czwartek, 31 stycznia 2013

Babski wieczór z Django



 Minęło dokładnie 3 miesiące, jak byłam w kinie. Korzystając z ferii i promocji z FB, postanowiłyśmy z Domi i Esterą wybrać się na jakiś film. Padło na "Nędzników". Po dłuższych negocjacjach co do godziny stanęło na 19.50 we wtorek. Jakie było moje rozczarowanie, kiedy przy kasie okazało się, że o tej porze nie ma tego seansu :( następny był dopiero o 21.20, czyli trzygodzinny prawie film kończył się po odjeździe ostatniej wukadki. To był w ogóle jakiś totalnie zakręcony dzień. Wszystkie trzy byłyśmy padnięte i skołowane. Ostatecznie padło na Django, bo było 20 minut wcześniej i podobno było dobre, bo Daniel polecał. Miałyśmy jednak pecha, kiedy się tak zastanawiałyśmy: pozostały nam jedyne wolne miejsca w II rzędzie przed ekranem. 
A po filmie... Nie mogę powiedzieć, że byłam zachwycona, bo sporo scen przesiedziałam z zamkniętymi oczami. Mordowanie było tak realistyczne, że nie dało się na to patrzeć. Ale film był dopracowany w najdrobniejszych szczegółach. Ujęcie, kiedy białe kwiatki zostają splamione krwią, kamień na zębach Leonardo, dyndający ząb na wozie Schultza - to wszystko sprawiało, że naprawdę się tkwiło w filmie. Drastyczne sceny łagodziły elementy komiczne - monologi Schultza wygłaszane kwiecistym językiem, scena z niedopasowanymi kapturami Ku-Klux-Klan, niebieski kostium Django, który sam sobie wybrał jako wolny człowiek. Oczywiście pojawiły się też bliskie mi akcenty: dialogi po niemiecku i "Pieśni o Nibelungach" :) jednak najbardziej spodobała mi się muzyka, a zwłaszcza wstawki gitarowe. Tym razem zawojowały mnie do reszty.
Zostawiam was z dwoma kawałkami o różnych klimatach, które najbardziej mi się spodobały ze ścieżki dźwiękowej.



Jutro wyjeżdżamy ku granicy z Rosją:P  wracamy we środę. Internet tylko w telefonie :P

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Nie ma bata na licencjata.


Płonie Babilon
 Izrael
Ref.
Płonie, Płonie Babilon płonie !!
Płonie Babilon płonie !!
Płonie Babilon płonie !!
Płonie Babilon.
1. Cieszą się wierni,
Radośnie dzwonią dzwony,
Bo gloria w Babilonie
Bo gloria w Babilonie

Ref. Płonie, Płonie Babilon płonie !!
Płonie Babilon płonie !!
Płonie Babilon płonie !!
Płonie Babilon.

2. Gromadzą się dzieci Boga,
Na wietrze łopoczą sztandary,
Rozbłysła jasnością gwiazda Syjonu
Oświetla drogę wiernych
Oświetla drogę wiernych
Oświetla drogę wiernych

 I tylko noc, noc w Babilonie
I tylko noc, noc w Babilonie
I tylko noc, noc w Babilonie
 I tylko noc, noc w Babilonie

Ref. Płonie, Płonie Babilon płonie !!
Płonie Babilon płonie !!
Płonie Babilon płonie !!
Płonie Babilon.

***
Dzisiaj oficjalnie rozpoczęły się ferie w województwie mazowieckim. Ruszyłam zatem ostro z pracą i wypociłam przez pół dnia kolejny podrozdzialik pierwszego rozdziału oraz masę odnośników. Mogłabym wam teraz godzinami opowiadać o architekturze Babilonu i budowlach wzniesionych przez Nebukadnesara, np.

Brama Isztar...

Ziggurat Etemenanki...


Wiszące ogrody Semiramidy...


