piątek, 29 czerwca 2012

Wody, nieba mi potrzeba.




Pierwszy oficjalny dzień wakacji. Zaczęła się fantastyczna pogoda, można założyć szorty i sandały (dzisiaj odkryłam, że wróciły z naprawy od szewca w jakiejś podejrzanej reklamówce) i pośmigać rowerem po okolicy.

Pół dnia siedziałam w domu, sprzątając zajadle i tłumacząc kolejny filmik, więc w końcu słońce zaczęło przywoływać do siebie. Pojechałam przed siebie, nie wiedząc dokładnie dokąd jadę, co jest moim ulubionym sposobem podróżowania, wreszcie po dłuższym kluczeniu dotarłam do skrawka wody. Jak się okazało, były to Stawy Raszyńskie. Tego mi było trzeba na skołatane nerwy: woda, kaczuszki, słoneczko i modlitwa.


Nie umiem nie mrużyć oczu do zdjęcia, na dodatek znowu mi się porobiły jakieś jęczmienie :( utrapienie z nimi. Ale świetlik na to pomaga.

Prawie campowe klimaty. To już za 3 tygodnie... Jutro sprzęt biwakowy wyjeżdża do Podkowy i pojedzie z Micykami. Ja dołączę do nich w Łodzi za 2 tygodnie. Denerwuję się tym wyjazdem. Jak zwykle wszystko czarno widzę. Tym razem nie będzie rodzeństwa ani busa,więc trochę smutno. Może jak będę padać na twarz ze zmęczenia, to nie będzie siły na pielgrzymki do świątyni dumania, która od 6 lat jest niestrudzonym powiernikiem Sercowych rozterek.
 

A może wypadałoby mieć już w końcu męża i dzieci?...

czwartek, 28 czerwca 2012

Alle haben Ferien - ich hab' auch :)







Brak prądu wygnał mnie z domu, oderwał od komputera i zaciągnął do Podkowy, do ludzi. Zasiedliśmy w sali telewizyjnej z paczką Hitów mini i zawzięcie oglądaliśmy mecz... Eech. Powtórka z 2006 roku, tyle że bez dogrywki... Co za smutny wieczór dla rozpędzonej niemieckiej lokomotywy, brutalnie zatrzymanej przez Włochów. Najpierw życzyłam im utarcia nosa, potem było mi ich żal. Czemuż, ach czemuż nie strzelili drugiego gola...
Magiczna data 2006, związana z mundialem w Niemczech przywołała wspomnienia upalnego lata, campu i "ślubów panieńskich" oraz pierwszego starcia Serca z Rozumem... Aa, w lipcu stuknie sześć lat prowadzenia bloga :)
A ponieważ jest już po północy, zatem mogę oficjalnie powiedzieć: WAKACJE!!! koniec pracy za pieniądze, jedziemy pracować społecznie ;)
FINAŁ za 2 dni!



poniedziałek, 25 czerwca 2012

Suszymy ząbki, panowie.


Czy znacie serial animowany "Pingwiny z Madagaskaru"? Brygada Pingwinów zawojowała mną do reszty, podobnie jak król Julian. Dubbingowane odcinki z sezonu I i II można zobaczyć tutaj.
Bohaterem dzisiejszego dnia jest Rico - specjalista od zadań wybuchowych. Uwielbia strzelać i wysadzać. Dużo mówi, ale zwykle wydaje dźwięki przypominające ochrypłe chrząkanie nawiązujące do jego nastroju. Posiada umiejętność połykania, a następnie wymiotowania różnych przedmiotów. Pingwiny wykorzystują to na swoją korzyść, używając jego żołądek jako magazyn sprzętu. Posiada lalkę o imieniu Perky, którą uważa za swoją dziewczynę.

Weekendowy maraton był wykańczający i mój żołądek zaczął reagować jak Rico... Ach, Ewo, schrupałaś jabłko, a teraz my wszystkie co miesiąc zwijamy się z bólu brzucha...

niedziela, 24 czerwca 2012

Prawie wakacje...


