czwartek, 25 lutego 2010

Dziecko słońca i poezji :P



Może i zabawne, ale wynik bardzo głębokiej refleksji.
Jak przeglądam osiągnięcia naukowe znajomych niewiele starszych ode mnie i patrzę na swoje życie, to dochodzę do wniosku, że wcale nie dorośleję ;) nie wiem, czy to dobrze, czy nie... Może to się zmieni przy jakimś doktoracie za dziesięć lat... A właściwie wcale mi na tym nie zależy ;)
Życie tętni wtedy, gdy coś się zmienia, kiedy wsiada się w pociąg i jedzie do innego województwa, gdy się śpiewa, gra i robi szalone zdjęcia, gdy się nie myśli o przyszłych obowiązkach matki Polki, gdy każdego dnia kołacze się po głowie inna piosenka i gdy wiatr rozwiewa myśli.
Zobaczymy, co potem będzie ;)
Trzymajcie się, a na weekend... All4God :D
♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫
♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫
♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫♫

środa, 24 lutego 2010

Trener




Wczoraj na Polsacie leciał kolejny film z serii "Historie prawdziwe" pt. "Trener" z Samuelem L. Jacksonem w roli głównej.

Film opowiada prawdziwą historię koszykarzy ze szkoły w Richmond. Przedstawione są tu ich problemy życia codziennego, które są skutkiem środowiska, w jakim żyją. Kiedy w 1999 roku dostają nowego trenera, Kena Carter'a zaczynają odnosić pierwsze sukcesy sportowe. Jednak trener kładzie szczególny nacisk na ich edukację, staje się ich mimowolnym wychowawcą i nauczycielem. Takie zachowanie napotyka na opór ze strony szkoły, mediów, rodziców oraz podopiecznych. Nikt nie wierzy w powodzenie jego metod wychowawczych, trener staje sam przeciwko wszystkim, gdyż nikogo nie interesuje los młodych sportowców. Carter wierząc jednak, że stać ich na coś lepszego w życiu, kontynuuje swoje metody by mogli skończyć szkołę i dostać się na studia.


Film porusza wiele tradycyjnych wątków, jak to w tego typu filmach: wiarę w swoje możliwości, rolę ciężkiej pracy w odniesieniu sukcesu, zaufanie do trenera i nieugiętość zasad.



Zakończenie jest nietypowe, ale szczęśliwe, bowiem i trener, i jego uczniowie zrealizowali swoje cele. Uświadamia to, że ostateczny sukces nie jest jednorazowym wydarzeniem, ale sumą mniejszych sukcesów, a także porażek, z których człowiek się podniósł, oraz że największym zwycięstwem jest zwycięstwo nad samym sobą.



"Naszym największym strachem|nie jest to, że jesteśmy słabi.
Nasz największy strach stanowi siła,|której nie można przyjść z odsieczą.
To nasze światło,|a nie nasza mroczność nas przeraża.
Uważając się za nic nie wartego,|nie działasz na korzyść świata.
Nie ma w sobie nic światłego,|wspaniałomyślnego postawa
pomniejszania siebie, po to tylko,|aby inni nie czuli się zagrożeni|w twojej obecności.
Urodziliśmy się po to, by przejawić|chwałę Boga, który jest w nas.
Jest ona we wszystkich.
Kiedy pozwolimy|własnemu światłu zabłysnąć,
mimowolnie pozwalamy innym|ludziom na zrobienie tego samego.
Kiedy uwalniamy się|od swojego strachu,
nasza obecność automatycznie|wyzwala innych."
(Coach Carter\fragment jednego z wierszy Marianne Williamson.)





Polecam, nie tylko dla miłośników kosza :)

wtorek, 23 lutego 2010

Sense and sensibility.


Powrót do miasta...
Dobrze było odpocząć, nie myśleć o nauce, pracy, wstawaniu, zakupach, byciu dorosłą i odpowiedzialną za siebie. W domu najlepiej się śpi, je, czyta, ogląda, chodzi na spacery i w ogóle. Dom to jest dom, nieważne, ile ma się lat, tam zawsze jest się dzieckiem.
Było mniej komputera, telewizji, za to więcej książek.

Rozważna i romantyczna należy wraz z Opactwem Northanger i Dumą i uprzedzeniem do grupy trzech wcześniejszych powieści Jane Austen, które zostały napisane w latach dziewięćdziesiątych osiemnastego wieku, a potem przerobione. Dopiero po sukcesie Rozważnej i romantycznej pisarka rozpoczęła pracę nad utworami zaliczanymi do drugiej fazy jej twórczości: Mansfield Park, Emmą i Perswazjami.

Pierwsza wersja powieści, początkowo zatytułowana Elinor and Marianne, została napisana około 1795 roku, gdy Austen miała 19 lat. Myślą przewodnią książki jest kontrast między usposobieniem dwóch sióstr: rozważnej Eleonory oraz romantycznej Marianny. Postacie obu sióstr miały swój daleki pierwowzór w samej Austen i jej siostrze Cassandrze, przy czym autorka siebie samą przedstawiła jako tę uczuciową. Jednak w ostatecznej wersji powieści charaktery obu bohaterek są już bardziej skomplikowane.

Rozważna i romantyczna to pierwsza powieść Jane Austen, która ujrzała światło dzienne. Pisarka wydała ją na własny koszt, pod pseudonimem The Lady (Pewna dama). Rozważna i romantyczna zdobyła bardzo pochlebne recenzje - w lutym 1812 pierwsza z nich, zamieszczona w Critical Review, chwaliła powieść tymi słowami: "doskonale napisana; bohaterowie pochodzą ze szlachty, ich postacie są naturalne i zręcznie zbudowane. Akcja jest wiarygodna, wysoce zajmująca i zabawna; zakończenie takie, jakiego życzyłby sobie czytelnik, całość zaś dostatecznie długa, by podtrzymać zainteresowanie, nie nudząc. Przynosi zaszczyt autorce, która wykazuje się ogromną znajomością charakterów i szczęśliwie łączy zdrowy rozsądek ze sprawami lżejszymi". Sukces Rozważnej i romantycznej zachęcił autorkę do wydania Dumy i uprzedzenia.

