Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z wrzesień, 2014

Praga wczesnojesienna.

W poniedziałki mam zajęcia na Starej Pradze przy uroczej ulicy Floriańskiej. Tym sposobem odkrywam moją ulubioną dzielnicę o różnych porach roku :) Pisałam wiosną o tym, jak tu pięknie. Jesień też jest pełna uroku :) Gdybym miała zamieszkać w Warszawie i nie przejmować się, czy będę miała daleko do pracy, z pewnością wybrałabym Pragę. Jest tu bardzo dobre połączenie z centrum, a niebawem doprowadzą tu metro.  Od tygodnia szukałam okazji i pleneru do zrobienia jesiennego zdjęcia. Wreszcie mi się udało :) niestety zdjęcie z telefonu nie oddaje wszystkich realnych szczegółów, ale i tak jest klimat :)


Ten kolorowy budynek stoi naprzeciwko kina "Praha". Wygląda tak optymistycznie, że nie można się nie uśmiechnąć na jego widok :)
Złota polska jesień to zdecydowany atut naszej strefy klimatycznej :)

I like to be in America!

Powyższe zdjęcie udowadnia dobitnie, że weekend spędziłam w Warszawie. Gdyż to właśnie tu, na tej oto scenie pojawili się wykonawcy z całej Polski, którzy zanurzyli słuchaczy w atmosferze swinga, ragtime'u, monumentalnej muzyki filmowej z "Gwiezdnych wojen" i oczywiście klasyce Gershwina oraz wielu innych. Od 26 do 28 września Warszawa znalazła się w Ameryce :)

Nie mogłam być w piątek ani w sobotę z wiadomych względów, ale niedziela była satysfakcjonująca. Trafiłam na orkiestrę symfoniczną z Bielska-Białej, a wieczorem na koncert jazzowy Vistula River Brass Band.  Dawno, oj dawno nie słuchałam orkiestry na żywo :) ostatni raz to chyba był koncert dyplomantów w Filharmonii Rzeszowskiej, czyli ze 4 lata temu, jak jeszcze chodziłam do muzyka. A zagrali imponująco suitę ze "Star wars" :) chociaż niestety sprawdziło się porzekadło, że jak ktoś sfałszuje w orkiestrze, to na pewno będzie to waltornia :P natomiast w rozrywce brzmieli porywająco, aż noga sama chodziła,…

Haters gonna hate.

Uczyć nastolatki to ciężki kawałek chleba. Musisz słuchać piosenek, których nigdy w życiu byś nie włączyła i oglądać teledyski z głupawych komedii romantycznych dla młodzieży, po czym stwierdzasz, że przez kilka dni ta piosenka nie może wyjść ci z głowy; do tego blondyn z teledysku ma uśmiech roztapiający lodowce i ach, gdybym była z dziesięć lat młodsza... :P
Niestety dożyliśmy takich czasów, że kawałki najbardziej wpadające w ucho odnoszą się do najbardziej podstawowych instynktów. Kolejny też jest tego dowodem. 


I jak się czujecie tego poranka, budząc się w kraju mistrzów świata? ;)

POLSKA MISTRZEM ŚWIATA!!!

Z ostatniej chwili:

Dużo więcej emocji i dynamicznych akcji, niż w piłce nożnej, oszałamiający sukces, gratulacje! Możemy zatem spać spokojnie po tym emocjonującym weekendzie :)

O włos.

http://wiadomosci.onet.pl/warszawa/dwa-pociagi-prawie-sie-zderzyly-sie-na-stacji-wlochy/2gp9l