Och, co za weekend... Działo się tyle, że nie było kiedy się denerwować egzaminami. Jakoś w międzyczasie się je napisało. W sobotę kompleksowa obsługa nabożeństwa (lekcja w klasie młodzieżowej, psalm, pieśń i czytanie tekstów w trakcie wieczerzy), potem spotkanie i obrady grupy obozowej, wszystko po 4 godzinach snu i zaległościami z poprzedniej nocy, a dzisiaj rano dalsza część spotkania, trzy egzaminy i zbiórka w Podkowie połączona z ogniskiem. Uwielbiam takie maratony, czuję wtedy, że żyję. Pozostał jeszcze jeden egzamin, z dydaktyki, ale to bez większego problemu zdam na 5. Im człowiek jest starszy, jakoś mniej nerwowo reaguje na stres egzaminacyjny.
Nastał czas na przygotowania na camp i obóz. Pachnie już wakacjami. Dzisiaj, kiedy przesiąkłam dymem z ogniska, pogryzły mnie mrówki i bujałam się w spódnicy i sandałach, poczułam lato. Lasu, wody i nieba mi trzeba. W murach można zgrzybieć do reszty.

Wniosek z dzisiejszego dnia: nawet na egzaminach można się czegoś nauczyć.
Przykład: pneumomatologia - nauka o Duchu Świętym (a nie o duszy, jak z początkowej dedukcji wynikało), charytologia - nauka o łasce (niestety zapomniałam o angielskim "charity", które mogłoby naprowadzić na właściwe hasło).
Zapomniałam z tego wszystkiego zgłosić propozycji tematu pracy licencjackiej. Może napiszę coś o pathfindersach? :)

czwartek, 21 czerwca 2012

Morele



Pojawiły się w sklepach morele i z radością kupiłam już dwie porcje. Bardzo lubię morele, ale w zimie mogłam jeść tylko suszone. Te suszone mają więcej dobroczynnych właściwości, ale świeże są po prostu pyszne :) mama zawsze mówiła: "jedz morele, one są odkwaszające". Nie do końca rozumiałam, o co chodzi, ale smakowały lepiej, niż buraczki, więc je jadłam. Mama zawsze umiała nas przekonać siłą naukowych argumentów :P

Wystarczy zjeść 3 morele dziennie, aby dostarczyć organizmowi odpowiedniej ilości beta-karotenu, doskonałego przeciwutleniacza, chroniącego nas przed działaniem wolnych rodników odpowiedzialnych za wiele chorób cywilizacyjnych oraz przyspieszających procesy starzenia. Dzięki niemu nasza cera promienieje i długo zachowuje młodzieńczy wygląd.
Ponadto morele bogate są w potas, który reguluje ciśnienie krwi i pracę nerek, a także w żelazo, wapń, fosfor, witaminy PP, B i C oraz błonnik. Ich jedzenie poprawia trawienie i zapobiega anemii.
Morele, zwłaszcza te suszone, mają działanie zasadotwórcze. Powinny je jeść osoby cierpiące na nadkwasotę oraz te, jedzące codziennie mięso. Zjedzenie kilku moreli po treningu przywróci równowagę kwasowo-zasadotwórczą w organizmie.
Uczę się zawzięcie na egzaminy w niedzielę. Jak już je zdam i wytrwam najbliższy tydzień w pracy oraz zrealizujemy ostatnią zbiórkę w tym roku szkolnym, to uznam, że zaczęły się wakacje. 

środa, 20 czerwca 2012

Euro toczy się dalej - ćwierćfinały



Naja, und jetzt kommt die Frage: wer stoppt die deutsche Eisenbahn im Viertelfinale? ;)

Buty od Lasockiego

A może dzisiaj... warto być miłym?

