Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z luty, 2012

Dangerous minds

Gangsta's paradise
Coolio Feat. L.V.

As I walk through the valley of the shadow of death
I take a look at my life and realise there's nothing left
Couse I've been blasting and laughing so long, that
Even my momma thinks that my mind is gone
But I ain't never cross the man that didn't deserve it
Me be treated like a punk you know that's unheard of
You better watch how you're talking, and where you're walking
Or you and your homies might be lying in chalk
I really hate to trip but i gotta loc
As they groove I see myself in the pistol smoke, fool
I'm the kinda G the little homies wanna be like
On my knees in the night, saying prayers in the streetlight

Chorus:

've been spending most their lives
Living in the gangsta's paradise
've been spending most their lives
Living in the gangsta's paradise
keep spending most our lives
Living in the gangsta's paradise
keep spending most our lives
Living in the gangsta's par…

Keith

No i po zjeździe... Pozytywny scenariusz się sprawdził, a nawet przeszedł najśmielsze oczekiwania :) drużyna warszawska po zaledwie miesiącu przygotowań zajęła 4. miejsce w konkursie biblijnym, prawie wszyscy pathfindersi złożyli przyrzeczenie, dzieci nie rozniosły WSTH, a my, opiekunowie, przeżyliśmy :) czyż nie jest to powód do ogromnej radości? ;)  Jedynym smutnym akcentem na zakończenie zjazdu była wiadomość o rychłym wyjeździe Brata Komendanta z Polski... Nie mogłam powstrzymać łez. Trzy lata szczerej przyjaźni, w tym prawie rok współpracy w służbie dla dzieci, wspólne wyjazdy, obozy, wsparcie w rozkręceniu drużyny... Bardzo będzie mi brakowało tego pozytywnie zakręconego człowieka. 

Nadmiar wolnego czasu i ciężkie przeżycia owocują sięganiem po głupie filmy... Może nie do końca głupie, ale z pewnością wyciskacze łez i nakręcacze emocji. "Keith" rozwalił mnie doszczętnie wczoraj wieczorem, za każdym razem, jak patrzyłam na pucułowatą twarz z ciemnymi, roztarganymi włosami…

Druhno, druhno, czemu buzię chowasz, aha?

Tydzień pod znakiem miecza i baraniego rogu, czyli Ogólnopolski  Zjazd Pathfindersów w Podkowie Leśnej w sobotę... Nawet nie macie pojęcia, jak to się odcisnęło na mojej psychice. Od tygodnia nie śpię i nie jem normalnie, a wręcz śnią mi się katastroficzne wizje... Dzisiaj miałam niepożądaną umysłową aktywność od pierwszej do czwartej rano, wbrew potrzebom umęczonego ciała, które chciało odpoczywać. A przedpołudnie było czasem wytężonej bieganiny po Warszawie z Bratem Komendantem w celu zakupu odpowiednich gadżetów na zjazd... Ale przecież dobrze się bawiliśmy, odkrywając różne nieznane miejsca, prawda? ;) taka gra miejsca z nawigacją w telefonie :P lubimy to ;) Pozostaje trzymać się optymistycznej wersji: dzieci zaliczą wszystko i podejdą do przyrzeczenia, będą dobrze odpowiadać na pytania, zrobią pantomimę, pomalujemy jutro z kadrą kamień, zrobimy krzyżówkę, próba w piątek też się uda, pytania będą gotowe przed czwartkiem... Będzie dobrze, wszak gramy z byłym gitarzystą TGD ;) Ale ni…

Alte Liebe rostet nicht...?

