środa, 29 grudnia 2010

Szczęścia w Nowy Rok.



Śniadanie do łóżka
Andrzej Piaseczny

W otwarte okno wskoczę nad ranem
Tuż obok się położę nim wstaniesz
Duszy stałość skradnę całą
Ty dostaniesz do łóżka podane

Nowe życie na śniadanie
Pozwól że Cię nim nakarmię
Szczęściem nie bój się nakruszyć
Wypełnijmy nim poduszki

W otwarte okno wpuszczę promienie
Niech wreszcie nas do końca ogrzeją
Wśród owoców otwórz oczy
Już się śmiejesz dostaniesz ode mnie

Nowe życie na śniadanie
Pozwól że Cię nim nakarmię
Szczęściem nie bój się nakruszyć
Wypełnijmy nim poduszki

Nowe życie na śniadanie
Pozwól że Cię nim nakarmię
Szczęściem nie bój się nakruszyć
Wypełnijmy nim poduszki

Na śniadanie wprost do łóżka...

***

Stary rok się kończy, pewnie kolejną notkę napiszę w styczniu... Dziękuję wam wszystkim, którzy tu zaglądacie :)

Życzę wam w Nowym Roku 2011...
- żeby było w was tyle muzyki, by starczyło jej na dni wesołe i smutne,
- żeby w każdym dniu odkrywać coś nowego w świecie i u drugiej osoby,
- żebyście słyszeli i wypowiadali słowa, które mają wartość,
- żebyście potrafili czasem odpocząć i nacieszyć się kubkiem herbaty,
- żebyście odbyli podróż życia,
- żeby to był rok tworzenia, obojętnie czego,
- żebyście zobaczyli i dotknęli twarzy swojego marzenia.

Życzę wam i sobie, aby wasze ulubione bajki się spełniły.
Do zobaczenia gdzieś :)

wtorek, 28 grudnia 2010

O oswajaniu.



Nie oswajaj mnie
proszę, nie oswajaj
ze sobą.
Już dzisiaj myślę
o dniu
kiedy któreś z nas
odejdzie.
Dlatego
nie oswajaj mnie.
Wystarczy,
że jesteś.


Aleksander Jurewicz "N+++"

***

A jednak przewrotnie... trochę mądrości Lisa z "Małego Księcia". Przeczytałam tę książkę i znowu otworzyły się wewnętrzne pokłady wzruszenia...

* "Oswoić" znaczy "stworzyć więzy".
* Lecz jeżeli mnie oswoisz, będziemy się nawzajem potrzebować. Będziesz dla mnie jedyny na świecie. I ja będę dla ciebie jedyny na świecie.
* Poznaje się tylko to, co się oswoi. Ludzie mają zbyt mało czasu, aby cokolwiek poznać. Kupują w sklepach rzeczy gotowe. A ponieważ nie ma magazynów z przyjaciółmi, więc ludzie nie mają przyjaciół. Jeśli chcesz mieć przyjaciela, oswój mnie!
* Trzeba być bardzo cierpliwym. Na początku siądziesz w pewnej odległości ode mnie, ot tak, na trawie. Będę spoglądać na ciebie kątem oka, a ty nic nie powiesz. Mowa jest źródłem nieporozumień. Lecz każdego dnia będziesz mógł siadać trochę bliżej...
* Stajesz się odpowiedzialny na zawsze za to, co oswoiłeś.
* Decyzja oswojenia niesie w sobie ryzyko łez.


Mowa jest źródłem nieporozumień... Tak, Lisie, jesteś bardzo mądry.
Wiesz, dobrze dogaduję się z kotem. Kiedy miauczy, to wiem, że chce wyjść na zewnątrz albo wejść do środka. A kiedy mruczy, to znaczy, że jest zadowolony i chce, żeby go głaskać. Kiedy chce się bawić, to trąca łapką. Kot jest nieskomplikowany. A ludzie robią z niego jakieś magiczne, tajemnicze stworzenie, które chadza własnymi drogami. Eetam, po prostu czasem potrzebuje prywatności, jak każdy.
Zupełnie inaczej jest z różą, która ma kolce. Kwiaty są słabe, są naiwne. One zabezpieczają się, jak mogą. Im się wydaje, że z kolcami są bardzo groźne. A tak naprawdę są zupełnie zależne. Róża nastawia te swoje kolce, bo chce uchodzić za dzielną. Coraz trudniej mi ją zrozumieć...
Jednak najtrudniej dogadywać się z ludźmi...
Dobra, Lisie, czas na mnie... Będę jutro o tej samej porze. Będziesz czekał?...

poniedziałek, 27 grudnia 2010

Zakręcona.



Wybacz, brat, ale pasowało mi do koncepcji...




Perfect guy
Polucjanci

you will never find the right man, honey
you will never find any kind of a prince
even if you want to try and look for such a fellow
girl you'd better keep him in your dreams
'cause I've got to tell you a pretty harsh truth baby


the perfect guy don't exist


I know I'm not the kind of man you dreamed of
I always bet foolish when you're close to me
I stop making sense and act like idiot
even thhou my intentions ain't as bad as you think
so let me come to you give you hug and a kiss


the perfect guy don't exist


I don't know what do to make think
to make you start treating me right
I don't know how to open your mind
and make you listen to your heart
I know that you listen to many people
and you try to find a riht place in this world
but I think that it would be much easier
if you started listening to yourself


so let me tell you one more time honey
girl you'd better stop dreaming of a perfect dude
try to fall in love with someone baby, maby
it's a destination
god has chosen for you
so let me come to you give you hug and kiss


the perfect guy just don't exist

***

Dzień ostrej roboty w kurniku, huh, ależ się łopata namachałam, jutro nie dźwignę rąk do góry. Pomysł spontaniczny i mój, czasem miewam takie spontany na szalone sprzątanie, aż padnę. Marzę już o tych dobrych czasach, kiedy praca nie będzie męczyła i ten sam zapał, co na początku, będzie na końcu... A póki co musiałam odpierać ataki koguta, który miał jakieś nieuzasadnione antagonizmy pod moim adresem... Postanowiłam nie być agresywna i bronić się modlitwą. Działało bez pudła: kogut łagodniał, po czym za jakiś czas znowu atakował, nawet od tyłu... Ale wytrzymałam :)dzięki, Panie :)

Przeżywaliśmy dzisiaj z bratem film z George Clooney "Gniew oceanu". Do końca filmu wierzyłam, że oni przeżyją... A jednak wszyscy utonęli :( nie lubię tego :/ w jakiś irracjonalny sposób buntuję się przeciwko takiej rzeczywistości... Te krzyczące z bezradności kobiety, zapłakane dzieci... Bo ojcowie wypłynęli zarabiać na chleb...

Ale płaczu nie było. Mój wewnętrzny kranik jest szczelnie zakręcony. Nic nie wycieka, chyba, że w kontrolowanych momentach, jak np. na musicalu. Trochę to dziwne, bo krany zakręca się w zimie, żeby woda nie zamarzła i nie rozsadziła instalacji, a u mnie ktoś zakręcił go ponad pół roku temu, kiedy była wiosna. Chyba się coś zacięło z tym kranem, bo szarpię się i mocuję z nim, a ten nie działa. Aż coś trzeszczy we mnie i zgrzyta na wszystko. Ale jest jakiś pozytyw: czysto, sucho i bez zbędnego chlapania naokoło. Tylko nic przeze mnie nie płynie i nic się nie dzieje. Zazwyczaj aż wrzało w rurach, a teraz nic.
Czasem czuję się jak ten zakręcony na zimę kran, taka cyniczna i zimna, wyrachowana i przewidująca, we wszystkim szukająca jakiegoś haczyka, bo nie może być przecież idealnie, nawet jeśli przez chwilę jest dobrze... I znajduję, niestety...
Nie, wcale nie płaczę, przecież już mówiłam, że nie potrafię ostatnio. Katar tylko mam, to przecież o niczym nie świadczy.
Dobrej nocy życzę. Może znajdzie się ktoś, kto będzie potrafił ten kran odkręcić...

niedziela, 26 grudnia 2010

Kocie opowieści


"Każdy z nas myśli, że jest inny, wyjątkowy, a tak naprawdę wszyscy chcemy tego samego: miłości, przebaczenia, czekolady...."
dr Gregory House



Jestem w domu. Pogoda tu na Dzikim Wschodzie mnie zadziwia: kiedy przyjechałam, było 9 stopni i błoto wszędzie naokoło, teraz w ciągu dwóch dni ochłodziło się i spadł śnieg. Czyli jest normalnie, zimowo i w ogóle :) siedzimy z rodzeństwem w domu, doglądamy kur i kota, oglądamy telewizję i wszystkie te świąteczne komedie romantyczne (teraz leci "Zaczarowana"). Brat propaguje dietę na przyrost masy i jakoś mimowolnie zrobiłam taki obiad, uczestnicząc tym samym w procesie nabierania masy :P ale spokojnie, nie przybiorę więcej niż trzeba :P
Wesołą zabawę mamy z kotem, który jest jeszcze młody i rozbrykany, szalenie lubi bawić się w drapanie i gryzienie, w związku z tym mam całe poharatane ręce :) brat jak większość facetów nie toleruje kota i nie kryje tego, podczas gdy my z siostrą mamy z nim szaloną zabawę :) w ogóle to ciekawe, ale niewielu takich facetów znam, którzy lubią koty...
Net chodzi po zbóju, można by powiedzieć, że prawie się nie porusza :P tracę cierpliwość do niego pomału, a tak pomstowałam na neta w Warszawie... Nigdy więcej :P
Połomotałam sobie w klawisze dzisiaj, nikt nie pomstował, siostra przyłączyła się do przeboju "Sweet home Alabama", brat mnie zignorował, a kot spał. Czasem trzeba wyrzucić z siebie nadmiar muzyki, nagromadzonej przez wieczory słuchania.

Chyba tyle z aktualności... Jest dobrze, spokojnie i ciepło :) w głowie i w sercu też :)
Ciągnie mnie na zachód znów... Niedługo wyruszę w drogę :)

piątek, 24 grudnia 2010

Now I need you more than ever.



