środa, 30 października 2013

Keep calm, I'm a twentysomething.



Może jestem monotematyczna ostatnimi dniami, ale to piosenka, która towarzyszy mi od czasów liceum i jest pierwszą piosenką Jamiego Culluma, którą usłyszałam. Nie mogłam odmówić sobie tego, żeby nie wstawić jej w dniu urodzin. Jamie śpiewa ją, będąc już "thirtysomething", mając poukładane życie osobiste i zawodowe, ale jak widać, sentyment do tych zwariowanych, niepewnych czasów mu pozostał :) Genialnie połączył to z "Marszem żałobnym" Chopina - gdyż nie ma nic bardziej przygnębiającego, niż postępująca dorosłość :P 
Niezależnie od tego, co się dzisiaj wydarzy (a czeka mnie dłuugi dzień w pracy):




"Love ain't the answer, nor is work
The truth eludes me so much it hurts
But I'm still having fun and I guess that's the key
I'm a twentysomething and I'll keep being me."



wtorek, 29 października 2013

Pop lista na dziś

Dzisiaj kolejna porcja muzyki od moich uczniów, którzy bardzo się napraszają, żeby takie piosenki śpiewać. Posłuchałam zatem i pozwolę sobie krótko skomentować.




Piosenka z serialu dla młodzieży, wybrała ją Zuzia z Mokotowa, którą uczę od roku grać na pianinie, ale ponieważ jej zapał nieco ostygł, to zaproponowałam, że spróbujemy ze śpiewem. Zuzia uczy się hiszpańskiego i kocha hiszpańskie piosenki. Kawałek jest nieprosty, w stylu High School Musical, ale bardzo pozytywny. Nie wiem tylko, jak zrobię z nią interpretację, bo nie znam hiszpańskiego :(



Młoda gwiazdka śpiewa pop, ale póki co w niewyzywający sposób, więc brzmi nieźle. Majka z Reguł dopominała się od kilku tygodni, więc w końcu posłuchałam. Nie wiem tylko, czy spamiętam ten akompaniament na 4 akordach :P



I kolejna propozycja Majki, tym razem z polskiego repertuaru, ale okazało się, że znam, tylko nie po tytule. Słuchałam wiele razy w radio. Podoba mi się klimat, poszukam więcej utworów, takie zespoły mają w sobie coś :)

poniedziałek, 28 października 2013

Typy twarzy - piękno do kwadratu




O typach figury już pisałam, teraz trochę o typach twarzy. Jak widać na powyższym obrazku, jest kilka kształtów twarzy. Mój typ to twarz kwadratowa.

TWARZ KWADRATOWA:

- linia włosów zazwyczaj przebiega prosto, ale tworzy kąty,
- często występuje niskie czoło,
- pionowa linia skroni, policzków i podbródka,
- strefa podbródkowa z wyraźnymi kątami,
- ogólne wrażenie: szeroka i płaska, kanciasta.

Makijaż

Jest kilka rad, jak nakładać makijaż, żeby złagodzić rysy twarzy.


W przypadku twarzy kwadratowej i prostokątnej obowiązuje ta sama zasada, co w przypadku twarzy okrągłej. Niektóre elementy trzeba zmniejszyć, inne powiększyć, nadać im kształtu i kobiecości. Inne trzeba wyróżnić, podkreślić i wysunąć na pierwszy plan.
Jak w przypadku twarzy okrągłej używamy kosmetyków matowych – do zwężania i zmniejszania oraz kosmetyków rozświetlających do uwypuklenia i podkreślenia. 
Twarz kwadratowa wymaga nieco złagodzenia konturów, należy ją zaokrąglić, a późnej wysmuklić, wszystko po to, by wyglądała bardziej kobieco i delikatnie. Przyciemnienie, czyli zmniejszenie niektórych elementów można osiągnąć dzięki kosmetykom kremowym lub poprzez aplikację kosmetyków w postaci pudrów prasowanych czy sypkich. Wszystko zależy od typu cery. Jeśli mamy cerę tłustą lub mieszaną, znacznie lepiej stosować pudry, jeśli mamy cerę suchą, idealne będą ciemniejsze fluidy, które nakładać warto miejscowo, tam, gdzie nasza twarz wymaga wyszczuplenia. Najłatwiej modelować kwadratową twarz „w trójkę”, której pierwszy „brzuszek” zawiera nasze oko, a drugi policzek. Widać to dobrze na rysunku. 

 Co cieniujemy (przyciemniamy):


  • policzki – by nadać twarzy owalnego kształtu,
  • żuchwę – dla nadania twarzy ładnego, owalnego kształtu, optycznego wysmuklenia,
  • kość policzkową – podkreślamy różem w kolorze dopasowanym do typu naszej urody,
  • czoło – przyciemniamy w najwyższej części, by złagodzić ogólnie rys twarzy, do tego zwężamy krańcowe części czoła, aby twarz zyskała delikatniejszego rysu.


  • Co rozjaśniamy:
    • okolice pod oczami – by oko wydawało się większe, potrzebuje jasnej oprawy (zwłaszcza, jeśli używamy ciemniejszych cieni do oczu), koniecznie stosujmy jasny cień bazowy na całej powiece, ze szczególnym uwzględnieniem łuków brwiowych,
    • skroń – dla podkreślenia kości policzkowych, zaaplikujmy rozświetlacz (lub jasny opalizujący cień) na skroń,
    • strefa T – w przypadku twarzy prostokątnej i kwadratowej należy na pierwszy plan wysunąć to, co w kobiecej twarzy jest najbardziej uwypuklone: nos, kość policzkowa, zgrabne czoło. By to uczynić rozjaśniamy środek czoła, czubek nosa i okolice tuż nad kośćmi policzkowymi. Warto dodać jeszcze minimalną ilość rozświetlacza na czubek brody. Po to, by ją wysunąć optycznie do przodu i zyskać drugi plan z policzków i czoła na linii włosów.
    Pamiętajmy, że bez odpowiedniego modelarzu, twarz prostokątna czy kwadratowa wygląda jednowymiarowo. Nie ma ani elementów wysuniętych do przodu, ani tych cofniętych, wszystko jest tak samo widoczne, a to sprawia, że twarz jest płaska i pozbawiona wyrazu.