Zarobiłam wczoraj 2 stówy i obudziła się we mnie chęć posiadania. Pojechałam więc na zakupy z konkretną listą w telefonie. Jak ją napisałam,to pomyślałam: dwie stówy nie wystarczą, ale będziemy próbować kupić najpotrzebniejsze rzeczy, tj. buty, bo niestety z bólem serca musiałam przeznaczyć moje dotychczasowe skórzane buty z Ryłko na buty do lasu. Eech, dałam za nie 130 zł, a wytrzymały tylko półtorej roku. Pewnie wytrzymałyby dłużej, gdyby mi nie zapleśniały od wilgoci na campie rok temu i nie wyprałabym ich potem w pralce; nauka kosztuje, jak mówi mama, następnym razem będę lepiej konserwować buty. Mimo wszystko to były jedne z najwygodniejszych butów, jakie miałam, więc pomyślałam, trzeba kontynuować trend na skórę, tylko tym razem poszukam czegoś tańszego. Modliłam się przez cały tydzień o buty; może wyda się to wam dziwne, ale naprawdę chciałam mieć pewność w wyborze. Nie lubię wydawać pieniędzy na niepotrzebne rzeczy, zwłaszcza, jak mam ich niewiele.
Nie wiem, czy kojarzycie w CCC taka serie butów Lasockiego: są skórzane, w cenach przeciętnie od 100 do 180 zł, wiec całkiem przyzwoicie. Jak zadałam Rozumowi to pytanie, to zaczął się tak śmiać, że przez 5 minut nie mógł się uspokoić : O czym ty do mnie mówisz? Ja i znać się na butach? Hahahahahahahaha ostatni raz chodziłem za butami.... w sierpniu:P Powracając do Lasockiego, wypatrzyłam w zeszłym tygodniu półkę z adidasopodobnymi i zaczęłam mierzyć. Co za niefart, z tych, co mi się podobały, nie było mojego rozmiaru. Odłożyłam je z myślą, że może w innych galeriach znajdę te rozmiary. Ale to chyba nie jest już sezon na takie buty i zostają ostatnie przecenione końcówki, mocno przecenione, ze 150 na 80 zł. No i właśnie wczoraj, wychodząc z Reduty z zakupioną białą bluzką i japonkami (też były na mojej liście, choć nie jako priorytetowe zakupy, ale były na wyprzedaży), powlokłam się zrezygnowana do Blue City do drugiego CCC. A tam... był rozmiar 39! Białe adidasy na rzepy, prosty krój, za 59 zł! Taniej już chyba nie było można. Nie zastanawiałam się dłużej niż 10 minut. Powróciłam do domu prawie o 22 z dwiema parami butów za 90 zł, w tym skórzanymi za 60. Można? Da się? ;)
Na liście pozostały jeszcze: beżowe spodnie materiałowe, spodenki i eleganckie buty bez palców. Przymierzyłam już kilkadzieścia par, ale nadal nie jestem przekonana, że to są buty, które faktycznie są mi potrzebne. Więc niech czekają. Wszystko w swoim czasie.

niedziela, 17 czerwca 2012

Chamomilla?


Czeskie klimaty wczorajszego dnia wzbudziły we mnie wspomnienia bajki z dzieciństwa, w której  Krecik udaje się na poszukiwanie tajemniczego ziela Matricaria Chamomilla, żeby wyleczyć chorą Myszkę. Kiedy objechał cały świat i zrozpaczony opowiada Sowie o daremnych poszukiwaniach, okazuje się, że poszukiwane zioło to... rumianek.
Rumianek stosuję często od kilku miesięcy, odkąd się dowiedziałam, że działa świetnie na różne rozstroje żołądka, a co mi się zdarza regularnie podczas licznych podróży lub napięć. Zastosowanie zewnętrzne (do włosów blond) jeszcze przede mną.


 Rumianek pospolity
Matricaria chamomilla

Aktywne składniki:

Flawonoidy, związki kumarynowe, sole mineralne, cholina (organiczny związek chemiczny, wykorzystywany w leczeniu niektórych chorób układu nerwowego).

Zastosowanie:

Niesłusznie uważamy go za zioło dobre jedynie dla dzieci. Chociaż rzeczywiście z jego pomocą można łagodzić niemowlęce dolegliwości, moc rumianku warto wykorzystywać przez całe życie. Rumianek jest fantastycznym ziołem działającym odprężająco na system nerwowy, jak i dobrodziejstwem dla układu pokarmowego. Korzystnie wpływa na mięśnie całego organizmu, umożliwiając ich rozluźnienie. Cierpiącym na zaburzenia trawienne zaleca się picie herbatki rumiankowej, gdyż łagodzi napięcia jamy brzusznej, zwłaszcza bóle żołądka związane z nerwowością, napięciem i stresem. Reguluje pracę jelit, znosząc zarówno zaparcia, jak i rozwolnienia. Pomaga w przywracaniu miesiączki, gdy doszło do jej zatrzymania na tle nerwowym. Łagodzi bóle głowy, nerwobóle , bóle reumatyczne.