...ale chyba nie jestem już umysłowo do tego zdolna :P pozostawię wam tylko piosenkę, z którą wiążą się sentymentalne wspomnienia wakacji nad Soliną z roku 2000? (nie mogę sobie przypomnieć, może nawet jeszcze wcześniej). Pewna wesoła ekipa śpiewała ją przy ognisku całą noc i na koniec krzyknęła "a niech spłonie", jak już świtało. Dzięki temu wbiła mi się w pamięć na długie lata:P
Zimowisko za kilka dni...

sobota, 26 stycznia 2013

Śniegowe buty

Za tydzień jedziemy z naszą drużyną na zimowisko. Przepatrując dostępny w domu sprzęt odkryłam, że nie mam spodni i kurtki narciarskiej, a do zabaw na śniegu takowy sprzęt będzie niezbędny. Wiszą u mnie 4 płaszcze, tylko wszystkie eleganckie i na śnieg się nie nadają. Będę musiała jedną poświęcić albo znaleźć jakąś kurtkę narciarską w wielkiej promocji. Jako spodnie posłuży dół od munduru Bundeswehry (tylko muszę załatwić sobie solidne ocieplacze), a buty na szczęście mam z zeszłego roku. Nie są typowo na śnieg, ale muszą wystarczyć.
Upatrzyłam u koleżanki z pracy świetne buty śniegowce. Powiedziała, że mąż jej przyniósł ze sklepu Geox, którymi zarządza. Były śliczne, brązowe, a do tego na solidnej gumowej podeszwie i z kożuszkiem w środku. Ale byłoby ciepło w takich butach... A jak ładnie wyglądały, nawet do trochę elegantszego swetra :) teraz, kiedy mamy mrozy, ubolewam, że mam tylko kozaki bez ocieplenia i nie jest w nich najlepiej, tyle tylko, że ładnie wyglądają. Ale chciałabym mieć coś, co będzie spełniało dwie funkcje. Buty trekkingowe są jednak zbyt sportowe...
Moje doświadczenia w poszukiwaniu butów są niezmienne: kiedy wymarzę sobie jakieś buty, obejdę wszystkie sklepy, okazuje się, że takich butów nie ma albo są tak drogie, że mnie na nie nie stać. Tym razem postanowiłam oszczędzać nogi i poszukać w internecie. Oto, co udało się znaleźć:


Śliczne śniegowce Ecco Siberia, skórzane, na gumowej podeszwie, za jedyne... 399 zł :(


I nieco tańsze, bo za 199 zł, też Ecco, ale zamszowe. 
Zamszu zawsze się obawiam, bo nie umiem go konserwować.

Chyba muszę się nauczyć oszczędzać na takie zakupy, tyle że ostatnio moje oszczędności zabiera dentysta... Ale jak tylko się skończą te męki, znajdą się pilne rzeczy do kupienia :P

piątek, 25 stycznia 2013

Program gry na pianinie



Znalazłam wreszcie odrobinę czasu i chęci, żeby ułożyć sobie program do gry. Nie jest jakiś wygórowany, ale postanowiłam wrócić do ćwiczeń na pianinie i wrócić do materiału, który kiedyś grałam, żeby nie zgubić techniki.
I tak:

Etiudy
H. Berens Etiuda nr 7 na prawą rękę i Etiuda nr 12 na lewą rękę ze zbioru "Najnowsza szkoła biegłości"
K. Czerny Etiuda nr 16 na lewą rękę ze zbioru "Przygotowawcza szkoła biegłości"

Utwory polifoniczne
J. S. Bach Inwencja dwugłosowa e-moll nr 7

Sonatiny
W. A. Mozart Sonatina B-dur nr 4 ze zbioru "Sześć sonatin wiedeńskich"

Utwory dowolne
F. Chopin Polonez g-moll
F. Chopin Grande valse brillante a-moll

Staram się grać z metronomem, wolno i spokojnie, żeby wszystko dokładnie rozczytać, chociaż po tylu latach grania momentami mnie to rozwala :P mam nadzieję, że znajdę wystarczającą ilość motywacji, żeby regularnie ćwiczyć. Tyle rzeczy człowiek ma na głowie, że czasem nie wie, za co się zabrać...
Pozostawiam was z dwoma utworami: Inwencją e-moll (bardzo ładna, ale niełatwa i nie dziwię się, że jej nie grałam w szkole) oraz marszem z Suity "Dziadka do orzechów" Czajkowskiego. Miłego słuchania i odpoczynku :)