    Fryzura
    Jaką dobrać fryzurę?
    Musimy optycznie wydłużyć twarz. Włosy zatem powinny opadać na policzki, aby zakrywając je za pomocą np. nowoczesnych pazurków czy eleganckich loczków, wysmukliły tę część twarzy. Można włosy spiąć w koński ogon, ale wypuszczając luźne kosmyki na policzki. Możliwa jest grzywka, ale najlepiej asymetryczna, lekka, falująca. Niewskazana prosta, krótka grzywka (skraca i poszerza twarz). Ostre kanty twarzy należy przełamać miękką linią włosów.

    Zalecane długości włosów? Albo krótkie (pamiętamy o pazurkach na policzkach) albo dłuższe do ramion. Absolutnie niewskazane fryzury kończące się na równi z brodą (poszerzają twarz), fryzura typu „kwadrat” - prosta, równa, dodatkowo podkreśli kanciastość twarzy.

    Kolor włosów? Najlepiej będzie wybrać niejednolitą koloryzację. Grzywka niech będzie jaśniejsza (wydłużymy twarz), po bokach włosy powinny być kilka tonów ciemniejsze (wysmuklimy policzki).


    Cenne wskazówki:
    - grzywkę noś tylko ściątą na ukos lub wycieniową,
    - unikaj gładkich fryzur typu koński ogon lub kok bez wypuszczonych z boku luźno kilka kosmyków,
    - idealne są kręcone włosy i fale oraz cieniowane fryzury z pasemkami nachodzącymi na twarz,
    - unikaj geometrycznych cięć,
    - wlosy powinny być nie krótsze niż do linii żuchwy.







    Dodatki

    OKULARY. Staraj się unikać prostokątnych i zbliżonych do kwadratu okularów. Delikatnie zaokrąglone oprawki złagodzą rysy i odwrócą uwagę od kątów twarzy.

    KOLCZYKI. Zrezygnuj z kwadratowych i okrągłych kolczyków, szczególnie, jeśli znajdują się na wysokości Twojej szczęki. Zamiast tego wybieraj kolczyki w kształcie kropli, dłuższej spirali czy owalu.

    NASZYJNIKI. Wybieraj dłuższe naszyjniki, bez kwadratowych dodatków. Świetnym rozwiązaniem będzie sznur pereł!



    niedziela, 27 października 2013

    Myślę, więc nie śpiewam.



    Pytasz, o czym myślę? No dobra.
    Myślę o tym, że technika pokonała wszelkie odległości, ale nie wytworzyła żadnej bliskości.
    Myślę, że prawdziwy styl zastąpiła pospolita stylówa.
    Myślę o każdym nieużytecznym słowie, z którego ludzie zdadzą sprawę.
    Myślę, więc nie śpiewam tego, do czego nie jestem przekonana.
    A ty, o czym myślisz?

    Wracałam dzisiaj kolejką z Podkowy, na jednej ze stacji wsiadła grupa uczniów, na oko z ostatnich klas podstawówki, z plecakami, śpiworami, pewnie jechali na jakąś wycieczkę. Chłopcy zaraz zaczęli rozmawiać o Krzyżakach, o historycznych bitwach, tak swobodnie, jakby rozmawiali o najnowszej grze komputerowej, co mnie zdumiało. Po chwili jeden z nich wyjął książkę i jakie było moje zaskoczenie, kiedy zobaczyłam mojego ulubionego "Pana Samochodzika i Winnetou" :) jeśli dzieci nadal czytają ciekawe książki, to pokolenie ma szansę przetrwać :)

    sobota, 26 października 2013

    Adele live at The Royal Albert Hall - full concert




    Świetny dzień i równie udany wieczór. Jestem w szoku, że wszystko, co na dzisiaj przygotowałam, smakowało: i zupa, i leczo, i ciasto też wyszło. Czuję się jak rasowa gospodyni ;) 
    A wieczorem, jak Kuba z Wojtkiem pojechali do siebie, Ola zrobiła mi profesjonalnie paznokcie lekkim bladoróżowym lakierem, a w międzyczasie obejrzałyśmy koncert Adele. Czułam jednak wielką obawę, czy podtrzyma ten poziom ekscytacji, co podczas Jamiego Culluma, ale faktycznie był to inny koncert. Co było dla mnie zaskakujące, najlepiej brzmiała z samym pianinem. Zupełnie się wyluzowała, w pełni bawiła się głosem i naprawdę zrobiła świetny klimat. Jest coś takiego w jej głosie, że przyciąga i można jej słuchać bez końca. 
    Dzisiaj w nocy mamy zmianę czasu. Dobrze, że mam do pracy na 11, bo pewnie jak zwykle coś mi się pokręci ;)

    piątek, 25 października 2013

    Wielkie piątkowe gotowanie - zupa krem z dyni, leczo i ciasto drożdżowe z jabłkami i kruszonką

    Przyznam się szczerze, że rzadko mam natchnienie, żeby coś wystrzałowego ugotować. Zazwyczaj nie mam motywacji, bo gotuję tylko dla siebie i szkoda mi zachodu. Staram się dostarczyć podstawowe składniki odżywcze i jeść głównie to, co lubię, więc zazwyczaj jest to makaron/kasza/ryż z warzywami i sałatką. Są takie dni, kiedy namaczam fasolę lub soczewicę i robię wielki gar fasoli po bretońsku. A do rzadkości ostatnio należą dni, kiedy gotuję zupę. Kiedyś gotowałam zupy często, jak mieszkałam z rodzeństwem i było to sycące na większą grupę, teraz jakoś wolę drugie dania. Ale ostatnio ugotowałam kapuśniak, o który Ula dobijała się do mnie przez telefon, tak chciała spróbować, a dzisiaj wstąpiłam do Magdy i znalazłam u niej wielką dynię, postanowiłam więc do sobotniego obiadu w postaci leczo zrobić zupę dyniową. Odkryłam dziwne prawidło: kapuśniak, niezależnie od tego, kto go ugotuje, zawsze smakuje tak samo :) natomiast zupa dyniowa za każdym razem jest niespodzianką :)
    Zmodyfikowałam kilka przepisów, które znalazłam i powstał taki.


