czwartek, 27 listopada 2014

5 lat All4Him


27 listopada 2009 roku odbyła się pierwsza próba zespołu. Nie wszyscy znaliśmy się ze sobą. Jeszcze wtedy nikt nie wiedział, jak będzie wyglądał produkt finalny. Mieliśmy tylko teksty piosenek i muzykę do większości z nich. Nie było kompletnego scenariusza. Nie było jeszcze nawet pomysłu ani osoby, która obsługiwałaby oświetlenie. Nikt nie myślał wtedy, że za 5 miesięcy będziemy występować z piosenkami na hosannie, a za 7 odbędzie się premiera musicalu. Byli tylko i aż ludzie, którzy chcieli spróbować coś nowego, coś, co początkowo wcale się nie zapowiadało, czym będzie.
Wszystko zaczyna się od marzeń, ale realizuje dzięki ludziom. Tym wszystkim ludziom, którzy byli z nami i tym, którzy są, DZIĘKUJEMY. Z całego serca.

środa, 26 listopada 2014

Już cię nie wypuszczę z rąk!



Niezwykły flashmob na Okęciu wykonany przez aktorów teatru muzycznego ROMA :)
Premiera polskiej wersji musicalu "Mamma mia" już 22 lutego :) bilety na przedstawienia niemal wyprzedane! Pozostały miejsca w wysoko położonych lożach. Trzeba się wybrać i zobaczyć.

Wczoraj obejrzeliśmy z Olą, Agą i Piotrkiem "Igrzyska śmierci: Kosogłos cz. 1".  Oczywiście zakończyło się w najbardziej trzymającym w napięciu momencie i z niecierpliwością czekamy ostatniej części, która będzie za rok. A tymczasem polecam piosenkę rebeliantów śpiewaną przez Jennifer Lawrence, która ma naprawdę niezwykły, buntowniczy klimat.



Ps. Mały Smok doleciał i ma się dobrze :) trochę mu tam nie do końca wszystko pasuje, ale aklimatyzuje się. Smutno trochę Małemu Tygrysowi, że Jen jest daleko, ale najważniejsze, że się odzywa i wszystko jest w porządku. Więc marzenie się spełni :)

niedziela, 23 listopada 2014

Śpiewasz pięknie wtedy gdy gotujesz.



Założyłam na Wrzucie katalog z moimi coverami i postaram się coś umieszczać z cotygodniowego śpiewania :) dzisiaj "Happy working song" z filmu "Zaczarowana". Nagrywałam ją chyba kilkanaście razy, ale dzięki temu się świetnie rozśpiewałam ;)
Zaiste był to śpiewający weekend: w piątek prowadziliśmy śpiew na wieczorze uwielbienia, w sobotę koncert. A oto zdjęcia :)








poniedziałek, 17 listopada 2014

Od piwa do czekolady

Działo się wszystko albo nicTam albo nie tam.

Wisława Szymborska

Trudno mi opisać, co się działo przez ostatni weekend. Najprościej byłoby powiedzieć, że byłam wszędzie, ale nigdzie; robiłam wszystko, ale nic, tak jak pisała Szymborska i wyśpiewał Turnau.
A było to tak: mieliśmy zaplanowany koncert A4H w Poznaniu w areszcie. Znalazłam przejazd z blabla na godzinę 16, wyruszyłam szybko i sprawnie z Warszawy i będąc już za Łodzią odbieram telefon, że koncert jest odwołany, bo nie udało się na żadnym z dostępnych samochodów zamocować przyczepki ze sprzętem. Inni nie byli tacy gorliwi i mieli wyruszać później, więc ominęła ich ta wyprawa. 
Cóż było robić; odezwałam się do Ani z Poznania, że będę jako jedyna i mam wolne sobotnie popołudnie. Zaprosiła mnie do siebie i w ten sposób spędziłam bardzo miły i relaksujący weekend w zielonym domu pod Poznaniem :) rozmawialiśmy, graliśmy w gry planszowe, jedliśmy pyszne rzeczy i było to jeden z nielicznych weekendów, kiedy czas stanął w miejscu :)
A w tym czasie w Poznaniu trwały targi piwne, w Warszawie natomiast festiwal czekolady. Na targi piwne się nie załapałam, bo nie leżą w moich zainteresowaniach :P a do Warszawy wróciłam na tyle późno, że nie było już sensu iść, bo czekoladę na pewno wyjedli. Zamieszczam więc zdjęcia ze strony wydarzenia





