niedziela, 30 października 2016

Zmiana kodu na 3 z przodu



W końcu musiał nastąpić ten trudny dzień w życiu kobiety... Już nie jestem twentysomething :( trzeba będzie kupować kosmetyki z półki 30+, uważać na słodycze, bo metabolizm nie ten i najlepiej ćwiczyć więcej niż wcześniej, ale kiedy znaleźć czas, kiedy się jest człowiekiem pracującym? 
Nie czas jednak na to marudzenie. Dzisiaj dostaję życzenia i prezenty, co sprawia, że jest po prostu fajnie i przyjemnie :) Ronia narysowała dla mnie portret ze zdjęcia, mama dała szampon z Melaleuca, tata wiezie książkę, Ola przekazała prezent z Niemiec przez znajomych i go kiedyś odbiorę, Marek zrobił prezent już kilka dni temu w postaci pokazu "Hacksaw ridge", nawet Deichmann dał mi w prezencie bon na zakupy za 20 zł ;) 
Zabrałyśmy się z mamą za pieczenie tortu szwarcwaldzkiego (kiedyś musi być ten pierwszy raz). Spróbowałam go po raz pierwszy w Berlinie, jak byliśmy na wycieczce na studiach i wiedziałam, że chciałabym go powtórzyć :) wiśnie i czekolada to moje ulubione połączenie.


Z miłych akcentów dnia dodam obejrzenie "Epoki lodowcowej: Mocne uderzenie", czyli najnowszej V części. Może fabuła nie najwyższych lotów, ale żarciki nadal śmieszą ;)
Jakiś czas temu zrobiłam listę rzeczy do wykonania przed 30., ale nie mogę jej nigdzie znaleźć. Wiem, że z tych, co pamiętam, udało mi się pojechać na inny kontynent. Nie zrobiłam prawa jazdy, nie wyszłam za mąż, ale nauczyłam się nowego języka obcego i popchnęłam plan Master Guide do przodu :) jak jednak dzisiaj napisała moja koleżanka ze studiów Magda Surowiec, która kiedyś zainspirowała mnie do stworzenia takiej listy, nie ma co ustalać sztywnych limitów, każdy dzień jest dobry na realizowanie celów :) 
Z okazji urodzin pozostawiam link do wpisu 14 dowodów, że urodziłeś się w 1986 roku oraz ten pamiątkowy obrazek, który jest przypomnieniem pewnej rewolucji w edukacji, testowanej na naszym sławetnym roczniku. I pomyśleć, że ten system znów odchodzi do lamusa... 


sobota, 29 października 2016

Cudne manowce.




Październik - jeden z najładniejszych miesięcy w roku. 
Przyjechałam wczoraj w nocy do Wojkówki. Dzisiaj po południu wybrałyśmy się z mamą i Ronią na spacer do lasu w okolice Rzepnika. Zobaczyłyśmy cudowne krajobrazy niczym z wrzosowisk w Anglii. A to nasze polskie lasy podkarpackie :)








Słucham i słucham dzisiaj! 

___________________________

wtorek, 25 października 2016

Przełęcz ocalonych - prapremiera #beLikeDoss


Głośno ostatnio jest o najnowszym filmie Mela Gibsona "Przełęcz ocalonych" (ang. Hacksaw Ridge). Już dawno zamierzano zekranizować losy tego niezwykłego żołnierza, który został bohaterem wojennym, nie używając broni. Historia Dossa została opisana w książce "Nietypowy bohater" (nakład wyczerpany) i na jej podstawie został nakręcony ostatni film. 
Desmond Doss był adwentystą dnia siódmego i jego przekonania religijne nie pozwalały mu zabijać nikogo, nawet w obronie własnej. Zgłosił się jednak na ochotnika do wojska podczas II wojny światowej, aby służyć jako sanitariusz. Kiedy jego dowódcy byli zdziwieni jego decyzją i próbowali go zniechęcić, zwłaszcza, gdy kolejne jego zasady dawały się poznać, Doss powtarzał, że w tym świecie pełnym chaosu chciałby wprowadzić choć trochę dobra i ładu ratując, a nie niszcząc. 
W Polsce w związku z nadchodzącą premierą 4 listopada rozkręciła się akcja promocyjna. Powstała strona DesmondDoss.pl oraz fanpage na Facebooku. Wydawnictwo Znaki Czasu wydało książkę "Szeregowiec Doss" oraz film dokumentalny o tym samym tytule. Można z nich dowiedzieć się więcej, niż przedstawia film, a historie są równie ciekawe. 
W ten wtorek w kinie Atlantic odbył się pokaz przedpremierowy dla dziennikarzy i prasy oraz przedstawicieli Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego. Ja również dostałam niespodziewane zaproszenie od Marka i skorzystałam z niego, początkowo nie bez oporów przed filmem wojennym. Kiedy już znalazłam się w kinie, zobaczyłam stoisko z książkami, kamery braci Kot, ludzi wchodzących na zaproszenie i poczułam się bardzo ważną osobą :)



