piątek, 25 czerwca 2010

Moja pierwsza własna płyta ;)




Wczoraj pani od śpiewu sprawiła mi przemiłą niespodziankę :) podarowała mi płytę audio CD z nagraniem z mojego dyplomu ze śpiewu 19 kwietnia. Znalazło się tam 9 utworów, każdy w osobnej ścieżce. Całość nie jest długa, trwa 20 minut, ale jest prawie jak profesjonalna ;) oczywiście nie należy się spodziewać niczego wielkiego, jakość nagrania jest nieszczególna, w wersji mono, fortepian mnie zagłusza i zdarzają mi się wokalne wpadki, ale ostatecznie nie jestem profesjonalistką ;)
Umieszczam tutaj linki z wrzuty dla was do posłuchania :)nie wrzuciłam chyba dwóch, bo były nieprzyjemne trzaski.



Recytatyw i aria z opery "Rinaldo". Jedno z najbardziej przejmujących wykonań tego utworu, jakie słyszałam, to wykonanie Ady Ferfeckiej podczas konkursu wokalnego. W ogóle cokolwiek ona by nie zaśpiewała, to się to przeżywało, bo i ona to przeżywała :)



Aria Cherubina z opery "Wesele Figara". W spadku po Beatce Krasce ;) tyle razy słuchałam tego na lekcjach, że musiałam umieć ;) i zadziwiająco lekko mi się biegało po tych górach, a nie jestem mocna w sprintach ;)




Pieśń o pstrągu, z którą się mierzyłam w II klasie, ale dopiero teraz do niej dorosłam, mogłam ją nie tylko swobodnie zaśpiewać, ale i dowcipnie zinterpretować tekstowo :)



Pieśń o włóczędze, wędrowaniu, swobodzie. Taka romantyczna, chociaż właściwie najmniej ją interpretowałam tekstowo, bo dość późno się jej uczyłam.



Pieśń polska, przy które odstawiłam największy kabaret w moim życiu na którymś popisie :P i którą moja pani bardzo lubi :)



A na koniec - mój ulubiony Lutosławski, akompaniament współczesny, tekst piosenki dziecięcej :) ale taka była przednia zabawa podczas śpiewania tego :)

Będzie pamiątka, jak to się kiedyś śpiewało i kończyło szkołę muzyczną :) szkoda, że nie mam nagrania z egzaminu z fortepianu...

PS: Dzisiaj przeprowadzka ;) wywozimy rzeczy do domu i opuszczamy mieszkanie w Rzeszowie. Trzeba szukać kolejnego, tylko jeszcze nie wiadomo gdzie...

środa, 23 czerwca 2010

Kika magistra germanicae est ;D



Wczoraj (wczoraj? tak, wczoraj) czytałam szczegółową relację z Oli obrony, no nie do wiary, jak wiele wydarzeń i emocji może towarzyszyć tak nudnemu egzaminowi:P ale może to i dobrze, bo inaczej jaka byłaby z tego frajda? ;)

U mnie tak się nie działo, albowiem:
-odpowiednio wcześniej podbiłam kartę obiegową i zrobiłam zdjęcia,
-pracę pisałam niemal od roku i nie miałam żadnej prezentacji,
-dzień wcześniej położyłam się spać przed 22, bo źle się czułam (co nie przeszkadzało się obudzić samoczynnie o 5),
-dzień wcześniej wyprasowałam ubranie na obronę (zaplanowane od ponad miesiąca, bo nie było sensu kupować czegoś ekstra) i uparcie wierzyłam, że pomimo pięciodniowego chłodu nazajutrz będzie odpowiednio ciepło na krótki rękaw (i tak było ;)
-nie sprawdziłam neta, bo go zwyczajnie w świecie nie było (padł wczoraj i dzięki temu poszłam wcześnie spać, no i nie przeczytałam istotnego maila od promotora, który radził nam się dobrze wyspać ;)
-nie mogłam załatwić większości tych spraw, co Ola, bo moja obrona była o 9 rano:P
-byłam na uczelni godzinę wcześniej, a i tak musiałam jeszcze pół godziny czekać na swoją kolej (i denerwować się, kiedy przyjedzie Natalia, koleżanka, która pisała pracę u tego samego promotora)
-nie musiałam czekać na wyniki specjalnie długo, bo nasza grup(k)a egzaminacyjna składała się z dwóch osób:P