PS: Niby dzień jak co dzień, a jednak... FERIE!!! :D

czwartek, 24 stycznia 2013

Master Guide


Kiedy zostałam pathfindersem, zainteresowałam się, jak mogłabym realizować różne stopnie, odpowiednie do mojego wieku. Nie jestem już dzieckiem, sporo sprawności zdobyłam w codziennym życiu, ale uczymy się przecież nie tylko dla siebie, ale żeby uczyć innych. Spodobał mi się program Master Guide, który obejmuje następujące aktywności (na zielono zaznaczyłam już zrealizowane):
  WYMAGANIA WSTĘPNE      
1.  Ukończone 16 lat.      
2.  Ochrzczony wyznawca Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego.      
3.  Ukończył jeden z podstawowych kursów kadry:      
a.  Służba wśród zuchów      
b.  Służba wśród harcerzy      
c.  Służba wśród młodzieży
      
II   ROZWÓJ  DUCHOWY      
1.  Przeczytał książkę "Droga do Chrystusa" E. G. White.      
2. Ukończył roczny plan rozważań biblijnych "Chrystus Drogą” lub dowolny roczny plan czytania Pisma Świętego.     
3. Prowadził dziennik rozważań biblijnych przez co najmniej 4 tygodnie, zapisując co przeczytał każdego dnia.     
4. Zademonstrował swoją znajomość 28 Zasad Wiary przez wykonanie jednego z zadań:
     a.  Napisał pisemne wyjaśnienie co najmniej 15 z nich.      
b.  Przedstawił ustną prezentację co najmniej 15 z nich.      
c.  Poprowadził serię lekcji biblijnych obejmującą co najmniej 15 z nich.      
d.  Poprowadził seminarium nauczające co najmniej 15 z nich.      
5. Poprawił swoją znajomość dziedzictwa Kościoła przez wykonanie
następujących zadań:
 a. Przeczytał "The Pathfinder Story", John Hancock (Historia organizacji Pathfinder Club).
b.  Zdobył Odznakę Dziedzictwa Kościoła.    
c. Przeczytał dowolną książkę na temat historii Kościoła lub innego aspektu dziedzictwa Kościoła.
    
III  ROZWÓJ  UMIEJĘTNOŚCI      
1.  Ukończył 2-godzinne seminarium na każdy z poniższych tematów:      
a.  Umiejętności przywódcze      
b.  Umiejętności komunikacyjne      
c.  Ewangelizacja dzieci i młodzieży      
d.  Rozwój kreatywności i zaradności      

2.  Posiada lub zdobył następujące sprawności:      
a.  Chrześcijański gawędziarz         
b.  Umiejętności obozowe II      
3. Zdobył dwie dodatkowe, wybrane przez siebie , sprawności harcerskie,
wcześniej nie ukończone.

 4. Posiada aktualne zaświadczenie ukończenia kursu pierwszej pomocy i ratownictwa (PCK) lub jego odpowiednik.     
5. Nadzorował osoby zdobywające stopień zuchowy lub harcerski lub nauczał
w Szkole Sobotniej przez co najmniej jeden kwartał.

    
IV  ROZWÓJ  DZIECKA      
1.  Przeczytał książkę "Wychowanie" E. G. White.      
2. Przeczytał co najmniej jedną dodatkową książkę na temat rozwoju dziecka
lub uczestniczył w trzygodzinnym seminarium omawiającym rozwój
dziecka w wybranej przez siebie grupie wiekowej, w której zamierza służyć
(zuchy, harcerze, starsza młodzież).

    
V  ROZWÓJ  UMIEJĘTNOŚCI  PRZYWÓDCZYCH       
1. Przeczytał współczesną, wybraną przez siebie książkę na jeden z tematów z
ogólnej kategorii "rozwój umiejętności przywódczych".

     2. Zademonstrował swoje umiejętności przywódcze przez wykonanie
następujących:
     a.  Przygotował i poprowadził 3 nabożeństwa.      
b. Uczestniczył jako lider razem z grupą dzieci / młodzieży z lokalnego zboru
w imprezie organizowanej przez diecezję lub imprezie ogólnokrajowej.

     c. Poprowadził zajęcia na zdobycie trzech odznak zuchowych lub dwóch
sprawności harcerskich.
     d. Pomagał w przygotowaniu i poprowadził wycieczkę terenową dla grupy
zuchów, harcerzy lub dzieci/ młodzieży (np. ze szkółki sobotniej).
     e. Aktywny członek Kadry Zuchowej, Harcerskiej, grupy młodzieży, Szkoły
Sobotniej, lub Stowarzyszenia Młodzieży od co najmniej roku i uczestniczył
w spotkaniach kadry (co najmniej 75 % potwierdzonych obecności).

