie wszystkich;) na niezawodnym, wszystkomającym portalu nasza-klasa :P napisałam ładną notatkę z prośbą o nagranie tegoż utworu :) i czekam na odpowiedź ;)
Za 2 tygodnie "Die Dreigroschenoper" :D to dopiero będzie...

czwartek, 2 października 2008

Inauguracja roku akademickiego, czyli studencka żałoba narodowa:P

Z tej to okazji pojawiłyśmy się wczoraj na uczelni niemal w jednolitej czerni :P Powitaliśmy (bo jednak mamy tych 3 facetów na roku :P) z nie dającą się ukryć radością wiadomość, że nasz "ulubiony" profesor od literatury przebywa do końca marca na urlopie zdrowotnym i życzyliśmy mu, żeby przedłużył go sobie co najmniej do końca czerwca ;P poza tym nasz grafik zapowiada się zachęcająco: poniedziałek i piątek wolne :)
A ponieważ dzisiaj uroczysta inauguracja roku akademickiego (na której nie byłam ani razu, odkąd jestem na tych studiach :P) , zabrałam się z tatą wczoraj wieczorem do domu na jeden dzień. Popracowałam, jak mogłam, poznosiłam meble do kuchni, aż padałam ze zmęczenia, poszalałam na necie, czego mi przez tydzień trochę brakowało ;)
No i muszę zakomunikować coś ważnego:
MAMA ZDAłA EGZAMIN Z PRAWKA :D to teraz moja kolej, jak mówi Rozum ;)

Mam wolne aż do wtorku, nie ma to jak IV rok ;)
Ale trzeba się w końcu zebrać w sobie i zmobilizować do konkretnej roboty, bo nawet na fortepianie ćwiczyć mi się nie chce :P póki co, labujemy ;)
Pozdrawiam wszystkich rozleniwionych studentów ;) zabierzemy się jednak za te studia? ;)
Do kiedyśtam.

piątek, 26 września 2008

Tyle słońca w całym miescie... :D

Praktyki dzisiaj skończyłam!!! :D Pożegnały mnie jęku zawodu w II klasie i piękne oficjalne przemowienie w klasie III ;) Mam napisane wszystkie konspekty ;P pozostało tylko wypełnic dzienniczek praktyk, skopiowac i uaktualnic Praktikumsbericht z poprzedniego roku i mogę składać dokumenty :)

Słońce dzisiaj wyszło :))) Jest pięknie, jak to tylko potrafi być jesienią :)
Oczywiście humor też mi się od razu poprawił :) na wczorajszy smutek zjadłam wielką miskę budyniu czekoladowego. Działa bez pudła.
I znowu chce się żyć :)

Ludziee, próba Chofeszu za miesiąc w Pszcynie :D tęsknię...
Pozdrawiam wszystkich dałników i kochanych ludzi z Pszczyny :*

poniedziałek, 22 września 2008

Kobietą jestem. O!

Przepraszam wszystkich wrażliwych za to zdjęcie.
Wiem, jest byle jakie, płaskie i niewyraźne,
poniewaz zostało wykonane
w godzinach desperackiej nudy
w apartamencie na Tureckiej w Wawie,
samowyzwalaczem
z mojego telefonu komórkowego SE w200i :P
Ale to cała prawda o mnie na tym zdjęciu :P
***
Wczoraj mi się Rozum rozgadał multitematycznie. Uwierzcie, to naprawdę wydarzenie, żeby on mówił więcej, niż ja :P Wśród licznych dygresji zahaczył również o temat dotyczący uniwersalnych zasadach dotyczących funkcjonowania kobiety i obchodzenia się z nią. Że niby chciałby je poznać. Ta, jakby ich nie znał i nie stosował w praktyce :P
Oto one, te reguły znaczy, znalezione na blogu Majki vel Ewy :) zajrzałam po długiej niebytności :) wrażenia? miło, jak zawsze :) tylko tak jakoś... dojrzalej ;)

Reguły:
1. Kobieta zawsze ustanawia reguły.

2. Reguły mogą w każdej chwili ulec zmianie bez uprzedzenia.

3. Żaden mężczyzna nie może poznać wszystkich reguł.

4. Jeśli kobieta podejrzewa, że mężczyzna zna wszystkie reguły, musi natychmiast mienić część z nich albo wszystkie.

5. Kobieta nigdy się nie myli.

6. Jeśli kobieta się pomyli, to wyłącznie z powodu rażącego nieporozumienia, będącego bezpośrednim skutkiem błędu mężczyzny.

7. W wypadku sytuacji opisanej w regule 6 mężczyzna musi natychmiast przeprosić za spowodowane nieporozumienia.

8. Kobieta zawsze może się rozmyślić.

9. Mężczyźnie nigdy nie wolno się rozmyślić bez uprzedniego pozwolenia na piśmie od kobiety.

10. Kobieta ma prawo być zła lub zmartwiona.

11. Mężczyzna musi zachowywać spokój, chyba że kobieta chce, żeby był zły albo zmartwiony.

12. Kobieta w żadnych okolicznościach nie może dać mężczyźnie poznać, czy chce, żeby był zły lub zmartwiony, czy też nie.

13. Wszelka próba udokumentowania reguł może się skończyć uszkodzeniem ciała.

14. Zespół napięcia przedmiesiączkowego unieważnia reguły.
***
I o to chodzi.
Pozdrawiam wszystkie kobiety.
Moze nie jesteśmy idealne, ale zawsze świadome swojej wartości :)

piątek, 12 września 2008

Leksandrowa 2008 :)

Z tygodniowym opóźnieniem, ale ciągle jeszcze zyjąc wspomnieniami, prezentuję fotki ze zjazdu w Leksandrowej :) Tradycja zobowiązuje :)
Na początek mały przegląd zespołów:
Kanaan
Odpowie ci wiatr

Fileo

Gospodarze :)


Zespół akompaniujący
Goście...

feat. gospodarze ;)

Madame Butterfly
Na spacerku po obiadku :) Zasadźmy sobie brzoskwinię ;)
A wieczorem...
W tym roku też ktoś musiał jechać w bagażniku na salę ;)


Gruppenfoto :)

Bagaznikowa tradycja kultywowana przez pokolenia ;) W zgodzie z naturą
Ale sobie zapozowałam :P Happy tree friends ;P Wiewiórki ;) Prawie jak na fotka.pl ;)Heroes :)


Chyba nie muszę dodawać, ze program byl suuuuper, swietne jedzenie, fantastyczni ludzie i bajeczna pogoda ;) To chyba widać na zdjęciach :)
Z tego, co nie widać, to tylko dodam, że w tym roku przyjechało sporo nowych osób i stała gwardia przyjaciół i znajomych. Znowu były rozmowy do późna w nocy, kolejki do nieczynnego momentami prysznica i śmianie do upadłego :) I'm lovin' it :)
Było sporo szalonych akcji, jak mała zamiana z Marysią w trakcie pieśni, granie w łapki, spacer wieczorową porą po lipnickim rynku czy obiad o północy, ale nie pamiętam już wszystkich.
W tym roku zrezygnowałam z eksploatowania się na sali gimnastycznej, więc fotek nie umieściłam. Eksploatowałam się za to na fortepianie :)
Taki miły wypad na zakończenie wakacji.
Pozdrawiam wszystkich uczestników :)