All at sea
Jamie Cullum

I'm all at sea
Where no-one can bother me
Forgot my roots
If only for a day
Just me and my thoughts sailing far away

Like a warm drink it seeps into my soul
Please just leave me right here on my own
Later on you could spend some time with me
If you want to
All at sea

I'm all at sea
Where no-one can bother me
I sleep by myself
I drink on my own
Don't speak to nobody
I gave away my phone

Like a warm drink it seeps into my soul
Please just leave me right here on my own
Later on you could spend some time with me
If you want to
All at sea

Now I need you more than ever,
I need you more than ever, now

You don't need it every day
But sometimes don't you just crave
To disappear within your mind
You never know what you might find
So come and spend some time with me
We will spend it all at sea

Like a warm drink it seeps into my soul
Please just leave me right here on my own
Later on you could spend some time with me
If you want to
All at sea

***

Tłukło mi się to przez cały dzień w teatrze świdnickim, jak tylko dopadłam pianina Kurzweila i palce mi pobiegły na As - motyw morza sam popłynął :)

22 grudnia - to był dobry czas: sesja zdjęciowa, próba, koncert, wieczór ze znajomymi... Wprawdzie mało snu, bo przyjechaliśmy do Świdnicy o 4 rano, jadąc niemal całą noc, ale dzięki Bogu były siły na wszystko :)
Zdjęć i wywiadu szukajcie na facebooku ;)

Myśl zapisana podczas wczorajszej dłuuuugiej podróży pociągiem:

Jeśli chcesz rozpalić domowe ognisko, przygotuj drewno.


Możecie interpretować dowolnie ;)

Do siego roku :)

wtorek, 21 grudnia 2010

Do 3 x sztuka :P



Do you want the truth or something beautiful
Paloma Faith

The Prophet took my hand on all souls day
He preached the value of deception
Changing shadows by a shapeshifter's rules
Tales are never just for fools
The court of conscience came before me
Presenting me with a heavenly angel
You took my hand and asked me, truths aside
To his questions I replied

Do you want the truth or something beautiful?
Just close your eyes and make believe
Do you want the truth or something beautiful?
I am happy to deceive you

He stood as tall as redwood trees
Drank tea from a seamstress' thimble
I Didn't want to speak the honest truth
So I spit out lies that aimed to soothe

Do you want the truth or something beautiful?
Just close your eyes and make believe
Do you want the truth or something beautiful?
I am happy to deceive you

Secrets, lies, and falling veils
I can be who you want me to be
Sacred lies, and telling tales
I can be who you want me to be
But do you want me?

Do you want the truth or something beautiful?
Just close your eyes and make believe
Do you want the truth or something beautiful?
I am happy to deceive you

Sacred lies, and telling tales
I can be who you want me to be
Sacred lies, and telling tales
I can be who you want me to be
But do you want me?
But do you want me?

***
Przypadkowe odkrycie na winampie podczas kolejnego zarywania nocy na konwersacjach na fb :P co ja poradzę, że net tak paskudnie zrywa i oferuje obustronną zabawę w chowanego? :P
Jutro (a wlaściwie już dzisiaj, tylko kilka godzin później) Świdnica - osiągniemy ją gdzieś kolo pólnocy, zakladając wersję optymistyczną :P a że dzisiaj wszystko czarno widzę, więc dojedziemy tam na środę rano :P potem koncert, powrót, święta w Bajkówce i znowu Świdnica - na sylwestra ;) bijemy rekordy, a co ;) w tym roku wypadnie 3 razy...
Mialam jakąś inteligentną konkluzję na dziś, ale chyba jej nie wygloszę, bo moja kreatywność się już wyeksploatowala (pffff :P) to może zdjęcia aktualne wstawię...



Frau Magister Harasim und ihre Waffe- Tafel und Kreide :P

Gute Nacht for everyone.

poniedziałek, 13 grudnia 2010

Kocie opowieści


"Każdy z nas myśli, że jest inny, wyjątkowy, a tak naprawdę wszyscy chcemy tego samego: miłości, przebaczenia, czekolady...."
dr Gregory House



Jestem w domu. Pogoda tu na Dzikim Wschodzie mnie zadziwia: kiedy przyjechałam, było 9 stopni i błoto wszędzie naokoło, teraz w ciągu dwóch dni ochłodziło się i spadł śnieg. Czyli jest normalnie, zimowo i w ogóle :) siedzimy z rodzeństwem w domu, doglądamy kur i kota, oglądamy telewizję i wszystkie te świąteczne komedie romantyczne (teraz leci "Zaczarowana"). Brat propaguje dietę na przyrost masy i jakoś mimowolnie zrobiłam taki obiad, uczestnicząc tym samym w procesie nabierania masy :P ale spokojnie, nie przybiorę więcej niż trzeba :P
Wesołą zabawę mamy z kotem, który jest jeszcze młody i rozbrykany, szalenie lubi bawić się w drapanie i gryzienie, w związku z tym mam całe poharatane ręce :) brat jak większość facetów nie toleruje kota i nie kryje tego, podczas gdy my z siostrą mamy z nim szaloną zabawę :) w ogóle to ciekawe, ale niewielu takich facetów znam, którzy lubią koty...
Net chodzi po zbóju, można by powiedzieć, że prawie się nie porusza :P tracę cierpliwość do niego pomału, a tak pomstowałam na neta w Warszawie... Nigdy więcej :P
Połomotałam sobie w klawisze dzisiaj, nikt nie pomstował, siostra przyłączyła się do przeboju "Sweet home Alabama", brat mnie zignorował, a kot spał. Czasem trzeba wyrzucić z siebie nadmiar muzyki, nagromadzonej przez wieczory słuchania.

Chyba tyle z aktualności... Jest dobrze, spokojnie i ciepło :) w głowie i w sercu też :)
Ciągnie mnie na zachód znów... Niedługo wyruszę w drogę :)

środa, 8 grudnia 2010

In a sentimental mood.





Pomarańcze i mandarynki
Marek Grechuta

Pani pachnie jak tuberozy.
To nastraja i to podnieca.
A ja lubię zapach narkozy,
A najbardziej - gdy jest kobieca.

A ja lubię zapach narkozy,
A najbardziej - gdy jest kobieca.

Mówię ładnie? I melodyjnie?
Zdania perlę jak z pereł kolię?
Pani patrzy - melancholijnie...
Skąd ma pani tę melancholię?

Pani patrzy - melancholijnie...
Skąd ma pani tę melancholię?
Sen? Doprawdy? Jak z dymu kółka?
Sen zmysłowy bladej dziewczynki?
Hebanowa lśniąca szkatułka:
Pomarańcze i mandarynki.

Hebanowa lśniąca szkatułka:
Pomarańcze i mandarynki.

Pani usta wtula w swe futro...
Pewno.. miękkie jest to futerko...
Przeczulenie? co będzie jutro?
Co pokaże srebrne lusterko?

Przeczulenie? co będzie jutro?
Co pokaże srebrne lusterko?

Podkrążone po balu oczy
I zmysłowość pachnącej twarzy,
I sen zwiewny panią omroczy,
I o wczoraj pani zamarzy.

I sen zwiewny panią omroczy,
I o wczoraj pani zamarzy.

Pani pyta, czy walca tańczę?
Ach, zatańczę... jak sen dziewczynki!
Mandarynki i pomarańcze,
Pomarańcze i mandarynki.

Mandarynki i pomarańcze,
Pomarańcze i mandarynki.

***

Mgliście odrobinę za oknem... Lubię mgłę. Robi się tak nieoczywiście, magicznie wręcz. Mam wtedy taką szaloną chęć, żeby ktoś zadzwonił i powiedział: "Kika, będę u ciebie za pół godziny. Idziemy się powłóczyć po mieście." To nic, że jestem już kompletnie rozdomowiona. Ubrałabym się w 3 minuty, wyszykowałabym i poszłabym przez mgłę, oglądając zawoalowane krajobrazy i snując rozmowy o sztuce i życiu... A póki co, podziwiam mgłę za oknem, sącząc herbatę miodowo-imbirową i delektując się moim ulubionym jazzem. Może takie marzenia trzeba głośniej i wcześniej wyrażać... Wtedy może nawet ktoś chętny by się znalazł ;)
Z wiekiem stwierdzam, że stężenie sentymentalizmu raczej się u mnie nie zmienia, tylko zwiększa się potrzeba wyrażania tego i czyjegoś współuczestnictwa. Co za frajda słuchać muzyki samemu, jak nie ma kto tego ze mną komentować. Tak samo oglądanie niesamowitych miejsc w pojedynkę nie jest takie pasjonujące. No cóż... Pożyjemy, zobaczymy.
Tymczasem.

Ps. Ciekawy eksperyment muzyczny mi się zrobił... Włączyłam:
In a sentimental mood - Duke Ellington i w międzyczasie na Winampie wlączyli mi się Poluzjanci - Round&Round ... i przynajmniej do pierwszej minuty wszystko pasowało ;) zresztą zobaczcie sami, jak to brzmi ;)

wtorek, 7 grudnia 2010

Ole, ole, ole, ole, nie damy się, nie damy się!





Mój jest ten kawałek podłogi
Mr Zoob

Znowu ktoś mnie podgląda
Lekko skrobie do drzwi
Straszy okiem cyklopa
Radzi, gromi i drwi

Mój jest ten kawałek podłogi }
Nie mówcie mi więc,co mam robić } / x 2

/ w s t a w k a /

Meble już połamałem
Nowy ład zrobić chcę
Tynk ze ścian już zdrapałem
Zamurować czas drzwi

Mój jest ten kawałek podłogi }
Nie mówcie mi więc,co mam robić } / x 2

/ w s t a w k a - sax solo /

Mój jest ten kawałek podłogi }
Nie mówcie mi więc,co mam robić } / x 2

Wielkie dzieło skończyłem
Głód do wyjścia mnie pcha
Prężę się i napinam
Lecz mur stoi jak stał

Mój jest ten kawałek podłogi }
Nie mówcie mi więc,co mam robić } / x 2

***

Kilka prostych zasad:

1. Nie zawsze trzeba wszystko wiedzieć, żeby rozumieć. Nie zawsze fakty wszystko wyjaśniają. Czasem słowa więcej gmatwają, niż by się ich wcale nie powiedziało. Słowa wyjaśnienia mają sens wtedy, kiedy budują mosty porozumienia. Kiedy ranią i niszczą, lepiej ich nie wypowiadać...

2.Nie zawsze "logicznie myśleć" oznacza "poprawnie myśleć". Logika jest zimna, chłodna, nie pozostawia miejsca na takt i wyczucie. Skoro wszystko można wyjaśnić w chłodny, rozumowy sposób, to można człowieka obedrzeć z szat i wystawić go na słowną chłostę...

