sobota, 30 kwietnia 2016

Krainy szczęśliwego dzieciństwa. Pstrągowa


Majówkę spędzam w Wojkówce z rodziną. Przyjechałam już w piątek i już jadąc autobusem chłonęłam zieleń krajobrazu. Bardzo mi tego brakowało ostatnio. Ostatnio czytałam pewien artykuł na temat depresji  i okazuje się, że jedną z przyczyn jej występowania może być brak kontaktu z przyrodą. Zielony kolor wprowadza równowagę, a wystawianie się na słońce syntetyzuje witaminę D w naszym organizmie, której niedobór jest również przyczyną powstawania depresji. Nie żałujmy więc sobie i wyjeżdżajmy w przyrodę, kiedy tylko możemy! 
Dzisiaj po południu pojechaliśmy przez Pstrągową, miejscowość, w której mieszkają nasi znajomi. Będąc dziećmi wędrowaliśmy często po tych leśnych drogach, polach i lasach. Brakuje mi tych krajobrazów, tej czystej, nasyconej wiosennej zieleni, wzgórz i przepastnych lasów. Nie ma takich miejsc w innych częściach Polski. Krainy szczęśliwego dzieciństwa pozostaną jedyne i niezapomniane.






__________________________

sobota, 23 kwietnia 2016

Piknik w parku Skaryszewskim


Kwiecień mamy trochę chłodny, ale kiedy nie pada, można fajnie wykorzystać wiosenną pogodę. Dzisiaj po południu wybraliśmy się ze znajomymi do parku Skaryszewskiego na piknik z grillem. Ten park jest bardzo przyjazny: blisko Foksal, nieco dziki, ale pełen zacisznych miejsc, gdzie można rozłożyć koc, przestawić kilka ławek i ustawić grilla. Po wielkim biesiadowaniu przenieśliśmy się na łączkę i graliśmy w frisbee. Większość znajomych nawet nie wiedziała, że to gra drużynowa. Ja grałam w to pierwszy raz rok temu na after campie i szalenie mi się to spodobało :) masę biegania, ruchu, endorfin. Jedyne, na co narzekam, to odezwanie się kontuzji w kostce, która mi nieco spuchła po powrocie do domu. Warto tę zabawę powtórzyć :)





Harnaś. 
Przezwisko z liceum powróciło :P

________________________________
Zdjęcia: Arek Szczepaniak

piątek, 22 kwietnia 2016

Domowy chleb na zakwasie



Weszłam na wyższy stopień wtajemniczenia w pieczeniu chleba: na zdjęciu prezentuję pierwszy samodzielnie upieczony chleb na zakwasie (ang. sourdough bread). Zakwas najlepiej dostać już przygotowany od kogoś, chociaż są też sposoby, jak go wyhodować (np. tutaj). Ja dostałam swój od mamy razem z przepisem, która dostała go od znajomej. Przekazała mi go z poleceniem, aby go strzec pieczołowicie i przekazać swoim dzieciom ;)

Chleb na zakwasie
Porcja na 2-3 bochenki

Zaczyn:
5 szkl. mąki razowej
4 szkl. wody
zakwas chlebowy

Wszystko mieszamy w misce, przykrywamy ściereczką i zostawiamy na 12-16 godzin, np. na noc.

5 szkl. mąki razowej
1 szkl. wody
2 łyżeczki soli
odrobina ziół do smaku (wiesiołek, zioła prowansalskie, czarnuszka do posypania)
ziarna słonecznika, siemię lniane, żurawina - według uznania

Powyższe składniki dodać do zaczynu, dokładnie wymieszać, można lekko wyrobić. Ciasto wyłożyć do foremek, nie trzeba formować bochenków. Pozostawić na 4 godziny do wyrośnięcia. Po wyrośnięciu piec przez godzinę w temp. 200 stopni. 

