poniedziałek, 29 czerwca 2009

I love rock and roll :P

I znowu powrót z Pszczyny... Nie lubię powrotów. Lubię wyjazdy, pakowanie się, napięcie przed wyjazdem, powitania, wspólne zajęcia. Lubię towarzystwo. Nie lubię wracać i pogrążać się w wirtualnym świecie, który niby ma mi zastępować ludzi. I tak nie zastąpi. Całe szczęście, że już niedługo pojadę znowu. Za 2 tygodnie camp...


FC Chofesh&Friends :)




Aaaaaaaaaaagrrrr :P


Prawie jak del Piero ;)



Spragniony? Na co czekasz?


Kosz też był :)


Guitar Hero ;P



Karina - nasz niezrównany fotograf :) odpoczywa po pracy ;)



Ćwiczyliśmy też trochę, żeby nie było:P


Greg - mistrz kuchni i arbiter elegantiarum w jednej osobie ;)


On the road again...


A wiecie, że Michael Jackson umarł? No to już wiecie.
Swoją sesję zdjęciową, robioną przez Karinkę, wstawię później.
Pozdrawiam z domu, gdzie jeżdżę na rolkach i przedzieram się przez bagno, żeby dotrzeć do pola, na którym można by spokojnie uprawiać ryż, tyle jest wody. Rozum ostatnio powiedział, że mieszkam na granicy polsko-chińskiej i wcale się nie pomylił :P
Ciao :P

środa, 24 czerwca 2009

Von Pless :D

To był szalony weekend :) jeszcze nigdy nie robiłam tylu rzeczy w ciągu jednego dnia :)

Piątek
Sprawy w Podkowie załatwiłam pomyślnie, książki pokopiowane, porozmawiałam z pastorem z Niemiec, który mi je przywiózł i było bardzo sympatycznie :) piątek był dniem w biegu, bo najpierw musiałam jechać do Podkowy, potem z powrotem do Warszawy, a potem do Pszczyny. Dzięki Bogu ogarnęłam te wszystkie sprawy i wszędzie zdążyłam. Tylko potem wieczorem ze zmęczenia słabłam :/

Sobota
Ważne kazanie o prawdzie cynicznej i prawdzie uzdrawiającej.
Dzień śpiewania: na nabożeństwie, po nabożeństwie na próbie z Plessingiem, po południu na próbie z Sarą i Dawidem. Oprócz tego jeszcze oceniałyśmy z dziewczynami stopień trudności Dawidowych pytań na konkurs biblijny ;) potem ja i Dawid uczyliśmy Pati grać akordy ;) wyżywaliśmy się wszyscy na pianinie ile wlezie :P

Niedziela
Dzień sportu

Oj, się działo... :D

* "obawiamy się, że może zabraknąć miejsca i jedzenia, jak na ostatnim zjeździe..." - cóż, obawy okazały się płonne :P

* z konkursu biblijnego: "To był król o 2 imionach: Herod albo Agryppa." "Herod" :P :P :P

Prowadzący i autor konkursu wraz z komisją ;)




Finałowi uczestnicy




* sztuczki z jajkiem: do końca tygodnia jemy pastę jajeczną ;)



Koncert - śpiewam z Plessingiem



"Ukryj mnie" z Sarą





* nasza niepokonana drużyna w kosza :D - brak materiałów :P


* banda napaleńców w pomarańczowych koszulkach biegająca 3 godziny za piłką :P





* Bastek z różową twarzą :P (tu już nie, ale za to popatrzcie na jego glacę :P )



* malowanie twarzy (w tym nie wzięłam udziału :P)



* "śmierdzi tu hipopotamem" :P
* "po co siedzieć przy ognisku z elektroniką" :P - powiedziała Kika, oglądając zdjęcia na aparacie :P




* "siedzimy... nic sie nie dzieje..." :P czyli młody Stuhr :)
* "łapiemy muły w paluły..." i zaskakujące zakończenie piosenki :P



* "jakie mleko daje krowa i byk?" :P :P :P




* zwycięska drużyna "kobiet" przy przeciąganiu liny;)
* mistrz skoków przez linę - Filip ;) Sonia kręcąca zapamiętale :D

* wieczór ze zdjęciami
* film "Siedem dusz" :D

A po zjeździe: niezapomniane wrażenia i zakwasy po ciągłym byciu w ruchu :P masę śmiechu, żartów, przegadanych chwil, dużo dobrego jedzenia, najlepsze towarzystwo :D
"Ty niedługo będziesz bardziej tutejsza, niż tamtejsza" - ciocia Danusia ;)
Już tęsknię... Mogłabym tam mieszkać, miałabym fajne towarzystwo...

Szykuje się powrót do Pszczyny na najbliższy weekend... Próba Chofeszu ;)


PS. Ćwiczę z muzyką, jeżdżę na rolkach, fajnie się czuję i podobno zrobiłam się wyższa ;)ważę tyle samo, 55 kg, ale jak mi się mięśnie wyrobią, to dopiero będzie :)

Pozdrawiam wakacyjnie :D

czwartek, 18 czerwca 2009

Dosłownie śpiewająco :)

Krótkie info przed wypadnięciem z domu na pociąg:

LITERATURA ZDANA NA 5 :D
Średnia końcowa: 4,5 :D
Stypendium w kieszeni :D
WAKACJE!!! :D :D :D

No to wyruszam w wakacyjną trasę po Polsce: Warszawa - Podkowa - Pszczyna - Rzeszów ;)

Trzymajcie się i powodzenia :)

środa, 17 czerwca 2009

Die Erinnerung an Marie A. Egzaminacyjnie.




Die Erinnerung an Marie A.

Bertolt Brecht

1
An jenem Tag im blauen Mond September
Still unter einem jungen Pflaumenbaum
Da hielt ich sie, die stille bleiche Liebe
In meinem Arm wie einen holden Traum.
Und über uns im schönen Sommerhimmel
War eine Wolke, die ich lange sah
Sie war sehr weiß und ungeheur oben
Und als ich aufsah, war sie nimmer da.

