czwartek, 10 sierpnia 2006

Byc szczesliwym

Tak niewiele trzeba czlowiekowi do szczescia.
Tak wielu ludzi jeszcze o tym nie wie.
Zamartwiaja sie, szukajac roznych przyjemnosci i nie widza, ze szczescie stoi za nimi. Wystarczy sie odwrocic i chwycic je za reke.
Bo szczesciem jest miec swoj dom, siedziec przy cieplym piecu, sluchac miekkiego odglosu padajacych platkow sniegu i nie myslec, co bedzie jutro.
Szczesciem jest miec prawdziwe zadowolenie z wykonanej pracy. Bo nic nie przynosi wiecej radosci jak ta, ze jest sie potrzebnym.
Szczesciem jest patrzec na mlody, wiosenny swiat, ktory wyglada tak, jakby uczyniony byl tylko dla Ciebie.
Szczesciem jest patrzrc na ludzi jak na przyjaciol i samemu stawac sie ich przyjacielem. Szczesciem jest pomagac ludziom, bo wtedy nie myslimy o sobie; wychodzimy ze swojej ciasnej skorupy uprzedzen; stajemy sie na nowo CZLOWIEKIEM.
Prawdziwe szczescie tkwi w nas samych.
Tylko wtedy, gdy podzielimy sie nim z drugim czlowiekiem, bedziemy naprawde szczesliwi.

wtorek, 1 sierpnia 2006

List do Przyjaciela

10 maja 2004 r. poniedziałek


Najdroższy Przyjacielu!
Czy jeszcze o mnie pamiętasz?
Czy czasem wspominasz leśny obóz, najpiękniejszy w Twoim i moim życiu?

Ja nigdy nie zapomnę jeziora, które nazywaliśmy „ łagodnym okiem błękitu”, bezpiecznego dachu namiotu, zapachu i smaku wieczornego ogniska oraz aksamitnego parasola gwiazd nad naszymi głowami. Napisałeś do mnie jeden, jedyny list od czasu, kiedy się rozstaliśmy, kiedy każde z nas odeszło w swoją stronę. Ty wróciłeś do swojego miasta, hałaśliwej betonowej dżungli, oplecionej siecią połączeń tramwajowych. Ja wróciłam na Śliwowe Wzgórze, do domu.
Pytałeś, jak wygląda mój świat. Czy są drzewa, strumyk, kwiaty, ptaki i czy rzeczywiście, gdy się stanie na palcach, można wyciągniętą ręką dotknąć nieba?
Nad brzegami mówiłeś, że pewnie nigdy nie będziesz mógł mnie odwiedzić. Czyżbyś już zapomniał, jak na skrzydłach wyobraźni leciałeś tutaj, do zagubionej między wzgórzami wioski, przeciętej błękitną wstążką rzeki? I kto był Twoim przewodnikiem, który wiódł Cię po jarach, parowach, miedzach, a nawet ruinach starego zamku na wzgórzu? A czy pamiętasz, kiedy byłeś zmęczony, jak zatrzymywałeś się w małym, drewnianym domku, otoczonym drzewami śliwowymi? I kto podarował Ci kubek chłodnej, krystalicznej wody, najsmaczniejszej, bo danej ze szczerego serca? Czy teraz chcesz wrócić tu znowu?


I znowu łagodnie wylądowaliśmy na Śliwowym Wzgórzu. Śliwowe Wzgórze leży w samym środku Wszechświata. Zawieszone między ziemią a niebem dąży usilnie do nieba, a przy ziemi utrzymuje je kotwica człowieczeństwa. Trudno powiedzieć, jak bardzo jest z nimi związane. Leży na tyle wysoko, by być jak najbliżej Boga i na tyle nisko, by można było bezpiecznie zeskoczyć na twardą rzeczywistość.
Północ jest jedyną stroną, która łączy Śliwowe Wzgórze ze światem. Za ochronnym pasem zieleni biegnie ścieżka, która prowadzi w świat. Codziennie rano opuszczam Śliwowe Wzgórze i udaję się w stronę twardej rzeczywistości. Ale ścieżka pozwala też wrócić. Wybiega , okrąża całą okolicę i powraca do domu. Bo Śliwowe Wzgórze to mój dom, w którym czuję się bezpiecznie. Dom, którego mieszkańcy są szczęśliwi, pomimo burz, które czasem szaleją nad małym dachem. Dom spełniających się marzeń i nadziei na przyszłość. Dom z oknami na cztery strony świata, przez które można obserwować ciągle zmieniające się obrazy mojej małej ojczyzny - Zaborowa.

* * *


Od wschodu wzgórze łagodnie opada tak, aby wschodzące słońce nie miało żadnych przeszkód w zaglądaniu do okien i zdążyło na czas wszystkich obudzić. Las wyścieła drogę słońcu niczym puszysty dywan zmieniający barwę wraz z porami roku. Strzeliste promienie - małe stopy słońca - ostrożnie stąpają po tym dywanie, który mieni się na złoto, srebrno, zielono...

Las to olbrzymia sala koncertowa. Gra tu wszystko, począwszy od olbrzymich koron drzew, na małych owadach skończywszy. Muzyka lasu to jednostajny szmer liści, chóralny śpiew ptaków, cichy akompaniament strumyka, a także donośne stukanie dzięcioła, który jest najlepszym leśnym perkusistą. Muzyka na skrzydłach wiatru wiruje w przestrzeni, otacza Śliwowe Wzgórze i napełnia je dźwiękiem. Można powiedzieć, że muzyka tutaj jest jak powietrze, którym oddychają wszyscy mieszkańcy Śliwowego Wzgórza.

