czwartek, 30 lipca 2015

#postanowiłam 10 lat temu


Dokładnie 10 lat temu podjęłam najważniejszą decyzję w moim życiu: #postanowiłam chodzić z Bogiem. Tak świadomie, w pełni się angażując, będąc częścią kościoła, służąc w nim i wypełniając wszystkie biblijne zalecenia. 
Pochodzę z wierzącej rodziny, nie przeżyłam spektakularnego nawrócenia ani życiowej rewolucji. Nie chodziłam na imprezy, nie piłam ani nie paliłam. Byłam raczej grzeczna i moje jedyne objawy buntu to było słuchanie ciężkiego rocka przez kilka miesięcy przed chrztem. Ale widziałam moich kolegów, którzy się wahali, czy warto zostać chrześcijaninem, czy lepiej dać sobie spokój z tymi wszystkimi ograniczeniami. Ja postanowiłam podjąć wyzwanie. Ich losy potoczyły się w nieciekawych kierunkach, nie wiedzą, jak wrócić i wszystko zmienić. To pokazało mi, że powzięłam dobrą decyzję. 
Przez te 10 lat wydarzyło się w moim życiu tyle rzeczy, ile nie działo się przez poprzednich dziewiętnaście. Znalazłam swoje miejsce w służbie w kościele. Odkryłam swoje zdolności. Osiągnęłam rzeczy, o których marzyłam jako dziecko. Zdobyłam potężną ilość wiedzy z Biblii i całą masę praktycznych doświadczeń. Przeżywałam najlepsze i najgorsze chwile życia. Poznałam mnóstwo ludzi. Objechałam mały kawałeczek świata i wierzę, że to jeszcze nie koniec! 
Wydaje ci się, że życie z Bogiem to koniec prawdziwych przygód? Przeciwnie, to dopiero początek.
Ja już #postanowiłam. A ty?

środa, 29 lipca 2015

Muły, na których jeżdżą aniołowie



"Każdy potrafi być chrześcijaninem w zgromadzeniu, ale tylko prawdziwi chrześcijanie są chrześcijanami w domu." 

Camp, After Camp i czas wracać do domu. Nie planowałam zostawać na After Campie, ale okoliczności w pracy tak się złożyły, że w tym tygodniu miałam wolne i z radością przedłużyłam sobie pobyt w Zatoniu. Jak odzipnę, napiszę relację na stronę, niebawem będzie filmik z parku linowego i dokleję go do posta.
A tymczasem wracam do domu. Pojechałyśmy z Maćkiem do Łodzi, stamtąd pociągiem do Warszawy i na koniec kolejką do Michałowic. Przez całą drogę samochodem słuchaliśmy muzyki, a w pociągu zabrałam się za książkę. Bardzo ciekawa lektura, najnowsza pozycja Clifforda Goldsteina, która jest zbiorem felietonów. Jeśli mam wydawać ostatnią gotówkę na książki, to najlepiej na jakieś wartościowe. 
Będąc na campie miałam czas nieustannie zajęty i nie miałam nawet potrzeby korzystania z internetu. Nie robiłam żadnych zdjęć na Instagrama, nie gadałam z nikim na czacie, a Facebook był absolutnie niepotrzebny, bo wszyscy znajomi, z którymi utrzymywałam kontakt, byli na campie. Teraz wracam do codzienności i znowu czeka na mnie mój pokój, praca i kontakty wirtualne. Z przerażeniem myślę, jak zabiję ten nadmiar czasu. Może zaplanuję sobie oglądanie zaległych wykładów, żeby nie wyjść z trybu campowego? A może wymyślę sobie jakieś inne kreatywne zajęcia? Trzeba być aktywnym!