Stosowanie:

Jak przygotować doskonałą, relaksującą herbatkę? Najlepiej wykorzystując przepis Maurice'a Messegue'a, słynnego francuskiego zielarza: zaparz dwie łyżki stołowe świeżych lub suszonych kwiatów rumianku w 0,5 l gotującej się wody. Zioła powinny się gotować na wolnym ogniu przez 40 minut. Potem trzeba je przecedzić, posłodzić czystym syropem klonowym. Dla zabieganych dobrym wyjściem jest herbatka ekspresowa. Do kupienia niemal w każdym sklepie spożywczym.

Rumianek sprawdza się i w kąpieli, zwłaszcza, gdy lubisz jego zapach. Zagotuj solidną garść ziółek w trzech litrach wody przez kwadrans, następnie przecedź i wlej do wanny już wypełnionej wodą. Można też wykorzystać herbatkę ekspresową. Na pudełku powinna być instrukcja stosowania zioła zewnętrznie. Przemywanie twarzy wywarem z rumianku kilka razy tygodniowo powoduje, iż skóra staje się zdrowsza i bardziej miękka. Można go też używać do płukania włosów, zwłaszcza gdy jesteś blondynką. Staną się wówczas bardziej podatne na układanie i nabiorą połysku. Stosowany zewnętrznie łagodzi dolegliwości związane z hemoroidami , owrzodzeniami i odparzeniami u dzieci. Doskonale sprawdza się przy codziennej higienie jamy ustnej (nawet niemowlaków): zapobiega nieświeżemu zapachowi i stanom zapalnym. W przypadku zapalenia pęcherza wspomagające leczenie nasiadówki szybko pozwolą złagodzić dolegliwości.

Olejek rumiankowy jest dobrym środkiem do masażu "ciężkich", napiętych nóg.

Owocnego stosowania i miłego oglądania :) bajka podzielona na 3 części, zamieszczam pierwszą z nich.



sobota, 16 czerwca 2012

Ach jo...




Eech, i co tu więcej powiedzieć... Jeden cytat mi się na myśl ciśnie:
"Jest mi tak przykro, jakbym w ciemności nadepnął na śpiącego kota.(...) jest mi tak przykro, jakbym musiał czyścić kurnik. Jest mi tak przykro, jakbym właśnie został obsypany przez kurzajki."
Małgorzata Musierowicz Brulion Bebe B.

To nie był mecz ma miarę tego z Rosją. To wcale nie był mecz, tylko jakaś masakra...  Chociaż wieczór z ekipą z Foksal spędzony w apartamencie na Marszałkowskiej był niezapomniany. Zjadłam chipsów chyba za całe pół roku niejedzenia. Jednak chłodny realizm Mikołaja (toczka w toczkę jak Rozum) odbierał resztki entuzjazmu i apetytu... Niemal zapomniałabym o naszym koledze Czechu, Otakarze, który jako jedyny cieszył się ze zwycięstwa Czech... Ale go po chrześcijańsku nie złomotaliśmy za to :P należało im się to zwycięstwo... A potem te rozczarowane biało-czerwone tłumy sunące w zadumie ze strefy kibica i zalegające pociągi...
No cóż. Mówi się trudno i kopie się dalej.

czwartek, 14 czerwca 2012

Do Czech razy sztuka


Mecz o wszystko coraz bliżej... Denerwujecie się?
Powoli zaczynam ogarniać te tabele, nazwiska piłkarzy i trenerów. Wprawdzie potem i tak to zapomnę, jak się Euro skończy, a składy się pozmieniają, ale chociaż teraz coś będę wiedzieć ;)
Czerwiec to będzie zwariowany miesiąc. Uczniowie się wykruszają, sesja za tydzień, mecze... Trzeba jakoś przeżyć...

wtorek, 12 czerwca 2012

This is Warsaw Fanzone!!!


