wtorek, 26 lipca 2011

Hurt people hurt people.


Książka wspomniana przez Davida Newmana podczas jednego z wykładów na campie.
Poszukuję wersji polskiej!

Do you know someone perhaps even a Christian who seems impossible to get along with? From the people in the pews to the members of our families, we are surrounded by people who hurt other people. And they do so, the author tells us, because of the seemingly inescapable pain in their own lives. In this book, Dr. Wilson brings her years as a professional counselor to bear on a difficult topic that affects many of us. Let her warmth and insight lead you toward a heart of compassion and a ministry of healing for those who hurt others.
About the Author
DR. SANDRA D. WISLON is a family therapist, seminary professor, international speaker, and the author of six books including the best-selling ""Released From Shame."" Sandy is a Phi Beta Kappa scholar and summa cum laude graduate of the University of Cincin

Stand up and fight anyhow!!



We are soldiers

Chorus
We are soldiers in the army
We got to fight, although we have to cry
We got to hold up the blood stain banner
We got to hold it up until we die

Repeat

Verse
Now ...... was a soldier
He had her hand on the gospel plough,
But one day he got old
he couldn't fight anymore
She said 'Stand up and fight anyhow!'

***

Obowiązkowy letni punkt programu zaliczony: powróciłam z campu po dwutygodniowym pobycie w miejscu (teoretycznie) bez zasięgu i dostępu do cywilizacji :P
A w skrócie jak było?

* Kleszczowy las vel Góra Narad na Najdalszej Północy vel Biuro z czterema lub więcej laptopami z dostępem do neta, drukarką, laminarką, gilotyną do papieru i nawet radiem :P tu się pracuje :P
* nieśmiertelna pasta Marka ;)
* leitmotiv mojego szalika, tym razem w wersji szaliczek bitewny :P


* imprezy dzień w dzień : urodziny Pauliny, urodziny Karoliny, wieczór dla kobiet i "czadowa impreza zamknięta" z chomikiem :P
* niezwykłe zastosowanie pudełka kartonowego i słoika z majonezem w walce z deszczem ;)
* super nowoczesny sprzęt grający marki Casio, obsługujący niemal wszystkie campowe eventy ;)


* chór gospel, czyli śpiewać każdy może ;)


* Isaac&Forrest - mężczyźni, którzy podbili camp!



* hity z iPhone'a ;)
* międzynarodowe sąsiedzkie nucenie piosenek po polsku i angielsku na głos męski i żeński ;)
* książęta i księżniczki, czyli CPP i jej świta ;)
* PŁYTY Z MUSICALEM ALL4HIM!!! :D poniżej trailer dla zainteresowanych:



I wyjątkowo: żadnych szaleństw Serca :P człowiek taki zagoniony był tymi wszystkimi śpiewaniami, graniami i dziećmi, że ani siły, ani serca do tego nie miał...no, może trochę tam... Ale ciii! ;)
Chwilowo wylądowałam na farmie. Teraz trzeba odespać, odpocząć, żeby nie gryźć ludzi z tego zmęczenia.
(Aha, Rozum znowu niczego się nie nauczył i pozostał uparty i wredny. Niech się buja. Ileż można wytrzymywać jego wąty do wszystkiego, co robię...)
Jak wypocznę, to znowu wyruszę w drogę... za trzy tygodnie do lasu z pathfindersami. Znowu będzie dużo grania i śpiewania, biegania po lesie i stania na baczność przed Bratem Komendantem, czyli powtórka z biwaku i campu :P że też mi się to jeszcze nie znudziło...

Wesołych wakacji dla wszystkich :)

poniedziałek, 4 lipca 2011

W obronie kaloszy :)


Kalosze szczęścia
Edyta Geppert

Oto opowieść z dawnych lat
O tym, jakby przezwyciężyć los
Kiedy w daleki ruszasz świat
A masz tylko pusty trzos
Wtedy przypomnij sobie, że
Gdzieś na strychu znajduje się
Skrzynia po dziadku, a w tej skrzyni
Między gratami rozmaitymi
Para kaloszy leży tam stara
Weź kalosze, nałóż je.