2
Seit jenem Tag sind viele, viele Monde
Geschwommen still hinunter und vorbei.
Die Pflaumenbäume sind wohl abgehauen
Und fragst du mich, was mit der Liebe sei?
So sag ich dir: ich kann mich nicht erinnern
Und doch, gewiß, ich weiß schon, was du meinst.
Doch ihr Gesicht, das weiß ich wirklich nimmer
Ich weiß nur mehr: ich küßte es dereinst.

3
Und auch den Kuß, ich hätt ihn längst vergessen
Wemnn nicht die Wolke dagewesen wär
Die weiß ich noch und werd ich immer wissen
Sie war sehr weiß und kam von oben her.
Die Pflaumebäume blühn vielleicht noch immer
Und jene Frau hat jetzt vielleicht das siebte Kind
Doch jene Wolke blühte nur Minuten
Und als ich aufsah, schwand sie schon im Wind.

***

A teraz coś dla moich koleżanek germanistek. Pamiętacie wiersz Brechta "Die Erinnerung an Marie A." o facecie, który całował dziewczynę i gapił się w chmurę i tylko ten obraz chmury zostało mu w głowie, kiedy po latach wspominał tę sytuację? Znalazłam ten tekst i filmik z ekranizacji "Baala" z 1982 roku. David Bowie wykonuje tę piosenkę.




Jakoś przebrnęłam przez temat o Brechcie. Potrafię powiedzieć, jakie znaczenie miał wiersz "Vom armen B.B.", o inspiracji dla "Dreigroschenoper" i nowatorskiej konstrukcji treści i muzyki, o idei epickiego teatru na podstawie sztuki "Mutter Courage und ihre Kinder", o specyfice wiersza "Die Erinnerung an Marie A.", o splagiatowaniu salomonowego wyroku w sztuce "Der kaukasische Kreidekreis", nieco o "Keuner Geschichte" i o "Baalu", bo coś się z ćwiczeń pamiętało. Oprócz tego mam dodatkowe informacje o innych utworach, nie wymienianych w wykładach, kilka ośpiewanych songów i wrodzoną inteligencję :) myślicie, że sobie poradzę? ;)

No to czas zająć się przyjemniejszymi rzeczami ;)
Pozdrawiam :)

Kolorowo :)

Nie, nie pomyliliście adresu: to nadal mój blog :) tylko kolorki zmienił, bo miałam już dosyć tego czarnego :P a błękit, biel, zieleń, szarość i inne są akurat w sam raz pod kolor mojej torebki :P (patrz: zdjęcie główne)




Rejazz
Regina Spektor

Thought I'd cry for you forever
But I couldn't so I didn't
People's children die and they don't even cry forever
Thought I'd see your face in my mind for all time
But I don't even remember what your ears looked like

And the clock still strikes midnight and noon
And the sun still rises and so does the moon
Birds still migrate south and people move on
Even though I'm no longer in your arms
Thought the mountain would crumble
And the rivers would bend
But I thought all wrong and the world did not end
Guess the maps will just have to stay the same for a while
Didn't even need therapy to rehabilitate my smile
Rehabilitate my smile

Thought I'd cry for you forever
But I couldn't so I didn't...


***

Ciąg dalszy Reginowej fascynacji. Tym razem głos + bas. Słucham też kawałka, gdzie jest zupełnie a capella, tylko wyklaskiwany jest rytm rękami.

Jutro egzamin z literatury... Mam tylko jedno zagadnienie ostatecznie przerobić, a i tak mi się nie chce... Martwię się, czy zdążę na ten pociąg do Warszawy, czy powiem wszystko, jak trzeba... Ja to tak zawsze: znajdę sobie jakiś powód, żeby się martwić...




Music Box
Regina Spektor

Life inside the music box ain't easy
The malots hit the gears are always turning
And everyone inside the mechanism
Is yearning
To get out
And sing another melody completely
So different from the one they're always singing
I close my eyes and think that i have found me
But then i feel mortality sorround
I want to sing another melody
So different from the one i always sing
But when i do the dishes
I run the water very very very hot
And then i fill the sink to the top with bubbles of soap
And then i set all the bottle caps i own afloat
And it's the greatest voyage in the history of plastic
And then i slip my hands in and start to make waves
And then i dip my tongue in a take a taste
It tastes like soap but it doesn't realy taste like soap
And then i lower in my whole mouth and take a gulp
...and start to feel mortality sorround me
I close my eyes and think that i have found me
But life inside the music box ain't easy
The malots hit the gears are always turning
And every one inside the mechanism
Is yearning to get out
Is yearning to get out
Is yearning to get out...

***

Jeszcze jedna Regina dzisiaj. Odkryłam, że dziewczyna jest bardzo dźwiękonaśladowcza. Nie tylko śpiewa, ale sprawia, ze wyrazy maja dźwięk taki, jak wyglądają. Posłuchajcie, naprawdę słychać wodę w powyższej piosence :) Rozum na ten mój wywód stwierdził: "eh, kobieca wyobraźnia :P znalazłem dziś listę rzeczy, które potrafią wytłumaczyć tylko kobiety - chyba właśnie wymyśliłaś nowy przykład :P " E tam, ściśli tego nie zrozumieją. A Regina jest świetna i tyle.

Są rzeczy na tym świecie, które potrafią wyjaśnić tylko kobiety. Dla
facetów, to absolutna czarna magia. Poniżej kilka takich, które właśnie
zaliczane są do tej grupy...