3. Nie zawsze trzeba zapobiegać wszystkim ewentualnym błędom. Żadnej frajdy dla Harpo. Żadnego własnego doświadczenia, wszystko z góry zaplanowane i przygotowane. Życie według schematu działania, logicznej instrukcji. Schematy myśli, słów, postępowań, idei.

4. Nie zawsze trzeba wszystko komentować. Nie trzeba szukać we wszystkim haczyków, żeby powiesić na nich swoją opinię. Nikt nie wiesza przecież płaszcza na rzeźbie w muzeum tylko dlatego, że ma wystające elementy...

***

Zabrałam się za naukę do Podkowy. I żadnego siedzenia na fb w ciągu dnia. Krótki look i tyle. Pozostawiam sobie ten czas ewentualnych konwersacji na wieczór.

Pozdrawiam dzisiaj moją jedyną w swoim rodzaju rodzinę. Ole, ole, nie damy się!

poniedziałek, 6 grudnia 2010

All the single ladies now put your hands up.



Single
Natasha Bedingfield

Ah yeah that's right
All you single people out there
This is for you

I'm not waitin' around for a man to save me
(Cos I'm happy where I am)
Don't depend on a guy to validate me
(No no)
I don't need to be anyone's baby
(Is that so hard to understand?)
No I don't need another half to make me whole

Make your move if you want doesn't mean I will or won't
I'm free to make my mind up you either got it or you don't

[Chorus:]
This is my current single status
My declaration of independence
There's no way I'm tradin' places
Right now a star's in the ascendant

I'm single
(Right now)
That's how I wanna be
I'm single
(Right now)
That's how I wanna be

Ah yeah Uh Huh that's right

Don't need to be on somebody's arm to look good
(I like who I am)
I'm not saying I don't wanna fall in love 'cos I would
I'm not gonna get hooked up just 'cos you say I should
(Can't romance on demand)
I'm gonna wait so I'm sorry if you misunderstood

[Chorus]

Everything in it's right time everything in it's right place
I know I'll settle down one day
But 'til then I like it this way it's my way
Eh I like it this way

Make your move if you want doesn't mean I will or won't
I'm free to make my mind up you either got it or you don't
'Til then I'm single

This is my current single status
My declaration of independence
There's no way I'm tradin' places
Right now a star's in the ascendant

***

Piosenka znaleziona na potrzeby inicjatywy Karoli&Kariny, czyli imprezy dla ludzi o zimnych sercach na Antarktydzie :P do tego dołączam parę innych hitów i będzie full playlista :P

Beyonce - Single ladies

Kelly Clarkson - Miss Independent

Green Day - Boulevard of broken dreams
Kabaret Elita - Zerowy bilans, czyli pero
Ewa Bem - Moje serce to jest muzyk
Urszula - Rysa na szkle

A na deser... Mój pierwszy własnoręczny demot.



Haha ... Lata mijają, a ludzie się nie zmieniają. Albowiem, jak mówi pewne mądre motto, które znalazłam w swoich archiwalnych postach:

"Nie zmienimy się siłą naszej woli, nie zmieni nas upływ czasu.
Zmieni nas miłość."


Czego sobie i wszystkim życzę.

czwartek, 2 grudnia 2010

Huhu-ha, huhu-ha, nasza zima zła!



Zima zła
Maria Konopnicka

Hu! hu! ha! Nasza zima zła!
Szczypie w nosy, szczypie w uszy,
mroźnym śniegiem w oczy prószy,
wichrem w polu gna!
Nasza zima zła!

Hu! hu! ha! Nasza zima zła!
Płachta na niej długa, biała,
w ręku gałąź oszroniała,
a na plecach drwa...
Nasza zima zła!

Hu! hu! ha! Nasza zima zła!
A my jej się nie boimy,
dalej śnieżkiem w plecy zimy,
niech pamiątkę ma!
Nasza zima zła!

***

Powyższy link na rozładowanie mroźnej atmosfery po wczorajszym pseudofinale Tap Madl i aby mimo wszystko zima nie była taka zła ;) właściwie muszę się przyznać, że oglądałam ten żenujący program od samego początku emitowania do i choć niektóre momenty uwłaczały godności ludzkiej, to człowiek miał taką dziwną potrzebę się zresetować po całym dniu. Jednakże finał sięgnął dna i, co tu kryć, kompletnie mnie rozczarował: zarówno umierającym poziomem napięcia, jak i rezultatem głosowania, podobnie jak i w "Mam talent". Ech, ten nasz polski romantyzm... Ciągle nie rozumiemy zachodniego kapitalistycznego, brutalnego świata... Cóż, było, minęło. Zima toczy się dalej...

Co słychać? W Warszawie sypie, mroźno, coraz większe sterty śniegu na przystankach i na chodniku. Z tego też powodu preferuję budynkowy (bądź też galeriowy) styl życia i z rzadka wypuszczam się z mieszkania (a może powinnam się hartować, nie wiem). Ale i tak moja artystyczna natura pieje z zachwytu na widok ośnieżonych drzew (po ostatnim pobycie w Podkowie) i klimatycznych światełek (oficjalna iluminacja Traktu Królewskiego w sobotę o 16), jakby wbrew rozsądnym ubolewaniom większości użytkowników dróg. Nie poradzę, że piękno mnie cieszy.

Nie wiem, kto aktualnie czyta tego bloga, w sumie udostępniałam go tylu różnym osobom, że nie wiem, kto tu zagląda, a mam jakiś nastrój na wywnętrznianie się... To może powiem krótko i dobitnie: jestem wolna i próbuję znowu funkcjonować, jak wcześniej. Pracuję, jeżdżę raz w miesiącu na studia, a także na koncerty z All4Him, chodzę na piątkowe spotkania młodzieżowe, śpiewam na nabożeństwie, prowadzę lekcje, ostatnio udzielam lekcji pianina, ponadto organizuję nabożeństwo 3 grudnia i mam z tego powodu liczne próby. Staram się jakoś bardziej towarzysko rozwinąć i nadrobić te lata zamykania się w swoim świecie, czyli rozwijam znajomości z różnymi ludźmi. Czasem tylko uciekam w muzykę i bloga, ale na krótko. Chyba lepiej z ludźmi, niż z maszynami czy myślami.
Nawalam może tylko w jednym: kładę się późno spać i późno wstaję, trochę jestem nieprzytomna, ale radzę sobie ze wszystkim i w sumie jestem ogarnięta, jak zawsze zresztą; cholernie ogarnięta, poukładana i robię kilka rzeczy naraz, żeby nie mieć czasu na myślenie. I tak myślę, ale jakoś mniej.

Na deser pozostawiam jeszcze jeden kwiatek, czyli to, co tygryski lubią najbardziej: hybryda gatunków, maksymalne stężenie absurdu, aluzje i korespondencja sztuk oraz prostota (nie mylić z prostactwem) wykonania dla podkreślenia groteskowości. Tylko ten komentarz pod spodem zupełnie niepotrzebny.



Do siego roku.

środa, 24 listopada 2010

Piosenka na ciężki dzień.



You gotta be
Des'ree

2-Listen as your day unfolds
Challenge what the future holds
Try and keep your head up to the sky
Lovers, they may cause you tears
Go ahead release your fears

Stand up and be counted
Don't be ashamed to cry

You gotta be
1-You gotta be bad, you gotta be bold
You gotta be wiser, you gotta be hard
You gotta be tough, you gotta be stronger

You gotta be cool, you gotta be calm
You gotta stay together
All I know, all I know, love will save the day

Herald what your mother said
Readin' the books your father read
Try to solve the puzzles in your own sweet time

Some may have more cash than you
Others take a different view
my oh my heh, hey..(repeat l)

Don't ask no questions, it goes on without you
Leaving you behind if you can't stand the pace
The world keeps on spinning
You can't stop it, if you try to
This time it's danger staring you in the face
oh oh oh

Remember (rpt 2)
My oh my heh, hey, hey(rpt 1, 1...ad lib to fade)

***

Dzień był ogólnie nietęgi... I człowiek nagle przestał udawać, że jest taki silny i niczym się nie przejmuje. Ale może i dobrze, będzie na jakiś czas lżej...
Dzisiaj piosenka od Karoli. Dzięki, mamo ;)

poniedziałek, 22 listopada 2010

Violin&Piano, czyli The classical love story

Już drugi raz wybrałam się na koncert do Uniwersytetu Muzyki, tydzień temu to był koncert utworów fortepianowych, a tym razem grały skrzypce i śpiewało dwóch wokalistów. Tytuł koncertu mnie na początku wystraszył ("Ignacy Jan Paderewski - miłość, skrzypce i śpiew"), gdyż pojawiła się maleńka obawa, że poruszy struny, których wolałabym póki co nie tykać, ale spokojnie było, większość kawałków była taka o, tylko kilka wywołały artystyczne wzruszenia ;)

Chinka Ae-Ran Kim zaśpiewała dwie pieśni po polsku: "Gdy ostatnia róża zwiędła" i "Chłopca mego mi zabrali". Była naprawdę zaskakująca, tak przekonująco śpiewała po polsku... Rozpłakałam się. Przypomniały mi się koncerty w naszym muzyku i lekcje śpiewu.. Jednak brakuje tego...

Kwartet smyczkowy, czyli cztery urocze dziewczyny, robiące wdzięczne pauzy na przerzucenie stron, zagrały "Wariacje i fugę F-dur", zmieniając klimaty niemal w każdej części ;) jednak było to tak wciągające, podobnie jak ich żywa gestykulacja, że dostały burzę oklasków :)

Zgrabna blondyneczka w szarym kostiumie zagrała radosnego Krakowiaka A-dur op.9 nr 5 i chociaż melodii nie pamiętam absolutnie, to mam własnoręczną notatkę w programie: śpiewające skrzypce :)

And last but not least, ale mistrzowsko zagrała energiczna Francuzka? Judith Le Monnier Sonatę a-moll op.13. Ach, suknię miała obłędną, różową, mieniącą się srebrem, doskonal skrojoną, migoczącą jak woda... Do tego burzliwe dźwięki skrzypiec, ekspresja całego ciała i perlisty akompaniament fortepianu... Szkoda, że nie mogliście tego zobaczyć...
To chociaż spróbujcie usłyszeć. Poniżej wszystkie trzy części.







Cóż więcej mogę dodać? Niech żałują ci, którzy mieli się ze mną wybrać, a się nie wybrali. O!

środa, 17 listopada 2010

Dziewczyna nie ludzie...



Cyraneczka
Anna Maria Jopek

Cyraneczka nie ta, dziewczyna nie ludzie,
a spojrzę na niego to zaraz za mną pójdzie...

