poniedziałek, 20 października 2008

I have a dream...


ABBA

I have a dream, a song to sing
To help me cope with anything
If you see the wonder of a fairy tale
You can take the future even if you fail
I believe in angels
Something good in everything I see
I believe in angels
When I know the time is right for me
Ill cross the stream - I have a dream


I have a dream, a fantasy
To help me through reality
And my destination makes it worth the while
Pushing through the darkness still another mile
I believe in angels
Something good in everything I see
I believe in angels
When I know the time is right for me
Ill cross the stream - I have a dream
Ill cross the stream - I have a dream


I have a dream, a song to sing
To help me cope with anything
If you see the wonder of a fairy tale
You can take the future even if you fail
I believe in angels
Something good in everything I see
I believe in angels
When I know the time is right for me
Ill cross the stream - I have a dream
Ill cross the stream - I have a dream

Herminy wspomnienie o Wilku Stepowym. Z Hessego




Ale myśmy odnaleźli siebie,
W sferze lodu prześwietlonym gwiezdnie,
Obce są nam lata, dni, godziny,
Obca młodość, starość i różnica płci...
Chłodny, nieruchomy jest nasz wieczny byt,
Chłodny i promienny jest nasz wieczny śmiech.




Nazywam się Hermina, jestem dwudziestodwuletnią dziewczyną z chłopięcym pierwiastkiem w duszy. Do dwudziestego roku życia prowadziłam wewnętrznie samotną, choć pozornie wśród ludzi, ale jednak wyobcowaną od rzeczywistości egzystencję. Z uporem maniaka budowałam moje misterne zamki na lodzie i chwytałam łakomie drobne okruchy życia. Mój starannie budowany świat zawalił się jednak któregoś dnia przez splot niezrozumiałych i zagmatwanych wobec siebie wydarzeń. Wylądowałam w twardej rzeczywistości, w zbieraninie ludzi mniej lub bardziej znanych i nieznanych, z ruinami zamków i kawałkami potłuczonego lodu w środku mnie.
Wtedy odnalazłam Wilka Stepowego, właśnie w tym chaosie ludzkim, w tej plątaninie historii pseudomiłosnych, które mnie częściowo też dotyczyły. Poczułam wtedy, jakby zapaliło się nade mną światło: w stadzie ludzi, zachowujących się jak zwierzęta, ulegające swoim fizycznym instynktom, odnalazłam człowieka.

Wilk Stepowy był człowiekiem samotnym. Przez kilka lat starannie unikał ludzi i zamykał się w swoim świecie. To jednak nie do końca prawda, że ludzie byli dla niego nieważni.

Był bowiem mimo wszystko na wskroś chrześcijaninem i męczennikiem w tym, że
każde ostrze, każdą krytykę, każdą złośliwość, każdą nienawiść, do jakiej był zdolny, kierował przede wszystkim przeciw sobie. W odniesieniu do bliźnich, do otoczenia, podejmował stale bohaterskie i poważne wysiłki, by ich kochać, by oddać im sprawiedliwość, nie sprawiać bólu; zasadę miłości bliźniego wpojono mu bowiem równie głęboko jak nienawiść do samego siebie i w ten sposób całe jego życie stało się przykładem, że bez miłości własnej niemożliwa jest też miłość bliźniego, że nienawiść do samego siebie jest tym samym co skrajny egoizm i płodzi w końcu tę samą okrutną samotność i rozpacz.


Postanowił, że zostaniemy przyjaciółmi.

Czy nie pojmujesz tego, mój uczony panie, że dlatego ci się podobam i dlatego jestem dla ciebie ważna, bo przedstawiam coś w rodzaju zwierciadła, bo w moim wnętrzu jest coś, co daje ci odpowiedź i co ciebie rozumie?
Właściwie wszyscy ludzie powinni być dla siebie takimi zwierciadłami i wzajemnie sobie służyć odpowiedzią i oddźwiękiem, ale tacy dziwacy jak ty są właściwie cudaczni, łatwo wpadają w omamienie i już niczego nie umieją dojrzeć i odczytać w oczach innych ludzi, bo to ich już nic nie obchodzi. A gdy taki dziwak znajdzie jakąś
twarz, która naprawdę spojrzy na niego, w której wyczuje coś jakby odpowiedź i
powinowactwo, wówczas - rzecz jasna - cieszy się.