Czekam z niecierpliwością na premierę "Igrzysk śmierci: Kosogłos". Pewnie w przyszłym tygodniu wybierzemy się do kina. Teraz leci podobno rewelacyjny 'Interstellar", ale nie mam za bardzo kiedy i z kim pójść. Do kolekcji do obejrzenia dołącza też "Obywatel" ze Stuhrami, więc muszę sobie to jakoś rozplanować ;) 
I jeszcze jedno ważne wydarzenie w tym tygodniu. Zapraszam do Łodzi :)



wtorek, 11 listopada 2014

Król elfów





Erlenkönig
Johann Wolfgang von Goethe 1749-1832

Wer reitet so spät durch Nacht und Wind?
Es ist der Vater mit seinem Kind.
Er hat den Knaben wohl in dem Arm,
Er faßt ihn sicher, er hält ihn warm.


2. Mein Sohn, was birgst du so bang dein Gesicht?
Siehst Vater, du den Erlkönig nicht!
Den Erlenkönig mit Kron' und Schweif?
Mein Sohn, es ist ein Nebelstreif.

3. Du liebes Kind, komm geh' mit mir!
Gar schöne Spiele, spiel ich mit dir,
Manch bunte Blumen sind an dem Strand,
Meine Mutter hat manch gülden Gewand.

4. Mein Vater, mein Vater, und hörest du nicht,
Was Erlenkönig mir leise verspricht?
Sei ruhig, bleibe ruhig, mein Kind,
In dürren Blättern säuselt der Wind.

5. Willst feiner Knabe du mit mir geh'n?
Meine Töchter sollen dich warten schön,
Meine Töchter führen den nächtlichen Reihn
Und wiegen und tanzen und singen dich ein.

6. Mein Vater, mein Vater, und siehst du nicht dort
Erlkönigs Töchter am düsteren Ort?
Mein Sohn, mein Sohn, ich seh'es genau:
Es scheinen die alten Weiden so grau.

7. Ich lieb dich, mich reizt deine schöne Gestalt,
Und bist du nicht willig, so brauch ich Gewalt!
Mein Vater, mein Vater, jetzt faßt er mich an,
Erlkönig hat mir ein Leids getan.

8. Dem Vater grauset's, er reitet geschwind,
Er hält in den Armen das ächzende Kind,
Erreicht den Hof mit Mühe und Not,
In seinen Armen das Kind war tot.

***

Dawno nie śpiewałam klasyki, ale w tym tygodniu w naszych zespołowych nagraniach motywem przewodnim była klasyka. Postanowiłam więc przejrzeć swoje stare nuty ze szkoły i znalazłam tę oto pieśń Franciszka Schuberta. Akompaniament to majstersztyk. Naśladuje tętent konia. Śpiewając starałam się zmieniać głosy tak, żeby postacie były bardziej charakterystyczne. Żeby nie zniechęcić ludzi do reszty, wybrałam polską wersję w przekładzie Feliksa Konopki, ale uważam, że niemiecki tekst jest o wiele bardziej dramatyczny w brzmieniu :)
Wracamy dzisiaj do Warszawy po długim weekendzie. Warszawa znowu rozgromiona przez nadgorliwych "niepodległościowców". Dobrze, że będziemy w nocy, kiedy będzie już po wszystkim. 