Odprowadzi mnie on, do samego domu,
mocno przytuli, powie matuli,
że mnie nie odda nikomu...

***

Wybaczcie, że jestem taka monotematyczna, ale wczoraj udało mi się skopiować kilka piosenek na mój telefon sposobem dosyć skomplikowanym (przez stary K700 podczerwienią i potem bluetoothem na swój, gdyż coś mi się porobiło z gniazdem USB w kompie i kabla mi nie chce wykrywać). I tak słuchając wieczorową porą, trafiłam na ten kawałek i aż coś w środku mnie zaczęło chodzić, więc musiałam się tym podzielić.
Poniżej opis ze strony oficjalnej AMJ.

5. Cyraneczka
(trad.) (aranżacja Anna Maria Jopek, Leszek Możdżer, Cezary Konrad, Darek Oleszkiewicz)

Mazowsze wraz z moim tatą śpiewało tę piosenkę wiele lat temu. W naszej wersji to "manifest nowych dzikich". Ja też poszukuję nowych brzmień, ale nie kręcę gałkami syntezatorów i nie podpinam do gitary całej kolejki wąskotorowej efektów. "Cyraneczka" to chyba mój ulubiony utwór z Bosej i esencja tego, czego szukałam.


A dla mnie to znowu krzyk tajonej tęsknoty za czymś trwałym i pięknym. Oddaje to doskonale wokaliza Anny Marii Jopek w środkowej części utworu oraz gwałtowne wydechy. Tętniące bębny ilustrują niepokój i kołatanie myśli, natomiast fortepian (Leszek Możdżer) sypiący dźwiękami zwłaszcza w durowym fragmencie, tchnie liryzmem i wydobywa ukryte piękno.
Cyraneczka wydaje mi się postacią żyjącą w swoim magicznym świecie, jakby nie przynależącą do świata ludzi, niezrozumianą i z pozoru niezależną, ale gdzieś w środku tęskniącą za kimś, na kim będzie jej prawdziwie i z wzajemnością zależeć...

Zimowo się zrobiło. Byłam u lekarza, mam lekarstwa, będę się leczyć.
PoZDRAWIAM.

poniedziałek, 15 listopada 2010

Ole, ole, ole, ole, nie damy się, nie damy się!





Mój jest ten kawałek podłogi
Mr Zoob

Znowu ktoś mnie podgląda
Lekko skrobie do drzwi
Straszy okiem cyklopa
Radzi, gromi i drwi

Mój jest ten kawałek podłogi }
Nie mówcie mi więc,co mam robić } / x 2

/ w s t a w k a /

Meble już połamałem
Nowy ład zrobić chcę
Tynk ze ścian już zdrapałem
Zamurować czas drzwi

Mój jest ten kawałek podłogi }
Nie mówcie mi więc,co mam robić } / x 2

/ w s t a w k a - sax solo /

Mój jest ten kawałek podłogi }
Nie mówcie mi więc,co mam robić } / x 2

Wielkie dzieło skończyłem
Głód do wyjścia mnie pcha
Prężę się i napinam
Lecz mur stoi jak stał

Mój jest ten kawałek podłogi }
Nie mówcie mi więc,co mam robić } / x 2

***

Kilka prostych zasad:

1. Nie zawsze trzeba wszystko wiedzieć, żeby rozumieć. Nie zawsze fakty wszystko wyjaśniają. Czasem słowa więcej gmatwają, niż by się ich wcale nie powiedziało. Słowa wyjaśnienia mają sens wtedy, kiedy budują mosty porozumienia. Kiedy ranią i niszczą, lepiej ich nie wypowiadać...

2.Nie zawsze "logicznie myśleć" oznacza "poprawnie myśleć". Logika jest zimna, chłodna, nie pozostawia miejsca na takt i wyczucie. Skoro wszystko można wyjaśnić w chłodny, rozumowy sposób, to można człowieka obedrzeć z szat i wystawić go na słowną chłostę...

3. Nie zawsze trzeba zapobiegać wszystkim ewentualnym błędom. Żadnej frajdy dla Harpo. Żadnego własnego doświadczenia, wszystko z góry zaplanowane i przygotowane. Życie według schematu działania, logicznej instrukcji. Schematy myśli, słów, postępowań, idei.

4. Nie zawsze trzeba wszystko komentować. Nie trzeba szukać we wszystkim haczyków, żeby powiesić na nich swoją opinię. Nikt nie wiesza przecież płaszcza na rzeźbie w muzeum tylko dlatego, że ma wystające elementy...

***

Zabrałam się za naukę do Podkowy. I żadnego siedzenia na fb w ciągu dnia. Krótki look i tyle. Pozostawiam sobie ten czas ewentualnych konwersacji na wieczór.

Pozdrawiam dzisiaj moją jedyną w swoim rodzaju rodzinę. Ole, ole, nie damy się!

Palce pamiętają.




Przyszłam do Ciebie dzisiaj z małą radością jak świeczką na dłoni, a Ty rzuciłeś na nią wielki koc pesymizmu. Jakbyś się bał, że się oparzę albo coś spalę. To była tylko mała świeczka. Błyszczałaby ładnie i ogrzewała ręce, a potem spokojnie zgasła. Nie musiałeś robić akcji ratunkowej.
Innym razem, kiedy czułam, że świeczka mnie parzy i że powinnam ją odłożyć, powiedziałeś: to nic nie szkodzi, czym Ty się martwisz. Więc trzymałam posłusznie, aż się cała wypaliła. Bardzo szybko. Pozostały poparzone palce i kilka kropli wosku. Pewnie już nawet nie pamiętasz, że to Ty pierwszy powiedziałeś, żebym ją trzymała. Wiem, powiesz, że miałam wolną wolę i czułam, że jest nie tak, więc czemu cię słuchałam. I oczywiście będziesz mieć rację.
Ja się nie gniewam ani nie mam żalu. Wiem, że jesteś mądry i nawet byłbyś w stanie obliczyć czas spalania, temperaturę i energię cieplną, którą wytworzy palący się płomień. Naprawdę wiele wiesz o świeczkach i w ogóle, to imponujące. Tylko.... po prostu wiem, że wobec tej całej teorii w sprawie świeczki najwięcej do powiedzenia mają palce, bo to one trzymają świeczkę. To nie Ciebie będzie bolało.
Dziękuję za wszystkie dobre rady, wiem, że się martwisz i chciałbyś mnie ochronić przed kolejnym sparzeniem. Ale nie musisz się martwić aż tak bardzo: palce pamiętają...

niedziela, 14 listopada 2010

AMJ.



Szepty i łzy
Anna Maria Jopek

Słońce na niebie gaśnie za rzeką
Zmierzch ma zapach siana i snu
Pójdę przed siebie, pójdę daleko
Za ostatni las białych brzóz

Pójdę daleko, pójdę na łąki
Malowane złotem i rdzą
Zwierzę się wierzbom z naszej rozłąki
Wierzby wierzą szeptom i łzom


Tęsknię za Tobą, płaczę po Tobie
Płaczą ze mną rosy i mgły
W ciszy drżą słowa, których nie powiem
Bo rozumiesz je tylko Ty

Pójdę daleko, pójdę na łąki
Malowane złotem i rdzą
Zwierzę się wierzbom z naszej rozłąki
Wierzby wierzą szeptom
Wierzby wierzą szeptom
Wierzby wierzą szeptom i łzom

Pójdę daleko, pójdę na łąki
Malowane złotem i rdzą
Zwierzę się wierzbom z naszej rozłąki
Wierzby wierzą szeptom
Wierzby wierzą szeptom
Wierzby wierzą szeptom i łzom

***

Spieszę nadrobić poważne niedopatrzenie w mojej muzycznej edukacji, mianowicie nieznajomość repertuaru Anny Marii Jopek. Aż mi wstyd, że dotychczas kojarzyłam ją z tylko dwoma piosenkami. Któregoś dnia wybrałam się do Empiku posłuchać muzyki i wpadła mi w ręce jej płyta "Farat" - jej największe przeboje w wersji koncertowej.
Poniżej opis płyty z oficjalnej strony artystki.

"Farat" - odważna, dynamiczna płyta nagrana podczas koncertów w Farat Film Studio jest swoistym zapisem muzyki ostatnich lat i podsumowaniem ośmiu płyt artystki. Od debiutanckiego "Ale jestem" przez intymne brzmienia "Szeptem", szorstkość "Bosej" aż po przeboje "Nienasycenia" i nadzwyczajne wspomnienia płyty z Patem Metheny.


I recenzja z Art.Rock.pl.

Pierwsze, co rzuca się w oczy, jeszcze przed przesłuchaniem tego albumy, to okładka. Niepokojąca, jakby nie z tej bajki. Odrealniona twarz Anny Marii, nieco demoniczne spojrzenie... Przykuwa wzrok, nie da się ukryć. A potem jest już tylko muzyka - tym razem na żywo.

Nie od dzisiaj wiadomo, że jazz najlepiej sprawdza się na koncertach, ten album tylko tę tezę potwierdza. Anna Maria Jopek - bodaj najlepsze żeńskie gardło w tym kraju i jej sidemani (bogowie, życzyłbym sobie TAKICH sidemanów!) po prostu grają najlepsze utwory z całej kariery wokalistki. Ale nie odgrywają po prostu nuta w nutę kolejnych kawałków, o nie! Mając w składzie Leszka Możdżera, chyba najlepszego obecnie polskiego pianistę jazzowego i okołojazzowego, grzechem byłoby nie dać mu poszaleć. Jego ponadtrzyminutowy wstęp do "Cyraneczki" to porywające granie idealnie wprowadzające w klimat. Zresztą każdy z muzyków ma tutaj swoje pięć minut i wykorzystuje je...dyskretnie. Nie ma mowy o przytłoczeniu wokalistki przydługimi popisami. Tu rządzi AMJ, to czuć. A że czasem popuszcza swoim muzykom cugle... Bardzo dobrze. W ten sposób można podelektować się bardzo klimatyczną solówką Henryka Miśkiewicza w "Nim Słońce Wstanie". Albo nieomal crimsonowskim (!) nastrojem w improwizowanej części "Bandoski". Są wokalne szaleństwa w "Nienasyceniu". Jest wyciszenie i intymność w "Piosence Dla Stasia". Jest wszystko za co kochamy nagrania Anny Marii Jopek. Albo nienawidzimy.

