poniedziałek, 21 lutego 2011

Festina lente.


"Lecz nie dręcz się tworami wyobraźni. Wiele obaw rodzi się ze znużenia i samotności."
Desiderata


Serce: Heej, Rozum... Jesteś?
Rozum: Jestem, jak zawsze. Biada Ci, gdyby mnie nie było :P co tam?
Serce: Muszę Ci coś powiedzieć. Tylko... eee, to jest takie zagmatwane...
Rozum: Serce, proszę, daruj sobie te wstępy. To jest dobre na rozmowy z przyjaciółką, a nie z facetem. Mów konkretnie, o co chodzi.
Serce: No dobra... Ostatnio przeczytałam książkę. Właściwie wcale nie miałam zamiaru jej czytać, przeczytałam pierwszą część, brakowało mi środkowej, no a ta była trzecia, i to takie trochę wyrwane z kontekstu było... Ale nudziło mi się i przeczytałam. Już w połowie miałam ochotę rzucić nią i nie czytać dalej. Ale liczyłam, że pod koniec wszystko się jakoś wyjaśnić, więc jednak się przemogłam i czytałam do końca.
Rozum: No i...?
Serce: No i się niby rozwiązało, ale tak... niejasno. I taki niesmak pozostał. A potem byłam zupełnie rozbita. Nie potrafiłam się zebrać do czegokolwiek. Siedziałam tylko i patrzyłam się bezmyślnie w sufit. Tam było tyle dziwnych, negatywnych, poplątanych spraw, że nie potrafiłam jakoś tak obojętnie nad tym przejść.
Rozum: Eech, Serce... I tylko o to chodziło? Myślałem, że coś poważnego się stało ;)
Serce: Jak Ty niczego nie rozumiesz. Stało się. Nie byłam w stanie spokojnie myśleć. Przez cały wieczór siedziałam i przeżywałam. Nie chciałam z nikim rozmawiać, żeby nie zasmucać swoim niewyraźnym nastrojem. Przecież to nienormalne... Jak można tak się przejąć jakąś głupią, zmyśloną powieścią...?
Rozum: Najzupełniej normalne w Twoim przypadku. Jesteś kobietą - wy, kobiety, wszystko przeżywacie. Przypomnij sobie tylko jakąkolwiek komedię romantyczną - płakałaś? Nie zaprzeczaj, bo wiem, że tak. Jestem wyżej, to widzę. Wyobrażasz sobie, ze to mogłabyś być Ty i że to wydarzyło się Tobie. I już się przejmujesz.
Serce: Przewalone być kobietą i wszystkim się przejmować. Czasem chciałabym niczego nie oglądać, nie słyszeć i nie widzieć. Miałabym wtedy święty spokój.
Rozum: Ależ, Serce, co Ty mówisz... Nie wszystkie emocje są złe. Pomyśl - słyszysz swój ulubiony utwór i masz łzy w oczach. Widzisz pojednanie ludzi i się uśmiechasz. Tak, tak, to też widziałem. Przecież to jest dobre i piękne...
Serce: Co z tego, skoro nikt tego mojego przeżywania nie rozumie. Nawet Ty. Starasz się to logicznie przeanalizować i postawić diagnozę. A przecież tak się nie da...
Rozum: Wiem, i nawet nie próbuję. Ktoś kiedyś powiedział (i miał w tym sporo racji), że kobiet nie trzeba rozumieć, tylko je kochać. One same siebie nieraz nie rozumieją.
Serce: Ach, Rozum, jaki Ty niepospolicie mądry jesteś...
Rozum: No, już, już. Zostaw te zachwyty dla swojego faceta.
Serce: Ale ja nie mam faceta...
Rozum: Ale zamierzasz chyba mieć, prawda?
Serce: Kiedyś tak... Jak znajdzie się taki, który uzna, że nie jestem aż taka dziwna i nie będzie próbował mnie zrozumieć, tylko... no, to drugie, no i...
Rozum: ...i kiedy Ty to w swoim czasie odwzajemnisz ;) wiem, Serce, wiem. O to Ci tak naprawdę chodziło, prawda? Nie martw się tym. Festina lente *. Jeśli on też będzie to wiedział, to będzie prawdziwie mądrym i wyjątkowym facetem. Takim, z którym będziesz naprawdę szczęśliwa.
Serce: Dzięki, Rozum. Dziękuję, że mnie wysłuchałeś. Dobranoc :)
Rozum: Nie ma sprawy. Od tego jestem. Śpij dobrze :)

________________________________
* Spiesz się powoli.

niedziela, 20 lutego 2011

"Gdzie dom twój, tam miłość twoja..."