To miał być spokojny dzień, kiedy wyjeżdżałam o 19 na radę drużynowych do Poznania. A jednak piątek okazał się dłuższy, niż myślałam... Ale wcale nie spokojniejszy :P po awaryjnym hamowaniu pociągu tuż przed nadjeżdżającą równolegle KM-ką na rozjeździe we Włochach zatrzymano nas na 4 godziny w oczekiwaniu na komisję kolejową. Potem prokuratura zdecydowała, że ten pociąg nie pojedzie dalej i przesadzili nas do innego pociągu jadącego do Poznania. Wysiadanie ze stopnia na wysokości metra i schodzenie po stromej skarpie w nocy było na pewno przeżyciem z kategorii niezapomnianych :P Podróż spędziłam na korytarzu, słuchając muzyki, póki mi się transfer nie skończył i w końcu rozłożyłam się na podłodze, oparłam głowę o śpiwór i zasnęłam. Na miejsce dotarliśmy o trzeciej w nocy. Dzięki Bogu, że żyjemy.
Będąc po 4 godzinach snu nie było łatwo funkcjonować na obradach, ale weekend z pathfindersami to za…

I hate you have to go.

I'm a big big girl in a big big world  It's not a big big thing if you leave me  but I do do feel that I do do will miss you much miss you much..

"Życie składa się z przywitań i pożegnań", jak mawiała Ania Shirley.  Nie lubię się witać ani żegnać. Wolałabym, żeby nie było tego rytuału podawania ręki, ściskania się czy dawania buziaków w policzek. Chciałabym nie musieć się z kimś żegnać, nie musieć tęsknić. Chciałabym, żeby dobre chwile z życzliwymi ludźmi trwały. Ale takie jest życie, że dzisiaj jesteśmy tutaj, a jutro gdzie indziej. Życie jest podróżą, nieustannie. Szukamy swojej drogi, swojego miejsca na ziemi, swojej przygody.  Dzisiaj obudziłam się z opuchniętymi, smutnymi oczami. Śniły mi się odlatujące na drugi koniec świata samoloty. Nie lubię tamtego końca świata. 

Czemu najlepsze jest często tak dziwne?

W Kazimierzu nad Wisłą

Lubicie podróże? Oto kolejna z nich. W miniony weekend wykorzystałyśmy PKP do granic możliwości dzięki Biletowi Podróżnika. Kosztuje on 74 zł i można na nim jeździć wszystkimi TLK-ami od piątku od 19.00 do poniedziałku do 6 rano :)  W sobotę odwiedziłyśmy Kraków z okazji chrztu naszej kuzynki Ady. Piękna, wzruszająca uroczystość i spotkanie z rodziną, której dawno nie widzieliśmy :) zdjęcia ma Ola. Niedziela była spontanicznym pomysłem. Postanowiłyśmy spędzić jeszcze jeden dzień w podróży. Padło na Kazimierz Dolny. Z Warszawy nie jest daleko. Wystarczy wsiąść do pociągu do Puław, który jedzie półtorej godziny, a stamtąd do Kazimierza dojeżdża się w ciągu 25 minut busem podstawianym przez PKP. Kazimierz o tej porze roku jest oblegany przez turystów, ledwo można się przecisnąć przez wąskie uliczki :) do tego w pobliskich miastach odbywał się festiwal orkiestr dętych. Zaczęli od "Zacznij od Bacha", a potem poleciało komercyjnie "Pretty woman" :P 

Ponieważ miałyśmy do…

Z dnia na dzień.

SZANOWNY KATARZE!
Uprzejmie proszę o odblokowanie dostępu tlenu do mózgu. Zapewniam, że potrafi pracować bez presji. Ponadto byłabym wdzięczna, gdyby podczas posiłku towarzyszyły mi bodźce smakowe, nie wyłącznie dotykowe, o węchowych nie wspominając. Dziękuję!
Z poważaniem
Kika - administrator własnego systemu

Mój mózg jest otumaniony katarem, więc nie odpowiadam za jakość intelektualną tego posta. Tak, w przeciągu tygodnia znowu jestem chora :(

Z dnia na dzień
Żyję z dnia na dzień. Bo każdy dzień jest inny. Dzisiaj zjadłam obiad w barze mlecznym na Nowym Świecie, jutro dokończę placki ziemniaczane kupione w Biedronce, albo i nie. Dlaczego miałabym planować, co zjem jutro? Wczoraj... już nawet nie pamiętam, co było wczoraj. Hmm... poniedziałek?
Nie narzekam, bo dobrze jest. Fajny artykuł znalazłam w tym temacie. Żyjąc z dnia na dzień i nie nastawiając się na zbyt wiele, można nieźle się ustawić. Jestem panem swojego czasu pracy. Pracuję, to zarabiam, nie pracuję, nie zarabiam. Proste. Robi…

Filip, Filip się żeni!