Nie da się ukryć, że "Farat" to płyta dla fanów. Greatest Hits na żywo, w bardzo żywiołowej wersji. Gdzie utwory zmieniają swój charakter, czasami wręcz odrealniają się w porównaniu do wersji albumowych. Publiczność reagująca spontanicznie na popisy zespołu. Wszystko, czego można sobie zamarzyć.


Dla mnie najbardziej klimatyczną piosenką była ta powyżej - i w wersji koncertowej ma taki ogień, że aż rwie. Wersja studyjna "Szepty i łzy" z płyty "Bosa" tchnie celtyckim, romantycznym klimatem - i nie zachęciła mnie za bardzo. Czekam tylko, aż mi gardło wyzdrowieje i pośpiewam sobie ten kawałek pełnym głosem. Nie da się ukryć, że głos AMJ jest moją inspiracją.

I jeszcze jeden magiczny kawałek z płyty "Barefoot". Normalnie mam ciary wzdłuż kręgosłupa, jak słyszę takie półtony :D




Miłego słuchania życzę.

sobota, 13 listopada 2010

Dwanaście cytryn.



Wieczór z TV. Trochę płytkie, ale chyba nie było nic ciekawszego do roboty...
Najpierw "Mam talent", a potem komedia nie do końca romantyczna... Poniżej recenzja z filweb.pl.

W trakcie burzliwej kłótni Brooke (Jennifer Aniston) i Gary (Vince Vaughn) rozstają się. Od tego momentu zaczyna się psychologiczna wojna, która ma zmusić jednego ze współlokatorów do wyprowadzki. W tworzenie coraz to nowych pomysłów wciągnięci zostają przyjaciele i rodzina Brooke i Gary'ego.

"Sztuka zrywania" Peytona Reeda także ma ciekawe założenie, lecz w przeciwieństwie do większości komedii romantycznych potrafi ten potencjał wykorzystać i nie nachalnie przekazać nam kilka celnych obserwacji z naszego życia. Oczywiście zdarzają się sceny naiwne, lekko przesłodzone, lecz ogólny bilans wypada im na plus dzięki... polskości. Gary Grobowski ma, bowiem polskie korzenie, co na każdym kroku podkreśla. Jego postać odzwierciedla zresztą współczesny model naszego obywatela. Gary posiada charakterystyczne dla Słowian cechy: żywiołowość, wygadanie, sypanie żartami jak z rękawa i smykałka do interesu. Z drugiej strony równie charakterystyczne cwaniactwo, lenistwo i gwiazdorstwo. Vince Vaughn tak świetnie łączy te wszystkie cechy jakby był Polakiem. Swój chyba wrodzony, komediowy talent łączy z charyzmą i przebojowością. Nawet Jennifer Aniston, która ostatnio odgrywała kopie Rachel z "Przyjaciół" jest tutaj dobra i potrafi pokazać coś więcej niż tylko parę grymasów.

Pomysłowy scenariusz i świetne, cięte dialogi, opisujące zarówno przesadny męski upór, jak i kobiece odgrywanie się, oraz zakończenie (bez happy endu), które daje nadzieję na zostanie przyjaciółmi, dopełniają dzieła.


Powalił mnie jeden cytat (nie do końca byłam w stanie go odtworzyć, więc sparafrazuję):

"- Tu nie chodzi o te dwanaście cytryn, o kwiaty, o zmywanie...
- Wiec jeśli nie o to chodzi, to o co chodzi?
- O to chodzi, żebyś chciał chcieć."


A przy okazji: scena kłótni była perfekcyjna. Takiej klasycznej damsko-męskiej kłótni dawno nie słyszałam. Mogłam niemal każdą reakcję wytłumaczyć z psychologicznego punktu widzenia i nawet zaczęłam tworzyć w głowie alternatywny scenariusz, jak można by było to rozwiązać w taki sposób, żeby wszyscy byli zadowoleni... Jak pięknie tak w teorii sobie pogdybać:P może jakbym jeszcze więcej poradników poczytała, mogłabym profesjonalnie doradzać ludziom? :P
Męczą mnie teorie ostatnio. Z jednej strony, że pozostają teoriami, gdy są piękne, a z drugiej, że zbyt trafnie się sprawdzają, gdy są bolesne... Widocznie jeszcze się muszę czegoś nauczyć :P
Mój dobry przyjaciel wysłał mi piosenkę z mądrym motywującym tekstem, ale chyba dzisiaj nie mam nastroju na wstawianie mądrych tekstów, więc wstawię ją następnym razem.
Dziękuję, dobranoc.

piątek, 12 listopada 2010

Symphony of sorrowful song - pamięci Henryka Mikołaja Góreckiego


76-letni wybitny polski kompozytor Henryk Mikołaj Górecki nie żyje. Odszedł w klinice kardiologicznej w Katowicach-Ochojcu.
Henryk Mikołaj Górecki urodził się 6 grudnia 1933 roku w Czernicy koło Rybnika (Śląskie). Studiował kompozycję u Bolesława Szabelskiego w Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej w Katowicach (obecnie to Akademia Muzyczna). Był profesorem tej uczelni, w latach 1975-1979 pełnił funkcję rektora.

Jest laureatem wielu międzynarodowych konkursów kompozytorskich. Otrzymał kilkanaście honorowych doktoratów uczelni krajowych i zagranicznych. Światową sławę przyniosła mu skomponowana w 1976 r. III Symfonia "Pieśni żałosnych", która po wydaniu w Stanach Zjednoczonych osiemnaście lat później osiągnęła wielki sukces komercyjny (ponad milion egzemplarzy sprzedanych na całym świecie). W latach 80. zaczął tworzyć utwory sakralne o głęboko lirycznym charakterze, zwrócił się też ku korzeniom muzyki polskiej, a szczególnie jej nurtowi ludowemu. W ostatnich latach komponował m.in. dla słynnego amerykańskiego kwartetu smyczkowego Kronos Quartet.

tekst pochodzi z http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80276,8650068,Odszedl_Henryk_Mikolaj_Gorecki.html


czwartek, 11 listopada 2010

Of one heart, of one mind - dzień z muzyką filmową



Znalazłam ostatnio czas na słuchanie muzyki i wypadło na muzykę filmową. Sięgnęłam do archiwum filmów z tzw. górnej półki. Jako pierwszy prezentuje się "The Shawshank Redemption" z muzyką Thomasa Newmana. Utwory nie są długie, zaledwie kilka przekracza 2 minuty. Nie są to zatem monumentalne symfoniczne produkcje a la Zimmer w "Gladiatorze" czy Horner w "The Beautiful Mind", o którym szerzej napiszę poniżej.
Nie mogłam się oprzeć, żeby nie wrzucić profesjonalnej recenzji.

Partytura Newmana jest dość reprezentatywną kompozycją tego twórcy. Sprzęga swoje ciekawe eksperymentatorstwo w sferze instrumentacji z wystawnym, orkiestrowym tłem. Newman znany jest ze swego dość unikalnego stylu. Także do historii więźniów zastosował szereg brzmieniowych sygnatur z obrębu muzycznego dźwiękonaśladownictwa. Tykające perkusjonalia, intrygująca rytmika czy przestrzenne efekty kreowane przez instrumenty drewniane, składają się na niepowtarzalny styl muzyczny kompozytora tak w przypadku tej kompozycji jak i w innych jego projektach. Newman, odwołując się do umiejscowienia akcji filmu, wprowadza znamienne dla południowych stanów USA, charakterystyczne skrzypce hurdy-gurdy, używane min. u Hansa Zimmera ("Obietnica", "Helikopter w ogniu"). Na ścieżce dźwiękowej mamy również do czynienia z typowym dla syna Alfreda Newmana, bardzo ascetycznym underscore, opartym o np. solowy fortepian, nad którym smyczkowe tło gra w bardzo powolnych, długich interwałach. Taka muzyka według mnie znaczniej lepiej spisuje się w połączeniu z obrazem, dodając klimatowi filmu spokoju i pewnego rodzaju zadumy. W tej tonacji jest np. utwór Brooks Was Here, który doskonale znajduje się w filmie asystując narracji zza kadru więźnia, który w wieku starczym wychodzi na wolność i swym kolegom listem przesyła refleksje na temat przystosowania się do życia w świecie wolnych ludzi. Retrospekcja kończy się samobójstwem jednostki, a muzyka Newmana nabiera nowego, gorzkiego wymiaru, będąc nadal jednostajną. Trochę gorzej ma to się z odbiorem na płycie. Jeżeli słuchacz nie zna koneksji z filmem, może się wydać dość monotonnie i nużąco, choć bez wątpienia spełnia swe zadanie. Ciekawy jest wpływ Newmana pod tym kątem na dzisiejszą muzykę filmową, czego dowodem niech będą choćby prace Jamesa Hornera czy wspomnianego Zimmera.

więcej na www.filmmusic.pl/index.php?act=recki&id=715





Drugim muzycznym arcydziełem jest obszerna kompozycja Jamesa Hornera do filmu "The Beautiful Mind". I tu posłużę się profesjonalną recenzją, ponieważ nie czuję się na siłach tworzyć własnej ;)

Nagrodzony Oscarem obraz jest tak naprawdę filmem o sile miłości, która potrafi przezwyciężyć wszystkie przeszkody. Doświadczony jak mało kto na arenie melodramatów James Horner napisał jedną z najbardziej zapadających w pamięci i sugestywnych opraw muzycznych w ostatnich latach swojej kariery. Biorąc pod uwagę – mówiąc szczerze - dość ostatnio średnią formę tego artysty, ”Piękny umysł” plasuje się w ścisłej czołówce jego dokonań pierwszej dekady XXI wieku. Mimo nawet dość wyraźnych zapożyczeń z jego twórczości początku lat 90-ych: ”Sneakers” oraz ”Searching for Bobby Fisher”. Ilustracja z ”A Beautiful Mind” w przeważającej większości ma bardzo subtelny i melancholijny wydźwięk. Szereg momentów jest opartych na delikatnym, solowym użyciu takich instrumentów jak min. fagot czy harfa, które zawsze z stale obecnymi smyczkami potęgują liryczne i emocjonalne wrażenia. Na potrzeby filmu kompozytor stworzył kilka bardzo ciekawych tematów. Główny temat to piękny w wymowie, choć prosty w budowie temat miłosny, który jest często powtarzany na albumie. Można go również nazwać chyba tematem Alicii, żony głównego bohatera (znakomita rola Jennifer Connely). Horner stworzył na jego bazie również kilka wariacji, min. chyba dziś najsłynniejszy utwór z tej ścieżki dźwiękowej, otwierający A Kaleidoscope of Mathematics z pulsującymi sekwencjami fortepianowymi i znakomitymi wokalami Charlotte Church.

więcej na www.filmmusic.pl/index.php?act=recki&id=598


Podsumowując moje muzyczne odkrycia, w obu kompozycjach przeważają klimaty mroczne, oparte na 4-nutowych tematach, które wzmagane są progresjami i zmianami harmonicznymi. Żałuję jedynie, że nie mam zbyt dobrych głośników, żeby rozkoszować się brzmieniem w pełni :/

Zainteresowanych odsyłam na stronę Film.Music.pl dla poszerzenia wiedzy z dziedziny muzyki filmowej.

niedziela, 7 listopada 2010

Życie to nie bajka...