    Zupa dyniowa 

    Składniki:1 kg dyni
    2 cebule
    1 marchewka
    1 ziemniak
    olej lub oliwa z oliwek
    pół szklanki wiórek kokosowych (opcjonalnie)
    2 ząbki czosnku
    szczypta imbiru
    sól, pieprz
    rozmaryn lub inne zioła do smaku 
    Cebulę pokroić w kostkę, podsmażyć na oleju. Dynię pokroić w kostkę, dodać utartą marchew i pokrojonego w kostkę ziemniaka i dusić w garnku z cebulą. Dodać wiórek kokosowych i gotować wszystko, aż warzywa zmiękną. Pod koniec dodać zgniecione ząbki czosnku i imbir, wszystko zmiksować na gładki krem i doprawić solą i pieprzem oraz ziołami. Podawać z groszkiem ptysiowym lub grzankami.

    Zupa jest smaczna, rozgrzewająca, dzięki kokosowi i imbirowi ma nieco egzotyczny smak ;) 
    Leczo zrobiłam z tego przepisu (oczywiście, pomijając kiełbasę i boczek) i dodałam do tego 3 łyżki pasty paprykowo-pomidorowej, którą znalazłam w innym przepisie. Wygląda naprawdę smakowicie, z tymi kawałkami papryki i cukinii :) jutro się okaże, jak smakuje :) 
    Na koniec pozostało mi ciasto drożdżowe z jabłkami i kruszonką, podejście drugie. Tym razem dałam więcej drożdży i wiem, że piecze się je naprawdę krótko, więc może tym razem się nie przypali ;)
    Jeśli się okaże, że zapowiadani goście jednak się nie zdecydują, chyba wyjdę na opłotki i zaproszę ubogich. Tyle tego zrobiłam, że to się w pale nie mieści :P


    czwartek, 24 października 2013

    Jamie Cullum and the Heritage Orchestra (BBC Proms 2010 - Full Concert)



    Zaczęło się od "Singing in the rain"... Potem przypomniałam sobie dwie płyty: "Twentysomething" i "The Pursuit", a w końcu znalazłam ten koncert. Jak to możliwe, że wcześniej go nie słyszałam? Wgniótł mnie w fotel. Wiedziałam, że Jamie jest świetny, ale nie przypuszczałam, że na żywo też tak śpiewa. Każda piosenka wykonana na tym koncercie brzmiała rewelacyjnie, absolutnie w klimacie, nie trzeba było porównywać ani przez chwilę z wersją studyjną. Jeśli dodać do tego oszałamiającą ekspresję, z jaką Jamie gra, śpiewa i rusza się na scenie, to daje półtorej godziny dawki energetyzującej muzyki, po której trudno zasnąć :) 
    Przede mną jeszcze jeden koncert w tym tygodniu: Adele w The Royal Albert Hall. Moi kochani uczniowie ze Skoroszy, z którymi mam śpiew i keyboard, a konkretnie Maciek i Kasia, byli w posiadaniu płyty DVD z tymże koncertem i wypożyczyli mi wspaniałomyślnie na tydzień :) zatem sobota wieczór, ja, Ola i Ula, stereofoniczne głośniki Makusia i kolejna porcja fantastycznej muzyki :)

    Kup książkę za grosze.


    Jak często zdarza się wam, że wchodzicie do sklepu po dwie rzeczy, a wychodzicie z torbą zakupów za 50 zł? Mi przytrafia się to od czasu do czasu, zwłaszcza, gdy jestem w większym supermarkecie i dopada mnie myśl: "Za prędko się tu nie wybierzesz, a to czy tamto się przyda". Dzisiaj utknęłam w Tesco na półtorej godziny, oczekując na Dominikę, żeby przekazać jej śpiwór, a to bardzo dużo czasu, żeby nakupować wiele "przydatnych" rzeczy. Właściwie miałam tylko kupić produkty na leczo i brakujące składniki na ciasto, bo w sobotę mają wpaść Ola z Kubą i jego przyjaciel Wojtek, ale to czy tamto też okazało się potrzebne...
    Powyższą książkę kupiłam na samym końcu, na stoisku z tanimi książkami, za jedyne 6,99 zł. Toż to grosze, a tytuł mnie zaintrygował, bo nie od dzisiaj wiadomo, że lubię wszystko, co związane z Jane Austen. Spis treści i informacja na okładce zachęciła dodatkowo. 