środa, 22 lipca 2015

Camp w skrócie



Krótki ten camp w tym roku, ale intensywny. Wydaje się, że jak nie prowadzę chóru codziennie, to powinnam mieć masę czasu. Ale okazuje się, że znaleźć chwilę na napisanie kilku zdań jest trudnym zadaniem. Zobowiązałam się wobec Daniela, że będę pisać regularnie notatki z każdego dnia i przez to muszę być na większości programów, żeby wiedzieć, co się dzieje. Zabieram komputer dosłownie gdzie się da i piszę. Robię notatki z wykładów Ranko Stefanovica, a wykłady są bardzo dobre. Jak przyjeżdża specjalista z Generalnej Konferencji od Objawienia, to jest czego posłuchać ;) a oprócz samej teologicznej treści jest też czas na pytania i odpowiedzi i wiele wątpliwości jest wyjaśnianych przez przedstawienie oficjalnego stanowiska kościoła. Nie wszystkim się to podoba, bo przyzwyczaili się do swoich lokalnych poglądów i ciężko im zrozumieć ten obiektywny punkt widzenia. Ja się cieszę, bo będę miała do czego zerkać, kiedy już po wakacjach wrócimy do naszego studium Objawienia z młodzieżą. Chętnie bym się tym podzieliła, czego się dowiedziałam, ale ciężko mi ogarnąć moje notatki, pewnie łatwiej byłoby to opowiedzieć ;)

Co wieczór mamy program o 21. Był już "Jeden z dziewięciu", "Familiada", a jutro czeka nas "Jaka to melodia". Wiadomo, że w warunkach campowych nie stworzymy super ekstra oprawy, ale powiem ci, że to, co udało się nam dokonać, przerosło nasze oczekiwania. Wczoraj półtorej godziny przed wykładem chłopaki wzięli się za montowanie stołu z przyciskami i żarówkami do zgłaszania się zawodników. To było szalone przedsięwzięcie, ale dokonali tego. Kuba z Poznania zaplanował cały układ, wziął kilku chłopaków, narzędzia, znaleźli deskę, metalową konstrukcję stołu i zmajstrowali nieomal profesjonalny stół z przyciskami, lampami i to wszystko działało :) na "Jaka to melodia" będzie już gotowe. Wczoraj na Familiadzie mieliśmy pełny namiot, mnóstwo śmiechu i bawiliśmy się rewelacyjnie. Fajne jest to, że trafiają się tacy ludzie, którzy są zdolni i potrafią zrobić takie rzeczy. 
W niedzielę z Olą rozwaliłyśmy system: Ola wygrała Camparaton w kategorii kobiet, a ja zwyciężyłam w biblijnym konkursie diecezji na wzór "Jeden z dziewięciu". Ola zupełnie się nie spodziewała, zaczęła biegać od kilku tygodni, jak dobiegała do mety, nie wiedziała, że wygrała i cieszyła się potem przez cały dzień. Ja zostałam zwerbowana do konkursu na kilka godzin przed, usiadłam więc szybko z Biblią i zaczęłam sobie przypominać fakty. Spotkałam w kawiarence Adama Grześkowiaka, który mnie przeegzaminował z Nowego Testamentu: ile rozdziałów mają ewangelie, ile listów napisał Paweł i inne takie przeróżne ciekawostki. Na konkursie miałam sporo podobnych pytań, które mi Adam zadał ;) przez cały konkurs nie straciłam ani jednej szansy. Ludzie już buczeli na publiczności, kiedy brałam pytania na siebie :P ale potem podchodzili i gratulowali, bo nie widzieli jeszcze czegoś takiego. Błażej miał niewiele mniej punktów i na koniec Marek, który prowadził program, pękał z dumy, kiedy prezentował zbór, z którego pochodzimy. Ale mi nawet nie chodziło o to, żeby zwyciężyć (no, może trochę tak ;)  tylko żeby pokazać, że Biblię powinniśmy dokładnie znać i jest to możliwe. Po "Jeden z dziewięciu" przez kolejne dwa dni ludzie do mnie podchodzili i gratulowali, inni mnie znienawidzili, bo pokonałam ich diecezję, w dodatku śmiałam studiować w WSTH i to było strasznie niesprawiedliwe :P teraz się niektórzy boją, że jak wyjdę i wystąpię w jakimś konkursie, to ich zakasuję i nie będą mieli szans :P czuję się, jakbym chodziła do podstawówki i dzieciaki mi zazdrościli, że się uczę lepiej od nich. Czasami jest to mocno przytłaczające, kiedy widzę, że mocno odstaję od jakiejś normy. Co ja na to poradzę, że teologia to mój konik i że mam dobrą pamięć do nazw? Przecież nie będę udawać, że nie wiem, o co chodzi, żeby komuś nie było przykro. 