Chcesz na Hawaje jechać, czy
Zobaczyć afrykański brzeg
Kilimandżaro ci się śni
Skok tygrysa, bieg antylop
Podróże, morza, góry, step
Neony miast i lustra rzek
Nałóż kalosze, te ze strychu
Życzenie powiedz swe po cichu
Życzenie twoje spełni się
Na pewno tak, a może nie.


Zobacz Rzym i Neapol zwiedź
Nie potrzeba tu żelaznych dróg
Tylko wystarczy trochę chcieć
I przymierzyć do swych stóp
Jakieś stare kalosze dwa
Kalosz właśnie tę siłę ma
Której to, jak u Andersena
Żadne obuwie inne nie ma
A więc idź zaraz po swe kalosze
Póki bajka jeszcze trwa.

Chcesz na Hawaje jechać, czy
Zobaczyć afrykański brzeg
Kilimandżaro ci się śni
Skok tygrysa, bieg antylop
Podróże, morza, góry, step
Neony miast i lustra rzek
Nałóż kalosze, te ze strychu
Życzenie powiedz swe po cichu
Życzenie twoje spełni się
Na pewno tak, a może nie.


***

Mój niecodzienny kaloszowy post jest odpowiedzią na ripostę Rozumu, który twierdzi, że kalosze to najbardziej obciachowe obuwie, jakie można założyć, a na moją deklarację, że i tak sobie takowe kupię, umyślił sobie, że odtąd będzie mnie nazywał "artystka w kaloszkach". Nie przejmując się tym zbytnio poszperałam w internecie i znalazłam całkiem zgrabnie opisaną historię kaloszy. Ha, i co? Obuwie arystokracji! Dopiero potem weszło na wieś, dokładnie, jak mówiłam! Na dodatek znowu wróciło do mody i bardzo się z tego cieszę, bo przestaną mi moknąć stopy podczas snucia się po mieście lub rejonach campowych. W dzieciństwie dzielnie chodziłam w gumowym obuwiu (zarówno w wersji letnio-wiosennej, jak i zimowej, ocieplanej) i całkiem dobrze mi służyły. Oczywiście ludzie uznali to za ekstrawagancję i wyśmiewali to, podobnie jak Rozum, ale cóż, jeżeli ktoś nie nosi czapki w zimie, to i kalosze wyśmieje.
Nie omieszkam wstawić zdjęcia, kiedy już je nabędę.

Kalosze to obuwie, które dziś najczęściej można zobaczyć na nogach wędkarzy lub mieszkańców wsi. Mało kto zdaje sobie sprawę jak chwalebna historię posiadają pogardzane „gumiaki”; były to buty książąt, arystokracji i bogatego mieszczaństwa.

Pierwszymi butami ochronnymi w Europie były galoches, buty na drewnianej podeszwie noszone do końca XIV wieku. Dla ochrony lekkich podeszew, przyszytych do spodni w jasnych przeważnie barwach i szytych z cienkiego sukna tzw. chausses semellees, używano w XV wieku dość cienkich patynek ( patins) z drewna, które zastąpiły dawne, niższe drewniane lub skórzane (galoches), noszone jeszcze w XIV wieku. Patynki wyrabiali specjaliści mające swe statuty z 1452 roku, które ustalały zasady produkcji. Były one sztywne, zapinane na paski z czarnej skóry, przybite czterema gwoździami. Patynki dopuszczane były do eleganckiego stroju jeszcze przed 1440 roku, nie zdejmowano ich nawet w domu w czasie zebrań, co należało przez dwadzieścia lat ( do 1460 roku) do dobrego tonu. Później przestano używać klekoczących po posadzce biało lakierowanych patynek, ograniczono ich użytek do podróży tylko po ulicach zabłoconych miast..