Nigdy nie był we mnie zakochany. Moja kobieca duma i chęć zdobywania musiała przejść twardą szkołę. Jestem dla niego jak siostra, powierniczka, przyjaciółka, nigdy nie będzie inaczej.

Kiedy już będziesz we mnie zakochany, dam ci mój ostatni rozkaz. I ty go spełnisz, a to będzie dobre dla ciebie i dla mnie. Nie przyjdzie ci to łatwo, ale to zrobisz. Wykonasz mój rozkaz i zabijesz mnie. O to chodzi. O nic więcej nie pytaj.

Chociaż...

Niech sobie to będzie wyższą mądrością albo najprostszą naiwnością: ale kto tak umie żyć bieżącą chwilą i kto tak przyjaźnie i troskliwie potrafi doceniać każdy przydrożny kwiatek, każdy - choćby najdrobniejszy - zabawny moment, temu życie już nic złego zrobić nie może.


***
Ja, Hermina, nadal żyję swoim samotnym, dwudziestodwuletnim życiem, w epoce komputerów, muzyki z iPodów i wojen, które raz po raz wybuchają. Ale we mnie też jest coś z Wilka Stepowego, tego od Hessego. Wielbię doskonałą muzykę Mozarta i Beethovena, przyzwyczaiłam uszy do nabytku współczesnego świata – jazzu i odkrywam w nim rodzaj dwudziestowiecznej sztuki muzycznej.

Dlaczego potrafiłam się wówczas poznać na tobie i zrozumieć cię?
Ponieważ jestem taka jak ty. Ponieważ jestem, tak samo jak ty, samotna, i nie mogę, podobnie jak ty, kochać życia, ludzi i siebie i traktować tego wszystkiego serio. Zawsze przecież istnieje trochę takich ludzi, którzy wymagają od życia tego, co najlepsze, i nie mogą pogodzić się z głupotą i brutalnością.



Tymczasem jesteśmy kolegami, jesteśmy ludźmi, którzy mają nadzieję zostać przyjaciółmi, ponieważ poznali się na sobie.

Teraz będziemy się wzajemnie uczyć i bawić się razem. Ja pokażę ci mój mały
teatr, nauczę cię tańczyć i jak być trochę wesołym i głupim, a ty pokażesz mi
swoje myśli i swoją wiedzę.

Innego życia bardziej na serio sobie nie wyobrażam.

poniedziałek, 13 października 2008

Bogini-Moda Zjazd młodzieży w Rzeszowie - 27 września 2008r.

Wiecej zdjęć ze zjazdu na stronie:


„Otwórz me oczy, chcę widzieć Jezusa
I być bliżej Niego, i kochać goręcej!
Otwórz me uszy i naucz mnie słuchać!
Otwórz me oczy, chcę widzieć Jezusa!”


Słowami tej głębokiej pieśni, przy akompaniamencie skrzypiec, rozpoczął się podkarpacki okręgowy zjazd młodzieżowy.



Uczestnicy zjazdu zjechali się niemal ze wszystkich obszarów okręgu i zgromadzili w sali na piętrze w Środowiskowym Klubie „Akwarium” przy ul. Pułaskiego w Rzeszowie. Serdecznymi słowami przywitał również gości z Tarnowa oraz Śląska koordynator młodzieży podkarpackiej, pastor Krzysztof Szema.

Pierwsza część przebiegła w tradycyjnej formie, ubogacona poezją Zbyszka Rutkowskiego oraz pieśniami zespołu Kanaan, który prowadził śpiew zgromadzenia oraz wykonywał własne utwory.

Lekcja szkoły sobotniej, zdominowana postacią proroka Izajasza, poruszyła wiele ciekawych myśli oraz pozostawiła w umysłach uczestników pytania do przemyślenia: Kim jest Bóg? Kim ja jestem? Czego Pan ode mnie oczekuje?


Wiele wzruszeń wywołało doświadczenie dwudziestoletniego Krystiana z zespołu Kanaan podczas apelu. Opowiadał on o swojej trudnej drodze do Boga, który wyratował go z nałogów picia, palenia oraz lekomanii, a także powstrzymał go od targnięcia się na swoje życie. Krystian prosił także o modlitwę o wytrwanie w decyzji zawarcia przymierza z Bogiem przez chrzest, którą podjął przed kilkoma tygodniami przed zjazdem.