I'm all over it
Jamie Cullum

Hello Innocence
Though it seems like we've been friends for years
I'm finishing
How I wish I had never begun
Though it should be the last one
And it's dragging me down to my knees
Where I'm begging you please

Let me go
Don't you know

I'm all over it now
And I can't say how glad I am about that
I'm all over it now
Cause I worked and I cursed and I tried
And I said I could change and I lied
Well there's something still moves me inside


She's a melody
That I've tried to forget but I can't
It still follows me
When I wake in the dead of the night
And I know that I can't find
That song going round in my head
Like the last things you said

Please don't go
You think I know

I'm all over it now...

No I won't come back
No I won't come back
No I won't come back
No I won't come back

One dark morning
She left without a warning
And took the red-eye back to London town

I'm all over it now
I'm all over it now
I'm all over it now
I'm all over it now

I'm all over it now...

***

Serce: Hej, jesteś tam?
Rozum: Jestem. Coś się stało?
Serce:Stało się. W kominku wygasło. Nie ma ognia, blasku, wpatrywania się razem i bliskości. Zabrakło drewna na zimę. Teraz nie ma jak rozpalić na nowo. To koniec, Rozum. Koniec.
Rozum: Serce, spokojnie, tylko nie płacz...
Serce: Chciałabym płakać, ale jakoś nie mogę... Czuję tylko taki ucisk w żołądku. Cały tydzień nie mogłam normalnie się wyspać. Budziłam się wcześnie i myślałam. Cały czas o tym samym... Jak mogłam do tego dopuścić? Czy nie wiedziałam od początku, że to się tak skończy?
Rozum: No masz, teraz się tu biczować będziesz... Co wiedziałaś? Czy mogłaś to przewidzieć? Chciałaś mieć kogoś, być szczęśliwa. Chciałaś mieć więź, ciepło. To normalne potrzeby. Nie wiń siebie za to, że chciałaś dobrze, tylko po drodze nie wyszło. Masz prawo się mylić.
Serce: Nie wiem, Rozum, ja już nic nie wiem... Jak polegałam na uczuciach, było źle, jak chciałam być rozsądna, też źle, bo się okazało, że próbowałam samą siebie przekonać do czegoś, co w rzeczywistości wcale nie było rozsądne... Nic mi nie wychodzi... Nie wiem, czy mam jeszcze siłę i chęć próbować...
Rozum: Teraz na pewno nie. Teraz potrzebujesz odpocząć i ochłonąć. Później będziesz myśleć, co dalej. I pamiętaj - będzie dobrze.
Serce: Dzięki, Rozum... Jesteś dobrym przyjacielem, wiesz? Nawet kiedy zachowujesz się tak, jakbyś zjadł wszystkie rozumy.
Rozum: Nie wytrzymałaś?:P Musiałaś szpilę wetknąć? ;)
Serce: Uczę się od mistrza:P
Rozum: Ja ci dam:P Idź spać lepiej:P
Serce: Nie będziesz mi mówił, co mam robić:P
Rozum: Oj, Serce, Serce... kiedy ty się nauczysz, że z Rozumem się nie dyskutuje?
Serce: No dobra... Masz rację. Spanie zawsze pomaga. Dobranoc :)

poniedziałek, 1 listopada 2010

500. post ;)




Cichy, spokojny wieczór listopadowy... Tylko kot właśnie wspinał się po zasłonce i ją zerwał, robiąc przy tym sporo hałasu ;) Siedzę w kuchni przy zapalonej lampie, w salonie obok słychać dźwięki filmu "Kapitan Corelli". Nie chciało mi się oglądać, nie przepadam za niezbyt rozgarniętym widokiem twarzy Nicholasa Cage'a ani nie muszę zachwycać się Penelope Cruz. Ale usłyszałam jeden cytat i musiałam go umieścić. Był tak prawdziwy, tak trafny, że nie sposób było przejść nad nim obojętnie. Teraz będę nad nim myśleć i myśleć...


"Miłość to chwilowe szaleństwo, wybucha jak wulkan, a potem ustaje. A gdy ustanie, musisz podjąć decyzję. Musisz ocenić czy wasze korzenie splotły się tak bardzo, że rozstanie jest rzeczą niemożliwą. Ponieważ tym właśnie jest miłość. Nie jest brakiem tchu, nie jest ekscytacją, nie jest pragnieniem cielesnego obcowania ze sobą co chwila ani wyobrażaniem sobie, że on całuje każde zagłębienie twojego ciała (...) Nie chodzi tylko o "bycie zakochanym", co potrafi każdy głupiec. Sama miłość jest tym, co pozostaje, gdy wypali się chwilowe szaleństwo, to zarówno sztuka, jak i szczęśliwe zrządzenie losu."

Kapitan Corelli, L. de Bernieves


Napisałam właśnie 500. posta ;) na pewno to stałoby się dużo wcześniej, gdybym swego czasu nie zrobiła małej cenzury, ale i tak jest co świętować. Na Homo viatorze brakuje jednego posta do setki ;) też będzie jubileusz ;)
500. posta dedykuję zatem Agudze - żeby ten dzisiejszy dzień był choć trochę jaśniejszy:) trzymaj się i nie daj się :)

sobota, 30 października 2010

Lord, I'm coming home to you.



Cześć, nazywam się Kika, mam 24 lata, oficjalnie od dzisiaj. Co, nie wierzycie mi? A nie wyglądam? ;) w każdym razie wcale się nie czuję na swoje lata ;)



Sweet home Alabama
Lynyrd Skynyrd

Big wheels keep on turning
Carry me home to see my kin.
Singing songs about the southland
I miss'ole' 'bamy once again (and I think it's a sin)

Well, I heard Mister Young sing about her
Well, I heard ole Neil put her down.
Well, I hope Neil Young will remember,
A southern man don't need him around anyhow

Sweet home Alabama,
Where the skies are so blue,
Sweet homa Alabama
Lord, I'm coming home to you.


In Birmingham they love the Gov'nor Boo hoo hoo !
Now we all did what we could do.
Now Watergate does not bother me.
Does your conscience bother you? (tell the truth)

Sweet home..

Now Muscle Shoals has got the Swampers
And they've been known to pick a tune or two
Lord they get me off so much
They pick me up when I'm feeling blue
Now how about you?

Sweet home...

***

W zeszłym tygodniu powzięłam poważne postanowienie, że pojadę na weekend do domu. Wyjechałam do Warszawy w sierpniu i od tego czasu ani razu nie byłam... Zawsze jakoś brakowało kasy. Ale tym razem wpisałam tę sprawę na moją listę modlitewną, żeby znalazły się pieniądze na bilet. Czekałam niemal do ostatniego dnia. Sprawdzam we czwartek po południu konto... jest przelew:) pobiegłam do kasy i kupiłam bilet na następny dzień. W piątki na Centralnym dzieją się dantejskie sceny :P

Następny dzień był jednym wielkim stresem... Krótka modlitwa rano: "Panie, prowadź ten dzień, mam tyle spraw, a tak mało czasu. Ale skoro dałeś pieniądze na bilet, to i do domu dojadę".
Zaczęło się od tego, że jadąc na rozmowę kwalifikacyjną znalazłam w autobusie telefon. Nie miała Kika kłopotu... :P było sporo biegania, załatwiania, żeby właścicielka mogła ten telefon odebrać, nerwy, czy na pociąg zdążę... I ciągła modlitwa: "Panie, jeśli mam dojechać, to dojadę. Pomóż mi tylko przetrwać w tym trudnym dla mnie momencie." Dzięki Bogu wszystko się udało, wsiadłam do pociągu, o dziwo, w tym weekendowym tłoku do granic możliwości miałam aż do Krakowa miejsce siedzące :)
W Krakowie pociąg do Rzeszowa miał opóźnienie, ale może dzięki temu na niego zdążyłam ;) kolejny moment wahania, czy w tym równie zatłoczonym pociągu będą jakiekolwiek miejsca, by chociaż na walizce w korytarzu usiąść... I niespodziewane spotkanie przy wejściu: Marysia i Debora :) jechałyśmy siedząc w przedziale do samego Rzeszowa, rozmawiając po polsku i po niemiecku, opowiadając sobie o wszystkim, co tylko się dało :) tak mnie to ucieszyło, że nie wiem :)dodatkowo telefon od właścicielki zagubionego telefonu: "Strasznie pani dziękuję, odebrałam mój telefon, to niesamowite, że są jeszcze uczciwi ludzie, chciałabym się jakoś odwdzięczyć."
Pozostał ostatni etap podróży, autobus do Wojaszówki. Miałam prawie godzinę oczekiwania, trochę zatem powłóczyłam się ulicami miasta. Rzeszów w porównaniu z Warszawą wydał mi się taki cudownie spokojny... Zastanawiałam się, czy też spotkam kogoś znajomego. Chciałam spokojnie poczytać Biblię w autobusie, przestawić się na czas sabatu. Ale jednak miało być inaczej... Spotkałam znajomego kolegę, jeszcze z gimnazjum, którego nie widziałam ładnych parę lat. Jakieś kilka dni temu myślałam o nim, bo pojawił mi się jego profil na fb w proponowanych znajomych i akurat wczoraj go spotkałam :) pogadaliśmy o życiu i pokrętnych sprawach jego, a także jakoś w międzyczasie mogłam pogadać na bardziej poważne tematy, jak wpływ muzyki na podświadomość... Rozstaliśmy się w połowie drogi, bo wcześniej wysiadał i resztę podróży odbyłam sama, ale w pogodnym nastroju :) kiedy szłam w Wojaszówce drogą w kierunku samochodu taty, chciało mi się śpiewać z radości, że tak wszystko się tego dnia szczęśliwie udało :)
I co, przypadek, zbieg okoliczności? Czy Boże prowadzenie każdej minuty? Ja nie wierzę w przypadki, inaczej nie przeżyłabym tych 24 lat. Każdy dzień jest cudem, tylko nie zawsze mamy otwarte oczy, by to zauważyć... Dziękuję za te wszystkie dni z 24 lat mojego życia :) i wszystkim ludziom, którzy byli w nich obecni :)
Moja kochana rodzino, jak dobrze być z wami dzisiaj w domu :)

wtorek, 26 października 2010

Trzeba żyć, a nie życie grać.