Tytuł powieści odwołuje się do żywej w osiemnastowiecznej powieści tradycji budowania akcji na motywie starcia dwóch przeciwieństw. Jednak w przeciwieństwie do powieści takich jak Pamela czy Clarissa Samuela Richardsona, które ukazywały opozycję występku i cnoty, Rozważna i romantyczna nie opowiada o dwóch cechach, jednej godnej pochwały, drugiej zasługującej na naganę, charakteryzujących dobrą i złą siostrę. Powieść Austen pokazuje, że tytułowy rozsądek (ang. sense) i romantyczność (ang. sensibility) oraz wynikające z nich dwa modele zachowań powinny się wzajemnie uzupełniać, nie zaś wykluczać. Rozważna siostra musi nauczyć się "romantyczności", wyrażania swoich uczuć i dzielenia ich z innymi, a romantyczna - rozwagi, opanowania i zwracania uwagi na opinię innych. Głęboka więź pomimo różnic między Eleonorą a Marianną, przemiana tej relacji w miarę rozwoju akcji oraz jej znaczenie jako czynnika określającego samoświadomość bohaterek (Eleonora postrzega siebie jako tę różną od Marianny i vice versa), a także warunkującego ich rozwój sprawiają, że związek dwóch sióstr ma centralne znaczenie w utworze.

Jednak książka, przy całej sympatii autorki dla jej bohaterki, pełnej romantycznych uniesień Marianny, ma także dyskretny wymiar dydaktyczny – wskazuje, że podsycanie w sobie gwałtownych uczuć, uleganie im bez zwracania uwagi na głos rozsądku i wzgląd na innych, może przynieść opłakane skutki. Nie mniej gwałtowne burze szaleją w sercu Eleonory, ale ona potrafi nad nimi zapanować i to jej postawa jest stawiana za wzór.


I chociaż "Duma i uprzedzenie" króluje niepodzielnie, to tę książkę też przeczytałam z sympatią. Lubię powieści, gdzie są promowane szlachetne postawy, pokazywane szczęśliwe i dobrane małżeństwa pod względem charakterów, poziomów umysłowych i upodobań, gdzie potępiane jest wyrachowanie, igranie z uczuciami, głupota i snobizm, gdzie nie ma brudnych scen, po których człowiek wstydzi się własnych myśli. Takie książki uszlachetniają i wnoszą pozytywną wizję relacji międzyludzkich.
Może wydają się naiwne, ale jestem idealistką. Nie poradzę.

A jutro... Back to work;) a jednak: "Eben-Haezer" - "Aż dotąd prowadził nas Pan" :))
Czujecie już wiosnę w powietrzu?
Pozdrawiam promiennie :)
:))
:)))
:)))

piątek, 19 lutego 2010

Koniec i początek.


Photo by Nifek


Nic dwa razy

Wisława Szymborska

Nic dwa razy się nie zdarza
i nie zdarzy. Z tej przyczyny
zrodziliśmy się bez wprawy
i pomrzemy bez rutyny.

Choćbyśmy uczniami byli
najtępszymi w szkole świata,
nie będziemy repetować
żadnej zimy ani lata.


Żaden dzień się nie powtórzy,
nie ma dwóch podobnych nocy,
dwóch tych samych pocałunków,
dwóch jednakich spojrzeń w oczy.


Wczoraj, kiedy twoje imię
ktoś wymówił przy mnie głośno,
tak mi było, jakby róża
przez otwarte wpadła okno.


Dziś, kiedy jesteśmy razem,
odwróciłam twarz przy ścianie.
Róża? Jak wygląda róża?
Czy to kwiat? A może kamień?


Czemu ty się, zła godzino,
z niepotrzebnym mieszasz lękiem?
Jesteś - a więc musisz minąć,
Miniesz - a więc to jest piękne.



Uśmiechnięci, współobjęci,
spróbujemy szukać zgody,
choć różnimy się od siebie
jak dwie krople czystej wody.

***
Jadę dzisiaj do domu i zaczynam ferie. Do środy. Potem powrót, na uczelnię i wyjazd na próbę musicalu za tydzień.
Już nie mogłam się doczekać tego wolnego.
Niestety zakończyłam dzisiaj oficjalnie pracę w biurze tłumaczeń. Szef doszedł do wniosku, ze w tym sezonie utrzymywać biuro tłumaczeń (a w tym mnie) się nie opłaca, bo jest za mało zleceń. Dlatego podziękował mi za współprace. Trzeba będzie szukać innego zajęcia albo posiedzieć w domu, popisać magisterkę, pochodzić na zajęcia na uczelni rzetelnie...
Ale wykorzystałam czas pożytecznie. Zrobiłam 30 z 57 zagadnień do dyplomu z historii muzyki, napisałam kolejne rozdziały pracy, zorientowałam się w rynku tłumaczeniowym i zarobiłam na nowy telefon. Jestem zadowolona. Ale teraz trzeba odpocząć; jednak mam trochę obowiązków oprócz tego...
Odpocznę od monitora, od muzyka, od notatek z hzl, od magisterki, od pracy, od całego tego chaosu zwanego cywilizacją.
Bądźcie zdrowi i nie chodźcie z mokrymi nogami. Można zachorować.
*
*
*

środa, 17 lutego 2010

Czasoprzestrzeń.



Nie pytaj
Ala Boratyn

Skąd mam na dłoniach nieba ślad?
Nie pytaj mnie.
Jak mogłam zgubić się wśród ulic, które znam?
Nie pytaj mnie.

O czym w środku dnia potrafię śnić?
Nie pytaj mnie.
Gdy wśród przechodniów nagle staje, zamiast iść.
Nie pytaj mnie.

Czuje, że sama sobie tego nie zmyśliłam,
Kolejnej z dróg, szukając znów.
Czuję jak w moim sercu rodzi się nadzieja,
Gdy biegnę już, kolejną z dróg.

***


Photo by Nifek
Ładne zdjęcia, co? Takie naturalne...