poniedziałek, 10 listopada 2014

Leaving on the jet plane


Będąc w domu nie obejrzałam tym razem za wiele filmów. Jedynym był "Przyczajony tygrys, ukryty smok", który sobie przypomniałam właściwie, bo oglądałam go dawno temu. Lubię tych starożytnych chińskich parkourowców skaczących po dachach i wierzchołkach drzew, niezależnie od tego, co inni o tym filmie myślą ;) Jednak tym razem zaintrygowała mnie końcówka. Na wielu forach powtarza się myśl, że jest symboliczna i przychylam się do tej opinii. Spróbuję ją zinterpretować po swojemu.
Jen nie była osobą łatwą do ujarzmienia. Ciągle szukała nowych wrażeń i przestrzeni. Nawet związek z Lo nie był spełnieniem jej marzeń, bo kiedy po latach ukochany ją odnajduje w jej domu i namawia, by uciekła z nim na pustynię, Jen odmawia i odprawia go. Uciekając od męża, którego poślubiła z woli rodziców nie robi tego dla Lo, ale po to, by stać się wojownikiem. Kiedy wreszcie po wielu perypetiach z umierającym Li Mu Bai dostaje polecenie, by pójść do klasztoru, gdzie czeka na nią Lo, Jen udaje się tam, ale i tak ostatecznie skacze w przepaść. Dlaczego? Jen skoczyła symbolicznie - w pogoni za swoim marzeniem, w nieznane. Lo, powtarzając by wróciła z nim na pustynię, nie miał nic nowego do zaoferowania.
Nie prezentuję tutaj feministycznej postawy. Odwrotnie, bardziej utożsamiam się z Lo-Małym Tygrysem, bo podobnie jak on trzymam się jedynego pewnego miejsca, jakie znam - pustyni i tam najchętniej chciałabym pozostać. Podobnie jak on jestem małym chłopcem wypatrującym gwiazd, który usiłuje znaleźć swoją własną i zatrzymać ją przy sobie.
Kim jest w takim razie Jen-Mały Smok? Tego wam nie powiem. Powiem tylko tyle, że dzisiaj Jen skoczyła ze szczytu w nieznane, w poszukiwaniu przygody i w realizacji swoich marzeń. Teraz pewnie unosi się nadal w powietrzu, lecąc na drugi koniec świata.
Legenda mówi, że mały chłopiec, skacząc ze szczytu, zniknął i nigdy nie powrócił, ale jego marzenie się ziściło. Lo wiedział o tym, dlatego płakał, kiedy Jen skoczyła. Ale współczesny Lo-Mały Tygrys nie płacze, przynajmniej nie dzisiaj. Czeka na wiadomość od Jen, że wylądowała bezpiecznie i wierzy, że jej marzenie się spełni. 

sobota, 8 listopada 2014

Listopadowe życie.


Co słychać w domu? A zmienił kolory :) teraz jest oliwkowy z drewnianymi elementami i widać go z okolicy :) jeszcze nie wszystkie ściany są dokończone, ale już się pięknie prezentuje.


Ruszył proces przegryzania piernikowego ciasta. Mama podejrzliwie patrzyła na fakt, że ciasto musi sześć tygodni stać w lodówce, ale doświadczenie mówi, że wytrzyma. W grudniu pieczemy :)
Dzisiejsze popołudnie spędziłyśmy na spacerze po okolicy. Ola wymyśliła konkurs tematyczny "Listopadowe życie" i każda zaopatrzyła się w możliwy aparat/telefon i robiłyśmy zdjęcia wszystkiego, co pasowało do tematu. Potem obrabiałyśmy zdjęcia i typowałyśmy najlepsze :)

I miejsce ex aequo - Ronia

I miejsce ex aequo - Ola

II miejsce - Kika

III miejsce - mama

Kolejne zdjęcia Roni, trzeba przyznać, że naprawdę są ładne :) miała najlepszy aparat, ale wyszły jej świetne zdjęcia makro :) sama sobie obrobiła w programie. Rośnie talent :)




Krowa patrzyła na nas podejrzliwie, czego od niej chcemy :P


No i selfie na koniec naszej wyprawy :) 


czwartek, 6 listopada 2014

Rozpieszczamy się, gdy znosimy chłód i żar... - Poire caramel z Yves Rocher

Jesień, urodziny to już tradycyjnie czas na kosmetyki z Yves Rocher. Tym razem w edycji limitowanej jest gruszka w karmelu. Mmm, ależ to pachnie :) uwielbiam gruszki :) za tydzień ma dojść pomarańcza w czekoladzie. Takie połączenie znam już z płynu do kąpieli Luksja, to najbardziej apetyczny zapach do kąpieli :)
Dzisiaj w nocy wyjeżdżamy z Olą do Wojkówki na długi weekend. Zakupiłam z tej okazji nową grę. Miałam już okazję ją kilka razy wypróbować i gra się świetnie :) niestety nasz wymarzony Avalon nie jest już dostępny w sprzedaży :(


Chyba ruszy w domu produkcja piernika staropolskiego :) ciasto będzie się przegryzać przez kilka tygodni, a jak zajedziemy w grudniu, to będzie można je piec :) mam jeszcze w planach tłumaczyć książkę, obejrzeć z Olą "West side story", ułożyć kilka piosenek do naszej planowanej płyty... I wychodzić na pole :P na tym Mazowszu zapominam swojego rodzimego języka :P Zobaczymy, co się przez te kilka dni uda :) 
Do usłyszenia z południa naszego kraju :)

środa, 5 listopada 2014

Życie na czekanie.



