wtorek, 24 stycznia 2012

Audrey.

Dwa filmy z Audrey Hepburn, które ostatnio obejrzałam. Polubiłam tę kobietę, wcielenie czaru i romantyzmu epoki, która dawno przeminęła.



Without you
from "My fair lady"


***


"Rzymskie wakacje" - Recenzja z filmweb.pl

***

Już po północy.
Kilka niecodzienności:
Mama naszykowała Roni kreację na zabawę karnawałową w szkole, będzie królową motyli w srebrnej błyszczącej sukience, ze skrzydłami i berłem z motylem. Ach... A my nie chodziliśmy na zabawy...
Brat Komendant kończy dzisiaj 25 lat. Pół wieku... :P złożyłam mu życzenia po niemiecku, po rosyjsku nie bardzo umiem ;)
Prowadziłam dzisiaj (to znaczy wczoraj)konwersację po...norwesku :P interessant liten prat, er det ikke? jeg elsker det :)
Odezwał się niespodziewanie jeden znajomy, który chciał mój numer telefonu. Miałam wątpliwości i w końcu mu nie dałam. Kto go wie, do czego by go użył... Stara historia, sprzed ponad 7 lat jeszcze, jak pisaliśmy listy, a potem sporo narozrabiał... Chyba postąpiłam rozsądnie? A tak ciągnęło mnie do zrobienia czegoś szalonego...
Chyba znowu dopada mnie potrzeba zabicia nudy... Filmy, książki, piosenki i dziwne spotkania z różnymi ludźmi nakręcają to...
Nic to, znikam.

niedziela, 22 stycznia 2012

Be magnificent today.



Radosny dzień był wczoraj, kiedy odwiedził nas zespół z Australii: rodzeństwo Otto. Zagrali koncert na 2 gitary i 2 głosy męskie i jeden żeński, zjedli obiad, pogadali z nami i pojechali na kolejny koncert do Podkowy. Zostawili dużo ciepła, miłych wspomnień muzycznych. Powyżej niesamowicie pozytywna piosenka, napędzająca aż do końca dnia.
Wystartowaliśmy wczoraj ze zbiórkami pathfindersów w Warszawie :) przyszło dziewięcioro dzieci, były zadowolone, wybrykały się, ale i nauczyły dobrych rzeczy :) chyba ciągle nie do końca uświadamiam sobie, czego się podjęłam, ale może to i dobrze, w myśl zasady: im mniej wiesz, tym jesteś szczęśliwszy :P

Dzisiaj wstałam w środku nocy, czyli o 5 rano i pojechałam do rodziców z okazji ferii. Dla mojego ADHD siedzenie 6 godzin w jednej pozycji to straszna tortura. Na dodatek w przypływie reformowania swoich nawyków zabijania czasu poprzez ślęczenie na komunikatorach usunęłam konto na GG, więc nie mogłam zamęczać swoimi przemyśleniami jedynego użytkownika, który z całej listy ponad 50 kontaktów pozostał aktywny. Zresztą chyba miał mnie ostatnio dosyć, więc nie będzie mu żal.
Zatem, jeśliby ktoś próbował mnie osiągnąć przez tenże komunikator, niech wyobrazi sobie kobiecy głos, mówiący:

GG 5398733: the number you're trying to reach is unavailable. Please don't try never again.

Pozdrowienia dla studentów od uczniów i nauczycieli z Mazowieckiego, którzy właśnie mają ferie ;P

niedziela, 15 stycznia 2012

Śniadanie u Tiffany'ego



Moon river
Audrey Hepburn

Moon river, wider than a mile
I'm crossing you in style some day
Oh, dream maker, you heart breaker
Wherever you're goin', I'm goin' your way
Two drifters, off to see the world
There's such a lot of world to see
We're after the same rainbow's end, waitin' 'round the bend
My huckleberry friend, Moon River, and me

***
Nie chciałam wstawiać recenzji dwóch wcześniejszych filmów, które oglądałam: "Za wszelką cenę" i "Pokuta", albowiem były smutne i do bólu prawdziwe. Ten jest bajkowy, pogodny i lekki, przynajmniej taki się wydaje. Dla mnie był momentami bardzo osobisty, zwłaszcza postać zwariowanej, żyjącej we własnym świecie Holly, poszukującej szczęścia na wszystkie sposoby, a jednocześnie żyjącej w strachu przed nim.


Recenzja z filmweb.pl


Poniżej scena końcowa filmu i chyba najważniejszy cytat.



Wiesz, co z tobą jest nie tak Panno „Kimkolwiek Jesteś”? Jesteś tchórzem. Nie masz odwagi. Boisz się powiedzieć: „OK, życie jest jakie jest”. Ludzie się zakochują, należą do siebie, bo to jedyna możliwość, żeby być szczęśliwym. Nazywasz siebie wolnym duchem, dzikim stworzeniem. Przeraża cię to, że ktoś wsadzi cię do klatki! Ale ty już jesteś w tej klatce! Sama ją zbudowałaś. I nie jest ograniczona przez Tulip, Teksas czy inne miejsce. Jest wszędzie tam gdzie ty. Bo nieważne gdzie pobiegniesz, skończysz w tym samym miejscu!

