wtorek, 30 października 2007

Wkraczając w 21. wiek ;) czyli mein Geburtstag :D


♫ I'm a twenty something ♫
by Jamie Cullum


After years of expensive education,
a car full of books and anticipation,
I'm an expert on Shakespeare and that's a hell of a lot
but the world don't need scholars as much as I thought.

Maybe I'll go travelling for a year,
finding myself or start a career.
I could work for the poor though I'm hungry for fame
we all seem so different but we're just the same.

Maybe I'll go to the gym, so I don't get fat,
aren't things more easy with a tight six pack?
Who knows the answers? Who do you trust?
I can't even separate love from lust.

Maybe I'll move back home and pay off my loans,
working nine to five answering phones.
Don't make me live for my friday nights,
drinking eight pints and getting in fights.

I don't want to get up, just let me lie in,
leave me alone, I'm a twenty something.

Maybe I'll just fall in love that could solve it all,
philosophers say that that's enough,
there surely must be more. Ooooh

Love ain't the answer nor is work,
the truth eludes me so much it hurts.
But I'm still having fun and I guess that's the key,
I'm a twenty something and I'll keep being me.

doh dah duh dah, do duh dah dah dah
doh dah duh dah, do duh dah dah dah
doh dah duh dah, do duh dah dah dah
doh dah duh dah, do duh dah dah dah

I'm a twenty something.
Let me lie in, Leave me alone.
I'm a twenty something.


doh dah duh dah, do duh dah dah dah
doh dah duh dah, do duh dah dah dah
doh dah duh dah, do duh dah dah dah
doh dah duh dah, do duh dah dah dah
***
No i wkroczylam w 21. wiek ;P piosenke juz dawno sobie obiecalam, ze na te okazje wstawie ;) przeuroczy tekst, a jaki prawdziwy :P
Ale tak serio, to moj dzien urodzin dopiero sie rozpoczal. Od serii smsow z zyczeniami od znajomych :) dzieki wielkie, jestescie kochani :) poza tym, to mam do przezycia 12 godzin na zajeciach, wiec wcale nie swiatecznie ;P
Ale zeby napisac cos bardzo madrego, a nie splycic...
Impossible is nothing.
I tego sie trzymajmy na kolejny rok zycia :)

czwartek, 25 października 2007

Gdybym był bogaty...


Millionär
Die Prinzen

Ich wär' so gerne Millionär

dann wär mein Konto niemals leer.

Ich wär' so gerne Millionär - millionenschwer.
Ich wär' so gerne Millionär

Geld. Geld. Geld...

Ich hab' kein Geld, hab' keine Ahnung
doch ich hab' 'n grosses Maul!
Bin weder Doktor noch Professor,
aber ich bin stinkend faul!
Ich habe keine reiche Freundin
und keinen reichen Freund
von viel Kohle
hab' ich bisher leider nur geträumt.

Was soll ich tun? Was soll ich machen?
Bin vor Kummer schon halb krank,
hab' mir schon ein paar Mal überlegt,
vielleicht knackst du eine Bank.
Doch das ist leider sehr gefährlich
bestimmt werd' ich gefasst,
und ausserdem bin ich doch ehrlich
und will nicht in den Knast!

Ich wär' so gerne Millionär
dann wär mein Konto niemals leer.

Ich wär' so gerne Millionär - millionenschwer.

Ich wär' so gerne Millionär


Knete. Knete. Knete....

Es gibt so viele reiche Witwen,
die begehr'n mich sehr;
Sie sind so scharf auf meinen Körper
doch den geb' ich nich' her.
Ich glaub', das würd' ich nicht verkraften,
um keinen Preis der Welt,
deswegen werd' ich lieber Popstar
und schwimm' in meinem Geld!

Geld.Geld.Geld...

Ich wär' so gerne Millionär
dann wär mein Konto niemals leer.

Ich wär' so gerne Millionär - millionenschwer.

Ich wär' so gerne Millionär.

ahhh...
Ich wär' so gerne Millionär
dann wär mein Konto niemals leer.

Ich wär' so gerne Millionär - millionenschwer.