- Wyraz twarzy kota.
- Co tak ważnego jest w czekoladkach.
- Potrzebę posiadania jednakowych butów w różnych kolorach.
- Wyszczuplające ubrania.
- Wybieranie się na wycieczkę samochodową bez próby osiągania rekordu szybkości.
- Różnicę między ecrie, beżowym i kremowo-białym.
- Podcinanie włosów żeby urosły.
- Podkręcanie rzęs.
- Niedokładność każdej wagi osobowej kiedykolwiek powstałej.
- Inną kobietę...
- Jak to możliwe, że moczenie skóry powoduje jej wysuszenie
- Potrzebę posiadania na koncie permanentnego debetu.
- Mówienie przez 3 godziny bez powiedzenia o czym mówią.
- Potrafią wyjaśnić "dlaczego nie jeść pomadki choć jest o smaku owocowym".
- Potrafią wyjaśnić "O co chodzi w M jak Miłość ".
- Dlaczego na łazienkę trzeba wydać 10 tys. PLN jak wystarczy 3800zl (o kuchni nie wspominając).
- Dlaczego Twoje rachunki (chodzi o faceta) za telefon komórkowy wynoszą aż 150 zł/miesiąc, a moje (kobieta) tylko 300.
- Różnicę pomiędzy piekielnymi ustrojstwami - "wkładka higieniczna - podpaska ".
- Różnicę pomiędzy jej wypadem z koleżankami, a twoim z kolegami.
- Tylko kobieta zna różnicę między podkładem i fluidem i wie po co pod to wszystko kłaść jeszcze bazę rozświetlającą...
- Wyjaśnią dlaczego naprawdę nie chcesz iść z kumplami na piwo.
- Tylko kobieta potrafi Ci wyjaśnić, że jedziesz za szybko, nawet jeśli nie odpaliłeś jeszcze auta.
- Dlaczego śmieci trzeba wyrzucać codziennie, a nie raz w tygodniu jak już się zapełni nimi wszystkie miejsca koło kosza...
- Dlaczego nakarmienie zwierzyńca i posprzątanie w domu jest ważniejsze od sprawdzenia maili jakie przyszły do nas w nocy.
- Dlaczego zmywa się zaraz po posiłku a nie tuż przed.
- Dlaczego deska sedesowa MUSI być opuszczona.
- Dlaczego "zaraz" jest pierwszym krokiem do awantury.
- Dlaczego sztućce muszą kolorystycznie pasować do zasłon?
- Dlaczego Karmi jest smaczne?
- Dlaczego do toalety w knajpie trzeba chodzić z koleżanką?
- Dlaczego masz nie pić tego trzeciego piwa?
- Czym różnią się dwie identyczne bluzki?

- I przykład Kiki: "nie tylko śpiewa, ale sprawia, ze wyrazy maja dźwięk taki, jak wyglądają" :P

No, chyba powinnam się zabrać za tego Brechta jazzmana... :P ależ mi się nie chce :P
Ale już jutro mogę mieć wakacje :) Uwierzycie? :)
To się trzymajcie :)
Do napisania, jak znajdę czas ;)

poniedziałek, 15 czerwca 2009

Sesyjnie.

Hej wszystkim :)
Mam jakąs tygodniową przerwę od neta, albowiem tata zabral laptopa na Sląsk razem z modemem. Udalo mi się wpasc do biblioteki i korzystam.
W sobotę byl zjazd okręgowy w Tarnowie, bardzo sympatycznie wspominam :)
Jestem w domu. Spie do późna, gotuję albo cos sprzątam, uczę się na egzamin i odpoczywam na slonku. Jak jest, naturalnie. Filmy też oglądam, a co.
Wczoraj obejrzalam "Zaklęte serca" (Mozart and the whale). Zrobil na mnie ogromne wrażenie, bo byl mocno psychologiczny i tak dobitnie pokazywal problem ludzi autystycznych, że to aż porażalo...




Film oparty na historii Jerry'ego Newporta i Mary Meinel, młodych ludzi cierpiących na zespół Aspergera (odmiana autyzmu), powodującego pewne psychiczne nieprawidłowości, przeszkadzające w zbudowaniu trwałego związku emocjonalnego. Tytułowy bohater Donald (Josh Hartnett) jest założycielem "stowarzyszenia" kilku autystycznych osób upośledzonych w każdym przypadku w inny sposób. Jest geniuszem matematycznym, którym jednak pogardził IBM z powodu braku planów na przyszłość. Jednak w pewnym momencie pojawia się w jego życiu również autystyczna Isabelle Sorensen (Radha Mitchell)- umuzykalniona nieprzeciętnie artystka i przewraca je do góry nogami... Pomiędzy Isabelle i Donaldem szybko zawiązuje się bardzo specyficzne uczucie. Jak potoczą się ich losy, skoro nie potrafią zdobyć się na "normalny" związek?

Metodykę zaliczylam na 4 :) zatem brakuje mi tylko czwórki z literatury, zeby miec stypendium naukowe :) moze Bog da...

Ola wyjechala dzisiaj do Niemczech na praktyki na 3 miesiące...
Filip wraca dopiero za póltorej miesiąca... Lipa będzie z jechaniem na camp samej :/

No to tyle by bylo. We czwartek podejdę do egzaminu z literatury, jak zdążę, to tego samego dnia pojadę do Podkowy po materialy do pracy, a jak nie, to nastepnego dnia. I moze jeszcze na zjazd do Pszczyny wpadnę. A co, wakacje może już będę miala :P

Pozdrawiam wszystkich :D

środa, 10 czerwca 2009

Tyle słońca w całym mieście...



