Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z maj, 2012

Put down that map and get wonderfully lost.

Z dokonań dzisiejszego dnia: założyłam pasek od spodni na lewą stronę. Jakieś 3 minuty zajęło mi odkrycie, że jest jaśniejszy, niż zwykle i nie pasuje do swetra. Za późno poszłam spać wczoraj z tego wszystkiego.
Moi uczniowie ostatnio mają wywalone na szkołę i jeżdżą na wycieczki tudzież zielone szkoły. A tu trzeba jakoś zarabiać... Nadmiar wolnego jest zdecydowanie niefajny.
Biwak już za tydzień. Jeszcze nie czuję presji, bo dopiero odespałam dzień dziecka w Podkowie, ale zacznie się początkiem tygodnia, jak będą do odbioru naszywki i zakupy do zrobienia. Całe szczęście, że tym razem nie gram ani nie śpiewam, jeno pilnuję, aby wszystko działało na tym biwaku zgodnie z ustalonym programem. Za to camp i obóz tydzień później szykuje się ostro ;P
Znikam do pracy, póki jakaś jest.
Posłuchajcie sobie nowego hitu ThePianoGuys.  To tak w klimacie licznych ślubów w lecie, które, jak się dziwnie okazuje, komplikują nam organizację obozu ;)



Blog's come back.

Namyśliłam się. Blog's come back.
Nie spodziewałam się, że komuś będzie go brakować, ale jak usłyszałam, że dzięki zdjęciom z survivalu mama kolegi się dowiedziała, czy w ogóle żyje, stwierdziłam, że to poważna misja. Poza tym szkoda trochę tak ni z tego, ni z owego go zamykać po sześciu latach, czyż nie? Może w siódmym roku zrobię rok jubileuszowy ;)
Dzisiaj kupiłam brązowe (kamelowe) trampki z New Yorkera. Leżały sobie takie samotne bez sznurowadeł pod stertą butów i zrobiło mi się ich żal, że nikt ich nie chciał. A były ostatnie, dokładnie w moim rozmiarze. Dokupiłam sznurowadła w Deichmannie i tym sposobem mam buty za 38,99 zł. Czyż to nie piękne? :)
Na tych zdjęciach może niezbyt dokładnie widać kolor, bo już ciemno było, ale guma jest kremowa, lekko wpadająca w róż, lamówki ładnie błyszczące.


Z serii nabytków za 30 zł wpadł mi w ręce dawno poszukiwany beżowy sweter z C&A oraz koszulka z Top Secret z wdzięcznym napisem "Put down that map and get wonderfully lost&qu…

-Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz? - Naprawię.

No i mamy październik znów: wieje, leje, nic tylko zaszyć się w domu z książką lub filmem i czekać na lepsze czasy. Jest to prawie do zrealizowania. Mówię: prawie, bo z jednej strony tydzień ten porwał mi dzieci na wycieczki i zielone szkoły i mam przymusowe wolne w różnych porach dnia; z drugiej w niedzielę czekają mnie egzaminy w Podkowie. Więc balansuję między nauką a relaksem i czytam książki z historii Kościoła, a wieczorami nadrabiam zaległości w filmach.
Dwa filmy chciałam dzisiaj przedstawić: obejrzałam je dzień po dniu i wydały mi się podobne treściowo.
Co je łączy? Wbrew pozorom bardzo dużo. Obydwa są oparte na prawdziwej historii z lat 60. ubiegłego stulecia. Każdy z nich pokazuje realia ówczesnej Ameryki i obnaża słabości systemu, jaki panuje. Łączy je także obraz bohaterów-antagonistów: złego przestępcy, uwikłanego w nielegalne procedery zdobywania kasy i dobrego policjanta, który nie zważając na nic, dąży do zatriumfowania sprawiedliwości oraz do przywrócenia skruszonego…

Nie zRozum(i)em...

Uprzedzę komentarze - nie, to nie jest oficjalne wideo. To tylko piosenka podłożona do filmu, wszak tekst jest zupełnie o czymś innym, niż filmik (kto zna piosenkę, ten wie). Ale film warto obejrzeć. Chociaż wydaje się tak mało prawdopodobne, żeby uruchomiła się taka lawina dobra, mimo wszystko warto wierzyć, że dzięki drobnym gestom możemy zmienić kawałek świata.
Lubię mojego bloga. Znowu zrobiłam na nim małe porządki i przekonałam się, że wiodę ciekawe życie i otaczają mnie niezwykli ludzie, a każdy rok przynosi nowe wyzwania i przygody. Może nie odbyłam do tej pory podróży dookoła świata,o której skrycie marzę, ale pozostałych podróży by się na tę jedną z pewnością nazbierało :)
Uch, a miałam ponarzekać na Rozum, bo dzisiaj wyjątkowo denerwujący był ze swoim upieraniem się i czepianiem o rzeczy, które nie zrobiłam, tak jak to on potrafi. Nie chciałam, ale ponarzekałam. Czasami człowiek musi, inaczej się udusi. Nie wiem, czy zauważyliście, ale jest obecny w tym blogu wytrwale od 6 …

Życie sens właśnie ma, gdy się idzie i gra!

