środa, 29 lutego 2012

Dangerous minds



Gangsta's paradise
Coolio Feat. L.V.

As I walk through the valley of the shadow of death
I take a look at my life and realise there's nothing left
Couse I've been blasting and laughing so long, that
Even my momma thinks that my mind is gone
But I ain't never cross the man that didn't deserve it
Me be treated like a punk you know that's unheard of
You better watch how you're talking, and where you're walking
Or you and your homies might be lying in chalk
I really hate to trip but i gotta loc
As they groove I see myself in the pistol smoke, fool
I'm the kinda G the little homies wanna be like
On my knees in the night, saying prayers in the streetlight

Chorus:

've been spending most their lives
Living in the gangsta's paradise
've been spending most their lives
Living in the gangsta's paradise
keep spending most our lives
Living in the gangsta's paradise
keep spending most our lives
Living in the gangsta's paradise

The getto situation, they've got me facing
I can't live a normal life, I was raised by the street
So I gotta be down with the hood team
Too much television watching got me chasing dreams
I'm an educated fool with money on my mind
Got my tin in my hand and a grim in my eye
I'm a low down gangsta set trippin' banger
And my homies is down so don't arouse my anger, fool
Death ain't nothing but a heartbeat away
I'm living life, do or die, what can I say
I'm 23 now, but will I live to see 24 ?
The way things are going I don't know

Tell me why are we, so blind to see
That the one's we hurt, are you and me
've been spending most their lives
Living in the gangsta's paradise
've been spending most their lives
Living in the gangsta's paradise
keep spending most our lives
Living in the gangsta's paradise
keep spending most our lives
Living in the gangsta's paradise

Power and the money, money and the power
Minute after minute, hour after hour
Everybody's running, but half of them ain't looking
What's going on in the kitchen, but I don't know what's cooking
They say I gotta learn, but nobody's here to teach me
If they can't undersstand it, how can they teach me
I guess they can't, I guess they won't
I guess they front, that's why I know my life is out of luck, fool

Repeat chorus

Tell me why are we, so blind to see
That the one's we hurt, are you and me
Tell me why are we, so blind to see
That the one's we hurt, are you and me

***
Nie mogłam przegapić takiej okazji, żeby nie uwiecznić jakoś 29 lutego. Na zewnątrz słonecznie, prawie wiosennie, a ja  tkwię w domu rozłożona jakąś nędzną grypą :/ doprawdy, musiało mnie to dopaść w środku tygodnia?
Obejrzałam wczoraj dwa filmy wychowawcze (pomijając wulgaryzmy): "Buntownik z wyboru" z Mattem Damonem i "Młodzi gniewni". Nie mogłam się powstrzymać od płaczu podczas sceny przebaczenia dla Willa:
 Natomiast "Młodzi gniewni" już mniej mnie poruszyli, może za szybko po tamtym filmie włączyłam kolejny, natomiast muzyka wkręciła się mocno. Film-legenda, chociaż jak dla mnie mało realistyczny.
Ponieważ dzisiaj mam przymusowe wolne, to pewnie też coś obejrzę...

wtorek, 28 lutego 2012

Keith

No i po zjeździe... Pozytywny scenariusz się sprawdził, a nawet przeszedł najśmielsze oczekiwania :) drużyna warszawska po zaledwie miesiącu przygotowań zajęła 4. miejsce w konkursie biblijnym, prawie wszyscy pathfindersi złożyli przyrzeczenie, dzieci nie rozniosły WSTH, a my, opiekunowie, przeżyliśmy :) czyż nie jest to powód do ogromnej radości? ;)
 Jedynym smutnym akcentem na zakończenie zjazdu była wiadomość o rychłym wyjeździe Brata Komendanta z Polski... Nie mogłam powstrzymać łez. Trzy lata szczerej przyjaźni, w tym prawie rok współpracy w służbie dla dzieci, wspólne wyjazdy, obozy, wsparcie w rozkręceniu drużyny... Bardzo będzie mi brakowało tego pozytywnie zakręconego człowieka. 