Nie mogło zabraknąć na blogu historycznego wydarzenia, jakim jest Euro 2012 w Polsce. Co prawda nie mam telewizji w domu od ponad półtora roku i nie mam możliwości oglądać meczy, więc większość z tego, co się dzieje, bezczelnie ignoruję, ale mieszkając pod Warszawą człowiek nie potrzebuje telewizora, żeby obejrzeć mecz. Wystarczy, że wpadnie na zakorkowane Śródmieście i znajdzie się w samym środku stutysięcznego tłumu pod Pałacem Kultury, obwieszonego biało-czerwonymi szalikami i skandującego: "Biało-czerwone to barwy niezwyciężone!"
Sprawcą tego spontanicznego wypadu na mecz Polska:Rosja była Ola KM, która, choć wiernie kibicuje Ukrainie, sercem jest także za Polakami.

 Udało mi się także namówić drugą Olę, moją siostrę, na porzucenie książek i wyjście z domu. Tak się wczuła w atmosferę kibicowania, że kazała sobie pomalować twarz :)

Strefa kibica w Warszawie to największa strefa w Europie. My czekałyśmy już od 19 na miejscu, bo z chwili na chwilę zagęszczał się tłum.
Było mi trochę przykro, że jedynym elementem w miarę narodowym jest czerwony płaszcz, więc nabyłam za 5zł dwie flagi samochodowe. Chyba lepiej było kupić szalik za dychę, ale to może na mecz z Czechami :)
Tutaj pozuję jako faraon.


W ramach zdobywania sprawności z komunikacji w dalekiej przyszłości ćwiczę sygnalizację flagami ;)


Jeszcze parę zdjęć z Olą, póki jasno, na dowód naszej bytności w strefie kibica.

Mecz trwa... Ziemia dudni od podskakujących na gole kibiców :) to nic, że pierwszy był spalony :P

I Pierwszy Kibic Rzeczypospolitej: Ola KM, dzięki której uwierzyłam w POTĘGĘ SŁÓW!


Wynik znacie już z internetu, więc was nie powalę tą wieścią, że zakończyło się remisem. Ale co tam, byle do soboty! POLSKA GOOOOLA!!!

środa, 6 czerwca 2012

Tadam!





All4Him z dumą prezentuje...

Oficjalna strona zespołu

Nowa, odświeżona strona zespołu, galeria zdjęć, wydarzenia, komentarze. Na razie przerwa od koncertów, ale szykuje się coś nowego...
*
Jeden dzień... Dokumenty wydrukowane, rodzice powiadomieni o wyjeździe, gra terenowa będzie się tworzyć dzisiaj w nocy. Ach, prawie jakby Witek to organizował...  największe szaleństwo w ostatnim tygodniu ;P chyba trzeba będzie laptop ze sobą zabrać. Cywilizację dostarcza Kasia, cytując Dobrego ;)

wtorek, 5 czerwca 2012

Łatwe (i przyjemne) utwory Bacha






Dzisiaj moi uczniowie rozkręcali na lekcji długopisy. Najpierw robił to tylko chłopak, potem dołączyła dziewczynka. A myślałam, że będzie mądrzejsza i nie zarazi się od niego :P chłopak twierdzi, że to go odstresowuje. Wtedy przyszło mi na myśl, że ogólnie zajęcia manualne odstresowują. Więc zaraz po powrocie do domu wydobyłam keyboard i zaczęłam sobie przegrywać "Łatwe utwory" Bacha, które wyszukałam dla uczennicy na przyszły rok szkolny. Jej, wszystko mi się przypomniało, jak kiedyś były te nuty w domu i grałyśmy je razem z mamą. Bardzo przyjemne kawałki. Będzie miło je uczyć :) inwencje nie były już takie przyjemne...
Od dzisiaj zaczęło się rum(i)a(n)kowanie... Żołądek jak zwykle reaguje najsilniej w sytuacjach stresowych. Sprzęt biwakowy leży rozłożony na materacu i czeka na spakowanie. Jeszcze 2 dni...