     3. Rozpoznał 3 aktualne role, jakie pełni w swoim życiu, co najmniej jedna z nich ma wymiar duchowy. Do każdej z ról napisał listę 3 celów, które chce osiągnąć.
    
VI  ROZWÓJ  SPRAWNOŚCI  FIZYCZNEJ      
1. Uczestniczył w osobistym planie rozwoju sprawności fizycznej przez min 3 miesiące. Następnie dokonał oceny poziomu kondycji fizycznej.
Program kończy się oczywiście, kiedy wszystkie punkty będą zrealizowane i wtedy komendant chorągwi nadaje stopień. W szafie leży już chusta MG, czeka, aż będę mogła ją założyć :) W wolnej chwili chciałabym napisać o trzech rolach, jakie pełnię w życiu. Myślę, że to będą ciekawe przemyślenia...

PS. Niniejszy post dedykuję Bratu Komendantowi, który kończy dzisiaj 26 lat - człowiekowi, który pomógł odkryć i zrealizować dziecięce marzenia :) Chociaż jest daleko, daleko stąd, to jednak ciągle pozostaje w pamięci :)

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Niby bezpiecznie, ale...




Serce: Nareszcie poniedziałek i można pójść do pracy :)
Rozum: No nie, to już zboczenie. Spróbuj wymówić to: "W wysuszonych sczerniałych trzcinowych szuwarach sześcionogi szczwany trzmiel bezczelnie szeleścił w szczawiu trzymając w szczekach strzęp szczypiorku i często trzepocząc skrzydłami".
Serce: Yy? Ok ;) wiesz, w tygodniu mniej się człowiek męczy, niż w weekend ;) przynajmniej u mnie tak jest. No nie... śnieg znów pada.
Rozum:  U nas deszcz marznący.
Serce: U nas dosypuje codziennie od kilku dni: co odśnieżą, to zasypie. Lekko zatrważające :P
Rozum: Bywa.
Serce: Wracałam wczoraj z Podkowy, był taki mróz i chciałam jak najszybciej się dostać do domu. Zwykle chodze tą samą ulicą, jest długa i cały czas idzie się prosto, przez 10 minut, na końcu się skręca i za chwilę jest dom. Miałam iść jak zwykle, ale nagle przyszło mi do głowy, że ja nie lubią tamtej ulicy, bo jest strasznie nudna, te same szpanerskie domy i caly czas prosto i prosto, ale chodzę nią, bo jest najszybciej i bo tak się przyzwyczaiłam. Skręciłam więc w inną  i mnie olśniło, że w życiu robię to samo. Chodzę utartymi drogami, bo jest szybciej i bezpieczniej, i nie lubię zmieniać swoich przyzwyczajeń, ale tak naprawdę to mi mocno zawadza. Rozmawiałam o tym z Olą i powiedziała, że ma podobnie, trzyma się pewnych stałych rzeczy, żeby czuć się bezpiecznie: te same ubrania, jedzenie. Czasem trafia się jakiś większy skok i wtedy się okazuje, że to było coś, co zmieniło na lepsze. Powiedziała mi jeszcze jedną rzecz: ona też się bała facetów. Tylko ludzie różnie reagują na strach, jedni robią się agresywni, a inni uciekają. Mamy różne charaktery, więc też różne reakcje, ale mechanizm był taki sam. Tylko że ja mam dosyć tego strachu, to robi się męczące, jak chodzenie ciągle tą samą ulicą. "Niby bezpiecznie, ale wcale nie jest dobrze".
Rozum: Bo nie zaspokaja Twojej potrzeby zmian :P
Serce: Rozum, ja mówię  poważnie...
Rozum: Ja też. Czasem parcie na zmiany jest tylko sztuką dla sztuki - żeby coś zmienić. Nie można jednoznacznie powiedzieć, czy zmiany są dobre, czy złe; nie należy się ich bać, ale nie należy też dążyć do nich za wszelką cenę.
Serce: Ja bardziej chciałam sobie uświadomić problem i coś z tym zrobić. Nie wiem jeszcze co, ale jest niewygodnie.
Rozum: Nic na siłę ani na szybko.
Serce: Ja się obawiam tego: wybór telefonu, który podziała 2, 3 lata, zajął mi 3 miesiące.To co będzie z wyborem partnera na całe życie? :P
Rozum: Ale to wynikało raczej ze zbyt dużego wyboru, niż ze strachu.
Serce: No, ale minimalny stres jest, w końcu to się wydaje jakieś konkretne pieniądze. Przypominam, że z kupnem auta miałeś to samo :P
Rozum: 600zł a 20tys to jest różnica :P poza tym miałem dylemat - kupować auto dla siebie, czy takie, które się dla zespołu przyda; oszczędne, z małym silnikiem, czy jednak takie, którym można zaszaleć, itp.W przypadku telefonu tych wątpliwości nie ma. Funkcje wszystkie mają bardzo podobne, bez dodatkowych kosztów.
Serce: No też fakt. W każdym razie... tak pomyślałam, że nie będę mówić od razu "nie", przynajmniej wtedy, kiedy nie jest to z góry wiadome, że to kompletne szaleństwo ;)
Rozum: No i ok. Dawanie odpowiedzi z nieracjonalnych powodów jest głupie :P
Serce: Też tak stwierdziłam, no bo niby dlaczego masz komuś cokolwiek odpowiadać, skoro tak naprawdę nic nie wiadomo? Właściwie to się wtedy na siłę szuka pretekstu, żeby się z czegoś wykręcić, a poza tym, trochę zabawy też się w życiu należy ;)
Rozum: To w czyim kontekście?
Serce: A co?
Rozum: Nic :P pytam kierowany zdrożną ciekawością :P hahahahaha :D
Serce: To nie powiem :P poza tym kobieta ma prawo flirtować do samego końca i ostatecznie powiedzieć "nie"  :P
Rozum: Każdy ma prawo :P
Serce: No i o to chodzi ;)