Wspominałam już, że jestem drużynową warszawskich pathfindersów? A że jest tam piętnaścioro dzieci i ośmioro kadry? Pewnie tak, trąbię o pathfindersach gdzie się da, już chyba niektórzy (czyt. Rozum) mają tego dosyć i uważają, że się bawię jak dziecko. Nic podobnego. Chociaż momentami może to tak wyglądać ;) Zamieszczam dawno wyczekiwane zdjęcia i relację z naszej partyzanckiej wyprawy drużynowej do lasu nieopodal Skierniewic.
Niedziela, 29 kwietnia (to jest ta część wyprawy w której nie brałam udziału, gdyż wracałam z tournee na Śląsku) "This is madness... No, this is pathfinder survival!!!"

Plan zakładał, że przyjeżdżamy około godziny 14 i wędrujemy do 18 do naszego obozowiska,które miało leżeć kilometry od stacji PKP... Ponieważ przyjechałam nieco inaczej, niż pozostała część drużyny, więc byłam na miejscu długo przed nimi. A oni wędrowali i wędrowali...
Dla ochłody zanurzali się z lubością w rzece... Mając w pamięci zalecenia z kartki, że nie będzie możliwości mycia.


Nar…

Ja mówię: no, no, no.

Piosenka pożegnalna osoby X
Tekst: Ola H.
Melodia: Amy Winehouse

Kazali zacząć mi się czesać, ja mówię: no, no, no.
Kazali zmyć ten czarny makijaż, ja mówię: no, no, no.
Ja jestem zbuntowana, krzyczę na własną mamę,
Kazali ubrać mi legginsy, ja mówię: no, no, no.




Nie będę tu po scenie skakać, wolę już płakać
Nie wiecie, nie wiecie, więc mnie nie uczcie
Ja jestem zbunt, co gniecie ulotki
Nie dam się, odczepcie się,
Przeżywam to, jak chcę.



Kazali zacząć mi się czesać, ja mówię: no, no, no.
Kazali zmyć ten czarny makijaż, ja mówię: no, no, no.
Ja jestem zbuntowana, krzyczę na własną mamę,
Kazali ubrać mi legginsy, ja mówię: no, no, no.

Zaklinacz koni

"Czasem coś, co wygląda jak poddanie, wcale nim nie jest. Chodzi o to, co dzieje się w naszych sercach. O dokładne widzenie, jakie jest życie i akceptowanie go, i bycie wobec niego lojalnym, niezależnie od bólu, bo ból z powodu nie bycia lojalnym jest o wiele, wiele większy."
Odkąd wróciłam z lasu, wstąpiła we mnie jakaś niechęć do aktywnego życia. Nie muszę wychodzić do pracy, nie mam napiętego grafiku zajęć i chociaż masę pilnych rzeczy do zrobienia czeka cierpliwie rozłożonych na półkach, zupełnie nie mam ochoty się nimi zająć. Oglądam jakieś filmy, czytam książki, siedzę w internecie i gadam przez skype. Ot, przedwczoraj odwiedziła mnie Ola, żeby przeskanować pendrive'a i została dłużej, więc obejrzałyśmy najnowszego Sherlocka. Nie był tak fascynujący, jak pierwszy, ale też trzymał w napięciu. Wyciągnęłam też rolki i dwa dni z rzędu katuję się jazdą po wybrukowanych michałowickich uliczkach, ale wracam solidnie spocona i to jest najważniejsze. W internecie ludzie…

Koko Euro Spoko, czyli jaki kraj, takie Waka Waka :P

Jak wynika z wiadomości na WP.pl, powyższa piosenka stanie się nowym hymnem piłkarskich Mistrzostw Europy 2012. Jak napisała moja koleżanka z muzyka: "Jaki kraj, takie Waka Waka". Ja tam nie wiem, nie znam się aż tak. Ale skoro ma być coś narodowego, to jest jak najbardziej w klimacie,  mi się nawet podobają układy harmoniczne w zwrotkach, robią napięcie.
A ja się pytam, dlaczego się wstydzimy polskiego folkloru? Czy jak Zakopower by zaśpiewało po góralsku, to byłoby lepiej, bo to to Zakopower i ma renomę? Wszak to taki sam folklor jak panie z Janowa Lubelskiego. A ci, którzy z rozrzewnieniem wspominają piosenkę Maryli Rodowicz z 74 roku chyba zapominają, że czasy rock and rolla dawno minęły.
Mimo wszystko podrzucę wykonanie szkoleniowe, jak się powinno śpiewać.


People don't change

Wróciłam z lasu brudna i spocona. Dawno z taką rozkoszą nie brałam prysznica. Człowiek docenia te zdobycze cywilizacji, kiedy pobędzie trzy dni bez dostępu do łazienki... Było radośnie z tą naszą warszawską młodzieżą. Przypomniały się szalone czasy sprzed 10 lat, kiedy jeździliśmy na kolonie do Zatonia i graliśmy w zdobywanie flagi w lesie, brudząc się popiołem w celu maskowania; owczy pęd chłopców do bardziej rozchwytywanych koleżanek i tego typu nastoletnie klimaty. W ogóle to strasznie dużo retrospekcji uprawiam ostatnio. Czyżbym się starzała?

Odszukuję we wcześniejszych doświadczeniach pewne prawidła oraz przy okazji odkryłam przerażającą prawdę: LUDZIE SIĘ NIE ZMIENIAJĄ. Co z tego wynika?
Jeśli ktoś jest z natury lovelasem, to nim pozostaje i żadne pobożne życzenia "jak się zakocha, to się zmieni" nie działają. Wniosek: Olej go, niech szuka innej naiwnej.
Jeśli ktoś jest uparty i nieprzystępny, może wprawdzie nabrać trochę ogłady, ale jak już teraz ci to nie odpowiada,…