czwartek, 27 czerwca 2013

High five!

Te kwiaty dostałam od mojego ucznia (a raczej od jego mamy), który chciał sobie olać ostatnie zajęcia, ale potem skruszony na nie przyszedł. Ponieważ nie ma mnie przez wakacje w mieszkaniu, a nie mam drygu do pielęgnowania kwiatków, pozostał w sali na pianinie, gdzie będzie na pewno ktoś go podlewał. Nie ma to jak prezenty, które można dyplomatycznie przekazać ;)

Ogłaszam oficjalny koniec wszystkiego. Koniec studiów, koniec pracy, koniec roku szkolnego. Nie licząc koncertów w sobotę rozpoczynam WAKACJE. 
Dzisiaj obroniłam pracę licencjacką o tytule "Bóg Izraela w czasach niewoli babilońskiej na podstawie księgi Daniela", usłyszałam dużo dobrego, dostałam miłe pytania, wyszłam po kwadransie i otrzymałam 5 na dyplomie. Tyle się denerwowałam w tym tygodniu, zupełnie niepotrzebnie. Przecież robiłam te studia dla wiedzy, nie dla dyplomu. Pisałam tę pracę też dla wiedzy, nie dla osiągnięć naukowych. I tego się trzymajmy, żeby nie zwariować, jak co niektórzy.
Ponieważ już tu kiedyś było, ale jednak jest to hasłem tego dnia, więc zacytuję w treści, nie w tytule:

NIE MA BATA NA LICENCJATA!


środa, 26 czerwca 2013

Precedens za 3 dni!


Czarne rajstopy bez oczek są, okulary do czytania zakupione, śpiewanie z Sethem rozpoczęte, togi są,
pojutrze wyjazd na Podlasie!

Ps. Strój na obronę też jest, skoro rajstopy całe. Jutro!

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Griaß di! - Bayrisch

Dostałam jakiś czas temu propozycję tłumaczenia filmiku reklamowego, ale okazało się, że jest po... bawarsku. Bawarski (Bayrisch) to dialekt z Bawarii, południowej części Niemiec. Istnieje tylko w formie mówionej, nie jest zapisywany. Dla Niemców z innych regionów jest niemal niezrozumiały. 
Nie chciałam tak łatwo rezygnować i zaczęłam poszukiwać materiałów, które wprowadzą mnie w podstawy bawarskiego i znalazłam trochę wiedzy teoretycznej. (polecam stronę)

Oto krótka informacja, jak wymawiać samogłoski:

à
sehr helles à, wie schriftdeutsch in Pàràde, Kàràt, Spàgàt; engl. butler, dust. Beispiele: Ràde/Ràdi = Rettich; Màdl = Mädchen
å
dumpfes a, zum offenen o klingend, wie schriftdeutsch Wort, Post, Moll, toll.Beispiele: i håb = ich habe, i måg = ich mag
a
Normales a, wie schriftdeutsch Fahrkarte, Straßenbahn, Lager. Beispiele: Walli = Walburga, Abrui = April, Datzn = Tatze
e
geschlossenes e wie in Rebe, Leben, Fee.Beispiele: Bredl = Brett, des = das
ä
das geschlossene e wie schriftdeutsch nett, fett wird bairisch als ä gesprochen. Beispiele: sehgn [säng] = sehen, Besn [Bäsn] = Besen
o
geschlossenes o wie schriftdeutsch Lob, SoßeBeispiele: Topferl [Dobbfàl] = Töpfchen, derschrocken [dàschroggà] = erschrocken
                               Diphtonge (Doppellaute)
äi
Geld [Gäid] = Geld, Welt [Wäidd] = Welt, fehlen [fäin] = fehlen, beinand [bäinand], (vergleichbar mit dem "a" in englischen Wörtern wie basecase)
åi (klingend = eu)
maln [måin] = malen, zahln [zåin] = zahlen, Dalln [Dåin] = Delle, Beule
au
haun [haun] = hauen, schaugn [schaung] = schauen, Taube [Daum] = Taube
wern [wn] = werden, eahm [m] = ihm, Deandl [Dndl] = Mädchen
ai (ei)
um Missverständnisse zu vermeiden, verwende ich in der Lautschrift ausschließlichai. Leut [Laid] = Leute, Beutl [Baidl] = Beutel, Sack, Pfeife = [Bfaiffà]
müde [md], gießen [gssn]
allein [àll]
oiHolz [Hoiz], Stolz [Schdoizz]
ou
Kot [Koud] (= Erde, Erdreich), Brot [Broud]
Kuh [K], Ruhe [R]
uiBrille [Bruin], Film [Fuim]
[:] Doppelpunkt hinter einem Vokal: der Selbstlaut wird lang gedehnt z.B. gehen = geh = [ge:], Käse = Kas = [Kà:s], nein = naa = [nà:]
Unterstrichene Vokale bzw. Silben werden betont. Konsequenterweise habe ich auch Vokale in Wörtern mit nur einer Silbe unterstrichen.


