poniedziałek, 26 października 2009

Dragostea din tei po polsku. Dlaczego? Bo mózg mi się zlasował :P

Dla rozluźnienia muzycznego tematu wrzucam artykuł o pewnym popularnym swego czasu przeboju lata, mianowicie "Dragostea din tei" O-Zone, który leciał niemal na okrągło na wszystkich stacjach i który jakoś bez zastanowienia wszyscy nucili. Co jednak kryje się za tymi słowami? Ano poczytajcie.


Jest ich trzech. Dan Balan: - czarne okulary, rozpięta, granatowa koszula w paski;
Arsenie Toderas, blond wlosy, biale spodnie, czarna koszula oraz Radu Sarbu, żółto-zielona koszula, charakterystyczny głosik.

Wiem, wiem, O-Zone, rumuński zespół z Mołdawi, to straszny kicz i chała, a ich pieśń "duma duma jej" zwana też "juma juma gej" albo "wlej se wlej" to wielki prymityw z gatunku disco-polo... Ale jak już raz wpadnie w uchu to słucha się tego diabelnie przyjemnie. Na szczęście nie śpiewają po polsku...


Dragostea din tei

x5
Ma-ia-hii
Ma-ia-huu
Ma-ia-hoo
Ma-ia-haa


Tego na pewno nie trzeba tłumaczyć – we wszystkich językach świata będzie brzmiało jednakowo, no może wyjątkiem jest język japoński, czy chński. ;-)


Alo, Salut, sunt eu, un haiduc,
Si te rog, iubirea mea, primeste fericirea.


Halo, cześć, To ja – hajduk.
I błagam, moja miłości, wziąć szczęście w ramiona.

Nie wiem, czy w języku polskim znajdzie się odpowiednik słówka „hajduk”, ale to byli tacy weseli chłopcy, co to napadali na bogatych, a rozdawali biednym. Każdy miał swoją księżniczkę, która go ogromnie kochała i czekała na niego w mrocznym zamczysku. Zwykle miała na imię Ilana Kosynziana. Jednym słowem - taka wersja rumuńska legendy o Robin Hoodzie. Zresztą Niemcy i Anglicy w swoich tłumaczeniach odwołują się też do tej legendy.


Alo, alo, sunt eu Picasso,
Ti-am dat beep, si sunt voinic,
Dar sa stii nu-ti cer nimic.


Halo, haalo, To ja – Pikasso.
Dałem ci sygnał i jestem porządnym facetem,
Ale wiedz o tym, że nie proszę cię o nic.

(Dlaczego Pikasso? W ZSRR był rozpowszechniony w swoim czasie zwyczaj, by, gdy chłopak już zdobędzie numer telefonu dziewczyny, która mu się podoba, zadzwonić i przedstawiając się czymś w rodzaju nicku, romantycznie wybadać, czy przypadkiem nie ma innego chłopaka, czy nie jest zajęta. Ech, romantyczne czasy.)



Vrei sa pleci dar nu ma, nu ma iei,
Nu ma, nu ma iei, nu ma, nu ma, nu ma iei.
Chipul tau si dragostea din tei,
Mi-amintesc de ochii tai.


Chcesz odejść, ale nie zabierzesz mnie ze sobą.
Nie zabierzesz, nie zabierzesz, nie zabierzesz.
Twoja twarz i miłość pod lipą
Przypominają mi o twoich oczach.

(I tu trudna kwestia. Tytułowa „dragostea din tei” w dosłownym tłumaczeniu oznacza „miłość pod lipą”. Mianowicie chodzi o rumuński folklor. Szanujący się hajduk ze swoją bandą zawsze spotykał się pod dębem. Tam weseli chłopcy knuli i spiskowali. Natomiast ze swoją księżniczką hajduk zawsze spotykał się pod lipą: tam ją zobaczył pierwszy raz, zapoznał się, pocałował. Prawdopodobnie kochali się też pod lipą, a gdyby nie fakt, że pod koniec legendy zły bogacz zabija hajduka, to zapewne ślub też odbyłby się pod lipą. ;-)



Te sun, sa-ti spun, ce simt acum,
Alo, iubirea mea, sunt eu, fericirea.