Ja nie wierzę w to do dzisiaj, że Filip się żeni.  On pił mleko, doił smoczka i z siostrą się bił.  Ale żona go kocha i ona to zmieni.  Wydoroślał mój braciszek, nie ma co tu kryć.

Watch this.

Poszukiwania zakończone: klasyczny zegarek damski na skórzanym pasku kupiony. Po miesiącu śledzenia sklepów internetowych, studiowania historii szwajcarskiego zegarmistrzostwa, pielgrzymek do salonów Swiss oraz Swatch z zamiarem kupna szwajcarskiego zegarka kupiłam w końcu... amerykańskiego Timexa. Powód zasadniczy był boleśnie prosty: cena, a drugi: pasował mi do sukienki na ślub :P Uznałam, że nie warto wydawać więcej niż 200 zł za zegarek w tych niepewnych czasach, a w tym przedziale cenowym nie było żadnego przyzwoitego i solidnego zegarka ze Swatcha, dostępnego w Warszawie. Ten był ostatni, na Alejach Jerozolimskich w Jubilerze. Na zdjęciu na stronie wydawał się większy, a okazało się, że ma tarczę nieco większą niż pięciozłotówka :) Jeśli zegarek jest wyznacznikiem statusu społecznego i pozycji majątkowej, to po prześledzeniu strony Swatch Group musiałam przyznać, że w tej dziedzinie należę zdecydowanie do klasy podstawowej. Ale nie zamierzam wpadać w kompleksy z tego powodu :)…

Dobrze jest zostać w domu, dobrze jest!

Pogoda jest wyjątkowo nieprzyjazna i wczoraj wróciłam z pracy w stanie rozkładu. Zapakowałam się do łóżka, zażyłam polopirynę i postanowiłam następny dzień definitywnie spędzić w domu, a nie włóczyć się po przystankach.  Opowiadałam już o gofrach, a tym razem postanowiłam je sfotografować. Okazuje się, że opiekacz do sandwiczy można wykorzystać do opiekania gotowych gofrów, kupionych np. w Lidlu. (Jak się chciało zaoszczędzić i kupiło zwykły opiekacz zamiast wymiennych wkładów do gofrów, to tak jest :P) W małej paczuszce znajduje się 12 niedużych gofrów, w sam raz na deser dla trzech osób :) wystarczy tylko włożyć na chwilę do opiekacza, potem odstawić, żeby ostygły i stały się chrupiące. W czasie, kiedy gofry się opiekają, można ubić śmietanę, następnie położyć dowolne owoce, które macie pod ręką (ostatnio dawałam głównie borówki amerykańskie, ale tym razem miałam tylko brzoskwinie) i udekorować śmietaną. Dzisiaj do moich gofrów dodałam startą czekoladę Alpen Gold z całymi orzechami…

1 września. Taka sytuacja.

Jedzie pociąg z daleka, na nikogo nie czeka.
-Konduktorze łaskawy, zmieszczę się do Warszawy?
-Trudno, trudno to będzie, high school wcisnął się wszędzie. Nawet więc nie wsiadajcie, na następny czekajcie.
Pierwszy września, szkoła się zaczyna, trzeba będzie jeździć inną kolejką, bo do tej 8.21 znowu się nie wbiję. Taka sytuacja. Pocieszającą wiadomością jest to, że otworzyli znowu przystanek na Rakowie. Koniec ze spacerami na Przedpole. I miły pan nie będzie musiał pomagać z zakupami.  Jesień czuć coraz mocniej. Wczoraj pachniało ogniskiem i pieczonymi ziemniakami. Ach, wyjechać z miasta...  *** Był i dym. Przypaliłam w piekarniku w pracy pizzerki i musiałyśmy potem długo wietrzyć :P