A oto przykład bawarskiego dubbingu ;)



Niestety pomimo szczerego zapału nie udało mi się podjąć tłumaczenia filmiku. Może kiedyś wyjadę do Bawarii i będę uczyć się na żywo?


sobota, 22 czerwca 2013

Noc Kupały



Bardzo przyjemny dzień dzisiaj był. Jedna z nielicznych sobót, kiedy nie musiałam absolutnie nic robić :) żadnego wyjazdu, żadnego szkolenia, koncertu czy czegokolwiek. Po miłym nabożeństwie  i obiedzie (wczoraj upiekłam brownie :) aaa, smakowało :)  wybraliśmy się ze znajomymi na łączkę w pobliżu Metra Marymont i pół dnia piknikowaliśmy, a dokładniej wylegiwaliśmy się na kocu w cieniu drzewa, skubiąc co nieco, pogrywając w piłeczkę i czytając książkę Teda Wilsona "Już niedaleko do domu". Odwiedził nas kolega z Łotwy, który mówi po polsku i tak się wpasował w naszą grupę :)
Dzisiaj top tematem były wianki. Dlaczego wianki? Ponieważ dzisiaj jest Noc Kupały. 

Noc Kupały (zwana też nocą kupalnąkupalnockąkupałą) – słowiańskie święto związane z letnim przesileniem Słońca, obchodzone w najkrótszą noc w roku, czyli najczęściej (nie uwzględniając roku przestępnego - w tym przypadku święto przypada noc wcześniej) z 21 na 22 czerwca (późniejsza wigilia św. Jana – potocznie zwana też nocą świętojańską i posiadająca wówczas wiele zapożyczeń ze święta wcześniejszego – obchodzona jest z 23 na 24 czerwca). Na południu Polski, Podkarpaciu i Śląsku uroczystość o podobnym charakterze zwie się sobótką lub sobótkami, na Warmii i Mazurach palinocką. Nazwa Noc Kupały, kupałnocka utrwaliła się w tradycji Mazowsza i Podlasia.  
Święto ognia, wody, słońca i księżyca, urodzaju, płodności, radości i miłości, powszechnie obchodzone na obszarach zamieszkiwanych przez ludy słowiańskie, ale również w podobnym charakterze na obszarach zamieszkiwanych przez ludy bałtyckie, germańskie i celtyckie, a także przez część narodów wywodzących się z ludów ugrofińskich, np. Finów (w Finlandii jest jednym z najważniejszych świąt w kalendarzu) i Estończyków. Na Łotwie pod nazwą Līgo jest świętem państwowym, a po odzyskaniu niepodległości 23 i 24 czerwca stały się dniami wolnymi od pracy. Również na Litwie dzień 24 czerwca, od 2005 roku, jest dniem wolnym od pracy. 
Przeprowadzane w jej trakcie zwyczaje i obrzędy słowiańskie miały zapewnić świętującym zdrowie i urodzaj. W czasie tej magicznej nocy rozpalano ogniska, w których palono zioła. W trakcie radosnych zabaw odbywały się różnego rodzaju wróżby i tańce. Dziewczęta puszczały w nurty rzek wianki z zapalonymi świecami. Jeśli wianek został wyłowiony przez kawalera, oznaczało to jej szybkie zamążpójście. Jeśli płynął, dziewczyna wyjdzie za mąż, ale nieprędko. Jeśli zaś płonął, utonął lub zaplątał się w sitowiu, prawdopodobnie zostanie ona starą panną.   
Tej nocy młode dziewczęta i młodzi chłopcy poszukiwali na mokradłach kwiatu paproci, wróżącego pomyślny los. O świcie powracali do wciąż płonących ognisk, by przepasawszy się bylicą, trzymając się za dłonie, przeskoczyć przez płomienie. Skok ów kończył obrządek przechodzenia przez wodę i ogień, i w tym jednym dniu w roku swojego czasu stanowił podobnie rytuał zawarcia małżeństwa. 

