Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z październik, 2012

Skyfall

Jak fajnie spędzić urodziny, które wypadają w środku tygodnia? Pójść do kina. Pomysł powstał zupełnie spontanicznie. Podczas porannego surfowania po stronach nieprzydatnych natrafiłam na ciekawą ofertę Multikina Wtorki z FB. Regulamin akcji okazał się zadziwiająco prosty: wystarczyło polubić stronę Multikina na fb, zalogować się do aplikacji Vouchery i odebrać dowolną ilość kuponów po 13 zł, które następnie trzeba było wydrukować i pójść z nimi do kasy (rezerwacja internetowa nie obowiązuje przy tej promocji). A ponieważ właśnie był wtorek, a w kinach pojawił się Skyfall, trzecia, najnowsza część Bonda, więc wybór padł na niego. Moja akcja agitacyjna mająca na celu znalezienie chętnego na drugi kod promocyjny przez większą część dnia wyglądała na chybioną, więc po przemęczeniu pół dnia nad komputerem i tłumaczeniem filmiku powlokłam się smętnie do pracy. Miałam zamiar kupić bilety wcześniej, żeby potem nie stać w kolejkach, ale ponieważ chętnych na wypad do kina nie było, wstrzymałam…

Urodzeni 30 października

Fiodor Dostojewski...
30.10. 1821




Tadeusz Chyła...
30.10.1933



Diego Maradona...
30.10.1960



Fiat 126p... ;)
30.10.1971


Thomas Morgenstern...
30.10.1986



i Kika Harasim
30.10.1986



Jest tyle gór do zdobycia :)

Na rozgrzanie

Za oknem październikowo-zimowy krajobraz, co sprawia, że mam mieszane uczucia. Nie zdążyłam dobrze pożegnać się z jesienią, a już zasypał ją śnieg. Sezon rowerowy został brutalnie zakończony, gdyż rower grzęznął w zaspach. Ponieważ w ten sposób zakończyła się też moja rowerowa aktywność, postanowiłam dzisiaj rano powrócić do ćwiczeń na nogi. Kilka lat temu Ola podstępem podsunęła mi to ćwiczenia niby na zgrabne nogi i pośladki, ale, jak się w rzeczywistości okazało, zrealizowała ukrytą intencję mamy, żebym ćwiczyła kręgosłup. Faktem jest, że kiedy wzmacnia się mięśnie grzbietu, to kręgosłup trzyma się prosto. Przykładowy zestaw takich ćwiczeń można znaleźć  tutaj .
Ja zaczynam od rozgrzania górnej części tułowia, poprzez różne wymachy rąk, skłony, skrętoskłony, a potem przechodzę do ćwiczeń na nogi. Wykonuje się je w większości w pozycji leżącej, więc warto robić to na dywanie lub jakiejś macie. Niezależnie od pogody i temperatury staram się otwierać okno, żeby ćwiczyć na świeżym pow…

Rozchwytywana

Nie wygłoszę niczego odkrywczego, jeśli oznajmię, że spadł śnieg. Najlepszy komentarz na ten temat znalazłam wczoraj:

Dzisiaj zakończyła się długo wyczekiwana konferencja w Podkowie. Nie czułam się na siłach, żeby tam uczestniczyć, ale zobowiązałam się, więc przyjechałam. Byłam rozłożona, ledwo mówiłam, kaszel mnie zaczął męczyć, dobrze, że do śpiewania była Ania, która bardzo mi pomogła, żebym nie zawaliła swojej działki na tej konferencji. Bardzo dobrze spędzony czas, chociaż już wszystko mi wiruje przed oczami. Z szalonych perypetii muszę wspomnieć o następującej: w ciągu tego weekendu miałam 3 telefony. Jak? Wspominałam już, że mój telefon się zepsuł. Niestety próby reanimacji nic nie dały. Co gorsza w piątek okazało się, że  telefon mojej sąsiadki , od której miałam telefon zastępczy (Nokia, telefon nr 1), padł i potrzebuje odzyskać swój stary. Trudno się mówi, pojechałam w sobotę na nabożeństwo z kartą SIM zamkniętą w pudełku, szczęśliwa, że nikt ode mnie niczego nie chce. Ale n…

Marta

Pojawiły się zdjęcia z próby, zamieszczam więc, po drobnych obróbkach graficznych (filtry i logo). Powyżej nasz nowy skład, czyli: Sara (foto), Aga, Kika, Marta, Ola H, Ola S, Szymek, Tomek, Judyta, Dawid K. Z tyłu sali, której na zdjęciu nie widać: Dawid P, Krystian i Kasia.
 Sara dojechała później, w sobotę po południu, więc dopiero wita się z Martą. To nasz nowy górny alt. Jest odważna - zaśpiewała pieśń na Foksal przed kazaniem, stojąc na głównym podium, a wszystko leciało w internet ;)
 Mamy nowe, fajne teczki :) nareszcie nuty nie będą się niszczyły.