Ich wär' so gerne Millionär.


Ich wär' so gerne Millionär

dann wär mein Konto niemals leer.

Ich wär' so gerne Millionär - millionenschwer.

Ich wär' so gerne Millionär.


Millionär

wtorek, 23 października 2007

Babskie tematy...?

Ponizszy wywod to moja refleksja, kiedy ostatnio mi sie przypomnialo, jak na kampie moj przyjaciel na moja uwage o dyskusji o samochodach powiedzial : "A co, przeciez nie bede dyskutowal z dziewczynami o ciuchach i kosmetykach."

Moja najlepsza kumpela na roku jest dziewczyna z ktora (odkad pamietam) nigdy nie gadalam na tzw. babskie tematy, czyli ciuchy, kosmetyki, diety i chlopaki. Byloby to dla nas zenujace wrecz. Skoro powszechnie wiadomo, ze ubrania sie kupuje i nosi, a kosmetyki uzywa, to po co jeszcze o tym dyskutowac? Rownie dobrze moznaby prowadzic dyskusje o myciu zebow. Nasze top tematy to: oczywiscie studia, potem sport, polityka, gospodarka, komputery, muzyka, film i inne. Czyli wszystko, co nas interesuje. Jakos malo babskie tematy. Nie wiem, moze to my tak skrzywione jestesmy.
Czasem mialam okazje wracac z innymi kolezankami z zajec i z nadmiaru czasu do autobusu wloczylysmy sie po galeriach ogladajac ciuchy. Zajecie bezsensowne i irytujace, przymnajmniej dla mnie, bo kiedy nie mam konkretnego celu ani odlozonej kasy, to nie widze potrzeby draznienia sie widokiem rzeczy, ktorych nie potrzebuje. Ale jest sie w koncu dziewczyna, to trzeba wykazac jakies minimalne zainteresowanie tymi prozaicznymi dziedzinami kobiecego zycia. W koncu nie sama muzyka i nauka sie zyje.
Niekonczace sie historie moich kolezanek o odchudzaniu doprowadzaja mnie do znudzenia. Owszem, ciesze sie, kiedy po chorobie schudne pare kilo i ubrania nawet lekko na mnie wisza, ale obsesja na punkcie dodatkowych kilogramow - no way.
Chlopaki... Kiedy idziemy z Anka, moja najlepsza kumpela i czasem dolacza do nas Justyna, ktora znamy jeszcze z gimnazjum i zaczyna opowiadac, jak to ona razem z jej Gabrysiem wybrali sie na obiad i inne takie detale z codziennego zycia, kiwamy z Anka z poblazaniem glowami i usmiechamy sie do siebie, zeby Justyna nie widziala. Nie mamy praktyki, nie mamy takich potrzeb, no to co mamy mowic?
Ale co tam. Przeciez dziewczyny to dziewczyny. Najlatwiej je wrzucic do jednego worka i traktowac jak istoty nizszego rzedu, z emocjonalnym podejsciem do zycia, budowa ciala dostosowana do wykonywania czynnosci domowych (teoria stop i zlewozmywaka ;P) i rodzenia dzieci (od razu piecioro, co bedzie sie rozdrabniac). Kobieta musi sie wygadac, a facet musi miec swiety spokoj. Tak to funkcjonuje w swiecie.

Nie oznacza to, ze sie buntuje przeciwko byciu kobieta .
Ale nie lubie generalizowania na swoj temat, bo zbyt wiele cech mojej psychiki jest meskich (glownie chec przewodzenia, zdolnosci analityczne i generalnie racjonalne podejscie - z malymi wyjatkami ;) i przez to jestem troche innym typem kobiety, niz te ogolnie postrzegane.
Dobrze mi z ta moja wewnetrzna wolnoscia do wyrazania siebie i uwazam siebie za pelnowartosciowego czlowieka w kazdym aspekcie.

