niedziela, 26 lutego 2017

Próby campowo-festiwalowe w Poznaniu



Spędziłyśmy z zespołem campowym bardzo sympatyczny weekend w Poznaniu. Nagrywałyśmy nowe piosenki, ćwiczyłyśmy, śpiewałyśmy, jadłyśmy dobre rzeczy i dużo się śmiałyśmy ;) fajne są te dziewczyny, mają tyle zapału, energii i już tak dobrze poukładane w głowach. Zapowiada się dobry festiwal już 14-16 kwietnia!

czwartek, 23 lutego 2017

Tłusto już od wtorku.



Ach, ta tradycja Tłustego Czwartku... Dałam się namówić na zrobienie pączków. Wprawdzie w pracy dzisiaj mogliśmy sobie wziąć po 2 pączki, a nawet potem i więcej, bo zostały, ale domowe są najlepsze. Zrobiłam z przepisu na Berliner - niemieckie pączki z Moje Wypieki. Trochę jednak po swojemu zrobiłam, ale obiektywni konsumenci powiedzieli, że pyszne. Mam więc mały zapasik i od wtorku sobie te słodkości serwuję. 
Ferie się już kończą. Z okazji ferii pozwalam sobie wstawać 10 minut później i jechać późniejszą kolejką do pracy. Wracam też po pracy do domu i zajmuję się drobnymi przyjemnościami. Niestety nie ma już tego błogiego lenistwa, ale jakoś sobie wynagradzam ten czas bez uczniów. I wiosennie w tym tygodniu się zrobiło...

czwartek, 16 lutego 2017

Zdjęcie zrobione kalkulatorem.



Nie cytaty, nie piosenki
Jeno zwykłe selfie z ręki.

Poszukiwałam niestandardowego etui na telefon, czyli mojej ulubionej kasety magnetofonowej. Znalazłam, a przy okazji natknęłam się na jedyny w swoim rodzaju ... kalkulator. Po rozpakowaniu byłam nieco rozczarowana wykonaniem, bo był to zwyczajny nadruk na przezroczystym etui, nie wypukły kształt... Ale wygląd szałowy. W przypływie szaleństwa machnęłam więc serię selfie w lustrze, bo nie zawsze ma się okazję robić zdjęcie kalkulatorem. Tak oto ociepliłam swój poważny wizerunek trzydziestolatki, która zaczęła używać kremu pod oczy Tołpa dla 30+ (ach, ciągle przeżywam ten fakt). Jest radość, energia, fun i liczba pi na wyświetlaczu, zwana inaczej ludolfiną. Świat się śmieje, a ja z nim. Dzióbek i do przodu.

środa, 15 lutego 2017

Heidi



Z żalem zakończyłam słuchanie "W pustyni i w puszczy", bo jest to jedna z moich ulubionych książek z dzieciństwa. Zaczęłam poszukiwać kolejnych i w trakcie przyszła mi myśl, żeby poszukać czegoś po niemiecku. Z językiem mam kontakt dosyć ograniczony jedynie w pracy, a słownictwo cały czas się powtarza. I tak znalazłam słuchowisko "Heidi" na podstawie książki Johanny Spyri. Słucha się bardzo przyjemnie, osoby mówią spokojnie i wyraźnie pięknym niemieckim. Ponieważ znam już książkę, więc łatwiej mi też się domyślić niektórych trudniejszych wyrazów, ale i bez tego słuchowiska to wdzięczne formy do nauki języka.
Jeśli ktoś z osób śledzących bloga kojarzy słuchowiska po portugalsku albo angielsku, niech da znać, chętnie posłucham w kolejnym języku :) 

wtorek, 14 lutego 2017

Walentynkowe covery



Jak tam wasze walentynki? U mnie dzień jak co dzień, taki zwyczajny wtorek, wolne popołudnie, więc znowu coś nagrałam. Właściwie nie są nowe rzeczy, już kiedyś się do nich przymierzałam, ale nagrania były w gorszej jakości (teraz też nie jest oszałamiająca). Mikrofonik z zestawu słuchawkowego nie wytrzymywał decybeli w "Mam tę moc". Mam już w planach kupno mikrofonu studyjnego i wtedy to będzie nagrywanie.