niedziela, 20 stycznia 2013

Alfabet Morse'a

Tarta okazała się hitem :) wszystkim smakowało. Poczułam się dowartościowana, że jednak coś potrafię ugotować. No i odkryłam, że szpinak jest naprawdę dobry z gałką muszkatołową, a niekoniecznie musi być w nim zawsze czosnek :)
Dzisiaj na tablicy ogłoszeń w Podkowie znalazłam kartkę z alfabetem Morse'a z naszego szkolenia dla kadry. Wytłumaczyłam koledze, jak się posługiwać pomocnymi skojarzeniami, żeby zapamiętać litery i znów mnie natchnęło, żeby ćwiczyć nadawanie. Oczywiście znalazła się aplikacja na androida, która koduje morse'm :)
A oto tabela z wyrazami. Każdej literze alfabetu odpowiada słowo, które posiada tyle sylab, z ilu symboli (kropek i kresek) składa się dana litera w alfabecie Morse’a – sylabom zawierającym w sobie „o” odpowiada kreska – pozostałym sylabom w alfabecie Morse’a odpowiada kropka.

A oto w jaki sposób odszyfrować wiadomość nadaną morsem. Podczas odbierania wiadomości musisz mieć ten schemat przed oczami – zaczynasz od pola „start” – schodzisz w dół po grafie w zależności od tego, jaki jest kolejny nadany symbol – kropka czy kreska – gdy kończy się nadawanie danej litery, po prostu odczytujesz ją z pola na którym skończyłeś dekodowanie.


Będzie fajna zabawa, jak się tego dobrze nauczy :)

piątek, 18 stycznia 2013

Przepis na szpinak w cieście

 Mamy jutro obiad młodzieżowy i każdy coś przynosi do jedzenia. W lodówce leżało masę szpinaku, feta i suszone pomidory, więc postanowiłam znaleźć przepis i zrobić coś dobrego.

Tarta z ciasta fillo ze szpinakiem, fetą i suszonymi pomidorami



Składniki, 4 porcje:
200 g liści szpinaku, oderwane łodyżki
1 łyżeczka tartej gałki muszkatołowej (opcjonalnie)
2 łyżki posiekanej mięty (opcjonalnie)
175 g suszonych pomidorów w oleju
100 g sera feta, pokruszonego
8 czarnych oliwek, pokrojonych w plasterki
4 łyżki orzeszków pinii, zrumienionych na patelni
2 jajka
125 g ciasta fillo