***
A u mnie bez zmian za wielkich. Teoretycznie mam ferie w muzyku, praktycznie nie mogę z nich skorzystać, bo jestem w pracy. Tak wyszło, że pracuję trzeci tydzień. Nie jest źle, pieniądze się przydadzą, tylko już mnie tak pili, żeby pojechać do domu i odpocząć od komputera (zepsuł się tacie zasilacz w laptopie i nie ma pokusy:P) pograłabym na pianinie, poczytała, a potem z radością i entuzjazmem wracała do cywilizacji ;)
Tak sobie uświadomiłam ostatnio, analizując mój przebieg dnia, że pomimo załadowania go różnymi zajęciami zostaje jednak taka pustka, której nie mogę niczym wypełnić. Mam czas na studium Biblii i modlitwę, na gimnastykę, na pracę, na siedzenie przy komputerze, na gadanie na gadu, na naukę z historii muzyki, na szkołę muzyczną, na pójście na zakupy (od czasu do czasu), na sprzątanie, na zadbanie o siebie, na ugotowanie obiadu czy coś, ale jak już to wszystko zrobię, zostaje mi czas, w którym nie wiem, co ze sobą zrobić... Nie chce mi się patrzeć w kolejny ekran po 8 h w pracy, nie bardzo mam co czytać, chyba tylko książkę do historii muzyki (a to już przesada lekka po całym dniu nauki:P) nie bardzo mam gdzie ani z kim wyjść, jedyną alternatywą jest gadu, na którym i tak prawie nikt się nie odzywa, chyba, że ma jakąś sprawę...
Tak sobie myślę, że to jest chyba czas na ... faceta. Zawsze powtarzałam, że mam tyle zajęć, że nie mam czasu na to, ale teraz widzę, że nieważne, ile ich mam, po prostu jest czas, którego nie da się zapełnić niczym innym. Chyba czas poważnie pomyśleć o swojej rodzinie i swoim domu, w którym będę robić nadal tysiące rzeczy, ale już w konkretnym celu, a nie sama dla siebie...
Nie, to nie jest jakaś desperacja. Doszłam do pewnego poziomu ustabilizowania i chciałabym pójść dalej...
.
.
.

piątek, 12 lutego 2010

Muzyczny Tłusty Czwartek

Burzliwie, gwałtownie, chwilami palpitacyjnie wczoraj było... Punktem przełomowym kryzysu było to, jak poszłam na śpiew i zorientowałam się, że nie wzięłam nut :/ Pani improwizacja była po prostu świetna ;)
Ale popołudnie przyniosło ciekawe wydarzenia muzyczne i dla nich warto napisać choćby parę słów.

Popołudnie w muzyku było poświęcone koncertowi Stinga z katedry Durham. Nie zdążyłam obejrzeć całego, bo musiałam później pędzić na fortepian, ale pierwszą połowę. Przyjemne klimaty staroangielskich kolęd, z niezwykłymi instrumentami, aranżacjami i światłami. Przeplatały się klimaty folkowe, jazzowe, celtyckie, trochę żydowskie, ale przede wszystkim panował ciepły nastrój zacisza domowego ogniska.



Sting, Live from Durham Cathedral (2009)

Album "If On A Winter's Night", Sting dedykuje swojej ulubionej porze roku - zimie. Jak sam Sting mówi: Temat zimy jest niezwykle inspirujący. Postanowiliśmy wykorzystać przy jego produkcji różnorodne style i formy, aby stworzyć coś zupełnie nowego i ożywczego".

Album, na który fani artysty czekali trzy lata, powstał we współpracy z producentem Robertem Sadinem. Sting i towarzyszący mu gościnnie na płycie artyści prezentują nowe interpretacje tradycyjnych angielskich piosenek, kolęd i kołysanek.

W nagraniach uczestniczyli m.in. Daniel Hope (skrzypce) i Chris Botti.

Album jest dostępny w tzw. Polskiej Cenie oraz w specjalnym limitowanym wydaniu CD + DVD (na którym znajdzie się wywiad ze Stingiem oraz sfilmowane fragmenty sesji nagraniowej).


Na fortepianie czekała mnie miła niespodzianka: pani przyniosła mi nuty ragtime'ów i grałyśmy sobie na 4 ręce ;) najprzyjemniejsze było "Yesterday" w opracowaniu jazzowym :)
Jak się rozgrzałam, zostałam w sali w oczekiwaniu na kolejną lekcję. Późno już było, nie chciało mi się nic, ale zaczęłam ładować w klawisze, żeby odreagować napięcie z całego dnia. I nagrałam próbną wersję kolejnej piosenki do musicalu. Wykrzyczałam się ile wlezie, aż sama siebie się przestraszyłam i tego, czy ktoś nie wejdzie i nie zapyta, czy coś mi się stało ;)
Ostatnia lekcja ostatecznie przepadła, bo po koncercie Stinga pan nie chciał nas męczyć (nie chciał powiedzieć, że nie ma ochoty nas słuchać i psuć sobie wrażeń artystycznych, hahaha:P) i tak zakończył się muzyczny, burzliwy dzień, w Polsce obchodzony jako Tłusty Czwartek ;) pączkowo-budyniowym akcentem uczciłam niniejszy i udałam się na spoczynek, "Requiem aeternam" (bo do południa królował klasycyzm i Requiem Mozarta).

I cóż wam dzisiaj powiem? Cieszmy się, albowiem już za kilka godzin weekend ;D
;)
;)
;)

czwartek, 11 lutego 2010

Three stories.



Dobijam już do końca I sezonu House'a, w tempie anemicznym, ale co tam ;) raz nadrobiłam i obejrzałam 4 odcinki jeden po drugim, ale tak to więcej nie dam rady. Tata mówi, że film trzeba przeżyć, a nie odpalać jeden po drugim. I ma rację, nawet jeśli to 42-minutowy odcinek serialu. A wczoraj było co przeżywać...
Obejrzałam wczoraj odcinek 21 "Three stories". Nie dziwię się, że był nagrodzony, bo pomysł na fabułę był iście genialny: wirtualne połączenie historii trzech pacjentów oraz wyjaśnienie losów House'a naprawdę poruszyło wyobraźnię. Ja, jak to ja, rozkleiłam się na wątku romantycznym, czyli wspomnieniu dawnej miłości House'a...