Wokale w komplecie.


Powinnam mieć na imię Marta. "Marto, Marto, troszczysz się o tak wiele rzeczy, a tak niewiele potrzeba..."

Październikowe słońce próbuje ogrzać pokój. To zwodnicze, na zewnątrz jest ziąb. Podobno w weekend ma padać śnieg, a na pewno będzie zmiana czasu. Ciekawe, czy zapomnę, jak zwykle...

Diabeł ubiera się u Prady

Nigdy nie tęskniłam za pracą w korporacji, a książka i film "Diabeł ubiera się u Prady" absolutnie mnie w tym utwierdził. Świat modnych ciuchów i kosmetyków to zdecydowanie nie dla mnie. Książkę czytałam jeżdżąc kolejką do pracy, film obejrzałam, jak tylko skończyłam książkę.  Książka regularnie podnosiła mi ciśnienie. Sugestywne opisy wyczynów Mirandy sprawiały, że nóż otwierał się w kieszeni. W filmie zabrakło tego czynnika potęgującego napięcie, a straszna szefowa okazuje nawet jakieś ludzkie oblicze. Ale za to można było pooglądać kolekcje obłędnie drogich ciuchów. To druzgoczące: nawet w zimie żadna nie nosiła tam swetra! W jednym domu, w którym uczę, matka ma portfel i torebkę z Prady, a na korytarzu stoją wysokie kozaki z Gucci. Oczywiście to moi najlepsi klienci. Niewesoło - coś mnie zaczyna rozkładać. A w weekend konferencja...

Silny bądź.

Hiciarska piosenka z filmu "Mulan", a jak się okazuje, kolejna inspiracja musicalowych melodii ;) prześladują nas te motywy bajkowe w All4Him. Nawet w jednym z głosów okazało się, że jest motyw melodii... od Rubika :P Weekend za szybko się skończył, próba mignęła niepostrzeżenie, wieczór z "Jaka to melodia" przypomniał nam radosne momenty z poprzedniego składu, kiedy w różnych okolicznościach towarzyszyły nam różne piosenki. Dla mnie najbardziej wyjątkowym momentem było, kiedy wyszłam podczas sobotniego obiadu na chwilę, po czym wracam, a wszyscy śpiewają "Sto lat" i wręczają mi paczkę, w której była... suszarka do włosów :D rozpłakałam się z wrażenia, że pamiętali o moich urodzinach tydzień wcześniej i podarowali mi prezent, który był mi pilnie potrzebny od zaraz.  Judyta zrobiła mi w niedzielę rano fantastyczną fryzurę, którą podziwiali potem wszyscy studenci w Podkowie, a potem jeszcze przeczytała wierszyk z życzeniami urodzinowymi. Dziewczyna jes…

Happy working song

Próba już dzisiaj, ale trzeba się przed tym przygotować. Tym razem ludzie zjeżdżają się do Warszawy, więc sprawy zakwaterowania są na mojej głowie. Kluczową sprawą w tym tygodniu było załatwienie pianina na próbę. Umówiłam się z Danielem, że pożyczy swoje, tylko muszę je odebrać przed weekendem. Umawialiśmy się kilkakrotnie, ale zawsze coś wypadało:  a to mi nie pasowała godzina, a to on zdobył w ostatniej chwili bilety na mecz Polska-Anglia i poszedł na Stadion Narodowy, a mi wtedy padł telefon i pojechałam do Warszawy na próżno. Ostatecznie umówiliśmy się na czwartek przed południem, po sprzątnięciu harcówki.
Był to naprawdę nie lada wyczyn. Wyobraźcie sobie salę, która od pół roku stała się magazynem wszystkich zbędnych rzeczy, które mieszkańcy kamienicy na Foksal 8 na okoliczność remontu tam wrzucili: stare dywany, szafy, wieszaki, nawet stary wielki magnetofon szpulowy. Oczywiście przez ten czas nikt tego nie sprzątał, no bo po co, skoro jest remont.  Przyszła jedna dziewczyna, …

Gamla goda Erik.