Dzwonię do Ciebie, by powiedzieć o tym, co czuję teraz.
Halo, moje kochanie, to ja, szczęście.

Alo, alo, sunt iarasi eu, Picasso,
Ti-am dat beep, si sunt voinic,
Dar sa stii nu-ti cer nimic.


Halo, halo, to znów ja – Pikasso,
Dałem ci sygnał i jestem porządnym facetem,
Ale wiedz o tym, że nie proszę cię o nic.

_________________________________________________

Artykuł pochodzi z : http://www.joemonster.org/art/3625/Dragostea_Din_Tei_po_polsku

niedziela, 25 października 2009

Arabeski.



Dzisiejszy dzień jest poświęcony muzyce. Ola zmaga się z symfoniami Beethovena, a ja z muzyką XX wieku. Ciężki temat, bo o ile Beethoven jest przyjemny, to jednak przesłuchanie jego 5 symfonii w ciągu 2 godzin daje się już mocno we znaki :P ale w tym roku dyplom, więc warto sobie przypomnieć (dzięki siostrze) trochę wiadomości z poprzedniej klasy :)

Mój materiał z XX wieku nie jest już tak przyjemny. Wprawdzie zaczynam od impresjonizmu, mojego zaprzyjaźnionego jeszcze z czasów matury kierunku w sztuce, ale następne tematy są już ciężkie do zniesienia :/

Chciałam przedstawić kilka utworów Claude Debussy'ego, przedstawiciela impresjonizmu w muzyce. W twórczości fortepianowej można odnaleźć: preludia, arabeski, obrazy, sztychy, etiudy.

Arabeski to utwory niewielkich rozmiarów o fantazyjnej, tj. swobodnej formie. Nawiązują do określenia ze sztuki, czyli ornamentu opartego na motywie stylizowanej wijącej się łodygi roślinnej z liśćmi i kwiatami. Ornament ten pojawił się w kulturze europejskiej pod wpływem sztuki islamu.

Poniżej przykład takiej arabeski.



Najliczniejszą grupę utworów fortepianowych Debussy'ego stanowią Preludia (24), zebrane w dwóch jednakowo liczebnych zeszytach. Sensualizm (pogląd filozoficzny, według którego wszelka wiedza opiera się na doświadczeniu zewnętrznym, a treść świadomości stanowią wrażenia zmysłowe) preludiów wyrażają już same tytuły, np. Wiatr na równinie, Dźwięki i wonie krążą w wieczornym powietrzu, To, co ujrzał zachodni wiatr, Dziewczę o lnianych włosach, Taras audiencji światła księżyca, Sztuczne ognie, Ślady na śniegu, Wrzosy, Żagle. Aby zapobiec ściśle programowej interpretacji swych preludiów, Debussy umieścił ich tytuły na końcu, nadając im sens sugestii i swobodnych, niezobowiązujących pozamuzycznych skojarzeń.

Najbardziej znane preludium: "Światło księżyca"



Sympatycznym utworem w klimacie ragtime jest miniatura "Mały Murzynek"



Muzyka orkiestrowa Debussy'ego to przede wszystkim Prelude a „L'a-pres-midi d'un faunę" (Preludium, do „Popołudnia fauna"), napisane według poematu S. Mallarmego, oraz trzy tryptyki symfoniczne: Les nocturnes (Nokturny - I. Chmury, II. Zabawy, III. Syreny), La mer (Morze - I. Od poranku do południa na morzu, II. Gra fal, III. Rozmowa wiatru z morzem) i Images (Obrazy - I. Gigue, II. Iberia, III. Korowody wiosenne).




Dbałość o indywidualizację barw poszczególnych instrumentów za­znacza się także w utworach kameralnych: Sonacie na flet, altówkę i harfę, Sonacie na skrzypce i fortepian, Sonacie na wiolonczelę i for­tepian oraz Kwartecie smyczkowym.