I znowu lata 80., z powodu zespołowego konkursu karaoke. Wykonanie jest z 1990 roku, ale piosenka została napisana w latach 80. przez Prince'a. Ta uderzająca, sugestywna twarz Sinead jest wystarczającą ilustracją do treści piosenki. Bardzo podobne ujęcie wykorzystano w najnowszej wersji filmowej "Nędzników" do piosenki "I dreamed a dream" wykonywanej przez Anne Hathaway. Doskonała mimika twarzy i dramatyczne brzmienie głosu opowiadają historię dobitniej, niż słowa. 




Znów dopada mnie jesienna melancholia. W pracy tętnię życiem, bo dzieciaki grają i śpiewają hity, które radośnie nucę długo po skończeniu lekcji, ale powrót do mieszkania, samotne wieczory i poranki to uświadamianie sobie raz za razem, że niezależność kosztuje. Dlatego dalsza część postu będzie melancholijno-refleksyjna. Starzeję się, to i sobie powspominam.
Ludzie zachowują się dziwnie na widok zupełnie neutralnych zjawisk komunikacyjnych. W dawnych czasach ludzie mieli nieraz całymi miesiącami tylko listy. Sama pamiętam długie listy pisane do Moniki i oczekiwanie na odpowiedź składającą się z dwudziestu kartek. Potem kiedy wkroczyła nowoczesna technologia, skończyła się epoka listów. Pamiętam jak dziś, chociaż to było kilka lat temu, kiedy sygnał smsa (puk puk puk) był najmilszym dźwiękiem w telefonie; kiedy wydawałam złotówki na kawiarenkę i wchodziłam na gmailowy chat i tam mrugające zielone światełko obiecywało połączenie; kiedy mrugała koperta na gg jako znak kolejnej ciekawej konwersacji, a potem czerwone powiadomienie na fb rozpoczynało długie rozmowy do późnych godzin nocnych.
Przerobiłam wszelkie możliwe komunikatory: skype, Adium, gg, czat w Gmailu, komunikator Tlen, WTW, iMessage i pewnie kilka innych, których nie pamiętam. Reagowałam na najróżniejsze dźwięki i ikonki. Teraz też ciekawszym momentem dnia jest sprawdzenie poczty, czy nie pojawi się kolejny mail w wątku. Takie życie na czekanie. Jak długo jeszcze?

Mówisz i masz. Stary hit, ale treść wciąż aktualna.

poniedziałek, 3 listopada 2014

Lotem bliżej!



Mój tata ujarzmia Youtube i podsyła hity kabaretowe, które śpiewał nam z pamięci, kiedy byliśmy dziećmi. Taka akuratna piosenka na wczorajszy dzień, w którym wszystko niemal szło pod górkę, a roboty było po pachy.
Dzisiaj dalszy ciąg mojego przedłużonego weekendu. Spędziłam cały dzień w domu, bo nie miałam żadnych zajęć i jakoś nie chciało mi się wcale wychodzić. Tłumaczę książkę, która wisi nade mną od wakacji i tak wykorzystuję ten wolny dzień.
Od pobytu w Anglii wstąpiła we mnie jakaś obsesja na punkcie samolotów. Do tej pory denerwowały mnie tylko, bo huczały nad domem; teraz oglądam się za każdym przelatującym samolotem niczym za samochodami i staram się rozpoznać linie lotnicze po znaczkach na kadłubie. Zazwyczaj jest to LOT albo Eurolot; ale zdarzyło mi się zobaczyć irlandzkie linie z koniczynką, a raz holenderskie KLM.
Latanie wciąga. Śledzę stronę fly4free i patrzę na oferty wycieczek. Sprawdzam ceny biletów do najdalszych zakątków świata. Nie wiem, kiedy się tam wybiorę, ale na razie zarezerwowałyśmy sobie z Olą bilety na styczeń, żeby odwiedzić Londyn. 
Mam kilka życzeń. Chciałabym zobaczyć Paryż, Włochy i może Hiszpanię. Chciałabym wreszcie wyjechać poza kontynent. Chciałabym przekroczyć ocean :)