Pamiętam kilka książek, gdzie była o tym wzmianka: w "Dzieciach z Bullerbyn" dziewczynki przechodziły przez płot w całkowitym milczeniu i zbierały kwiaty, żeby włożyć je pod poduszkę i wywróżyć sobie narzeczonego. A w "Cudownej podróży" Selmy Lagerlöf obchodzono sobótkę. 
A w Warszawie jest dzisiaj impreza "Wianki nad Wisłą". Nie poszłam, nie ma co szaleć, jutro muszę pognębić studentów na egzaminie :P
Czas rozpocząć nowy tydzień nauki i pracy ;)

I jeszcze Łotwa śpiewa :)

czwartek, 20 czerwca 2013

Tak wyglądam, gdy...



Ooch, udało się. Praca wydrukowana, oprawiona i złożona w dziekanacie. Omdlewanie w dusznym kserze przy Metrze Politechnika nie należy do ulubionych czynności dnia, gdy na zewnątrz jest prawie 30 stopni, ale to uroki czerwca. Ale profesjonalizm w studenckim kserze i ta atmosfera sesji była mega. Jeśli przyjdzie mi do głowy robić kolejne studia i będę oprawiać pracę dyplomową, to tylko tam! (uwaga, reklama)
A ponieważ to środek dnia, a ja jestem po pracy, więc... czeka mnie błogie nicnierobienie :P

środa, 19 czerwca 2013

Belfrem.

Zaczęły się upały. To ciężkie czasy i dla mnie, i dla dzieci, które uczę. Męczymy się obustronnie. Dzisiaj w pracy doprowadziłam  dziecko do płaczu na lekcji. To było strasznie dziwne doświadczenie dla mnie, bo ja ani nie krzyczę na nikogo, ani nie poniżam. Staram się mówić spokojnie i nie dać się ponosić emocjom. Ja nie stawiam ocen, nie ma też egzaminów, naprawdę zero stresu, dzieci przychodzą i grają, bo chcą, takie przynajmniej jest założenie. Antek jest wrażliwym chłopcem i kiedyś już też mi się rozpłakał, jak uderzył nogą w pianino, a to solidny kawał drewna. Dzisiaj rozpłakał się, bo nie umiał zagrać i kiedy mu powiedziałam, że nie ma sensu dalej tak grać, niech się nauczy i mi pokaże, jak to powinno brzmieć. Kiedy to zobaczyłam, stanęło mi przed oczami, jak ja wychodziłam z lekcji z płaczem i jak to sobie przypomniałam, to się zreflektowałam i zaczęłam z nim rozmawiać, dlaczego nie ćwiczył tego utworu, czy może po prostu nie chce go grać  i czy może znaleźć mu jakiś inny, bo jak wzięliśmy inny, który już ćwiczył, to szło mu nieźle i wtedy przestał płakać. Zastąpiłam tamten, zagrałam mu, jak to powinno brzmieć, powiedział, że ładne i że spróbuje. Utwór co prawda jest trudniejszy, ale chyba lepiej mu wychodzi, bo mu się podoba.
Muszę się naprawdę przełamywać w tej pracy, zwłaszcza, jak jestem zmęczona i autentycznie mnie wkurza, jak ktoś ciągle się myli. Każdy dźwięk musisz poprawiać, cały czas się koncentrować , czy gra dobrze, podpowiadać, pilnować się, żeby nie być za bardzo upierdliwym, zmagać się z nimi, żeby w ogóle chcieli zacząć grać... Są takie dni, kiedy jest walka, żeby minutę zagrały. Czasami mam ochotę rąbać głową w pianino na takiej lekcji. Dobrze, że swoją, a nie ich...
Ogólnie jednak przyznaję, że dzieci wiele uczą i cenię sobie, że mam okazję w ten sposób się sprawdzić. Nie mam idealistycznej wizji siebie jako nauczyciela, staram się jedynie z całych sił być sprawiedliwa, szanować ich jako młodszych dorosłych i motywować do samodzielnego myślenia.