Nadmiar wolnego czasu i ciężkie przeżycia owocują sięganiem po głupie filmy... Może nie do końca głupie, ale z pewnością wyciskacze łez i nakręcacze emocji. "Keith" rozwalił mnie doszczętnie wczoraj wieczorem, za każdym razem, jak patrzyłam na pucułowatą twarz z ciemnymi, roztarganymi włosami głównego bohatera.
 Nadal nie umiem nie reagować emocjonalnie na historie miłosne, jeszcze kończące się śmiercią. Kuba twierdzi, że romansidła dla kobiet (książki czy filmy) są tak samo szkodliwe, jak pornografia dla mężczyzn. I to bynajmniej nie z powodu scen seksu - tworzą one raczej  iluzoryczny obraz, przez co trudno jest pogodzić się z rzeczywistością i w niej normalnie funkcjonować, a ponadto człowiek uzależnia się od wrażeń, które przeżywa w wyobraźni. 
Wiem, że jestem osobą bardzo emocjonalną, chociaż nie zawsze to po mnie widać, gdyż większość przeżyć odbywa się bardziej w głębi. Już kilka lat temu zdecydowałam, że nie będę czytać romantycznych powieści, żeby nie pobudzać wyobraźni (a pochłaniałam książki półkami), potem uznałam, że ten sam efekt wywołuje u mnie muzyka, więc przestałam słuchać nastrojowej muzyki, ostatnio nadrabiam zaległości w filmach i od czasu do czasu się trafi jakiś melodramat. I wtedy całe tygodnie wysuszenia emocjonalnego, kiedy człowiek jest maksymalnie skupiony na jakimś ważnym zadaniu, powtarzając sobie sumiennie, że nie ma głowy do takich głupot, biorą w łeb w ciągu jednego seansu. Ale przecież nie da się tak zupełnie odciąć od sfery emocjonalnej życia, zawalić się robotą, żeby niczego nie czuć i nie pobudzać strun, które niebezpiecznie drgają. I tak się okazuje, że to w człowieku siedzi mocniej, niż przypuszczał...
 Potrzebuję wrócić do równowagi...



środa, 22 lutego 2012

Druhno, druhno, czemu buzię chowasz, aha?



Tydzień pod znakiem miecza i baraniego rogu, czyli Ogólnopolski  Zjazd Pathfindersów w Podkowie Leśnej w sobotę... Nawet nie macie pojęcia, jak to się odcisnęło na mojej psychice. Od tygodnia nie śpię i nie jem normalnie, a wręcz śnią mi się katastroficzne wizje... Dzisiaj miałam niepożądaną umysłową aktywność od pierwszej do czwartej rano, wbrew potrzebom umęczonego ciała, które chciało odpoczywać. A przedpołudnie było czasem wytężonej bieganiny po Warszawie z Bratem Komendantem w celu zakupu odpowiednich gadżetów na zjazd... Ale przecież dobrze się bawiliśmy, odkrywając różne nieznane miejsca, prawda? ;) taka gra miejsca z nawigacją w telefonie :P lubimy to ;)
Pozostaje trzymać się optymistycznej wersji: dzieci zaliczą wszystko i podejdą do przyrzeczenia, będą dobrze odpowiadać na pytania, zrobią pantomimę, pomalujemy jutro z kadrą kamień, zrobimy krzyżówkę, próba w piątek też się uda, pytania będą gotowe przed czwartkiem... Będzie dobrze, wszak gramy z byłym gitarzystą TGD ;)
Ale niech wyrazem mojego stanu fizyczno-emocjonalnego będzie poniższa piosenka.



Czuwaj - z okazji Dnia Myśli Braterskiej.

wtorek, 14 lutego 2012

Alte Liebe rostet nicht...?




Belle ami
Bajm

Więc tak już musi być
Gdzie ja tam i Ty
I tak i nie
Raz uśmiech i łzy
Belle ami

Po dniu przychodzi noc
Po złym dobry rok
I tak i nie
Czy spełnią się sny
Belle ami

Przytul mnie pada śnieg
I na tak i na nie
I na to co w nas czasem złe
Niebo ma w tym jeden cel

Więc bądź, bądź tak jak ja
Na zły, dobry czas
Jak tak i nie
Jak uśmiech i łzy
Belle ami

