poniedziałek, 28 marca 2011

Ludzie z parteru


Gdy męczy cię obecność niektórych osób, po rozmowie z nimi czujesz się osłabiony, zmęczony, nic ci się nie chce - uważaj! To ludzie z parteru, którzy wysysają z ciebie energię.
Zasadniczo ludzie z parteru dzielą się na dwa typy: agresywne i pasywne.

Typ agresywny jest osobą o silnej osobowości. Łatwo potrafi zdominować kogoś słabszego psychicznie, roztaczając wokół niego trudny do opisania wpływ.
Na początku wydają się intrygujący, ponieważ koncentrują na tobie całą swoją uwagę w danym momencie i jako bystrzy obserwatorzy odkrywają wiele rzeczy o tobie.
Później jednak, kiedy rozmawiasz z nimi, to oni absorbują całą twoją uwagę. Próbują wszystko kontrolować, co się dzieje. Mają tysiące spraw i wszystkie pilne, chociaż powtarzają od czasu do czasu, że wcale nie chcą odpowiedzi natychmiast. Ale kiedy nie robisz od razu tego, co ci powiedzieli, potrafią przypominać się aż do znudzenia. I dla świętego spokoju w końcu to robisz.
Niemal wszystko, co mówisz, jest analizowane pod względem gramatycznym i logicznym. Każde słowo może być wykorzystane jako argument przeciwko tobie. To ludzie, którzy potrafią toczyć niekończące się dyskusje o sprawy, które nie mają istotnego znaczenia, ale w ich mniemaniu rozstrzygnięcie ich jest kwestią życia i śmierci. Kiedy się z nimi nie zgadzasz lub próbujesz dowieść, że się mylą, ucinają dyskusję. Czują się wręcz zobowiązani do walki o utrzymanie swojej racji. Potrafią doskonale grać na poczuciu winy, aby przekonać innych do swojego zdania.
Ludzie ci stawiają wygórowane wymagania innym. Oceniają ich według swoich szablonów i są bardzo krytyczni wobec tych, którzy ich nie spełniają. Wygłaszają swoje uwagi wprost, często nietaktownie, nie dbając o to, jaki odniosą skutek. Nawet jeśli twierdzą, że akceptują wolność innych ludzi, swoim zachowaniem dają do zrozumienia, że niewiele się z tym liczą. Owszem, możesz mieć swoją tożsamość i oryginalność, ale każde takie odchylenie będzie skomentowane: bądź wytknięciem, bądź przykrą uwagą. Ludzie ci nie żałują docinków i złośliwości: najczęściej żartobliwych (w ich mniemaniu), czasem kiedy się zagalopują, potrafią zranić.

Rada:
Z typami agresywnymi trudno żyć, a nieraz trzeba, bo okazują się być nimi choćby osoby z najbliższej rodziny. Choć to niełatwe, należy próbować zrozumieć takie osoby, ponieważ bardzo często na ich zachowanie mają wpływ trudne sytuacje z dzieciństwa, brak oparcia w rodzinie, brak akceptacji i pogarda ze strony innych. Dlatego powielają te zachowania w stosunku do bliskich. Nie należy jednak wyrażać aprobaty na agresję. Taktownie, ale stanowczo należy wyznaczyć granice i konsekwentnie się ich trzymać. To wzbudzi ich szacunek.


Typ pasywny jest zdecydowanie słabszy psychicznie, ale równie męczący. To ludzie poszukujący wsparcia u innych, obarczają ich swoimi problemami.
Na początku wydają się niepospolitymi osobami o wrażliwym wnętrzu. Najczęściej są marzycielami o artystycznej duszy, piszącymi wiersze lub słuchającymi muzyki.
Kiedy wyczują, że zdobyli twoje zaufanie, zaczynają się otwierać. Opowiadają historie o swoim nieszczęśliwym dzieciństwie, samotności i braku zrozumienia. Prowadzą analizy psychologiczne swojej osoby, odkrywając kolejne patologie.
Nie słuchają tego, co do nich mówisz, jeśli nie dotyczy to ich osoby. Momentalnie przechodzą do swoich myśli i wyrażają głośno swoje odczucia.
Są bardzo rozchwiani, ich nastrój potrafi zmienić się w przeciągu kilku minut. Najczęściej są nastawieni pesymistycznie do życia, chodzą wiecznie zdołowani. Mówią, że chcą umrzeć, chociaż wcale nie zamierzają się zabić, bo brakuje im do tego odwagi. Sprawdzają przez to jedynie, jakie to wywoła wrażenie na innych. Uwielbiają dramatyzm i tragiczne sytuacje. Jeśli z tobą rozmawiają, to niemal pewne, że niebawem opowiedzą ci o swojej nieszczęśliwej miłości.
Ludzie ci obarczają cię swoimi problemami, na które nie znajdują rozwiązania. Mają niskie poczucie własnej wartości, są chorobliwie zazdrośni o uwagę, jaką okazujesz innym i o popularność innych. Bardzo często nie radzą sobie ze swoim życiem i trudno im osiągnąć życiową stabilizację.