Kalosze przyjęły znany nam kształt na początku XIX wieku. Popularyzatorem tego obuwia był pierwszy książę Wellington Artur Wellesley, który nakazał swojemu szewcu Hoby'iemu z ulicy Świętego James'a w Londynie zmodyfikować tzw. buty z Hesji. Buty z Hesji to obuwie noszone przez członków północno niemieckiego plemienia, które zamieszkiwało się na terenach dzisiejszej Hesji. To na nich wzorował się książęcy szewc, tworząc dla niego buty o bardziej opływowym kształcie, z miękkiej cielęcej skóry i niskim obcasie. Były one idealne na pole walki, nie przynosiły również wstydu na salonach. Szybko znalazły naśladowców i stały się niesamowicie popularne w latach 40 XIX wieku. Nikt nie wie po co pierwszemu księciu Wellington były buty, które nadawały się i do walki, jak i do talerza, można jednak spokojnie stwierdzić, że ulice Londynu musiały bardziej przypominać pole bitwy niż salon. Artur Wellesley nie spodziewał się, że rozpocznie nową modę, a nazwa Wellington, której używa się we wszystkich krajach anglosaskich, przylgnie do nich na zawsze.

Po wielkim sukcesie jakie odniosły kalosze na angielskich salonach w latach 40. i 50. XIX wieku, popularność ich spadała. W następnych latach modne były buty do kostki, choć nadal używało się Wellingtonów do jazdy konnej.

Rewolucja nadeszła w roku 1852, gdy Hiram Hutchinson spotkał Charles'a Goodyear'a. Goodyear 17 czerwca 1837 roku uzyskał patent na produkcję gumy, był odkrywcą sposobu wulkanizacji kauczuku, który został opatentowany 15 lipca 1844 roku. Po tym spotkaniu Hutchinson kupił patent do wytwarzania gumowego obuwia, przeniósł się do Francji i założył firmę „A l'Aigle” w 1853 (dziś nazywa się ona po prostu ”Aigle” lub „Eagle”). W kraju gdzie 95% populacji pracowała na roli w drewniakach, wprowadzenie gumowych butów opartych na kroju Wellingtonów było niesamowitym sukcesem. Buty nie były drogie, a rolnicy w końcu mogli wrócić do domu z suchymi i czystymi stopami. Firma założona przez Hutchinsona działa do dziś, poszerzyła swoja ofertę o płaszcze przeciwdeszczowe, buty sportowe i akcesoria jeździeckie.

Kalosze brały również udział w pierwszej wojnie światowej, ponieważ rząd angielski zamówił w firmie North British Rubber Company (NBRC) ponad 1.2 miliona par butów dla żołnierzy walczących na bagnistych terenach Francji i Belgii. Po drugiej wojnie światowej gumowce stały się bardzo popularne nie tylko wśród robotników, ale także kobiet i dzieci.

Kalosze od lat cieszą się niesamowitą popularnością, szczególnie w krajach, w których panuje deszczowy i zimny klimat. Najlepszym przykładem jest oczywiście Wielka Brytania, gdzie kalosze stały się wręcz symbolem narodowym. Istnieje nawet konkurencja sportowa nazywana „wellie waging”, zasadą jest rzucanie kalosza na jak największą odległość.

Ze względu na warunki klimatyczne kalosze stały się także bardzo popularne w Kanadzie, gdzie śnieg i błoto bardzo przeszkadzają w chodzeniu podczas wiosennych roztopów. Jest zupełnie normalne, że dzieci, młodzież i dorośli chodzą w nich nawet w miastach i nikt się temu nie dziwi.