Jeśli nie musisz siedzieć - stój.
Jeśli nie musisz stać - idź.
Jeśli nie musisz iść - biegnij.
A jak się zmęczysz - padnij.
I tak od nowa...


Nie odkryłam chyba niczego nowego twierdząc, że życie jest powtarzalne. Każdy dzień jest do siebie podobny, te same rutynowe czynności, ta sama walka o przetrwanie, te same zmagania ze swoim egoizmem, słabościami i denerwującymi przyzwyczajeniami. Codzienne lawirowanie między tym, jak być sobą, a jednocześnie tym byciem nie naruszać wolności innych. Nudna, mozolna rzeczywistość. Aby to urozmaicić, człowiek robi jakieś niecodzienne wybryki - a to głupie i szalone, a to pozytywno-spontaniczne. Ale po tej chwili skoku adrenaliny lub euforii - w zależności od sytuacji - emocje opadają i następuje powrót do szarego życia, gdzie trzeba być znów poukładanym, ogarniętym, zdyscyplinowanym, sztywnym dorosłym. I buntować się przeciwko szarości od nowa...



Jestem artystą, jak twierdzą niektórzy; albo raczej pewna część mnie nosi taką nazwę. Ta część bardzo lubi karmić się wrażeniami i emocjami. Ta część mnie ma ściśnięte z wrażenia gardło i przyspieszony oddech, gdy chór zaśpiewa partię o oszałamiającej harmonii, lub gdy solista zrobi karkołomny popis wokalny. Ta część mnie płacze, gdy na filmie bohaterowie przeżywają bolesne historie, lub gdy bohater książki jest samotny i nikt go nie rozumie. Ta część mnie wzrusza się także, gdy słyszy poruszające historie nawróceń innych ludzi lub przeczyta głęboką myśl w książce religijnej bądź Biblii.
Artysta we mnie jest także aktywny: tworzy kolejne melodie i ich wariacje, wymyśla w głowie nieprawdopodobne historie z cyklu "Co by to było gdyby" i rozważa niemal wszystkie dylematy psychologiczne i teologiczne ludzkości. Artysta buntuje się przeciwko rutynie życia, przeciwko powtarzalności i przewidywalności. Ciągle go gdzieś gna, nie umie usiedzieć tygodnia w jednym miejscu, ciągle musi być czymś zajęty, a to coś robić, a to przeżywać, a to myśleć. Ogólnie ciekawa postać, ale trudna w pożyciu, szczerze mówiąc.



A ja tęsknię za życiem prostym, spokojnym, ale szczęśliwym. Za stanem, kiedy serce nie będzie na przemian walić jak oszalałe, a potem zastygać z rozpaczy. Za trybem życia, gdzie nie trzeba będzie się przemieszczać z miejsca na miejsce, żeby się coś nowego działo, ale samo życie będzie satysfakcjonować i cieszyć. Tęsknię za nieskomplikowaną wiarą i pogodną nadzieją oraz za naturalną miłością.
Tak, artysto, wiem, co mówię. Sztuka to nie wszystko. Trzeba żyć, a nie życie grać.
Wierzę, że tak będzie.

niedziela, 24 października 2010

Ignorance is bliss.



Ignorance is bliss
Fletcher

You know the score,
So make this change.
Drop dead inside my head,
And see the end.
You had your chance,
There's nothing left.

Ignorance is bliss,
You put your foot in it.
One step forward,
And one step back.
There is nothing new,
And nothing you can do.
Guess I'm going home,
Guess I'm going home.

It's been a week,
And I can see.
Emotion overload,
I need, some time.
So think things through,
What can I do?

Ignorance is bliss,
You put your foot in it.
One step forward,
And one step back.
There is nothing new,
And nothing you can do.
Guess I'm going home,

Throw up your hearts,
And then it'll start.
There's no one you can trust,
With all your loss <---- (not sure about this bit)
Become on of us.

Ignorance is bliss,
You put your foot in it.
One step forward,
And one step back.
There is nothing new,
And nothing you can do.
Guess I'm going home.

Ignorance,
Drop dead inside my head,
And see, the end.
Igno- Ignorance
Drop dead inside my head
And see, the end.

***

Rozum: Hej, Serce:) co ty dzisiaj tak cicho siedzisz? Nic nie mówisz... To co najmniej podejrzane;)
Serce:Myślę...
Rozum:Myślisz? Nie żartuj... Od myślenia jestem ja. Ty masz czuć. A w obecnej sytuacji chyba masz wystarczająco powodów do czucia...
Serce: Eetam. Właśnie, że ja zwykle odczuwałam za dużo. I to tylko przysparzało mi kłopotów. Dlatego choć raz postanowiłam być rozsądna i myśleć.
Rozum:Poczekaj, mylisz dwie różne sprawy. Odrobina rozsądku to jedno, a racjonalizowanie to drugie. Ty chciałabyś wszystko przewidzieć, przeanalizować i poukładać według Twojego punktu widzenia. Chciałabyś uczucie sprowadzić do wzoru matematycznego. Zaryzykowałaś, a teraz chciałabyś obliczyć współczynnik ryzyka. Tak się nie da. Gdyby podczas słuchania muzyki myśleć tylko o wartościach rytmicznych i interwałach, ciągle się zastanawiając, czy muzyk zagra dźwięk czysto, słuchanie przestałoby być przyjemnością i przeżyciem emocjonalnym, a sprowadziłoby się do suchej analizy. Zapomnij. Im mniej wiesz, tym jesteś szczęśliwsza.
Serce:Ale ja jestem naiwna, łatwowierna, można mnie wkręcić we wszystko i wprowadzić w błąd. Nie mogę tak po prostu zamknąć oczu i zaryzykować bez sprawdzania, co się wokół dzieje. Wpadnę na niespodziewaną przeszkodę i mocno się poobijam.
Rozum: Zapominasz, do kogo należy rola pesymisty? Nie wchodź w moje kompetencje;) Czy myślisz, że jeśli teraz przewidzisz niepowodzenie i będziesz się nim zamartwiać, później będzie mniej bolało? Nie da się przeżyć jutra dzisiaj. Nie da się odchorować grypy, która będzie za miesiąc. Unikanie sytuacji, w której istnieje potencjalna możliwość popełniania nadużyć lub błędu, nie jest wyjściem z podstawowego problemu. Jeśli nie zrobisz nic, niczego się nie nauczysz, niczego nie przeżyjesz. A potem będziesz tylko żałować, że nie spróbowałaś...
Serce:Eech... Gadać z tobą:P zawsze musisz mieć rację:P
Rozum:Oczywiście:P a teraz koniec tego zamartwiania się, przestajesz myśleć i cieszysz się ze swojego szczęścia:) jesteś specjalistką od wyszukiwania sobie problemów. Czas z tym zerwać:P
Serce: No dobra... Kończę, telefon mam;)
Rozum: :) to do jutra:)
Serce: No pa:)

piątek, 22 października 2010

Korale koloru koralowego.




Smak słów
Goya

Mów do mnie tak
Bo lubię słów Twoich smak...mów tak
I chociaż czas
Pewnie odmieni kiedyś nas...mów tak
Mów do mnie tak
Bo lubię słów Twoich smak...mów tak

Zakrywam twarz lecz to nie płacz
Przez jedno słowo zawstydzona tak jak owoc rumienię się
Przez jedno słowo zawstydzona tak jak owoc rumienię się

Mów do mnie tak
Bo lubię słów Twoich smak...mów tak
I chociaż czas
Pewnie odmieni kiedyś nas...mów tak
Mów do mnie tak
Bo lubię słów Twoich smak...mów tak

Nie sądzę by było mi dosyć ich
Bo w takiej chwili Twoje słowo tak jak owoc smakuje mi
Bo w takiej chwili Twoje słowo tak jak owoc smakuje mi

Mów do mnie tak
Bo lubię słów Twoich smak... mów tak
I chociaż czas
Pewnie odmieni kiedyś nas... mów tak
Mów do mnie tak
Bo lubię słów Twoich smak...mów tak

***
Dzisiaj spotkałam niezwykłego człowieka. Pamiętasz, mówiłam już, że lubię słuchać, kiedy ktoś mówi. Ale to było coś zupełnie innego. Kiedy on mówił, miałam takie wrażenie, niemal wzrokowe, że każde słowo, zanim je wypowie, wytacza w takim specjalnym narzędziu, które formuje je w paciorek, a kiedy je wypowiada, ono łączy się z wcześniejszym paciorkiem i tworzy się taki naszyjnik. Czuło się, że żadne słowo nie jest przypadkowe, że każde ma swój kolor, kształt, rozmiar. Byłam jak zaczarowana. Mógłby tak mówić godzinami o czymkolwiek, a ja bym tylko patrzyła na ten naszyjnik. Byłam pod takim wrażeniem, że aż musiałam ci to napisać, choć słowa kuleją, jeśli chodzi o opisywanie wrażeń.
Bo widzisz, mówienie dla przekazywania informacji to tylko jedna strona przekazu słownego. Inną stroną jest wyrażanie uczuć i emocji. I tutaj nie liczy się precyzja. Często wyrzuca się z siebie bezład słów, niepoukładanych w sensowne zdania lub teksty, nie nadążających za myślami. I wtedy bardziej niż barwa czy kształt liczy się melodia i zapach. Tak, emocje są jak zapach. Nie zawsze wiesz, co się na niego składa, jakie substancje go tworzą, ale wywołuje twoją reakcję. Emocje można nazwać, tak jak perfumy mają swoją nazwę, ale gdy je czujesz, nie zastanawiasz się nad ich elementami, czy to zachwyt z nutką zazdrości i szczyptą melancholii. Po prostu czujesz.
Ja nie lubię precyzji w słowach. Jestem humanistką, dla mnie krótkie zdania ze skondensowaną treścią to intelektualne samobójstwo. Kiedy muszę ściśle przekazywać informacje lub powiedzieć coś konkretnego, wtedy cierpię, ale to robię. Ale kiedy próbuję przekazywać myśli i uczucia, wtedy nie dbam o składniki, tylko o kompozycję zapachową i melodię. Melodia to też niby zapis dźwięków. Ale czy słuchając utworu zastanawiam się, czy w tym miejscu użył dominanty w III przewrocie lub akordu zmniejszonego? No, czasami tak, gdy próbuję to potem sama odtworzyć. Ale w danym momencie słuchania liczy się wrażenie, które wywołuje dźwięk: czy otwiera we mnie wewnętrzne przestrzenie potrzeby piękna, czy wyciska łzy z zachwytu i czy wywołuje dreszcz wzdłuż kręgosłupa.