Chorowania ciąg dalszy... I sezonu czytelniczego także. I znowu ta Michalak. Ale tym razem maksymalnie pozytywnie mnie zaskoczyła.


„Rok w Poziomce” miał być powieścią autobiograficzną. W październiku zeszłego roku zamieszkałam w moim wymarzonym domku. Od czasu do czasu, gdy coś mnie zachwyciło – a to pierwsza burza nad Poziomką, a to karmnik pełen ptaków, sarna podchodząca pod ogrodzenie, śnieg do połowy bramy, wesoły pociąg relacji Urle – Warszawa – siadałam i pisałam parę stron, by pamiętać, kolekcjonować te perełki.

Któregoś dnia, a był to początek lata, postanowiłam zebrać moje wspomnienia w „pełnometrażową” powieść. Zasiadłam do komputera w niedzielną noc i… zaczęłam snuć opowieść. Nie, nie o sobie. O Ewie, która poszukuje swego miejsca na Ziemi. O Andrzeju, pięknym, mądrym i bogatym, za to nie do końca szczęśliwym. O Karolinie i Witoldzie, ludziach po prostu dobrych, którzy zmienią życie naszych bohaterów. O zwierzakach oczywiście: Bingu, Pepsi, Gapie i Tosi (jakiś element autobiograficzny musi być, a zwierzęta są najwdzięczniejsze). O zaginionym ojcu, o matce, która kocha swoją córkę, o rodzinie, która potrafi spędzić ze sobą najcudowniejsze Boże Narodzenie. I w końcu o małym białym domku (bez łap), dzięki któremu zdarzyła się ta magia. Magia w moim życiu i w mojej książce.

Znacie moją twórczość (jeśli nie znacie, to mam nadzieję poznacie), wiecie, że pod treścią lekką, łatwą i przyjemną ukrywałam dotychczas dramaty, dostępne Czytelnikom potrafiącym czytać między wierszami.

„Rok w Poziomce” jest inny! To opowieść pełna miłości, przyjaźni, rodzinnego ciepła, poświęcenia dla drugiego człowieka. Jest wypełniona nadzieją mimo wszystko, wiarą w ludzkie dobro – od pierwszej do ostatniej strony. To opowieść o spełnionych marzeniach. Dranie – owszem, pojawiają się, ale w ilościach śladowych. Po to tylko, by nie było zbyt słodko.

Możecie się spodziewać, jak to u mnie: akcji-dialogu-dialogu-akcji. Dłużyzn nie wykryto. Jak w banku macie za to liczne niespodzianki, bohaterowie są jak zwykle nieprzewidywalni, Ewa absolutnie urocza, Andrzej – prawdziwy mężczyzna, postaci drugoplanowe kochane, a zwierzaki, jak to zwierzaki, do serca przytul. Jest śmiesznie i jest wzruszająco. Pozwoliłam też sobie na udział własny. Otóż pojawiam się w powieści osobiście. Jako kto? To niespodzianka.

Fajna wyszła mi ta książka. Mam nadzieję, że moim Czytelniczkom spodoba się również.

A oto trzy fragmenty…

"Pomyślałam, iż nadszedł czas na opowieść o domu. Wydawało mi się do dziś, że dom już mam - znalazłam Poziomkę, kupiłam ją, jest moja - dlaczego więc piszę w czasie przyszłym, dlaczego opowieść o poszukiwaniu domu właśnie teraz się zaczyna, zamiast teraz się skończyć? Prawda jest jasna i prosta: dom jest w nas. Owszem: to wymarzone miejsce na ziemi, do którego tęsknimy przez całe życie, które nas przyzywa i jeśli mamy odwagę, to podążamy ku temu wezwaniu, ale dom niesiemy ze sobą. Dopiero z tym miejscem - naszą drobiną wszechświata - łączymy się w całość. Tworzymy dopełnienie. My: istoty zamieszkujące to miejsce, nasycające je emocjami, całym wachlarzem emocji, od miłości do gniewu i on: mały, biały i bez łap. Mój dom.
N a s z dom."