Samson
Regina Spektor

You are my sweetest downfall
I loved you first, I loved you first
Beneath the sheets of paper lies my truth
I have to go, I have to go
Your hair was long when we first met

Samson went back to bed
Not much hair left on his head
He ate a slice of wonder bread and went right back to bed
And history books forgot about us and the bible didn't mention us
And the bible didn't mention us, not even once

You are my sweetest downfall
I loved you first, I loved you first
Beneath the stars came fallin' on our heads
But they're just old light, they're just old light
Your hair was long when we first met

Samson came to my bed
Told me that my hair was red
Told me I was beautiful and came into my bed
Oh I cut his hair myself one night
A pair of dull scissors in the yellow light
And he told me that I'd done alright
And kissed me 'til the mornin' light, the mornin' light
And he kissed me 'til the mornin' light

Samson went back to bed
Not much hair left on his head
Ate a slice of wonderbread and went right back to bed
Oh, we couldn't bring the columns down
Yeah we couldn't destroy a single one
And history books forgot about us
And the bible didn't mention us, not even once

You are my sweetest downfall
I loved you first

***

Ostatnio mało czegokolwiek słucham. Już nie pamiętam, kiedy zrobiłam sobie wieczór z jazzem. Jakiś tydzień temu chyba. Poczułam, że łapię doła i wyłączyłam to. Nie mam czasu na dołowanie się muzyką. Reginę tylko od czasu do czasu wrzucę, żeby się z nią osłuchać. Karinko, czekam na płytkę :)
Od wczoraj i dzisiaj wyrzucam wszystko z szaf i półek, ładuję książki i ubrania do worków i pudełek, sprzątam wszystkie kąty i przygotowuję się do wyjazdu z Rzeszowa do domu na wakacje. Jutro będę się uczyć dalej z literatury. Dzisiaj nie mam już na nic siły.
W tym tygodniu sporo biegania. Wczoraj oglądałyśmy z Olą mieszkania. Złaziłyśmy się w upale po całym mieście i obtarłam sobie niemiłosiernie stopy (pierwszy raz w tym roku w japonkach, to musiało tak się skończyć). Niniejszym prawie się zdecydowałyśmy. Dzisiaj obejrzę tylko jedno dla formalności i pewnie za kilka tygodni podpiszę jakąś umowę. Ola załatwia najróżniejsze rzeczy przed wyjazdem i też biega całymi dniami. Żywimy się makaronem z truskawkami, bo tylko to chce się jeść, jak się zaczął sezon na truskawki.
Chciałabym poczuć wakacje. A tu wisi nade mną nierozstrzygnięty egzamin z metodyki i ta literatura.
Wracam do sprzątania. Do napisania z domu.

poniedziałek, 8 czerwca 2009

Przed wami facet, na którego nie możecie liczyć. O biednym B.B.



Die Kneipe vom armen B.B.
Die Lechklause in Augsburg war eine der Lieblingskneipen,
in denen der junge Bertolt Brecht seine Klampfenlieder vortrug.

***

O biednym B.B.
Bertolt Brecht

1
Ja, Bertolt Brecht, jestem z czarnych lasów.
Gdy w ciele matki tkwiłem jako płód
Przyniosła mnie do miast. Dopóki nie sczeznę
Będzie we mnie czarnych lasów chłód.
2
Od początku na śmierć opatrzony wszelkim
Sakramentem, w asfaltach miasta mam swój świat:
Gazety. I tytoń. I brandy. Jestem
Nieufny, gnuśny, a na koniec rad.
3
Dla ludzi miły jestem. Wkładam
Sztywny kapelusz obyczajem tych
O których mówię: zwierzęta. Dziwnie pachną.
I mówię: nie szkodzi, jestem jednym z nich.
4
Na pustych bujakach w południe
Posadzę sobie czasem kilka pań.
Patrzę na nie beztrosko i mówię:
Macie we mnie faceta, lecz nie liczcie nań.
5
Pod wieczór gromadzę tu mężczyzn
Zwracamy się do siebie słowem "gentleman".
Kładą mi stopy na stołach i mówią:
Będzie lepiej. Nie pytam o miesiąc i dzień.
6
Nad ranem, o szarości, szczają jodły
Zarobaczone ptactwem, co podnosi krzyk.
O tej porze, nim nerwowo zasnę
W mieście ciskam niedopałek i wychylam łyk.
7
Tkwiliśmy, nieważkie pokolenie, w domach
Żadna moc, mówiono, nigdy ich nie zmoże
(Tak stawialiśmy każdy długi kloc na wyspie Manhattan
I cienkie anteny, co bawią Atlantyckie Morze).
8
Z tych miast zostanie: kto przeszedł je skroś, wietrzny gość!
Szczęśliwiec, co dom pustoszy: po nim puste szklanki.
My będziemy tu tylko krótko dość
To wiemy, a po nas: nic godnego wzmianki.
9
Kiedy nadejdą trzęsienia ziemi, obym nie pozwolił
By mi przez gorycz żar virginii zgasł
Ja, Bertolt Brecht, do asfaltowych miast rzucony
Z czarnych lasów w łonie matki w tamten czas.
[1921]

Tego pana już pewnie przedstawiałam, jednakże zasługuje na krótką wzmiankę, z racji tego, że z jego twórczością zetknęłam się już w liceum.
Brecht burzliwe życie miał i jego twórczość także spokojna nie była.
Na IV roku germanistyki omawia się jego sztandarowe dzieło dramatyczne, "Dreigroschenoper". Jest to musical, do którego muzykę napisał Kurt Weill (który zresztą często z Brechtem współpracował). Sztuka jest adaptacją XVIII-wiecznej "Opery żebraczej" Johna Gaya, satyry na burżuazję i wysokie sfery Londynu.

Brecht za cel ataku obrał typowego mieszczucha z epoki późnego kapitalizmu - dla Brechta taki mieszczuch to rabuś i oszust, który utrzymuje tylko stosunki handlowe. Brecht ukazuje w "Operze za 3 grosze" przestępczy charakter całego systemu kapitalistycznego.


Poniżej nagranie najbardziej znanego songu "Mackie Messer" w wersji anglojęzycznej (żeby was niemieckim nie katować ;) w wykonaniu Louisa Armstronga.