...bo trzeba robić to, co się kocha 😀💓

poniedziałek, 13 lutego 2017

Hey girl



Ten post miał się pojawić jutro z nagłówkiem:
-Co robisz w walentynki?
-Mam szkolenie z Excela. 😂

Miało też być tylko jedno zdjęcie Ryana Goslinga z tekstem o Excelu, a nie cała kolekcja memów. Ale szkolenie zostało przełożone na piątek, a ja właśnie odkryłam hity z internetu, które "zrobiły mój dzień" i skłoniły do rozważań o tematyce społecznej.
Skąd się wziął pomysł na memy z Goslingiem? Historię możecie przeczytać tutaj. Od lat jednak nie dziwi, że dziewczyny z całego świata marzą o Goslingu i wyobrażają go sobie jako faceta idealnego. Nie ujmując Goslingowi, trochę mnie to dziwi, bo, jak wiadomo, facet idealny jest jak yeti: krążą legendy, że ktoś go widział, ale nikt nigdy nie udowodnił jego istnienia. Nie mam pojęcia, kto jest autorem poniższych memów i domyślam się, że są to zarówno kobiety, jak i mężczyźni, bo niektóre nie pozostawiają suchej nitki na kobiecych naiwnych wyobrażeniach. Są prześmieszne, niektóre do bólu prawdziwe, obnażające naiwność, sentymentalizm. Jako memy doskonale ilustrują społeczne opinie i poglądy.
Aby moje dzisiejsze przekopywania internetu nie poszły na marne, postanowiłam stworzyć więc mini poradnik walentynkowy dla mężczyzn, którzy chcą zdobyć serce kobiety.


1. Jak zacząć?



Teksty od mistrza:







2. Okaż jej swoje zainteresowanie ważnymi dla niej tematami:







3. Okaż współczucie, empatię i gotowość do pomocy w każdej sytuacji. 
Po prostu odgaduj jej skryte pragnienia:









4. Bądź wyrozumiały dla niewinnych szaleństw i kobiecych słabości:



5. Zawsze doceniaj i dziękuj:






Drodzy panowie, nawet jeśli jest na obrazkach odrobinę przesady, to i tak w istocie rzeczy panie tym zasadom przytakną, czyż nie? 
Życzę dużo czułości, miłości i odrobiny szaleństwa nie tylko z okazji walentynek 😉💖


sobota, 11 lutego 2017

Walking on ice

Mroźny i słoneczny dzień był w Warszawie dzisiaj. Pojechaliśmy ze znajomymi do parku we Włochach i zrobiliśmy szaloną rzecz: chodziliśmy po lodzie na zamarzniętym stawie. Lód był gruby i stabilny, widać było na nim ślady sanek i ludzi, więc po chwili niepokoju zaczęliśmy ochoczo robić zdjęcia. 




Poniżej moja mini sesja w czasie golden hour.






Nieznane, nie z list przebojów, ale ładne.

niedziela, 5 lutego 2017

His eye is on the sparrow



Dawno już chciałam zaśpiewać tę piosenkę, uczyłam się jej z nagrania, nawet przymierzałyśmy się do duetu z Patrycją, ale potoczyło się tak, że nigdy tego razem nie zaśpiewałyśmy. A wystarczyło znaleźć podkład i nagrać sobie duet... No i trochę dojrzeć głosowo.


sobota, 4 lutego 2017

Tatanka



Dzisiejsza zbiórka przeszła do historii: drużyna harcerzy starszych w Warszawie przyjęła oficjalnie nazwę "Tatanka" (bizon). Uczciliśmy to wymieniając fajkę pokoju w postaci napoju owocowego "Arizona" (tutaj) oraz racząc się wegetariańskim udźcem z bizona. Wspominaliśmy biwak indiański i pląs o Indianinie, który napiął mały łuk oraz historyczną zbiórkę Rovers, gdzie obejrzeliśmy film "Tańczący z wilkami", który był inspiracją do przyjęcia nazwy "Tatanka". Na stole dumnie prezentuje się drużynowy proporzec, wykonany techniką spray i szablonu. 
Szkoda, że przez różne wyjazdy dosyć rzadko udaje mi się wpaść na zbiórki, ale dobrze jest być choćby raz na 2 miesiące.

piątek, 3 lutego 2017

Rok pytań czy odpowiedzi?