***

Dzisiaj Walentynki, więc wrzucę coś sentymentalnego ze wspomnień licealnych, kiedy jeszcze uprawiałam coś takiego, jak pamiętnik muzyczny i piosenki kojarzyły mi się z osobami i sytuacjami. A przypomniał mi się ten kawałek przez jedną osobę, której nie widziałam właśnie od liceum właśnie, a która jakoś niedawno się odezwała z prośbą o numer telefonu, a dzisiaj nawet zadzwoniła i złożyła życzenia walentynkowe... No, dobra, wiadomo, że chodzi o chłopaka, nie będę się czaić :P  ale nie w tym sensie, jak sobie myślicie :P wyleczyłam się z budowania zamków na lodzie, a jeśli już je stawiam, to nazywam rzeczy po imieniu: to są zamki na lodzie i istnieją tylko w mojej głowie... Ale jakie życie byłoby szare i nudne, gdyby nie własne zamki ;)
To zabawne, że mijają lata, dziwne i zwariowane, przetacza się przez człowieka tysiące sytuacji, poznaje setki różnych nowych osób, dawno już o niektórych zapomniał, a oni się nagle odzywają i okazuje się, że nic się nie zmienili... Ale chyba moje podejście się zmieniło, bo piosenka już nie brzmi, jak dawniej... 
To wrzucam coś nieznanego. Wszak Bajm się nie zmienia i brzmi tak samo dobrze :)



A na koniec filuterne życzenia z okazji komercyjnego święta nachalnych pseudoadoratorów: Happy Valentine's Day, bejbe, czyli w domyśle "bujaj się na bambus, lamerze". Całkiem w moim bezpretensjonalnym, wrednym stylu. Żeby nie było za słodko.

wtorek, 7 lutego 2012

Mężczyźni wolą blondynki



Lubicie stare filmy? Ostatnio mnie ciągnie do tych uroczych obrazów z migającą taśmą, romantyczną orkiestrą teatralnym angielskim i błyszczącymi kostiumami. Magiczny, inny świat, który już nigdy nie powróci... Teraz się już takich filmów nie kręci, są takie... naturalistyczne, oddarte z wdzięku. Dlatego dobrze jest sobie przypomnieć takie momenty :)
Pozostawiam was z najpiękniejszą blondynką wszech czasów i jej nieśmiertelną piosenką. Chociaż mi (mentalnie) zdecydowanie bardziej odpowiada piosenka brunetki ;)

niedziela, 5 lutego 2012

Gdyby...