Z tego wynika moja postawa : jezeli facet widzi we mnie tylko kobiete, to nie mam ochoty sie z takim zadawac. Takich jest pelno.
Jesli widzi we mnie czlowieka, to moze byc moim przyjacielem.
Ale chyba najwyzszy poziom to postrzeganie mnie jako czlowieka i kobiety... Tego jeszcze nikt nie osiagnal... I to chyba jest przywilejem jedynego czlowieka na swiecie, ktorego jeszcze nie znam, a ktory byc moze jest przeznaczony dla mnie...

Moze tak pozornie bez zwiazku z tematem, ale jednak:

Trzy są źródła ludzkich popędów i pragnień: dusza, rozum i ciało. Pragnienia duszy - rodzą przyjaźń, rozumu - szacunek, ciała pożądanie. Dopiero połączenie tych trzech pragnień rodzi miłość...
sentencja staroindyjska

Pozostawiam temat do przemyslenia.
Pozdrawiam :)
Kika

piątek, 19 października 2007

Dążę do...


Mein fester Plan: ich mache keine Pläne.
Gabriel Laub

Każdy człowiek przychodzi na świat z silnym poczuciem niezależności. Kiedy rodzi się taki mały i bezbronny, nie potrafi nawet chodzić i jest zdany na matkę, która go nosi, marzy o chwili, kiedy będzie mógł stanąć na własnych nogach. Pierwsze kroki świętuje z dumą. Każda nowa umiejętność to kolejny etap niezależności.
Każdy człowiek marzy o szczęśliwej przyszłości. To także element uzyskania niezależności. Jeśli chodzi o planowanie przyszłości, niemal wszyscy zachowują się jak artyści.

Są ludzie, którzy są fotografami. Kolejny dzień jest niewielką fotografią z wieloma drobnymi elementami: wyjście do szkoły czy pracy, gotowanie obiadu, robienie zakupów, naprawa samochodu, spotkanie z przyjaciółmi i tak dalej. Po skończonym dniu wieszają fotografię na ścianie i robią kolejną. Ich życie to pokój z wieloma fotografiami w kwadratowych ramkach.

Niektórzy ludzie to artyści wielkiego formatu. Ich obrazem przyszłości jest ogromne płótno. Żyją wizją swojego arcydzieła, które musi być tak duże i tak oryginalne, jak tylko potrafią. Każdego dnia dodają kolejne warstwy farby na lniane płótno swojego życia. Wierzą, że ich dzieło uczyni ich nieśmiertelnymi. Poświęcają mu całą swoją energię i zaangażowanie, nie oglądając się na innych, chyba, że są potrzebni do pozowania. Ich życie to atelier z ogromnym płótnem na ścianie.


Ale są ludzie, którzy nie mają potrzeby wizualizować swojej przyszłości. Wolą odczuwać ją teraz i słuchać jej. Ci ludzie są muzykami.
Muzyka należy do niewidzialnej rzeczywistości. I chociaż nuty są widzialne, funkcjonują jedynie jako symbole.

Muzycy są wszechstronni - grają zarówno proste piosenki, jak i wielkie koncerty. W odróżnieniu od malarzy, nie tworzą swojej przyszłości sami. Owszem, są samotni, genialni wirtuozi, poszukiwani i obsypywani nagrodami. Ale ta spektakularna moc muzyki tkwi w potędze instrumentów orkiestry i chóru.
Muzycy nie są z reguły kompozytorami. Zazwyczaj grają oni utwory innego kompozytora. Współpracują z innymi muzykami, by razem wykonać dzieło mistrza.


***

Czasami zastanawiam się, jak prowadzę swoje życie? Czy jest ono pokojem z fotografiami, pracownią malarską z ogromnym płótnem czy może salą koncertową?


Są dni, które fotografuję i odwieszam na ścianie, wypełniając je punkt po punkcie. Nie zastanawiam się, jaką wartość artystyczną mają. Później wchodzę do tego pokoju i wspominam dni z fotografii, bardziej lub mniej udane. Moja mała przestrzeń wspomnień.


Czasem zabieram się za planowanie mojego życia jak wielkiego obrazu. Układam go w głowie, wytężam wszystkie siły, żeby zrealizować moje wielkie marzenia, każdego dnia nanoszę na płótno kolejną plamę sukcesu. Ale kiedy zaczyna się walić albo nagle moja wizja okazuje się inna niż rzeczywistość wokół mnie, tracę siły... Mój wymarzony obraz staje się nierealny...