***

I jeszcze jeden cytat, tym razem od koleżanki:

Staraj się otaczać ludźmi bez których nie możesz żyć, a nie tymi z którymi zaledwie możesz wytrzymać...

Kiedyż ja się tego nauczę...

środa, 11 stycznia 2012

Heyah's gone away, welcome to Play


Muszę to w końcu powiedzieć: czas zmienić sieć. Minęły bodajże ponad 3 lata, jak machała czerwona łapka, oferując szalone smsy i darmowe rozmowy w sieci, w której to miałam aż 3 (w porywach do pięciu) znajomych. Wprawdzie były takie niezwykłe momenty, kiedy słuchawka aż dymiła od telefonowania i iskry szły na linii, ale epizodycznie. Podsumowując to wszystko, stwierdzam: Heyah to dla mnie sieć nierozwojowa. Nie ma z kim gadać, ot co.
Noo, może będzie mi żal mobilnego gg w telefonie i tych śmiesznych pakietów z smsami (kolega z Heyah, od którego się to zaczęło, zapowiedział, że przestanie do mnie pisać :P tak jakby robił to tak często, że miałoby mi tego brakować, a guzik:P), ale będą inne pakiety i może wtedy się rozkręcę z gadaniem. Co prawda powtarzam to sobie od 2 lat, gadając z tym i owym i jakoś się nie udało - chyba nie jestem z tych, co lubią mówić.
Aha, nie zmieniam sieci z powodu jakiegoś namiętnego wielbiciela, który pragnie mieć ze mną stały kontakt, albo z powodu mojej namiętności do dzwonienia do jakiegoś gościa - nic z tych rzeczy. Nareszcie odrobina rozsądku w tym szaleństwie.

Połowa mojej rodziny i innych znajomych chyba się ucieszy, że jestem w Play - reszta będzie z zemsty atakować sygnałami :P trudno, taka jest cena postępu...
Zatem od jutra możecie puszczać strzałki -może oddzwonię :P



Bye bye baby

Bay City Rollers

If you hate me after what I say
Can't put it off any longer
Just gotta tell you anyway

Bye bye baby, baby goodbye
(Bye baby, baby bye bye)
Bye bye baby, don't make me cry
(Bye baby, baby bye bye)

You're the one girl in town I'd marry
Girl, I'd marry you now if I were free
I wish it could be

I could love you but why begin it
'Cause there ain't any future in it
She's got me but I'm not free, so

Bye bye baby, baby goodbye
(Bye baby, baby bye bye)
Bye bye baby, don't make me cry
(Bye baby, baby bye bye)

Wish I never had known you better
Wish I knew you before I met her, gee
How good it would be for me

Should've told her that I can't linger
There's a wedding ring on my finger
She's got me and I'm not free, so

Bye bye baby, baby goodbye
(Bye baby, baby bye bye)
Bye bye baby, don't make me cry
(Bye baby, baby bye bye)
(Bye baby, baby bye bye)
(Bye baby, baby bye bye)

Baby bye bye
(Bye baby, baby bye bye)
Baby bye bye
(Bye baby, baby bye bye)
Baby bye bye
(Bye baby, baby bye bye)
Baby bye bye
(Bye baby, baby bye bye)
Baby bye bye
(Bye baby, baby bye bye)

poniedziałek, 9 stycznia 2012

Ai, ai, se eu te pego.



Podobno najnowszy hit imprez i piłkarzy. Wszyscy machają paznokciami i suszą lakier w rytm muzyki. Nie zamieszczam tekstu, gdyż jest po portugalsku i nawet po przetłumaczeniu nie ma większego sensu, ale melodyjka jakoś wpada w ucho ;)
Morderczy weekend na szkoleniu w Podkowie już za mną. Dużo dobrego usłyszałam na temat bycia liderem, dużo się śpiewało i grało, a mało spało, dlatego dzisiaj chodzę do tyłu. W pracy na szczęście luźniej, bo już dwóm osobom nie pasowały dzisiejsze zajęcia. Na swój sposób to dobre ;)
Moja koleżanka ze studiów zamieściła dzisiaj posta na swoim blogu Absolwentka o tym, że jest niezależna i dobrze jej z tym (czy aby na pewno?). Temat wraca jak bumerang. Powoli zaczynam się zastanawiać, czy aby na pewno jestem normalna, mając 25 lat, skończone studia, pracę i nie mając chłopaka, zamiast tego gadając od ponad 5 lat z jednym kumplem o wszystkim, o czym można i jak do tej pory nic z tego nie wyszło i pewnie nie wyjdzie; drugi kumpel, z którym też liczne godziny przegadałam, który jest jednocześnie moim zwierzchnikiem, żegna się ze mną jak z facetem. No o co w tym wszystkim chodzi? :P
I nawet byłoby kilku przystojniaków na oku, z dobrym wykształceniem, manierami i ciekawymi zainteresowaniami, tylko że jakoś nie wykazują inicjatywy ani we mnie jakoś nie pykło :P No nic, życie.
Dzisiaj wprowadziła się Ula do ostatniego wolnego pokoju. Zaczyna się nowy etap w naszym mieszkaniu...