Belle ami
Bajm

Więc tak już musi być
Gdzie ja tam i Ty
I tak i nie
Raz uśmiech i łzy
Belle ami

Po dniu przychodzi noc
Po złym dobry rok
I tak i nie
Czy spełnią się sny
Belle ami

Przytul mnie pada śnieg
I na tak i na nie
I na to co w nas czasem złe
Niebo ma w tym jeden cel

Więc bądź, bądź tak jak ja
Na zły, dobry czas
Jak tak i nie
Jak uśmiech i łzy
Belle ami

***

Dzisiaj Walentynki, więc wrzucę coś sentymentalnego ze wspomnień licealnych, kiedy jeszcze uprawiałam coś takiego, jak pamiętnik muzyczny i piosenki kojarzyły mi się z osobami i sytuacjami. A przypomniał mi się ten kawałek przez jedną osobę, której nie widziałam właśnie od liceum właśnie, a która jakoś niedawno się odezwała z prośbą o numer telefonu, a dzisiaj nawet zadzwoniła i złożyła życzenia walentynkowe... No, dobra, wiadomo, że chodzi o chłopaka, nie będę się czaić :P  ale nie w tym sensie, jak sobie myślicie :P wyleczyłam się z budowania zamków na lodzie, a jeśli już je stawiam, to nazywam rzeczy po i…

Mężczyźni wolą blondynki

Lubicie stare filmy? Ostatnio mnie ciągnie do tych uroczych obrazów z migającą taśmą, romantyczną orkiestrą teatralnym angielskim i błyszczącymi kostiumami. Magiczny, inny świat, który już nigdy nie powróci... Teraz się już takich filmów nie kręci, są takie... naturalistyczne, oddarte z wdzięku. Dlatego dobrze jest sobie przypomnieć takie momenty :)
Pozostawiam was z najpiękniejszą blondynką wszech czasów i jej nieśmiertelną piosenką. Chociaż mi (mentalnie) zdecydowanie bardziej odpowiada piosenka brunetki ;)

Gdyby...

Nie wiem, jak wam, ale mi refleksje o życiu często przychodzą po obejrzeniu jakiegoś filmu lub przeczytaniu książki. Mój tata zwykł mawiać: "Film trzeba przeżyć, a nie od razu przełączać na kolejny". Nigdy nie urywał w momencie pojawiania się końcowych napisów, pozostawiał zawsze muzykę w tle albo delikatnie wyciszał. Uśmiechaliśmy się ukradkiem z jego patetyzmu, ale jednak miał w tym rację. Często w tych ostatnich momentach filmu pojawiały się naprawdę głębokie myśli.
Kilka dni temu obejrzałam w końcu hit kinowy z ubiegłego roku: "Kod nieśmiertelności". Nie wstrząsnął mną, jak innymi, nie wywarł na mnie zbyt wielkiego wrażenia, ale pozostały jednak pewne refleksje, zgodnie z maksymą taty: "Film trzeba przeżyć". Zastanawiałam się, co o życiu może mi opowiedzieć fikcyjna historia o powrotach do przeszłości, aby zapobiec katastrofie pociągu, albo, jak niektórzy ten film określają, metoda "Jak poderwać laskę w 8 minut?" Minęło kilka dni... i zrozu…

The pursuit of happyness

"Don't ever let someone tell you, you can't do something. Not even me. You got a dream, you got to protect it. People can’t do something themselves, they want to tell you you can’t do it. You want something, go get it. Period. All right?"
Kiedy przychodzi ci chęć na narzekanie na swój marny los, jak to ci się w życiu nie układa i jakie ono jest niesprawiedliwe - "The pursuit of happyness" z Willem Smithem zatka ci usta. To prawdziwa historia Chrisa Gardnera, który od życiowego nieudacznika i bankruta staje się milionerem, walcząc z wszelkimi możliwymi przeciwnościami losu, takimi jak utrata mieszkania, odejście żony oraz wyścig szczurów. Łzy w oczach głównego bohatera na końcu filmu nie pozostają bez odzewu i uświadamiają, że wszystko w życiu, co nazywamy szczęściem, jest tak naprawdę niejednolitym obrazem, wypełnionym kolorami uśmiechów oraz łez.

Poinformuję tylko tonem obojętnym, aby nie być posądzonym o narzekanie, iż nastały mrozy i słoneczna pogoda od…