W Rosji stały się hitem od wprowadzenia ich na rynek w 1920 roku. Za czasów rządów Stalina produkowano kalosze w 17 fabrykach w różnych regionach kraju. Razem z filcowymi walenkami były tradycyjnym obuwiem na wiosnę i jesień. Gdy władzę objął Nikita Chruszczow gumiaki stały się symbolem walki z kapitalizmem, ponieważ były tańsze niż buty ze skóry. W latach 1961-1964 buty skórzane zupełnie zniknęły z rynku. Gdy w roku 1964 do władzy doszedł Leonid Breżniew, obuwie skórzane znów pojawiło się w sklepach i buty gumowe gwałtownie straciły popularność.

Po kolorze kalosza można określić czyjąś narodowość, np. kalosze zielone są najbardziej popularne w Wielkiej Brytanii, czarne z czerwonymi lub zielonymi podeszwami pozostają ulubionymi butami Kanadyjczyków, w Stanach Zjednoczonych najczęściej spotykane są żółte.

Aktualnie projektanci mody przywrócili kalosze do łask, stały się one pożądanym i modnym obuwiem.

piątek, 1 lipca 2011

Wojna światów: Wenus-Mars :P



Serce: Hej, hej... Jesteś może?
Rozum: Co tam znowu, Serce? Mów, jaki masz problem.
Serce: A skąd ty wiesz, że ja z problemem do ciebie przychodzę...
Rozum: Znam cię nie od dziś i widzę, że coś cię gnębi.
Serce: Eee, może nie gnębi, ale mam coś, nad czym intensywnie myślę...
Rozum: I co ci z tego myślenia wychodzi?
Serce: Że nie wiem, jak to rozwiązać...
Rozum: To może trzeba przestać o tym myśleć, skoro się nie da tego rozwiązać?
Serce: Może i racja, ale kiedy próbuję ignorować sprawę, to znowu się odzywa, cały czas ponawiając tę samą prośbę... Ile razy mam tłumaczyć, że nie mam czasu ani chęci na niektóre proponowane znajomości? Ja naprawdę nie jestem uprzedzona ani nic w tym rodzaju, ale po prostu z pewnych względów nie mogę tego w sobie przełamać... Mam się zmuszać, bo komuś zależy bardziej, niż mi? Jest sens naciskać w takiej sprawie, skoro wiadomo, że nie będzie zaangażowania? A może ja to jakoś nielogicznie mówię?
Rozum: Kobiety z założenia są nielogiczne... Jesteś tego żywym przykładem. Z wami nigdy nie dojdzie do ładu. Wiecznie jesteście niezadowolone ze wszystkiego, co faceci robią: dostaje kosza i idzie do innej, to źle, jak nie daje za wygraną i czeka, też źle; jest zainteresowany, a wy nie, to go spławiacie, nie jest zainteresowany, to się obrażacie... Mogłybyście się wreszcie zdecydować, czego chcecie?
Serce: Ale to nie jest takie proste... Ja nie wiem, czego chcę, ale wiem, czego nie chcę. I kiedy to wiem, to się tego trzymam...
Rozum: No to trzymaj się dalej. Ja ci niewiele pomogę w rozwiązaniu tej sprawy, skoro sama ją sobie komplikujesz.
Serce: Jesteś typowym facetem, Rozum. Przekonany o słuszności swojej racji i nikt cię nie odwiedzie od twojego rozumowania, nie uznajesz porażek i będziesz starał sobie to jakoś wytłumaczyć, żeby nie ucierpiała twoja męska duma.
Rozum: Przechodzisz do personalnego ataku, bo nie masz riposty? Oj, Serce, Serce. Nigdy się nie zmienisz...
Serce: Ty też nie, więc nie cwaniakuj :P Znam cię, znam. Ale i tak jesteś moim najlepszym kumplem.
Rozum: No, to ciężka fucha, ale niech ci będzie :P
Serce: Bujaj się :P
Rozum: A gdzie miłość do bliźniego swego? :P
Serce: Weszła na bambus ;P dzięki, stary.
Rozum: You're welcome ;)