Przejdź do głównej zawartości

Izrael - od morza do morza

Za nami pierwsza noc w Izraelu, krótka, ciepła, przerywania pianiem koguta. Zbieramy się szybko do dalszej drogi. Dzisiaj będziemy podróżować samochodami przez niemal cały kraj.


Hajfa to miasto portowe na północy Izraela. Jest tutaj co podziwiać :) za mną ogrody Bahai, jedno z cudów architektonicznych i ogrodniczych. Tutaj zobaczyłam też rosnące na drzewach mandarynki i cytryny. Raj na ziemi :)



W pobliżu Hajfy wznosi się góra Karmel, która, jak pamiętacie, wiąże się z wydarzeniami z czasów Eliasza, kiedy naród izraelski przestał czcić Boga Jahwe i zwrócił się do pogańskich bożków. Eliasz obwieścił Boży wyrok: 3,5 roku suszy, a po tym czasie zgromadził naród, króla i proroków Baala na tejże górze. Po dziwacznych występach proroków Baala Eliasz zaniósł modlitwę do Boga i otrzymał odpowiedź na nią w postaci ognia, który strawił ofiarę. Szukaliśmy odpowiedniego miejsca, które by zgadzało się z biblijnym opisem, ale nie jest to łatwe, bo Karmel to właściwie łańcuch górski, a wzgórz jest tam wiele. Jednak jedno z nich pasowało całkiem nieźle i nawet znaleźliśmy coś na kształt ołtarza ;) 


Jeszcze jedną atrakcją Karmelu jest klasztor karmelitów. Ściągają tu grupy pielgrzymów różnych wyznań. Jedna z takich grup, dosyć egzaltowana w wyrażaniu swojej religijności, żywo przypominała nam grupę proroków z czasów Eliasza. 

Na górze Karmel odkryłam kolekcję kaktusów, a że ostatnio robiłam sprawność z kaktusów, mogłam zobaczyć wszystkie gatunki na żywo. W tym klimacie rosną, aż miło.



Kolejnym punktem na naszej trasie było Megiddo, miejsce legendarnych bitew. Tutaj obecnie ciężko zobaczyć coś więcej, niż pola i równiny, ale warto sobie uzmysłowić, że w biblijnym znaczeniu Har Megiddo (Armageddon) to symboliczna nazwa oznaczająca walkę dobra ze złem, gdzie zło zostanie pokonane. 


Wygodne drogi kierują nas do Nazaretu, miejscowości położonej między wzgórzami. Nie wiem, jak wyglądało ono w czasach starożytnych, ale obecnie jest to także miejsce, o którym można powiedzieć jedynie: "czy z Nazaretu może być coś dobrego?" Wąskie, niezwykle strome uliczki, zaśmiecone i przytłaczające. Niestety tak wygląda arabski sposób gospodarowania przestrzenią. 
W Nazarecie znalazłam wreszcie targ, gdzie mogłam kupić mandarynki i awokado. Owoce kupowane tam są zupełnie inne w smaku od tych sprowadzanych do nas. Mandarynki, a właściwie tangerynki są tak słodkie, że rozpływają się w ustach. Awokado zjadłam niemal w całości od razu i było najsmaczniejszym okazem, jaki kiedykolwiek jadłam. Nie ma tu właściwie owoców sprowadzanych (nie jestem tylko pewna co do jabłek), wszystko jest tutejsze i świeże. Choćby dla tego smaku warto tam pojechać. 

Na budynku zakładów buchmacherskich wypatrzyłam brazylijską flagę. 

W Nazarecie turystyczną atrakcją jest Kościół Zwiastowania, który ma dwa poziomy, do każdego prowadzi osobne wejście. Na zewnątrz kościoła znajduje się galeria z wizerunkami Marii z różnych krajów. 
Wersje azjatyckie są bardzo oryginalne, tutaj wizerunek z Chin.

Portugalska Maria wykonana z płytek azulejos, charakterystycznych dla Lizbony.