Najważniejsze myśli tego spotkania padły podczas kazania głównego mówcy, pastora Zdzisława Plesa. Zgodnie z głównym hasłem zjazdu mówił on, jak Bogini Moda zajęła pierwsze miejsce w systemie wartości wielu ludzi, miejsce, które zgodnie z I przykazaniem należy się tylko Bogu. Uczestnicy usłyszeli również zastanawiający cytat z pism Ellen White: „Wasza odzież przemawia albo na korzyść Chrystusa i Jego prawdy, albo na korzyść świata” i dowiedzieli się, że nasz wygląd zewnętrzny, gesty i zachowanie wypowiadają większe kazanie, niż nasze słowa.


Program popołudniowy, który był kontynuowany po przerwie obiadowej, był wypełniony wieloma ciekawymi atrakcjami. Największe emocje wzbudził przygotowany i prowadzony przez Kikę i Olę konkurs biblijny, w którym każdy z uczestników na sali mógł wziąć udział, zapisując odpowiedzi na kartce. Pytania nie były łatwe i niewielu zdecydowało się oddać kartkę z odpowiedziami.

Jury liczące punkty


Etap eliminacji wyłonił 3 najlepszych zawodników, którzy wystąpili w finale, odgadując hasła biblijne po wysłuchaniu odpowiedniej dla nich ilości podpowiedzi.



Najlepszym okazał się Rysiu ze Stalowej Woli, który odgadywał bezbłędnie hasła po najmniejszej ilości podpowiedzi. W finale znaleźli się również Edyta z Leksandrowej i Irek z Tarnowa. Wszyscy otrzymali nagrody książkowe, ufundowane przez wydawnictwo Znaki Czasu.

Pomiędzy obydwoma etapami konkursu miały miejsce warsztaty prowadzone przez pastora Plesa i pastora Szemę. Uczestnicy zjazdu podzielili się na kilkuosobowe grupy, w których udzielali odpowiedzi na pytania: jakie znamy rodzaje mody; moda w kościele; jak my odnosimy się do mody itp. Dyskusje trwały długo i padało wiele ciekawych myśli oraz doświadczeń. Podsumowanie poprowadzili liderzy grup, którzy zaprezentowali wnioski, do jakich doszli w dyskusji.


Ronia i Olgierd - występ dzieci

Był też czas na wspólny śpiew z zespołem akompaniującym w składzie: Kika – pianino i Bogdan – gitara. W trakcie minikoncertu życzeń padały na sali propozycje ulubionych pieśni ze śpiewnika, a następnie były śpiewane przez uczestników. Wszyscy żałowali, ze czas na tę część programu był tak krótki, ponieważ okazało się, że i młodzi, i starsi adwentyści lubią śpiewać oraz znają wiele pięknych pieśni, które nie zawsze znają akompaniujący ;) (tutaj podziękowania dla siostry Marysi z Leksandrowej, która akompaniowała gościnnie do jednej z pieśni).

Część oficjalna zjazdu zakończyła się podsumowaniem pastora Szemy i modlitwą, natomiast dla najwytrwalszych uczestników zjazd wydłużył się o 3 godziny spędzone na sali gimnastycznej, gdzie rozegrano turnieje siatkówki i piłki halowej.
Po zakończonych rozgrywkach wszyscy w radosnych nastrojach i bojowym duchu opuścili halę Politechniki z nadzieją, że taki zjazd, a nawet jeszcze lepszy, powtórzy się za rok. My, organizatorzy, mamy nadzieję, że będzie to już zjazd we własnym budynku. Do zobaczenia za rok w Rzeszowie :)

czwartek, 9 października 2008

Przed wami facet, na którego nie możecie liczyć. O biednym B.B.

Die Kneipe vom armen B.B.
Die Lechklause in Augsburg war eine der Lieblingskneipen,
in denen der junge Bertolt Brecht seine Klampfenlieder vortrug.

***

O biednym B.B.