Nie byłam w stanie oglądać z marszu kolejnego odcinka. Grzecznie i spokojnie położyłam się do łóżka, słuchając spokojnej muzyki fortepianowej w wykonaniu Kevina Kerna. Lubię fortepian, niesamowicie mnie wycisza i uspokaja. Mogę tak długo leżeć i słuchać. Zazwyczaj wtedy prawie o niczym nie myślę, albo przewijają mi się w głowie bardzo łagodne obrazy. Właściwie to jest u mnie jedyna (nie licząc snu) dopuszczalna forma nicnierobienia ;)
Ale nawet takie stany nie trwają długo... Zapukała Ula i zawołała mnie, żebym obejrzała jeden genialny filmik, który wysłała jej koleżanka ;) no i liryczny nastrój diabli wzięli... :P zresztą sami posłuchajcie :P



Tak to jest, jak przepadną lekcje w muzyku i człowiek ma za dużo czasu wolnego :P robi wtedy dość niecodzienne rzeczy... A w następnym tygodniu zaczynają się ferie...

Zasypało mnie dzisiaj śniegiem, jak szłam do pracy. Takie... swojskie ;)
*
.*
..*
...***

środa, 10 lutego 2010

La donna mobile.


Jestem kobietą
Edyta Górniak

Słodkie żywioły we mnie śpią
Mogę lawiną runąć złą
Żarem pustyni spalam cię
Fatamorganą staję się

Czasem jak odpływ zwalam z nóg
Czasem jak przypływ sięgam ust
A gdy pogodną chwilę masz
Spadam jak mgła

Jestem kobietą
Wodą ogniem burzą perłą na dnie
Wolna jak rzeka
Nigdy nigdy nie poddam się

Jestem kobietą
Jestem dobrem jestem złem
Jestem wodą jestem ogniem
Jawą i snem

Mogę lodowcem sięgać chmur
Mogę Niagarą spadać w dół
Mogę jak Etna zbudzić się
Więc nie złość mnie

Jestem kobietą
Wodą ogniem burzą perłą na dnie
Wolna jak rzeka
Nigdy nigdy nie poddam się

Jestem kobietą
Jestem dobrem jestem złem
Jestem wodą jestem ogniem
Jawą i snem...

***
Nie dało się wstawić zgrabnego okienka z filmikiem, jest tylko link w tytule i obrazek. Ale chyba nie muszę was uświadamiać, co to za piosenka. A dlaczego akurat dzisiaj? Bo mam dzień buntu...

***
Właśnie tak. Jestem kobietą. Wprawdzie dla większości wyglądam jak nastoletnia dziewczynka i nie mogą uwierzyć, że mam 24 lata, ale kalendarza się nie oszuka. Mam 24 lata, kończę studia, szkołę muzyczną, pracuję w biurze tłumaczeń i jestem prawie samodzielna. Nie mam jeszcze swojego mieszkania, ale stać mnie, żeby wynająć pokój z siostrą na spółkę. Pewnie niedługo będę musiała szukać pokoju sama...

Nie potrafię wytrzymać bez zajęcia. Albo pracuję, albo się uczę, albo coś tworzę, albo robię coś w domu. Nie cierpię nudy i jednostajności. Gdy za długo tkwię w jednym miejscu, zaczyna mnie to przybijać. Muszę się gdzieś wyrwać, choćby na weekend, zmienić środowisko, ludzi, pocierpieć trochę niewygód związanych z podróżą i warunkami turystycznymi, żeby potem zmęczona i zadowolona wrócić do codzienności.

Co pół roku zmieniam garderobę. Po części wynikało to z tego, że gwałtownie chudłam i musiałam wyrzucić połowę szafy, bo ubrania ze mnie leciały. Ale też dlatego, że szybko mi się nudziły moje zestawy kolorystyczne. I szło taką falą: od błękitu i beżu po czarny z zielonym, fioletowy z czarnym, potem turkusowy z białym, w końcu biały i szary z jasnofioletowym. Szybko też nudzi mi się moja fryzura. Jak nie zrobię czegoś z włosami przez 2 miesiące, to nie mogę na siebie patrzeć. A z drugiej strony ciężko mnie namówić, żebym coś zrobiła, czego nie robiłam do tej pory. Chyba, że wymuszą to okoliczności.

Jestem jednocześnie uparta i uległa. Paradoks? Jestem uparta, kiedy coś sobie wymyślę i dążę, aby to zrealizować. Jestem uległa, kiedy ktoś mi odpowiednio coś zasugeruje. Raz walczę, a raz się poddaję bez walki.

Zazwyczaj martwię się wszystkim naokoło. Nie oglądam wiadomości, żeby się dodatkowo nie przybijać, bo i tak nie jestem w stanie pomóc ludziom na drugim końcu świata. Wystarczy, że po Polsce rozsiani są znajomi, którzy mają problemy, a ja nie mogę ich rozwiązać. Strasznie mnie to męczy, gdy jestem taka bezsilna. Pewnie biorę sobie za dużo spraw na głowę. Czasami mówię: dość, nie jestem w stanie tego słuchać. Ale zazwyczaj bardzo się angażuję. Nie żebym była jakąś Matką Teresą. Prędzej Martą z Biblii, zakrzątaną, zabieganą, płaczącą przed grobem Łazarza: "Panie, gdybyś tu był..."

Dużo myślę, analizuję, układam sobie w głowie różne koncepcje i plany. A jednocześnie jestem humanistką, która ma problem z obliczeniem prostych działań w głowie i wyobrażeniem przestrzennym przedmiotów ;)
I tak dalej...

***
Dlaczego ludzie (faceci) nie mogą tego zrozumieć, że kobiety wcale nie trzeba rozumieć w ich mniemaniu rozumienia, czyli rozgryźć jak instrukcję obsługi jakiegoś urządzenia, tylko po prostu zaakceptować jej istnienie, odmienność, sposób myślenia i postrzegania świata, otoczyć ją bezwarunkową miłością, opieką i czułością, a ona wtedy rozkwitnie i wydobędzie z siebie najlepsze cechy? Dlaczego ciągle narzekają, że kobieta jest zmienna, że robi wokół siebie masę zamieszania i burzy ich ustalony porządek, poprawiając i zmieniając cały świat?

