niedziela, 23 września 2007

Impossible is nothing


W pokoju mojego brata wisi ten plakat na ścianie. Jego przekaz brzmi jednak dla mnie nieco inaczej...



Niemożliwe to tylko wielkie słowo rzucone na wiatr przez maluczkich, którzy godzą się z naturalną koleją rzeczy, zamiast wykrzesać siły, by ją zmienić.
Niemożliwe to nie fakt. To jedynie opinia.
Niemożliwe to nie deklaracja. To wyzwanie.
Niemożliwe to potencjał możliwości.
Niemożliwe jest chwilowe.

Impossible is nothing - if U just believe :D

sobota, 15 września 2007

Studnia



Któregoś upalnego lata, kiedy każdy centymetr ciała błagał o deszcz, a wysuszona dusza poszukiwała ukojenia, odkryłam w lesie studnię.
Właściwie z zewnątrz nic nadzwyczajnego. Szara cembrowina, porośnięta mchem, kołowrót z wiadrem do czerpania wody, widać, że nikt o nią nie dbał ostatnio. Co tam wygląd, kiedy dyszę z pragnienia. Skoro jest wiadro, można z niej naczerpać wody.
"Cóż to w ogóle za studnia" - mówili ludzie. "Właściwie to jest w niej coś odpychającego. Stoi tak samotnie w lesie, kto stawia studnie w lesie?" Kiwali głowami i przechodzili dalej.
Nie zważałam na to. Podeszłam bliżej. Ciągle jednak nieuzasadnione obawy odciągały mnie od zajrzenia do środka. Usiadłam i w milczeniu wpatrywałam się w mozaikę z mchu na cembrowinie. Tak marzyłam o wodzie. Ale bałam się tego, co powiedzieli przechodzący ludzie. Samotna studnia w lesie. Kto to widział takie samotne studnie.
Byłabym siedziała przed studnią do końca świata. Jakiś człowiek przechodzący obok uśmiechnął się do mnie i powiedział:
-Nie bój się. W środku jest dobra woda. Próbowałem, naprawdę w porządku.
To brzmi zachęcająco, pomyślałam. Widocznie studnie w lesie nie są takim dziwnym zjawiskiem, jak większość uważa.
Tego dnia nie odważyłam się jednak zaczerpnąć wody. Postanowiłam lepiej ją zbadać. Obejrzałam ją dokładnie z wszystkich stron. Dotknęłam nieśmiało cembrowiny. Przeanalizowałam fakturę kamieni i mchu. Z podejrzliwością nakłuwałam ją patykiem.
-Solidna robota-powiedziałam. -Tak powinno się budować studnie.
Przechodzący ludzie patrzyli na moje zabiegi z pobłażliwym uśmiechem. To dopiero dziwak, który zamiast pić wodę, ogląda studnię. Dla mnie jednak ta studnia stała się żywą istotą. Zanim zbadam ją do głębi, chciałabym sprawdzić ją z zewnątrz.
Zachwycił mnie dokładnie spojony kamień. To sprawiało, że studnia była stabilna. Tego wieczoru studnia stała się dla mnie symbolem stałości. Nabrałam do niej szacunku. Odeszłam z gorącym postanowieniem, że jutro na pewno zajrzę do środka.

*
Kolejny dzień był jeszcze bardziej upalny. Umierałam z pragnienia. Myśl o studni stała się obsesją. Ale ciągle kręcili się tam jacyś ludzie. Oglądali ją, jak ja wczoraj. Poczułam się oburzona, w myślach nazwałam ją moją studnią. Czego oni od niej chcą.
Musiałam czekać do zmroku. Podeszłam do niej, wręcz skradałam się ukradkiem. Z wyschniętym językiem, kołatającym sercem jak wczoraj oglądałam palcami każdy centymetr studni. W końcu nieśmiało pochyliłam się nad cembrowiną...
Zakręciło mi się w głowie. Studnia była niewyobrażalnie głęboka. Na dnie ledwo widać było srebrzyste lustro wody. Odbijał się w nim księżyc, noc była piękna. Zrzuciłam wiadro do środka. Zanurzyło się w krystalicznie czystej wodzie, napełniłam je i powoli zaczęłam wciągać na górę. Mogłam teraz dokładnie obejrzeć wnętrze studni. Tylko z zewnątrz wydawała sie taka solidna. W środku było pełno wyrw, dziur. Wiadro obijało się po ścianach studni, wydając głuche odgłosy, które przypominały słowa... "Studnia opowiada swoją historię" - pomyślałam.
Wyciągnęłam wiadro i zaczęłam łapczywie pić. Każdy łyk przynosił ulgę, napełniał życiem, smakował ochłodą. Kiedy poczułam, że więcej nie dam rady wypić, usiadłam, opierając się plecami o brzeg studni. Wpatrywałam się w wodę w wiadrze, przelewałam ją między palcami, chłodziłam twarz, stopy i dłonie... Śmiałam się i płakałam jednocześnie, nareszcie znalazłam coś trwałego, swoją studnię z wodą... Przeżyłam najpiękniejsze chwile swego życia tej nocy przy studni. Nie obchodziło mnie już, co mówią ludzie o niej. Nie zwracałam uwagi na płynący czas. Znowu wrzuciłam wiadro i wyciągałam do góry, słuchając historii studni. Przeżyłam oczyszczenie i wyciszenie. Odeszłam spokojna i szczęśliwa.