    „Jest prawdą powszechnie znaną, że samotnemu a bogatemu mężczyźnie brak do szczęścia tylko żony" 
    Jane Austen, „Duma i uprzedzenie” 
    Poznaj świat współczesnego randkowania, korzystając z poczucia humoru i mądrości Jane Austen!
    Książka Lauren Henderson jest oparta na czarujących historiach z powieści Austen. To poradnik pełen trafnych, konkretnych wskazówek oraz strategii, które dowodzą, że dzięki uczciwości, samoświadomości i prostolinijności zdobędziesz właściwego mężczyznę, a wyeliminujesz ofiary losu, playboyów i toksycznych flirciarzy.
    •    Znajdź takiego mężczyznę, który cię rozśmiesza.
    •    Wybierz takiego mężczyznę, który uwydatnia twoje zalety.
    •    Nie daj się zwieść pochlebstwom
    •    Nie zgadzaj się na to, co ci niesie los!
    Poznaj system randkowania, dzięki któremu nigdy nie postąpisz wbrew własnej intuicji. Pokonasz własne absurdalne zachowania i odnajdziesz w sobie rozsądek (i rozważność), które zapewnią stworzenie trwałego związku. 

    Oczywiście książki tego typu pomijają aspekt Bożego prowadzenia, ale całkiem ogólnie zawarte porady są zdroworozsądkowe i zgodne z moim światopoglądem :)

    środa, 23 października 2013

    Nie święci ciasta pieką: Piernik staropolski. Etap 1


    Z cyklu: "Nie święci ciasta pieką", podejście 5.

    Piernik staropolski 
    Składniki:
    • pół kg miodu
    • 2 szklanki cukru (daję mniej)
    • 25 dag masła
    • 1 kg mąki pszennej
    • 3 jajka
    • 3 płaskie łyżeczki sody oczyszczonej
    • pół szklanki mleka
    • pół łyżeczki soli
    • 2 - 3 torebki przyprawy do piernika (40 g w torebce)
    Miód, cukier i masło podgrzać stopniowo, niemal do wrzenia, wymieszać porządnie i ostudzić.Do chłodnej masy dodać mąkę pszenną, jajka, sodę oczyszczoną rozpuszczoną w połowie szklanki mleka, sól i przyprawę do piernika. Ciasto starannie wyrobić i przełożyć do kamionkowego lub emaliowanego garnka. Przykryć ściereczką i odstawić w chłodne miejsce na 5 - 6 tygodni. Piec 3 - 4 dni przed świetami.Pieczenie:Ciasto podzielić na 2 - 3 części, rozwałkować (najlepsza grubość około pół cm) i piec w dużej blaszce w temperaturze około 160 - 180ºC (zależy od piekarnika) przez około 15 - 20 minut (zależy od grubości placka). Placki ochłodzić.Ochłodzone placki przełożyć podgrzanymi powidłami śliwkowymi (można je wymieszać z bakaliami), przykryć arkuszem papieru i równomiernie obciążyć, odstawić do 'skruszenia' na 3 - 4 dni.Piernik polać czekoladą lub lukrem (z lukrem dłużej się przechowuje). Długo zachowuje świeżość, wystarczy go zawinąć w papier lub ściereczkę, by nie wysychał. 
    Przepis pochodzi ze strony Moje Wypieki

    Jak widać na załączonym obrazku, znajdujemy się na początku produkcji tego szlachetnego ciasta. Rozpoczynamy tajemniczy chemiczny proces, zwany "przegryzaniem" ;) c.d. za miesiąc ;)

    wtorek, 22 października 2013

    Trudne, ale prawdziwe.

    Dawno nie oglądałam filmów, bo grałam, ale teraz powróciłam do filmów z Leonardo DiCaprio. 


    Krwawy diament (2006)

    Wstrząsająca historia wojny o diamenty w Sierra Leone, dramat Solomona, który został rozdzielony ze swoją rodziną, a także uczucie między szmuglerem diamentów a dziennikarką tropiącą aferę diamentową. Podobnie jak w "Infiltracji" napotykamy scenę, w której naprzeciw samotności bohatera i jego zewnętrznej skorupie twardziela wychodzi kobieta.


    Gangi Nowego Jorku (2002)

    Chaos, krew i bezprawie - oto obraz Nowego Jorku z XIX wieku. Na tle miasta rozgrywa się historia pojedynków gangsterskich, pragnienia zemsty, walki o wpływy i serce kobiety. Podobny motyw despotycznego i zazdrosnego szefa, który demaskuje rywala, można zobaczyć w "Wodzie dla słoni". 

    Ps. Kupiłam jakiś czas temu przyprawę do piernika i chodzi za mną myśl upieczenia go. Według tego przepisu piernik musi leżakować kilka tygodni, ale może spróbuję z przepisu z opakowania po przyprawie i zrobię go w tydzień. Całe to przedsięwzięcie brzmi tak intrygująco ;)

    niedziela, 20 października 2013

    Jestę absolwentę.



    O Dawidzie Podsiadło, tym utalentowanym młodym człowieku (mówię, jakbym miała co najmniej 40 lat, no ale cóż - chłopak ma dopiero dwadzieścia, a ja kończę... eee... za półtorej tygodnia :P ) wspominałam tutaj, kiedy zasłuchałam się totalnie w jego najnowszej płycie i odpłynęłam. Dzisiaj piszę dlatego, bo tak się śmiesznie złożyło, że mi się śnił. No wiem, że to głupie, jakbym była jakąś szaloną nastolatą, ale tak było. I co dziwne, nie znałam go zupełnie z żadnych wywiadów, programów ani niczego takiego, tylko z jego muzyki, a w tym śnie był sobą - takim zakręconym chłopakiem, mówiącym w odrobinę nieskładny sposób, żyjącym w swoim skomplikowanym świecie, ale jednocześnie takim urzekająco miłym i sprawiającym wrażenie, jakby chciało się go wyściskać ;) skąd wiem, że taki jest? Obejrzałam dzisiaj odcinek programu Kuby Wojewódzkiego z jego udziałem i był właśnie taki, jak mi się śnił. Niesamowite, co? Pogadałam potem z Tygrysem po jakiejś dłuższej przerwie, opowiadając mu to całe zdarzenie i tak jakoś mi się z nim, Dawidem, skojarzył, mówiąc niekiedy zupełnie od czapy, ale totalnie z humorem. Chyba po prostu brakowało mi tygrysowej gadki. Tak, a Rozum powiedziałby:


    Dzisiaj odebrałam dyplom ukończenia studiów w Podkowie. Wprawdzie broniłam się w czerwcu, ale nie mogłam wtedy być na graduacji, bo mieliśmy premierę w Białymstoku i tak się to jakoś przeciągnęło. Chciałam uniknąć jakiejś fety i odebrać dyplom zupełnie incognito, ale złożyło się inaczej.
    Wrażenia z dzisiejszego dnia: 
    * toga z fioletowym kołnierzem (prawie taka, jak na musicalu, tylko granatowa i bez lamówek), szukana naprędce, bo jakoś nikt nie spodziewał się absolwenta teologii;  
    * zsuwający się z głowy biret; 
    * nerwy przed wyjściem jako jedyny reprezentant teologii na tej uroczystości;
    * nerwy przed czytaniem podziękowania (gdzie mam stanąć? komu to dać? dlaczego dostałam to w ostatnim momencie?) ;
    * rzucanie czapkami na koniec - taka symboliczna scena zakończenia mojego ośmioletniego studiowania. W piątek kupiłam ostatni bilet miesięczny z ulgą studencką i za 11 dni będę już prawdziwie dorosłym człowiekiem :P 
    Miałam myśli, żeby zacząć coś kolejnego, żeby nadal się uczyć, ale perspektywa egzaminów i pisania jakiejkolwiek pracy na razie te myśli odpędza. Areczek ostatnio dzielił się wrażeniami ze swoich studiów osteopatii, które w tym roku rozpoczął, jak to jeździ co niedzielę do Podkowy i to jest teraz jego życie: praca, badania, studia, ale poza podziwem dla jego determinacji nie zachęciło to mnie do podjęcia podobnej harówy. Ostatni miesiąc był pozytywnie intensywny, ale dobrze, że minął ;) 
    Nie robiłam żadnych fotek swoim telefonem, zdjęcia w trakcie były, ale nie mam pojęcia, gdzie będą, więc musi wam wystarczyć skromny opis.
    Ciao.


    piątek, 18 października 2013

    Keep calm and carry on.


    Znalazłam dzisiaj odpowiedź na dawno zadawane sobie pytanie: o co chodzi z tym całym keep calm? Okazuje się, że ma to swoje historyczne uzasadnienie.

    Keep Calm and Carry On – brytyjski plakat propagandowy z okresu II wojny światowej opracowany w 1939 roku na zlecenie rządu Wielkiej Brytanii w celu podtrzymania morale narodu brytyjskiego w czasie wojny.Plakat przedstawiał zapisane białymi literami słowa Keep Calm and Carry On („zachowaj spokój i rób swoje”) oraz białą koronę, symbolizującą, że są one przesłaniem króla Jerzego VI, umieszczone na czerwonym tle.
    Był to ostatni z serii trzech plakatów, do której należały także Your Courage, Your Cheerfulness, Your Resolution Will Bring Us Victory („Twoja odwaga, twoja pogoda ducha, twoja determinacja przyniesie nam zwycięstwo”) oraz Freedom Is In Peril, Defend It With All Your Might („Wolność jest zagrożona, broń jej z całą swoją mocą”). We wszystkich plakatach użyta została ta sama czcionka, kolorystyka oraz emblemat korony.Łącznie wyprodukowanych zostało prawie 3 700 000 plakatów, w tym ok. 800 000 Your Courage, 400 000 Freedom Is In Peril oraz 2 500 000 Keep Calm and Carry On. Plakaty drukowane były w różnych rozmiarach, od najliczniej produkowanych o wymiarach 15 × 10 cali (ok. 38 × 25 cm; ok. 2 300 000 egzemplarzy, w tym 1 500 000 Keep Calm) po plakaty 20 × 10 stóp (ok. 6,1 × 3 m). 
    Prace projektowe nad plakatami rozpoczęły się jeszcze przed wybuchem spodziewanej wojny, wiosną 1939 roku. Przedstawienie ostatecznej wersji projektu nastąpiło 9 sierpnia. Plakaty Your Courage oraz Freedom Is In Peril rozpowszechnione zostały na terenie całego kraju przez Ministerstwo Informacji we wrześniu 1939 roku. W przeciwieństwie do nich plakaty Keep Calm and Carry On nigdy nie zostały użyte – ich dystrybucję planowano w ostateczności, np. w obliczu niemieckiej inwazji na wyspy. Nierozpowszechniany Keep Calm and Carry On, którego większość egzemplarzy została najprawdopodobniej zniszczona wkrótce po wojnie, pozostawał zapomniany do 2000 roku, gdy jeden egzemplarz został przypadkowo odkryty przez właściciela antykwariatu w Alnwick, w północno-wschodniej Anglii. Wkrótce plakat zdobył dużą popularność i rozpoczęto jego reprodukcję dla celów komercyjnych. Parafrazowane na wiele sposobów hasło plakatu stało się memem internetowym.
    Poza egzemplarzem z Alnwick, niewielka liczba plakatów przechowywana jest w brytyjskich Archiwach Narodowych oraz w Imperial War Museum. Sensację w 2012 roku wzbudziło wystawienie na sprzedaż nieznanych wcześniej 15 oryginalnych plakatów w programie telewizyjnym Antiques Roadshow.

    Obecnie można zrobić własną wersję plakatu z dowolnym hasłem przez generator, np. : http://www.keepcalm-o-matic.co.uk/ 





    Czyż nie piękne? ;)
    Radosnego weekendu wszystkim :)

    czwartek, 17 października 2013

    Polowanie na lisa




    To nie sztuka wybudować nowy dom
    Alicja Majewska

    Ref.
    To nie sztuka wybudować nowy dom.
    Sztuka sprawić, by miał w sobie duszę.
    Podków szczęścia nie wyrzuca się na złom,
    Nie wynosi się na śmietnik snów i wzruszeń. 