Nie wiem, jak wam, ale mi refleksje o życiu często przychodzą po obejrzeniu jakiegoś filmu lub przeczytaniu książki. Mój tata zwykł mawiać: "Film trzeba przeżyć, a nie od razu przełączać na kolejny". Nigdy nie urywał w momencie pojawiania się końcowych napisów, pozostawiał zawsze muzykę w tle albo delikatnie wyciszał. Uśmiechaliśmy się ukradkiem z jego patetyzmu, ale jednak miał w tym rację. Często w tych ostatnich momentach filmu pojawiały się naprawdę głębokie myśli.
Kilka dni temu obejrzałam w końcu hit kinowy z ubiegłego roku: "Kod nieśmiertelności". Nie wstrząsnął mną, jak innymi, nie wywarł na mnie zbyt wielkiego wrażenia, ale pozostały jednak pewne refleksje, zgodnie z maksymą taty: "Film trzeba przeżyć". Zastanawiałam się, co o życiu może mi opowiedzieć fikcyjna historia o powrotach do przeszłości, aby zapobiec katastrofie pociągu, albo, jak niektórzy ten film określają, metoda "Jak poderwać laskę w 8 minut?" Minęło kilka dni... i zrozumiałam.
Rozmawiałam z jednym młodym człowiekiem na fb i, jak to zwykle bywa, kiedy rozmawia się z kimś wirtualnie, a nie na żywo, wynurzyły się tematy "spod osierdzia", takie "męskie rozmowy o życiu i śmierci", cytując Osła. Zupełnie niespodziewanie mi samej stanęły przed oczami wspomnienia z życia oraz pojawiły się myśli: a gdyby było możliwe zrobić tak, jak w tym filmie - wrócić do tamtych chwil, przeżyć je jeszcze raz, nie spotkać tej czy tamtej osoby albo spotkać ją w innych okolicznościach; może wtedy sprawy potoczyłyby się zupełnie inaczej? Wielka pokusa, aby móc samemu sterować swoim życiem, decydować o jego biegu swoją mądrością, doświadczeniem, technologiami,które pozwalają nam wszystko naprawić... Chodziłam jak odurzona po tej rozmowie, nie będąc w stanie skupić się na swoich obowiązkach, a było ich sporo... Zaczęłam nawet żałować, po co ja z nim w ogóle o tym rozmawiałam? Dlaczego mam takie zamieszanie w głowie?
Dostałam dziwną odpowiedź podczas sobotniego nabożeństwa, zawierającą się w jednym zdaniu: Bóg jest precyzyjny. Nietrudno to dostrzec, obserwując przyrodę czy badając strukturę atomu lub budowę człowieka; trudno jest uwierzyć, że w przypadku naszego życia Bóg jest tym samym precyzyjnym Bogiem, który ukształtował atom. Trudno zrozumieć, dlaczego pewne wydarzenia dzieją się tak długo, zbyt długo, a inne nie zdarzają się wcale; nieraz chciałoby się nanieść poprawki na nasz scenariusz życia i krzyknąć: "ale w tej sytuacji to się pomyliłeś, Boże, to wcale nie było dobre, że się tutaj znalazłam."
Był jednak dalszy ciąg tej odpowiedzi. Dzisiaj razem ze znajomymi studiowaliśmy historię Jakuba z Księgi Rodzaju, przyglądając się mu z różnych stron i analizując jego życie, dlaczego doszło do pewnych wydarzeń. I znowu posypały się spekulacje "co by to było, gdyby nie zrobił tego czy tego", aż w pewnym momencie dotarło do mnie, że ta cała dyskusja to wewnętrzny krzyk każdego z nas o uwolnienie od  naszej przeszłości, od wspomnień, które nam tkwią głęboko w pamięci. Jakbyśmy wierzyli, że jeśli wytłumaczymy zachowanie Jakuba, to znajdziemy rozwiązanie i dla nas.
I znowu jak bumerang powróciło do mnie hasło: Bóg jest precyzyjny. W życiu Jakuba, tak poplątanym jak tylna strona gobelinu, również widać Bożą precyzję, za którą Jakub dziękuje Bogu pod koniec swego życia, widząc piękny obraz Jego prowadzenia i troski.
Po tym wszystkim stwierdziłam, że  słowo "gdyby" jest niebezpieczne, jest wybiegiem do innej rzeczywistości, niż ta, która jest teraz. A przecież prawdziwe życie nie jest rozpamiętywaniem przeszłości, która odeszła, ani spekulacjami o przyszłości, której nie znamy, ale jest teraz, w tym momencie. Teraz jest jedyna szansa, żeby przeżyć to życie naprawdę, nie żałując i nie snując nierealnych marzeń.
Wiem, że jest to trudne dla mnie, bo jestem niepoprawnym marzycielem, ale nie chcę przegapić prawdziwego życia, marząc o nim.


Pozostawiam was na koniec z piosenką TGD "Panie nasz" i jej tekstem:

"My biegniemy, by poznać Ciebie,
my biegniemy, by zyskać życie swe
chcemy żyć naprawdę,
żyć naprawdę."

środa, 1 lutego 2012

The pursuit of happyness



"Don't ever let someone tell you, you can't do something. Not even me. You got a dream, you got to protect it. People can’t do something themselves, they want to tell you you can’t do it. You want something, go get it. Period. All right?"

Kiedy przychodzi ci chęć na narzekanie na swój marny los, jak to ci się w życiu nie układa i jakie ono jest niesprawiedliwe - "The pursuit of happyness" z Willem Smithem zatka ci usta. To prawdziwa historia Chrisa Gardnera, który od życiowego nieudacznika i bankruta staje się milionerem, walcząc z wszelkimi możliwymi przeciwnościami losu, takimi jak utrata mieszkania, odejście żony oraz wyścig szczurów. Łzy w oczach głównego bohatera na końcu filmu nie pozostają bez odzewu i uświadamiają, że wszystko w życiu, co nazywamy szczęściem, jest tak naprawdę niejednolitym obrazem, wypełnionym kolorami uśmiechów oraz łez.

Poinformuję tylko tonem obojętnym, aby nie być posądzonym o narzekanie, iż nastały mrozy i słoneczna pogoda od dni kilku. Ponadto ferie zimowe przeszły płynnie z województwa mazowieckiego i suwerennych do kolejnych, zgodnie z prawem dziedziczenia. Codzienny zestaw nader rozlicznych obowiązków nie pozwala na marnotrawienie cennego czasu, a także rozbujanie myśli w niewłaściwym kierunku, co jest niezwykle korzystne przy moim statusie duchowo-emocjonalnym.
Pozytywnie? Może nie do końca, ale z pewnością nie zniechęcająco.
Radosnej zimy życzę wszystkim ;)