Rada:
Przebywanie z takimi osobami często przygnębia, jeśli zaangażujesz się emocjonalnie. Często najlepszym sposobem pomocy takim osobom jest ignorowanie ich stanów i zwracanie uwagi na pozytywne strony życia oraz włączenie ich w jakąś działalność.

środa, 23 marca 2011

Stacja Warszawa





Stacja Warszawa
Lady Pank

W moich snach wciąż Warszawa
Pełna ulic, placów, drzew
Rzadko słyszysz tu brawa
Częściej to drwiący śmiech
Twarze w metrze są obce
Bo i po co się znać
To kosztuje zbyt drogo
Lepiej jechać i spać
Wszystko było by inne
Gdybyś tu była, ja wiem
Nie tak trudne i dziwne
Gdybyś tu była, ja wiem

Noce są zawsze długie
A za dnia ciągły szum
Mało kto to zrozumie
Dokąd gna zdyszany tłum
Wszystko było by inne
Gdybyś tu była, ja wiem
Nie tak trudne i dziwne
Gdybyś tu była, ja wiem...

Jeśli miłość coś znaczy
To musi dać znak
Kiedyś też to zobaczysz
Powiesz mi tak:
Zniknie Warszawa
Tak jawa, jak sen
Życie to nie zabawa
Dobrze to wiem

W moich snach wciąż Warszawa
I do grosza wciąż grosz
Ktoś mi mówi: to Sprawa
A ja chcę uciec stąd
Wszystko było by inne
Gdybyś tu była, ja wiem....

***

Dziwne,zapytacie, temat o Warszawie, piosenka o Warszawie, a tu zdjęcie Wawelu.
Ano wybrałyśmy się wczoraj, ja i Ola, do Krakowa w sprawach służbowych (ale i prywatnych przy okazji, co poniektórzy ;). Kiedy tylko wynurzyłam się z dworca na słońce i obiegłam wzrokiem ulice, dojrzałam w oddali zarys Barbakanu, a za nim wieżę kościoła mariackiego. Łaaał! To tak blisko? Niewiarygodne! No to idziemy! Fala szczęścia zalała mi serce. Jestem w Krakowie!
Nie ma tu wielkich drapaczy chmur włażących jeden na drugi, nie ma sznura samochodów ryczących po sobie ani rozwalonego na środku Pałacu Kultury, jak w Warszawie. Są piękne, stylowe hotele, stare kamienice, wąskie uliczki, nieopodal Planty, gdzie zieleni się trawa i kwitnie forsycja. Są sklepiki na ulicy Floriańskiej i człowiek w fioletowym fraku, balansujący szklanymi kulami do muzyki i zdaje się, jakby ruchy kul wytwarzały tę muzykę... Jest wielki rynek z gołębiami i masą szkolnych wycieczek ;) Poczułam się, jakbym wróciła do domu :)
Warszawa i Kraków bardzo kojarzą mi się z Berlinem i Lipskiem. W Berlinie, tak jak w Warszawie, wszystko jest takie wielkie, ulice wielkie, budynki wielkie, metro, autobusy, koleje przecinające miasto, wszędzie daleko... A w Lipsku zaraz po wyjściu z dworca jest stare miasto. I można dojść tam na piechotę :)
To była miła wycieczka :) trzeba częściej się wybierać do Krakowa :)

PS: Zanosi się na to, że zostaję w Warszawie. Miałam się wyprowadzać, ale nie wypaliło. Trudno, trzeba więc jakoś się przyzwyczaić...

poniedziałek, 21 marca 2011

Can you tell me how to get to Sesame Street?




Sunny Day
Sweepin' the clouds away
On my way to where the air is sweet

Can you tell me how to get,
How to get to Sesame Street

Come and play
Everything's A-OK
Friendly neighbors there
That's where we meet

Can you tell me how to get
How to get to Sesame Street

It's a magic carpet ride
Every door will open wide
To Happy people like you--
Happy people like
What a beautiful

Sunny Day
Sweepin' the clouds away
On my way to where the air is sweet

Can you tell me how to get,
How to get to Sesame street...