Aby nie zdradzać zbyt wielu szczegółów przed premierą, powiem tylko: film bardzo dobrze nakręcony, jak przystało na Gibsona :) dużo scen wojennych, bo takie realia, (ja nie mogłam na nie patrzeć i zamykałam oczy), ale w tym wszystkim nietypowe przesłanie, którego dawno nie spotkałam w tego typu filmach. Nie polecam tego filmu tylko jako dobrej produkcji, bo nie o to w nim chodzi. Dobrych produkcji jest mnóstwo, a niekoniecznie treść nadaje się do oglądania. Ponieważ praktycznie od roku nie oglądam prawie żadnych filmów, miałam dylemat, czy warto poświęcić swój czas akurat na ten, ale nie żałuję. Polecam ten film dla obejrzenia nietypowego przesłania wierności zasadom pomimo szykan, zniechęcenia, groźby więzienia. Polecam postawę bohaterską wierzącego człowieka, który postanowił w tym chaosie uczynić świat trochę lepszym. 

Po filmie odbyła się dyskusja z pastorem Andrzejem Sicińskim z Kościoła ADS, księdzem katolickim i pułkownikiem Wojska Polskiego. Nie zostałam już na niej, ale z relacji znajomego widać, że sporo ciekawych tematów poruszono.
Całe to wydarzenie było dla mnie niezwykłe i ciągle nie mogę uwierzyć, że to się dzieje naprawdę :) na dodatek dowiedziałam się, że to był prezent urodzinowy dla mnie od Marka. Bardzo to było miłe, podobnie jak cały wieczór :) 

niedziela, 23 października 2016

Dobrze w Krakowie z A4H.


Cieszę się z kolejnego zgrupowania z All4Him. Tym razem pojechaliśmy do Krakowa, gdzie zagraliśmy koncert "Przyjdź jak deszcz" na zjeździe okręgu krakowskiego. Pomimo zmęczenia, wczesnego wstawania i zamieszania z ustawianiem sprzętu zaśpiewaliśmy dobrze, ludzie byli poruszeni, my zadowoleni. Po raz kolejny dostaliśmy potwierdzenie, że warto ten program grać :)






W sobotę wieczorem wybraliśmy się na spacer na Stare Miasto, żeby pooglądać znajome ulice i zjeść coś na mieście. Weszłam do Krowarzywej na Sławkowskiej i zaliczyłam burgera :) 
Zaczyna się nowy tydzień, a ja nie zdążyłam odpocząć... Trzeba się wziąć w garść i mocno zaprzeć do pracy...