*
Studnia ciągle tkwi samotnie w lesie. Solidna i z pozoru zwyczajna. Ale z niesamowitą głębią i bolesną historią. Nie potrafię jej naprawić. Nie jestem budowniczym tej studni. Ale kiedy tylko potrzebuję ochłodzenia duszy, wrzucam swoje wiadro i czerpię z niej wody, ciesząc się każdym łykiem. Słucham kolejnych historii. Opowiadam swoją. Studnia nie zdradzi tajemnicy. Tajemnica zostaje na jej dnie i błyszczy jak pieniążek.


Prawdziwe piękno studni nie leży na zewnątrz. Prawdziwe piękno leży w głębi.
Ludzie mijają ją obojętnie, nie zwracając uwagi. Dla mnie słońce odbija się od kamieni w środku o każdej porze inaczej, w różnych odcieniach.
Studnia nie stawia warunków. Mogę czerpać wody tyle, ile potrzebuję. Ale żeby ją zdobyć, trzeba się trochę postarać, zadać sobie trudu z wyciągnięciem wiadra z wodą... Za każdym razem poznaję studnię bliżej od środka... Nigdy nie zbadam jej do głębi.
I tak przędę swoje ciche, samotne szczęście...

sobota, 8 września 2007

Po drugiej stronie biurka...

Nic, co piekne i przyjemne, nie trwa wiecznie...
Konczacy sie sabat przypomnial mi, ze zaczal sie nowy, szary i ciezki tydzien...
We wtorek prowadze lekcje niemieckiego w podstawowce :P pierwszy raz i mam niezlego boja :P musze napisac 12 konspektow lekcji (nazbieralo sie tego, bo nie pisalam na biezaco), cos, co nauczyciele pisac juz nie musza, a studenci i stazysci owszem :P i czego z calej duszy nienawidza :P
Boje sie tego przejscia za druga strone biurka... kiedy siedzialam w pokoju nauczycielskim, juz czulam sie dziwnie... jakbym tam kompletnie nie pasowala... sama wsrod tych doroslych ludzi, na ktorych jeszcze do niedawna moglabym patrzec z respektem... dobrze, ze uczy tam znajomy wuefista, adwentysta, ze strzyzowskiej grupy... jest jakos razniej, jak ktos odezwie sie normalnie po imieniu, a nie przez "pani"...
Po co ja to wszystko pisze... tego nie zrozumie nikt, kto choc raz nie stal (a raczej bedzie stal) przed klasa maluchow wkraczajacych w nastoletniosc...
Jakos minie :) jak wszystko, co wydaje nam sie straszne, bo jeszcze tego nie znamy :)
Zycze wiec sobie powodzenia... Coz mi pozostaje...

środa, 5 września 2007

Tu kończy się asfalt, a zaczyna blues...

Za oknem deszcz... a wspomnienia lata są niezmywalne. Zanim ponura jesień utopi świat w deszczu, powróćmy w myślach (i fotografiach) do pewnego sobotniego spaceru prosto w niebo, ponad doliny codzienności...To było, zanim Ola z Gosią pojechały na zjazd do Jeleniej. Pierwszy spacer po okolicy od przeprowadzki :) odkrywanie nowych miejsc było niesamowitym doświadczeniem...


Triumf życia ...


Świątynka na wzgórzu ;)


A tutaj zaczyna się słynna sesja bojowa :) nie uzyskałam zgody na publikowanie zdjęć pozostałych modelek, więc prezentuję tylko swoje :)


Samson ;)


Conan Barbarzyńca


Dawno temu w trawie...



Ukoronowanie tej sesji:
Drużyna Pierscienia

Jesień zmierza długimi krokami... Czas opatulić się w ciepłe swetry i popijać gorącą herbatę z kubka, patrząc na spływające krople deszczu na szybie... Żegnaj, lato, na rok...


poniedziałek, 3 września 2007

Chofesz w Strzyżowie :))) ja chcę jeszcze raz :D

Nasza sierpniowo-wrzesniowa proba Chofeszu przeszla juz do historii jako najlepsza i najefektywniajsza z prob :) mielismy niesamowita atmosfere i blogoslawiony koncert :)
A jak sie bawi Chofesz w wolnym czasie? Sami zobaczcie :)
Po dlugim i meczacym dniu prostujemy kosci na boisku :)

Chofesz team :) We are the champions :)

Tak to jest, jak dziewczyny sie zabiora za granie w pilke - ogolna panika ;P
Kinomaniacy :P "Kod Leonarda da Vinci" i "Mission Impossible 3" na malenkim telewizorku Belstar :P Mayki opisywal, co bylo na filmie, kiedy ekran byl zbyt ciemny :P
W Strzyżowie zażółciło się od naszych plakatów :) dzięki solidnej ekipie :)
Brygada w czerni :)
Po lewej skakaly koniki na miedzynarodowych zawodach jezdzieckich... a my kibicowalismy :)Summer night city :)
Hooligans ;P

Wiecej fotek wkrotce :)

CHOFESH - YOU'LL NEVER WALK ALONE :)