Bertolt Brecht

1
Ja, Bertolt Brecht, jestem z czarnych lasów.
Gdy w ciele matki tkwiłem jako płód
Przyniosła mnie do miast. Dopóki nie sczeznę
Będzie we mnie czarnych lasów chłód.
2
Od początku na śmierć opatrzony wszelkim
Sakramentem, w asfaltach miasta mam swój świat:
Gazety. I tytoń. I brandy. Jestem
Nieufny, gnuśny, a na koniec rad.
3
Dla ludzi miły jestem. Wkładam
Sztywny kapelusz obyczajem tych
O których mówię: zwierzęta. Dziwnie pachną.
I mówię: nie szkodzi, jestem jednym z nich.
4
Na pustych bujakach w południe
Posadzę sobie czasem kilka pań.
Patrzę na nie beztrosko i mówię:
Macie we mnie faceta, lecz nie liczcie nań.
5
Pod wieczór gromadzę tu mężczyzn
Zwracamy się do siebie słowem "gentleman".
Kładą mi stopy na stołach i mówią:
Będzie lepiej. Nie pytam o miesiąc i dzień.
6
Nad ranem, o szarości, szczają jodły
Zarobaczone ptactwem, co podnosi krzyk.
O tej porze, nim nerwowo zasnę
W mieście ciskam niedopałek i wychylam łyk.
7
Tkwiliśmy, nieważkie pokolenie, w domach
Żadna moc, mówiono, nigdy ich nie zmoże
(Tak stawialiśmy każdy długi kloc na wyspie Manhattan
I cienkie anteny, co bawią Atlantyckie Morze).
8
Z tych miast zostanie: kto przeszedł je skroś, wietrzny gość!
Szczęśliwiec, co dom pustoszy: po nim puste szklanki.
My będziemy tu tylko krótko dość
To wiemy, a po nas: nic godnego wzmianki.
9
Kiedy nadejdą trzęsienia ziemi, obym nie pozwolił
By mi przez gorycz żar virginii zgasł
Ja, Bertolt Brecht, do asfaltowych miast rzucony
Z czarnych lasów w łonie matki w tamten czas.
[1921]


Wczorajszy tekst z ćwiczeń z literatury. Czytałyśmy oczywiście w oryginale. Postanowiłam jednak nie męczyć Was niemiecką poezją i znalazłam całkiem niezły przekład. Mi jednak ciągle tłucze się po głowie nieco inny przekład czwartej zwrotki, który usłyszałam w wersji śpiewanej, wykonanej przez chłopaków ze Strzyżowa na jednym z konkursów poezji niemieckiej w naszym liceum:


Na moich pustych bujanych krzesłach przed obiadem
Czasami sadzam parę kobiet ślicznych
Patrzę na nie beztrosko i tak do nich mówię:
Przed wami facet, na którego nie możecie liczyć.


Genialnie to wykonali. Mieli do tego własną muzykę w klimacie jazzowo-rockowym, z niesamowicie przekombinowanymi przejściami tonacyjnymi i obłędnym akompaniamentem :)
Znalazłam jednego z nich, tj. chłopaków (a właściwie wszystkich;) na niezawodnym, wszystkomającym portalu nasza-klasa :P napisałam ładną notatkę z prośbą o nagranie tegoż utworu :) i czekam na odpowiedź ;)
Za 2 tygodnie "Die Dreigroschenoper" :D to dopiero będzie...

czwartek, 2 października 2008

Inauguracja roku akademickiego, czyli studencka żałoba narodowa:P

Z tej to okazji pojawiłyśmy się wczoraj na uczelni niemal w jednolitej czerni :P Powitaliśmy (bo jednak mamy tych 3 facetów na roku :P) z nie dającą się ukryć radością wiadomość, że nasz "ulubiony" profesor od literatury przebywa do końca marca na urlopie zdrowotnym i życzyliśmy mu, żeby przedłużył go sobie co najmniej do końca czerwca ;P poza tym nasz grafik zapowiada się zachęcająco: poniedziałek i piątek wolne :)
A ponieważ dzisiaj uroczysta inauguracja roku akademickiego (na której nie byłam ani razu, odkąd jestem na tych studiach :P) , zabrałam się z tatą wczoraj wieczorem do domu na jeden dzień. Popracowałam, jak mogłam, poznosiłam meble do kuchni, aż padałam ze zmęczenia, poszalałam na necie, czego mi przez tydzień trochę brakowało ;)
No i muszę zakomunikować coś ważnego:
MAMA ZDAłA EGZAMIN Z PRAWKA :D to teraz moja kolej, jak mówi Rozum ;)

Mam wolne aż do wtorku, nie ma to jak IV rok ;)
Ale trzeba się w końcu zebrać w sobie i zmobilizować do konkretnej roboty, bo nawet na fortepianie ćwiczyć mi się nie chce :P póki co, labujemy ;)
Pozdrawiam wszystkich rozleniwionych studentów ;) zabierzemy się jednak za te studia? ;)
Do kiedyśtam.