Chleb wyrósł bardzo ładnie, jest zwarty, nie kruszy się, tylko trochę za mało słony, ale dopracuję ilość soli następnym razem. Szlak przetarty, teraz czekają mnie wspaniałe lata pieczenia chleba idealnego :)

516. aniversário da descoberta do Brasil


22 kwietnia na świecie jest obchodzony jako Międzynarodowy Dzień Ziemi. To także święto narodowe w Brazylii: 22 kwietnia 1500 roku flota pod wodzą Pedro Alvaresa Cabrala przybiła do wybrzeża stanu Bahia. Ten dzień uważa się za oficjalną datę odkrycia Brazylii. Więcej ciekawostek w tym artykule

Porto Seguro, Bahia, Brazylia
fot. Diego

Czyż to nie istny raj na ziemi? 

czwartek, 21 kwietnia 2016

"Dzwoneczek" i "Zwierzogród" - piosenki

Porcja nowej muzyki: dzisiaj piosenki z bajek.

Nie oglądałam bajki o Dzwoneczku, ale jedna moja uczennica bardzo chciała to śpiewać, więc zamieszczam. Polska wersja w wykonaniu Moniki Borzym. Dobry głos!



"Try everything" (Nie bój się chcieć) z ostatniej produkcji "Zwierzogród". Nie mogę się zdecydować, która wersja bardziej mi się podoba: polska z Pauliną Przybysz czy oryginalna z Shakirą. I tak naprawdę każda piosenka ma przez swój tekst i wykonanie zupełnie różny charakter. 





A na deser parodia: Buy everything :D

wtorek, 19 kwietnia 2016

1050. rocznica chrztu Polski

W ubiegłym tygodniu obchodziliśmy 1050. rocznicę państwowości Polski, czyli słynny chrzest Polski. Poniżej ciekawa animacja przedstawiająca zmieniające się granice naszego kraju. 



Z okazji tej rocznicy powstała pieśń o charakterze hymnicznym. Podniosła czy komercyjna - kwestia gustu. Warto posłuchać i przekonać się samemu.

niedziela, 17 kwietnia 2016

Suchy Las



Tydzień odkrywcy przeżywam ostatnio: po 5 latach mieszkania w Michałowicach odkryłam las w pobliżu! Do tej pory byłam przekonana, że najbliższy prawdziwy, zadrzewiony las to Puszcza Kampinoska po drugiej stronie Warszawy albo od biedy lasy podkowiańskie. Wokół Michałowic ciągną się jedynie pola i osiedla willowe. Nuda i bieda z krajobrazem na tym Mazowszu, powtarzałam bezustannie. Ale kilka dni temu moja sąsiadka powiedziała mi tajemniczą nazwę: Suchy Las i pokazała drogę. Pojechałam tam dzisiaj rowerem, korzystając z miłej, wiosennej pogody. Dojazd do lasu spokojnym tempem zajął mi pół godziny, las przejechałam też szybko i znalazłam się koło Maximusa obok trasy katowickiej. Sympatyczne miejsce na rowerową przejażdżkę i piesze wycieczki. 
Znalazłam też program do obróbki zdjęć Nik Collection, jest darmowy i pozwala na użycie różnych ciekawych filtrów. Kilka efektów możecie zobaczyć poniżej. Sama przyjemność robić zdjęcia, kiedy są już takie piękne, nasycone kolory w przyrodzie. 










_____________________________
Link do całego albumu: https://goo.gl/photos/GCgdSLkkzPUbB8WQ6

sobota, 16 kwietnia 2016

Ogrody na dachu



Ogrody na dachu Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego to miejsce, które odwiedziłam po raz pierwszy w 2004 roku, będąc jeszcze w liceum i odbierając nagrodę za pracę historyczną. Potem przyjechałam tu z Olą w 2005 roku. Wtedy jeszcze nawet nie myślałyśmy o tym, że kiedyś zamieszkamy w Warszawie, po prostu chciałyśmy sobie pozwiedzać. Od tamtego czasu nie zdarzyło mi się tam zabłądzić, aż do dzisiejszego popołudnia. Razem ze znajomymi wybraliśmy się na sobotni spacer i trafiliśmy tutaj. 






Piękna jest wiosna w Warszawie :)

piątek, 15 kwietnia 2016

Español vs Português #1

Nastała ta wiekopomna chwila, kiedy na blogu stanęły naprzeciw siebie:



hiszpański vs portugalski



Jak wiadomo, język hiszpański jest drugim najpowszechniej używanym językiem na ziemi. Powstał na półwyspie Iberyjskim, zdominował Amerykę Łacińską i występuje w Afryce. Coraz częściej jest wybierany w szkołach w Polsce jako drugi język obcy obok angielskiego.



