Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z marzec, 2016

Domi&Łukasz - wedding day

Z trudem zbieram zaspane myśli, żeby napisać parę słów o wczorajszym dniu. Dominika z Łukaszem się pobrali, wesele się odbyło, wróciłam do domu przed drugą, wstałam o 11. Tak w największym skrócie :P Byłam na ślubie, ale paradoksalnie ślubu nie widziałam :P pomieszczenie, w którym stał sprzęt nagłaśniający w kościele ewangelicko-reformowanym było oddzielone od sali ścianą i nie miało żadnego okna. Nie było też początkowo żadnego kabla, żeby podłączyć komputer i włączać z niego muzykę, ale z pomocą Łukasza-fotografa wymyśliliśmy połączenie zastępcze. Moimi oczami była Ola, która stała w drzwiach do zakrystii i mówiła mi na bieżąco: "tak, stoją już na końcu kościoła; dziewczyny podeszły do mikrofonu; świadek jeszcze podpisuje, pastor jeszcze siedzi", dzięki temu miałam jakiś pogląd na to, co się w głównej sali działo. Wyszłam tylko raz, kiedy sama śpiewałam pieśń i byłam w lekkim szoku, bo nie poznawałam Dominiki w ślubnym makijażu. Nie widziałam też akcji z obrączką, którą ś…

Patrz wyżej - festiwal Hosanna 2016

Czekałam z drżeniem na festiwal, ale wszelkie obawy okazały się zbędne. Pomimo poprzedzających dni, w których miałam gorączkę, ból głowy i grypowe osłabienie, dzięki modlitwom moich przyjaciół (Livin' on a prayer ;) dojechałam w piątek do Częstochowy z energią, która towarzyszyła mi przez cały weekend. Jak było?  Piątkowy wieczór muzyki i słowa odbywał się pod ogólną tematyką życia chrześcijańskiego i oczekiwania  na powtórne przyjście Jezusa. Wieczorny program rozpoczął zespół festiwalowy w nowej, akustycznej odsłonie, który poprowadził pieśni z mieszanego repertuaru: nieco starsze z dawnych festiwali i campów oraz nowe, współcześnie napisane, jak "Niepokonani" czy "Przed metą". W trakcie programu wystąpił zespół Agape z Chorwacji, główny muzyczny gość festiwalu. Zespół odwiedził już Częstochowę 18 lat temu. Są znani w swoim kraju dzięki udziałowi w telewizyjnym show typu "Mam talent", w którym doszli aż do finału i promowali pieśni religijne. Szcze…

Mazurek z daktylami

Udało się, upiekłam! Przed wami tradycyjne polskie ciasto, pieczone w okresie Wielkanocy, czyli mazurek, z przepisu na mazurek z daktylami z Moje Wypieki. Piekarnik jest w fazie testowania, więc niestety dolna część zarumieniła się szybciej, niż górna, ale w smaku jest dobre (potwierdzone info od sąsiadów).  Użyłam daktyli, które przywiozłam z Izraela, a skromna dekoracja z ziaren słonecznika ma symbolizować palmę daktylową. Nie jestem mistrzem dekorowania ani nie miałam super ekstra dodatków, więc musicie mi uwierzyć na słowo :) ciasto jest takim skrzyżowaniem polskiej tradycji ze smakami orientu, co po ostatniej wizycie w Izraelu nieustannie mi towarzyszy. A skoro mówimy o mazurkach, to do tego apetycznego widoku dołączam wrażenia słuchowe: Mazurek D-dur op. 33 nr 3 Chopina, wykonywany przez Seong-Jin Cho, zwycięzcę ostatniego konkursu chopinowskiego. I znowu mamy skrzyżowanie polskiej tradycji ze wschodem :)

Pieczone ziemniaczki z tzatziki - nareszcie z własnego piekarnika!

