Przejdź do głównej zawartości

Jestę absolwentę.



O Dawidzie Podsiadło, tym utalentowanym młodym człowieku (mówię, jakbym miała co najmniej 40 lat, no ale cóż - chłopak ma dopiero dwadzieścia, a ja kończę... eee... za półtorej tygodnia :P ) wspominałam tutaj, kiedy zasłuchałam się totalnie w jego najnowszej płycie i odpłynęłam. Dzisiaj piszę dlatego, bo tak się śmiesznie złożyło, że mi się śnił. No wiem, że to głupie, jakbym była jakąś szaloną nastolatą, ale tak było. I co dziwne, nie znałam go zupełnie z żadnych wywiadów, programów ani niczego takiego, tylko z jego muzyki, a w tym śnie był sobą - takim zakręconym chłopakiem, mówiącym w odrobinę nieskładny sposób, żyjącym w swoim skomplikowanym świecie, ale jednocześnie takim urzekająco miłym i sprawiającym wrażenie, jakby chciało się go wyściskać ;) skąd wiem, że taki jest? Obejrzałam dzisiaj odcinek programu Kuby Wojewódzkiego z jego udziałem i był właśnie taki, jak mi się śnił. Niesamowite, co? Pogadałam potem z Tygrysem po jakiejś dłuższej przerwie, opowiadając mu to całe zdarzenie i tak jakoś mi się z nim, Dawidem, skojarzył, mówiąc niekiedy zupełnie od czapy, ale totalnie z humorem. Chyba po prostu brakowało mi tygrysowej gadki. Tak, a Rozum powiedziałby:


Dzisiaj odebrałam dyplom ukończenia studiów w Podkowie. Wprawdzie broniłam się w czerwcu, ale nie mogłam wtedy być na graduacji, bo mieliśmy premierę w Białymstoku i tak się to jakoś przeciągnęło. Chciałam uniknąć jakiejś fety i odebrać dyplom zupełnie incognito, ale złożyło się inaczej.
Wrażenia z dzisiejszego dnia: 
* toga z fioletowym kołnierzem (prawie taka, jak na musicalu, tylko granatowa i bez lamówek), szukana naprędce, bo jakoś nikt nie spodziewał się absolwenta teologii;  
* zsuwający się z głowy biret; 
* nerwy przed wyjściem jako jedyny reprezentant teologii na tej uroczystości;
* nerwy przed czytaniem podziękowania (gdzie mam stanąć? komu to dać? dlaczego dostałam to w ostatnim momencie?) ;
* rzucanie czapkami na koniec - taka symboliczna scena zakończenia mojego ośmioletniego studiowania. W piątek kupiłam ostatni bilet miesięczny z ulgą studencką i za 11 dni będę już prawdziwie dorosłym człowiekiem :P 
Miałam myśli, żeby zacząć coś kolejnego, żeby nadal się uczyć, ale perspektywa egzaminów i pisania jakiejkolwiek pracy na razie te myśli odpędza. Areczek ostatnio dzielił się wrażeniami ze swoich studiów osteopatii, które w tym roku rozpoczął, jak to jeździ co niedzielę do Podkowy i to jest teraz jego życie: praca, badania, studia, ale poza podziwem dla jego determinacji nie zachęciło to mnie do podjęcia podobnej harówy. Ostatni miesiąc był pozytywnie intensywny, ale dobrze, że minął ;) 
Nie robiłam żadnych fotek swoim telefonem, zdjęcia w trakcie były, ale nie mam pojęcia, gdzie będą, więc musi wam wystarczyć skromny opis.
Ciao.


Komentarze