Dość obszerny, krytycznoliteracki artykuł, omawiający różne aspekty twórczości Brechta, wraz z interesującymi obrazami George Grosza, możecie znaleźć tutaj:

http://andrzejosinski.wordpress.com/2009/04/06/bertolt-brecht-moralista-ery-jazzu/

Pomimo całego brudu, hipokryzji, upodobania do drogich gadżetów (jego słynna, opisana w pamiętnikach Canettiego miłość do samochodu)i wielu innych paskudnych wad Brecht zasługuje na mój ukłon za pierwszy klasyczny europejski musical, wprowadzenie do swoich dzieł jazzu i spopularyzowanie piosenki kabaretowej.

***

No, na dzisiaj wystarczy tej literatury.
Pozostawiam was z cytatem, który mnie urzekł celnością:

Nikt nie chce być niewolnikiem: pracoholik brzmi dumniej.

Pozdrawiam pracowicie.

Georg Trakl - ekspresjonista



W parku
Georg Trakl

Znowu się włóczę po prastarym parku,
O, ciszo żółtych i czerwonych kwiatów.
I wy smucicie się, łagodne bogi,
I smuci się jesienne złoto wiązów.
Nad niebieskawą sadzawką bez ruchu
Trwa trzcina i pod wieczór milknie drozd.
O, wtedy pochyl i ty białe czoło
Przed zapadniętym pradziadów marmurem.

***

Rozpoczynamy maraton wiedzy do egzaminu z literatury. Po 3 zagadnienia dziennie, no, ewentualnie 2, ale nie mniej. Na dzisiaj Georg Trakl. Zapoznajcie się z biografią, krótką, bo i życie tego pana było krótkie. Urodzony w Salzburgu, żył niecałe 30 lat, grał na fortepianie, ulegał nałogom i prowadził bujne życie erotyczne - mam nieznaczne skojarzenia z pewnym słynnym panem muzykiem, urodzonym w Salzburgu o podobnych perypetiach ;P podpowiem tylko, że jego nazwisko zaczynało się na M. ;)

Georg Trakl (ur. 3 lutego 1887 w Salzburgu, zm. 3 listopada 1914 w Krakowie) – poeta austriacki reprezentujący ekspresjonizm.

Przedmiotem jego poezji jest sens istnienia, śmierć, zniszczenie i przemijanie. Reprezentował dekadentyzm i katastrofizm, przewidywał upadek Austro-Węgier. W 1910 zdobył wykształcenie farmaceuty. W tym zawodzie pracował w szpitalu w Innsbrucku, a po wybuchu wojny został wcielony do armii i wysłany na front. Na skutek kontaktu z ciężko rannymi i umierającymi żołnierzami popadł w głęboką depresję. Leczony w szpitalu w Krakowie zmarł wskutek przedawkowania kokainy, prawdopodobnie śmiercią samobójczą.

Jest postrzegany jako postać moralnie kontrowersyjna poprzez domniemaną kazirodczą miłość do swojej siostry Grety, nadużywanie narkotyków i pijaństwo oraz regularne korzystanie z usług prostytutek.


Z ciekawostek dotyczących twórczości Trakla:

- muzyczność wersu (przypomina kroki lub oddech); być może zdolności muzyczne Trakla (sam grał na fortepianie, a jego siostra Greta uczyła się gry koncertowej na tym instrumencie) o tym zadecydowały, że muzyczność języka traktował on jako nośnik znaczeń słownych, otwierający dodatkowe głębie słów.

-symbolika barw: Kolory u Trakla mają wyjątkowe znaczenie i dokładnie odpowiadają ich wartościom myślowo - emocjonalnym. Prawie w każdym utworze Trakla pojawiają się te same kolory: róż, błękit, czerń, biel, brąz, zieleń, złoty, srebrny, purpurowy.
BTW. Kolory takie jak biel, niebieski, turkus są barwami chłodu, dystansu, izolacji. (moja najnowsza kolorystyka, od torebki po bluzki, korale i buty :P) ponadto kolorowi niebieskiemu odpowiada dźwięk G w gamie naturalnej.
Jak łatwo się przekonać, kolory u Trakla pełnią także rolę tropu, prowadzącego uważnego i wymagającego czytelnika do poznania pewnych osobistych problemów poety, związanych np. z erotyzmem, o których Trakl mówił wyraziście, zgodnie zresztą z klimatem epoki modernizmu, ale nie wprost. Na te barwy, w jakich Trakl oglądał swój świat, miała też z pewnością wpływ kokaina, do której miał ułatwiony dostęp, jako farmaceuta. Związek barw - kluczy z uzależnieniem od kokainy u Trakla można domniemywać, jednak z literatury medycznej nie wynika to jednoznacznie: mówi się o halucynacjach (ale jakiego rodzaju? czy należą do nich także barwne wizje?) oraz o skutkach natury psychicznej (m.in. ostre depresje, po euforii - osłabienie i niechęć do życia). Być może istnieje praca naukowa (farmakologiczna) potwierdzająca, że kokaina wywołuje wizje barw, spotykanych w wierszach Trakla.
***

Więc tego pana mamy z głowy. Następny w kolejce jest niejaki B.B.