Kobietę zrozumiesz dopiero wtedy, gdy zrozumiesz, że jej nie zrozumiesz.

Czasem po prostu nie mam siły tego tłumaczyć. Albo się chce czegoś nauczyć i zrozumieć, albo nie. I tyle.
.
.
.

wtorek, 9 lutego 2010

Nieustająca potrzeba ruchu ;)



Unbreakable
Stefanie Heinzmann

I've seen a couple of things in my life
but ain't nothing gonna beat the things I've seen in you

Sometimes I feel I wanna keel over and die
but you never fail to pull me right on through

Not one lie has ever left your lips or mine
so I know I can trust you in my life

(Chorus)
Now it's official
We managed to make it through

We're unbreakable

We don't miss a beat, no
We're singing in perfect tune

We're unbreakable

I'm holding on tightly
You're holding on to me, too

Simply unbreakable

With nothing to prove
how can we lose cause I'm in love with you
(End Corus)

You've done a lot of things in your time
but ain't nothing gonna beat the things that we're gonna do

Not one lie has ever left your lips or mine
so I know I can trust you in my life

(Chorus)
Now it's official
We managed to make it through

We're unbreakable

We don't miss a beat, no
We're singing in perfect tune

We're unbreakable

I'm holding on tightly
You're holding on to me, too

Simply unbreakable

With nothing to prove
How can we lose cause I'm in love with you
(End Corus)

We're unbreakable

Not one lie has ever left your lips or mine
so I know I can trust you in my life

(Chorus)
Now it's official
We managed to make it through

We're unbreakable

We don't miss a beat, no
We're singing in perfect tune

We're unbreakable

I'm holding on tightly
You're holding on to me, too

Simply unbreakable

With nothing to prove
how can we lose cause I'm in love with you
(End Corus)

We're unbreakable

***

Urzekła mnie ta wizja zniszczenia, podziwiana na krystalicznie czystym monitorze :P

***
Dzisiaj mam dzień podwyższonej aktywności, dopadłabym jakiegoś pianina i wyładowała na nim całą twórczą energię, a tu muszę siedzieć w pracy :P jedyne, na czym mogę się wyżyć, jest skaner i laptop:P a potem narzekają, że nie mam pomysłów na piosenki, jak już mi energia odpłynie :P i co ja mogę?
Nie mam natomiast nastroju na pracę naukową:P wczoraj machnęłam brawurowo kolejny rozdział pracy mgr i ze dwa kolejne zagadnienia do dyplomu z Hzl, a dzisiaj napisałam tytuł "Haendel" na kolejnej kartce i nic więcej :P chyba jakiś przesyt:P
A może przydałoby się znaleźć jakieś bardziej aktywne hobby?

***
W ogóle to mam tydzień wolnej chaty, bo jest podobno przerwa międzysemestralna i Ola z Ulą mnie porzuciły... A ja mam pracę:P ale nic to, przetrwamy ;) to tylko stan przejściowy, jak całe życie zresztą ;)
Keep strong ;)
*
.
*

niedziela, 7 lutego 2010

Bo jesteś dobry.



Dzisiaj zastanawiałam się długo i dogłębnie nad pytaniem z lekcji:

W jaki sposób dobroć Boża może się przejawiać w moim życiu?

A żeby nie zostało to bez echa, zaczęłam to wypisywać. Zebrała się dłuuga lista...

-pozwolił mi zaistnieć :)
-dał mi wszelkie zdolności do nauki, do tworzenia muzyki i wiele, wiele innych, żeby przez to służyć Jemu i ludziom,
-przeprowadził całą naszą rodzinę przez wszystkie przeprowadzki i poszukiwania domu,
-doprowadził mnie do decyzji o chrzcie,
-naprawił moje błędy sprzed chrztu: pomógł mi wyjść z niewłaściwego kontaktu z pewną osobą i uwolnić się od słuchania ciężkiej muzyki,
-dał mi zespoły: Chofesz, a potem All4God, żebym mogła się tam realizować,
-przeprowadził mnie przez wszystkie egzaminy na studiach i w dwóch szkołach muzycznych,
-dał mi żywego przyjaciela zamiast moich wymyślonych,
-dał mi pracę i pozwolił się prawie usamodzielnić,
-chronił mnie i moje uczucia przed pochopnymi związkami z nieodpowiednimi ludźmi,
-itd... :)


Patrząc na to wszystko i uświadamiając sobie, jak nieraz bywało ciężko, żeby wytrzymać i podołać wszystkim zadaniom, mogłabym skupiać się na trudnościach i oskarżać Boga, dlaczego mnie tak doświadczył. Ale czy nie wystarczy, że szatan Go niesprawiedliwie oskarża? Dlaczego ja mam się do tego przyłączać?
Przyznaję, że to nie działo się moimi siłami. Bóg stawiał przede mną nowe zadania, ale nie obiecywał, że pójdą one gładko. Bo pewnie bez trudności nie byłoby szlifowania charakteru.
Dlatego dzisiaj naprawdę się cieszę, że tak to się wszystko ułożyło i że Bóg okazał się prawdziwie takim, jakim jest:) i tak, jak obiecał: "Ja przyszedłem, aby miały życie i obfitowały" wierzę, że moje życie będzie prawdziwym życiem, a nie wegetacją :) i że w swoim czasie da mi to wszystko, czego będę potrzebować :)

BÓG NIE ZAWODZI, KIEDY NIE SPEŁNIA OD RAZU TEGO, O CO PROSIMY; TO TYLKO MY MAMY NIEREALNE LUB NIEZGODNE Z JEGO WOLĄ OCZEKIWANIA.