...czyli jak zwykle, nudno, pedantycznie, zapobiegawczo i bez żadnych nieprzewidzianych wydarzeń :P

Ale żeby nie było, że nic się nie działo, to musiałam się denerwować przy odpowiedzi i mylić daty, a potem wyjść i przeżywać, że namieszałam w pytaniach i obleję:P a skończyło się gratulacjami dla pań magister i 4,5 na dyplomie ;)

Może jestem nienormalna, ale czułam, że nie dałam z siebie wszystkiego i nie odpowiedziałam jakoś wielce błyskotliwie, jakoś na poziomie tego egzaminu. Może wyobraziłam sobie nie wiadomo jaki poziom i teraz się czepiam. Może jestem perfekcjonistką i jakoś tak się mi wydawało, że inaczej to miało wyglądać. I jakoś tak nie mogę uwierzyć, że minęło 5 lat studiów, że przetrwałam te wszystkie egzaminy i szkoły muzyczne do tego i że to już koniec. Tak po prostu. I może dlatego siedzę pół dnia na kompie i marnotrawię czas na graniu w Prehistorika. A może po prostu dlatego, że bolą mnie wszystkie mięśnie, jak puścił stres.

I może to wszystko nie jest ważne, może przesadzam i zanudzam. Ale ostatecznie to mój blog:P

A na podsumowanie tego wszystkiego (bo właściwie trudno określić, jakich emocji było więcej: pozytywnych czy negatywnych) po prostu powiem, jaki był rezultat:

Pani mgr Karolina Harasim ma od dzisiaj wakacje. I zabiera się za szukanie pracy i planowanie własnej rodziny ;)

Tak nam polecił nasz kolega z roku. Tak, to jest właśnie ten czas. Bes kitu.

Pozdrawiam wszystkich z V FG : tych przed i tych po :)

czwartek, 17 czerwca 2010

Każdy dziś Chopina zna.



Raz na ludowo
Bohdan Łazuka

Słowa zagraniczne, owszem, czemu nie!
Smaczki egzotyczne także nie są złe!
Ale my nie tacy, my nie jacy tacy,
chcemy raz inaczej, chcemy właśnie tak.

Please, oh my baby raz na ludowo,
raz na ludowo, raz na ludowo!
Ach, jak to zdrowo tak na ludowo,
tak na ludowo rraz! rraz!

Można tańczyć twista, owszem, czemu nie!
Czaczę oczywista też tańczyło się.
Ale my nie tacy, my nie jacy tacy,
dosyć mamy czaczy, znudził nam się twist!

Please, oh my baby...

Już dla twista Lista szargali
i Schuberta też przerabiali.
Moim zdaniem to przerabianie
bardzo brzydka rzecz.

Please, oh my baby...

Lepiej tańczyć na nutę swojską,
tę z Kolberga, tę czysto polską,
bez szargania, bez przerabiania,
czyli tak jak my! rraz!

***

Dzisiaj jednak "przerabianie" wyszło w całkiem dobrym stylu podczas koncertu "Chopinowskie fantazje" z cyklu "Młodzież naszemu miastu" w wykonaniu zespołów kameralnych ZSM nr 1 w Rzeszowie, który odbył się w Wojewódzkim Domu Kultury.

1) Koncert klasycznym brzmieniem rozpoczęła pani Agnieszka Hoszowska-Jabłońska, wykonując na fortepianie "Fantazję impromptu cis-moll". Był to jedyny występ na fortepianie solo tego wieczoru. Nie trzeba chyba mówić więcej, wtajemniczeni niech sobie przypomną Pawełkową fantazję grywaną na upartego na niemal wszystkich pianinach w kraju ;)

2) "Chopinada" to autorska wariacja na temat "Preludium e-moll" i "Preludium Des-dur" z dwudziestowieczną harmoniką i artykulacją. Trio fortepianowe w składzie: skrzypce, wiolonczela i fortepian roztoczyło klimaty skandynawskiej muzyki romantycznej, zabarwione chromatyką. Końcowy akord z poloneza dopełnił magicznej całości.

