poniedziałek, 21 marca 2016

Wszyscy mają wagary, mam i ja!


Podbiał pospolity
Tussilago farfara 

W dzienniku tekst na dziś brzmiał: "Idź na wagary!" Kusząca perspektywa, ale jak tu pójść na wagary, jak jestem nauczycielem? Uczniowie korzystają z tego całkiem śmiało. Praktyka moich ostatnich lat pracy pokazuje, że w pierwszy dzień wiosny zdarza się, iż jakiś uczeń po prostu nie przyjdzie na zajęcia. Powody są najczęściej zupełnie legalne i usprawiedliwione przez rodziców uczniów, ale wagary się zdarzyły i koniec. 
Tego dnia moje zajęcia w biurze skończyły się szybciej, niż zwykle i przede mną roztoczyła się wizja dwugodzinnego okienka między zajęciami. Pogoda właśnie nabrała wiosennego charakteru, wyszło słońce, powiał wiosenny wietrzyk, więc w głowie tłukło mi się postanowienie: jadę nad staw! Jakieś 15 minut jazdy rowerem od domu znajdują się Stawy Raszyńskie i już kilka razy tam byłam. Jest tam kawał wody, trochę zarośli, stadko kaczek, łabędź i kwitnące na wiosnę podbiały. Jak byliśmy dziećmi, wypatrywaliśmy na wiosnę podbiałów, bo to była oznaka, że będzie ciepło. Tym razem też podbiały były, kwitły, aż miło. Było też całe dobrodziejstwo inwentarza oraz wiatr. Prowadziłam sobie miłą pogawędkę z mamą przez telefon, ale z mojej strony niewiele miałam do powiedzenia, bo usiłowałam chłonąć widoki. Muszę od czasu do czasu popatrzeć na naturalny krajobraz, bo inaczej można oszaleć w mieście. Niestety wiatr nie utrzymał mnie na miejscu zbyt długo i wycofałam się do mojej wieży. Jednak ta godzinna porcja słońca była wielkim bonusem, bo godzinę później nadciągnęły chmury i było po wszystkim.
Prognoza wagarowa się sprawdziła: jedna uczennica nie przyszła na zajęcia. Czekałam na nią, napisałam do mamy, a ta usprawiedliwiła córkę, że nie było jej dzisiaj w szkole i zapomniała uprzedzić. No tak, pierwszy dzień wiosny, nie dziwi mnie to wcale...

1 komentarz:

Olha pisze...

Ale ladnie:)) mysmy wczoraj widzieli podbialy w Monachium, ta sama radość!