piątek, 21 października 2016

Szok, co za rok! Mucha z OUT i inne konkursy



Szok, co za rok! Konkurs za konkursem i co wezmę w którymś udział, to wygrywam :D 
Na campie wygrałam konkurs na memy z hasłem "janusze campu", nagrodę - darmowy camp - przekazałam zdobywcy drugiego miejsca, Błażejowi. Co mi po darmowym campie, kiedy jako obsługa odpracowuję swój pobyt :P
Na zjeździe w Podkowie w konkursie biblijnym wygrałam pobyt na kongresie w Walencji w przyszłym roku. Nagroda była bardzo atrakcyjna i powalczyłam o nią z dużym zaangażowaniem. Fantastycznie będzie pojechać do Hiszpanii :)
Podsumowanie kwartału w pracy tez zakończyło się niespodziewanie zwycięsko dla mnie: zostałam wybrana jako najefektywniejszy pracownik naszego zespołu, który wyrabia 170% normy ;) w nagrodę dostałam 4 bony do Empiku za 50 zł każdy. Podzieliłam sie nimi z trzema koleżankami z niemieckiej grupy, bo ta efektywność była dzięki ich pomocy, kiedy wdrażałam się w pracę.
Dzisiaj wygrałam konkurs na dymki do zdjęcia w Once Upon a Tie (zdjęcie powyżej). Nagroda - mucha niespodzianka - będzie przekazana bratu, bo ja nie zamierzam zmieniać swojej stylówy i nosić muchy :P

To, co zaskoczyło mnie najbardziej w tym wszystkim, że nie zależało mi aż tak bardzo na wyłączności do nagrody. Wszystkie były atrakcyjne, ale tak naprawdę sam udział był na tyle satysfakcjonujący, że jak była możliwość podzielenia się nagrodą, to tak zrobiłam. Dzięki temu radość z wygranej mogła się tez udzielić innym. 
Przede mną weekend z All4Him w Krakowie 😀 i kolejne tygodnie w rozjazdach... 

niedziela, 16 października 2016

Moje gospodarstwo - szklane pojemniki z Pepco

Ostatni tydzień był na wysokich obrotach - nadgodziny, po 10 h w pracy. Nie miałam czasu na pisanie, wracałam tylko do domu, robiłam obiad na następny dzień i kładłam się spać. Udawało się jeszcze poćwiczyć, posprawdzać, co słychać w necie i pod koniec tygodnia zaczynałam padać ze zmęczenia. Do tego intensywny weekend z młodzieżą na Foksal... Czasem dobrze jest mieć wolną niedzielę na ogarnięcie gospodarstwa domowego ;) 


Tydzień temu wybrałam się z sąsiadami na zakupy do Pepco i Leroy Merlin. Kupiłam szklane pojemniki na makarony i różne ziarna, bo chciałam zaprowadzić porządek w szafkach i zabezpieczyć żywność przed molami spożywczymi. Małe, szklane słoiczki posłużyły jako pojemniki na przyprawy. Dzisiaj dokupiłam kolejne i opisałam je pisakami akrylowymi do szkła z Empiku. Fajnie piszą, są w różnych kolorach, można rysować różne wzory i kształty na szkle :)

sobota, 15 października 2016

Spotkanie integracyjne na Foksal


Bardzo dobry czas z Foksalową młodzieżą spędziliśmy w ten weekend. W piątek spotkaliśmy się na wieczorze uwielbienia, gdzie tematem przewodnim były doświadczenia i cudowne wydarzenia, czyli czy w dzisiejszym świecie można doświadczać cudów takich, jak w czasach biblijnych. Razem z Maćkiem i Elizą tworzyliśmy kameralną oprawę muzyczną :)
Sobota była wypełniona do samego wieczora, jak na dobrym młodzieżowym zjeździe :) po nabożeństwie mieliśmy wspólny posiłek z produktami przygotowanymi i przyniesionymi przez nas. Pomimo chłodnej pogody wybraliśmy się na spacer i porobiliśmy zdjęcia :)

Oliwka :)

Wiktor jest znów w Polsce ;)





Po południu mieliśmy jeszcze rozważania biblijne, scenki z ewangelizacji, wspólną pizzę i gry integracyjne. Wróciłam do domu koło 23 :) 

sobota, 8 października 2016

Jak zrobić balaski - zbiórka pathfinder




Październik zrobił się jesienno-zimowy. Jest zimno, deszczowo, trudno znaleźć choć jeden pogodny dzień. Ale właśnie rozpoczyna się rok harcerski i mamy pierwszą plenerową zbiórkę... Pomimo niewyraźnej pogody, przelotnego deszczu pojechaliśmy do Lasu Młocińskiego i rozpaliliśmy ognisko. Piekliśmy tradycyjne warszawskie balaski, jabłka na kiju, kiełbaski, pieczarki, cukinię i paprykę oraz chleb z olejem. Było pysznie :) 