Znalazłam telefon, który mi się podoba: Sony Ericsson c905, bardziej zaawansowany niż c902, rozsuwany, z wifi, GPS i aparatem 8 Mpx. Podobają mi się kolorowe telefony: złoty, srebrny, ewentualnie różowy, ale czarny tym razem nie. Ceny  na allegro także są pocieszające: nowy telefon można dostać od 340 zł. Chyba jednak zostanę przy starym, dobrym Eriku. Przyzwyczaiłam się do jego układu menu, do tych wszystkich ulubionych funkcji, nawet do nieszczęsnego wejścia Fast coś tam, czyli ładowarka, słuchawki i kabel do komputera w jednym. Nokie mnie nie przekonują, a żadnego smartfona ani innego dotykowego nie chcę. Telefon ma być telefonem, a nie akwarium z szybką. Zobaczymy, czy się uda w nowym miesiącu wykombinować na telefon... Może się okazać, że bilet kwartalny na WKD za prawie 300 zł (ach, ta dorosłość :( będzie pilniejszym wydatkiem...

Jak rozebrać SE

Ciąg dalszy wydarzeń z pechowego dnia. Postanowiłam zająć się moim zalanym telefonem, a raczej zawilgoconym wyświetlaczem, który po deszczowej przeprawie zdobył brzydki zaciek. Podzieliłam się swoimi zmartwieniami z niejakim Tygrysem i podsunął mi powyższy filmik. Była to woda na mój młyn małego odkrywcy. Na powyższym filmiku macie zilustrowane, co się stało z moim telefonem wczorajszego popołudnia. Ja jednak poszłam dalej i dotarłam do wyświetlacza. Kolumb, odkrywając Amerykę, nie mógł być bardziej zafascynowany, niż ja, kiedy zobaczyłam te zawilgocone folijki. Przetarłam je pieczołowicie i poskładałam cały aparat. Jednak po złożeniu okazało się, że coś musiałam przeoczyć i wyświetlacz przestał działać zupełnie.  Znajomy pocieszał mnie mówiąc, że może musi porządnie wyschnąć przez tydzień i zaofiarował mi telefon zastępczy, Nokię E51. Nie jest zła, jest funkcjonalna, ale brak w niej zupełnie artyzmu i nowoczesności, który był w SE. Co z tego, że ma WiFi i GPS. Ale aparat 2.0 nawet n…

A to feler - westchnął seler.

Czasem jedna rzecz i już wiesz, że ten dzień będzie do kitu. Dzisiejszy dzień zaczął się od smsa: "Niestety muszę odwołać dzisiejsze i jutrzejsze zajęcia. Wyjaśnię wieczorem. M." Mam te zajęcia co dwa tygodnie, a i tak przepadły... Potem, z racji nadmiaru wolnego czasu, pojechałam odebrać naszywki i przy okazji na zakupy do Tesco. Jadąc rowerem powtarzałam sobie, że jestem szczęśliwą (inaczej błogosławioną), niezależną kobietą, która sama się utrzymuje, mieszka w apartamencie na poddaszu, gotuje to, co lubi i z racji życia w pojedynkę nie zawraca innym głowy swoimi problemami, tylko się modli. Te pobożne rozmyślania nie wystarczyły mi na długo. Chyba dostałam w sklepie jakiejś zaćmy, gdyż, o zgrozo, nie wiem, jak to się stało, ale wydałam na zakupy dwa razy więcej, niż zwykle... Powrót w siąpiącym deszczu z zakupami i pięciokilowym proszkiem do prania był smętnym konduktem pogrzebowym. Zakupy ciążyły mi w koszyku i na sumieniu... Pyszne kotleciki z bakłażana poprawi…

Power of the blonde

Obejrzałam dwie części "Legalnej blondynki" i jestem fanem tego filmu :) a Aga powinna grać główną rolę w musicalu, jest wykapaną Reese Witherspoon :) Kampania "Blądynki fcale niesom gópie" coraz bliżej. To nie jest tylko moja fantazja. To rzeczywistość, z którą będziecie musieli się zmierzyć.

W najwyższej komnacie, w najwyższej wieży.