    To nie sztuka wytrenować sobie mózg.
    Sztuka sprawić, by rozumiał ludzi,
    By pozwolił nam się wsłuchać w deszczu plusk,
    By nie budził z marzeń nas jak budzik.

    To nie sztuka skonstruować superplan,
    Wszystko z góry mieć zaplanowane.
    Sztuka z losem grę prowadząc sam na sam,
    Nie bać się przegranej i wygranej.

    To nie sztuka bijąc głośno w głośny gong,
    Nóg tysiące zmusić do tupotu.
    Sztuka skomponować tak ulotny song,
    Co bezskrzydłym da przyjemność lotu.

    To nie sztuka z cudzej studni wodę pić,
    Zbierać cudze zasługi i winy.
    Sztuka swoim własnym rytmem życie śnić,
    Znaleźć źródło w najsuchszej pustyni.

    ***

    Piosenka, która towarzyszy mi dzisiaj przez cały dzień i wwierca się skutecznie w mózg. Ma naprawdę mądry tekst, zwłaszcza o tym mózgu.
    Pisałam jakiś czas temu o moich poszukiwaniach butów na obcasach. Muszę się pochwalić, że poszukiwania częściowo zakończone. Brązowe półbuty na obcasie kupiłam w CCC na początku tygodnia; niestety, nie były przecenione, jak się spodziewałam, widząc omyłkowo naklejoną metkę, ale i tak je kupiłam, bo okazały się superwygodne, na solidnym gumowym obcasie. 
    Dzisiaj natomiast zapolowałam na brązowe czółenka z Deichmanna. We wtorek powzięłam postanowienie, że w końcu je kupię, bo zbieram się do tego cały miesiąc. Weszłam zatem do Deichmanna w Złotych Tarasach i zmierzam do butów, mierzę 39 i okazuje się, że są... za duże, a mniejszych nie ma. Miła pani sprawdziła w systemie, że nr 38 jest dostępny jedynie w Markach lub na Fieldorffa. Myślałam, że się tam rozpłaczę - czekałam i czekałam, żeby je sobie kupić, a ostatecznie nie ma mojego rozmiaru :( ale dzisiaj zrobiłam research na stronie i system wskazał mi najbliższy punkt - Galerię Mokotów. Nie wiem, jak to możliwe, że dwa dni temu ich tam nie było, ale postanowiłam pojechać i sprawdzić, bo jest to w miarę blisko mnie. Udało się: ostatnia para, były :) wyniosłam je niczym trofeum ze sklepu. Są śliczne, brązowe niczym lis ;)

    Moje poszukiwania trwają nadal, bo teraz potrzebuję czarnych czółenek o podobnej wysokości. Nie było tamtych, które kiedyś znalazłam, mierzyłam kilka innych, ale obcas jest dla mnie za wysoki i nie umiem w nich chodzić :( znalazłam podobne w Ryłko, za 199 zł i waham się, czy zainwestować takie pieniądze. Oczywiście przy moim użytkowaniu takie buty wytrzymają parę lat, jeśli będę reperować fleki, więc nawet i taka cena by się zwróciła. Ale dzisiaj to nie był dzień na czarne buty, więc się nie zdecydowałam.
    Aaa, wczoraj przeszłam Crasha Bandicoota :D i teraz zbieram brakujące kryształy ;) brat sobie też grę wyszukał i cieszy się, że może sobie dawne dobre czasy przypomnieć :) hehe, kiedyś to były gry :)

    środa, 16 października 2013

    I feel as I'm wasted.



    Znajomy odświeżył hit, który słuchałyśmy z siostrą na jednym sylwestrze 6 lat temu i przypomniało mi się, jak mantrowałam ten kawałek, ze względu na linijkę "A little bit of love". Dzisiaj bardziej utożsamiam się z linijką "I feel as I'm wasted". 
    Wstaję od dwóch dni o 9. Myślałam, że nie przestawię się, skoro przez miesiąc wstawałam przed siódmą, ale wystarczyło przesunąć zasypianie na po 23 i wszystko wróciło do normy. Wczoraj natchnęło mnie na posprzątanie pokoju, do czego nie mogłam się zabrać od kilku tygodni (nie licząc odkurzania, bo to jednak robiłam, nie, że zupełnie nic). Dzisiaj zrobiłam pastę na śniadanie i ugotowałam obiad. Wcześniej nawet mi się nie chciało, bo i tak nie miałam kiedy go zjeść. Czuję, jak powoli odżywam. Jednak 11 h w pracy to dużo. 
    Wysłałam też porcję CV do różnych firm i czekam, może ktoś się odezwie. Na razie jednak układa się dobrze. Ciągle mam zatrudnienie w mojej szkole, gdzie mam też ubezpieczenie. Popłaciłam wszystkie raty i jeszcze mi zostało, więc mogę zaoszczędzić.
    Zmieniłam konto w banku i teraz mam w ING. Denerwowało mnie to, że w PKO nie mogę nawet wpłacić na konto, bo w oddziałach wiecznie są kolejki, a wpłatomatów nie ma. Rodzice dawno przeszli do ING, a znajomi też polecali, więc nie zastanawiałam się wiele: przejrzałam rankingi i się zdecydowałam. 
    Aha, dobry tata uczennicy zreperował mój rower i nie wziął ani grosza :) nareszcie mogę wozić zakupy w koszyku i pokonywać odległości dużo szybciej, bo oprócz dokręcenie suportu wyregulował też łańcuch, założył nowy hamulec ręczny i dopompował koła. Chodzi jak żyleta :)
    Za oknem deszcz... Ale i tak październik jest niezły :)

    poniedziałek, 14 października 2013

    Adele - live at Royal Albert Hall




    Dzisiejszy wieczór spędziłam w Royal Albert Hall na koncercie Adele z 2011 roku. Że też wcześniej tego nie znalazłam... Niesamowite :) na żywo brzmi jeszcze lepiej, niż na nagraniach :) chociaż wiadomo, nie może zrobić tych wszystkich sztuczek, ale ekspresja, z jaką śpiewa, wygląd primadonny, brytyjski akcent -  dla mnie klasa :)
    Pozostawiam was z moją ulubioną piosenką. Brzmi idealnie klimatycznie, z całą nostalgią, którą w sobie ma. 