niedziela, 1 stycznia 2012

Ale w miarę to... - i po sylwestrze

Tygodniowy pobyt na południu Polski zakończył się dzisiaj wraz z rozpoczęciem Nowego Roku 2012. Skończyło się leniuchowanie całymi dniami, oglądanie filmów jak leci, maltretowanie komputera bez sensu, od jutra zaczyna się PRACA (uuuu, bójcie się, dzieciaki :P). Wprawdzie w Mazowieckiem ferie zaczynają się od połowy stycznia, więc wiele się w tym miesiącu nie napracuję, ale zaczął się nowy rok, trzeba się bojowo nastawić :P
Dla odmiany po licznych recenzjach filmowych, czyniących z mojego bloga filmweb II, napiszę po prostu kilka słów o przesympatycznym weekendzie spędzonym w małej miejscowości na południe od Bochni (nie mylić ze stacją Brzesko Okocim przy wysiadaniu z pociągu, jak ja:P w Bochni jest wielki żółty dworzec, a w Brzesku nie). Wyruszyłam z domu w piątek 30 grudnia pociągiem, który okazał się autobusem i jechał po asfaltowej drodze :P pani konduktor sprzedała mi bilet do Bochni, a ja z szalonego przejęcia chciałam wysiąść już w Brzesku, jak to powyżej opisałam ;) zapomina człowiek stare trasy... Do tejże miejscowości na południe od Bochni dotarłam najpierw busem, potem autem z pewnym sympatycznym Romanem Ł. (nosi taki pseudonim artystyczny :P).

Nie wdając się w zbyt wiele szczegółów, które byłyby dla was z pewnością nieciekawe, rzeknę tylko, że 31 grudnia, potocznie nazywany dniem imienin Sylwestra, nie tchnął bynajmniej jakże popularnym szampańskim nastrojem, był to raczej powrót do starych, dobrych czasów, kiedy największą atrakcją po noworocznych paczkach było czekanie do północy, w tajemnicy przed rodzicami (a przynajmniej tak nam się zdawało, że o tym nie wiedzieli, najzwyczajniej w świecie chcieli się po prostu wyspać), żeby zobaczyć fajerwerki u sąsiadów. Nie było gier i zabaw, jakie zażyłam rok temu w innej niewielkiej miejscowości na południe od Wrocławia. Z elementów rekreacyjnych były jedynie zagadki biblijne do przyzwoitej godziny 22, po której starszyzna poszła kulturalnie spać (notabene moi rówieśnicy, ale starsi duchem, nie tacy buntownicy przeciw systemowi, jak ja), a niepokorna młodzież tudzież wiecznie młody Roman na znak protestu przeciw sylwestrowej nieaktywności udała się na spacer wzdłuż okolicznej drogi lokalnej, bez elementów odblaskowych na swoich ubraniach, stanowiąc poważne zagrożenie dla kierowców poruszających się z pewną częstotliwością na drodze. Spacer zakończył się podziwianiem wspomnianych już fajerwerków i rozmową przy herbacie do pierwszej w nocy, co organizatorzy odebrali jako jawny bunt przeciwko regulaminowi, ale z braku środków perswazji nie zabronili tego. Jednakże następnego dnia ta grupa była tą, która wstała wcześniej od tych, co zażywali regulaminowego snu od godziny 22.

Noworoczny powrót pociągami również należał do przygód jedynych w swoim rodzaju, ze względu na przymusowy postój pociągu we Włoszczowej, gdzie jakiś pasażer chciał zrobić dowcip i zadzwonił na policję, że kierownik pociągu jest nietrzeźwy, przynajmniej taką wersję oficjalną podał konduktor. Jak było naprawdę - nie wiemy. PKP unosi nas na falach naprzemiennej frustracji wraz z momentami umiarkowanej satysfakcji.

Jednak pominęłabym lwią część pobytu tamże, gdybym nie wspomniała o potężnym ładunku teologii, podanym podczas wykładów oraz mnogości muzyki, granej i śpiewanej zarówno w budynkach, jak i przed nimi. I zasadniczo dzięki temu mogę powiedzieć, że był to sylwester jedyny w swoim rodzaju, a nawet zaryzykuję stwierdzenie, że najlepszy, na jakim byłam. Tym razem nie utkwiły mi w głowie śmieszne rzeczy i ich autorzy, ale niezwykle przydatne i odkrywcze myśli, które pokazały nowe drogi rozwoju na najbliższy rok. Może jestem nudna i staroświecka, ale "nauka mnie najbardziej kręci" :P wyjaśnienie w filmiku poniżej.



Kończąc tę jakże rozbudowaną wypowiedź nie złożę wam kolejnych życzeń, żeby się nie powtarzać po tej kanonadzie smsów. Trzymajcie się ciepło i jedzcie szpinak, bo to zdrowe.
Zzzzzz, odsypiamy...