Dodatki (dowolnie):
oliwa z oliwek do serwowania i sól morska, tzatziki



Przygotowanie:
  • Szpinak włożyć na dużą patelnię lub do garnka, wlać 3 łyżki wody i mieszając gotować przez chwilę aż szpinak zwiędnie. Przełożyć na sito, odsączyć, dokładnie odcisnąć płyn, pokroić, doprawić gałką i miętą. Wymieszać z pokrojonymi na mniejsze kawałki pomidorami suszonymi. Dodać ser feta, oliwki, orzeszki pinii i jajka, dokładnie wymieszać. Przygotować okrągłą formę na ciasto o średnicy 22 cm z wyjmowanym dnem lub zdejmowaną obręczą. Piekarnik nagrzać do 180 stopni.
  • Delikatnie rozwinąć ciasto fillo. Jeden płat ciasta maznąć w kilku miejscach olejem z suszonych pomidorów. Włożyć do przygotowanej formy, olejem do dna formy, tak aby część ciasta wystawała poza obręcz. Maznąć olejem kolejny płat ciasta i ułożyć go w formie, nieco dalej od pierwszego. Układać kolejne płaty, pozostawiając jeden lub dwa na sam wierzch. Wyłożyć farsz, zawinąć wystające ciasto do środka, przykrywając dokładnie farsz. Maznąć dodatkowym olejem i rozłożyć kawałki odłożonego ciasta na wierzchu tarty.
  • Piec przez 30 minut na złoty kolor. Wyjąć z formy, pokroić i podawać z oliwą z oliwek, solą morską i tzatzikami  lub sałatką. Tartę można też odgrzewać i zamrażać.

Niestety nie znalazłam w mojej wsi ciasta fillo. Musiałabym zrobić po nie wyprawę aż do Almy w Pruszkowie, więc kupiłam ciasto francuskie. Orzeszków pinii też nie znalazłam, chociaż pewnie gdyby poszukać w Warszawie, to gdzieś by były. Zatem mój przepis jest odrobinę zmodyfikowany, ale mam nadzieję, że nie wpłynie to znacząco na jakość dania ;) zapiekam jutro tuż przed podaniem, więc powiem następnym razem, jak wyszło.

Instagram


Dzisiaj mija tydzień, jak kupiłam androida. Ponieważ jest to dla mnie nowy sprzęt, oswajam go powoli i przyzwyczajam się do jego obsługi. Ma tak wiele ciekawych możliwości, że nie da się wszystkiego naraz poznać. I chociaż pisanie na fizycznej klawiaturze było wygodniejsze, to pozostałe opcje są na tyle przydatne, ze nie zamieniłabym go na inny telefon.
Zainstalowałam sobie ostatnio Instagram - program do zdjęć z telefonu. Nie jest bardzo zaawansowany, ale posiada kilkanaście ciekawych filtrów i zdjęcia nabierają stylu vintage. Wypróbowałam go na powyższym zdjęciu, które przedstawia teczki z nutami na moim pianinie w szkole. Odziedziczyłam po Asi sporo nut, przywiozłam też trochę swoich z domu i zrobił mi się niezły bałagan. Nie mogłam się połapać, co jest dobre na jaki poziom.W końcu kupiłam kartonowe stojące przegródki i uporządkowałam nuty. Teraz wszystkie zbiory znalazły swoje miejsce. A ja będę mogła wreszcie ułożyć sobie program do grania i zacząć ćwiczyć, bo zainstalowałam też metronom w telefonie ;)
Technologie poganiają nas i wpędzają w ten dziwny wir. Albo będziemy z nimi walczyć, albo się z tym pogodzimy i użyjemy je do pożytecznych celów... Wybrałam póki co to drugie i cieszę się przydatnymi gadżetami :)

czwartek, 17 stycznia 2013

Życie, zwolnij...


 