Język portugalski należy do tej samej grupy języków, co hiszpański, ale jego ekspansja nie była tak powszechna. Biorąc jednak pod uwagę rozległe terytorium Brazylii można powiedzieć, że mocno zakorzenił się w Ameryce Południowej i zaznaczył w Afryce. 



Kiedy w zeszłym roku zaczynałam uczyć się portugalskiego i wspominałam o tym moim znajomym, niemal każdy pytał: "Portugalski? Czemu nie hiszpański? Hiszpański jest bardziej popularny, dogadasz się w nim w większej liczbie krajów, niż w portugalskim". To zupełnie tak samo jak z angielskim i niemieckim. Kiedy decydowałam się na liceum z niemieckim, a potem na studia, wszyscy mówili tak samo: "Niemiecki? Czemu nie angielski?" Ojej, bo niemiecki bardziej mi się podobał, jest trudniejszy, niż angielski, którego może nauczyć się każdy. Wszyscy mówią po angielsku i po hiszpańsku? Ale ja nie jestem "wszyscy". Zaakceptowałam jednak angielski jako język użytkowy, kiedy zaczęłam częściej wyjeżdżać za granicę i rozmawiać ze znajomymi obcokrajowcami. Teraz ten sam proces oswajania czeka hiszpański, bo jego też postanowiłam się uczyć. 
Powody nauki są czysto hobbistyczne i niekomercyjne. Zazwyczaj do nauki podchodzę hobbistycznie, bo inaczej nie mam z niej radości i nigdy nie myślę o tym: "kiedyś będę na tym zarabiać", choć często potem ze zdziwieniem przyjmuję fakt, że jednak każdą umiejętność można sprzedać.  
Portugalski pokochałam za jego melodyjność przypominającą rosyjski, za francuskie "r" i "j" czytane jak "ż", za wymowę "te" i "de" (realmente i mais tarde), za "menino" i "menina" (chłopiec i dziewczyna), za Pedro Abrunhosę i pełno szeleszczących "sz" w odmianie europejskiej oraz za "Seus pecados estão perdoados", czyli portugalska Biblia w formie audiobooka. Kolejne powody powstają niemal z każdym poznanym słowem i każdą opanowaną zasadą gramatyczną, która wcale nie jest łatwa. Wymowa jest też wyzwaniem, zwłaszcza kiedy słucham nagrania Biblii i nieraz nie nadążam z przeczytaniem, a co dopiero ze zrozumieniem. Kiedy w tym tygodniu odważyłam się nagrać moje czytanie Ewangelii Łukasza i wysłałam do Diego, szczerze mi pogratulował wymowy, co było dla mnie najwyższym wyróżnieniem. Ośmieliłam się nawet wpisać do CV portugalski na poziomie podstawowym! Mogę powiedzieć, że wsiąkłam w ten język i bardzo chciałabym go aktywnie używać. 
Hiszpański jest dla mnie bardziej kanciasty w brzmieniu. Wszystkie "te" i "de" czyta się tak, jak się pisze, czyli twardo. "R" jest po prostu "r" i nie ma żadnego kombinowania. Pewnie to sporo upraszcza, ale przyzwyczaiłam się już do portugalskiej wymowy i ciężko mi się przestawić. Myli mi się też nieco pisownia, bo sporo wyrażeń jest bardzo podobnych:

Portugalski                                                                                     Hiszpański

Eu sou Polaca.   - Jestem Polką.                                            Yo soy polaca.
Bom dia!         - dzień dobry                                                   Buenos dias! 
jovem           - młody                                                              joven 
mais ou menos - tak sobie                                                      más o menos

Menino oczywiście zna hiszpański jako rodowity mieszkaniec Ameryki Łacińskiej. Śmieje się, że mówię w 17 językach i zachęca, żeby nie rezygnować z hiszpańskiego, to będzie wtedy 18 :P Mam nadzieję, że z czasem będę lepiej rozróżniała między tymi językami i opanuję je na tyle, żeby się w nich porozumiewać. Spróbuję też co jakiś czas zamieszczać posta z tej serii, żeby pokazać ciekawostki, których się nauczyłam. 

czwartek, 14 kwietnia 2016

Trzy minuty do zwycięstwa.