I piosenka na dzisiaj (nie wiem, dlaczego, ale ostatnio najbardziej trafiają do mnie piosenki Michaela, zwłaszcza jak wgłębię się w teksty):



Help is on the way
Michael W. Smith

People say that time will heal
But you know, they just don't feel what you feel
Times are hard but God is so good
He's never failed you, and He said He never would

He see's your tears
He fights your fears

CHORUS
Hold on, help is on the way
He said he'd never leave you or forsake you
Stay strong
Help is on the way
He'd said he'd help you
Just reach out and take his hand

He knows your heart, He lifts your head
He's always close enough to hear every word you said
When you're weak, He said He's so much more
His arm is long enough to reach you where you are

He see's your tears
He fights your fears

CHORUS 2x

Help is on the way 10x

****

Życzę dobrego tygodnia. Każdy ma swoją indywidualną drogę i musi ją przejść.
.
.
.

piątek, 5 lutego 2010

We will pray and we will stand.



I will carry you
Michael W. Smith

Sometimes I wonder if my beating heart has a reason
The thought of breathing only takes my breath away
I've spent so many nights wrestling with this feeling
Do I have the strength to make it through the day
But I was never meant
To walk this road alone
I can always trust you
When you say

I will carry you
Be your strength
And pull you through
Reach for me
And take my hand
We will pray
And we will stand
In a world
Crying out for peace
Let your heart be strong
For when I am weak
You will carry me


Sometimes You wonder if the road you're on has a reason
It's hard to go on, when you just don't know
We can shoulder all the weight of life between us
Until the fear of what we cannot see is gone
Cause we were never meant
to walk this road alone
we are bound together
When we say...

***
Dla wszystkich, którzy prosili mnie o modlitwę, którzy przechodzą ciężkie chwile, ale i dla mnie samej, żebym była silna...
.
.
.

Curriculum vitae, czyli kim tak naprawdę jestem

Pisane jakieś 8 lat temu. Od tamtego czasu chyba niewiele się zmieniło... no, może trochę okoliczności, maturę mam dawno za sobą, teraz w perspektywie mam obronę pracy magisterskiej i dyplomy w szkole muzycznej. Ale dylematy niemal podobne...




„Chodź, Człowieku, coś ci powiem...”

A kim ty właściwie jesteś?
Co masz mi do powiedzenia?
Co takiego cię spotkało, że możesz o tym mówić? Jaki ty jesteś?


Kim jestem?
Dlaczego jestem?
Jaka jestem ?


Jestem obywatelką kraju nad Wisłą.
Nieodrodną córką moich rodziców, mieszkanką małego, drewnianego domu na wzgórzu. Moje pochodzenie jest podobne do wielu innych: zostałam urodzona siłami natury i figuruję pod nazwą „pokolenie Czarnobyla”. Siedem lat mojego dzieciństwa spędziłam na walizkach, przenosząc się z jednego zatłoczonego miasta do drugiego. Można powiedzieć, że moja stabilizacja trwa już od dekady. Prawdę mówiąc, na tej ziemi nic nie może być w pełni ustabilizowane.

Obecnie jestem na etapie ciągłej edukacji. Mam w perspektywie maturę i przyszłe studia, o których staram się na razie nie myśleć. Prowadzę mocno zredukowane życie towarzyskie ze względu na obowiązki szkolne i naukę. Mój tzw. czas wolny poświęcam na przeczytanie kolejnej lektury albo uporządkowanie pomocy naukowych.
Co to znaczy mieć czas dla siebie? Nie wiem. Już zdążyłam zapomnieć.

Moje otoczenie zaszufladkowało mnie jako „chodzącą encyklopedię” bądź „komputer” - przez tych bardziej nowoczesnych. Jestem traktowana jak bank potrzebnych informacji, dostępnych po naciśnięciu guzika. Nieprzyjmowane jest do wiadomości to, że komputery są zawodne i muszą też robić przerwy. Stałam się automatyczną sekretarką, podręcznym translatorem polsko-niemieckim, angielsko-polskim i vice versa, notatnikiem do ważnych spraw, kalendarzem ważnych terminów, maszyną do pisania, kompendium wiedzy z różnych przedmiotów, podręczną bazą danych, słownikiem ortograficznym i wyrazów obcych. Dla potrzebujących przeobrażam się w żywą „pomoc naukową”. Mam wbudowaną funkcję selekcjonowania informacji, a w pakiecie dodatkowym dołączony jest odtwarzacz płyt i kaset audio, nie mówiąc już o licznych programach muzycznych.
To zadziwiające, jak wiele potrafi ludzki mózg !

* * *

Duże, szare krople deszczu spływały powoli po szybie.
Właściwie, dlaczego by ich nie policzyć? W końcu i tak to jedyne zajęcie, żeby móc spokojnie porozmyślać. Rodzice pojechali. Lekcji - o dziwo! - żadnych. Telewizja - ileż można oglądać. Gdyby było ciepło, można by wziąć rower, pojechać gdzieś, do upadłego uganiać się za uciekającym cieniem, walczyć z tym niepoprawnym wiatrem, który nie-miłosiernie targa włosy. Gdyby było.... ale nie jest. I nic nie pomaga świadomość, że jest wrzesień, że gdyby nie ten deszcz, to cały las rozbłysnąłby wszystkimi barwami jesieni, że jeszcze będzie ciepło i wszystko się zmieni. Bo jak tu wierzyć w zmiany, kiedy prawdziwie listopadowa aura ogarnia przestrzeń za oknem, a ten nastrój udziela się także Człowiekowi, którego natura obdarzyła skomplikowanym instrumentem empatycznego odczuwania wahań pogodowych ?

* * *

Pesymistyczne myśli lubią obsiadać Człowieka wtedy, gdy się nudzi. Wtedy siada gdzieś w kącie i użala się nad sobą. Narzeka na pogodę, na samotność, która każdego spotyka, na własne kłopoty. Bywa, że Człowiek, który nawet wśród ludzi czuje się samotny, mówi sam do siebie. Pewnie dlatego, że musi głośno uporządkować myśli, które mu krążą po głowie. Nie ma z kim o tym porozmawiać, z rodzicami się wstydzi, koleżanki z klasy zbyt dalekie, list do przyjaciółki napisany i pozostaje tylko długie oczekiwanie na odpowiedź, która wcale nie jest odpowiedzią na pytania.
Sterta niepoukładanych myśli rośnie. Sprawy dalekiej przyszłości połyskują tajemniczym światłem, niczym latarnia morska i ciemną nocą dają o sobie znać. Kiedy jest dzień, mający swoje zmartwienia, zapomina się o tym uporczywym świetle; ono powraca, gdy wieczorami Człowiek rozmyśla, co będzie jutro. Zwykłe szkolne sprawy: matura, studia, życie.
I co dalej ?