How to get to Sesame Street

***

Serce: Rozum, Rozum!!!
Rozum: No coo?
Serce: Wiosna! Czujesz to? Wiosna!
Rozum: Jaka wiosna, Serce, uspokój się. To, że w kalendarzu jest napisane "Pierwszy dzień wiosny" nie świadczy o tym, że to już to. Zobacz, jak jest zimno.
Serce: I co z tego ;) trzeba się cieszyć i radować, a nie zanudzać, jak ty :P
Rozum: Po pierwsze, nie zanudzam, lecz przyjmuję stateczną postawę wobec faktu, jakim jest 21 marca, a po drugie, znając twoje, Serce, uczuciowe sinusoidy, taka euforia nie potrwa długo...
Serce: Eetam:P
Rozum: Nie "eetam", tylko tak :P poczekajmy 15 minut i się okaże, kto miał rację :P
Serce: Jak ty niczego nie rozumiesz, Rozum :P taakie słońce jest ;D a ja muszę siedzieć w domu i pisać jakieś nieszczęsne elaboraty...
Rozum: Co ty tam znowu piszesz, Serce? Doktorat? :P
Serce: Kolejne prace zaliczeniowe...
Rozum: Ach ty wieczny studencie :P
Serce: No trzeba... Wiesz, ja lubię się uczyć, ale nie lubię zaliczeń ani egzaminów... A za miesiąc czekają mnie dwa egzaminy i test... 60 pytań i wszystkiego trzeba się nauczyć na pamięć :/
Rozum: Nie przesadzaj... Zdajesz tylko jedną część. Ja zdawałem wszystkie trzy naraz i dostałem 5 :P
Serce: No niby tak...
Rozum: Niby, niby... i co jeszcze? Czym jeszcze biedne Serce pognębią? Złym obiadem? Dziesięcioma egzaminami? :P (15 minut minęło. A nie mówiłem? :P)
Serce: Tak, tak właśnie będzie. W czerwcu. Będzie masę materiału, a ja nie cierpię wkuwać:/
Rozum:Ojojoj, jaka jestem nieszczęśliwa i biedna... Niech mnie ktoś pożałuje :P
Serce: Oj, no, nie mam nikogo innego, kto byłby chętny słuchać więc opowiadam to tobie. Ty, Rozum, przynajmniej się tym nie przejmiesz, nabijasz się ze mnie i to, co mówię, cię specjalnie nie rusza... Więc co będę innym głowę zawracać.
Rozum: Tak, tak, rozumiem... No, już, biedne, zmęczone, zapracowane Serduszko [pocieszacz], musi się uczyć do jakiegoś niedobrego wujka JH. Wszyscy są niedobrzy dla Serca, tylko Rozum jest dobry i wie, co zrobić, żeby jej było lepiej [przytul]. I jak, zadowolona?
Serce: Noo... Dzięki :)
Rozum: Kobiety :P no dobra, zrobiłem, co do mnie należało, znikam ;)
Serce: Paaa :)

niedziela, 20 marca 2011

Sometimes in april

Z czym się wam kojarzy Rwanda? Jakie pierwsze obrazy widzicie?
Przyznam się szczerze - mi nie kojarzyło się zbyt wiele. Kiedy byłam mała, mama opowiadała nam w miarę naszych zdolności pojmowania o strasznej wojnie między Tutsi i Hutu. To się działo naprawdę, zaledwie o odległość oczu od ekranu telewizora. Nie rozumiałam tego zupełnie, jak można się bić o jakieś dziwnie brzmiące nazwy. Zresztą, co o ludobójstwie może rozumieć ośmioletnie dziecko...
A co o tym wszystkim może rozumieć dziecko, które tkwiło w samym środku tej masakry, które straciło ojca lub matkę, rodzeństwo? Co czuł chłopiec, który podczas ucieczki wraz ze swoją rodziną został zatrzymany przez patrol i usłyszał słowa: "Reszta jedzie, ty zostajesz. Ty nie wyglądasz jak Hutu, ty jesteś Tutsi."

Dzisiaj, kiedy mam 25 lat i wreszcie usłyszałam pełną wersję tej historii, nadal trudno mi uwierzyć, jak w ludziach mogła zaistnieć taka irracjonalna, wszechogarniająca nienawiść? Przecież takie rzeczy działy się podczas II wojny światowej, kiedy na podstawie koloru oczu i włosów wybierano lepszą rasę, przeznaczoną do życia, a zabijano tych, którzy nie pasowali do przyjętego wizerunku. Po takim zatrważającym przykładzie wydaje się nie do pomyślenia, żeby mogło to się kiedykolwiek powtórzyć. A jednak, historia lubi zataczać koło...