piątek, 7 października 2016

Ciasto pomidorowe


Zaryzykowałam i upiekłam ciasto pomidorowe z przepisu z Jadłonomii. Zmodyfikowałam go tylko trochę, dodając 2 jajka zamiast banana i sypiąc mniej cukru (to niestety był chybiony pomysł, bo ciasto było przez to za mało słodkie), ale wyszło puszyste, wilgotne w środku i w pięknym pomarańczowym kolorze. Podesłałam przepis Oli, zrobiła ciasto bez przekonania, ale kiedy go spróbowała, oszalała na jego punkcie i ciasto zrobiło furorę w całym domu :) 
Polecam gorąco, pomidorów nie czuć wcale, konsystencja jest bardzo dobra i smak też, a w domu pachnie piernikiem  :)

wtorek, 4 października 2016

"Boża dłoń" - piosenki dla dzieci



Pierwsza piosenka, jaką napisałam w życiu, a miałam wtedy 10 lat. Razem z mamą i moim rodzeństwem wymyśliliśmy słowa i muzykę. Postanowiłam nagrać, żeby nie zaginęła :)
Na moim kanale na Soundcloud stworzyłam też playlistę z innymi wymyślonymi przez nas piosenkami dla dzieci. Można słuchać, śpiewać, niech się kręci :) jak coś stworzymy nowego, będzie też udostępnione.

niedziela, 2 października 2016

Energylandia

Aż trudno uwierzyć, że w październiku może być taka pogoda! Udało się nam, kiedy w pierwszy weekend października wybraliśmy się do Zatoru z Dimą, Anią i małą Oliwką. W tej miejscowości znajduje się największy w Polsce park rozrywki Energylandia.


Pojechałam do Katowic już w sobotę, tam nocowali Dima z Anią, a ja przejechałam się dalej do Marty do Zabrza. Udało mi się załapać w Kato na Śląski Festiwal Piwa i posilić się wegetariańskim hamburgerem oraz zobaczyć palmy na rynku :) coraz korzystniej to miasto wygląda!


Zabrze, typowe śląskie miasto, obrzydzane przez rodowitych mieszkańców, zaskoczyło mnie wieczorem i rano całkiem malowniczym krajobrazem. 


Lidka z Rafałem też mają park rozrywki tuż koło domu ;) właściwie mogliśmy nie jechać, tylko zostać na miejscu... ;) ale wtedy chyba ludzie z Foksal śmialiby się z nas przez pół roku :P



Tak! Jesteśmy! Bilet kupiliśmy przez ofertę na Grouponie i zaoszczędziliśmy łącznie na jednym całym bilecie. Atrakcji było co niemiara. Na początku poszliśmy z Dimą na najwyższy i najbardziej ekstremalny rollercoaster "Mayan" (czerwona konstrukcja za mną na zdjęciu), bo jeszcze nie było tam kolejek. Niby się nie bałam, ale jakoś frajdy z tego nie było. Chyba musiałam znaleźć dla siebie coś innego.

Uczucie wgniatania żołądka nie po śniadaniu,
więc na tę atrakcję wybrali się tylko Ania z Dimą, ja odpuściłam.

Formuła 1. Dima namówił, to wsiadłam.
Cała jazda trwa zaledwie 20 sekund, więc nawet nie zdążysz się przestraszyć ;)
prędkość na starcie zawrotna, potem kilka pętli i właściwie wysiadasz i pytasz: Jak to, już?

Yeah! Brazil! 



Oliwka ma 7 miesięcy, ale też chce się bawić w wesołym miasteczku.
Najbardziej cieszyła się z jazdy na koniku na karuzeli :)

Selfie w samolociku ;)

Dywaniki! Ostatni raz jeździłam na tym w 2000 roku w Krynicy. Dalej jest ekstra!

 Jazdaaaa!!
Dragon Rollercoaster był dla mnie najlepszą atrakcją i poszłam na niego dwa razy.
Tak na pożegnanie :)
Miejsce świetne dla całej rodziny, ale i dla paczki przyjaciół w różnym wieku :) nawet atrakcje dla mniejszych dzieci są fajne :) następny raz pewnie dopiero w nowym sezonie...


__________________________