3) Rytmiczki jak zwykle zwiewnie i energetyzująco zilustrowały "Wariacje na temat allemande", wirując w solowych fragmentach durowych oraz wykonując spokojnie figury w rzędzie w tonacjach molowych. Radosne zakończenie i piękne uśmiechy dziewczyn uroczo komponowały się z ich sukienkami :)

4) Takie małe dziecinki z I stopnia, a jak dzielnie i płynnie zagrały Preludium Des-dur "Deszczowe" :) jest w tym coś uporczywego, zwłaszcza jak wiolonczela wybijała nutę deszczową, ale pięknego :) i całościowo spójne :)

5) I znów Preludium e-moll , tym razem w wykonaniu zespołu wokalnego... Paula dowyglądała i zaśpiewała za całą resztę i na tym poprzestańmy :P

6) Etiuda Ges-dur w wykonaniu sekstetu ze skrzypcami, akordeonem i ksylofonem brzmiała trochę kosmicznie, ale z energią :)

7) Melancholijna, romantyczna pieśń bez słów, tocząca się w rytmie głębokiego oddechu - czyli Etiuda E-dur w wykonaniu kwintetu instrumentów dętych blaszanych.

8) I rraz na ludowo :) 3 Mazurki w wykonaniu Kapeli ludowej w oryginalnych ludowych strojach :D

9) Dla odmiany - dęte drewniane w Grande valse brillante a-moll. Miałam przyjemność grać to kiedyś :)

10) Perełka wśród punktów programu tego koncertu - Walc minutowy zagrany przez kwintet akordeonowy :)

And last, but not least: very Big Band z Danielą w dwóch piosenkach o Chopinie :) przy jego dźwiękach na koniec ustawili się artyści i pożegnali widzów.

Dziękuję za piękny wieczór i dymienie pióra od robienia notatek ;) lubię moją szkołę muzyczną :)

środa, 16 czerwca 2010

Bogu się mówi - tak.

Na dzisiaj kilka wierszy księdza Jana Twardowskiego.

***

Nie rozdzielaj



Miłość i samotność
wzięły się pod ręce jak siostry
idą noga w nogę
nie rozdzielaj ich
nie szarp. Łapy przy sobie
miłość bez samotności
byłaby nieprawdą
samotność bez miłości rozpaczą

stała Matka pod krzyżem
jak pod srebrnym obrazem
nie minęły trafiły
do niej też przyszły razem

Chodzi księżyc jak morał
albo osioł po niebie
jeśli były gdzie indziej
to i przyjdą do ciebie

***

Zaczekaj



Kiedy się modlisz - musisz zaczekać
wszystko ma czas swój
widzą prorocy
trzeba wciąż prosząc przestać się spodziewać
niewysłuchane w przyszłości dojrzewa
to niespełnione dopiero się staje
Pan wie już wszystko nawet pośród nocy
dokąd się mrówki nadgorliwe śpieszą
miłość uwierzy przyjaźń zrozumie
nie módl się skoro czekać nie umiesz

***

Z Tobą



Nie cierpienie dla cierpienia
nie krzyż dla krzyża
nie piątek dla piątku
nie po to aby pytać
skąd i co dalej

Wszystko to bez sensu. Za mało
Lecz po to by być z Tobą
Pobiec. Bać się i zostać
skoro Ciebie bolało

***

Kiedy mówisz
Aleksandrze Iwanowskiej



Nie płacz w liście
nie pisz że los ciebie kopnął
nie ma sytuacji na ziemi bez wyjścia
kiedy Bóg drzwi zamyka - to otwiera okno
odetchnij popatrz
spadają z obłoków
małe wielkie nieszczęścia potrzebne do szczęścia
a od zwykłych rzeczy naucz się spokoju
i zapomnij że jesteś gdy mówisz że kochasz

***

Dziękuję wszystkim, którzy przez ostatni weekend choć trochę byli w to zamieszani:

Za smsy w pociągu.
Za kalambury we czwartek wieczorem.
Za układ afrykański na środku rynku.