    Ps. Moja praca w firmie póki co się zakończyła - zrobiłam to, co miałam zrobić i czekam na telefon, jeśli będę potrzebna, to się odezwą. Szkoda, bo nie było tak trudno i fajnie zapełniało czas. Kryzys nie omija i Niemczech, jak widać i redukują siły. Teraz będę mogła się wysypiać i robić różne zaległe rzeczy... Eech, chyba jestem pracoholikiem :P

    sobota, 12 października 2013

    Crash Bandicoot 2. Cortex strikes back



    Mam nową grę: Crash Bandicoot 2 :) nie jest taka zupełnie nowa, bo grałam w nią w nastoletnim wieku na Play Station w bibliotece, ale zatęskniłam za nią. Poszukiwania okazały się niedługie, znalazła się wersja na maca, ale do uruchomienia gry był potrzebny emulator. Dzięki linkom i instrukcji z tej strony udało mi się zainstalować emulator, pliki BIOS i uruchomić bez problemów grę ;) teraz z zapałem przechodzę kolejne rundy. Wciąga ;)
    Poszukałam też poradnika, jak przejść rundy i zdobyć dodatkowe, kolorowe kryształy. Jest tutaj. Ciekawe, czy się uda ;)

    wtorek, 8 października 2013

    Extraordinary ordinary life.

    Dzisiaj relacja z babskiego wypadu z Olą. Miałyśmy wybrać się trzy tygodnie temu, w jej urodziny, do kina na "Czas na miłość", ale była wtedy do późna w pracy, potem coś jej wypadło i dopiero teraz się udało. Właściwie moglibyście spytać, czemu nie poszłyśmy w inny dzień. No cóż, wtorki z fb, a obecnie ftorki z Lordem za 13 zł pasują najbardziej :) każda z nas pracuje, więc nie jest łatwo wykroić trochę czasu wieczorem, żeby zrobić coś fajnego i jeszcze rano być przytomnym. Dzień był tak zakręcony, że nawet nie miałam kiedy zjeść obiadu. Ale tuż przed kinem odkryłam w Złotych Tarasach North Fish i ich miseczkę z dodatkami, która okazała się bardziej sycąca niż cokolwiek innego :) pieczone ziemniaczki z sosem tzatziki, szpinak i fasolka szparagowa - pycha :) to nic, że rano na śniadanie zrobiłam warzywa na patelnię, bo Ula rozmrażała lodówkę. Warzywa są najlepsze na świecie :)
    Film był rewelacyjny. Żadnego tkliwego pseudoromantyzmu, ale piękne zwyczajne życie, okraszone odrobiną niezwyczajności. Naprawdę pozytywny, jakich mało.
    A z szarej codzienności - zrobiłam niezłe koło, jadąc do Piastowa po naszywki przez Michałowice, w dodatku od Malich idąc na piechotę. Dla niewtajemniczonych: Piastów to jedna stacja pociągiem za Warszawą, ale myślałam że mam coś do załatwienia w miejscowości na trasie WKD, więc wyszło takie koło. Mówi się, że kto nie ma w głowie, ten ma w nogach. Cóż, dzisiaj wypadło na nogi - od samego myślenia się nie wytrenują :P i właściwie to zwyczajne życie może być naprawdę fajne, jeśli się tak je postrzega :)

    piątek, 4 października 2013

    Kallos Argan. Aby włos nie dzielił się na czworo.



    Zaczął się październik niewesołą wiadomością: zimno :/ dzisiaj na szybie zauważyłam szron. Wydobyłam już z szafy cieplejsze płaszcze, szaliki i rękawiczki, bo rano można naprawdę zmarznąć. 
    Od jakiegoś czasu zaczęły mi się buntować włosy. Chociaż zmieniłam szampon z Timotei, który obciążał włosy na nowy Garnier do zupełnej odnowy końcówek, włosy zaczęły się mocno elektryzować, splątywać na końcach i widziałam niemal jak krzyczą: nawilż nas! Doświadczenie z zeszłego roku przydało się i teraz. Kupiłam wielką litrową puszkę maski do włosów Kallos Argan,  przeznaczoną do włosów farbowanych, z odżywiającym olejkiem arganowym (W drogerii Hebe za 9,99 zł) i zastosowałam na włosy. Od razu zauważyłam różnicę. Włosy były miękkie, gładkie, lśniące i przestały się elektryzować. Oczywiście żeby wróciły całkiem do formy, muszę je jeszcze kilka razy odżywić, ale teraz jest to już proste :) nie ma rady - jak się zapuściło długie włosy, trzeba o nie dbać :P
    Dzisiaj wyjazd na koncert do Łodzi, a w niedzielę zaczynamy ćwiczyć utwory ze starego musicalu. Znowu będę miała straszną fryzurę, która męczy włosy :P

    środa, 2 października 2013

    Mydło wystarczy.



    Poszukując perfum w przystępnej cenie pomyślałam o perfumach FM, kiedyś koleżanka sprzedawała mi zapach podobny do DKNY Be delicious, nr 81. Ola jest konsultantką FM, więc mogłaby mi zamówić. Ale okazało się, że moje wyobrażenia są zupełnie błędne. 