Debussy skomponował także kilka interesujących brzmieniowo dzieł wokalno-instrumentalnych, również scenicznych. Ich łączność z tradycją wyraża się w podobieństwie do praktykowanych w poprzednich stule­ciach form muzycznych. Peleas i Melizanda jest rodzajem pięcioaktowego dramatu lirycznego, Męczeństwo św. Sebastiana przywodzi na myśl wielkie religijne misteria. Ważną dziedzinę twórczości wokalno-instrumentalnej stanowią pieśni na głos z towarzyszeniem fortepianu.

***

No, przebrnęłam. To zaledwie pierwszy z piątki facetów, którzy dzisiaj próbują mnie zdominować :P ale dzielnie daję radę ;)ciekawe, jak długo... :P

sobota, 24 października 2009

House it.



Szukałam zdjęcia z błękitnymi oczami, znalazłam tylko to. Jedno oko, niestety. To jakieś przedziwne z tymi oczami. Chciałoby się w nie wskoczyć i zanurzyć jak w wodzie. Tak, wiem, że jestem dziwna. No i co z tego...

Wiecie, bo właściwie ja tego House'a to tak... sama nie wiem. Wredny jest, kłuje ze wszystkich stron i trzyma ludzi na dystans. Kto by chciał się z takim kimś zadawać. A i tak nie wiadomo, czy on chciałby to jakoś odwzajemnić. Ale dzisiaj jak usłyszałam, jak gra na fortepianie, to coś mnie tknęło. Może to jakieś moje zboczenie z tym fortepianem, ale to zawsze mnie rozwala. Stał się taki bardziej... ludzki. Nie tylko medyczny i cyniczny na wskroś i do szpiku.
Wiem, że on jest wymyślony, wirtualny. Życie w wymyślonym świecie to moja przypadłość odkąd tylko pamiętam. Ale tak jakoś... może tak jest prościej. Tylko ekran, tylko teksty, nie można czuć, widzieć szczegółów. Taka szklana ściana. Tak niby prawdziwie, ale nieprawdziwie. Nie ma sensu tłuc szkła. Można się pokaleczyć...

No, takie moje wynurzenia. Wieczorami opada mnie takie odrętwienie. Tylko siedzieć i patrzeć, i nie myśleć. Może to ta jesień. Ale nie poddałam się. Jeszcze nie budyń i nie jazz. Niech czekają na inną porę.


PS: Strawiński nie jest taki zły, jak początkowo go odebrałam. To taki kompozytor z XX wieku, jakby co. Jego Koncert skrzypcowy jest do strawienia. I zaintrygował mnie tytuł baletu "Gra w karty". Podobno rzadko wystawiane i trudno zobaczyć. Ale generalnie tej muzyki nie toleruję. I to wcale nie dlatego, że jestem nieosłuchana. Jak się czegoś nie da słuchać, to jak mam się osłuchać?
Coraz bardziej czuję się obco w tej szkole. Na studiach zresztą też. Jak jakiś outsider...

Możesz wreszcie zabłądzić w wielkim mieście.




Biała armia

Bajm

To Twoja flaga, nasz młody przyjacielu
Nie musisz kochać jej barw, o nie
To Twoja armia i życie w ciągłym biegu
Nigdy nie będziesz już sam
Możesz wreszcie zachłysnąć się powietrzem
I unieść do góry jak ptak, he-hej
Możesz wreszcie zabłądzić w wielkim mieście
Urodziłeś się, by służyć nam

Właśnie nadszedł ten czas
Whoah, to jest właśnie ten czas

Ref.:
Jesteś sterem, białym żołnierzem
Nosisz spodnie, więc walcz
Jesteś żaglem, szalonym wiatrem
Twoja siła to stal

Bóg jest z nami, jego prawda
Jak tarcza Cię ocali
Czekałeś na ten dzień tyle lat
Ruszaj z nami, z wątłymi marzeniami
Z ufnością, którą jeszcze masz