Kilka dni temu byliśmy razem z zespołem w Siedlcach. Było to nasze pierwsze zgrupowanie w nowym roku. Na wieczornym nabożeństwie w sobotę wspominaliśmy miniony rok. Niemal każdy wymieniał szczególne wydarzenia, które przydarzyły mu się w poprzednim roku. Jeden chłopak opowiadał, jak zastanawiał się, czy warto w ogóle chodzić do kościoła. Zaczął wtedy jeździć razem z nami i spędzać z nami czas na próbach i koncertach. Powiedział, że ten rok pozwolił mu nawiązać relację z Bogiem. Inny chłopak powiedział że miniony rok przyniósł mu odpowiedź na kwestię, której nie mógł zrozumieć od 10 lat, a która była spowodowana ważną życiową decyzją z przeszłości. Inne osoby mówiły o wysłuchanych modlitwach, o zdanych egzaminach, o zmianie pracy. Niemal każdy miał za co podziękować. Następnego dnia podczas kolejnego nabożeństwa rozmawialiśmy o przyszłości. I znowu niemal każdy podzielił się sprawą, które czeka go w nowym roku. Mówiliśmy o zmianach, marzeniach, obawach. Te dwa spotkania dały mi odczuć, że ufamy sobie nawzajem jesteśmy przyjaciółmi, a nawet rodziną.
Dzisiaj w drodze do pracy czytałam kolejny rozdział książki "Bóg zawsze znajdzie ci pracę" i natrafiłam właśnie na tę myśl: "Niektóre lata przynoszą pytania, inne przynoszą odpowiedzi". Pomyślałam o doświadczeniach chłopaka, który nie ożenił się z pewną dziewczyną kilka lat temu i dopiero w zeszłym roku zrozumiał, że gdyby to zrobił, odszedłby daleko od Boga. Pomyślałam o innym znajomym, który w minionym roku rozstał się z narzeczoną, stracił pracę i wtedy zaczął interesować się Biblią i Bogiem. Jeszcze inny przygotowywał się do egzaminu na studia magisterskie i nie dostał się, nie znalazł pracy i musiał wyjechać z kraju, ale tam zajął się tym, co lubi najbardziej. Pomyślałam o rodzicach, którzy też 10 lat czekali na rozwiązanie pewnego problemu i nie mogli nic zrobić. Przypomniałam sobie też swoje pytania stawiane Bogu na początku roku, na które nie otrzymałam oczekiwanej odpowiedzi. 
Kiedy tak czekasz na odpowiedź, nieraz wydaje się, że tkwisz bezczynnie i nie ma w tym żadnego sensu. Ja też nieraz miałam momenty, kiedy czułam, że marnuję czas i usilnie starałam się go wypełnić, jak tylko się dało. Nie zawsze były to pożyteczne zajęcia, czasem zwykłe rozrywki dla zabicia czasu. Zrozumiałam jednak i nadal uczę się tego, że do ważnych rzeczy dłużej się dojrzewa. Potrzeba czasu, aby "zapuścić korzenie", aby nabrać sił i rozwinąć cechy i umiejętności do wykonania ważnego zadania. Potrzeba przeżyć szereg różnych doświadczeń, aby się przygotować do nowych okoliczności. Kiedy po latach pytań przychodzi rok odpowiedzi, wtedy nagle okazuje się, że to wszystko miało sens. 


Pozostawiam was z piosenką, która ma niezwykle aktualne słowa. Co, jeśli ten rok pytań jest właśnie błogosławieństwem, tym, czego ci najbardziej teraz potrzeba? 

środa, 1 lutego 2017

Tante Kika


Dzisiaj na świat przyszła moja mała siostrzenica Ania, córka Oli i Artema. Wcale się jej nie spieszyło wychodzić, może dlatego, że zima i zimno, a może i dlatego, że jest kobietą, a więc lubi, żeby na nią oczekiwano 😀
Ponieważ dorosłych interesują głównie liczby, jak to spostrzegł dawno temu Mały Książę, więc podaję upragnione wymiary: ok. 4 kg i ok. 50 cm. W normie, jak to zwykle mierzą dzieci, kiedy są zdrowe i urodzone o czasie. 
Mama, która była w ostatnich tygodniach w Niemczech powiedziała, że dziewczynka wygląda zupełnie jak Ola, kiedy się urodziła. Nie ma chyba nigdzie tego uwiecznionego, więc musimy wierzyć na słowo, ale rzeczywiście kiedy się na nią patrzy, to nie ma wątpliwości, czyją jest córką. 
Ponieważ zostałam ciocią, więc będę chciała odwiedzić małą, żeby ją zobaczyć na własne oczy. Na razie wszyscy muszą ochłonąć po ostatnich wydarzeniach i zaaklimatyzować się w nowym świecie. 
Jeszcze jedna śmieszna dla mnie rzecz w tej nowej rodzinnej sytuacji: ciocia Ronia, która ma 13 lat 😃