Staram się prowadzić moje życie jak muzyk. Dostaję moje nuty do zagrania i mam zrobić to najlepiej, jak potrafię. Są obok mnie ludzie, z którymi współpracuję, żeby wszystko brzmiało w pełni. Tak, jak skomponował to Mistrz. Moje życie to sala koncertowa. Życie nie w ukryciu i zaciszu pracowni. To życie w napięciu i pod obserwacją. Każdego dnia nowe zadanie do wykonania i nowe przeżycia. Ale satysfakcja jest w każdej minucie gry. Nie układam swoich planów. Moim planem jest wykonywanie dzieła Mistrza. Efekt końcowy: doskonałość i nieśmiertelność. Atrybuty Mistrza.

Ciągle dążę do niezależności i nieśmiertelności... Jestem przecież człowiekiem...



niedziela, 14 października 2007

Weekend w górach w hotelu 5gwiazdkowym, czyli zjazd w Leksandrowej :)

Stało się już naszą tradycją wybierać się na jesienne zjazdy młodzieżowe do Leksandrowej. Tym razem pojechaliśmy zorganizowaną ekipą - zespołem Kanaan z naszego okręgu :) pomimo drobnych utrudnień (przebita dętka, korki na drodze, deszcz) dotarliśmy późnym wieczorem do kaplicy i zaczęliśmy przygotowania...


Piątek wieczór w kaplicy - ostro ćwiczymy do północy ;) mamy śpiewać na nabożeństwie :)
Kika w swoim żywiole :D nawet kolacja przestaje być atrakcyjna, gdy się żyje muzyką ;)


Noclegi w Leksandrowej w niczym nie przypominają noclegów na typowych zjazdach. Jeśli powiemy, że przez 2 dni spałyśmy z Olą w 2osobowym pokoju z 2 łóżkami, pościelą, szafą na ubrania i szafką na buty, to zaczniecie pytać, ile też mogło to kosztować? Do tego pełne wyżywienie (słynne leksandryjskie posiłki i ciasta :) i gorący prysznic - normalnie klasa Exclusive :) Za jedyne 5 zł :) Takie rzeczy tylko w Erze ;P


Tutaj jest naprawdę pięknie... Górzyste tereny i jesienna przyroda :)

Nabożeństwo i część popołudniowa. Tematykę biblijnego sądu i problem klątwy bardzo dokładnie i wyraziście przekazał pastor Andrzej Siciński. Wiele spraw mi to rozjasniło.

Zespół Kanaan w pieśni "Dzięki Ci" - całkowicie naszego autorstwa :)

Oprócz 3 naszych pieśni prowadziliśmy też śpiew w części popołudniowej - pieśni syjońskie z pianinem i 2 gitarami :) niezapomniana pieśń na zakończenie zjazdu 352 "Do Ciebie Boże mój" z ostatnią zwrotką z przejściem o tonację w górę, śpiewana przez cały zbór z niezwykłą radością i mocą :D w takich chwilach chciałoby się, żeby to trwało wiecznie :)


Po takim intelektualnym przekarmieniu należało dać ciału, co mu się należy. Rozgrywki w siatkę, piłkę nożną i reczną oraz w ping-ponga trwały aż do północy ;) niektórzy (Ola) musieli chyba na niezłych speedach jechać :P
Nie wszyscy dotrwali na boisku i część osób zdecydowała wrócić do kaplicy wcześniej. Było trochę przygód, zarówno w drodze na salę, jak i powrotnej :P chociażby zjeżdżanie na wstecznym po schodach w dół (zataję dane osobowe ;P ) Notoryczne łamanie przepisowej liczby pasażerów stało się tradycją : 7 osób w maluchu, 6 osób w standardowym osobowym plus jedna ...

... w bagażniku ;)

Noc była długa... dla niektórych trwała do 6 rano :P spędzona na rozmowach grupowych i sam na sam ;) "męskie rozmowy, takie o życiu i śmierci, a rano..." ;) 4 godziny snu to jednak za mało, żeby się zregenerować, jak następnego dnia można było zauważyć na obliczach niektórych...