Rok w Poziomce, s. 290

http://www.katarzynamichalak.pl/rok-w-poziomce

Naprawdę polecam bez większych komentarzy. Zbyt mało jest takiej pogodnej literatury dla dorosłych. Zbyt wiele dramatów i łez...

piątek, 18 lutego 2011

Poczekajka



"Bądź sobą, a zwłaszcza nie udawaj uczuć. I nie bądź cyniczna wobec miłości, albowiem w obliczu wszelkiej oschłości i rozczarowań, ona jest wieczna jak trawa."
Desiderata
Pobyt w domu w Wojkówce przedłużył mi się trochę, niż to początkowo planowałam. Wczoraj rozłożyło mnie coś grypopodobnego, że nawet nie miałam siły chodzić po domu, więc wyjazd w piątek do Warszawy okazał się niemożliwy, a na zajęcia do Podkowy - czystą abstrakcją. Cóż było robić? Trzeba rozkoszować się czasem wolnym. Rozlokowałam się w łóżku, zajęłam pozycję półhoryzontalną w towarzystwie książki i zniknęłam ze świata żywych na dobre. Mama gotowała obiad, ja czytałam - czułam, jakbym znowu miała kilkanaście lat, wolne od szkoły i legalne wagary. Nie wiem, kiedy taki następny raz mi się trafi, więc chciałam go uwiecznić.
A co czytałam? A "Poczekajkę" Katarzyny Michalak. Podczas moich ostatnich empikowych wypraw wpadły mi w oko książki w zielonej okładce, ze zdjęciami wiejskiej chatki. Klimat wydał mi się pogodny i optymistyczny. Po raz drugi spotkałam się z nimi właśnie w domu.


Poczekajka to powieść wysnuta z marzeń i snów, spleciona z miłości i nienawiści, okraszona garścią humoru i doprawiona szczyptą magii. Znajdziesz w niej zarówno radość życia, jak odrobinę łez, które nadają mu smak. Jej lektura da Ci wiarę, że nie wolno tracić nadziei. Ani marzeń. Przenigdy.
Młoda pani weterynarz, niejaka Patrycja, wynajmuje kawalerkę na Żoliborzu, pracuje w klinice dla zwierząt, a w wolnych chwilach ucieka w świat marzeń i wróżb. W czasie weekendów robi wypady samochodem, próbując odnaleźć wymarzony domek i (przy okazji) wyczarować wielką miłość – księcia na białym koniu.
Przypadek prowadzi ją do Poczekajki – maleńkiej wioski koło Zamościa, będącej li tylko kropką na mapie. Opuszczone siedlisko nazywane przez miejscowych Chatką Wiedźmy do złudzenia przypomina to z sennych wizji. Patrycja porzuca miejskie życie, wprowadza się do domku i znajduje nową posadę – w zamojskim zoo. Czeka ją wiele perypetii: a to ze lwem, a to z pytonem, a to z brakiem praktycznie wszystkiego. Nie zabraknie też obiecanego księcia. Dziewczyna jeszcze nie wie, że prawdziwą miłość odnajdzie w kimś, kto księcia bynajmniej nie przypomina…


Moje prywatne wrażenia po przeczytaniu książki są następujące: spodobał mi się wątek spełniania swoich marzeń o własnym domu. Jakby nie było, jestem w tym samym wieku, co bohaterka książki, skończyłam studia i chciałabym mieć swój własny kąt, który mogłabym urządzić po swojemu, wypełnić swoimi ulubionymi książkami, płytami, meblami, świecami, postawić w nim kominek i fortepian i spędzić w nim jakieś kilkanaście lat, aż wyrosną dzieci, żeby im też, tak jak mi, pozostały wspaniałe wspomnienia z dzieciństwa.
Trochę mniej spodobał mi się wątek o księciu z bajki... Tutaj zawsze są jakieś pułapki :P Co wam tu będę dużo mówić, sami wiecie, jak to w życiu jest: książę wcale nie okazuje się być księciem, tylko normalnym facetem z typowymi męskimi zachowaniami i o to w tym wszystkim chodzi, że trzeba go przyjąć w całości takim, jakim jest (chociaż są pewne naturalne ułatwienia: najpierw przyciąga nas magiczny magnes, zwany zakochaniem, a potem w sklejeniu tego pomaga magiczny klej, zwany miłością).
Dlatego, chociaż książka jest zabawna i sympatyczna, budzi moje zastrzeżenia natury logicznej... Ale może takie historie też się zdarzają ;)

Ślę buziaki z mojego zamku za siedmioma górami i siedmioma lasami. W moim pokoju na wieży jest jeszcze za zimno, żeby tam mieszkać, ale na lato znów będę księżniczką z wieży.
Ciao.

wtorek, 15 lutego 2011

Ferrrie.