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Leipzig in Memoiren

Wiecie, czasem w niezwykły sposób spełniają się prośby :) od 2 lat prowadzę zeszyt modlitewny, w którym zapisuję różne intencje z datą. Potem co jakiś czas zaglądam do niego i sprawdzam, co się zmieniło. Naprawdę można się podnieść na duchu, kiedy się widzi, jak różne sprawy się rozwiązały :)
Chyba rok temu wpisałam intencję, żebym miała motywację do dalszej nauki niemieckiego i możliwość rozmawiania w tym języku. Jakiś miesiąc temu na blogu koleżanki znalazłam ogłoszenie o korepetycjach z niemieckiego przez skype i zaczęłyśmy rozmawiać raz w tygodniu, a w zeszłym tygodniu zupełnie nieoczekiwanie odezwał się na fb kolega z Niemiec i zrobiliśmy deal, że będziemy ze sobą rozmawiać po niemiecku i polsku, bo on studiuje slawistykę zachodnią w Niemczech i ma ustny egzamin z polskiego w lipcu. Dzisiaj udało mu się połączyć przez skype i półtorej godziny rozmawialiśmy mieszanym niemieckim i polskim, jednak z przewagą niemieckiego, wyjaśniając różne zasady: wymawiania liczb, dat i rodzaj męsko- i niemęskoosobowy (zmora obcokrajowców uczących się polskiego). Ech, przyznam, że wyjaśnianie polskiej gramatyki po niemiecku to nie jest najłatwiejsze zadanie, chociaż na studiach mieliśmy gramatykę kontrastywną (ale kto wtedy myślał, że to mu się do czegoś przyda?).
Podziwiam determinację tego kolegi w nauce polskiego. Ja po studiach zdemotywowałam się do gramatyki i poszerzania wiedzy, widząc niepraktyczność większości teoretycznych zagadnień. Chociaż teraz byłyby przydatne...


Leipzig, Hauptbahnhof, April 2008
Gute Erinnerungen davon ...

Ps. Zaczęłam w końcu jakieś wiadomości sprawdzać. Okropnie tego nie lubię, wolę żyć w błogiej nieświadomości, ale coś trzeba się w świecie orientować, więc zdecydowałam się na niemieckiego Focusa.
Przynajmniej nie zaatakują mnie od razu wszystkie smutne wieści, bo najpierw muszę skupić myśli, żeby zrozumieć nagłówki ;)

niedziela, 3 czerwca 2012

Wyprawa do wnętrza ziemi

Dzień Dziecka trwał 3 dni ;) wczoraj miły wieczór w naszej kwaterze z młodzieżą foksalową, a dzisiaj wyjście z dziećmi do Muzeum Ziemi i lekcja o minerałach, które występują także w Biblii. Nie byliśmy długo, ale dzieci miały trochę zabawy z poszukiwaniem minerałów :) niektórzy pewnie widzieli je pierwszy raz w życiu.

A tutaj mamy okaz kamienia fosforyzującego.

 
  Dobrze, że mamy w drużynie jubilera :)


Musztra tego dnia była trenowana nawet w podziemiach. Biwak za 4 dni!



piątek, 1 czerwca 2012

Milusińscy.



Drogie dzieci, strasznie mi przykro, że w dzień waszego święta leje jak z cebra. Zapewne dzień sportu w waszej szkole odbył się w dusznej sali gimnastycznej, z wycieczki do lasu wyszły nici, a rodzice pomstują, bo w tej chwili roznosicie dom. Ale są też malutkie dzieci, które właśnie płaczą, bo się boją burzy. Dla was wszystkich,tych małych i większych, życzę pogody w sercu pomimo paskudnej pogody za oknem.
Ciocia Kika


Ps: Żeby nie było smutno z powodu deszczu i tego, że miałam wolny dzień, a nigdzie nie mogłam wyjść, obejrzałam "Hugo i jego wynalazek". Żałuję, że nie obejrzałam tego w kinie w 3D.
"Everything has a purpose, even machines. Clocks tell the time, trains take you places. They do what they're meant to do, (...). Maybe that's why broken machines make me so sad, they can't do what they're meant to do. Maybe it's the same with people. If you lose your purpose, it's like you're broken. (...) I'd imagine the whole world was one big machine. Machines never come with any extra parts, you know. They always come with the exact amount they need. So I figured if the entire world was one big machine, I couldn't be an extra part. I had to be here for some reason. And that means you have to be here for some reason too."