Cała ekipa zjazdowa, czyli przetrwają najsilniejsi ;)
Już pożegnania nastał czas, już opuszczamy was...
Do zobaczenia za rok o tej samej porze :)

piątek, 12 października 2007

Pozytywne oblicze pesymizmu

Ostatnio w ramach przygotowywania prezentacji o reklamie na zajecia, trafilam na ciekawa ksiazke z dziedziny psychologii spolecznej:


Ukryte sensy zachowania. Rozmowy o wywieraniu wpływu i reklamie

Dariusz Doliński, Bogusława Błoch


Obszerna recenzja ponizej.

http://www.granice.pl/?id=5&id3=698

Mnie zainteresowal szczegolnie ostatni rozdzial, ktory mowil o pesymizmie i optymizmie. Powszechnie uwaza sie, ze optymizm, polaczony z aktywnoscia, zdobywaniem sukcesu, podejmowaniem wyzwan, patrzeniem z nadzieja jest pozytywny, a pesymizm, czyli obojetnosc, apatia, rezygnacja, jest negatywny.

Dowiedzialam sie ciekawej i zastanawiajacej dla mnie rzeczy: pesymizm wcale nie musi byc taki zly, jak sie o nim powszechnie mowi. Rozroznia sie dwa rodzaje pesymizmu: pesymizm defensywny i depresyjny. O ile ten drugi jest uznawany za szkodliwy, laczy sie z apatia, utrata sensu zycia, bezcelowoscia dzialan i moze prowadzic do negatywnych stanow psychicznych i fizycznych, to pesymizm defensywny moze okazac sie bardzo potrzebny. Jest to postawa zachowawcza. Czlowiek unika skrajnych emocji typu euforia i depresja, ale stara sie zachowac rownowage. Kiedy ma przed soba trudne zadanie do zrealizowania, zaklada z gory, ze moze odniesc porazke. Nie nastawia sie optymistycznie na sukces, bo wie, ze odczucia po doznanej porazce sa silniejsze niz po osiagnietym sukcesie. Jego celem jest chronienie poczucia wlasnej wartosci przed zniszczeniem go przez ewentualne niepowodzenie. Co ciekawe, to zalozenie, ze moze poniesc porazke, jest motorem, ktory napedza go do pokonania przeszkody i nieraz dziala stuteczniej niz huraoptymizm, ktory czesto nie zauwaza realnych przeciwnosci i nie osiaga celu. Szczegolnie nasilone jest to u ludzi o wysokiej, ale niepewnej samoocenie. Autor zacheca, aby jednak byc elastycznym i umiec zmieniac orientacje w roznych sytuacjach ze sprawczej, aktywnej, na defensywna i odwrotnie.

Bylo to dla mnie bardzo pomocne, m.in. w zrozumieniu podejscia mojego przyjaciela, ktory mowi o sobie, ze jest pesymista. A mimo to (a moze wlasnie dlatego) realizuje swoje zadania, ktore sobie zaplanuje i udaje mu sie. Unika skrajnych emocji i zaklada mozliwosc niepowodzenia. Oszczedza sobie dzieki temu niszczenia poczucia wlasnej wartosci.

Moze faktycznie tak jest latwiej. Ja mam nieraz nierealistyczne optymistyczne podejscie i postawe nastawiona na dzialanie bez ogladania sie na koszty czy rozwazanie wystapienia ewentualnej porazki. I kiedy tak sie dzieje, wpadam w hustawke nastrojow - od euforii do depresji. A jak wynika z innej czesci ksiazki, ludzmi o skrajnych emocjach mozna latwo manipulowac.