Ostatnio tłucze mi się ta piosenka dość mocno po głowie, a zwłaszcza wers: "Zabiorę cię, właśnie tam, gdzie wolniej płynie czas." Oj tak, ale to by było piękne. Wszystko dookoła mnie pędzi. Dzieje się masę spraw, w których uczestniczę, a jak nie, to i tak ktoś mnie zaangażuje. 
Wczoraj dostałam zaproszenie na koncert Emaus, żeby pojechać i coś zaśpiewać. Musiałam odmówić, bo jadę wtedy na radę drużynowych, a i tak urywam się z zajęć w Podkowie... Dzisiaj o 8 rano odezwał się telefon (rozbudzałam się wtedy i nie było to najprzyjemniejsze doświadczenie), czy przyjadę w piątek i coś zaśpiewam i zagram na wieczerzy w Podkowie. Też odmówiłam, bo musiałabym pędzić z Warszawy po lekcji z Gosią. Nie można być wszędzie, zważywszy, że następnego dnia mam śpiewać z Olą w Warszawie i po południu jechać do Podkowy na zajęcia.
Jechałam wczoraj z kolegą kolejką i ze smutkiem przyznaliśmy, że 20 % ludzi wykonuje 80 % pracy, a kiedy ktoś się odzywa, to przeważnie z jakąś sprawą do zrobienia. Chyba jedynymi osobami, które po prostu pytają, co słychać, jest mama.
Ja nie mam tyle sił, żeby dźwigać pracę za te 80 %. Po prostu czasem mam dosyć. Chciałabym wyjechać gdzieś, gdzie nikt nie będzie mnie poganiał, gdzie będę mogła żyć w przyrodzie, urządzać dom, pielęgnować ogród, wreszcie nauczyć się piec ciasta i nie będę jeździć tam i z powrotem kolejką. Ale to pewnie dopiero na nowej ziemi...


poniedziałek, 14 stycznia 2013

WOŚP, toruńskie pierniki i dekoder Telewizji Trwam

 Zdjęcie robione moim nowym telefonem ;) 

Weekend w Toruniu minął zadziwiająco szybko. Tym razem zmagaliśmy się z różnymi trudnymi scenkami i układami choreograficznymi do piosenek. Dostałam wyzwanie życia i chyba będę musiała ćwiczyć przed lustrem, żeby temu podołać... Są filmiki szkoleniowe z próby :)
Po próbie zostało nam kilka godzin czasu i chciałyśmy z Olą zwiedzić miasto, ale chyba źle trafiłyśmy: na Runku huczała Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, a konkretnie zespół Butelka ze swoim hitem "Nie działa mi dekoder Telewizji Trwam". Tym sposobem miłą i kameralną atmosferę diabli wzięli. No cóż, ostatnio co rusz wpadają nam podobne hity, jak "Zabrakło baraniny" czy "Rozwaliło mi piekarnik" i stwierdzam, że muzyka schodzi na psy, skoro ludzie imają się takich prymitywnych tematów.
Udało się nam spróbować oryginalnych toruńskich pierników. Na rynku są różne sklepy, gdzie sprzedają pierniki na wagę, w paczkach, ozdobnych pudełkach, o różnych smakach: korzenne, w czekoladzie z marmoladą, lukrowane... Są pyszne, chociaż suche :) ale podobno dobry piernik powinien być suchy.
Nie wiem, za co mam się złapać. Znowu piętrzy się masę spraw i wydarzeń do ogarnięcia... A praca licencjacka wciąż w ciemnym lesie...

czwartek, 10 stycznia 2013

Sony Xperia Miro

Poszukiwania telefonu zakończone. Po 3 miesiącach śledzenia ofert na allegro nabyłam ten oto telefon o nazwie Sony Xperia Miro. Zamęczałam kilku kolegów, którzy sprawdzali dla mnie oferty i wyrażali swe opinie (i chyba mieli mnie serdecznie dosyć ;) Rozum na pewno, bo mnie konkretnie zrugał, że zamiast się zdecydować, to przerzucam odpowiedzialność na innych. Pewnie miał rację, ale wcale nie jest łatwo wydać kupę pieniędzy na sprzęt kupiony przez allegro, którego nawet nie możesz osobiście zobaczyć i nie masz pewności, czy nie uszkodzi się w paczce. Kupowałam kiedyś telefon na allegro bez konsultacji i skończyło się sprawą na policji, więc tym razem wolałam nie ryzykować.
Dzisiejsza akcja zasługuje jednak na sprawozdanie.
Przeglądając odpowiednio przefiltrowane oferty odkryłam, że pozaznaczane 3 dni temu aukcje obserwowane są już nieaktualne. Jedna została wznowiona i pojawiła się jeszcze kolejna, z Łodzi. Po chwili namysłu napisałam do Marka, czy mógłby go na miejscu obejrzeć. Kilka minut później Marek zadzwonił i powiedział, że dogadał się już z tym gościem i on przywiezie telefon pod wskazany adres w Łodzi. A że jutro Tomek wybiera się na próbę do Torunia, więc zmontował połączenie czterostronne i po kilku minutach rozmowy załatwiliśmy dostawę, formę płatności i dzisiaj po godzinie 18 telefon pojawił się u Tomka :) 3 miesiące namysłów i cała operacja przeprowadzona w ciągu kwadransa :) ciągle nie mogę w to uwierzyć, chyba dopiero jutro, jak zobaczę telefon ;)