Trudno mi uwierzyć, że to historia moich przyjaciół z Rwandy: Erica i jego siostry Marie Aimee, z którymi tu, w Warszawie spotykamy się, śpiewamy pieśni po polsku, angielsku, rwandyjsku i suahili o Jezusie i Jego wspaniałej miłości, śmiejemy się wspólnie i mówimy we wszystkich znanych nam językach, zakładamy oryginalne afrykańskie stroje i wspólnie przygotowujemy wieczór rwandyjski, na który przychodzi setka ludzi. Przecież oni są tacy radośni i szczęśliwi, mówiąc o Bogu, działającym w ich życiu... Boże, wybacz mi, kiedy nieraz narzekam na życie. Ty dałeś mi spokojny kraj, nie dałeś pamiętać czasów przełomu czy wojny...

Dawno nie oglądałam filmów z braku czasu i chęci. Ten obejrzałam wczoraj z okazji wieczoru rwandyjskiego, jakby wbrew sobie, przeczuwając, co też tam zobaczę. Ale chyba potrzebowałam poznać prawdę...

Sometimes in april


W kwietniu 1994 roku w Ruandzie wybucha konflikt między dwoma wrogimi plemionami: Tutsi i Hutu. Kolejne 100 dni to krwawe czystki etniczne, w których ginie około miliona ludzi. Jest to piekło na ziemi, gdzie brat zabija brata, a ojciec syna. Film Raoula Pecka wiernie oddaje tamte zdarzenia. Fabuła koncentruje się na losach braci Augustina i Honore Muganzy. Augustin (Idris Elba), żołnierz Hutu, który sprzeciwia się przełożonym, by ratować żonę z plemienia Tutsi. Akacja kończy się niepowodzeniem ponieważ aresztują go. Po upływie dziesięciu lat wraca do kraju, by przyjrzeć się pracom trybunału powołanego przez ONZ do zbadania zbrodni wojennych. Wśród oskarżonych jest jego brat Honore (Oris Erhuero).

Więcej na temat filmu: http://www.filmbox.pl/filmy_recenzje,1230,442.html
***

Ale Rwanda to nie tylko smutna historia wojny. To kraj radosnych pieśni dla Boga, kolorowych strojów, tradycyjnych tańców i sympatycznych ludzi, którzy pokazali nam to wszystko. Kraj, który Bóg uratował, który ma nadzieję na lepszą przyszłość...


Muhimbaz'Uwiteka Nyiringabo arakomeye
yakoz'ibikomeye ni ukuri arakomeye


Let us all praise The Almighty Lord , He is merciful
He did great things; It’s true He is merciful


Chwalmy Wszechmocnego Pana, On jest miłosierny
Uczynił wielkie rzeczy, to prawda, jest miłosierny

Dziękuję wam, kochani. To był niesamowity wieczór :)

czwartek, 17 marca 2011

Hołubce po kwadracie.





More to see
Hillsong


Well I know that I may have had my share of failing and falling
But I have come to understand one thing remains

By all he's done I have been made holy worthy of serving,
The one, the one who brought eternity so deep in my heart

Open your eyes and see
The wonder of a life so wonderfully free
Lift up your head, believe
There is more, there's so much more
Lift up your head, believe
There is more, there's so much more to see

You me remind still of a hope and promise daring my heart
To be brave and honest while you strengthen me so deep in my heart

His mercies are new every morning...
his mercies are new every day
His mercies are new every morning
Beautifully new every day

