środa, 30 kwietnia 2008

V Konkurs Recytacji Poezji i Prozy Niemieckojęzycznej

Rok temu, kiedy akompaniowalam Oli do "Kolysanki" Brechta (niezapomniany strój Pakistanki;), a potem patrzylam z zapartym tchem na ogniste tango Patrycji i Pawla, podczas gdy Ola śpiewala "Der Morgen danach", z żalem żegnalam się ze starym, dobrym liceum i najlepszym konkursem poezni niemieckiej, w jakim bralam udzial... A jednak wydarzylo się inaczej :) w tym roku z okazji jubileuszu zaproszono mnie i Olę do zaśpiewania malego recitalu, czyli naszych The Best of The Best :) i znowu zagrzmial Brecht, zaplakal Rilke i krzyknela Celine Rosenkind :) to bylo niesamowite, pomimo straszliwego (jak zwykle) poglosu i trzaskającego naglośnienia ;) tradycyjny wystawny obiad i upominki jako podziekowanie : eleganckie kompleciki z notesikiem i dlugopisem z krysztalami Svarowskiego ;) wszystko potoczylo się tak szybko, za szybko...
Moim mottem zeszlorocznego konkursu bylo haslo z produktów Sheepworld:
OHNE DICH IST ALLES DOOF.
Portfel, olówki, piórnik, wszystko przypominalo, jak to beznadziejnie smutno jest czlowiekowi, kiedy nie ma przy nim przyjaciela...

W tym roku znalazlam w Niemczech nową serię z napisem:
WENN WIR ZUSAMMEN SIND, IST ALLES ANDERE PUPSEGAL.
W optymistycznej zieleni, kolorze nadziei...
Może nie do końca, jak na tym obrazku, ale jest dobrze :)
I tego się trzymajmy :)

niedziela, 27 kwietnia 2008

Powiew zmian...

Nie ma na tej ziemi nic trwalego i nic nie trwa wiecznie. W tym roku przekonalam się o tym szczególnie.
Rodzice kupili wreszcie dom. Na końcu świata - ale tym ladniejszym :) No, nie tak daleko, od miejsca, gdzie obecnie mieszkamy, to jakieś kilkanaście kilometrów na poludnie. Tata jeździ, kiedy może i remontuje, bo w środku jest jednak sporo roboty. Na wakacjach przeprowadzka. A od września mieszkamy z rodzeństwem w Rzeszowie - bo jednak stamtąd jest za daleko, żeby dojeżdżać autobusem do szkoly. No to będzie szkola samodzielności...

Zazwyczaj staralam się nadawać każdemu miejscu, w którym mieszkalam, jakąś nazwę. Dom bez nazwy to jakby czlowiek bez imienia - niczyj i nikomu niepotrzebny.
Na zawsze we wspomnieniach zostanie Śliwowe Wzgórze:

Śliwowe Wzgórze leży w samym środku Wszechświata. Zawieszone między ziemią a niebem dąży usilnie do nieba, a przy ziemi utrzymuje je kotwica człowieczeństwa. Trudno powiedzieć, jak bardzo jest z nimi związane. Leży na tyle wysoko, by być jak najbliżej Boga i na tyle nisko, by można było bezpiecznie zeskoczyć na twardą rzeczywistość. (...)
Kiedyś powrócimy tu razem.
Usiądziemy na drewnianej ławce pod pnącą różą i nagle wszystko stanie się jasne i oczywiste. Trwałe i niezmienne. I żadna siła na świecie tego nie zmieni.

A potem nastala epoka Królestwa - czyli koniec dzieciństwa... Zwischen Klassik und Romantik...

A teraz po roku mieszkania w cudzym domu i burzliwych poszukiwaniach mamy swoja Willę z bazin ;) W tej wieżyczce z balkonem jest pokój dwóch księżniczek: mój i Oli ;)

Znalazlam od razu miejsce dla siebie: ten uroczy zakątek z drzewami to istna Świątynia Dumania :)
Wiem, że nie będę się tutaj czula zupelnie jak w domu, w końcu będę przyjeżdżać tam tylko na weekendy... Ale tam będą rodzice, więc tam jest dom...

I tak kiedyś będę musiala poszukać domu dla siebie i czlowieka, którego pokocham. Mojego wlasnego, któremu razem nadamy nazwę. Będzie tam wiele przytulnych miejsc, gdzie będzie można spędzać czas i odpoczywać. Będzie salon z kominkiem i fortepianem. I będziemy razem grać i śpiewać wieczorami... I uśmiechać się do siebie...

Tak sobie marzę czasami...