Właśnie nadszedł ten czas
Whoah, to jest właśnie ten czas

***

A tak chciałam się dzisiaj zdołować.
Zebrałaby się lista czynników dołujących: nie wyspałam się za dobrze, posprzeczałam się z kierowcą autobusu, który sprzedał mi normalny bilet zamiast studenckiego, usłyszałam o sobie, że mam skłonności masochistyczne i depresyjne, jak zachciało mi się gorącej czekolady, automat do kawy wciągnął mi 5 zł i nie oddał, bolał mnie brzuch i w ogóle zimno i ponuro.
Siedziałam w muzyku i planowałam wieczór z budyniem i smooth jazzem tudzież jakąś głupią komedią romantyczną na pocieszenie. Myśli mi swobodnie uciekały, coś skrobałam w dzienniku pokładowym i wtedy bum! padło hasło o psalmach i hymnach, że były śpiewane po to, żeby podnieść wiernych na duchu. I otworzyła się klapka w mózgu, że na przygnębienie i depresję należy śpiewać psalmy i chwalić Boga. I taki wstyd, że dałam się sprowokować. Odkręciło mi się wszystko. Wyszłam z muzyka modląc się i dziękując za wszystko, co mi się dzisiaj pozytywnego udało załatwić (net, spotkanie szkoleniowe w sprawie pracy itd). A potem kupiłam czapkę w przystępnej cenie w pierwszym sklepie, do jakiego weszłam. Zieloną albo też szmaragdową, jak kto woli.
No i po dołowaniu. Na kolację zjadłam kanapki. I tak nie ugotowałabym budyniu, bo nie miałam mleka. Trudno. Następnym razem się zdołuję, ale tak porządnie. Jak kupię mleko, zapas chusteczek i znajdę dobry rozwalający film. Oj, będzie się działo.
A póki co, mam inne zajęcia. Może nie tak interesujące i frapujące, jak to zaplanowane, ale co tam.

Trzymajcie się dziarsko. Ahoj.

Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść.

Niepokonani
Perfect

Gdy emocje już opadną
Jak po wielkiej bitwie kurz
Gdy nie można mocą żadną
Wykrzyczanych cofnąć słów
Czy w milczeniu białych haniebnych flag
Zejść z barykady
Czy podobnym być do skały
Posypując solą ból
Jak posąg pychy samotnie stać

Gdy ktoś kto mi jest światełkiem
Gaśnie nagle w biały dzień
Gdy na drodze za zakrętem
Przeznaczenie spotka mnie
Czy w bezsilnej złości łykając żal
Dać się powalić
Czy się każdą chwilą bawić
Aż do końca wierząc że
Los inny mi pisany jest

Płyniemy przez wielki Babilon
Dopóki miłość nie złowi nas
W korowodzie zmysłów możemy trwać
niepokonani
Nim się ogień w nas wypali
Nim ocean naszych snów
Łyżeczką się odmierzyć da

Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść
Niepokonanym
Wśród tandety lśniąc jak diament
Być zagadką, której nikt
Nie zdąży zgadnąć nim minie czas

***

Chyba nie muszę podsyłać linków, wszyscy znają.
W przedostatnim odcinku Szansy na sukces, gdzie spiewano piosenki Perfektu, kompletnie rozczarowały mnie kobiety. Same takie Gosie Andrzejewicz i inne Brodki. Żadnych ciężkich, dramatycznych głosów. No i z czym do ludzi. Natomiast to, że ciemnoskórego nie wyróżnili, odebrałam jako ewidentny rasizm. Jako jedyny dorównywał barwą Markowskiemu. Ale cóż...

Nie mogę się jeszcze przyzwyczaić
Do obrazków które z kina znam
W głowie gdzieś nie mogę się przestawić
Że to jest już
Całkiem inny kraj...