Za szczerość.
Za przełamanie się w piosence "Gdybyś Panie".
Za wożenie autem po pszczyńskiej okolicy w poszukiwaniu basenu.
Za telefony co 5 minut.

Za makijaż i fryzurę na premierę.
Za uśmiechanie się i mówienie: "Kikuś, nie smuć się, wszystko będzie dobrze."
Za butelkę wody za sceną.
Za wspólne gotowanie się na scenie.
Za wszystkie uściski i słowa zachęty do grania i śpiewania po premierze.
Za spełnienie mojego marzenia sprzed lat o zespole i musicalu takim, jak kiedyś był Dźwięk Adwentu.

Za lody w niedzielę.
Za materac i wiatrak.
Za balonik z wodorem.
Za bębny i magiczne brzmienie pianina do "Kiedyż ujrzę Pana".
Za podwiezienie do Katowic.

Dziękuję wam, A4H :) i wszystkim innym, którzy w nas wierzą i nas wspierają :)

PS: Niniejszym praca mgr dzisiaj poszła do druku, została zarejestrowana w dziekanacie i złożona u promotora i recenzenta :) obrona już za tydzień :P a potem wakacje, camp i... nie wiem, co dalej ;)
Pozdrawiam słonecznie.
:)

środa, 9 czerwca 2010

Jakie znowu zmiany? - Rozum vs Serce



Serce: Cześć, Rozum, jak tam się masz? Co nowego słychać u ciebie?
Rozum: No cześć. A wszystko jak było. Co miałoby się zmienić?
Serce: No nie wiem... Życie to ciągłe zmiany, nowe cele, nowe punkty widzenia... Ty tak nie masz?
Rozum: Chyba nie. Jestem stały i przewidywalny jak pogoda na pustyni. Nie lubię, jak wszystko wokoło się zmienia. Po co coś zmieniać, jeśli jest dobrze?
Serce: Żeby było lepiej? Inaczej niż przedtem?
Rozum: Widzisz, i to jest twoja typowa logika. O ile tak emocjonalna istota jak ty ma jakąś logikę. Jeśli coś jest dobre, to kombinując z tym, można to tylko zepsuć. A jeśli jest cień szansy, że coś się nie uda, to na pewno się nie uda. Proste?
Serce: A tam ;)
Rozum: Nie „a tam”, tylko tak. Nie upieraj się, jestem starszy i mądrzejszy od ciebie.
Serce: Może i jesteś starszy i mądrzejszy, ale jakoś to do mnie nie przemawia ;) ja nie lubię, jak przez dłuższy czas nic się nowego nie dzieje. Muszę choćby raz na miesiąc podciąć włosy albo kupić sobie nowego ciucha, żeby była jakaś odmiana. Albo gdzieś wyjechać. Gdziekolwiek. Gdybym miała cały czas wyglądać i robić to samo, chyba bym oszalała.
Rozum: Ja bym oszalał, gdyby ktoś taki ze mną mieszkał i co pół roku zmieniał umeblowanie albo robił jakieś remonty. Dlaczego kobiety mają w sobie nieustanną potrzebę zmian?
Serce: Bo są kobietami? Taką mają psychikę?
Rozum: No właśnie. Nie sposób je zrozumieć ani z nimi żyć, a tylu facetów się na to decyduje. Gdzie oni mają rozum?
Serce: Rozum i logika to nie wszystko ;) czasem trzeba zrobić coś wbrew czystej kalkulacji. Wiesz, moi rodzice kiedyś dla żartu przeliczyli, że dzieci to zupełnie nieopłacalna inwestycja. Ładuje się w nie kupę pieniędzy, a nie przynosi to żadnego zysku. Zdrowo myśląca kobieta, znając stopień bólów porodowych, nie zdecydowałaby się na dziecko. A jednak ludzie się pobierają i mają dzieci. Instynkt przedłużenia życia jest silniejszy ;)
Rozum: Instynkt... Nad instynktami trzeba panować.
Serce: Chyba sam nie wierzysz w to, co mówisz ;) czy jak jesteś głodny albo chce ci się siku, to mówisz tak samo? Czy po prostu odpowiednio to zaspokajasz?
Rozum: Wiesz, że ta dyskusja jest bezcelowa. Możesz godzinami mnie przekonywać, a ja i tak cię zagnę argumentami, do których jestem mniej lub bardziej przekonany.
Serce: Eeech, wiem... A może to wcale nie chodzi o to, żeby dyskutować, tylko o to, czy się chce coś z tym zrobić, czy nie?
Rozum: Serce, lubię cię... Ale czasami mnie mocno wkurzasz :P miej to na uwadze :P
Serce: Ja też cię lubię... Chociaż jesteś równie uparty jak ja i równie mocno mnie wkurzasz :P
Rozum: Nie ma lekko ze mną :P
Serce: Ja tam mam na ciebie uniwersalną metodę. Ciebie by trzeba porządnie przetrzepać, to by ci się pozmieniał ten światopogląd. Tylko nikt nie miał odwagi się za to zabrać. Mi nie żałowali, jak byłam mała i patrz, na jakiego wspaniałego człowieka wyrosłam ;)
Rozum: I jakże skromnego ;P
Serce: Trzeba się cenić, bo cię inni nie docenią ;)
Rozum: Wiesz co, Serce, ja cię chyba nigdy nie zrozumiem. I tego twojego naiwno-optymistycznego podejścia do świata i ludzi. Ty ciągle wierzysz, że ludzie są dobrzy, że nie mogą ci wyrządzić krzywdy. I ciągle się dziwisz, że jest inaczej. Ale to może i dobrze, że nadal wierzysz.
Serce: A w związku z czym ci to przyszło? ;)
Rozum: A... sam nie wiem. Chyba późno już :P
Serce: No to idź spać ;) i nie myśl za dużo ;)
Rozum: Komu ty to mówisz :P dobrej nocy :)
Serce: dobrej nocy ;)