For now I know my God is for me, not against me :D




The happy song
Don Moen

Well I could sing unending songs
Of how you saved my soul
& I could dance a thousand miles
Because of your great love (x2)


My heart is bursting Lord
To tell of all you've done
Of how've you changed my life
And wiped away the past
I want to shout it out
From every roof top sing
For now I know
My God is for me, not against me

I could sing unending songs
Of how you saved my soul
well, I could dance a thousand miles
Because of your great love


My heart is bursting Lord
To tell of all you've done
Of how've you changed my life
And wiped away the past
Well I'll always shout it out
From every roof top sing
For now I know
My God is for me, not against me

I could sing unending songs
Of how you saved my soul
well, I could dance a thousand miles
Because of your great love


BRIDGE:
Everybody's singin' now
Cuz we're so happy
Yeah,
Everybody's dancin' now
Cuz we're so free

If only we could see His face,
See you smiling over us
And unseen angels celebrate
Cuz joy is in this place
cuz joy is in this place

I could sing unending songs
Of how you've saved my soul
& I could dance a thousand miles
Because of your great love
& I could sing unending songs
Of how you've saved my soul
& I could dance a thousand miles
Because of your great love


***

Wyszło słońce, zrobiło się ciepło, Kika nabrała chęci do życia :)
No i nowina dnia: ZDAŁAM EGZAMIN Z PNJN NA 5 BEZ PODCHODZENIA DO USTNEGO :D :D :D
Usłyszałam od pani egzaminującej: "Na pewno się pani pomodliła przed egzaminem i poszło dobrze" :)
Dziwne, że inni wierzą za mnie, tylko mi jakoś trudno :P

Jeszcze tylko znaleźć pokój albo mieszkanie, spakować się i wyprowadzić do domu...
Jeszcze tylko wyniki z metodyki. Jeszcze tylko literatura... Jeszcze pojechać po materiały do Podkowy... I wakacje :)
Ale po dzisiejszym dniu jakoś jestem bardziej optymistycznie nastawiona do tego wszystkiego :)
For now I know my God is for me, not against me :D

***
No, serwis aktualności przekazany, czas na słowo na poniedziałek;)

Zastanowił mnie dzisiaj następujący tekst:

"Mam tedy chlubę w Chrystusie Jezusie ze służby dla Boga."
Rzym.15,17

Co takiego może być powodem do chluby w ewangelizacji? Liczba rozdanych ulotek? Liczba rozniesionych książek? Liczba udzielonych lekcji biblijnych? Ilość osób przyjmujących chrzest?
Nie, to chyba nie o to chodzi...

A potem znalazłam cytat z "Wybranych poselstw":

"Prawo Jahwe jest drzewem; ewangelia jest pachnącym kwiatem i owocem przez nie wydawanym."
WP, s.201

Ewangelizacja jest wynikiem naszej łączności z Krzewem - Chrystusem. To z tej więzi możemy być dumni i tym się chlubić. Nie są ważne wyniki.

Życzę wam dobrego dnia zmotywowanego do trwania w łączności z Chrystusem i chlubienia się Nim:)

Pozdrawiam słonecznie :D

sobota, 6 czerwca 2009

Wysubtelniałaś.



♫ Fidelity ♫
Regina Spector

I never loved nobody fully
Always one foot on the ground
And by protecting my heart truly
I got lost in the sounds
I hear in my mind
All these voices
I hear in my mind all these words
I hear in my mind all this music

And it breaks my heart
And it breaks my heart
And it breaks my heart
It breaks my heart

And suppose I never met you
Suppose we never fell in love
Suppose I never ever let you kiss me so sweet and so soft
Suppose I never ever saw you
Suppose we never ever called
Suppose I kept on singing love songs
just to break my own fall
Just to break my fall
Just to break my fall
Break my fall
Break my fall

All my friends say that of course its gonna get better
Gonna get better
Better better better better
Better better better

I never love nobody fully
Always one foot on the ground
And by protecting by heart truly
I got lost
In the sounds
I hear in my mind
All these voices
I hear in my mind all these words
I hear in my mind
All this music
And it breaks my heart
It breaks my heart
Breaks my
Heart
Breaks my heart

***
Zakochałam się w tym teledysku uczuciem subtelnym i tkliwym, tudzież w tekście...

Wszystko jest snem, pięknym bądź przykrym, sensownym lub zupełnie głupim. Kiedy się budzisz, tak naprawdę śnisz dalej, tylko zmieniasz pozycję ciała. Nic nie dzieje się naprawdę, nie ma prawdziwych przeżyć. Wszystko, czego doświadczasz, tylko Ci się wydaje, że doświadczasz. Nie ma świata realnego, jest tylko jakaś względna materia. Są ludzie w pustych ubraniach bez ciał. Świat jest czarno-biały, w paski lub w kratkę, ciągle taki sam, te same zajęcia, obowiązki, rozmowy, osoby, wszystko jednakowe.
Czekam na deszcz kolorów i wypełnienie pustego ubrania żywym człowiekiem. Niech porozbija mój czarno-biały świat, pobrudzi go prawdziwymi kolorami, niech będzie zwykły, w paski, czasem zabawny, śmieszny, czasem szorstki na twarzy, ale niech będzie.
Zerwę i rozbiję biały naszyjnik o podłogę. Żeby się obudzić. I żyć naprawdę.


PS: Nabożeństwo w Krośnie - pytania, odpowiedzi, muzykowanie z Karoliną, skrzypce, "Thais", emocje, wzruszenia, ciary, myśli, reakcje.
Popołudniowy bankiet - dużo, dużo wszystkiego, jedzenie, rozmowy, śpiew, roznoszenie dań.
Dom - spanie, spanie na jawie, "Szansa na sukces", Miłość jest jak pogoda, nigdy nie przewidzisz jej, najpierw huragan uczuć, potem powódź łez, Miłość jest jak pogoda lecz pamiętaj o tym, że po każdej burzy wzejdzie słońce, czy chcesz, czy nie, nieobejrzane filmy, "na głodzie", tak jakoś dziwnie, burza. Uwielbiam burze.