***

Rozum: O, cześć, Serce. Jak się masz? A coś ty taka zdyszana?
Serce: Eeee.... a nic, spoko, gimnastykę robiłam. Tylko byłam mocno na czczo i trochę mnie osłabiło...
Rozum: Tyle razy ci powtarzam, że masz jeść, a nie jakieś takie historie z omdleniami mi tu będziesz opowiadać. Przybrałaś trochę i nie skarżysz mi się na bóle głowy, to znowu zaczynasz jakieś diety?
Serce: Nie diety, tylko ćwiczę jak zwykle... Ale to nic, po południu idę na aerobik. Nawiasem mówiąc, tobie też by się regularny ruch przydał, a nie tylko piłka raz na tydzień :P
Rozum: Ty się już o mnie nie martw. Pracuj dalej nad swoim krążeniem. Wiosna idzie, a ty zamulasz. Zamiast się ruszyć, wyhaczać facetów na oczy, to siedzisz zagrzebana w tych swoich pracach zaliczeniowych i ciągle powtarzasz, że jesteś strasznie zajęta i na nic nie masz czasu. Co z tobą, Serce? Bijesz jeszcze w ogóle?
Serce: Aaa, no bo... znowu wpadłam w trans. Wczoraj cały dzień coś robiłam, gnana jakąś uporczywą myślą, że tyle jeszcze do roboty, a jak wieczorem napisałam niemal wszystko, co się dało, to nie wiedziałam, co z sobą zrobić. I włączyłam telewizję po 3 miesiącach przerwy...
Rozum: I co, leciało coś ciekawego?
Serce: Dla mnie tak, ty tego nie lubisz :P zaczęła się kolejna edycja You can dance. Zobaczyłam tych ludzi tańczących z pasją, usłyszałam tę muzykę... Coś we mnie mocno szarpnęło... Ja też tak chcę... Może nie tańczyć, bo nie mam do tego talentu, ale mieć taką pasję...
Rozum: Przecież masz, muzykę. Nucisz mi jakieś piosenki na okrągło, co to tam ostatnio było? "His mercies are new every morning..."
Serce: No tak... ale wiesz, tam była taka kobitka. Nie dostała się na którymś castingu. Zaczęła solidnie ćwiczyć i robić dietę, żeby schudnąć. Jej facet gotował jej specjalne osobne obiadki i wychodził z kuchni ze swoim schabowym, żeby jej nie drażnić... Poszli razem na kolejny casting. Ona tańczyła jak burza. Dostała się... Tak się cieszyli, że dali radę... Albo matka i córka, które trenowały razem... Wyglądały jak bliźniaczki z tymi kręconymi włosami. Taka energia... pomnożona razy dwa...
Rozum: No właśnie, razy dwa... Oj, Serce, Serce. Toż o tym cały czas mówię. Chowasz się za swoją pracą, a w myślach wycinasz hołubce po kwadracie z jakimś przystojniakiem :P
Serce: Ho..ho...co? Ależ przyładowałeś! :D Hołubce po kwadracie! :D hahahahhahahaha:D
Rozum: Tak właśnie :P i nie udawaj, że nie. W końcu to ja jestem Rozumem i wszystko wiem :P
Serce: I zawsze masz rację, eech...
Rozum: No, to do roboty, Serce :P
Serce: Na razie wracam do moich nieszczęsnych prac... A hołubce to później, na aerobiku :P
Rozum: Jesteś niepoprawna, Serce. Ale ja cię jeszcze nauczę rozumu :P
Serce: Powodzenia :P

niedziela, 13 marca 2011

To wyrywa wciąż do przodu głupie serce.



Głupie serce

Przejechała je miłość
Po całości bez orientu
Leży poturbowane
Jak głupek przy drodze
Z głową na krawężniku
Ludzi tłum szepcze
Nic tu po ratunku
Agonia ,śmierć i basta
Mózg słysząc te słowa
Ostatkiem sił zrywa się
Chwyta serce za szyję
Podnosi do góry
Patrząc mu w oczy
Krzyczy - ożyj
Nie jesteś samo
Ja Cię kocham
I dla żadnej miłości
Nie wolno tracić
Życia, głowy i mądrości...