Będziesz moją panią
Grzegorz Turnau

Będziesz zbierać kwiaty,
będziesz się uśmiechać,
będziesz liczyć gwiazdy,
będziesz na mnie czekać

i ty, właśnie ty będziesz moją damą,
i ty, tylko ty będziesz moją panią,

będą ci grały skrzypce lipowe,
będą śpiewały jarzębinowe
drzewa, liście, ptaki wszystkie

będę z tobą tańczyć
bajki opowiadać
słońce z pomarańczy
w twoje dłonie składać

i ty, właśnie ty będziesz moją damą,
i ty, tylko ty będziesz moją panią

będą ci grały nocą sierpniową
wiatry strojone barwą słońca
i będą śpiewały, śpiewały bez końca

będziesz miała imię jak wiosenna róża
będziesz miała miłość jak jesienna burza
i ty, właśnie ty będziesz moją damą
i ty, tylko ty będziesz moją panią

***

Jestem po nagraniach płyty z All4Him. To niewiarygodne, ale dokonaliśmy tego w ciągu ostatniego weekendu. Ciągle to do mnie nie dociera, że niecały rok prowadzimy działalność, a już jeździmy z koncertami i nagrywamy płytę. Wszystko jakby dzieje się samo, a ja w tym uczestniczę... Teraz chrypię jak Louis Armstrong (lody jako namacalne wynagrodzenie trudów nagrania były ryzykownym pomysłem :P), ale mam czas, żeby wydobrzeć ;) pozostało jeszcze dograć gitarę i drugie klawisze, do tego nie potrzeba mojego udziału :)
Zapowiadały się dwa kolejne tygodnie w Warszawie i praca... W ostatniej chwili praca się urwała i pojawiły się przydziałowe ferie z racji bycia nauczycielem :P szybka decyzja, połączona z konsultacją ze stroną PKP - dwie godziny później pędziłam na dworzec, goniąc ostatni pociąg do Rzeszowa tego dnia. To nic, że najpierw był tłok, a potem pustki w przedziale, że aż strach; że ogrzewanie najpierw grzało jak wściekłe, a potem ledwo dmuchało; że jechałam łącznie 7 godzin, ledwo mogąc wysiedzieć, a potem ostatnie 5 km od przystanku do domu doszłam na piechotę, bo telefon mi się rozładował i nie miałam jak zadzwonić do mamy, żeby po mnie przyjechała - w końcu dotarłam do domu :) kiedy w końcu podpięłam telefon do ładowarki, posypały się smsy... Przez cały dzień próbowałam zapomnieć, że to walentynki (chociaż wszystko naokoło trąbiło o tym nachalnie, począwszy od radia na prywatnych telefonach kończąc), ale ktoś pamiętał;)
Teraz odpoczywam od szkoły i myślę o tym, jak to by fajnie było, gdyby zacząć jakąś kolejną, np. wokal jazzowy :) albo studia podyplomowe, albo... no sama nie wiem, co by to mogło być:P grunt, żeby byli nowi ludzie, żeby można było z nimi rozmawiać i wymieniać poglądy, a nie zamykać się tylko w swoim zaufanym środowisku... Macie jakiś pomysł na fajną szkołę w Warszawie? ;)

Ps: Zrobiłam jakiś czas temu niezłą czystkę na blogu, poleciało 150 postów. Uff, ulżyło mi.

czwartek, 3 lutego 2011

Wstrząśnięta, nie mieszana.






Kropki kreski
Monika Brodka

Wszystkie na ciele znaki
Zapis bezcennych chwil
Jak z pamiętnika kartki
Kropek i kresek szyfr
Mapa wspomnień i krętych dróg
Szkielet utwardza mi
W klatce z kości mięsień wiotki
Pulsuje, przyspiesza rytm

To początek, wschód słońc
I drżenie w kącikach ust
Wielkie oczy ma strach
Palcem pogrożę mu

Na topografii ciała
Niezamieszkały ląd
Konturem oddzielam teren
Gruntuję, dobieram tło
Permanentnym tuszem bądź
W czerwieni do twarzy mi
Bez szablonu i bez wzoru
Namiętnie i aż do krwi

To początek, wschód słońc
I drżenie w kącikach ust
Wielkie oczy ma strach
Palcem pogrożę mu