***

Zima przyszła, jak zwykle niespodziewanie, zaskoczyła drogowców i kogo się da. Kiedy się pakowałam przed wyjazdem do Rzeszowa, odrzuciłam genialna mysl o zabraniu zimowego płaszcza i butów, tłumacząc sobie, że nie będzie sniegu aż do listopada. I jak zwykle zemsciło się to na mnie... Mój instruktor mawiał, że niewykorzystane okazje mszczą się - zazwyczaj wtedy, kiedy za późno włączałam się do ruchu, ale w zyciu też...
Tak baj de łej, dowiedziałam się ostatnio, że mój kolega z podstawówki (stara historia pseudomiłosna, dawno i nieprawda), zaręczył się ostatnio ;) pogratulowałam, w końcu mu się udało:P powiedział, że kolej na mnie, zanim zrobią mi się zmarszczki i będzie za późno, a poza tym stare panny płacą wyższe podatki :P no tak, nic za darmo... :P
Oj, robię się zgryźliwa. Koniec tego.

***

No i jeszcze z obserwacji telewizyjnych osobowosci. Nabrałam szacunku dla kamiennej twarzy Kamila Durczoka po wczorajszym programie u Kuby Wojewódzkiego, kiedy na obsceniczne żarty Kuby i Tymona Tymańskiego ledwo mięsnie twarzy mu drgały, powstrzymując niesmak. Wprawdzie wszyscy huczą o jego wpadce ze stołem, ale dla mnie to jednak facet z klasą. A nerwy moga puscić każdemu.

***
No, to tyle z plotek i nowinek. Mam za dużo wolnego ostatnio, to tak sobie pozwalam.
Trzeba się zabrać za pisanie pracy magisterskiej, to ani zipnę.
Doberj pogody wam życzę. Adieu.

Artystka za kierownicą :P



Głos w sprawie pornografii
Wisława Szymborska

Nie ma rozpusty gorszej niż myślenie.
Pleni się ta swawola jak wiatropylny chwast
na grządce wytyczonej pod stokrotki.

Dla takich, którzy myślą, święte nie jest nic.
Zuchwałe nazywanie rzeczy po imieniu,
rozwiązłe analizy, wszeteczne syntezy,
pogoń za nagim faktem dzika i hulaszcza,
lubieżne obmacywanie drażliwych tematów,
tarło poglądów - w to im właśnie graj.

W dzień jasny albo pod osłoną nocy
łączą się w pary, trójkąty i koła.
Dowolna jest tu płeć i wiek partnerów.
Oczy im błyszczą, policzki pałają.
Przyjaciel wykoleja przyjaciela.
Wyrodne córki deprawują ojca.
Brat młodszą siostrę stręczy do nierządu.

Inne im w smak owoce
z zakazanego drzewa wiadomości
niż różowe pośladki z pism ilustrowanych,
cała ta prostoduszna w gruncie pornografia.
Książki, które ich bawią, nie mają obrazków.
Jedyna rozmaitość to specjalne zdania
paznokciem zakreślone albo kredką.

Zgroza, w jakich pozycjach,
z jak wyuzdaną prostotą
umysłowi udaje się zapłodnić umysł!
Nie zna takich pozycji nawet Kamasutra.

W czasie tych schadzek parzy się ledwie herbata.
Ludzie siedzą na krzesłach, poruszają ustami.
Nogę na nogę każdy sam sobie zakłada.
Jedna stopa w ten sposób dotyka podłogi,
druga swobodnie kiwa się w powietrzu.
Czasem tylko ktoś wstanie,
zbliży się do okna
i przez szparę w firankach
podgląda ulicę.

***

Przeglądałam wieczorem jakąś antologię wierszy polskich i trafiłam na ten wiersz. Nie wiem, czy znacie, ale uważam, że jest genialny. Jak to Szymborska. Bo liczy się pomysł i skuteczna słowna realizacja.
Ostatnio swędzą mnie palce do grania i tworzenia muzyki. Siedzę jak nakręcona nad tym musicalem i tylko wymyslam kolejne piosenki. Nie ma za wiele czasu, żeby cos napisać, przemysleć glębiej, zadumać się artystycznie nad wierszem bądź piosenką liryczną. Cenić należy zatem te momenty, kiedy czlowiek znajdzie cos niebanalnego.