***

Powstało z braku konkretnego zajęcia :P i żeby nie było, że tylko wstawiam piosenkę, serwis informacyjny i do widzenia. Piszę coś czasem, chociaż rzadko. Musi być specyficzny nihilistyczny nastrój, bo inaczej dochodzę do wniosku, że marnuję czas. A jak mi wszystko jedno, czy marnuję, czy nie, to piszę. Wniosek z tego, że większość wpisów to strata czasu wywołana odjazdami z nicnierobienia :P może już człowiek dorósł, spoważniał i znudniał? :P

***
Tradycyjnie SERWIS INFORMACYJNY.
Rozpoczęła się fala upałów i z trudem można wytrzymać w pokoju na piętrze. Na zewnątrz zresztą też, ale korzystając ze słońca można się trochę poopalać ;) w domu to jednak jest prawie jak na wczasach ostatnimi czasy ;)
Jutro znów emigracja na Śląsk... tym razem w celu sfinalizowania dzieła ;) premiera w sobotę :)
Wchodzę już w nastrój wakacyjny i poszukuję namiotu na allegro. Camp też już niedługo...
Ale tymczasem przede mną jeszcze obrona, wcześniej poprawki i drukowanie pracy, jakieś przygotowania do egzaminu (uuuch, jak mi się nie chce tego ogarniać :P) i zakończenie wyższej edukacji... Chyba że mi się coś odwidzi i zacznę jakieś studia :P
Dobra, idę, bo się uduszę.
Widzimy się w Pszczynie :D

niedziela, 6 czerwca 2010

Daleka wycieczka :)




Miś Uszatek: "Och, dzień taki piękny... Pójdę sobie na wycieczkę. To będzie bardzo długa i daleka wycieczka. Będę szedł i szedł przed siebie. Co jakiś czas zrobię odpoczynek i zjem trochę zapasów. A kiedy w plecaku nie będzie już nic, to wrócę do domu."
Reks: "A dokąd to, Uszatku?"
Miś: "Idę na daleką wycieczkę."
Reks: "Do dalekiej wycieczki trzeba się porządnie przygotować."