Trzy minuty. 180 sekund.
To czas, który dzieli cię od pokonania chęci zapalenia papierosa*. Czas, po którym mija pokusa zaspokojenia uzależnienia. Tylko 180 sekund do zwycięstwa.
Nie musisz palić papierosów, żeby być od czegoś uzależnionym. Możesz powtarzać regularnie inne czynności, które wywołują u ciebie poczucie relaksu, ale w konsekwencji negatywnie na ciebie wpływają. 

Jedzenie

Przyznaję się bez bicia: to mój ulubiony sposób na relaks. Kiedy jestem zmęczona, zdenerwowana albo znudzona, sięgam po coś, co mam w szafce. Nie muszą być to wcale słodycze, tych nie potrafię zjeść dużo, ale słone rzeczy owszem. Kiedyś potrafiłam jeść naprawdę dużo, co kończyło się przykrymi dolegliwościami. Aktualnie ćwiczę i mam licznik kalorii, co pozwala mi się sztywno trzymać ustalonego planu. Już dawno temu pomagało mi szybkie umycie zębów po zjedzeniu zaplanowanej odpowiednio porcji. Do dzisiaj to stosuję, kiedy chcę gwałtownie przerwać przeciągający się relaks przy posiłku.

Filmy

A może lubisz oglądać filmy dla odprężenia, ale wiesz, że nie wnosi to nic do twojego osobistego rozwoju? Z oglądaniem filmów po długim dniu w pracy też się zmagałam. W grudniu ubiegłego roku postanowiłam przestać oglądać, ale przedwczoraj nieco się wyłamałam z tego: znajomi namówili mnie na wyjście na Zwierzogród do kina. Dziwnie się czułam po kilkumiesięcznym odwyku, ale jednak wyjście z domu to spora wyprawa i trochę kosztuje, więc może to być jednocześnie czynnikiem odstraszającym. Właściwie im dłużej trwasz w postanowieniu, żeby nie oglądać filmów, tym łatwiej będzie odeprzeć chęć obejrzenia odmóżdżacza (bo nie mówię to o wszystkich filmach, tylko o tych czysto rozrywkowych). Pamiętaj: wytrzymaj trzy minuty. Znajdź w tym czasie jakieś inne, kreatywne zajęcie, np. nauka nowego języka albo wypróbowanie nowego przepisu na ciasto. Powyłączaj strony z filmami online. Odłóż przygotowane chipsy i paluszki. Przeciągnij się, zrób sobie kąpiel. Ale jednocześnie nie demonizuj całkiem sztuki filmowej, bo ma ona też dobre zastosowanie. Znajdź ciekawe kanały na YouTube, które nauczą cię czegoś ciekawego i nie wciągną na dwie godziny przed ekran. Kilka polecałam już na blogu, ale przypomnę: tutaj, tutaj i tutaj.  Niech relaks będzie też pożyteczny!

A ty z czym się zmagasz? Nie jesteś uzależniony od papierosów, alkoholu ani nawet od gier komputerowych? To dziękuj Bogu. A kiedy przychodzi ci chęć porównywania się z innymi, pamiętaj: nikt z nas nie jest lepszy ani gorszy. Nawet najbardziej utalentowani ludzie mają swoje słabości. Każdy walczy z mniejszymi lub większymi nałogami i przyzwyczajeniami. To, co decyduje o wygranej, to pokonanie pokusy. Tylko trzy minuty dzielą przegranego od zwycięzcy. 
Postanów zostać zwycięzcą. Teraz.