Pogodę mamy bardzo zmienną. W zasadzie jest trudno przewidzieć, czy za pół godziny się nie pogorszy. Dzisiaj było upalnie, ale już nadciągają chmury. Wczoraj było oberwanie chmury podczas wykładu. 

Pomimo obaw jest na campie sporo ludzi, dojeżdżają kolejni i są tradycyjne kolejki pod prysznic rano. Ale jest ciepła woda i dlatego nie ma co narzekać :)

Ciekawa rzecz jest z zespołem campowym. Nie ma całego składu New Heaven, tylko pozbierali różne dostępne osoby, śpiewają Kasia i Marta z naszego zespołu. Całkiem nieźle to brzmi, bo dziewczyny są raczej zgrane. Ale zwróciłam się do Daniela Kluski, że warto włączyć w repertuar campowy trochę pieśni dla starszej części campu, nie tylko same nowe pieśni młodzieżowe i zaczęli przed każdym wykładem grać także pieśni z naszego kościelnego śpiewnika: raz akustycznie, ze skrzypcami, raz z całym zespołem, ale wprowadziło to miłą odmianę i wydaje się, że ludzie są z tego zadowoleni :) wiadomo, że to jest camp młodzieżowy, ale mamy tutaj wszystkie pokolenia i trzeba ich wszystkich w miarę możliwości pogodzić.  

Cieszę się też z każdej decyzji naszych młodych pathfindersów, którzy podjęli w tym roku decyzje chrztu. Kuba Szambelan chrzci się na campie, Zuzia i Kasia Śleszyńskie miały chrzest miesiąc temu, Andrzej Popow ma chrzest w sierpniu, Kamil Olszewski na obozie... Nie będzie mnie w tym roku na obozie, ale jest planowany chrzest. To takie motywujące, że ta nasza praca dla młodzieży ma sens, że podejmują decyzje dla Boga, czują się potrzebni, są aktywni w kościele. Ekipa namiotowa na campie to w większości pathfindersi. Prowadzą też program popołudniowy dla dzieci i robią to z radością i zaangażowaniem, aż fajnie popatrzeć :)


Dobrze jest tu być z tymi wszystkimi ludźmi, z tą wielką rodziną. Będzie mi tego brakowało, kiedy wrócę do domu.

Relacje z poszczególnych dni campu dostępne tutaj.





czwartek, 16 lipca 2015

Nazywam się niebo.


Kupiłam nowego macbooka pro z 2012 roku. Kurier dojechał następnego dnia dosłownie przed wyjazdem na camp. Komputer ma 4 GB ramu, 500 GB dysk, 13-calowy ekran, jest szybki i zgrabny i bardzo dobrze mi się na nim pracuje :) Ma tylko jedną niedogodność: niemiecką klawiaturę. Nie przeszkadza mi to specjalnie, bo jak piszę, to prawie nie patrzę na klawiaturę i mam oczywiście ustawiony język polski, a niemieckie znaczki i tak mi się przydadzą do tłumaczenia :) 

Zdjęcie z podróży na camp. Zatrzymaliśmy się na krótką drzemkę dla kierowcy i wyszłam kawałek dalej w las i zobaczyłam taki niezwykły widok. Ktoś skomentował to: "Windows XP" ;)

Daniel nie mógł w tym roku przyjechać na camp i zobligował mnie do pisania mu codziennych relacji, żeby umieszczać to na stronie http://mlodzi.adwent.pl i żeby sporządzić potem artykuł na adwent.pl , chodzę więc z komputerem i robię na bieżąco notatki z tego, co się dzieje. Oczywiście są transmisje z porannych i wieczornych wykładów na hopechannel.pl , pewnie niedługo pojawią się zdjęcia, ale nie wszystko da się obiektywami zobaczyć :)

Dalszy ciąg relacji będzie pewnie przeklejeniem moich notatek dla Daniela.

wtorek, 14 lipca 2015

Reisefieber.