    Zapachy marki Federico Mahora są oficjalnie oznaczone tylko numerami (to ciekawe podejście, dlaczego producent nie stara się swojemu produktowi zapewnić chwytliwej nazwy?). Są to oryginalne zapachy skomponowane dla firmy FM (czyli pana Artura Trawińskiego prowadzącego działalność gospodarczą we Wrocławiu od 2004 r. jako FM GROUP Polska Trawiński Artur lub działajacej od 1995 r. firmy Perfand jego ojca Andrzeja Trawińskiego).
    A przy okazji - kto to jest ten Federico Mahora? Istnieje w ogóle?
    Są jednak osoby które znajdują podobieństwa pomiędzy tymi zapachami a perfumami znaych marek takich jak Givenchy Gucci, Armani, Yves Saint Laurent, Hugo Boss, Chanel - i dlatego powstają listy zawierające rzekome odpowiedniki drogich oryginalnych perfum znanych marek. Bo oczywiście nie moga to byc podróbki, skoro zapachy zostały skomponowane specjalnie dla firmy FM. Być może są podobne przez zupełny przypadek. Albo po prostu przestrzeń możliwych zapachów jest ograniczona, i niektóre zapachy muszą siłą rzeczy w pewnym stopniu przypominać inne.
    W Internecie pojawiają się listy (katalogi) zapachów FM i nazw ich rzekomo "prawdziwych" odpowiedników dzięki którym sam możesz pobawić się i sprawdzić czy pachną podobnie i czy tak samo długo utrzymują sie na skórze (a przecież wiadomo że nie mogą pachnieć tak samo - przecież to byłoby nieuczciwe gdyby jedna firma kopiowała drugą). Lista może być już nieco nieaktualna. Najlepiej nie kupuj żadnych perfum - ani tanich FM ani drogich znanych marek. Mydło wystarczy. :-D Powtarzam: najlepiej nie kupuj żadnych perfum. A te wyroby firmy FM wcale nie pachną tak samo jak te znanych marek z tabel - co sam/a możesz sprawdzić wąchając je albo używając ich.

    Drogi Arystotelesie.pl, you've make my day ;)

    wtorek, 1 października 2013

    Bajkowy świat zapachów

    Znów nachodzi mnie temat perfum. Jesień to taki czas, kiedy chcę się otulić jakimś miłym zapachem. Zaglądnęłam do Yves Rocher, żeby sprawdzić cenę moich ulubionych perfum Moments de Bonheur, ale póki co kosztują 175 zł, prawie tyle, co perfumy znanych marek. Co prawda, ten zapach jest sprawdzony i doskonale mi pasuje, ale nie mam na razie na to środków i męczę jeszcze Evidence z zeszłego roku, które zalatuje mi mydłem. Może w okolicach urodzin się skuszę, a na razie postanowiłam zrobić sobie test, żeby poszukać inspiracji na inne marki.
    Pierwszy test, bardzo prosty, znalazłam  tutaj . Drugi, nieco bardziej złożony, tutaj. Wyniki były następujące:

    Orientalne
    W twoim domu pachnie paczulą i drzewem sandałowym. Te same nuty lubisz w perfumach – ciepłe, drzewne akcenty, ożywione energetyzującą wonią egzotycznych kwiatów.  
    Ciszej, proszę... Nie lubisz hałasu, a w życiu szukasz harmonii i równowagi. Cenisz sobie własne towarzystwo i mimo że nie unikasz ludzi, czasami wolisz zaszyć się gdzieś ze swoimi myślami. Jeśli chcesz się wyrazić raczej szeptem niż krzykiem, szukaj zapachów, które dopasują się do twojej delikatnej natury - nie znaczy to jednak, że masz pachnieć nudno!

    Zen Shiseido to perfumy skomponowane według zasad aromachologii, czyli leczenia zapachem: przezroczyste nuty kwiatu lotosu rozsnuwają się na tle chińskiej róży i subtelnej frezji, całość zaokrąglają drzewne nuty cedru i kadzidła - to nowoczesny, lekki szypr! Jego nowa limitowana odsłona spowita jest w tajemnicze fiolety flakonu i kryje w sobie woal delikatnych nut konwalii, cytrusowego yuzu, zmysłowego jaśminu, pudrowych migdałów i słodkiej tuberozy. 
    Wolisz coś jeszcze bardziej niezwykłego? Zaryzykuj niszowe Molecule 02: jeśli powiesz znajomym, że pachniesz Ambroxanem, wszyscy będą chcieli rozmawiać o Twoich perfumach!

    Jeśli jednak chcesz zachować swoje tajemnice dla siebie, nie mów nikomu, że ten wyjątkowy zapach cytryny, mięty i cynamonu (!) zawdzięczasz nowym perfumom Bulgari BLV Eau d'Eté. 

    Zakosztuj słodkiej przygody z:
    • LOLITA LEMPICKA
    • Baby Doll, YVES SAINT LAURENT
    • Angel, THIERRY MUGLER
    • Sicily, DOLCE&GABBANA


    Propozycja 5 roślinnych zapachów, które powinny Ci się spodobać:
    • No. 19, CHANEL
    • Envy, GUCCI
    • Green Tea, ELIZABETH ARDEN
    • Anais Anais, CACHAREL
    • L’Instant de Guerlain, GUERLAIN



    Perfumy wprost stworzone dla ciebie, powinny zawierać nuty kwiatowe, np.
    -Calvin Klein Euphoria Spring Temptation,
    -Lanvin Marry Me,

    -DKNY Be Delicious
    -Gucci - Rush
    -Ralph Lauren - Love
    -Escada- Magnetism


    Muszę zaplanować wyprawy do Douglasa lub Sephory i sprawdzać maksymalnie 3 zapachy naraz ;)