___________________________
Informacja pochodzi z artykułu z wyborcza.pl z 2013 r.

wtorek, 12 kwietnia 2016

Hummus. Miss Israel




Minął miesiąc od naszej izraelskiej wyprawy i wreszcie zatęskniłam za hummusem. Cenię sobie bardzo pasty z cieciorki i ostatnio tylko takie robię do chleba, w dwóch wersjach smakowych: pomidorową i o smaku gyrosa. Hummus to jednak coś więcej niż zwykła pasta z cieciorki. Przepis na hummus idealny znajdziecie tutaj. 
Cały proces jest rozłożony w czasie, ale zrobienie hummusu nie jest skomplikowane. Wychodzi idealnie gładka, kremowa masa. Jedyne, co muszę poprawić następnym razem, to odpowiednie doprawienie solą i zdecydowanie więcej tahiny (użyłam małego słoiczka z Primaviki, a w tych proporcjach to jednak za mało). 
Hummus najlepiej jeść z chlebem pita (przepis tutaj), ale nie mam kamienia do pieca. Kiedy wymyślę sposób na to, upiekę własną pitę, a na razie wyprodukowałam dzisiaj kolejny chleb z Moje Wypieki. 
Pieczenie to cały czas proces eksperymentów, bo piekarnik nie jest idealny. Ostatnio z nadzieją zrobiłam babkę cytrynowo-bananową, która okazała się zupełnym zakalcem, ale o dziwo zjadliwym i na sobotnim obiedzie nie zostało z niej nawet okruszka. Chleby przypalają się, kiedy są z jednej strony i też muszę opatentować sposób, aby tego uniknąć. Nie poddaję się i próbuję, bo nie ma większej frajdy, niż potrawa wyglądająca na skomplikowaną, a jednak przygotowana własnoręcznie :)

Ps. Ja to chyba nie umiem odpoczywać. Poszłam spać z myślą, że dzisiaj to sobie odeśpię całe zaległości, bo nie muszę iść do biura, a wstałam o 8. Tyle rzeczy ciekawych do zrobienia, to szkoda czasu na spanie. 

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

"Jesteś cudem". Jak polubić swoje zwykłe, szare życie



Czy znacie książki Reginy Brett? Już o nich tutaj pisałam. Po przeczytaniu "Bóg nigdy nie mruga" chciałam sięgnąć po kolejną część "Jesteś cudem". Jak to mam w zwyczaju, nosiłam się z kupnem tej książki kilka miesięcy. Za każdym razem, kiedy wchodziłam do księgarni i brałam ją do ręki, przychodziła myśl: "Innym razem, teraz masz inne wydatki". W końcu jednak znalazłam egzemplarz o 5 zł taniej, niż w Empiku i kupiłam. 
Ubiegły tydzień był wypełniony pracą, spałam niewiele, weekend był zajęty przez próbę All4Him - to wszystko tworzy permanentne zmęczenie i zniechęcenie. Podróżując do pracy czytałam kolejne rozdziały książki, które pomagały mi popatrzeć na świat z innej perspektywy. 
"Moja dusza ma zły zwyczaj wyolbrzymiać myśli, które wcale nie są dobre ani pobożne. Zbyt często skupiam moje wewnętrzne szkło powiększające na niemiłej uwadze jakiegoś nieznajomego, która natychmiast wydaje się jeszcze bardziej nieprzyjemna. Czasem kieruję lupę w przeszłość, na nauczyciela, który wyśmiewał się ze mnie w trzeciej klasie podstawówki, albo na przyjaciół, którzy zawiedli mnie w liceum, a wtedy rany się pogłębiają. Kiedy indziej odwracam szkło w stronę przyszłości, a nieskończony strumień lęku, niepokoju i zmartwień wzbiera i zamienia się w rwącą rzekę, która unosi mnie ze sobą." 
"Jesteś cudem", s. 42 
Powyższy cytat bardzo trafnie opisuje moje myślenie. Będąc introwertykiem, koncentruję uwagę na swoim wnętrzu, analizując dokładnie wszystko, co się wokół mnie wydarzyło i najczęściej skupiam się na negatywach. Nawet jeśli dzień był wypełniony pożytecznymi zadaniami, radosnymi momentami i drobnymi sukcesami, to i tak na koniec dnia z uporem patrzę na wszystkie wpadki, nieprzemyślane słowa, niezręczne sytuacje i rozczarowania. To jasne, że po takim samobiczowaniu mam ochotę krzyczeć, płakać, czasem nawet przeklinać (zanim otworzycie oczy ze zdumienia: "Co? Kika przeklina?", wyjaśniam, że najcięższe przekleństwa, jakie odważam się wypowiadać w myślach, to: "a niech to jasny szlag"). Macie takie chwile?
"Co by się stało, gdyby twoja dusza naprawdę wielbiła Boga? Gdybyś we wszystkich widział dobro, we wszystkich widział Boga (...)?
Co by było, gdybyś skierował swoją lupę na to, co dobre we wszystkich tych aspektach twojego życia, które wydają się martwe: w małżeństwie, z którego chcesz się wyplątać; w pracy, która cię nudzi; w rodzinie, która cię frustruje; w osobie, którą widzisz w lustrze?"
To jasne, że naiwnym, pozytywnym myśleniem nie zmienimy świata ani swojego życia. Są dni, kiedy wmawianie sobie szczęścia jest zwyczajnym mydleniem oczu. Ale koncentrowanie się na przygnębieniu, wadach i niepowodzeniach to kolejna skrajność. 
W rozdziale "Każdego dnia przychodź na nowo na świat" jest wspomniana pięcioletnia Jessica, znana z filmiku na YouTube, która skanduje do lustra afirmacje. 