Ciekawy to kraj, gdzie do każdego miejsca da się dojechać samochodem ;) góra Tabor, uznawana za Górę Przemienienia, wznosi się niedaleko Nazaretu, ale wjazd na nią to przejazd stromymi serpentynami, dla wrażliwych żołądków wrażenie piorunujące. Jej zbocza pokrywają piękne ogrody i pastwiska dla bydła. Wymarzone miejsce do piknikowania z widokiem na kolejne zbocza.


Zjeżdżamy na chwilę z gór w doliny Morza Galilejskiego. Przejeżdżamy przez ruchliwą Tyberiadę i okrążamy jezioro, kierując się do Kafarnaum. Zgodnie z proroctwem wygłoszonym przez Jezusa, straciło ono swoje znaczenie i obecnie znajdują się tam tylko starożytne ruiny oraz kościół postawiony nad rzekomym domem Piotra.



Pogoda jest wyśmienita i nawet znaki zakazujące pływania nie odstraszają mnie od zanurzenia stóp w wodzie. Wkrótce fale bijące o kamienisty brzeg zalewają zupełnie moje spodnie, ale co tam spodnie! Jesteśmy nad prawdziwym jeziorem z czasów Jezusa, gdzie On sam chodził po wodzie, uciszył burzę i wyciągnął mnóstwo ryb w czasie, kiedy nie powinno ich być. Miejsce niezwykłe i w dodatku bardzo malownicze.

With Asia in Asia ;)

Nasz popołudniowy posiłek spożywamy na Górze Błogosławieństw, wznoszącej się tuż nad jeziorem. Widać z niej wodę, winnice, plantacje bananów i opadające ku zachodowi słońce. Nasz posiłek to chleb z Polski, hummus, papryki słodkie i ostre, pomidory i ogórki. Kto ma jeszcze jakieś produkty z kraju, to też zjada. Czytamy fragmenty książki "Najpiękniejsze nauki Jezusa" i rozmawiamy o tym, że jesteśmy dziećmi Bożymi, a to oznacza, że On daje nam tyle, ile jest nam potrzebne na dany dzień i nie musimy się martwić o kolejny. Jest dobrze, syto i spokojnie, prawie tak, jak za czasów Jezusa. 


Okrążamy Morze Galilejskie i kierujemy się na południe, bo dzisiaj mamy zanocować nad Morzem Martwym. Po drodze zatrzymujemy się na chwilę na wzgórzach Golan. Wyglądają dziko i pięknie, ale nie można zapominać, że już od starożytności toczyły się o nie wojny. Po niektórych ścieżkach można spokojnie wędrować, w innych miejscach są tabliczki ostrzegawcze "Uwaga! Miny" i teren jest zagrodzony drutem kolczastym. Miejsca turystyczne pocięte przez tereny wojenne - taki urok tego kraju. 


Zaczyna się zmierzchać i obserwujemy przepiękny zachód słońca nad Tyberiadą. Temperatura nieco spada i trzeba czymś okryć ręce. Marek zapewnia nas, że kiedy dojedziemy do Morza Martwego, będzie tam naprawdę gorąco.


Naszym celem tego wieczora jest Ein Bokek, miejscowość hotelowa nad Morzem Martwym. Na jego brzegu jest oaza drogich hoteli, ale nie w nich szukamy schronienia na tę noc.


Po drobnych perypetiach znajdujemy plażę, na której rozkładamy się w śpiworach do snu. Nie wszystkie plaże są tak gościnne, zanim znaleźliśmy tą, wygonili nas z innej; kolejne były rozgrzebane i przystosowywane do nowego sezonu. Ale na naszej obozowali jeszcze inni ludzie w namiotach. Widać nie jest to zabronione. 
Nie jest to dla mnie pierwszy raz, kiedy śpię pod gołym niebem, ale pierwszy raz śpię na plaży, w dodatku w najniższym miejscu świata. Noc jest ciepła, śpiwór jest ciepły. Śpimy spokojnie aż do rana.

_________________________
Więcej zdjęć w albumie: https://goo.gl/photos/MM8gfKEmFGj4M7X56

Komentarze

Krystian Parma pisze…
Świetnie się to czyta!
P.S. nie każdy spał tak dobrze jak ty z powodu chrapiącego araba :P
meg pisze…
Super, czekam na kolejne relacje :))