Ciężko wytrzymać na komputerowym głodzie, ale wczoraj przypomniałam sobie, że istnieją książki ;) nawet mam na półce kilka niereligijnych. Znalazłam jedną, której nie czytałam: "Wyprawa do wnętrza ziemi" Juliusza Verne. Zanim zabrałam się za lekturę, przeczytałam ciekawą biografię autora. Od najmłodszych lat fascynował się podróżami, a kiedy dorósł, odbywał podróże statkiem. Żył z pisania powieści przygodowych, które stały się prekursorami powieści fantastycznonaukowych. 
W latach dziecięcych przeczytałam "Tajemniczą wyspę", "W 80 dni dookoła świata" i próbowałam podejść do "20000 mil podmorskiej żeglugi", ale chyba nigdy jej nie skończyłam. Mialam wtedy nieco inne zainteresowania. "Wyprawę" pochłonęłam w jeden dzień. Niewiarygodne przygody oderwały moje myśli od natłoku spraw i zajęły czas. 
Dzisiaj dojrzałam do decyzji i po kilku konsultacjach kupiłam komputer, nas którym krążyłam niczym sęp od kilku dni.  Czuję Reisefieber tak silną, jak nigdy: i z powodu wyjazdu, i zakupu. Jutro przed wyjazdem na camp ma przyjechać kurier. Zobaczymy, czy dotrze i jak się będzie ta zacna maszyna sprawować.

poniedziałek, 13 lipca 2015

Nagrodą każdy dzień.


Od dwóch dni pakuję się na camp. Wstawiam prania, prasuję uprane rzeczy i pakuję je do walizki. To półtoratygodniowy wyjazd, prawie jak przeprowadzka, więc muszę mieć wystarczającą ilość ubrań. Ale tak naprawdę zabijam czas. Nie myślałam, że można się tak nudzić bez komputera. Przeglądam w nieskończoność na telefonie strony Allegro, zamęczam znajomych pytaniami o komputer (Tygrys już chyba wymiękł, Rozum odpowiedział wyczerpująco, bo zagaduję go raz na ruski rok, ale za mnie sprzętu nie wybierze) i wysyłam zapytania do sprzedawców. Nie mam zbyt wielkiego wyboru, właściwie krążę wokół jednego modelu, ale nie mogę go dobrze obejrzeć i się na niego zdecydować, więc moje myślenie trwa wieki. Jak ja nie lubię tego procesu wyboru. Zawsze tak jest, kiedy mam wydać większą ilość pieniędzy. Ten komputer ma mi chodzić przez parę lat, więc nie mogę kupić byle czego. Też tak macie?
Od kilku dni chodzi mi po głowie piosenka Tabb&Sound'n'Grace "Każdy dzień". Kiedy dopada mnie ostatnio zniechęcenie, to jakoś stawia do pionu. Najnowszą płytę przesłuchałam już kilka razy. Muzyka jest dosyć jednolita brzmieniowo, ale warto posłuchać tekstu, bo rzadko ostatnio tworzy się coś wartościowego. 
Mam pisać sprawozdania z każdego dnia dla Daniela, więc jest szansa, że będę się tu udzielać na bieżąco. 

https://m.youtube.com/watch?list=PLCswcxsrtExSKFZWdnYMNyV2hswlOkKw-&v=jwezo7J2RkQ&index=5

niedziela, 12 lipca 2015

Takie mamy lato.