A na dobranoc obrazek, który mnie powalił (na pewno wymyślił go jakiś mężczyzna :P)



Little Black Dress

Na dnie tego kobiecego, zmysłowego zapachu czają się dominujące akordy drzewa mlecznego, japońskiej śliwki i kaszmirowego piżma. Wyżej, w samym sercu zapachu, wdzięcznie splatają się ze sobą nuty kwiatowe: różowej peonii, gardenii, ylang-ylang i księżycowego kwiatu. U szczytu pysznią się ziołowe akcenty afrykańskiego imbiru i szczypty kolendru, a całość wieńczy ciepłe tchnienie cyklamenu.

Do mojej kolekcji perfum dołączyła roletka Little Black Dress z Avon, którą kupowałam dawno temu od koleżanki w muzyku. Bardzo lubię ten zapach, kojarzy mi się z ciasteczkami korzennymi i innymi smakołykami. Sklep Avon dla konsultantek znajduje się niedaleko Dworca Centralnego. Weszłam tam wczoraj i jedna z konsultantek pomogła mi go na miejscu kupić. Szkoda, że nie mają sklepu, żeby wejść i wybrać, co się chce. Ale i tak też można :)
Jutro jedziemy na próbę do Torunia. Trzeba spróbować pierników ;)

czwartek, 3 stycznia 2013

Niewidzialny Przyjaciel


Lubię wracać do autorów książek, którzy wywarli na mnie pozytywne wrażenie. Tym razem wróciłam do irlandzkiej pisarki Cecelii Ahern, która napisała "PS. Kocham cię". Książka "Gdybyś mnie teraz zobaczył" jest ciepłą, delikatną opowieścią o uczuciu dwojga ludzi, którzy pochodzą z różnych światów: realnego i baśniowego. Jednak w każdym z nich tkwi to samo pragnienie: być zauważonym przez kogoś, kto zrozumie jego najgłębsze potrzeby. 

Co więcej możemy dostać niż życie? Czego więcej możesz pragnąć niż życia? To dar. Życie jest wszystkim, a człowiek nie żyje pełnią życia, jeżeli nie wierzy.

Fantazjowanie i marzenie może złamać człowiekowi serce.

środa, 2 stycznia 2013

I po sylwestrze

No i mamy Nowy Rok. Ależ to zleciało.
Wczoraj wróciłam do domu po sylwestrze o 7 rano i od razu położyłam się spać. Spałam do 14.30 i kiedy się zwlokłam z łóżka, zaczynało się ściemniać, więc przespałam cały dzień. Ale zabawa była przednia. Mateusz z Esti przygotowali świetne gry i wszyscy się dobrze bawili do rana, więc naprawdę się udało :) oczywiście były umysłowe przestoje około pierwszej w nocy (granie w Czterech na kanapie o tej porze to nie jest dobry pomysł na rozkręcenie imprezy ;), ale potem nawet gry na myślenie nie były straszne.
Hitem imprezy stały się kary: przegrana drużyna miała zatańczyć lub zaśpiewać do najbardziej obciachowego hitu minionego roku, tj. Gangnam style i Ona tańczy dla mnie.

A moja dj-ka? Nawet jakoś poszło ;) chociaż i tak w większości musiało lecieć z automatu, żebym też mogła się pobawić, ale  muzyka raczej dobrze się przyjęła :) nieprofesjonalnie mogę się tym zajmować ;)
Leniuchowanie wywołało we mnie wyrzuty sumienia i zabrałam się za odkładaną pracę. Wczoraj pisałam jak szalona i machnęłam 4 strony. Dzisiaj ciąg dalszy, bo przepadło mi trochę zajęć. Mam nieśmiałe postanowienie, żeby pchnąć to ile się da do końca stycznia. Wiosną coraz trudniej z czasem, a szkoda odkładać to w nieskończoność.
Zaczyna się znów zapełniać kalendarz. A liczyłam, że w nowym roku będzie luźniej...