-------------------------------------------------------------

Zdecydowalam się umiescić cos z mody i urody. Powód jest wlaciwie idiotyczny. Ostatnio przechodząc przez liczne sklepy zauważyłam powrót fioletów i zalamalam się, że pozbylam się tego koloru jaki czas temu, bo mi się znudzil :P przejrzalam w myslach swoją garderobę z lekką obawą, czy na pewno będzie pasować do obecnych trendów (bo do moich upodobań jak najbardziej pasuje, ale ja podobno jestem artystką, a to dziwni ludzie:P) i po krótkiej konsultacji zrobilam sobie test na typ urody. Wiem, wszystkie z was zrobily to wczesniej i jestescie doskonale swiadome, jakie ubrania, jaki makijaż itd., tylko Kika jest sto lat za Murzynami i dobiera ubrania intuicyjnie, a makijażu w ogóle nie używa. Cóż, czlowiek uczy się cale życie i glupi umiera, jak mawiala nasza sąsiadka ;P
Dal wszystkich ciekawych polecam tutaj:
Mi wyszlo Lato i szczęsliwie się okazalo, ze w porzadku z moją szafą ;) tylko ostatecznie można by dobrać sobie jakis fiolet albo sliwkę. A co.

***
Dobra, koniec tej rozpusty. Nie wiem, czy was wtajemniczylam, ale w domu mam neta o ultraszybkiej prędkosci i gmaila wczytuje mi 5 minut, więc wybralam się do cywilizacji (tj. biblioteki uniwersyteckiej) i korzystam z dobrodziejstw techniki :P
Trzymajcie się tymczasem i ubierajcie się cieplo.
Jesień się zaczyna.
Eeeech...

Tęskniąc w smagającym wietrze...



Calling you
from Bagdad Cafe

A desert road from Vegas to nowhere
Some place better than where you've been
A coffee machine that needs some fixing
In a little cafe just around the bend

I am calling you
(Don't you hear me)
I am calling you

A hot dry wind blows right through me
The baby's crying and I can't sleep
But we both know a change is coming
Coming closer, a sweet release

I am calling you
(I know you hear me?)
I am calling you

I'm gonna walk through the desert to find you
Gone leave behind the only life I know
There's a place for hearts that need fixing
A little cafe with a magic show

I am calling you
(Can't you hear me?)
I am calling you

Desert road from Vegas to nowhere
That coffee machine still needs fixing

***

Nie mogło zabraknąć muzyki. Na dzisiejszy wieczór coś nietuzinkowego. Wsłuchajcie się w refren, jakby lekko minimalnie pod dźwiękiem, trącający o skalę wschodnią, a jednak genialny. W ogóle utwór ma swój niepowtarzalny klimat i taką niemal namacalną tęsknotę w refrenie... Niesamowite jest to, że ten refren pojawia się tak z niczego. Zupełnie zmienia się temat, tekst, barwa głosu... Tak jakby ktoś zmęczony tą rzeczywistością, o której mówi na początku, zaczął rzeczywiście wołać...

Dla porównania wersja Celine Dion. Mnie powaliła, jak to Celine, która tak już ma, ze powala. Jednak potem powróciłam do pierwszej wersji. Dla arabskiego współbrzmienia. I harmonijki ;)



Po dalszych poszukiwaniach znalazłam wykonanie, którego akompaniament spełnił niemal całkowicie moje oczekiwania. A i magia refrenu została w pełni zachowana :)
Barbra Streisand. Dla mnie najlepsze wykonanie. Dynamiczne i nasycone brzmieniem. I to jest chyba oryginał, na którym wzorowała się Jevette.



***

Ostatnio kładłam się dosyć wcześnie i nie słuchałam niczego. Dzisiaj zasady legły dla muzyki...
Dzisiaj pozdrawiam mój głos rozsądku, nieprzeciętne połączenie logicznego myślenia i wrażliwości.
Słodkich snów.