Po fali upałów nastały burze i deszcze, które udaremniły plany na pikniki czy opalanie. Ale i tak w sobotę udało się zobaczyć coś ciekawego :) byliśmy w Sulejówku na urodzinach Julii i po sobotnim obiedzie poszliśmy na spacer. Zobaczyliśmy wille Moraczewskiego, Paderewskiego i Piłsudzkiego, czyli czołowych polityków Polski w latach międzywojennych. Zwiedziliśmy w srodku dworek Milusin, czyli dom Marszałka. Niestety wyposażenie zostało rozgrabione i powoli kompletują meble. Warto pojechać i zobaczyć, wstęp jest wolny, a okolica spokojna i przyjemna :)

Za kilka dni camp :) wyjeżdżam juz w srode. Nie wyobrażam sobie wakacji bez campu, od dziesięciu lat jeżdzę co roku :) tym razem nie prowadzę chóru. Nawet nie wiem, czy w tym roku bedzie chor. Ale przygotowałam "Jaka to melodia" i razem z innymi teleturniejami bedzie to tworzyć turniej trzech diecezji :) Zapowiada sie tyle ciekawych programów i wykładów, ze pewnie ten tydzien campu bedzie za krótki, zeby wszystko pomieścić :)

A komputer bede musiała zmienić szybciej, niż myslalam :( Kilka dni temu biedak padł, nie wiem, z jakiej przyczyny. Dysk rzęzi, ale nie moze wystartować. Tygrys ma go zobaczyc w tym tygodniu (specjalnie przyjechał z Aus, żeby go naprawić ;) hehe, żarcik) ale pewnie jedyne, co z nim zrobi, to wykręci dysk, zeby uratować dane. Jestem niepocieszona. Dopiero co go podkrecilam i chodził jak żyleta :( Rozglądam sie za jakimś nowym lub używanym w rozsądnej cenie. 

I jeszcze jedna nowina z ostatniego czasu: schudłam ponad 3 kg :) treningi zadziałały :) oczywiscie kontynuuję i chcę zwiększać intensywność, żeby isc dalej z wagą. Co za radość kupować ciuch w HM i wziac rozmiar mniejszy, niż zazwyczaj :)

Z powodu braku komputera i wyjazdu częstotliwość pisania bardzo sie zmniejszyła, ale staram się coś na Fb i instagrama aktualnego wrzucać. 
Miłych wakacji :) 

niedziela, 5 lipca 2015

Taka naga prawda.


69 lat temu w Paryżu pierwszy raz zaprezentowano publicznie kostium bikini (projektu Louisa Réarda). Nowy kostium nazwano od atolu Bikini, gdzie w owym czasie w trakcie Operacji Crossroad testowano amerykańską broń jądrową. Slogany reklamujące kostiumy bikini nawiązywały do wrażenia, jakie budziła śmiałość nowego kostiumu w odkrywaniu ciała kobiecego.  Strój, który zakrywał bardzo niewielkie fragmenty ciała, wiązał się oczywiście z rewolucją i zmianą postrzegania nagości, do czego nawiązuje poniższa piosenka.





Nie byłam świadoma tej szczególnej rocznicy, ale pogoda skłoniła nas do inauguracji sezonu kąpielowego. Znajomi wybrali się na wycieczkę rowerową, ale w taki upał to za bardzo wycieńczające. Razem z dziewczynami wybrałyśmy się na baseny Inflancka i przez kilka godzin kąpałyśmy się w słońcu i wodzie :)

Tak oto wygląda naga prawda o mnie, czyli dzień bez makijażu.

 Skomplikowana figura z nóg, czyli zabawy z aparatem ciąg dalszy

 Zdjęcie, na którym lubię swoje długie i zgrabne nogi ;)

"Trzy syrenki" 
- komentarz starszego pana o naszych wyczynach na dziecięcym baseniku ;)


Kobiety, pamiętajcie: JESTEŚCIE PIĘKNE!
z rozstępami
z bliznami na brzuchu po wycięciu wyrostka robaczkowego
z cellulitem
z fałdami na brzuchu
z siniakami 
z wrastającymi włoskami po depilacji
z mokrymi włosami
z opalonym miejscem po dziurce w kostiumie
z nosem czerwonym od słońca
z rumieniami na nogach po intensywnym opalaniu
z nieopalonymi nogami
w wieku 50+, długich blond tlenionych włosach i pomarańczowej sukience do stóp

Tak dali na zakończenie gorącego i długiego dnia.