W kinie w Lublinie kochaj mnie.

Jagodowa miłość (2007)

Dwa filmy w dwa wieczory: jeden na małym, drugi na wielkim ekranie. Pierwszy z kawiarnią w Nowym Jorku w kadrze, drugi w blokach na Marymoncie. W pierwszym slodkimi nutami rozbrzmiewa jazz, w drugim psychodeliczne melodie. Pierwszy pachnie jagodowym ciastem, a drugi skrętem.

Dziewczyna z szafy (2013)

W każdym jednak otoczeniu ludzie potrzebują akceptacji i odrobiny uczucia. I o tym mówią obydwa filmy. Zapraszam do kina.

wtorek, 18 czerwca 2013

Co mówią...



Co słychać? Praca się robi. A zanim wyjdę z domu i pomozolę się nią w Wordzie na pececie w mojej szkole (to skandal, żeby w Open Office nawet porządnego spisu treści się nie dało zrobić!) to wrzucam filmik z kanału na Youtube. Sprytni goście zrobili serię klipów "Co mówią". Zaczęłam od parodii reklamy Coca-Coli, przeszłam przez studentów, hipsterów, hejterów, ludzi z Facebooka i skończyłam na blogerach :P gdybym miała więcej czasu, to kto wie, co bym jeszcze ogarnęła :P
Nie pretenduję do miana blogerów lifestyle'owych, nie zbieram lajków, nie walczę o subskrybentów, moje opinie na temat produktów nikomu nie zagrożą, ale czasem sobie myślę, że to takie zabawne żyć w czasach, kiedy internet jest niemal władzą. I może to trochę smutne, ale mamy dziwne społeczeństwo, takie... sztuczne przez tę wirtualną rzeczywistość. Dobrze jest mieć inne hobby, niż udostępnianie linków.
Się miejcie.

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Trzy dziewice



Weekend w Jaworzu był całkiem udany. Jaworze to ładna miejscowość w pobliżu Bielsko-Białej i gór. Czasem brakuje mi gór i ten urozmaicony widok naprawdę sprawił mi dużo radości. W sobotę wieczorem dla rozprostowania kości wybraliśmy się na spacer do centrum Jaworza. Utknęliśmy chwilkę w parku i zrobiłam zdjęcie tej oto fontannie. Snuliśmy legendy, kim mogą być te kamienne twarze i w końcu Sara wymyśliła, że to trzy zaklęte w kamień dziewice. 
Na próbie dedykowanej głównie górnym altom naśpiewaliśmy się tak, że ledwo mówię. Kiedy Dawid wziął nas w obroty, miałam chwilę zwątpienia, czy w ogóle potrafię śpiewać :/ ale Tygrys mnie pocieszył, mówiąc, że po tygodniu nauki i niedospania zwyczajnie mam prawo śpiewać nawet cały ton obok. Tygrys to dobry wspieracz, nie szydzi jak Rozum. Jego optymizm i poczucie humoru potrafią każdą sytuację obrócić w coś pozytywnego. Staram się jednak nikogo nie zarzucać swoimi sprawami, nawet mamie mówię dosyć oględnie, żeby się nie martwiła. Do tej pory sama sobie radziłam, więc dalej tak będzie, czyż nie?
Próba zakończyła się dosyć szybko w niedzielę i jeszcze zostało mi pół dnia do wyjazdu z wujkiem Januszem, więc zawitałam do Smyków i leniuchowaliśmy kilka godzin. Obejrzeliśmy "Operację Argo", film, który w tym roku dostał Oscara. Dość nietypowe, że nagrodzili film dokumentalny, ale jego realizacja była naprawdę świetna. Chociaż zaczął się niepozornie, to ostatnie momenty napinały nerwy do granic możliwości.
Wysłałam pracę do akceptacji po naniesieniu poprawek i sformatowaniu tekstu. Coś jednak poprzeskakiwało i jutro muszę posiedzieć nad tym od nowa. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, to we środę będę drukować. A może nawet jutro...?