PS2: Myślenie o ważnych codziennych sprawach zostawiam na jutro.

piątek, 5 czerwca 2009



New Day
Avalon


Chorus:
It's a new day
Oh, it's a new time
And there's a new way
I'm gonna live my life
All the old has, passed away
And the new has come
Thank God, It's a brand new day

Verse 1:
Lookin' back on yesterday
There are things that I regret
But I put the past behind me
And I never will forget
You hav covered my mistakes
And my broken dreams
Now over the horizon
I see the dawn is drawing near
And I realize the sun did rise
Tomorrow's finally here

(Chorus)

Verse 2:
Now when I wake up thinkin'
'Bout the things I've done before
Memories I could not escape
Well they can't haunt me anymore
Now I can hold my head up high
'Cause I am not the same
You've changed my whole perspective
And with new eyes I see
I've become a new creation
'Cause of what You've done for me

(Chorus)

Bridge:
'Cause of what You've done for me
No, I am not ashamed
This heart of mine is finally free
I'll never be the same"

***

Cóż to ja chciałam zakomunikować...? Aha, jestem po pisemnym PNJN. Jakoś poszło, ale nie jestem przekonana, że wszystko dobrze. Chyba 80% potrzebnych do zwolnienia z ustnego w poniedziałek nie zdobędę. Ale nie czuję, żebym wszystko przewaliła. Więc alleluja i do przodu ;)
Ostatnio jestem pobudzona wyjątkowo silnie. Dzisiaj rano w oczekiwaniu na egzamin aż mnie roznosiło. Jak nie tańczę, tak włączyłam coś rock'n'rollowego i poruszałam z pasją biodrami podczas ubierania. Tak jakoś się chciało. Może się zapiszę w przyszłym roku na jakiś aerobik. Co miałam sprzątać, jak całe mieszkanie wysprzątałam wczoraj, a Ola ugotowała. Za dużo napięć i jakoś człowiek dziwnie odreagowuje. Ta sesja, szukanie lokatora i mieszkania i jeszcze tykanie zegara biologicznego. Koleżanki naokoło się hajtają, a ja żyję sama i albo chodzę do szkół, albo jeżdżę na próby i koncerty, albo siedzę na necie i prowadzę wirtualny kontakt z ludźmi. Potrzeba jakiejś porządnej zmiany w tej monotonii. Tak mnie to ciśnie i dlatego nie ma spokoju. Czekam tylko na wakacje, żeby posiedzieć sobie spokojnie w domu, nie myśleć o niczym poważnym i po prostu odpocząć. I żeby znowu mnie nosiło z nudów :P i żeby znowu znaleźć sobie coś do roboty i tak w kółko :P
Taki life, cóż zrobić.
No, to jadę na weekend do domu.
Ciao.

środa, 3 czerwca 2009

In the wind of change... ;)



Ostatnio wietrznie jest dosyć i przywiało sporo zmian ;) dzisiaj przywiało mnie do Natalki, której dałam wolną rękę do cięcia i w ciągu 2 godzin zmieniła mnie w zupełnie inną osobę ;) nie wiem jeszcze, kim ona jest... Może bardziej stanowcza, bardziej pewna siebie, bardziej współczesna, bardziej kobieca? Czy jestem w stanie się do niej przyzwyczaić? Będę próbować, nie ma wyjścia :P tak szybko nowe włosy nie odrosną :P

wtorek, 2 czerwca 2009

Powiało sztuką.

"Sztuka


jest


dla tych,



którzy


bez niej


byliby


nieszczęśliwi."


Irving Stone


"Udręka i ekstaza"


Karinka robi coraz lepsze zdjęcia. Powyżej garść z jej twórczości. Dobry fotograf to skarb :)

***

Tak dzisiaj się z Izold rozgadałyśmy o tych pięknych czasach sprzed kilkudziesięciu lat, opisanych w pamiętnikach Canettiego, gdzie ludzie mieli czas na kulturalne wizyty w teatrze, operze, odczyty, rozmowy na wysokim poziomie, et caetera, et caetera. A tu "pospolitość skrzeczy". Puste rozmowy o wszystkim i o niczym, cześć, co słychać, nasza-klasa, kto z kim i dlaczego, po ile stoi iPhone na allegro i kto wygra finał "You can dance". Społeczeństwo cierpi na postępujące zwiotczenie mózgu. Nie znoszę pospolitości, tępię pospolitość, nawet za cenę niezrozumienia i wyobcowania. Zmuszam mój mózg do gimnastyki każdego dnia. Dobrze, że Serce ma swój Rozum, z którym może prowadzić codzienne dyskusje na tematy nie tylko pospolite. Rozum wprawdzie jest emocjonalnie neutralny, ale na tym polega jego fenomen i niepospolitość. Idealny do umysłowej gimnastyki. Trzy godziny, pięć, osiem, nie ma znaczenia. Póki jest o czym i póki są siły.
Ostatnio dochodzę jednak do wniosku, że Rozum do pełnego życia nie wystarcza. Owszem, jako partner do dyskusji jest idealny, mało kto myśli podobnym tempem, jak ja i ma czas na wysłuchiwanie tego, co mówię. Ale przydałby się normalny facet. O tak. Rozum całkiem skutecznie do tego nakręca. Dawno przestałam wierzyć, że to Rozum może nim być. Za bardzo denerwuje swoim analitycznym podejściem do życia i brakiem uczuciowości. Można to znosić przez gg, ale na co dzień nie da rady. Facet to ma być facet, a nie myśliciel.
Nie wystarczy myśleć, trzeba działać. I może nawet już działam?... ;) no, za dużo gadam :P

PS: Napisałam ten egzamin z metodyki. Był porąbany, że kolokwializmu użyję, i część z ćwiczeń napisałam metodą "ściemniam ile wlezie", a może się spodoba mój tok rozumowania. To tylko zerówka, więc jakby co, to poprawię. Najważniejsze, że póki co z głowy. Oczywiście zaraz po dopadł mnie syndrom nicnierobienia, który dotkliwie mi ciążył, póki nie znalazło się coś do roboty :P

PS2: Bierze mnie chyba coś. Zimno mi od paru dni i jakaś chrypka. Niedobrze...

Pozdrawiam dziewczyny niemieckojęzyczne. Jesteście dzisiaj moimi nieodłącznymi towarzyszkami ;)

poniedziałek, 1 czerwca 2009

I po koncercie...



"Jeżeli chcesz wiedzieć, co ma na myśli kobieta, nie słuchaj tego co mówi - patrz na nią."