http://www.kobieta.pl/wiersze/glupie-serce-nwiersz1681266424.html


***

Rozum: Witam, witam szanowna panią. Widzę, że świetnie się pani zabawiała ostatnio...
Serce: Słucham? O czym ty w ogóle mówisz?
Rozum: Taa, udajemy, że nie wiemy, o co chodzi... Mi oczu nie zamydlisz. Te wszystkie opisy, podpisy i inne popisy... Cóż, może lepiej nie będę komentować...
Serce: Rozum, ja cię proszę... Daruj sobie takie teksty i skończ mówić, jak już zacząłeś. Co na mnie tym razem masz?
Rozum: A żebyś wiedziała, że mam. Widziałem cię z tamtym. Szliście ulicami, oglądaliście jakieś wystawy i śmialiście się jak szaleni.
Serce: Rozum, ty chyba nie jesteś zazdrosny...
Rozum: Zazdrosny? Haha, dobry żart. Doprawdy, nie miałbym o kogo być zazdrosny, wybacz. To twoja sprawa, nie będę tego oceniać. Dziwię się tylko, że nie widzisz tego, kto czeka następny w kolejce, jak tamten się z tobą pożegna. Może to by ci dało do myślenia, z kim kręcisz...
Serce: Z nikim nie kręcę, dobrze wiesz. Po ostatnim razie mam dosyć szaleństw na długi czas i nie zanosi się na kolejne. A poza tym: jestem wolnym człowiekiem i mam prawo rozmawiać z kim chcę, on zresztą też.
Rozum: Nie udawaj takiej niezależnej, widziałem, jak na niego patrzyłaś. Jakbyś zobaczyła zaćmienie słońca albo coś równie niespotykanego.
Serce: Że co?
Rozum: Tak, tak, nie wypieraj się.
Serce: Nie no, chyba źle odczytałeś, musiałam się tradycyjnie zawiesić, a ty sobie myślałeś...
Rozum: Ja tam swoje wiem. Ale powiedz mi, bo cały czas się zastanawiam: co ty w nim widzisz? Nie wygląda jak Brad Pitt ani nawet jak twój ukochany Maciej Stuhr, nie wozi się porządną bryką ani nie ma własnego mieszkania.
Serce: Rozum, za kogo ty mnie masz? Czy ja jestem jakąś blacharą albo zdesperowaną starą panną? Gość nie musi mieć tego wszystkiego, żeby po prostu z nim rozmawiać. Wystarczy, żeby miał coś do powiedzenia.
Rozum: Nie wystarczy dobrze się dogadywać...
Serce: Ależ Rozum, ja to wszystko wiem. Nie musisz mi robić wykładów z randkowania, bo niczego takiego nie robię. On nie będzie dla mnie nikim więcej, jak tylko kolegą i to od początku wiedziałam. Ale dobrze mieć chociaż jedną osobę, przed którą można być sobą, być dziwnym i to jej nie dziwi. Dlatego z nim gadam. Jasne?
Rozum: Dobra, Serce, nie moja sprawa. Gadaj sobie z kim chcesz. Ale uważaj...
Serce: Uwierz, że myślę czasami, nie tylko czuję i się napalam.
Rozum: Mam taką nadzieję :P
Serce: Tyle? To ja uciekam. Jestem padnięta i muszę odespać ten weekend.
Rozum: Idź, idź. I przemyśl, co ci powiedziałem.
Serce: Dobranoc, Rozum ;)

czwartek, 10 marca 2011

I bless the rain.



Africa
Toto

I hear the drums echoing tonight
But she hears only whispers of some quiet conversation
She's coming in 12:30 flight
The moonlit wings reflect the stars that guide me towards salvation
I stopped an old man along the way
Hoping to find some long forgotten words or ancient melodies
He turned to me as if to say , "Hurry boy, it's waiting there for you"

Chorus:
It's gonna take a lot to drag me away from you
There's nothing that a hundred men or more could ever do
I bless the rains down in Africa
Gonna take some time to do the things we never had

The wild dogs cry out in the night
As they grow restless longing for some solitary company
I know that I must do what's right
As sure as Kilimanjaro rises like Olympus above the Serangetti
I seek to cure what's deep inside, frightened of this thing that I've become

Chorus: It's gonna take...

Hurry boy, she's waiting there for you

Chorus: It's gonna take ...

***

W Rwandzie spadł deszcz dzisiaj... Ania się cieszyła :) chyba nie ma co się dziwić...
U nas też spadł deszcz. I dobrze, niech wypłucze resztki śniegu i przyniesie wiosnę... Na moim prywatnym niebie też padało ostatnio... Zdrowo i oczyszczająco.
Wstępuje we mnie powoli chęć zrobienia czegoś nowego w swoim życiu, chęć jakiejś zmiany, podjęcia ryzyka... Zataczam koło jak jastrząb, wypatrując celu i rozglądając się uważnie... I próbuję nastawić się entuzjastycznie na moment szybowania w dół :D

Ps. Pozdrawiam Beatkę :) miło wiedzieć, że nadal czytasz i o mnie pamiętasz :) ja też śledzę Twoje opisy... Masz naprawdę wielkie serce :)

środa, 9 marca 2011

Księżyc w nowiu




Księżyc w misce
Grzegorz Turnau

Ta drabina to schody do nieba,
a ta miska nad schodami to księżyc.
Tamten miecz to zwyczajny pogrzebacz,
a z garnków są hełmy rycerzy.
Lecz kto w te czary nie uwierzy?

To jest teatr, to jest teatr.
To jest teatr
A teatr jest po to,
żeby wszystko było inne niż dotąd.
Żeby iść do domu w zamyśleniu
w zachwycie.
I już zawsze odtąd księżyc w misce widzieć...