piątek, 14 czerwca 2013

Braveheart


Każdy umiera.
                                                  Nie każdy naprawdę żyje.
Nie chcę tracić serca.


W końcu musiało to nastąpić - obejrzałam "Bravehearta". Do ostatniej minuty.
Zrozumiałam też fragmenty z "Urzekającej" i "Dzikiego serca".
Istotą mężczyzny jest siła. Mężczyzna został zamierzony jako wcielenie - nasze doznanie w ludzkiej postaci - Boga wojownika. Boga, który działa na naszą korzyść. Siła jest tym, czego świat oczekuje od mężczyzny.  
Czy to nie ten, który sprawia, że nasze serca biją szybciej, kolana słabną, gdy obserwujemy Daniela Daya Lewisa w filmowej wersji Ostatniego mohikanina, Williama Wallace'a w Walecznym sercu, Aragorna we Władcy pierścieni lub Harrisona Forda w prawie wszystkich jego filmach? Czy to nie jest to, czego jako kobiety pragniemy doświadczać za sprawą naszego mężczyzny i mężczyzn w naszym życiu?
Byśmy mogły doświadczyć siły mężczyzny, musi on przemówić w naszym imieniu. Gdy mężczyźni używają brutalnych słów, jesteśmy przybite. Ich siła nas rani. Gdy milczą, umieramy z głodu. Nie oferują nam żadnej siły, porzucili nas. Ale jeśli z nami rozmawiają, słuchają nas,mówią do nas lub w naszym imieniu, to coś w naszych sercach może odpocząć. (...)Marzymy o ochronie, jakiej dostarcza męska siła. Chciałybyśmy, by nas chronili przed fizyczną krzywdą, tak. Ale również przed krzywdą emocjonalną i duchowym atakiem. Aby wstawiali się za nami w relacji, która stała się raniąca. 
Czy trzeba komuś tłumaczyć, że nie chodzi nam tu o duże muskuły? Oczywiście, mężczyzna może chodzić na ćwiczenia do sali gimnastycznej, ale jeśli jest silny tylko fizycznie, pozostaje człowiekiem pustym w środku. Czy nas jako kobiety zadowala gość tego rodzaju? Z drugiej strony, nasz mężczyzna może woleć czytać książki lub grać na instrumencie. Czy to w jakikolwiek sposób pomniejsza siłę jego duszy? Jasne, że nie. Siłą mężczyzny jest przede wszystkim siła duchowa - siła serca. I wierzcie mi, jeśli ją ma, jeśli z niej korzysta, rozwija, staje się przystojniejszy. Bardziej atrakcyjny. Jako owoc swojej wewnętrznej rzeczywistości. 

Jadę na próbę na Śląsk. Trzeci weekend z rzędu w podróży. Nie żebym marudziła, ale... za dwa tygodnie kolejne wyjazdy :P 

czwartek, 13 czerwca 2013

Pójdę booso.

Wyartykułuję to sama dla siebie, bo ciągle do mnie nie dociera: 
Stressful 
Exhausting 
Selection 
System 
I
Over 
Now.