Proszę cię, nie kolekcjonuj tylko informacji, gdy mówisz czy słuchasz. Masz przecież 5 różnych zmysłów.
Patrz: słowa mają kolor i kształt. Zobacz, czy ci się podobają.
Słuchaj: słowa szeleszczą, pluszczą, śpiewają i grają.
Smakuj: słowa można wypakować z papierka i skosztować.
Dotykaj: słowa głaszczą, przytulają. Szept łaskocze i ogrzewa.
Wdychaj: słowa pachną słońcem, niebem,ziołami, tobą, mną.

Późno już... Zaśnij, zaśnij. Czujesz...? Pachnie deszczem...

czwartek, 21 października 2010

Jestem kosmitą z planety Ziemia.



Tiny Alien
Katie Melua

Who are you my Tiny Alien?
Why do you love to hide?
Who are you my Tiny Alien?
What can you see inside?

I won't make a sound,
I won't shoot you down
with my science and relience
on everything that I thought I knew.

When you're not of this Earth,
you won't know what you're worth
you've just gotta take the preasure, together,
or you'll never survive in this world, Tiny Alien.

Who are you my Tiny Alien?
What are you hear to do?
Who are you my Tiny Alien?
How can I talk to you?

What's my DNA?
Can you make a change?
So I can gain you inside and take a fly
and never feel any pain.

When you're not of this Earth,
you won't know what you're worth.
You've just gotta take a preasure, together,
or you'll never survive in this world.

Just how far can you fall,
when you still feel so smal.l
Will you love me through the sorrows, tomorrows,
whatever the future will bring, Tiny Alien?

Who are you my Tiny Alien?
We are just skin and bones.
Who are you my Tiny Alien?
Why are we so alone?

When you're not of this Earth,
you won't know what you're worth.
You've just gotta take a preasure, together,
or you'll never survive in this world.

Just how far can you fall,
when you still feel so small.
Will you love me through the sorrows, tomorrows?
Whatever the future will bring, Tiny Alien?

Who are you my Tiny Alien?
Who are you my Tiny Alien?
Who are you my Tiny Alien?
Who are you my Tiny Alien?

***



Jestem kosmitą, wiesz?
Wiem, że nie widać. Upodobniłam się do ludzi. Mam takie same ręce, jak oni, tylko dłonie odrobinę mniejsze, stopy średniej wielkości, aby dało się kupić odpowiednie buty. Wyglądam jak nastoletnia dziewczyna, choć w rzeczywistości jestem trochę starsza. Taka mała sztuczka, korzystając ze sposobności;) Mówię też ludzkim głosem, tylko mam nieco inną budowę krtani. To utrudnia mówienie, szybko się męczę i dlatego staram się odzywać jak najmniej. Ale nie tylko z tego powodu. Zaraz wyjaśnię, dlaczego.
Mówienie jest dla mnie chyba najtrudniejszą czynnością do opanowania na Ziemi ( nie licząc prowadzenia samochodu;) ale to już chyba wyższe wtajemniczenie, którego rodzaj żeński dostępuje w wybranych przypadkach. Wcześniej byłam przekonana, że najtrudniejszy jest taniec. Ale ostatnimi czasy jakoś poradziłam sobie z rytmicznymi ruchami ciała do muzyki, może dlatego, że regularnie uprawiam gimnastykę przy muzyce. Okazało się, że może to być nowy sposób wyrażania uczuć i emocji. A to niezmiernie lubię :) ). Może nie tyle od strony technicznej, bo to, zdaje się, dość dobrze opanowałam, jeśli chodzi o wymowę, dykcję, intonację, składnię i stylistykę. Nauczyłam się także różnych ziemskich języków. Gorzej z wprowadzaniem tej całej teorii w praktykę…
Z reguły bywam ostrożna, kiedy mam się odezwać w nowym towarzystwie. Wolę najpierw posłuchać, o czym jest mowa i w grupie odnaleźć osobę, z którą znajdę wspólny język. Mam lekkie obawy, że będę źle zrozumiana i ktoś się domyśli, że nie jestem całkiem taka, jak inni. Nie bardzo potrafię prowadzić luźną, niezobowiązującą konwersację z kilkoma osobami naraz, chyba że je dobrze znam. Zazwyczaj nie nadążam za przebiegiem rozmowy, ponieważ mam w zwyczaju analizować wypowiedzi na bieżąco i dać sobie dłuższą chwilę na zastanowienie. Ludzie zazwyczaj przeskakują z tematu do tematu i trudno mi to potem uporządkować. Dlatego kiedy znajdę człowieka, który myśli i mówi w moim tempie, to chętnie nawiązuję z nim kontakt.
Obserwowanie ludzi w środkach transportu to jedno z moich ulubionych zajęć w przedmiocie komunikacji. Ludzie opowiadają niesamowite historie całkiem bez skrępowania, nieraz zupełnie obcym. Pobyt w szpitalu, pogmatwane perypetie kogoś z rodziny - wszystko może być tematem do rozmowy.
Słuchanie jest wciągające. Przybieram wtedy najbardziej obojętną minę, jaką potrafię wydobyć i chłonę każde słowo. Kiedyś przez dłuższy czas słuchałam śpiewającego dziecka. Nie potrafiłam utrzymać kamiennej twarzy; bezwiednie się uśmiechałam. Dzieci są jedyne w swoim rodzaju:)

Muszę uciekać. Nie zdążyłam chyba dokładnie wyjaśnić. Opowiem ci następnym razem, ok? Nie obawiaj się, zdążę. Mamy czas.

wtorek, 19 października 2010

Lajkoniku laj, laj, poprzez cały kraj!...


Fot. Artur Flinta

Ostatni weekend minął pod znakiem obwarzanka i smoka wawelskiego, znaczy w Krakowie ;) naturalnie z grupą musicalową All4Him, która odważnie i dzielnie zagrała i zaśpiewała w kaplicy na Lubelskiej oraz w Nowohuckim Centrum Kultury.

Przygotowania do gardzenia Zacheuszem:P


Finał: Żyje Pan!
Fot. Artur Flinta

Zdjęcie, które ma szansę wylądować na plakacie.


I na dowód, że byliśmy w Krakowie...




Cóż dodać więcej...
Więcej zdjęć w galerii Artura i galerii Tomka.

Następny występ w stolycy:P

PS: Ciągle nie mogę wyzdrowieć. W sumie mogłam nie latać w sobotę wieczorem po Krakowie tudzież w niedzielę rano, mogłam mniej śpiewać i w ogóle się oszczędzać, tylko co wtedy miałabym z tego zjazdu? :P
PS2: Znów mam status studenta:) zaczęłam studia w Podkowie na zaocznej teologii i z niecierpliwością czekam stycznia na ulgi 49% ;)
PS3: Podpisałam umowę w szkole językowej:) jestem zatem lektorem języka niemieckiego:) aa, i odebrałam dyplom magistra. Uni ade:P Świat należy do mnie:P
PS4: Jak widać, jakoś odpaliłam nieszczęsnego neta. Ciekawe, na jak długo:P

Jak mnie natchnie na coś bardziej artystycznego i kreatywnego, nie omieszkam załączyć.
Tymczasem żegnam wylewnie.

środa, 29 września 2010

The multilingual wedding day ;D



Waka Waka
Shakira

You're a good soldier
Choosing your battles
Pick yourself up
And dust yourself off
And back in the saddle

You're on the frontline
Everyone's watching
You know it's serious
We're getting closer
This isnt over

The pressure is on
You feel it
But you've got it all
Believe it

When you fall get up
Oh oh...
And if you fall get up
Oh oh...

Tsamina mina
Zangalewa
Cuz this is Africa

Tsamina mina eh eh
Waka Waka eh eh

Tsamina mina zangalewa
Anawa aa
This time for Africa


This is our motto
Your time to shine
Dont wait in line
Y vamos por Todo

People are raising
Their Expectations
Go on and feed them
This is your moment
No hesitations

Today's your day
I feel it
You paved the way
Believe it

If you get down
Get up Oh oh...
When you get down
Get up eh eh...

Tsamina mina zangalewa...

***

Tak, wiem, że mistrzostwa świata się skończyły, ale ja tę piosenkę odkryłam dopiero w ostatni weekend ;) przy jakiej okazji? A nie innej, jak na weselu Michała i Marty.
Zapamiętam szczególnie ten weekend, gdyż poznałam wtedy niemal całą rodzinę Jankowskich ;) i tę z Polski, i tę z Niemiec, i z USA... wielojęzyczne rozmowy się wtedy toczyły ;) (tak btw. niemieckojęzyczna weekendowa praktyka przydała się na rozmowie kwalifikacyjnej w tym tygodniu, która częściowo odbywała się po niemiecku ;) no i muszę powiedzieć: fajni wszyscy są :) chociaż tak zabawnie mówią po polsku ;)

Czekam na więcej zdjęć, na razie umieszczam trzy od Karoli.

Dwie śpiewające gwiazdy karaoke ;)


W obronie przed paparazzi;)

Na drugim planie: Juliusz :*
Na trzecim planie: Eliasz vel Marcin "Hej;) co tam?" - mój osobisty rozkręcacz dyżurny ;)


Szaleństwa na parkiecie ;)


Po raz pierwszy w życiu I dare to move i wyszłam na parkiet tanecznym krokiem, nauczyłam się kroków do salsy, poszalałam podczas karaoke i w ogóle przełamałam swoje opory wobec swojego ciała ;)

Co jeszcze z nowości... Chyba nic takiego ;) nadal pracuję w call center, tylko że na innym projekcie, czekam, aż sytuacja się zmieni i znajdę pracę na cały etat w firmie, wysyłam CV do szkół i takie tam.
Dobre czasy nastały dla mnie i mojego rodzeństwa... Nic, tylko się cieszyć :)
Pozdrawiam promiennie :)