Oskar Wilde

Jak zwykle: niedospana, nieprzytomna, rozwalona psychicznie,a tu jutro egzamin z metodyki... :///
Ale zadowolona ze zjazdu i koncertu :)no jakże by inaczej, jak to Chofesz śpiewał? ;)

Na zjeździe w Bydgoszczy pastor Sieja miał kazanie na temat "Jak podejmować właściwą decyzję?" i przedstawił 7 kroków, jak podjąć właściwą decyzję w sprawie, która od dawna Cię nurtuje.

Życie to podejmowanie decyzji.
Skąd mogę wiedzieć, czy podjąłem właściwą decyzję?
To nie brak informacji, a brak mądrości jest przyczyną złych decyzji.
Bóg jest nazwany "Cudownym Doradcą". Dlaczego nie skorzystać z Jego rady?

"Mądry to ten, który uczy się od Mądrego."


1) Czy zaprosiłeś Boga do swojego życia? Najpierw On, u Niego jest rada i mądrość - Przyp.14-16

"Jeśli nie wiesz, jaką drogą pójść do morza, zaprzyjaźnij się z rzeką."

"Nie wiem, co zrobisz, ale cokolwiek zrobisz, będzie to lepsze od moich pomysłów."
Bolesław Prus


2) Komu mój wybór przyniesie chwałę? I Kor.10,31

3) Czym jesteś motywowany? Job 22,23-28

4) Czy wybierasz pod wpływem ludzkiego nacisku? Historia przyjaciół Daniela

5) Czy Twoje decyzje sięgają wieczności? Kazn.3,11

"Jeśli jesteś na dobrej drodze, to każdy najmniejszy krok przybliża Cię do celu. Ale jeśli na złej, to nawet najmniejszy krok Cię oddala."

6) Czy podejmując decyzję radzę się osób, które chodzą z Bogiem?

7) Czy moja decyzja to produkt odrodzonego umysłu? Rzym.12,2

Umysł człowieka, który jest nowym stworzeniem, jest najsilniejszym instrumentem do podejmowania właściwych decyzji.

Przyp.3,5 - mózg trzeba używać, ale na nim nie polegać

Historia Cliffa Richardsa - muzyka rozrywkowego, który nawrócił się i chciał zrezygnować ze śpiewania. Duch Boży mu powiedział: Śpiewaj, ale wywyższaj mnie.
Powiedział: "Jezus jest jedynym właściwym wyborem."

Po tym kazaniu pastor miał apel o poddanie się Bogu i kilkanaście osób wyszło do przodu, zupełnie jak w opisach z "Wybranych poselstw" E. White :) była śpiewana pieśń "Wszystko Tobie dziś oddaję", ja grałam, ale takiego wykonania jak wtedy, to jeszcze nigdy w życiu nie słyszałam. Jak ludzie śpiewali... Coś niesamowitego, to była prawdziwa autentyczna modlitwa tą pieśnią :)

Potem były warsztaty o konformizmie.
Konformizm - uleganie innym, pomimo odmiennych poglądów.
Niestety, nie byłam na całych, bo nie byłam w stanie się skupić, ale zostało mi zasygnalizowanie zagadnienie i pozostawiłam to sobie na później do przemyślenia.

***

Co do koncertu... wybaczcie, nie mam siły produkować własnej notki, więc wstawię komentarz Oli z forum, bo jest adekwatny :)

To był wspaniały czas. Dla mnie osobiście to był najlepszy koncert.

Chyba nigdy nie miałam tyle radości ze śpiewania. Po raz pierwszy - zero stresu.
Było bardzo duchowo. Przeważnie jestem zbyt zdenerwowana, żeby tak naprawdę przezyc pieśń - tym razem było inaczej.

Na początku było wiele przeszkód, na czele z brakiem pianina (dzięki Bogu udało sie załatwić :) ) i brakiem akustyka (w końcu zadania podjąl się chłopak, który pierwszy raz w życiu miał w rekach taki sprzęt :P).
Próba przed koncertem poszła dobrze, z wiekszościa kawałków nie było problemu. Ale były pewne znaki zapytania co niektórych utworów. Pojawiły sie pewne nieporozumienia w sprawie organizacji. Na szczęscie Bóg czuwał nad wszystkim :)

Przed koncertem Daniel powiedział, że mamy smutne miny jak spiewamy. I ze mamy sie wiecej usmiechac. A koncert dal tyle radosci, ze buzia sama sie smiala :) I zaczelismy lapac ze soba wiekszy kontakt na scenie :) To bardzo pomoglo. W sluchaniu sie nawzajem i pamietaniu aranzacji.

Ludzie bardzo pozytywnie odebrali koncert. Podeszlo kilka osob i dziekowalo :) Mialam bardzo sympatyczna rozmowe z kolazanka Oli Zawadzkiej. Owa kolezanka jest z jakiegos kosciola protestanckiego (nie pamietam nazwy niestety), byla bardzo zbudowana i udalo sie ja zaprosic na kamp :)
Pastor Zawadzki mowil, że bylo sporo osob z zewnatrz.

Entuzjazm wzbudzila piesn "Psalm radosci" :D Spiewalismy ja drugi raz na bis, a potem jeszcze "Freedom" :D Wszystkie pieśni poszły tak jakoś dobrze. No, moze troche mało rytmicznie co poniektóre.

Zbor w Bydgoszczy jest bardzo cieply :) Będe mieć stamtąd miłe wspomnienia.

Po prostu: Chwała Bogu :) To dzieki niemu wszystko była tak, jak bylo :)


***

Czekam na szalone zdjęcia od Karinki, i się doczekałam :)

http://picasaweb.google.com/karina.hart8/WBydgoszczy#

Wiecie co? Chofeszu, jesteście najfajniejszymi ludźmi, z jakimi zdarzyło mi się śpiewać :D

Spaać... :P