Zakończyłam drugie studia. Pozostała mi obrona, ale to tylko formalność. Faktem jest, że ukończyłam studia w Podkowie. Tylu znajomych zaczęło i zrezygnowało, nawet Rozum. Chyba muszę jutro porządnie się wyspać. A dzisiaj jak mi sił starczy, to pchnę poprawki do pracy.
Ostatni raz miałam na nogach te buty. Tak mi dogryzły, że drogę z pracy do domu pokonałam tak, jak widać na poniższym zdjęciu. Na szczęście to tylko 400 m, ale sąsiedzi mieli komiczny widok. A co mi tam. 


środa, 12 czerwca 2013

Ps 30

Uff, jestem wykończona dzisiejszym dniem. Od dwóch dni nie śpię normalnie, budzę się wcześnie rano i się denerwuję. Dzisiaj miałam dwa egzaminy, z księgi Daniela i Objawienia, jutro zdaję z teologii systematycznej, czyli zasad wiary. Musiałam podchodzić wcześniej, żeby mieć wolny weekend na próbę. Zdałam dzisiejsze na 5, ale strasznie mnie to nerwów przed faktem kosztowało. W trakcie odpowiedzi nie denerwowałam się już wcale. Bo przecież czym się denerwować, jeżeli z Daniela odpowiada się przed własnym promotorem, który jest moim znajomym i pozwala korzystać z własnej Biblii, będąc świadomym, że mam tam swoje notatki? I tak maglował mnie przez pół godziny, bo jest solidny, ale odpowiedziałam mu na wszystkie pytania. 
Wróciłam do domu z pracy z jedną myślą: zjeść. Padałam z głodu. Planowałam zjeść na deser truskawki z bitą śmietaną, ale niefrasobliwie kupiłam śmietanę w proszku, zapominając, że nie mam miksera do rozrobienia i z tego wyszedł truskawkowy koktajl. Potem postanowiłam upiec (uwaga! DLA RELAKSU! do czego to doszło) ciasto makowo-cytrynowe i nawet namówiłam Ulę, żeby mi pomogła ucierać cytrynę. Ciasto się upiekło, ale znowu z gapiostwa przypaliłam posypkę, którą powinnam była wyłożyć dopiero po upieczeniu. Pozwolicie zatem, że nie będę prezentować zdjęcia. Jestem dzisiaj wcieleniem nieogarnięcia. Widać jestem bardziej utalentowana w innych dziedzinach.

Żeby zakończyć pozytywnie... Dzisiejsza urodzinowa dedykacja muzyczna jest dla Tomka - piosenka TGD oparta na psalmie 30 (ta liczba ma znaczenie w tej dedykacji ;)




Jego gniew tylko chwilę trwa
A przychylność życie całe
Choć wieczorem bywa płacz
To poranek budzi się
Radosnym świętowaniem

Moje narzekanie
Zamienione w taniec, dobry Panie
Rozwiązałeś mój pokutny wór
Moje narzekanie
Zamienione w taniec, moja dusza
Śpiewa, nigdy nie zamilknie już


Dobranoc :) jutro rozgromimy sesję :P

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Szukam, szukam, nie ma, nie ma.