***

Rozum: Co tam, Serce? Coś taka zmartwiona?...
Serce: Nie no, nic takiego...
Rozum: No powiedz, przecież widzę, że potrzebujesz się wygadać.
Serce: A... bo...dzień był podły... Rano przed blokiem palił się samochód. Na początku się wystraszyłam, bo takie to było przerażające, jak stanął cały w płomieniach...
Rozum: Trzeba było robić zdjęcia :P mogłabyś je wysłać do serwisu informacyjnego i zgarnąć trochę kasy :P
Serce: Eetam. Co komu po tych zdjęciach... Gasili to i gasili. Zeszło im dobre 40 minut. Aż przez chwilę zaczęłam się obawiać, czy się drugi samochód nie zapali. Ogień pełzał nawet po wodzie. A oni się nic nie bali, jakby program telewizyjny o działalności strażaków kręcili.
Rozum: Co się mieli bać, przecież to mężczyźni... Nie takie pożary gasili :P
Serce: No niby tak... Ja też się nie bałam. Byłam u siebie w mieszkaniu i obserwowałam z okna. Ale u mnie jest zaburzony współczynnik strachu w takich sytuacjach. Z trudem do mnie dociera, że to realne zagrożenie...
Rozum: No tak, Ty i to Twoje życie w innym świecie :P no i co dalej się działo?
Serce: Nic. W końcu ugasili. Został tylko spalony wrak. Nie wiem, co dalej, bo musiałam jechać do pracy. Ledwo zdążyłam na kolejkę, jak zwykle. I aż trzy razy w ciągu dnia sprawdzali bilety :P
Rozum: Hahaha, i oczywiście zapomniałaś legitymacji :P
Serce: Nie, to był jeden incydent i od tamtej pory się nie powtórzył :P dojechałam, poprowadziłam lekcję. Mała Julka jakaś smutna, bo jej babcia zmarła, Tomek zmartwiony, bo coś mu się stało z nogą i nie może jeździć na desce, a Aleksa musiałam ochrzanić, bo nie umiał odmieniać czasownika "być" i wszystko mu się zapominało. I było mi przykro, że musiałam mu palnąć kazanie...
Rozum: A mówiłaś, że lubisz uczyć... :P
Serce: Owszem :P ale trudno tryskać entuzjazmem, kiedy na każdej lekcji trzeba przerabiać z nim to samo :P zmęczyło mnie to i postanowiłam wybrać się na zakupy na poprawienie humoru.
Rozum: Racja :)
Serce: ...ale niczego nie kupiłam. Zrobiłam tylko zwiad cenowy, namierzając kurtkę i buty. Niestety podczas tego zwiadu zginął mój szalik... Tak go lubiłam... Schodziłam potem te same sklepy dwa razy i nie znalazłam go :/
Rozum: Oj biedna, biedna :) za to się dziś wcześniej połóż :)
Serce: Taa... Na materacu, z którego uchodzi powietrze... :P (Ps. Nareszcie prawidłowa reakcja, Rozum :P)
Rozum: Jakieś jeszcze powody do marudzenia? Czy tylko testujesz moją cierpliwość? :P
Serce: Nie, to chyba tyle :P ale wystarczająco, żeby mieć podły dzień, nie uważasz? :P
Rozum: A chociaż coś słodkiego sobie kupiłaś? Na pocieszenie?
Serce: Nie... Mam dosyć zakupów na dziś :P
Rozum: Śmiem wątpić :P
Serce: Zawsze istnieje Kremuś czekoladowy :P Ale zobaczyłam coś innego, niesamowitego, co mnie ucieszyło... Księżyc w nowiu nad blokami :) taki cieniutki, srebrny sierp. Błyszczał jak oko Boga. To było piękne...
Rozum: Serce, eech, Serce...
Serce: No co?
Rozum: Nic. Mój umysł cię nie ogarnia. A obejmowanie ramieniem to nie moja działka. Więc pozwolisz, że się pożegnam. Życzę ci miłych snów na materacu i niech ci się księżyc przyśni. Obwiązany twoim szalikiem.

poniedziałek, 7 marca 2011

Pod ścianą milczenia.