* * *

Dlaczego ten deszcz tak ciągle pada? Lubię deszcz, lubię go, gdy siedzę z rodziną w kuchni, każdy zajmuje się swoimi cichymi sprawami, mam świadomość, że na piecu stoi pyszny obiad, a w domu jest ciepło i świeci światło nad stołem. Najczęściej wtedy czytam jakąś książkę, przekąszając co nieco. Takie są też długie, zimowe wieczory, gdy nikt jesz-cze nie chce iść spać.
Kiedy tak usilnie dążę do bezpieczeństwa i ciepła domowego ogniska, odnoszę wrażenie, że powoli się starzeję.


* * *

Ktoś napisał: „Światem rządzi wyobraźnia”.
Kiedy to czytam, czuję, że napisał to dla mnie. W moim wnętrzu są dwa różne światy, które się wzajemnie przenikają. Jeden to świat realny: szkoła, dom, ludzie, sprawy, zajęcia, wydarzenia. Drugi to świat mojego umysłu: niezbadany przez nikogo do dna jak Rów Mariański. Zanurzony w marzeniach, wyobrażeniach, przeżyciach i uczuciach. Świat, w którym nic nie jest do końca rzeczywiste, ale osnute mgiełką tajemnicy. Świat zmyślony, nierealny, a jednak dominujący nad światem rzeczywistym i jednocześnie współgrający z nim.

* * *

To nie do wiary, jak wiele potrafi zdziałać wyobraźnia. Otacza moje kłopoty i wmawia mi, że ich nie ma. Jeśli nie mam wpływu na przykre wydarzenia, wyobraźnia przekonuje mnie, że to się samo rozwiąże. Jestem w stanie uwierzyć w różową rzeczywistość i pozbyć się dręczącej myśli o problemach.
Gdyby istniała rzekoma „siła umysłu” i ja byłabym jedyną osobą na świecie, która by ją posiadała, stałabym się najszczęśliwszym Człowiekiem.
A przy okazji świat byłby najszczęśliwszym światem.


* * *

Nie potrafię żyć bez wymyślania niesamowitych historii. Kiedyś, gdy bardzo dokuczała mi samotność, przyśnił mi się Człowiek, który nigdy nie istniał, ale on stał się moim przyjacielem. Stworzyłam mu kolegę, który posiadał cechy mojego ideału i oni dwaj, chociaż tak naprawdę nie mieszkają w pobliżu mnie, istnieją w mojej wyobraźni. Są moimi idealnymi przyjaciółmi, mają swoje przeżycia, zainteresowania, problemy i razem ze mną próbują przejść przez ten trudny okres zwany wkraczaniem w dorosłość. Cenię ich za to, że kiedy potrzebuję kogoś do pomocy, to zawsze mogę o nich pomyśleć, nie jestem sama.

W życiu bywa różnie. I to jest, niestety, wada świata wyobrażonego: z trudem odrywamy się od niego do twardej, brutalnej i nieobliczalnej rzeczywistości. Mamy idealnych przyjaciół, ale w prawdziwym życiu nie tak łatwo o przyjaciela; rozwiązujemy w myślach problemy, lecz tak naprawdę one nas przerastają; wymyślamy romantyczne historie ze szczęśliwym zakończeniem, ale nie możemy przewidzieć, co przyniesie nam jutro. Zanurzamy się w powieściach o miłości, filmach o miłości, tęsknimy za miłością, uczuciem i stałością, ale przerażają nas trudności, które stawia życie, aby zabić miłość. Dążymy do szczęścia, ale prawdą jest, że trzeba je wypracować.

Lecz czym byłby świat bez marzeń, bez ideałów, bez nadziei na rozwiązanie problemów?
Czy bylibyśmy w stanie na takim świecie żyć?
Czy taki świat mógłby dalej istnieć?

*
*
*
*

środa, 3 lutego 2010

Rewolucyjna rewelacyjna :D



Obejrzyjcie do samego końca :)

***
Wczoraj wybrałyśmy się z Olą do Da Grasso na pizzę. Wybrałyśmy Green Day z brokułami, szpinakiem, cukinią i serem pleśniowym - żeby było inaczej, niż zwykle ;)
Najadłyśmy się tak, że nie mogłyśmy się ruszyć i potem sunęłyśmy wolno do mieszkania. Niestety poślizgnęłam się i wylądowałam na chodniku, obijając biodro :/// no i boli teraz :///
No nic, trzeba zmusić się do powtórzenia na zaliczenie i jakoś dotrwać do końca dnia...
Następnym razem weźmiemy z kurkami ;)

wtorek, 2 lutego 2010

Reflection



Reflection
Christina Aguilera


Look at me
You make think you see
who I really am
But you'll never know me
Ev'ry day
It's as if I played a part
Now I see
If I wear a mask
I can fool the world
But I cannot fool
my heart

Who is that girl I see
Staring straight back at me?
When will my reflection show
Who I am inside?

I am now
in a world where I have to
hide my heart
And what I believe in
But somehow
I will show the world
What's inside my heart
And be loved for who I am

Who is that girl I see
Staring straight back at me?
Why is my reflection
someone I don't know?
Must I pretend that I'm
Someone else for all time?
When will my reflection show
who I am inside?

There's a heart that must
be free to fly
That burns with a need
to know the reason why

Why must we all conceal
What we think
How we feel?
Must there be a secret me
I'm forced to hide?

I won't pretend that I'm
Someone else
For all time
When will my reflection show
Who I am inside?
When will my reflection show
Who I am inside?