Dziwną prawidłowość ostatnio zauważyłam: najwięcej zdjęć, na jakich się pojawiam, jest związanych z pathfindersami. To środowisko, w którym najczęściej się obracam, z którego mam najwięcej aktualnie znajomych, z którymi utrzymuję kontakt i miejsce, gdzie realizuję się na maksa. 
To środowisko, gdzie czuję się zupełnie swobodnie i gdzie jestem akceptowana. Kiedy jestem na jakimkolwiek biwaku, mogę wstać z podkowami wokół oczu, nieumalowana, wymięta na spotkanie kadry, a i tak nie będzie się na mnie dziwnie patrzył. Kiedy po ognisku czuć moje ubranie moro dymem i nie ma jak zrobić prysznica, też nikomu to nie przeszkadza. Kiedy śpiewamy marszowe piosenki idąc drogą, kiedy pląsamy przy ognisku, kiedy razem z kadrą idziemy na plac zabaw i szalejemy jak dzieci, jak ostatnio w Łodzi, nikt z naszego grona nie powie, że jestem dziwna. Robiąc jakikolwiek pląs czy zabawę, szkolimy się, jak poprowadzić to potem z dziećmi. Uczenie przez aktywność jest najlepszą formą.
Kiedy jestem z pathfindersami, czuję dziecięcą radość, wspólny cel, pozytywne zmęczenie, misję, więzi. Kiedy widzę zachwycone twarze dzieci, nie potrzeba większej nagrody. Kiedy młodzi ludzie prowadzą nabożeństwa, apel, zostają zastępowymi, wiem, że warto było.
Zauważam tylko jedno niebezpieczeństwo: znów tkwię w grupie, w której czuję się "bezpieczna", że nikt nie będzie na mnie "polował", podobnie jak w zespole. Ustaliłam granice nietykalności i trzymam się zachowawczo koleżeńskich relacji. Rozum powiedziałby, że znów uciekam. Ale to nie tak. Bo ja wiem, dlaczego tak jest. Szukam, szukam, nie ma, nie ma, nie ma nikogo jak on. Ten "on" istnieje, taki, jaki powinien być. A nawet jeśli nie, to przecież lepiej być szczęśliwym samemu, niż nieszczęśliwym we dwoje, co nie?

Nie ma nikogo jak On!


Jedną z moich ulubionych piosenek dla dzieci jest "Nie ma nikogo jak Jezus". Jest prosta, ale tak wymowna, że więcej nie trzeba dodawać.



Okazuje się, że to piosenka międzynarodowa :) oto żywiołowa wersja afrykańska :)



Nie ma to jak robić wszystko, żeby tylko się nie uczyć :P a Tygrys jeszcze nakręca takie brykanie :P

Łódź - miasto kamienic

Odwiedziłam w ostatni weekend Łódź z okazji spotkania kadry obozowej. Wsiadłam w wypróbowanego Polskiego Busa, wysiadłam na dworcu Łódź Kaliska, pojechałam autobusem 80 na Kopcińskiego. Tym razem była rozkopana ulica, którą autobus zwykle jeździł na wprost, więc wprowadzili jakieś objazdy. Jadąc sobie z wolna autobusem oglądałam kamienice przez szybę w promieniach słońca. I tak jakoś wyjątkowo tego dnia Łódź wydała mi się piękna ze wszystkimi jej zniszczonymi budynkami, wybitymi szybami, ale i kamienicami błyszczącymi niczym szkiełko na śmietniku.
Kilka budynków prezentuję poniżej. 








W tym tygodniu zmaterializowała się SESJA. Wyznaczono mi termin egzaminów. Czeka mnie nauka.

piątek, 7 czerwca 2013

In the meantime

W oczekiwaniu na busa... Kilka piosenek znalezionych przypadkiem.









czwartek, 6 czerwca 2013

FM puder transparentny

Ola została konsultantką FM, bo nie mogła się doprosić zamówienia na puder od konsultantki. Zamówiła dla mnie sypki puder transparentny (to taki puder, którego nie widać, a sprawia, że twarz jest matowa). Jest lekki, dobrze się nakłada i cena była przyzwoita. Nie robię na co dzień odjechanego makijażu, tylko krem bb, ale przynajmniej się nie świecę.
Dzisiaj skończyłam pisać pracę. Machnęłam wstęp i zakończenie i pozostały mi jeszcze poprawki i sformatowanie tekstu. Załatwiłam też ostatnie rzeczy przed weekendowym szkoleniem dla kadry obozowej w Łodzi i dzisiaj wieczorem opuściły mnie wszystkie siły. Czuję się jak dętka. Chyba kumulowany od tygodnia stres odpuścił, zwiotczając mi mięśnie. 
Dzieci mi ostatnio rezygnują z zajęć, chyba nie chce im się chodzić, bo już wakacje czują. Inne wyjeżdżają na zielone szkoły. Cieniutki ten miesiąc będzie, ale jakoś trzeba go przeżyć. Jeszcze 3 wyjazdy, 3 egzaminy i obrona. Motywujemy się z Christiną.