Pieczone ziemniaki z sosem tzatziki Składniki: kilka dużych ziemniaków 1 łyżka przyprawy do ziemniaków 2 łyżki stołowe oleju ogórek 3 łyżki jogurtu naturalnego  2 ząbki czosnku pokrojony koperek sól, pieprz do smaku
Ziemniaki dokładnie szorujemy lub obieramy ze skóry, następnie kroimy w sporą kostkę. Mieszamy je w misce z olejem i przyprawą do ziemniaków. Wykładamy na blachę posmarowaną olejem i pieczemy 40 minut w temp. 180 stopni.
Ogórek obieramy ze skóry, ścieramy na tarce na grubych oczkach, odciskamy nadmiar wody. Zgniatamy obrane ząbki czosnku, dodajemy jogurt, koperek i przyprawy. Całość mieszamy.
Ziemniaki po upieczeniu podajemy razem z sosem tzatziki i innymi składnikami obiadowymi.

Proste, prawda? A jakie dobre :D domowe pieczone ziemniaczki marzyły mi się od dawna, ale takie rzeczy tylko w Bajkówce... Ale w końcu dojrzałam do poważnej decyzji: kupuję piekarnik! 
Zdradzę wam jedną rzecz: w moim cudownym mieszkaniu na poddaszu, oprócz rozlicznych zalet, są też nieliczne wady. Do…

Adventurer to my!

Taka mała radostka: nagrałam polską wersję hymnu Adventurer w studio Głos Nadziei (Hope Channel Polska). Niedługo będzie dostępna na stronie i zuchy z Polski będą się uczyć hymnu po polsku :)
I trochę muzyki na blogu. Ostatnio rzadko czegoś słucham, bo ciężko o dobrą muzykę, ale chciałam polecić ten niesamowity chór męski. Wstrząsnęli moim jestestwem i zapewnili mega wzruszenie.  Zaczęło się od tego...

A potem znalazłam więcej :)
BYU Vocal Point - kameralna grupa wokalna, śpiewają a capella



Poszukajcie więcej, są świetni!

Pray for...

Wszyscy już wiedzą, że wydarzył się kolejny zamach, tym razem w Brukseli. Tym razem znajdowało się tam troje moich znajomych. Wszyscy są cali... Od 11 września 2001 żyjemy w czasach częstych zamachów i im częściej występują, tym mniej jesteśmy zdziwieni. Wchodzi powoli taka znieczulica. Kiedy myślę o tym, robi mi się zwyczajnie smutno, że żyjemy w takiej rzeczywistości. Smutna jest śmierć kilkudziestu osób z powodu bomby. Smutne także jest to, że znowu będzie się mówiło o islamskich terrorystach, podczas gdy cała masa normalnych, zdrowo myślących muzułmanów (a wiem, że tacy istnieją, bo ich poznałam) będzie z tego powodu szykanowana. Smutne jest pojawianie się kolejnych hasztagów #prayfor : #prayforparis, #prayforbrazil, #prayforbrussels, #prayfortheworld... Tak naprawdę nie ma miejsca na ziemi, za które nie trzeba by było się modlić. I to też jest smutne... I dlatego moją jedyną modlitwą wobec tych wszystkich tragedii jest ta pieśń:  Come Lord Jesus - BYU Men's Chorus

Wszyscy mają wagary, mam i ja!

Podbiał pospolity Tussilago farfara 
W dzienniku tekst na dziś brzmiał: "Idź na wagary!" Kusząca perspektywa, ale jak tu pójść na wagary, jak jestem nauczycielem? Uczniowie korzystają z tego całkiem śmiało. Praktyka moich ostatnich lat pracy pokazuje, że w pierwszy dzień wiosny zdarza się, iż jakiś uczeń po prostu nie przyjdzie na zajęcia. Powody są najczęściej zupełnie legalne i usprawiedliwione przez rodziców uczniów, ale wagary się zdarzyły i koniec.  Tego dnia moje zajęcia w biurze skończyły się szybciej, niż zwykle i przede mną roztoczyła się wizja dwugodzinnego okienka między zajęciami. Pogoda właśnie nabrała wiosennego charakteru, wyszło słońce, powiał wiosenny wietrzyk, więc w głowie tłukło mi się postanowienie: jadę nad staw! Jakieś 15 minut jazdy rowerem od domu znajdują się Stawy Raszyńskie i już kilka razy tam byłam. Jest tam kawał wody, trochę zarośli, stadko kaczek, łabędź i kwitnące na wiosnę podbiały. Jak byliśmy dziećmi, wypatrywaliśmy na wiosnę podbiałów, b…