Gdyby wpadla wam ta ksiazka w rece, goraco polecam. Psychologia spoleczna to fascynujaca dziedzina i zainteresowala mnie na II roku, kiedy na cwiczeniach mielismy tematy o konformizmie, wplywie spolecznym, dlaczego ludzie w tlumie czuja sie bezkarni i wiele innych ciekawych zagadnien. A takze jak ludzie probuja przerzucic swoje niepowodzenia i negatywne myslenie o sobie przez rozne zachowania. Obserwowanie ludzi przez pryzmat takich badan staje sie efektywniejsze i ciekawsze. Pozdrawiam serdecznie :D

wtorek, 9 października 2007

I hate Tuesdays :P

Uuuch, niektorzy moze nienawidza poniedzialkow, ale dla mnie wtorki moglyby nie istniec, a przynajmniej nie dawac tak dobitnie o sobie znac :P od 5 rano na nogach, zajecia na uczelni ciurkiem od 8 do 15, a potem zmiana warty - muzyczna od 15 do 20 :P
Nie no, na uczelni nawet przyjemne zajecia mamy :) zaczelismy taki przedmiot, jak Historia Jezyka Niemieckiego z Elementami Gramatyki Historycznej i uswiadomilam sobie, ze na ten przedmiot tak naprawde czekalam od rozpoczecia tych studiow :) wyobraz sobie, ze poznajesz jezyk nie w tym wygladzie, ktory mamy obecnie, taki prosty i nieciekawy, ( ;P) ale taki od korzeni, od poczatkow :) i kiedy nagle niezrozumiale struktury gramatyczne staja sie jasne i zrozumiale, bo widzisz, skad sie one wziely :) na II roku mielismy historie Niemiec i ogromnie lubilam ten wyklad, nie tylko dlatego, ze wykladowca byl bardzo sympatyczny, przystojny i w ogole bylam jedyna osoba, ktora zabierala rozsadnie glos na jego wykladach;) tak ogolnie bylo fajnie poznawac historie z innej perspektywy :) a teraz ta historia jezyka :) wiem, potem bede narzekac, ze duzo materialu i nie wyrabiam, ale chcialam znalezc na tych studiach cos, co bede lubiec sie uczyc, a nie tylko bede musiec zaliczac :P
Takie moje wrazenia z poczatku drugiego tygodnia na uczelni ;) oczywiscie chaos z ustalaniem grafika, trzymam ostro swoich interesow muzycznych, zeby mi nie powstawiali zajec na moje fortepiany i inne, coraz trudniej walczyc :P jakos trzeba przetrwac, a potem zaczna sie kola :P
Czarno widze zarywanie weekendow na zjazdy i proby, bo to jedyny czas, kiedy moge sie uczyc... Damy rade, jak zawsze :)

I'm a twenty something and I'll keep being me :P

niedziela, 7 października 2007

Audiencja w rezydencji Królów ;)


Nasi przemili sąsiedzi Królowie za 2 tygodnie wracają do Stanów i zaprosili nas na pożegnalny obiad. Atmosfera sympatyczna, serdeczna, bo jesteśmy dla nich prawie jak rodzina :)
Trafiła się okazja do zdjęć: no to umieszczam kilka :)

Uśmiech - zdjęcia polecą do Ameryki :)

Ponieważ to mój blog -wiec wstawiam moje zdjęcia :P kolorki tego obrazu są przeurocze :)

Sesja przy lustrze - kim jest prawdziwa Kika?


Kim jest ta, której wzrok śledzi mój każdy krok...?



Znów w odbiciu widzę całkiem obcą twarz...

Lustro odpowiedź zna, kim jest to drugie ja...
Niechaj ono zdradzi to, prawdę niech już da!...


Którą drogą odejść stąd, która z nich jest zła...

środa, 3 października 2007

Praktyki, praktyki... I po praktykach...


Trochę żal, że to już koniec...

Przywiązałam się do tych dzieciaków, takie mądre i grzeczne były. Lekcje zwłaszcza z 4 klasą to była czysta przyjemność nauczania :)
Odchorowałam to: zapalenie gardła, krtani i tchawicy, kilka stanów depresyjnych, stres i ogólne rozbicie, ale co tam. Było super :) na szczęście ten zawód mi nie grozi ;)
Papierkowa robota już prawie za mną. 35 konspektów napisanych, machnąć tylko Praktikumsbericht i żegnaj, szkoło, na rok... Czeka mnie słynne gimnazjum :P trzeba sie psychicznie przygotować :P