"Cały mój dom jest świetny! Mogę robić wszystko, co dobre! Lubię moją szkołę! Lubię mojego tatę! Lubię moich kuzynów! Lubię moje ciotki! Lubię moją mamę! Lubię moje siostry! Lubię moje włosy! Lubię moją fryzurę! Lubię moją piżamę! Lubię moje rzeczy! Lubię mój pokój! Lubię cały mój dom! Cały mój dom jest świetny! Mogę robić wszystko, co dobre. Tak, tak, tak, tak. Mogę robić wszystko, co dobre, lepiej niż wszyscy inni!"

A może warto każdego dnia wypowiadać sobie kilka takich haseł do lustra? Może łatwiej będzie wieść swoje zwyczajne, szare życie, kiedy się je choć trochę polubi? Może to skieruje nasze szkło powiększające na błogosławieństwa, które otrzymujemy?

Zacznę od dzisiaj. 

Lubię moją rodzinę. Lubię moją mamę i tatę. Lubię moje siostry. Lubię mojego brata. Lubię moją bratową i mojego szwagra. Lubię moje babcie, ciocie, wujków i kuzynów. Lubię moich znajomych i przyjaciół. Lubię moich sąsiadów. Lubię moje zespoły, wszystkie, jakie mam. Lubię moją drużynę. Lubię mój zbór. Lubię moją grupę młodzieży. 
Lubię moją pracę. Lubię mojego szefa. Lubię moją dyrektorkę. Lubię rodziców moich uczniów. Lubię moich uczniów. 
Lubię moje mieszkanie. Lubię mój pokój. Lubię moje łóżko. Lubię moje ubrania. Lubię moje książki. Lubię moje jedzenie. Lubię moje urządzenia kuchenne. Lubię moje instrumenty, mój telefon i komputer. Lubię moje kursy językowe w telefonie. Lubię moje zajęcia dodatkowe. 
Lubię moje włosy. Lubię mój kolor oczu. Lubię moją twarz. Lubię mój uśmiech. Lubię moje łydki. Lubię mój brzuch. Lubię moje ciało.
Całe moje życie jest świetne. Mogę robić wszystko, co dobre, lepiej niż wszyscy inni!

wtorek, 5 kwietnia 2016

Festiwal Hosanna - koncert wieczorny


Festiwal HOSANNA 2016 - "Adventus" from glosnadziei.pl on Vimeo.

Bardzo szybko mamy nagrania z festiwalu :) 
Chór Adventus - odpoczynek przy muzyce. Mój skromny udział przy pianinie zaczyna się od 25. minuty :)



Festiwal HOSANNA 2016 - "Agape" from glosnadziei.pl on Vimeo.

Polecam koncert Agape. Radośnie, wokalnie, energicznie. Moje ulubione to "Joshua fit the battle of Jericho" od 40:40 :)
Czekam niecierpliwie na kolejne nagrania!

niedziela, 3 kwietnia 2016

Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj.



Skoro jest piekarnik, to czas na pieczenie chleba :) wychowałam się w rodzinie, w której każdy posiadł umiejętność pieczenia chleba i na zmianę ją praktykował. Chleb pieczony w domu to inna jakość życia. Jesteś niemal niezależny od sklepów, piekarni, nie musisz studiować składu i zastanawiać się, czy jest na zakwasie, czy ma spulchniacze. Pieczenie to cały ceremoniał, a w domu unosi się niepowtarzalny zapach. Jeśli nie próbowaliście jeszcze, zachęcam gorąco!
Mój pierwszy bochenek upieczony w Michałowicach jest z przepisu z mojewypieki.com. Moją małą modyfikacją jest dodanie ziaren słonecznika. Robi się go szybko i łatwo, ciasto pięknie rośnie, chleb dobrze się piecze, jest lekki i smaczny :)
Czekam na zakwas od mamy i spróbuję piec chleb na zakwasie.