***

Lustro
Edyta Górniak

Smutno mi,
narzeczoną dziś nie potrafię być,
córką nie potrafię…
Cierpię, gdy
cudzą rolę muszę grać…
Moje łzy
i pragnienia moje muszę skryć.
Jak to długo może trwać?

Ref.:
Kim jest ta, której wzrok
śledzi mój każdy krok?
W mym odbiciu kryje się
moje drugie „ja”.

Czemu znów
serce milczy, choć głośno krzyczeć chce
o tym, co w nim drzemie?
Bliska już
taka chwila, gdy prawda przedrze się
przez milczenia gęstą mgłę...

Ref.:
Kim jest ta, której wzrok
śledzi mój każdy krok?
W mym odbiciu widzę
całkiem obcą twarz.
Lustro odpowiedź zna,
gdzie jest to drugie „ja”?
Niechaj ono zdradzi to,
radę niech już da,
nie chcę w kłamstwie dłużej żyć,
już nie…
Ten świat
musi chociaż raz zrozumieć mnie…
Chcę z tobą wreszcie być
zamiast się w cieniu kryć.
W mym odbiciu znaleźć swą
prawdziwą twarz.
Lustro odpowiedź zna,
gdzie jest to lepsze ja.
Niechaj ono zdradzi to,
radę niech już da!
Którą drogę wybrać mam?
Która z nich jest zła?

***

Mix Christiny i Edyty jest świetny :) nie mogę się zdecydować: która jest lepsza?

Gdybym mogła być mężczyzną jeden dzień.



Supermenka
Kayah

Gdybym mogła być mężczyzną jeden dzień,
pewnie byłabym
supermenem, tyle o kobietach wiem
jestem jedną z nich

Byłabym,
byłabym lustrem dla tych niechcianych kobiet co
same śpią wciąż
słały by uśmiech, jaki widziały w kinach, bo
z życia nie znają go
byłabym łodzią, która rozkołysze w tańcu je,
aż każda stanie się
królową balu choć podpiera ściany od lat

Gdybym mogła być mężczyzną jeden dzień
pewnie byłabym
supermenem, tyle o kobietach wiem
jestem jedną z nich

Byłabym i listonoszem,
co im listy nosi miłosne, gdy
nie kocha ich już nikt,
i wielbicielem cichym
tak, że kwiaty zostawił raz
starym pannom przy drzwiach
byłabym każdej spełnieniem marzeń Bogusiem Li.
i polskim Ice'm T
i smutnym kobietom zaśpiewam przez telefon jak
jak Stevie Wonder sprzed lat

Gdybym mogła być mężczyzną jeden dzień
pewnie byłabym
supermenem,
tyle o kobietach wiem
jestem jedną z nich ...

***

Dlaczego akurat ta piosenka? Tak jakoś. Wyraża marzenia tysiąca kobiet o prawdziwym nieustraszonym superbohaterze, który będzie dokonywał niewiarygodnych rzeczy i przy którym będą się czuły bezpieczne, kochane i podziwiane. A tymczasem życie jest jakie jest i czasem to kobiety muszą być mężczyznami: być silne, nieustraszone, nie łamać się, uśmiechać nawet wtedy, kiedy w środku chce im się ryczeć i walczyć o przetrwanie. I być dzielną tyczką dla swojej fasoli-mężczyzny, który boi się rosnąć. Bo podobno kobiety są silniejsze psychicznie... Tylko że czasem następuje przemęczenie materiału...

***
Wczoraj była szczególna data:

o1.02.2010

Szczególna, bo tworzyła palindrom - czytana od tyłu i przodu wyglądała tak samo. Dowiedziałam się o tym na lekcji w muzyku, ale potem zapomniałam to uwiecznić.

***
A tak poza tym... jak doszłyśmy wczoraj wspólnie do wniosku z Ewą, ogarnął nas potworny i długotrwały brak natchnienia do emocjonalnego ekshibicjonizmu. Może to był taki okres przejściowy i minął w międzyczasie... Czasem tylko mam słabszy dzień i przepełniają mnie różne wrażenia, którym muszę dać ujście, najczęściej w rozmowach z przyjaciółmi. Ale chyba najczęściej modlę się po prostu. Potem rzucam się w jakieś obowiązki albo ćwiczę. I przechodzi.
Może po prostu spełniam się artystycznie w tworzeniu musicalu. Tworzę bardzo aktywnie, a nie tylko odtwarzam. I to pozwala zużytkować pożytecznie twórczą energię.

Jednak stwierdzam, że chyba każdy wrażliwy człowiek w mniejszym lub większym stopniu to przechodzi. Jedni mają potrzebę wyrażania siebie publicznie, inni wobec zaufanych znajomych, ale bardzo dogłębnie. Ludzie, którzy nie przeżywają niczego, niczym się też nie dzielą.

***
No, koniec. Dzień przesiedziany w pracy, zajęty tworzeniem notatek z baroku na Hzl powoli dobiega końca. Zleciało, oj, zleciało. Pchnięte 4 zagadnienia. Czekam na rozstrzygnięcie tego dnia w pizzerii z Olą ;)

poniedziałek, 1 lutego 2010

W fazie Zen, czyli jedni mają sesję na uczelni, a inni sesję... zdjeciową ;)



Czego człowiek nie zrobi, żeby się nie uczyć... Ola wczoraj przeszła samą siebie ;) co widać na powyższym zdjęciu ;)okazało się, że aparat w telefonie jest całkiem niezły ;) a potem z rozpędu poszłyśmy na śnieg ;)


Dziecięcy zachwyt nad białą, nieznaną substancją ;)
Przypominam, kończę w tym roku 24 lata ;)



Rozpoczynamy proces zaśnieżania ;)
Na choinkach sporo się uchowało...



Chwila oddechu...



Zimowy elf ;)



...i drugi :)



Zaaamieć :)
Moje ulubione zdjęcie z tej sesji :)


Burza przechodzi...



Ono mnie ochroni ;)



Sistars :D



Niech żyje dzielny SE c902 i jego aparat 5 megapixeli :) Znowu na fali ;)
Pozdrawiam zimowo, śnieżnie i pogodnie pomimo wszystko :)))