środa, 5 czerwca 2013

It's burlesque.



Obejrzałyśmy wczoraj z dziewczynami "Burlesque" z Cher i Christiną Aguilerą. (Ciasto poszło co do okruszka). Jestem pod przytłaczajacym wrażeniem głosu tej drugiej. To niewiarygodne, jak biała może tak śpiewać (to cytat z filmu). Znam Christinę od dawna, Rozum do tzw. porzygu się nią zachwycał i stawiał jako wzór wszelkich wokalnych rozwiązań, ale nie chciałam nigdy przyznać mu racji, więc lekceważyłam to, co mówił. Teraz obiektywnie stwierdzam, że kobita jest niesamowita i nie ma takiego utworu czy stylu, którego nie byłaby w stanie zaśpiewać, zmieniając barwę na wszelki możliwy sposób. 


Oddam jeszcze honory Cher, która faktycznie jest legendą, a piosenka i moment filmu, w którym ją wykonuje, są naprawdę mistrzowskie.
Fabuła filmu ogólnie jest naiwna i oglądanie rewii nie zawsze smaczne, ale show jest, miłosne spojrzenia Jacka autentyczne, a słodka blondynka Ali rozbraja i wkurza jednocześnie. Cel gatunkowy osiągnięty.

wtorek, 4 czerwca 2013

Nie święci ciasta pieką ;)

Ostatnia przygoda z pieczeniem nieco mnie przygnębiła, ale nie zniechęciła. Oto podejście trzecie do pieczenia ciast z przepisu. Postanowiłam upiec z tego, co aktualnie miałam w domu, a że prawie wszystko, co potrzebne, było, zatem mam pyszny deser :)


Moje modyfikacje były bardzo nieznaczne: dodałam karob zamiast kakao (bo nie miałam kakao) i orzechy laskowe, żeby coś chrupało. Tym razem wypiekło się doskonale i mogę je spokojnie zawieźć na babskie spotkanie :)

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Budyń z rabarbarem

Są takie dni, kiedy wracasz po pracy i masz szaloną chęć na coś słodkiego. Najprościej byłoby skoczyć do spożywczaka i kupić czekoladowy batonik. Ale kiedy masz zaledwie 4 złote w portfelu, to wydawanie pieniędzy na batonik wydaje się marnotrawstwem... 
Jak dobrze, że istnieją internetowe przepisy :) Za całą moją gotówkę kupiłam kilka łodyg rabarbaru i litr mleka. Kaszę jaglaną i inne dodatki miałam w domu. Wyszły mi dwie ładne michy budyniu, mogłam poczęstować współlokatorkę i po jednej misce czuć błogość nasycenia :) a rabarbar usmażony z cukrem jest po prostu rewelacyjny :)



Po kilku próbach robienia zdjęć w najróżniejszym oświetleniu stwierdzam, że telefon nie nadaje się do zdjęć. Potrzebuję lustrzanki. Nie wiem, w którym wcieleniu ten cel osiągnę, bo znacznie pilniejszym okazuje się mikser czy choćby nowe kalosze... Ale może kiedyś znajdę luźne 2 tys :P

sobota, 1 czerwca 2013

Dzień Dziecka na Bardzo Dzikim Wschodzie


Raz mały Apacz napiął mały łuk,
jak on mógł
napiąć taki mały łuk,
no jak on mógł, jak mógł?

Raz mały Cygan ukradł mały łuk,
jak on mógł
ukraść taki mały łuk,
no jak on mógł, jak mógł?

Raz mały Chińczyk zrobił tani łuk,
jak on mógł
zrobić taki tani łuk,
no jak on mógł, jak mógł?

Prezentuję piosenkę, która była hitem biwaku, a dwie ostatnie zwrotki to twórczość młodych pathfindersów ;) Dzień Dziecka udany ;)
Jak odeśpię i pojawią się zdjęcia, to relacja będzie obszerniejsza.