Israeli state of mind, Roversi i historie wojenne

Po ostatnich postach mogło się wydawać, że oprócz Izraela nic więcej się u mnie nie działo, ale to nie jest tak! Oczywiście cały czas żyję Izraelem, ale wracam do rzeczywistości. Spisywałam relacje przez cały tydzień, dzień po dniu. Obrabiałam zdjęcia w moim albumie, kilka pojedynczych wrzuciłam na Instagrama i Facebooka. Śledziłam galerie moich znajomych, którzy też ze mną tam byli. Przez pierwsze dwa dni po powrocie odsypiałam zaległości, a potem regenerowałam schodzone nogi. Oswajałam się z polską temperaturą i mentalnością. Chodziłam do pracy. Gotowałam z radością bardziej złożone potrawy i zajadałam się izraelskimi słodyczami (niestety po powrocie znowu przytyłam 1,5 kilo, czyli odzyskałam to, co straciłam wcześniej, trzeba wrócić do treningów i licznika kalorii). Przymierzam się do zrobienia własnoręcznego hummusu i już z zainteresowaniem patrzyłam na pitę w Biedronce ;) Jednak izraelski stan umysłu nadal jest w mojej głowie. W sobotę rano, pakując torebkę, przyszła mi do głowy…

Izrael - wokół świątyni i Ściany Płaczu. Pożegnanie

I znowu wstajemy wcześnie (nie spać, zwiedzać!). Nie jemy nawet śniadania, tylko zbieramy się, żeby już o 7.30 wejść na dziedziniec świątyni. Wchodzi się tam osobną bramką, podobną do tych jak do Ściany Płaczu i specjalną drewnianą kładką, widoczną na zdjęciu po prawej stronie. Godziny otwarcia są bardzo ograniczone, dlatego trzeba trafić we właściwym momencie, żeby nie stać w gigantycznej kolejce. 

Za nami jest wpuszczana grupa Żydów, eskortowana przez strażników. Mają oni bardzo ograniczony dostęp do dziedzińca, ponieważ teren ten jest zajęty przez muzułmanów. Idąc po pomoście nagle zaczynają śpiewać. Dosyć szybko są upominani przez strażników.  W Izraelu prawie w większości miejsc obowiązuje zakrywanie ramion, głowy i nóg, ale tutaj jest to najsurowiej przestrzegane ze wszystkich miejsc, w jakich byłam, przynajmniej jeśli chodzi o kobiety. Można mieć tylko długie rękawy, najlepiej długie spódnice (spodnie niechętnie są widziane), żadnego odsłoniętego dekoltu czy choćby kawałka brz…

Izrael - śladami Jezusa

Sobota w Izraelu - czy może być lepsze miejsce? A do tego śniadanie na dachu z widokiem na Jerozolimę, dojrzałe awokado i granaty - chyba tylko osoba tak permanentnie niedospana, jak ja wtedy nie doceniała tego w pełni tak, jak na to okoliczności zasługiwały.

Tego dnia chcemy udać się śladami Jezusa, który odwiedzał swoich przyjaciół: Martę, Marię i Łazarza w Betanii. Droga prowadzi po raz kolejny obok Ściany Płaczu, następnie w dół obok Miasta Dawida, przecinamy dolinę Cedronu i wspinamy się na szczyt Góry Oliwnej. 
Na zdjęciach widać dwa wielkie grobowce, jeden z nich to grobowiec Zachariasza, nieco bardziej po lewej znajduje się grobowiec Absaloma. Wszystkie te miejsca oczywiście należy traktować jako umowne i nie przywiązywać do nich wagi, że rzeczywiście pochodzą z czasów biblijnych. Trudno jednoznacznie wskazać, że akurat w tym miejscu dokładnie stanęła ta czy inna postać. Jedno jest pewne: Góra Oliwna jest autentyczna i na pewno chodził tędy Jezus.



Na szczyt Góry Oliwnej prowa…