5 km w górę przez wieś, potem pola i lasy i na wierzchołku znaleźliśmy myśliwską ambonę do obserwowania zwierzyny...



... i pięknych widoków ;)

PS: Tam w dole został nasz dom ;)



Ronia była wytrwałym podróżnikiem, chociaż pod koniec nieco podkopywała morale drużyny z powodu braku wody do picia ;)



Zabierać na daleką wycieczkę nowe, ciasne buty, żeby je rozchodzić zdecydowanie nie było dobrym pomysłem :P zwłaszcza kiedy pod koniec drogi powrotnej bardziej się kuśtykało niż szło :P



Tylko Filip nie miał powodów do narzekania na brak wody czy złe obuwie. Może tylko z jednego powodu...



... służąc jako etatowy wielbłąd ;P



Produkcja:
Studio Małych Form Filmowych
"Se-ma-for" ;)


czwartek, 3 czerwca 2010

Zoon politikon.



Biała armia
Bajm

To Twoja flaga, nasz młody przyjacielu
Nie musisz kochać jej barw, o nie
To Twoja armia i życie w ciągłym biegu
Nigdy nie będziesz już sam
Możesz wreszcie zachłysnąć się powietrzem
I unieść do góry jak ptak, he-hej
Możesz wreszcie zabłądzić w wielkim mieście
Urodziłeś się, by służyć nam

Właśnie nadszedł ten czas
Whoah, to jest właśnie ten czas

Ref.:
Jesteś sterem, białym żołnierzem
Nosisz spodnie, więc walcz
Jesteś żaglem, szalonym wiatrem
Twoja siła to stal

Bóg jest z nami, jego prawda
Jak tarcza Cię ocali
Czekałeś na ten dzień tyle lat
Ruszaj z nami, z wątłymi marzeniami
Z ufnością, którą jeszcze masz

Właśnie nadszedł ten czas
Whoah, to jest właśnie ten czas

Ref. (5x)

***

Raport z dzisiejszego wchłaniania wiedzy z Sprachwissenschaft, czyli językoznawstwa.

Analizowane zagadnienia: działy lingwistyki, historia językoznawstwa, elementy Sprachsoziologie (nie wiem, jak to brzmi po polsku), indoeuropejska rodzina językowa współcześnie.
Pozostało jeszcze: słowotwórstwo, kategoria znaczenia wyrazów, obszary słownictwa, frazeologia, leksykografia i nauka o tłumaczeniu.
Cel: egzamin dyplomowy 23 czerwca.

Podobno mamy mieć to nieco zawężone. Byłoby miło ;)

***
Znowu doświadczam prawdziwości hasła: Im mniej wiesz, tym jesteś szczęśliwszy.
Siła drugiego daje tobie siłę. Kiedy wiesz, że nawet pomimo zewnętrznych trudności odnajduje siłę, by walczyć i że nie boi się kopniaków, ale idzie naprzód - też jesteś spokojny.
Kiedy liczysz, że ktoś będzie mocny, a okazuje się, że się łamie, upada, słania się, chwieje, sam czujesz się słaby. Jego lęki, walki, ucieczki - burzą dotychczasowy pewny grunt. Zaczynasz myśleć, czy tak już będzie zawsze. I czy zamiast stać nie będzie ściągał ciebie i innych.
Strach jest zwierzęciem drapieżnym. Atakuje słabe i bezbronne ofiary, które nie mają siły mu się przeciwstawić. Zaczyna od żołądka. Pulsuje na inne części ciała. Paraliżuje członki. Zaćmiewa umysł.
Strach jest najczęściej irracjonalny. Ale dlatego przyciągający. Dość mamy racjonalnego świata i jego problemów. Irracjonalne problemy mają to do siebie, że nigdy się nie wydarzają.
Nie, nie pożresz mnie tym razem. Nie dam się pochłonąć urojonym problemom. Wolę ulicę ostrzeliwaną przez wirujące w powietrzu pociski niż opustoszały dom pełen podejrzanych dźwięków działających bardziej na wyobraźnię niż racjonalnych.
Człowiek nie istnieje sam jako osobna instytucja. Człowiek jest częścią społeczności, zwierzęciem stadnym, zoon politikon. Jesteśmy do siebie podobni ze swoimi lękami i problemami. Wszystko, co się w naszym życiu wydarzyło, już kiedyś przeżył to ktoś inny, tylko w innej obsadzie i scenerii. Nie odkryjemy nowych problemów ani nie wymyślimy czegoś bardziej okropnego niż wojna. I ta ponura powtarzalność uchroni nas przed lękiem przed nieznanym.