W mojej wieży, do której wchodzi się po kręconych schodach, odwiedzili mnie goście. Trochę ścięte sufity i drążek w łazience, który Ula zawiesiła na niebezpiecznej wysokości dały im się we znaki, ale nie porozbijali sobie głów. Tylko ja rąbnęłam się w sufit, bo spałam po innej stronie, niż zwykle. To takie sympatyczne, że każdy, kto przyjeżdża, mówi, że u mnie jest ładnie. Niezupełnie u mnie, bo to nie jest moje, ale ma klimat to mieszkanie na poddaszu. Czekam na zdjęcia z sobotniej sesji "Blądynki fcale niesom gópie". A tymczasem, dla odprężenia po poważnym weekendzie, piosenka ze świeżo obejrzanej disneyowskiej bajki "Zaplątani".


Zima się zbliża do nas i chyba niektórzy chcą przed nią uciec, więc wylatują na antypody. Nie nadążam za niektórymi zmianami.
Chciałam coś powiedzieć, coś wykrzyczeć, ale chyba wystarczy jedno słowo: granda. Chyba, że znów mi się przywidziało...

Metrem.

Ostatnimi dniami forum zespołowe dotknęły zmiany wizualne, więc z rozpędu i mój blog zmienił wygląd na jesienno-zimowy. Powyżej zdjęcie pulpitu, żeby to uwiecznić, do kolejnych zmian. Jest kolorowo, nastrojowo, klimatycznie. Mam teraz kilka zajęć w Warszawie, więc podróżuję komunikacją miejską. Moje ostatnie częstsze podróże metrem przyniosły kilka ciekawych momentów.
Bezpłatne wstępne badania wzroku 11-14 października Takie ogłoszenie widniało na ekranach w metrze. W wybranych salonach optycznych i gabinetach okulistycznych można zrobić wstępne badania wzroku. Na stronie https://www.acuvue.pl/dobrywzroknacalezycie jest wyszukiwarka, gdzie wpisujemy nasz adres i wyszukuje nam najbliższe dostępne gabinety objęte akcją promocyjną. Mam zamiar wybrać się na takie badania jutro do salonu w Blue City.
Jesteś moim sobowtórem! Kiedy wychodziłam z metra, zagadnęła mnie dziewczyna, wyraźnie zszokowana, przedstawia się i mówi: "Jestem w szoku, jesteś taka do mnie podobna, kolega mi mówił, że…

Moulin Rogue

Genialny musical. Nie potrafię nawet opisać, jakie wrażenie zrobiła na mnie muzyka, zmontowana i przearanżowana. Więcej komentarza chyba by tylko pogorszyło wrażenie, więc już nic więcej o filmie. Zgłosiła się do mnie dziewczyna, żebym ją przygotowała na casting do "Romy". Chce śpiewać piosenkę z musicalu "Legalna blondynka". Przedsięwzięcie karkołomne, ale zobaczymy, jak ona śpiewa... Zresztą sami posłuchajcie tego nagrania. Ja wymiękam...


Robi się chłodno, wręcz zimowo. Psuje się ten październik...

Na las muszę mieć czas.

Dużo by mówić o ostatnich trzech dniach, ale po tym wszystkim czuję, że żyję. W piątek krzątałam się po moim małym gospodarstwie, zbierałam orzechy (po nocnej wichurze same pospadały, zaoszczędziło mi to skakania po drzewach), pomagałam Magdzie ze śliwkami, sprzątałam mieszkanie, aż furczało i nawet zdążyłam się wybrać na młodzieżowe do Warszawy! Tak dawno nie byłam. Integracja z warszawską młodzieżą jest fajna. W sobotę byłam w Podkowie na nabożeństwie. Zasadniczo miałam tylko zaakompaniować do jednej pieśni i zaśpiewać coś do wieczerzy, ale skończyło się tak, że prowadziłam lekcję, grałam do nabożeństwa, no i oczywiście śpiewałam, co miałam zaśpiewać. Jak sobie nabrałam sił przy posiłku, to razem z Janą i Poliną dopadłyśmy instrumenty, ja pianino, one skrzypce i ze 2 godziny grałyśmy nasze ulubione pieśni. Fajnie się z nimi gra. Dogadujemy się, pomimo tego, że dziewczyny dopiero od miesiąca próbują coś mówić po polsku. Więc używamy trochę rosyjskiego, trochę polskiego, angielskiego…

Wicher wieje, z nieba leje, ja się śmieję uhaha!