To początek, wschód słońc
I drżenie w kącikach ust
Wielkie oczy ma strach
Palcem pogrożę mu

***

Co można czuć, kiedy...
...niebezpieczny niedźwiedź grizzly staje się pociesznym pluszowym Misiem z Okienka, którym można sterować, a czasem ocierać łezki...
...tajemniczy mędrzec Gandalf przemienia się w Smerfa Mądralę, znajdującego na wszystko odpowiedź, czy ktoś tego słucha, czy nie...
Co można czuć, kiedy...
...serce wozi się kolejką z prędkością 60 km/h, a umysł biega w kółko jak chomik po kołowrotku...
A gdyby tak wstrząsnąć, zamiast mieszać ostrożnie łyżeczką...

Granda







Granda
Monika Brodka


ref. Nie polubię Cię
jak powiedzieć prościej?
Zbliżysz się o krok
porachuję kości
Nie polubię Cię,
Twej koszuli pstrości
Zbliżysz się o krok
porachuje kości

1. Kusisz zapachami,
prowokujesz gestem,
wodzisz za mną wzrokiem,
czterogłowym smokiem.
Namierzasz radarami,
jestem jak ruchomy cel,
naostrzone zęby,
nie polubię Cię!

ref. Nie polubię Cię
jak powiedzieć prościej?
Zbliżysz się o krok
porachuję kości
Nie polubię Cię,
Twej koszuli pstrości
Zbliżysz się o krok
porachuje kości
Do pięciu liczę - znikaj!
Dwa, trzy, cztery, pięć
raz, dwa, trzy, cztery, pięć
Nie będzie dziś walczyka
Dwa, trzy, cztery, pięć
raz, dwa, trzy, cztery, pięć.

2. Tropią mnie zwiadowcy,
węszą myśliwskie psy,
jak dziką zwierzynę,
co kruszeje żywcem.
Zastawiałeś sidła,
zmieniłeś zasady gry,
zablokowałeś drogi,
zaryglowałeś drzwi.

ref. Nie polubię Cię
jak powiedzieć prościej?
Zbliżysz się o krok
porachuję kości
Nie polubię Cię,
Twej koszuli pstrości
Zbliżysz się o krok
porachuje kości
Do pięciu liczę - znikaj!
Dwa, trzy, cztery, pięć
raz, dwa, trzy, cztery, pięć
Nie będzie dziś walczyka
Dwa, trzy, cztery, pięć
raz, dwa, trzy, cztery, pięć.

Nie polubię Cię
jak powiedzieć prościej?
Zbliżysz się o krok
porachuję kości
Nie polubię Cię,
Twej koszuli pstrości
Zbliżysz się o krok
porachuje kości

***

Jeleń z wstążkami na rogach intrygował mnie od jesieni w sklepach Empiku, ale odrzucało nazwisko "Brodka". Dzisiaj Ola puściła z głośników kilka utworów, zareklamowała jako coś nowego i oryginalnego w stylu "The House" Katie Melua, więc przysłuchałam się uważniej, a jeszcze bardziej uważnie dzisiaj wieczorem. I trzeba przyznać, płyta ciekawa, chociaż nie przywiązałam się jeszcze do całości, mam kilka ulubionych utworów, dwa kontrastowe w klimacie: "Granda" i "Kropki kreski".
Poniżej recenzja.





"Granda" to muzyczny eklektyzm i niebanalne teksty, podszyta punkową energią symfonia dźwięków oraz słów. Monika bawi się własnym głosem, pozwala mu płynąć w nowych kierunkach, czerpie także z tradycji folkowej, ale robi to w nowoczesny sposób, nadając całości klubowy sznyt. Sama mówi, że jeśli "Granda" to folk, to ten "z cyrku pod arkadami, połamany, poskręcany". Kabaret spod znaku elektro, zmysłowy i energetyczny.


Nie mogę się już doczekać osobnego muzycznego bloga, gdzie będę mogła wrzucać same takie posty i czytać posty innych.
Do usłyszenia niebawem.

środa, 2 lutego 2011

Bonjour, ça va bien, et toi?



Comment ça va
The Shorts


Comment ça va /
Comme ci, comme ci , comme ci, comme ça /
Tu ne comprends rien a l'amour /
Restez la nuit, restez toujours /x2

Holiday in paris sunday afternoon
Meeting a French girl ev'ning walk by moon
So we were dancing on the music and I was waiting for my chance
I only didn't understand her when she said in french.