Ściana
Indios Bravos

Mówię tylko do tych, którzy chcą mnie słuchać
Ci, którzy nie chcą nie obchodzą mnie
po co mam czas tracić na mówienie do ściany
ściana i tak zawsze swoje wie.x2

ktoś na ścianie wyrył hasło
ściana dobrze hasło zna
ściana cała jest tym hasłem
z dumą woła: oto ja

Mówię tylko do tych, którzy chcą mnie słuchać
Ci, którzy nie chcą nie obchodzą mnie
po co mam czas tracić na mówienie do ściany
ściana i tak zawsze swoje wie.

***

Zbudowałam wokół siebie ścianę milczenia, żeby chroniła mnie przed zmienną ludzką pogodą.
Ludzie zalewają słowami, potokami słów. Wyrzucają je z siebie jak fontannę. Chlapią językiem naokoło. Ściana milczenia dobrze jest zaizolowana. Wilgoć jej nie grozi.
Świstają w powietrzu zaciekłe argumenty, kotłują się myśli i racje. Chwytają wszelkie nieprzymocowane elementy i porywają w dal... Ściana milczenia trzyma się pewnie.
Biją gromy, ogłuszający ryk gniewnych słów. Pioruny trafiają w najwyższe, szumne drzewa, w niezaizolowane metalowe iglice na szczytach dachów, przenikają całą mocą i spalają na popiół albo burzą i niszczą... Ściana milczenia nie piętrzy się wysoko. Schowałam się za nią i przeczekuję burzę.
Oślepiająco-błyszczące słowa leją się na głowy w upalny dzień. Nie uciekniesz przed ich wyniosłością i żarem. Ale ściana milczenia rzuca przyjemny cień.
Czasem gwałtownie, z impetem, a czasem delikatnie, nieomal niedostrzegalnie, płatki słów zasypują cię centymetr po centymetrze. Byłeś sobą, miałeś własny kształt, teraz jesteś biało nieokreślony, przygnieciony stertą słów. Ściana milczenia zrzuca śnieg z siebie, odcinając się czarną surowością.
Dlaczego każesz mi wychodzić z gołą głową na ludzką niepogodę? Dlaczego mam porzucać bezpieczną ścianę? Pójdę, kiedy sama będę chciała. I wrócę.

wtorek, 1 marca 2011

Nielimitowana edycja mnie.




What's up
4 Non Blondes

25 years in my life and still
I'm trying to get up that great big hill of hope for a destination.
I realized quickly when I knew I should
That the world was made up of this brotherhood of man
For whatever that means

And so I cry sometimes when I'm lying in bed
Just to get it all out what's in my head
And I, I'm feelin' a little peculiar
And so I wake in the mornin' and I step outside,
Then I take a deep breath
And I get real high
And I scream from the top of my lungs: "what's goin' on?"

And I said hey yeah yeah-eh-eh hey yeah yeah
I said "Hey! What's goin' on?"
And I said hey yeah yeah-eh-eh hey yeah yeah
I said "Hey! What's goin' on?"
Woo, woo woo

And I try, oh my God, do I try
I try all the time in this institution.
And I pray, oh my God, do I pray?
I pray every single day for a revolution.
And so I cry sometimes when I'm lyin' in bed
just to get it all out what's in my head.
And I, I am feelin' a little peculiar.
And so I wake up in the mornin' and I step outside,
Then I take a deep breath
And I get real high
And I scream from the top of my lungs: "what's goin' on?"
And I said hey yeah yeah-eh-eh hey yeah yeah
I said "Hey! What's goin' on?".
And I said hey yeah yeah-eh-eh hey yeah yeah
Woo, woo woo

25 years and my life is still
Trying to get up that great big hill of hope
For a destination.

***

4 Non Blondes - a jednak mi pasuje ta piosenka. Mam 25 lat i próbuję poznać swoje przeznaczenie, wdrapując się na wielkie wzgórze nadziei.
Słońce ostatnio świeci niesamowicie, aż się chce iść w jego stronę; byle dalej, od spraw i dylematów, w kierunku jakiejś oślepiającej, nieznanej rzeczywistości. Bez tłumaczenia i wyjaśniania wszystkiego. Nie lubię się tłumaczyć z siebie samej, ze swoich zainteresowań i zachowań. Nie jestem dziwna, tylko pochodzę z edycji kolekcjonerskiej. Nie da się tego sklasyfikować.
Serce mówi: "uciekaj jak najdalej". Rozum mówi: "chwyć byka za rogi, tak jak kiedyś. Przecież dasz radę." Może i dam, z chęcią walki i ucieczki wymalowanymi na twarzy niczym oryginalny makijaż, z "Grandą" świdrującą w mózgu w rytm bijącego serca.
Raz, dwa, trzy, cztery, pięć.
Znikam.