***
Trochę ponuro, z racji pogody: burza z piorunami, ulewa i ciemności niemal przez cały dzień. Lubię burze, ale tym razem trochę się bałam.

To może na koniec coś optymistycznego w myśl Contra spem, spero:

I'll never walk alone.
Zawsze będzie obok ktoś, kto powie mi, co mam robić, dokąd się udać, co przedsięwziąć, żeby odnieść sukces. Zawsze tak było. Przed każdą szkołą, pracą, konkursem, wyjazdem. Zawsze będzie tysiące rad i pomysłów.

Najlepsze jest ciągle przed nami.

wtorek, 1 czerwca 2010

Wszyscy jak dzieci :)



Co się stało z mamą
Maryla Rodowicz

Był ślub wśród najwyższych sfer
Taki odlot każdy mieć by chciał
Sto prób odbyło się
Żeby każdy swoje miejsce znał
Już miał gruchnąć marsz
Biskup stułę w gładkie dłonie wziął...
Gdy ktoś z pierwszych ław
Nagle wrzasnął rany Boskie STOP!

I zrobił się szum
Jak nie wiem co-o o
Gdy cały ten tłum ryknął na głos:


Co się stało z Mamą?
Mama zniknęła stąd
Krótką chwilę była
Gdzieś się zmyła
Każdy trzeba przeszukać kąt
Co się stało z Mamą?
Ktoś musiał widzieć ją
Cały ślub wstrzymamy
Bo bez Mamy
Wszyscy goście jak dzieci są



Zaczął się ruch
Jak na placu pełnym blaszanych szczęk
Wzdłuż naw rozległ się
Telefonów komórkowych brzęk
Do drzwi wszyscy pchali się
Jakby przed czymś szybko chcieli zbiec
Wciąż rósł przed kościołem kurz
Tak za Mercem szybko śmigał Merc!
Za chwilę przez fax
To poszło na kraj-aj-jaj
I wśród innych kraks
Ten problem był naj-naj-naj:

Co się stało z mamą ?

Mama tak na oko ze dwa metry wysoka
Uwielbia stek i gulasz
Na plecach ma tatuaż
Gdy grozi wielka wsypa
To wyskakuje z jeepa
Tak się ten opis kończy
A teraz list gończy

***

Maryla wiecznie młoda, więc z okazji Dnia Dziecka umieszczam tę pozytywną piosenkę ;)via rock&roll ;>

PS: Jacobie, dzięki za życzenia ;) było 10 sekund konsternacji, z jakiej to okazji, ale tylko dlatego, że sms obudził mnie znienacka :P

Przyjechałam na weekend do domu i mi się trochę przedłużył, bo się trochę pochorowaliśmy :/ jakieś zatrucie dziwne, albo wymioty, albo ból brzucha, albo wszystko naraz :/ niefortunnie :/
Ale poza tym było przyjemnie :) meeega długi odpoczynek ;) czytanie książek, spacery, rozmowy, spaaaanie :) no i opalanie z muzyką na uszach :)
No a jutro będzie cała familia razem :)
Trzymaaaaaajcie się :D