Comment ça va /
Comme ci, comme ci , comme ci, comme ça /
Tu ne comprends rien a l'amour /
Restez la nuit, restez toujours /x2

Fell in love in Paris didn't know what to do
Walking with my girl rendez-vous for two
I was afraid to kiss my baby didn't know what she'd say
Drinking wine by evening in a small café

I ask her to kiss me
Asked for something more
She didn't understand me
Like I didn't before.

Comment ça va /
Comme ci, comme ci , comme ci, comme ça /
Tu ne comprends rien a l'amour /
Restez la nuit, restez toujours /x2

***

Kiedy Kika była mała, tato przyniósł jej kasetę z piosenkami, którą mu przysłał jego przyjaciel z USA. Dzieci śpiewały takie radosne piosenki, mówił jakiś pan, wymawiając śmiesznie wyrazy, których Kika nie mogła zrozumieć, może z wyjątkiem słowa "Jezus". Dlaczego ona nie może ich rozumieć, ach dlaczego? Dlaczego nie mówią tak jak ona?
Kiedy Kika była trochę starsza, tata wstawił do jej pokoju grzejnik elektryczny, na którym były napisy w różnych językach: nezakryvat, nicht abdecken. Ten ostatni napis zaintrygował ją niezmiernie: w jakim to jest języku? Może po arabsku?...
...Dzisiaj Kika ma 25 lat. Rozumie angielski nieraz i bez tłumacza, wie, co znaczy "nicht abdecken" i wiele innych niemieckich słów, potrafi czytać rosyjski alfabet, śpiewała włoskie arie. Ale znów jak dziecko zaczyna pytać: a co znaczy ten śmieszny język, w którym pisze się Je t'aime, a czyta żetem? I jak dziecko zaczyna liczyć: un, deux, trois...
Bonne nuit.

wtorek, 1 lutego 2011

Dziewczyna ze sceny




Comme des enfants
Coeur De Pirate

Alors tu vois, comme tout se mêle
Et du cœur à tes lèvres, je deviens un casse-tête
Ton rire me crie, de te lâcher
Avant de perdre prise, et d'abandonner
Car je ne t'en demanderai jamais autant
Déjà que tu me traites, comme un grand enfant
Et nous n'avons plus rien, à risquer
À part nos vies qu'on laisse de coté

Ref.
Et il m'aime encore, et moi je t'aime un peu plus fort
Mais il m'aime encore, et moi je t'aime un peu plus fort

C'en est assez de ces dédoublements
C'est plus dur à faire, qu'autrement
Car sans rire c'est plus facile de rêver
À ce qu'on ne pourra, jamais plus toucher
Et on se prend la main, comme des enfants
Le bonheur aux lèvres, un peu naïvement
Et on marche ensemble, d'un pas décidé
Alors que nos têtes nous crient de tout arrêter

Ref.
Il m'aime encore, et toi tu m'aime encore plus fort
Mais il m'aime encore, et moi je t'aime encore plus fort
Et malgré ça , il m'aime encore, et moi je t'aime encore plus fort
Mais il m'aime encore, et moi je t'aime encore plus fort

Encore, et moi je t'aime encore plus fort
Mais il m'aime encore, et moi je t'aime encore plus fort
Et malgré ça , il m'aime encore, et moi je t'aime encore plus fort
Mais il m'aime encore, et moi je t'aime encore plus fort
Et malgré ça , il m'aime encore et moi je t'aime encore plus fort
Mais il m'aime encore, et moi je t'aime encore plus fort
Et malgré ça , il m'aime encore et moi je t'aime encore plus fort
Mais il m'aime encore, et moi je t'aime encore plus fort

***
To jest dopiero przedziwny język: co innego śpiewają, a co innego piszą :P
Ten francuski ciągle mi wchodzi na ambicję... Może kiedyś się go nauczę :P

***

Co widzisz?
Dziewczynę ze sceny, raz ubraną lepiej, raz celowo gorzej...
Raz uśmiecha się słodko, innym razem krzyczy ze złości i wyśmiewa wszystko i wszystkich...
Raz śpiewa o cudownym życiu, potem chrypi kawałek wyrażający ogólne zwątpienie...
Widzisz dziewczynę ze sceny: solistkę musicalu w stroju nastolatki albo panią nauczycielkę w żakiecie, z kredą w ręce...

Stojąc pod sceną nie możesz zajrzeć w oczy...