Serce mi dzisiaj mocniej zabiło i popłynęły łzy wzruszenia, bo dzięki uprzejmości znajomych usłyszałam legendarne nagranie bajki Brzechwy "Jaś i Małgosia" z 1966 roku :) kiedy byliśmy mali i nie chcieliśmy jeść, mama nam recytowała i śpiewała z pamięci całe słuchowisko. Razem z rodzeństwem słuchali tego jako dzieci wiele razy i znali na pamięć :)




I jeszcze "Brzydkie kaczątko".



A pogoda prawdziwie jak z piosenki Czarownicy.

Deja vu

Serce: Obejrzałam wczoraj Deja vu. Rozum: I jak? Serce: Noo... Dobry był. Ale jakoś się boję takich filmów, tego, że one dochodzą do granic, które człowiek nie powinien przekraczać... Rozum: Czy ja wiem...:P Serce: Wiesz, ludzie mają mocno namieszane w głowach przez różne rzeczy, jak książki Dana Browna czy tego typu filmy. Zaczynają wierzyć, że chrześcijaństwo to manipulacja, prawdę można odkryć wszędzie, drzemią w nas nieodkryte siły, dzięki którym możemy zmienić świat, nie potrzebujemy do tego Boga. A to... szalona pokusa. Rozum: E tam. Póki traktujesz to jak bajki, to wszystko jest ok. Serce: No nie wiem. Skoro White mowila o czytaniu wymyślonych powieści,  ze to jest szkodliwe... Rozum: W takim razie nie stosuj tego do tych filmów, tylko zastosuj do wszystkich, bo jest s-f i na dobrą sprawę nie wiemy, jak działa czas. A co do możliwości ludzkiego mózgu - one faktycznie są wieksze, niż ten film pokazuje. Serce: Ale jeśli ktoś cofa się w czasie i zmienia coś, co już się wydarzyło, to jakby…

Limitless

Wybaczcie tę odrobinę samochwalstwa, ale po raz pierwszy podoba mi się moje wykonanie, no, może poza wizją, bo robię okrutne miny :P natomiast wokal jest ustabilizowany i wyrównany. Nareszcie, po tylu latach :) Rozum spisał się z akompaniamentem, chociaż machnął go od niechcenia. Nie wierzę, że jazzuje. Tak długo nie można było się go o to doprosić i w końcu się nauczył... Wszyscy się zmieniamy na  lepsze :) Przyznam się, że obejrzałam dzisiaj niecny film pod tytułem "Jestem bogiem" (ang. Limitless). Nie rozwalił mnie zbytnio ani nie wywołał emocjonalnego wstrząsu, a pozytywne zaskoczenie wręcz rozczarowało. Czemu nie skończył marnie? Przynajmniej byłoby ostrzeżenie dla innych, żeby nie brać tego świństwa. No ale nic, trudno.  A film nie jest taki sci-fi, na jaki wygląda. Kiedyś, gdy Bóg nas odnowi, odzyskamy pełną powierzchnię mózgu i wtedy to będziemy poznawać wiedzę. Ale w bezpieczny i prowadzący do szczęścia sposób. Może wtedy nauczę się liczyć w pamięci i będę umiała …

Zainspirowani

Weekend był bardzo intensywny. Mieliśmy szkolenie liderów młodzieży diecezji wschodniej w Podkowie Leśnej i tematem było "Inspirujące nabożeństwo". Tym razem oprócz obsługi muzycznej prowadziłam warsztat dotyczący pieśni w nabożeństwie. Było... ciekawie, jak zawsze, kiedy ludzie dyskutują o muzyce :P materiały ze szkolenia już niebawem na stronie http://mlodzi.adwent.pl/ .  Tak jak obiecywałam, wybrałam się w końcu do fryzjera, żeby coś zrobić ze swoimi włosami. Jak zwykle żyją własnym życiem, nie słuchając mnie zupełnie, ale przynajmniej ocalała ich długość. Podobno dopiero po 2 tygodniach robią się fajne.


Czuję, jak mnie coś rozkłada. Mama przysłała mi skrzynkę jabłek na soki, może takie stężenie witaminy pomoże w walce z przeziębieniem. Jednak jedzenie lodów na szkoleniu nie było dobrym pomysłem...