***




W głębi lasu wije się srebrzysta wstęga - strumyk. Jest to istota dość oryginalna - śmieje się przez cały rok w przeróżnych tonacjach, nawet wtedy, gdy jest skuty lodem. Na wiosnę jest to śmiech triumfalny, manifestacja zwycięstwa nad zimą. W lecie - śmiech towarzyski, zachęcający wszystkich do skorzystania z ożywczej kąpieli. Jesienią strumyk śmieje się z nutą melancholii, odrobiną zamyślenia i smutku. Zimą - to śmiech buntu, ale i rezygnacji oraz spokojnego oczekiwania na cieplejsze dni.

Strumyk jest istotą dumną i niezależną. Chociaż w końcu łączy się z rzeka, jednak czyni to z miną dość zarozumiałą, jakby chciał powiedzieć: "Finis coronat opus" (łac. ’koniec wieńczy dzieło’). Od samego źródła do ujścia wije się niespokojnymi meandrami, szukając najdogodniejszego przejścia. Nie baczy na przeszkody, rzuca się na łeb, na szyję ze skalnych półek, przebija głową mur i drąży z uporem swoje koryto.



* * *

Jeśli zwrócimy się na południe, pola i łąki są przestrzenią łączącą Śliwowe Wzgórze z kolejną plamką na mapie Wszechświata: Doliną Piratów. Pomimo groźnej nazwy jest to prawdziwa oaza spokoju. Pośrodku polany tkwi od wielu lat potężna, rozłożysta wierzba, nazwana w dzieciństwie przeze mnie Kapitanem Hakiem i wyglądająca niczym odwieczny strażnik Doliny. Łagodne wzniesienia, które okalają polanę, porośnięte są najpiękniejszymi drzewami : sosnami i brzozami.

Takie miejsca, jak Dolina Piratów, rozsiane są w najbliższej okolicy jak wysepki na oceanie albo oazy na pustyni, a każde ma inny wygląd, odmienny charakter. W każdym z nich panuje inny nastrój : w Dolinie Piratów jest to spokój i wyciszenie, w Wąwozie, który podobnie jak wąwóz termopilski, był miejscem naszych dziecięcych bitew, unosi się echo wojennych okrzyków i zwycięstw.


* * *

Od Śliwowego Wzgórza wychodzi droga, która prowadzi w stronę zachodzącego słońca. Jest to droga, którą każdy musi przebyć sam. Lecz co jest na końcu tej zaczarowanej drogi? Ci, którzy nią podążyli w zachodzie swego życia, nie powrócili, aby nam to opowiedzieć.

Droga biegnie pod górę. Wije się zakrętami, mija zielone, brzozowe zagajniki, ludzkie domostwa, przecina pola obsiane pszenicą i ludzką pracą. Czasem jest to droga równa, czasem wyboista. Ale po pewnym czasie dochodzi do wierzchołka wzgórza, na którym stoi dębowy krzyż. Każdy, kto idzie tą drogą, przechodzi obok niego, zatrzymuje się, odpoczywa, spogląda wstecz, a potem w dal... i idzie dalej. Ale teraz jest już łatwiej. Droga biegnie z góry. I dalej zakręca, mija pola, lasy... Aż do końca. Którego nikt z nas nie zna.



* * *

Czy już sobie przypomniałeś? Przecież byłeś tu zawsze. Kiedy słońce ukazywało na horyzoncie swoją promienną twarz, to była Twoja twarz. Patrzyłeś na mnie błękitnym okiem nieba, a kiedy było mi smutno, płakałeś razem ze mną deszczowymi łzami. Kiedy radosny śpiew ptaka przenikał całą okolicę, słyszałam w nim Twój głos, który sprawiał, że życie nabierało barw. Wiatr, który łagodnie muskał i chłodził rozpaloną twarz, to były Twoje dłonie.

Teraz już wiem, dlaczego od pierwszej chwili, gdy Cię zobaczyłam, miałam pewność, że Cię znam od zawsze. Teraz już wiem, dlaczego Śliwowe Wzgórze przywitało Cię jak swego.

I teraz, gdziekolwiek jesteś, zawsze będziesz należał do Śliwowego Wzgórza - mojej i Twojej krainy spokoju, naszej bezpiecznej przystani dzieciństwa.




Kiedyś powrócimy tu razem.
Usiądziemy na drewnianej ławce pod pnącą różą i nagle wszystko stanie się jasne i oczywiste. Trwałe i niezmienne. I żadna siła na świecie tego nie zmieni.

Czy Ty też tego chcesz?

Twoja najlepsza Przyjaciółka

czwartek, 6 lipca 2006

Curriculum vitae


Kim jestem?
Dlaczego jestem?
Jaka jestem ?
Jestem obywatelką kraju nad Wisłą.
Nieodrodną córką moich rodziców, mieszkanką małego, drewnianego domu na wzgórzu. Moje pochodzenie jest podobne do wielu innych: zostałam urodzona siłami natury i figuruję pod nazwą „pokolenie Czarnobyla”.
Obecnie jestem na etapie ciągłej edukacji - rozpoczęłam moje wymarzone studia filologii niemieckiej i wbrew wszystkim opiniom, jakie o języku niemieckim krążą, wciąz uważam, że to piękny język.

Miloscia mego zycia i czescia mojej duszy jest MUZYKA. Granie, spiewanie, komponowanie harmonii i sluchanie : zajecia, ktore moge wykonywac bez konca.

Moja codzienna modlitwa:
Boze! Prosze, daj mi sily, abym pogodzil sie z tym, czego zmienic nie moge, odwagi, abym zmienil to, co zmienic moge i madrosci, abym potrafil odroznic jedno od drugiego.
Reinhard Niebuhr

Daze do doskonalosci. W Nim.